Generalicja kam­pa­nii 1939 r.

Generalicja kampanii 1939 r.

Generalicja kam­pa­nii 1939 r.

W jaki spo­sób należy oce­niać pol­skich dowód­ców? Choć nie ma jed­no­li­tej wykładni, czyni się to powszech­nie. Modę zapo­cząt­ko­wała ocena gene­ra­li­cji doko­nana jesz­cze w począt­kach lat dwu­dzie­stych ubie­głego wieku przez mar­szałka Piłsudskiego. Ocena ta jest nega­tywna przede wszyst­kim dla… samego Marszałka, widać bowiem wyraź­nie, że jego oceny nie były trafne. Jeszcze czę­ściej mylił się chyba puł­kow­nik Stefan Rowecki, a oceny doko­ny­wane przez pamięt­ni­ka­rzy mniej­szego kali­bru cha­rak­te­ry­zują się przede wszyst­kim pry­wat­nymi uprze­dze­niami.

Niemal każda publi­ka­cja powo­jenna doty­cząca kam­pa­nii 1939 r. musi zawie­rać ocenę postę­po­wa­nia gene­ra­łów, podob­nie jak i każda dys­ku­sja – szcze­gól­nie toczona na forach inter­ne­to­wych, także tych opi­nio­twór­czych, czyli wiki­pe­diach (przede wszyst­kim pol­skiej). Większość pol­skich gene­ra­łów jest oce­niana post fac­tum, z deter­mi­ni­stycz­nym zało­że­niem, że skoro kam­pa­nia prze­ciw Niemcom i tak była prze­grana, naj­lep­szym dowódcą był ten, który miał naj­mniej­sze straty. Najwyżej oce­niano zatem dowód­ców bier­nych i uni­ka­ją­cych walk. Najniżej zaś – dowód­ców aktyw­nych, ryzy­ku­ją­cych życie żoł­nie­rzy. Dziś opi­nie takie wyma­gają wery­fi­ka­cji.
Kanon naj­lep­szych pol­skich dowód­ców wydaje się być już dawno usta­lony. Lepszym okre­śle­niem wydaje się jed­nak „kanon usta­wiony”. Wygląda on tak, jakby sędzio­wie przy­zna­wali punkty w nastę­pu­ją­cych kate­go­riach: brak służby w Legionach, nie­podej­mo­wa­nie w 1939 r. walki prze­ciwko Sowietom, dba­nie o jak naj­mniej­sze straty wła­snych wojsk oraz pój­ście do nie­woli wraz ze swą armią (dodat­kowe punkty można otrzy­mać za: powrót do PRL, opu­bli­ko­wa­nie wspo­mnień przed­sta­wia­ją­cych wła­sny punkt widze­nia, wcze­sną kapi­tu­la­cję oraz – prze­pra­szam za cynizm – śmierć na polu walki lub w nie­woli, nie­miec­kiej nie­woli). W razie potrzeby wła­dze poli­tyczne pozwa­lały sobie na wykre­owa­nie plotki o porzu­ce­niu wojsk, zała­ma­niu ner­wo­wym, prze­bra­niu się w cywilne ubra­nie. Większość z tych plo­tek – jeśli nie wszyst­kie – oka­zuje się nie­prawdą.
Proszę teraz wejść w kulu­ary kon­fe­ren­cji nauko­wych lub zaj­rzeć na fora inter­ne­towe poświę­cone 1939 r., przej­rzeć blogi i komen­ta­rze pod arty­ku­łami. Poczet naj­lep­szych gene­ra­łów wrze­śnia otwie­rają Unrug, Kutrzeba, Thommée i Langner, a zamy­kają Bortnowski i Dąb-Biernacki. Dokładnie tak jak w tabeli. A prze­cież poru­szane w niej sprawy – z wyjąt­kiem strat, nie zawsze zależ­nych zresztą od dowód­ców – nie są mery­to­rycz­nie zwią­zane z dowo­dze­niem…

Wrześniowa meto­do­lo­gia

Ocena dowód­ców woj­sko­wych jest względ­nie pro­sta – to kwe­stia osią­ga­nia celów zało­żo­nych przez zwierzch­ni­ków i utrzy­my­wa­nia goto­wo­ści do dal­szych dzia­łań. Wystarczy więc wypeł­niać roz­kazy, ale rozu­mie­jąc ich sens (bo jedy­nie wów­czas można wyka­zać się ini­cja­tywą) oraz ogra­ni­czać straty. Tymczasem o oce­nie pol­skich dowód­ców woj­sko­wych decy­dują zupeł­nie inne kry­te­ria. Dzieje się tak przede wszyst­kim dla­tego, że treść roz­ka­zów jest znana „nie­zbyt dokład­nie”, a ich myśl prze­wod­nia – cał­ko­wi­cie zama­zana. W dodatku w grę wcho­dzą jesz­cze dwa irra­cjo­nalne ele­menty: poli­tyka i emo­cje.
Rzeczpospolita w 1939 r. była przed­sta­wiana spo­łe­czeń­stwu pol­skiemu jako pań­stwo dobrze zor­ga­ni­zo­wane i rzą­dzone oraz silne gospo­dar­czo i mili­tar­nie. Jego upa­dek w prze­ciągu kil­ku­na­stu dni był olbrzy­mim szo­kiem. Wydawało się, że jesz­cze nigdy w histo­rii nie doszło do tak szyb­kiego upadku pań­stwa tej wiel­ko­ści. Polacy winą za klę­skę nie obar­czali sie­bie – prze­ciętny oby­wa­tel to sze­re­go­wiec – tylko gene­ra­li­cję. Jak się zdaje, bar­dzo duży wpływ na fru­stra­cję spo­łe­czeń­stwa miała wojna zimowa: skoro maleńka Finlandia tak długo opie­rała się olbrzy­miej Rosji, to „coś” z Polską musiało być nie tak, skoro bły­ska­wicz­nie ule­gła Niemcom. Fakt, że po 1940 r. więk­sze nawet pań­stwa upa­dały szyb­ciej niż Rzeczpospolita, nie miał już zna­cze­nia: opi­nia publiczna wydała swój wyrok.

  • Tymoteusz Pawłowski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE