Heroiczny bój HMS Li Wo

Singapur padł. Wiwatujacy Japonczycy  na tle plonacego portu.

Singapur padł. Wiwatujacy Japonczycy na tle plo­na­cego portu.

Znawcom spraw mor­skich nie trzeba przy­po­mi­nać losów krą­żow­ni­ków pomoc­ni­czych HMS Jervis Bay czy HMS Rawalpindi, które sta­wiły czoła o wiele sil­niej­szemu prze­ciw­ni­kowi i sto­czyły z nim boha­ter­ską walkę. Mniej znane jest jed­nak zda­rze­nie, któ­rego uczest­ni­kiem był nie­wielki okręt Royal Navy, peł­niący w cza­sie II wojny świa­to­wej służbę na Dalekim Wschodzie.

Na Dalekim Wschodzie waż­nym ele­men­tem bry­tyj­skiej impe­rial­nej ukła­danki był Singapur. W latach poprze­dza­ją­cych kon­flikt w Azji port ten roz­kwitł dzięki dosko­na­łemu umiej­sco­wie­niu na skrzy­żo­wa­niu szla­ków han­dlo­wych; sta­no­wił też dogodny przy­sta­nek dla stat­ków pły­ną­cych z Europy na wschód. Z uwagi na zna­cze­nie dla Imperium, Singapur peł­nił także rolę bazy mor­skiej, która była nazy­wana „Gibraltarem Wschodu”.
Jednakże na początku 1942 r. Singapur zna­lazł się w nie­zwy­kle trud­nym poło­że­niu. Japońska ofen­sywa na Półwyspie Malajskim postę­po­wała w dużym tem­pie, zagra­ża­jąc coraz bar­dziej tej bry­tyj­skiej bazie. Wojska pod dowódz­twem gen. Yamashity, choć słab­sze liczeb­nie od armii Wspólnoty Brytyjskiej, dys­po­no­wały prze­wagą w powie­trzu, a także były lepiej przy­go­to­wane do starć na Malajach. Po dwóch tygo­dniach walk w połu­dnio­wej czę­ści pół­wy­spu nie­do­bitki wojsk alianc­kich wyco­fały się na wyspę Singapur. Droga do gro­bli w cie­śni­nie Johor została wysa­dzona w powie­trze 31 stycz­nia 1942 r., zaraz po tym, jak żoł­nie­rze z jed­nostki Argyll and Sutherland Highlanders z 5. bata­lionu Królewskiego Pułku Szkockiego, prze­szli nią przy dźwię­kach dud”.
Atakowana od pół­noc­nego zachodu wyspa cier­piała wsku­tek pona­wia­nych wciąż bom­bar­do­wań. 7 lutego po raz pierw­szy Singapur został pod­dany ostrza­łowi japoń­skiej arty­le­rii.
Osiem dni póź­niej dowódca wojsk Wspólnoty Brytyjskiej na Półwyspie Malajskim gen. Arthur Percival ska­pi­tu­lo­wał. Singapur dostał się w ręce Japończyków. Akcję ewa­ku­acyjną mia­sta pod­jęto już w grud­niu 1941 r.. Jej szcze­gólne natę­że­nie przy­pa­dło na sty­czeń i pierw­szą połowę lutego 1942 r. Tuż przed upad­kiem bazy sin­ga­pur­skiej doszło do exo­dusu jed­no­stek pły­wa­ją­cych ewa­ku­ują­cych per­so­nel woj­skowy i osoby cywilne.

HMS Li Wo wcho­dzi do akcji

Jednym z okrę­tów Royal Navy, które zna­la­zły się w Singapurze w tych tra­gicz­nych dla Imperium Brytyjskiego dniach, był pomoc­ni­czy okręt patro­lowy HMS Li Wo.
Li Wo został zbu­do­wany w 1938 r. przez stocz­nię Hong Kong and Whampoa Dock w Hongkongu i wszedł do służby w Indo-China Steam Navigation Company. Był pasa­żer­skim parow­cem, prze­zna­czo­nym do kur­so­wa­nia po rzece Jangcy, o nastę­pu­ją­cej cha­rak­te­ry­styce: pojem­ność 707 BRT, dłu­gość 50 m, sze­ro­kość 9,2 m, zanu­rze­nie 2,8 m, napęd 2 maszyny parowe potrój­nego roz­prę­ża­nia o mocy 278 KM, pręd­kość – około 15 w. Li Wo był uzna­wany za jed­nostkę udaną – jego maszyny były względ­nie mocne, a pła­skie dno i dobra manew­ro­wość spra­wiały, że radził sobie zna­ko­mi­cie w trud­nych warun­kach rzecz­nych.
W czerwcu 1940 r. sta­tek został zare­kwi­ro­wany przez Royal Navy i odtąd – już jako HMS Li Wo – miał słu­żyć jako pomoc­ni­czy okręt patro­lowy. Na jed­no­stce zain­sta­lo­wano skromne uzbro­je­nie: na dzio­bie działo kal. 102 mm, a na pokła­dzie gór­nym 2 kaemy Lewisa. Okręt pokryto także kamu­fla­żem; nad­bu­dówki i kadłub, dotąd białe, poma­lo­wano na sza­ro­zie­lono.
Li Wo prze­szedł do Singapuru i pod­jął żmudną służbę patro­lową, ope­ru­jąc z bazy mor­skiej w Changi. Jego załoga skła­dała się z Brytyjczyków, Malajów i Chińczyków. Dowódcą okrętu był por. rez. Thomas Wilkinson. Oficer ten uro­dził się w Widnes (pół­nocna Anglia) w 1898 r., w rodzi­nie o mor­skich tra­dy­cjach; roz­po­czął swoją karierę w wieku 14 lat, kiedy zaczął pra­co­wać na statku żaglo­wym nale­żą­cym do jego ojca.
W cza­sie I wojny świa­to­wej słu­żył na s/s Alcinous (zbud. 1899, 6743 BRT) nale­żą­cym do Blue Funnel Line i peł­nią­cym rolę trans­por­towca woj­ska. W 1922 r. zatrud­nił się w Indo-China Steam Navigation Company i kolejno awan­so­wał, obej­mu­jąc w 1940 r. dowódz­two Li Wo.
Na kilka dni przed kapi­tu­la­cją Singapuru Li Wo otrzy­mał roz­kaz przej­ścia do Batawii (obec­nie Dżakarta) na Jawie. Przygotowania do wyj­ścia w rejs odby­wały się w bar­dzo trud­nych warun­kach; w szcze­gól­no­ści dłu­go­trwałe oka­zało się bun­kro­wa­nie, albo­wiem z uwagi na stałe zagro­że­nie bom­bar­do­wa­niami pra­cow­nicy por­towi opu­ścili swoje sta­no­wi­ska. Na nabrze­żach gro­ma­dziły się tłumy szu­ka­jące moż­li­wo­ści wyrwa­nia się z oblę­żo­nego mia­sta. Droga mor­ska była już ostat­nim ratun­kiem. Zarówno por. Wilkinson, jak i inni człon­ko­wie załogi musieli odma­wiać zroz­pa­czo­nym ludziom; zwłasz­cza dra­ma­tyczne były sytu­acje, w któ­rych o pomoc bła­gały matki
z dziećmi. Dwóm z nich udało się nawet scho­wać na baku; ich obec­ność na okrę­cie została odkryta tuż przed zakoń­cze­niem bun­kro­wa­nia. Z cięż­kim ser­cem załoga odsta­wiła matki z ich maleń­stwami z powro­tem na ląd.
Wcześniej, bo na około 36 godzin przed wyru­sze­niem z Singapuru, w zało­dze Li Wo zaszły zmiany – na okręt przy­były nowe osoby. W rezul­ta­cie w skład obsady weszło wielu nie zna­ją­cych jed­nostki, nie zawsze zdy­scy­pli­no­wa­nych mary­na­rzy. Jak się miało oka­zać, była to oko­licz­ność, która miała w pew­nym momen­cie ode­grać ważną rolę w opi­sy­wa­nych wyda­rze­niach.
W nocy 12 lutego 1942 r. Li Wo pod­niósł kotwicę. Pierwotnym zamia­rem Wilkinsona było przej­ście przez cie­śninę Keppel Harbour na pełne morze, lecz z uwagi na fatalną widzial­ność (ogra­ni­czoną przez gęsty dym, który wiatr nawie­wał znad lądu – kilka dni wcze­śniej Japończycy zbom­bar­do­wali skład ropy naf­to­wej) musiał zre­wi­do­wać te plany. Li Wo zdo­łał dotrzeć do akwenu poza por­tem, prze­zna­czo­nego dla cel­ni­ków (Examination Anchorage), jed­nak kon­ty­nu­owa­nie rejsu było nie­moż­liwe; widocz­ność spa­dła nie­mal do zera.
O godzi­nie 06:50 warunki popra­wiły się na tyle, że Li Wo mógł znowu – powoli i ostroż­nie – ruszyć, wymi­ja­jąc rafy i skały utrud­nia­jące nawi­go­wa­nie. Jednostka nie zaznała jed­nak spo­koju na zbyt długo, albo­wiem na nie­bie poja­wiły się japoń­skie samo­loty. Bombowce obraw­szy za cel mały okręt zaczęły przy­pusz­czać wście­kłe ataki. Jednakże Li Wo, czy­niąc uży­tek ze swo­ich zna­ko­mi­tych wła­ści­wo­ści manew­ro­wych, umie­jęt­nie i szczę­śli­wie uni­kał bomb, rów­no­cze­śnie rażąc napast­ni­ków z broni maszy­no­wej. Japończycy ude­rzali w kilku falach, bom­bar­du­jąc i ostrze­li­wu­jąc małą jed­nostkę, aż do czasu, gdy ta wpły­nęła w strefę objętą ogniem plot. z bate­rii posa­do­wio­nych na Keppel Head. Dopiero wów­czas załoga mogła spraw­dzić, jakie szkody odniósł okręt. Choć nie ugo­dziła go żadna z licz­nych bomb, to uszko­dze­nia były znaczne. Na jed­no­stce odno­to­wano nie­mal 100 prze­strze­lin (m.in. bar­dzo mocno podziu­ra­wiony był komin, a kabiny na wyż­szych pokła­dach były zde­mo­lo­wane); było też kilku ran­nych.
Li Wo znowu zacu­mo­wał w por­cie, cze­ka­jąc przez noc na kolejną szansę na wydo­sta­nie się z Singapuru. Zawiodły próby nawią­za­nia kon­taktu z dowódz­twem na lądzie; wobec tego Wilkinson zde­cy­do­wał, by wyko­nać roz­kaz otrzy­many wcze­śniej – choć nie­po­twier­dzony – i jesz­cze raz pod­jął ryzyko przedar­cia się na Jawę. Oznaczało to koniecz­ność prze­by­cia dystansu około 700 Mm, przez Morze Południowochińskie, teraz będące już pod kon­trolą wroga…
13 lutego o 02:20 w nocy mały kon­wój – zło­żony z Li Wo, Fuh Wo i jesz­cze jed­nego nie­wiel­kiego patro­lowca – wyszedł z sin­ga­pur­skiego portu. Okręty poru­szały się powoli; więk­szy Fuh Wo nie został wypo­sa­żony w mapy, wsku­tek czego odpo­wie­dzial­ność za nawi­go­wa­nie musiał wziąć na sie­bie Li Wo. Konwój zbli­żał się do pola mino­wego chro­nią­cego Singapur od połu­dnia, a umiej­sco­wio­nego w cie­śni­nie Durian. Było ono sze­ro­kie na 10 Mm, nato­miast jedyny kanał miał sze­ro­kość zale­d­wie około 3 kabli (około 550 m). Przejście przez ten wąski kanał było nie­bez­pieczne przede wszyst­kim dla­tego, że jed­nostki były w nim pozba­wione moż­li­wo­ści sku­tecz­nego manew­ro­wa­nia w przy­padku ataku japoń­skich samo­lo­tów. Przez chwilę wyda­wało się, że rejs kon­woju zakoń­czy się bar­dzo szybko – gdy tylko okręty wpły­nęły do kanału, poja­wiły się nad nimi wro­gie bom­bowce. Tym razem jed­nak zagro­że­nie było krót­ko­trwałe – samo­loty nie zwró­ciły uwagi na małe cele, ale skie­ro­wały się wprost na Singapur, z zamia­rem bom­bar­do­wa­nia mia­sta. Choć każda sekunda dłu­żyła się nie­mi­ło­sier­nie, okręty zdo­łały bez strat prze­pły­nąć prze­smyk i zna­la­zły się po dru­giej stro­nie pola mino­wego. Wówczas Li Wo i Fuh Wo zostały osa­mot­nione – towa­rzy­szący im trzeci okręt odwo­łano do innych zadań. Załogi dwóch jed­no­stek żegnały go z żalem.

  • Marcin Gubała

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE