Hedgehog w akcjach bojo­wych Burzy i Garlanda

Hedgehog w akcjach bojowych Burzy i Garlanda. ORP Garland po przezbrojeniu. Na zdjęciu widać załadowanego „jeża” w miejscu armaty kal. 120 mm na stanowisku „B”. Fot. Muzeum Marynarki Wojennej

Hedgehog w akcjach bojo­wych Burzy i Garlanda. ORP Garland po prze­zbro­je­niu. Na zdję­ciu widać zała­do­wa­nego „jeża” w miej­scu armaty kal. 120 mm na sta­no­wi­sku „B”. Fot. Muzeum Marynarki Wojennej

W trak­cie II wojny świa­to­wej dwa pol­skie nisz­czy­ciele – OORP Burza i Garland, otrzy­mały broń prze­ciwko okrę­tom pod­wod­nym, dzięki któ­rej odróż­niały się one od pozo­sta­łych nisz­czy­cieli naszej floty. Był nią Hedgehog – 24-trzpie­niowy mio­tacz poci­sków głę­bi­no­wych. Artykuł ten ma przy­bli­żyć histo­rię tej broni na pokła­dach pol­skich okrę­tów i znane przy­padki jej uży­cia pod­czas akcji bojo­wych naszych nisz­czy­cieli.

W pierw­szych dwóch latach II wojny świa­to­wej alianc­kie eskor­towce ata­ko­wały wykryte U-Booty przy uży­ciu kla­sycz­nych zrzutni i bur­to­wych mio­ta­czy bomb głę­bi­no­wych, a taki atak był moż­liwy dopiero w chwili, gdy okręt nawodny zna­lazł się nad zanu­rzo­nym prze­ciw­ni­kiem i rzu­cał bomby, uwzględ­nia­jąc przy tym moż­liwą zmianę jego poło­że­nia. Ale okrę­tom nawod­nym bra­ko­wało broni prze­ciwko U-Bootom o polu raże­nia w przed­niej pół­s­fe­rze, gdzie okręt pod­wodny był jesz­cze bez­pieczny i miał czas na sku­teczny unik.
Pomysł stwo­rze­nia takiej broni zaist­niał już przed wybu­chem II wojny świa­to­wej, ale bry­tyj­ska Admiralicja (mimo przy­krych doświad­czeń z lat 1914 – 1918) naiw­nie sądziła, że w kolej­nym glo­bal­nym kon­flik­cie zbroj­nym okręty pod­wodne będą miały rolę dru­go­rzędną, z racji opra­co­wa­nia wyna­lazku, jakim był ASDIC (pol. azdyk, wtedy jesz­cze nie­do­sko­nały i nazbyt prze­ce­niany) – dla­tego też zawie­siła pro­gram jej roz­woju.
Ciężkie straty żeglugi alianc­kiej, powo­do­wane ata­kami nie­miec­kich okrę­tów pod­wod­nych w latach 1939 – 1941, spo­wo­do­wały, że pro­gram przy­wró­cono i broń (którą nazwano Hedgehog, pol. jeż) opra­co­wano do końca, testu­jąc ją pod koniec 1941 r. na nisz­czy­cielu HMS Westcott (D 47), a od 1942 r. roz­po­częto jej masową pro­duk­cję.
Hedgehog był 24-trzpie­nio­wym mio­ta­czem poci­sków (gra­na­tów) głę­bi­no­wych, napę­dza­nych sil­ni­kiem rakie­to­wym na stały mate­riał pędny, mio-tanych z mecha­ni­zmu ana­lo­gicz­nego do mio­ta­cza trzo­no­wego. Wyrzutnia
skła­dała się z pro­sto­kąt­nej skrzynki, z któ­rej wycho­dziły uko­śnie, ku przo­dowi, 24 trzpie­nie (pręty), słu­żące jako pro­wad­nice, na które nakła­dało się poci­ski. Materiał mio­ta­jący znaj­do­wał się w tule­jach poci­sków. Wyrzutnię obra­cano elek­trycz­nie o 25 – 30° na boki. Po odda­niu salwy ponowne prze­ła­do­wa­nie poci­sków doświad­czo­nej obsłu­dze zaj-mowało 3 minuty. Masa wyrzutni (13 t) powo­do­wała spory odrzut, dla­tego „jeże” insta­lo­wano na więk­szych nisz­czy­cie­lach i fre­ga­tach, dla mniej­szych jed­no­stek eskor­to­wych i patro­lo­wych trzeba było póź­niej stwo­rzyć „lżej­szą” wer­sję: 4-poci­skowy Mousetrap (nazwa od wyglądu wyrzutni, przy­po­mi­na­ją­cej ro-zło­żoną „pułapkę na myszy”), opra­co­wany w 1942 r. w Stanach Zjednoczonych.
Skuteczne uży­cie „jeża” w bez­po­śred­nim ataku na wykryty okręt pod­wodny było zawsze uwa­run­ko­wane kil­koma czyn­ni­kami. Warunki hydro­me­te­oro­lo­giczne (w tym stan morza) w chwili ataku powinny być w miarę zno­śne, obsługa mio­ta­cza pro­fe­sjo­nal­nie wyszko­lona (by nie popeł­niła jakie­goś błędu zagra­ża­ją­cego bez­pie­czeń­stwu), a ata­ko­wany cel musiał się znaj­do­wać jesz­cze na nie­zbyt dużej głę­bo­ko­ści, by wpa­da­jące do wody poci­ski uzy­skały dobre sku­pie­nie i mogły U-Boota sku­tecz­niej tra­fić.
Jeśli okręt pod­wodny zanu­rzał się znacz­nie głę­biej, wów­czas ataki z uży­ciem „jeża” rzadko były sku­teczne i okręty nawodne uży­wały wtedy kla­sycz­nych zrzutni i bur­to­wych mio­ta­czy bomb głę­bi­no­wych. Na okrę­tach alianc­kich zda­rzały się w trak­cie wojny rów­nież tra­giczne wypadki (przed­wcze­sne eks­plo­zje tych poci­sków na pokła­dzie) zwią­zane z uży­ciem „jeża”. Jeden z naj­bar­dziej zna­nych doty­czył akcji nisz­czy­ciela HMS Escapade. 20 wrze­śnia 1943 r., gdy brał on udział w bitwie z U-Bootami pod­czas obrony połą­czo­nych kon­wo­jów ONS 18 i ON 202. Przedwczesny wybuch poci­sków mio­ta­cza spo­wo­do­wał wów­czas śmierć 16 (wg innych danych 19 – przyp. red.) i cięż­kie rany dal­szych 9 człon­ków załogi, a poważ­nie uszko­dzony nisz­czy­ciel musiał wyco­fać się z bitwy. Dlatego „jeży” prze­waż­nie nie uży­wano pod­czas akcji wtedy, gdy dany okręt otrzy­mał tę broń „na świeżo”, bo obsługa mio­ta­cza musiała nabrać odpo­wied­niego doświad­cze­nia.

  • Tadeusz Kasperski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE