Francuska wojna w Indochinach 1945 – 1954 cz.2

Francuska wojna w Indochinach 1945-1954

Francuska wojna w Indochinach 1945 – 1954

W wyniku dzia­łań sił pół­noc­no­wiet­nam­skich na prze­ło­mie 1950 i 1951 r. Francuzi utra­cili fak­tyczną kon­trolę nad pół­noc­nym Wietnamem. Wymusiło to wyco­fa­nie oddzia­łów na połu­dnie od Rzeki Czerwonej i przy­go­to­wy­wa­nie obrony w jej del­cie, by chro­nić zarówno Hanoi, jak i Hajfong.

Komuniści, mając 81 bata­lio­nów – w tym dwa­na­ście arty­le­rii i osiem inży­nie­ryj­nych – dys­po­no­wali już wów­czas ini­cja­tywa stra­te­giczną. Świadom tego był gene­rał Giáp, który wie­dział, że wojna prze­szła z fazy fran­cu­skiej ofen­sywy do fazy wojny na wynisz­cze­nie, któ­rej Francja wygrać nie mogła. Naszą stra­te­gią na tym eta­pie jest ogólna kontr­ofen­sywa – stwier­dził Giáp w roz­mo­wie ze swo­imi ofi­ce­rami – musimy ata­ko­wać bez wytchnie­nia do osta­tecz­nego zwy­cię­stwa, dopóki nie wypchniemy wroga z Indochin. Wszystkie dzia­ła­nia woj­skowe w tej fazie mają mieć jeden cel – cał­ko­wite znisz­cze­nie sił fran­cu­skich. Na ostat­nim eta­pie zasto­su­jemy nastę­pu­jące wytyczne tak­tyczne: dzia­ła­nia manew­rowe staną się naj­waż­niej­sze, wojna pozy­cyjna i par­ty­zancka będą wów­czas dru­go­rzędne.
Z uwagi na wej­ście wojny w nową fazę gene­rał Giáp prze­szedł od dzia­łań par­ty­zanc­kich do ope­ra­cji siłami zor­ga­ni­zo­wa­nymi na pozio­mie dywi­zji. Północnowietnamska dywi­zja for­mo­wana była w opar­ciu o trzy pułki (każdy po 2850 żoł­nie­rzy) w dzie­wię­ciu bata­lio­nach pie­choty. Wliczając w to ele­menty wspar­cia, w tym kom­pa­nię trans­por­tową, kom­pa­nię wywiadu, bata­lion wspar­cia ognio­wego (18 kara­bi­nów maszy­no­wych kal. 12,7 mm), kom­pa­nię inży­nie­ryjną i kom­pa­nię łącz­no­ści, a także sztab dywi­zji – łącz­nie na dywi­zję skła­dało się 9,6 tys. żoł­nie­rzy (śred­nio, każda dywi­zja bowiem miała typową dla sie­bie orga­ni­za­cję). W każ­dym z trzech bata­lio­nów pułku były trzy kom­pa­nie pie­choty oraz kom­pa­nia wspar­cia (na ogół z moź­dzie­rzami kali­bru 81 mm lub kal. 82 mm i dzia­łami bez­odrzu­to­wymi 75 mm). Na pozio­mie dywi­zji, w miarę moż­li­wo­ści, wyko­rzy­sty­wano działa bez­odrzu­towe kali­bru 75 mm, moź­dzie­rze kal. 120 mm oraz armaty prze­ciw­lot­ni­cze.
Generał Giáp tak pisał o ewo­lu­cji swo­jej stra­te­gii wojen­nej: naszą stra­te­gią było pro­wa­dze­nie dłu­go­trwa­łej bitwy. Taka wojna w swej natu­rze składa się z kilku faz: począw­szy od sta­wie­nia oporu, poprzez doj­ście do etapu rów­no­wagi, aż do ogól­nej kontr­ofen­sywy. Tylko długa wojna pozwala nam mak­sy­mal­nie wyko­rzy­stać poli­tyczne atuty, prze­zwy­cię­żyć sła­bo­ści mate­ria­łowe i zamie­nić nasze słabe strony w mocne. Zwiększanie naszej siły stało się naczel­nym celem, podob­nie jak zwięk­sza­nie do mak­si­mum ducha bojo­wego oraz opar­cia na hero­izmie żoł­nie­rzy, który pozwala poko­nać mate­ria­łową prze­wagę nie­przy­ja­ciela. Szczególnie w pierw­szym okre­sie pro­wa­dzi­li­śmy walkę par­ty­zancką. Na wiet­nam­skim teatrze dzia­łań przy­nio­sło to nam liczne suk­cesy – można ją pro­wa­dzić zarówno w górach, jak w i del­cie, przy odpo­wied­nim lub sła­bym uzbro­je­niu, a nawet bez broni. Gdy nasze siły się roz­wi­nęły, prze­szli­śmy od dzia­łań par­ty­zanc­kich do wojny mobil­nej, która z cza­sem może się stać domi­nu­jącą formą dzia­ła­nia na naszym głów­nym fron­cie – pół­noc­nym. Ze stra­te­gicz­nego punktu widze­nia wojna par­ty­zancka wywo­łuje u nie­przy­ja­ciela wiele pro­ble­mów i strat, osła­bia go. Aby jed­nak znisz­czyć nie­przy­ja­ciela, konieczne jest stop­niowe przej­ście do wojny mobil­nej, w któ­rej poja­wiają się pomału zasady wojny regu­lar­nej, ale ta nadal utrzy­muje swój nie­re­gu­larny cha­rak­ter. Wojna mobilna to walka z wyko­rzy­sta­niem skon­cen­tro­wa­nych, regu­lar­nych sił, które są prze­gru­po­wy­wane i sto­so­wane na dość sze­ro­kim teatrze dzia­łań. Siły takie ata­kują nie­przy­ja­ciela tam, gdzie jest sto­sun­kowo odsło­nięty, aby w ten spo­sób zmniej­szyć jego zasób sił żywych. Należy ata­ko­wać głę­boko, a potem bar­dzo szybko i spraw­nie się wyco­fy­wać; trzeba mieć duży dyna­mizm, ini­cja­tywę, mobil­ność i szyb­kość podej­mo­wa­nia decy­zji. Tylko poprzez znisz­cze­nie siły żywej nie­przy­ja­ciela można zneu­tra­li­zo­wać jego duże ofen­sywy, zabez­pie­czyć nasze bazy i tyły i tym samym prze­jąć ini­cja­tywę dzia­ła­nia, by wtedy nisz­czyć jesz­cze wię­cej siły żywej nie­przy­ja­ciela. Daje to moż­li­wość wyzwa­la­nia kolej­nych obsza­rów kraju.
Giáp pisał także: W 1947 r. zaczę­li­śmy odcho­dzić od kam­pa­nii pro­wa­dzo­nych samo­dziel­nie w stronę bar­dziej skon­cen­tro­wa­nej walki, a potem w stronę walki mobil­nej. W 1948 r. prze­pro­wa­dza­li­śmy względ­nie sku­teczne zasadzki jed­nym lub kil­koma bata­lio­nami. W 1949 r. roz­po­czę­li­śmy małe kam­pa­nie nie tylko na pół­nocy, ale rów­nież na innych fron­tach. Od 1950 r. zaczę­li­śmy reali­zo­wać dużo więk­sze kam­pa­nie – pozwa­la­jąc, aby na pół­nocy to dzia­ła­nia mobilne stały się domi­nu­jące. Z cza­sem wojna par­ty­zancka musi zamie­nić się w mobilną. W trak­cie wojny oporu mobilna wojna nie powsta­nie bez wojny par­ty­zanc­kiej, ale jeśli do takiej trans­for­ma­cji nie doj­dzie, nie tylko nie będzie moż­liwe znisz­cze­nie nie­przy­ja­ciela, ale także nie uda się utrzy­mać i roz­wi­jać w dłuż­szej per­spek­ty­wie sił par­ty­zanc­kich.
  • Robert Czulda

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE