Hawker Tempest MkV Cz.2

Artystyczna wizja czołowego starcia Tempestów z 274. Sqn (po lewej) z odrzutowymi samolotami myśliwsko-bombowymi Me 262 z II./KG 51 wykonującymi uderzenie na Most Ludendorffa w Remagen.

Artystyczna wizja czo­ło­wego star­cia Tempestów z 274. Sqn (po lewej) z odrzu­to­wymi samo­lo­tami myśliw­sko-bom­bo­wymi Me 262 z II./KG 51 wyko­nu­ją­cymi ude­rze­nie na Most Ludendorffa w Remagen.

W dru­giej poło­wie grud­nia 1944 r. Niemcy prze­pro­wa­dzili kontr­atak w Ardenach. Dla alian­tów świą­tecz­nym pre­zen­tem była dia­me­tralna poprawa warun­ków atmos­fe­rycz­nych, która umoż­li­wiła samo­lo­tom myśliw­skim Hawker Tempest Mk V wzno­wie­nie ofen­syw­nych lotów za linię frontu.

Wczesnym popo­łu­dniem 24 grud­nia, nie­da­leko Liège w Belgii, S/Ldr Evan Mackie z 274. Sqn – nowo­ze­landzki as, który w tym cza­sie miał już na kon­cie 15 zwy­cięstw indy­wi­du­al­nych i 2 zespo­łowe (wszyst­kie zdo­byte na Spitfire’ach nad Afryką Północną i Włochami) – dostrzegł w dole dwa spa­da­jące w pło­mie­niach samo­loty. Należały do for­ma­cji Typhoonów z kana­dyj­skiego 440. Sqn, którą zaata­ko­wał poje­dyn­czy Fw 190A‑9.
Pilotem Focke-Wulfa oka­zał się Hptm. Wolfgang Kosse, Staffelkapitän 13./JG 3 – wete­ran bitwy o Francję w 1940 r., który póź­niej wal­czył z rosyj­skim lot­nic­twem na Dalekiej Północy, następ­nie, lata­jąc w skła­dzie Sturmstaffel 1, roz­bi­jał wyprawy ame­ry­kań­skich bom­bow­ców cięż­kich. Typhoony, które zestrze­lił w tamto wigi­lijne popo­łu­dnie, były jego 27. i 28. zwy­cię­stwem. Nie nacie­szył się nimi długo. Mackie odrzu­cił pod­skrzy­dłowe zbior­niki i ruszył do ataku. Kosse, nawet jeśli zauwa­żył prze­ciw­nika, nie zdo­łał nawią­zać walki z Tempestem, który runął na niego, jak grom z jasnego nieba – zgi­nął pod gra­dem 20-mili­me­tro­wych poci­sków z dzia­łek.
W tym samym cza­sie 3. Sqn, lecąc w stronę rejonu walk w Ardenach, nie­da­leko Malmedy napo­tkał dzie­sięć samo­lo­tów myśliw­skich Bf 109 i F/L Keith Thiele celną serią odstrze­lił jed­nemu skrzy­dło. F/O R. Dryland wró­cił do Volkel dwa dni póź­niej. Zameldował, że zestrze­lił Fw 190D, ale chwilę póź­niej strą­ciła go arty­le­ria prze­ciw­lot­ni­cza. Doczekał zmroku i brnął w śniegu, aż prze­kro­czył linię frontu i napo­tkał ame­ry­kań­ski patrol.
Rankiem 25 grud­nia pilo­tom Tempestów przy­szło się zmie­rzyć z jesz­cze jed­nym nowym prze­ciw­ni­kiem. Niedaleko Liège W/Cdr John Wray (dowódca 122. Skrzydła) i jego skrzy­dłowy, P/O R. J. Verran z 80. Sqn, ostrze­lali bom­bo­wiec odrzu­towy Ar 234 z 9./KG 76. Pilot Arado, Lt. Alfred Frank, roz­bił samo­lot przy pró­bie awa­ryj­nego lądo­wa­nia w Teuge. Po połu­dniu w rejo­nie Akwizgranu P/O J. H. Stafford i F/O R. D. Bremner z 486. Sqn prze­chwy­cili Me 262. Ostrzelany przez nich odrzu­to­wiec, wlo­kąc za sobą smugę bia­łego dymu z lewego sil­nika, prze­wró­cił się na grzbiet. Zanim się roz­bił, w ostat­niej chwili wysko­czył z niego pilot. Bardzo podobny raport zło­żył, po star­ciu z Me 262 w tym samym miej­scu i o tym samym cza­sie, pilot Spitfire’a z 403. Sqn. Niemal na pewno w obu przy­pad­kach prze­ciw­nik był ten sam – Fw. Hans Meyer z I./KG 51, który nie prze­żył tego star­cia.
Dwa dni póź­niej (27 grud­nia), przy pięk­nej, sło­necz­nej pogo­dzie, Tempesty sto­czyły sze­reg uda­nych poty­czek. Krótko przed połu­dniem, w rejo­nie Düren/Euskirchen, piloci 274. Sqn zgło­sili zestrze­le­nie dwóch z 8 prze­chwy­co­nych Bf 109, przy­pusz­czal­nie z JG 27. W samo połu­dnie w pobliżu Rheine 80. Sqn roz­bił for­ma­cję Fw 190, zgła­sza­jąc zestrze­le­nie czte­rech, naj­praw­do­po­dob­niej z 14./JG 54.
Niecałą godzinę póź­niej ośmiu pilo­tów 486. Sqn, wyko­nu­jąc ruty­nowy patrol, poja­wiło się w oko­licy Münster. Tam, zawczasu ostrze­żeni przez kon­trolę naziemną, zoba­czyli nie­zwy­kły widok – for­ma­cję 60 Fw 190D‑9 krą­żą­cych w pobliżu lot­ni­ska Münster-Handorf. Były to samo­loty z wszyst­kich czte­rech Staffeln III./JG 54, która tego dnia wyko­ny­wała pierw­szą (od czasu prze­zbro­je­nia w nowy typ myśliwca) misję bojową w peł­nym skła­dzie – osłonę odrzu­to­wych Arado z 9./KG 76 powra­ca­ją­cych z akcji nad Ardenami. Chociaż Niemcy mieli miaż­dżącą prze­wagę liczebną, ich sła­bo­ścią była duża liczba nie­do­szko­lo­nych pilo­tów.

Tempest z 3. Sqn RAF z pełnym zestawem tzw. pasów inwazyjnych; Anglia, lotnisko Newchurch. Pierwsza partia produkcyjna liczyła 100 sztuk (numery seryjne JN-) i została wykonana między grudniem 1943 r. a majem 1944 r. Średnie tempo wytwarzania wynosiło cztery egzemplarze tygodniowo.

Tempest z 3. Sqn RAF z peł­nym zesta­wem tzw. pasów inwa­zyj­nych; Anglia, lot­ni­sko Newchurch. Pierwsza par­tia pro­duk­cyjna liczyła 100 sztuk (numery seryjne JN-) i została wyko­nana mię­dzy grud­niem 1943 r. a majem 1944 r. Średnie tempo wytwa­rza­nia wyno­siło cztery egzem­pla­rze tygo­dniowo.

Nowozelandczycy zdą­żyli zająć dogodną pozy­cję do ataku, zanim Kommandeur Hptm. Weiss otrzy­mał z ziemi ostrze­że­nie o ich obec­no­ści. Wtedy popeł­nił fatalny w skut­kach błąd – naka­zał zwrot całej Gruppe, odwra­ca­jąc ją tyłem do skry­tego „w słońcu” prze­ciw­nika. Lt. Peter Crump, doświad­czony pilot fron­towy i dowódca 10./JG 54, pró­bo­wał rato­wać sytu­ację. Wykręcił ostrym wira­żem w stronę prze­ciw­nika, ale było już za późno. Tempesty zanur­ko­wały do ataku na 10. Staffel, który zapew­niał górną osłonę reszty Gruppe, dzie­siąt­ku­jąc zdez­o­rien­to­wa­nych nowi­cju­szy Crumpa. On sam wziął na cel samo­lot Jacka Stafforda, który tak zapa­mię­tał ten poje­dy­nek:
Był bar­dzo bli­sko. Widziałem go przez szybę jego wia­tro­chronu. Zataczaliśmy cia­sne kręgi, jeden za dru­gim. Nie mógł odło­żyć dość dużej poprawki. Kilka razy strze­lał do mnie i pra­wie prze­cią­gnął. Gdybym wyrów­nał, jestem pewny, że natych­miast by mnie dopadł. Krążyliśmy tak na tyle długo, że zago­to­wał się płyn w chłod­nicy i zachla­pał wia­tro­chron. Wlokłem za sobą smugę bia­łego dymu. Nagle ści­ga­jący mnie Niemiec znikł. Niecałą minutę póź­niej wywo­łał mnie przez radio „Bev” Hall. Umierał.
Na widok dymu z chłod­nicy Tempesta Crump musiał uznać, że poko­nał Stafforda, ponie­waż zmie­nił cel i zestrze­lił samo­lot F/O Bevana Halla, który zgi­nął. Był jedyną stratą 486. Sqn w tym star­ciu.
Nowozelandczycy po pierw­szym ataku roz­trop­nie wyco­fali się. Niemcy stra­cili pięć samo­lo­tów; trzech pilo­tów zgi­nęło, dwóch zostało ran­nych. Fw. Karl Dähn nie wydo­stał się z kok­pitu. Oblt. Paul Breger wysko­czył ze spa­do­chro­nem, o który zacze­pił spa­da­jący Tempest Halla, zapa­la­jąc cza­szę; Breger nie prze­żył upadku. Ponadto zgi­nął Fw. Walfried Huth z 12. Staffel.
Dla pilo­tów III./JG 54 to star­cie było szo­kiem, który poważ­nie odbił się na ich morale. Lt. Nibel odno­to­wał w swoim dzien­niku:
Nasza for­ma­cja kom­plet­nie się roz­sy­pała. Nie było żad­nej „powietrz­nej bitwy”, tylko dzi­kie zamie­sza­nie. Nieprzyjaciel miał nad nami prze­wagę liczebną dzie­sięć do jed­nego. Wróciliśmy do bazy grup­kami po dwie do czte­rech maszyn.
W rze­czy­wi­sto­ści to Niemcy mieli prze­wagę ponad 7:1! Gwoli prawdy, zada­nie wyko­nali – wszyst­kie osiem Ar 234, które nad­le­ciały pod­czas star­cia myśliw­ców, wylą­do­wało bez strat.
Po dniu prze­rwy spo­wo­do­wa­nym trud­nymi warun­kami atmos­fe­rycz­nymi, 29 grud­nia ponow­nie doszło do serii zacie­kłych poty­czek. Krótko przed połu­dniem na zachód od Osnabrück czte­rech pilo­tów 3. Sqn wpa­dło mię­dzy dwie grupy Bf 109 i Fw 190, każda licząca po ok. 20 samo­lo­tów. Niemcy zaata­ko­wali z prze­wagą wyso­ko­ści. F/L Keith Thiele zestrze­lił jed­nego Bf 109, ale po chwili, osa­czony ze wszyst­kich stron, musiał sal­wo­wać się ucieczką. Przepadli dwaj piloci 3. Sqn. F/L Malcolm Edwards roz­bił się w pobliżu Spelle, ginąc na miej­scu. F/O Kenneth Slade-Betts przy­zie­mił na lot­ni­sku Rheine-Hopsten, gdzie zamor­do­wał go Standartenführer Bollenrath, dowódca ochrony tej bazy Luftwaffe.
Po połu­dniu w tej samej oko­licy, na połu­dnie od jeziora Dümmer, osiem Tempestów z 56. Sqn wpa­dło na grupę ok. 50 myśliw­ców. Także tym razem naj­praw­do­po­dob­niej były to Fw 190A ze IV./JG 54 oraz Bf 109G i K z III. i IV./JG 27, sta­cjo­nu­ją­cych w pobli­skich bazach – odpo­wied­nio Vörden, Hesepe i Achmer. Po tym star­ciu 56. Sqn zgło­sił zestrze­le­nie trzech Fw 190 (w tym dwa F/O James Payton), ale stra­cił dwóch pilo­tów (zgi­nęli F/O K. Watts i F/Sgt L. Jackson).

Styczeń 1945 r.

Noworoczny atak Luftwaffe na przy­fron­towe lot­ni­ska alian­tów (ope­ra­cja „Bodenplatte”) w wielu miej­scach nie poszedł zgod­nie z pla­nem. Tak było w Volkel, gdzie oprócz Tempestów sta­cjo­no­wało 121. Skrzydło Typhoonów. Ich bazę miał zaata­ko­wać pułk myśliw­ski JG 6 – I. i II. Gruppen wypo­sa­żone w Fw 190 oraz III. Gruppe w Bf 109, łącz­nie ok. 100 samo­lo­tów. Błędy nawi­ga­cyjne spra­wiły, że ran­kiem 1 stycz­nia 1945 r. nad Volkel dotarło zale­d­wie ok. 10% tych sił, w dodatku dopiero, kiedy więk­szość Tempestów była już w powie­trzu, wyko­nu­jąc przy­dzie­lone im na ten dzień zada­nia. Wezwane do obrony wła­snej bazy, zaczęły wybi­jać kłę­biące się wokół myśliwce Luftwaffe.
Pierwsi weszli do akcji piloci 3. Sqn, prze­chwy­tu­jąc samo­loty JG 6 szu­ka­jące Volkel. W rejo­nie Helmond zestrze­lili po dwa Bf 109 i Fw 190. Niedługo póź­niej w tej samej oko­licy kolejny Bf 109 padł ofiarą pilo­tów 56. Sqn. Także 486. Sqn wpadł na Niemców na połu­dnie od swo­jej bazy, mię­dzy Eindhoven, Helmond i Venlo, zestrze­li­wu­jąc cztery Fw 190 i jed­nego Bf 109. Ponadto na pół­noc od Münster F/O Garland z 80. Sqn zestrze­lił dwa Fw 190. Łączy wynik tego star­cia wyniósł 12:0 dla Tempestów – jedyną stratą 122. Skrzydła był P/O R. Pottinger z 3. Sqn, zestrze­lony przez arty­le­rię prze­ciw­lot­ni­czą nad Dülmen. Tymczasem JG 6, nie dość, że nie wyko­nał zada­nia, to jesz­cze poniósł kosz­marne straty – 17 zabi­tych i 6 wzię­tych do nie­woli (wśród nich Kommodore Obstlt. Kogler, a także Kommandeur III. Gruppe oraz dowódcy 5., 9. i 11. Staffeln).
Efekt poty­czek sto­czo­nych 4 stycz­nia był podobny – 3. Sqn zgło­sił zestrze­le­nie dwóch Bf 109 (w rejo­nie Osnabrück) i jed­nego Fw 190 (oko­lice Hengelo), nato­miast 80. Sqn trzech Fw 190 (rejon Rheine). Dla 486. Sqn wyjąt­kowo pechowy oka­zał się 13 stycz­nia. Dywizjon popro­szono o zapew­nie­nie osłony ame­ry­kań­skiej 1. Armii w Ardenach. Tam dostali się pod ogień arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej sojusz­ni­ków, któ­rzy noto­rycz­nie strze­lali do „swo­ich” (trzy tygo­dnie wcze­śniej wła­śnie w ten spo­sób zgi­nął George Preddy, naj­więk­szy as Mustangów). S/Ldr Umbers i P/O W. A. Kalka wyszli cało – pierw­szy przy­zie­mił awa­ryj­nie, drugi wysko­czył ze spa­do­chro­nem – ale F/L L. J. Appleton został ciężko ranny. Umbers wpadł na lokalne sta­no­wi­sko dowo­dze­nia z taką furią, że musiał zostać fizycz­nie powstrzy­many przez żan­dar­mów, by nie doszło do ręko­czy­nów.
Amerykanie bywali rów­nie kło­po­tliwi w powie­trzu. S/Ldr Spurdle wspo­mi­nał, że pod­czas jed­nego z patroli zostali zaata­ko­wani przez Mustangi USAAF.
Dopadłem tego, który się na mnie zasa­dził. Wystraszyłem go tak, że pew­nie naro­bił w spodnie, strze­la­jąc przed niego raz z jed­nej, raz z dru­giej strony, pod­czas gdy on wił się i mio­tał, bez­radny wobec kom­plet­nie góru­ją­cego nad nim Tempesta. W końcu zrów­na­łem się z nim i pogro­zi­łem pię­ścią dur­nemu gnoj­kowi. Mieliśmy ser­decz­nie dosyć ich zwy­czaju strze­la­nia do wszyst­kiego, co popad­nie. Powinniśmy byli strą­cić kilku dla przy­kładu. Zresztą, jeden z naszych pilo­tów nama­lo­wał na swo­jej maszy­nie, w jed­nym rzę­dzie z czar­nymi krzy­żami, białą gwiazdę, ale kazano mu ją usu­nąć.

Leslie „Lucky” Luckhoff z 33. Sqn RAF w kokpicie swojego Tempesta uszkodzonego odłamkami przeciwlotniczego pocisku artyleryjskiego.

Leslie „Lucky” Luckhoff z 33. Sqn RAF w kok­pi­cie swo­jego Tempesta uszko­dzo­nego odłam­kami prze­ciw­lot­ni­czego poci­sku arty­le­ryj­skiego.

Kolejną potyczkę w powie­trzu Tempesty sto­czyły 14 stycz­nia. Rankiem F/L H. A. Crafts z 274. Sqn w pobliżu Hamm dopadł He 219 z 3./NJG 1, któ­rego załoga, Lt. Reinhold Lehr i jego radio­ope­ra­tor, nie prze­żyła tego spo­tka­nia. Tego dnia Jagdwaffe rzu­ciła więk­szość swo­ich sił prze­ciwko ame­ry­kań­skiej wypra­wie bom­bo­wej i została roz­gro­miona przez Mustangi eskorty. Wracające do baz nie­do­bitki były po dro­dze nękane przez patro­lu­jące myśliwce 2. TAF (w sumie, do końca dnia Niemcy stra­cili 176 samo­lo­tów). Krótko przed połu­dniem w rejo­nie Paderborn i Gütersloh F/L David Fairbanks, w tym cza­sie słu­żący w 3. Sqn (gdzie awan­so­wał na dowódcę sek­cji), zestrze­lił po jed­nym Bf 109 i Fw 190. Kolejny, popo­łu­dniowy patrol w rejon Gütersloh, siłami 56. Sqn, przy­niósł pilo­tom tego dywi­zjonu zestrze­le­nie dwóch Fw 190. Tymczasem około połu­dnia piloci 486. Sqn w oko­licy Münster zestrze­lili dwa Bf 109. Jednego z nich pilo­to­wał Lt. Walter Kopp z 10./JG 26, który zgi­nął. Ponadto F/L Keith Thiele z 3. Sqn na lot­ni­sku w Detmold roz­strze­lał dwa trans­por­towe Ju 52/3m.
W połu­dnie 22 stycz­nia 56. Sqn włą­czył się do potyczki nie­miec­kich myśliw­ców z Mustangami nad Neede i F/O W. R. MacLaren zgło­sił zestrze­le­nie jed­nego Bf 109. Do więk­szych starć doszło naza­jutrz. Do połu­dnia, w rejo­nie mię­dzy Warendorf i Gütersloh, kolejno wal­czyły trzy dywi­zjony 122. Skrzydła, zgła­sza­jąc 13 zestrze­leń: 56. Sqn cztery Fw 190 i jed­nego Ju 52/3m (który usi­ło­wał wystar­to­wać z lot­ni­ska w Güthersloh), nato­miast 80. i 274. Sqn po dwa Bf 109 i Fw 190. Ponadto F/O R. V. Dennis i F/L F. L. McLeod z 56. Sqn, krą­żąc nad lot­ni­skiem w Achmer, zoba­czyli prze­my­ka­ją­cego tuż nad zie­mią Me 262. Dogonili go, korzy­sta­jąc z pręd­ko­ści nagro­ma­dzo­nej w locie nur­ko­wym. McLeod stwier­dził w rapor­cie:
Atakując pod kątem 40 stopni, otwo­rzy­łem ogień i natych­miast zaob­ser­wo­wa­łem tra­fie­nia. Przytrzymałem spust przez ok. trzy sekundy. Zobaczyłem pło­mie­nie i odbi­łem w bok. Nieprzyjacielski samo­lot pod­jął próbę awa­ryj­nego lądo­wa­nia. Jego kadłub i prawy sil­nik paliły się. „Przestrzelił” lot­ni­sko, na któ­rym chciał przy­zie­mić. Zawadził ogo­nem o zie­mię, wyrwał w górę, po czym ude­rzył dzio­bem w pole i eks­plo­do­wał.
Najprawdopodobniej pilo­tem tego odrzu­towca był Oblt. Hans Holzwarth z 12./KG 51, który zgi­nął, roz­bi­ja­jąc się nie­da­leko Hopsten.
Po połu­dniu dywi­zjony 122. Skrzydła kon­ty­nu­owały udane wypady za linię frontu. W rejo­nie Hesepe, Achmer i Bramsche piloci 80. zestrze­lili po jed­nym Bf 109, nato­miast 56. Sqn zali­czył sobie jesz­cze dwa Fw 190 prze­chwy­cone w oko­licy Rheine. Focke-Wulfy, z któ­rymi wal­czyli tego dnia, nale­żały m.in. do III./JG 54. W walce z Tempestami zgi­nęło, co naj­mniej dwóch pilo­tów tej Gruppe – Uffz. Günther Langer i Ofw. Ludwig Goos – nato­miast Uffz. Hermann Rathje i Fw. Arnfried Köhler, cho­ciaż zestrze­leni, uszli z życiem. Lt. Peter Crump wspo­mi­nał:
Na czele for­ma­cji leciał Dortenmann [dowódca III./JG 54 – T.S.]. Znajdowaliśmy się na wyso­ko­ści ok. 6000 – 7000 m, kiedy zoba­czy­łem po lewej nie­przy­ja­ciel­skie myśliwce i zamel­do­wa­łem o nich przez radio. Sytuacja była na tyle groźna, że posta­no­wi­łem natych­miast zaata­ko­wać, zgła­sza­jąc to przez radio. Wykonałem zwrot w stronę prze­ciw­nika, tra­cąc z oczu resztę naszej Gruppe. Nagle mój skrzy­dłowy Ofw. Goos i ja zna­leź­li­śmy się sami w środku „gniazda szer­szeni” – ośmiu, dzie­się­ciu Tempestów. Zaczęliśmy nabie­rać wyso­ko­ści, ale Tempesty ruszyły za nami, wspi­na­jąc się szyb­ciej niż myśla­łem, że to moż­liwe. Czułem się, jak­bym sie­dział w Stieglitzu [Fw 44, szkolny dwu­pła­to­wiec Luftwaffe – T.S.].
W końcu, nie mogąc wymy­ślić niczego innego, rzu­ci­łem samo­lot w kor­ko­ciąg. Zawołałem do Goosa, żeby zro­bił to samo, zanim ścią­gną­łem do sie­bie drą­żek ste­rowy i wpa­dłem w nie­kon­tro­lo­wany lot nur­kowy. Ten manewr nie pozwa­lał prze­ciw­ni­kowi utrzy­mać się za mną i wyce­lo­wać. Poza tym w takim momen­cie czę­sto zakła­dał, że mnie zestrze­lił. Kiedy sta­cjo­no­wa­łem nad kana­łem La Manche, nie­raz uży­wa­łem tego manewru jako ostat­niej deski ratunku prze­ciwko Spitfire’om. Aby odzy­skać kon­trolę nad samo­lo­tem, wystar­czyło wszystko puścić, usta­wić stery w neu­trum i dać pełną moc sil­nika. Ofw. Goos naj­wy­raź­niej nie powtó­rzył mojego manewru i zgu­bi­łem go. Ja się wymkną­łem.
Focke-Wulf Goosa zarył w pod­mo­kłą łąkę obok wio­ski Herzebrock, kilka kilo­me­trów na połu­dnie od Güthersloh – na tyle głę­boko, że szczątki pilota udało się wydo­być dopiero w 1950 r. Tego dnia piloci Tempestów zgło­sili 19 zestrze­leń, bez strat wła­snych. Rankiem następ­nego dnia (24 stycz­nia) nad Rheine piloci 80. Sqn zasko­czyli w kręgu nad­lot­ni­sko­wym trzy Bf 109 i zestrze­lili dwa.

  • Tomasz Szlagor

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE