Fregaty dobre na wszystko?

Odpowiednio wyposażona i uzbrojona fregata mogłaby stanowić istotny, ruchomy komponent zintegrowanego systemu obrony przeciwlotniczej naszego kraju. Niestety, w Polsce idea ta nie znalazła zrozumienia u politycznych decydentów, którzy postawili na zakupy konwencjonalnych, niemobilnych systemów lądowych o działaniu sektorowym. A przecież takie okręty mogłyby posłużyć nie tylko do zwalczania celów powietrznych w czasie konfliktu – oczywiście, o ile przyjmiemy, że militarna rola Marynarki Wojennej sprowadzająca się do obrony naszego terytorium przed agresją od strony morza nie jest jej jedynym raison d’être. Na zdjęciu holenderska fregata przeciwlotnicza i dowodzenia De Zeven Provinciën typu LCF odpala pocisk przeciwlotniczy średniego zasięgu SM-2 Block IIIA.

Odpowiednio wypo­sa­żona i uzbro­jona fre­gata mogłaby sta­no­wić istotny, ruchomy kom­po­nent zin­te­gro­wa­nego sys­temu obrony prze­ciw­lot­ni­czej naszego kraju. Niestety, w Polsce idea ta nie zna­la­zła zro­zu­mie­nia u poli­tycz­nych decy­den­tów, któ­rzy posta­wili na zakupy kon­wen­cjo­nal­nych, nie­mo­bil­nych sys­te­mów lądo­wych o dzia­ła­niu sek­to­ro­wym. A prze­cież takie okręty mogłyby posłu­żyć nie tylko do zwal­cza­nia celów powietrz­nych w cza­sie kon­fliktu – oczy­wi­ście, o ile przyj­miemy, że mili­tarna rola Marynarki Wojennej spro­wa­dza­jąca się do obrony naszego tery­to­rium przed agre­sją od strony morza nie jest jej jedy­nym raison d’être. Na zdję­ciu holen­der­ska fre­gata prze­ciw­lot­ni­cza i dowo­dze­nia De Zeven Provinciën typu LCF odpala pocisk prze­ciw­lot­ni­czy śred­niego zasięgu SM‑2 Block IIIA.

Fregaty to obec­nie naj­bar­dziej roz­po­wszech­niona w NATO, i gene­ral­nie na świe­cie, klasa wie­lo­za­da­nio­wych okrę­tów bojo­wych śred­niej wiel­ko­ści. Są one eks­plo­ato­wane przez nie­mal wszyst­kie pań­stwa Sojuszu Północnoatlantyckiego dys­po­nu­jące flo­tami wojen­nymi, a także liczne siły mor­skie innych państw. Czy ozna­cza to, że są „dobre na wszystko”? Uniwersalne roz­wią­za­nia ide­alne nie ist­nieją. Jednak to, co ofe­rują dziś fre­gaty pozwala siłom mor­skim, w więk­szo­ści przy­pad­ków, na reali­za­cję zasad­ni­czych zadań, jakie sta­wiają przed nimi rządy poszcze­gól­nych państw. O tym że jest to roz­wią­za­nie bli­skie opty­mal­nemu świad­czy duża, i wciąż zwięk­sza­jąca się, liczba ich użyt­kow­ni­ków.

Dlaczego fre­gaty są tak popu­larną na całym świe­cie klasą okrę­tów wojen­nych? Trudno o jed­no­znaczną odpo­wiedź. Ma to zwią­zek z kil­koma klu­czo­wymi kwe­stiami tak­tyczno-tech­nicz­nymi, które mają uni­wer­salne zasto­so­wa­nie zarówno w warun­kach takiego pań­stwa jak Polska, ale także Niemiec czy Kanady.

Stanowią opty­malne roz­wią­za­nie w rela­cji „koszt – efekt”. Mogą bowiem pro­wa­dzić ope­ra­cje na odle­głych akwe­nach samo­dziel­nie lub w zespo­łach okrę­to­wych, zaś dzięki roz­mia­rom i wypor­no­ści można na nich zamon­to­wać zestawy róż­no­rod­nego wypo­sa­że­nia i uzbro­je­nia – czyli sys­temu walki – pozwa­la­ją­cego na reali­za­cję sze­ro­kiej gamy zadań. Wśród nich znaj­dują się: zwal­cza­nie celów powietrz­nych, nawod­nych, pod­wod­nych i lądo­wych. W przy­padku tego ostat­niego mowa jest nie tylko o raże­niu celów za pomocą ognia arty­le­rii lufo­wej, ale także o ude­rze­niach poci­skami manew­ru­ją­cymi na obiekty o zna­nym poło­że­niu w głębi lądu. Ponadto fre­gaty, szcze­gól­nie te zapro­jek­to­wane w ostat­nich latach, mogą reali­zo­wać misje o cha­rak­te­rze nie­bo­jo­wym. Chodzi o wspar­cie ope­ra­cji huma­ni­tar­nych czy dzia­ła­nia poli­cyjne wymu­sza­jące prze­strze­ga­nie prawa na morzu.

Niemcy nie zwalniają tempa. Trwa wprowadzanie do służby ekspedycyjnych fregat typu F125, a już ważą się losy kolejnego modelu – MKS180. Akronim oznaczający „wielozadaniowy okręt bojowy” jest zapewne tylko polityczną przykrywką dla uzasadnienia zakupu serii jednostek, których wyporność może sięgnąć nawet 9000 ton. To już nawet nie fregaty, lecz niszczyciele, a w każdym razie propozycja dla zamożnych. W polskich warunkach jednostki znacznie mniejsze mogłyby odmienić oblicze MW RP, a wraz z tym naszej polityki morskiej.

Niemcy nie zwal­niają tempa. Trwa wpro­wa­dza­nie do służby eks­pe­dy­cyj­nych fre­gat typu F125, a już ważą się losy kolej­nego modelu – MKS180. Akronim ozna­cza­jący „wie­lo­za­da­niowy okręt bojowy” jest zapewne tylko poli­tyczną przy­krywką dla uza­sad­nie­nia zakupu serii jed­no­stek, któ­rych wypor­ność może się­gnąć nawet 9000 ton. To już nawet nie fre­gaty, lecz nisz­czy­ciele, a w każ­dym razie pro­po­zy­cja dla zamoż­nych. W pol­skich warun­kach jed­nostki znacz­nie mniej­sze mogłyby odmie­nić obli­cze MW RP, a wraz z tym naszej poli­tyki mor­skiej.

Rozmiar ma zna­cze­nie

Dzięki dużej auto­no­micz­no­ści fre­gaty mogą peł­nić zada­nia przez dłuż­szy czas z dala od macie­rzy­stych baz, a ponadto są w mniej­szym stop­niu nara­żone na oddzia­ły­wa­nie nie­ko­rzyst­nych warun­ków hydro­me­te­oro­lo­gicz­nych. Czynnik ten ma zna­cze­nie na każ­dym akwe­nie, także na Bałtyku. Autorzy publi­cy­stycz­nych tez o tym, że nasze morze to „sadzawka”, a naj­lep­szym okrę­tem do dzia­łań na nim jest śmi­gło­wiec, z pew­no­ścią nie spę­dzili na Bałtyku ani chwili. Niestety, ich opi­nie mają nega­tywny wpływ na ośrodki decy­zyjne, które są odpo­wie­dzialne za obecną, dra­ma­tyczną zapaść Marynarki Wojennej RP.

Analizy doko­nane w sze­regu państw, w tym z naszego regionu, wska­zują, że dopiero jed­nostki o wypor­no­ści powy­żej 3500 ton – a więc fre­gaty – mogą pomie­ścić odpo­wiedni zestaw sen­so­rów i efek­to­rów, pozwa­la­ją­cych na sku­teczne wyko­ny­wa­nie powie­rzo­nych zadań, zacho­wu­jąc przy tym odpo­wied­nią żeglow­ność i poten­cjał moder­ni­za­cyjny. Do wnio­sków tych doszła nawet Finlandia czy Szwecja, znane z eks­plo­ata­cji okrę­tów bojo­wych małej wypor­no­ści – ści­ga­czy rakie­to­wych i kor­wet. Helsinki sta­bil­nie reali­zują swój pro­gram Laivue 2020, któ­rego efek­tem będzie wcie­le­nie lek­kich fre­gat typu Pohjanmaa o wypor­no­ści peł­nej ok. 3900 t. Do dziś zakon­trak­to­wano zasad­ni­cze ele­menty ich sys­temu walki, a za parę lat cztery takie okręty będą strze­gły inte­re­sów i brze­gów Finlandii, nie bacząc na wiel­kość Bałtyku i usia­nie tam­tej­szego wybrzeża szkie­rami. Zapewne wezmą też udział w misjach mię­dzy­na­ro­do­wych poza naszym morzem, do czego nie były zdolne obecne okręty Merivoimatu. Także Sztokholm pla­nuje zakup jed­no­stek znacz­nie więk­szych niż dzi­siej­sze kor­wety Visby, które choć nowo­cze­sne, są napięt­no­wane sze­re­giem ogra­ni­czeń wyni­ka­ją­cych z nie­do­sta­tecz­nych wymia­rów, nie­licz­nej załogi prze­cią­żo­nej obo­wiąz­kami, małą auto­no­micz­no­ścią, niską dziel­no­ścią mor­ską, bra­kiem śmi­głowca pokła­do­wego czy rakie­to­wego sys­temu prze­ciw­lot­ni­czego itp.

Faktem jest, że czo­łowi pro­du­cenci okrę­tów ofe­rują kor­wety wie­lo­za­da­niowe o wypor­no­ści rzędu 15002500 t, dys­po­nu­jące wszech­stron­nym uzbro­je­niem, ale poza wspo­mnia­nymi nie­do­stat­kami wyni­ka­ją­cymi z wiel­ko­ści, cechuje je też niski poten­cjał moder­ni­za­cyjny. Należy bowiem pamię­tać, że we współ­cze­snych realiach, nawet bogate pań­stwa zakła­dają czas eks­plo­ata­cji okrę­tów o wiel­ko­ści i cenie fre­gaty na 30, a nawet wię­cej lat. W tym okre­sie konieczne będą ich moder­ni­za­cje w celu utrzy­ma­nia poten­cjału na pozio­mie ade­kwat­nym do zmie­nia­ją­cych się realiów, które mogą dojść do skutku jedy­nie, gdy pro­jekt jed­nostki będzie od początku prze­wi­dy­wał zapas wypor­no­ści.

Fregaty a poli­tyka

Powyższe zalety powo­dują, że fre­gaty euro­pej­skich człon­ków NATO mogą uczest­ni­czyć w dłu­go­trwa­łych ope­ra­cjach w odle­głych rejo­nach świata, jak choćby wspie­ra­jąc mię­dzy­na­ro­dowe wysiłki mające na celu walkę z pirac­twem na wodach Oceanu Indyjskiego, czy też sta­wiać czoła innym zagro­że­niom dla han­dlu mor­skiego i szla­ków komu­ni­ka­cyj­nych.

Polityka ta legła u pod­staw prze­mian takich sił mor­skich, jak bli­skie nam geo­gra­ficz­nie floty Danii czy Republiki Federalnej Niemiec. Ta pierw­sza jesz­cze kil­ka­na­ście lat temu w sen­sie sprzę­to­wym była typową zim­no­wo­jenną mary­narką wojenną z licz­nymi małymi i jed­no­za­da­nio­wymi okrę­tami obrony wybrzeża – ści­ga­czami rakie­to­wymi i tor­pe­do­wymi, sta­wia­czami min oraz okrę­tami pod­wod­nymi. Zmiany poli­tyczne i reforma Sił Zbrojnych Królestwa Danii w jed­nej chwili ska­zały na nie­byt ponad 30 tych jed­no­stek. Zlikwidowano nawet siły pod­wodne! Dziś, zamiast masy nie­po­trzeb­nych okrę­tów, rdzeń Søværnetu sta­no­wią trzy fre­gaty typu Iver Huitfeldt i dwa wie­lo­za­da­niowe okręty logi­styczne, quasi-fre­gaty typu Absalon, ope­ru­jące nie­mal stale m.in. w misjach na Oceanie Indyjskim i Zatoce Perskiej. Niemcy zaś z tych samych powo­dów zbu­do­wali jedne z naj­bar­dziej kon­tro­wer­syj­nych fre­gat „eks­pe­dy­cyj­nych” typu F125 Baden-Württemberg. Są to duże – wypor­ność ok. 7200 t – okręty zapro­jek­to­wane do dłu­go­trwa­łego ope­ro­wa­nia z dala od baz, przy ogra­ni­czo­nym zaple­czu stocz­nio­wym. Co każe naszym bał­tyc­kim sąsia­dom wysy­łać okręty „na koniec świata”?

Troska o bez­pie­czeń­stwo han­dlu ma istotny wpływ na kon­dy­cję ich gospo­da­rek. Uzależnienie od trans­portu surow­ców i tanich wyro­bów goto­wych z Azji jest na tyle istotne, że uznali oni za uza­sad­nione trans­for­ma­cje flot, budowę nowych fre­gat i kolek­tywny wysi­łek na rzecz zapew­nie­nia bez­pie­czeń­stwa han­dlu mię­dzy­na­ro­do­wego, choć należy przy­znać, że w ich przy­padku obszar ope­ra­cyjny sił mor­skich jest więk­szy, niż w przy­padku naszego kraju.

W tym kon­tek­ście mało chlubny przy­kład daje Polska, któ­rej roz­wi­ja­jąca się gospo­darka jest uza­leż­niona nie tylko od trans­portu ładun­ków drogą mor­ską, ale też – a może przede wszyst­kim – od prze­wozu surow­ców ener­ge­tycz­nych. Wieloletnia umowa z Katarem na dostawy gazu skro­plo­nego do gazo­portu w Świnoujściu czy trans­port ropy naf­to­wej do ter­mi­nalu w Gdańsku mają zna­cze­nie stra­te­giczne. Ich bez­pie­czeń­stwo na morzu mogą zapew­nić jedy­nie odpo­wied­nio duże okręty obsa­dzone dobrze wyszko­lo­nymi zało­gami. Nie zała­twią tego nowo­cze­sne poci­ski kie­ro­wane Morskiej Jednostki Rakietowej, ani 350-tonowe Orkany. Z całą pew­no­ścią Bałtyk nie jest przy­sło­wio­wym jezio­rem, lecz waż­nym obsza­rem dla gospo­darki glo­bal­nej. Jak poka­zują sta­ty­styki, wpły­wają na niego jedne z naj­więk­szych kon­te­ne­row­ców świata, dzięki któ­rym moż­liwe są bez­po­śred­nie połą­cze­nia han­dlowe pomię­dzy Chińską Republiką Ludową i choćby Polską (poprzez ter­mi­nal kon­te­ne­rowy DCT w Gdańsku). Statystycznie każ­dego dnia prze­miesz­cza się po nim kilka tysięcy stat­ków. Trudno powie­dzieć, co jest przy­czyną tego, że ten ważny temat umyka nam w dys­ku­sji o bez­pie­czeń­stwie naszego kraju – być może powo­duje to błędna inter­pre­ta­cja „wagi” mor­skiej wymiany han­dlo­wej? Transport stat­kami sta­nowi 30% wymiany han­dlo­wej Polski pod wzglę­dem masy ładun­ków, co może nie przy­kuwa sku­tecz­nie uwagi, ale te same dobra sta­no­wią aż 70% war­to­ści wymiany towa­ro­wej naszego kraju, co w pełni obra­zuje wagę tego zja­wi­ska dla pol­skiej gospo­darki.

  • Łukasz Pacholski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE