Forţele Navale Române po ćwierć­wie­czu „per­ma­nent­nej restruk­tu­ry­za­cji”

Forţele Navale Române

Forţele Navale Române

Forţele Navale Române należy trak­to­wać jak kla­syczny przy­kład floty ist­nie­ją­cej siłą iner­cji, napę­dzaną minioną chwałą, tra­dy­cją, przy­zwy­cza­je­niem i fak­tem, że wypeł­nia ona istotną rolę socjalną, jako pod­sta­wowe źró­dło utrzy­ma­nia nie­ma­łej grupy osób. Jej siła bojowa jest niska, a realne moż­li­wo­ści w warun­kach zaist­nie­nia kon­fliktu o śred­niej lub dużej inten­syw­no­ści oce­niać należy nader wstrze­mięź­li­wie. Ów stan jest wyni­kiem zanie­cha­nia, w okre­sie ostat­niego ćwierć­wie­cza, istot­niej­szych wysił­ków moder­ni­za­cyj­nych, co z kolei uznać należy za kon­se­kwen­cję (deter­mi­no­waną w prze­moż­nym stop­niu geo­gra­fią) niskiej rangi kie­runku mor­skiego i obsza­rów mor­skich w naro­do­wej poli­tyce bez­pie­czeń­stwa.

W 1965 r. wła­dzę w Rumunii objął Nicolae Ceauşescu. Był on bez wąt­pie­nia nie tylko spraw­nym apa­rat­czy­kiem, ale rów­nież poli­ty­kiem owład­nię­tym wizją „komu­ni­zmu o rumuń­skim obli­czu”. Skoncentrowawszy peł­nię wła­dzy (był też sze­fem par­tii komu­ni­stycz­nej, a także prze­wod­ni­czą­cym Rady Państwa, a od 1974 r. pre­zy­den­tem Socjalistycznej Republiki Rumunii) roz­po­czął budowę sys­temu poli­tycz­nego nie­po­rów­ny­wal­nego z niczym, co znała sowiecka strefa wpły­wów. Totalitarnej dyk­ta­tu­rze nadano bowiem pury­tań­sko-nacjo­na­li­styczny cha­rak­ter. Z jed­nej strony wpro­wa­dzono więc zakaz roz­wo­dów i usu­wa­nia ciąży, z dru­giej utrzy­my­wano względną nie­za­leż­ność od ZSRR, czego prze­ja­wem była odmowa popar­cia inter­wen­cji w Czechosłowacji w 1968 r. i zacho­wa­nie kor­dial­nych wręcz sto­sun­ków z Izraelem, a zupeł­nie popraw­nych z USA i innymi pań­stwami Zachodu. Ceauşescu pod­jął ponadto wiel­kie wyzwa­nia eko­no­miczne i spo­łeczne, któ­rych uwień­cze­niem była cał­ko­wita nie­mal spłata zadłu­że­nia zagra­nicz­nego.
Mimo powrotu do fra­ze­olo­gii nacjo­na­li­stycz­nej i odwo­ły­wa­nia się do „dac­ko­ści” Rumunii, reżi­mowi, w obli­czu pogar­sza­ją­cych się warun­ków życia, bra­ko­wało jed­nak spo­łecz­nej legi­ty­ma­cji, zaś pod­stawą wła­dzy dyk­ta­tora była tajna poli­cja Securitate i armia.
Kiedy wschod­nią Europą tar­gnęła w 1989 r. Jesień Ludów, Ceauşescu nie zamie­rzał czy­nić żad­nych kon­ce­sji.
W obli­czu nara­sta­nia spo­łecz­nego wrze­nia, o jego losie prze­są­dziła postawa dru­giego z fila­rów komu­ni­stycz­nego pań­stwa, czyli woj­ska. Kadra dowód­cza – usi­łu­jąc uprze­dzić to co uwa­żała za nie­uchronne – prze­pro­wa­dziła zamach stanu. Dyktator i jego żona zostali aresz­to­wani, posta­wieni przed doraź­nym try­bu­na­łem i po far­sie pro­cesu nie­zwłocz­nie stra­ceni 25 grud­nia 1989 r.
Po oba­le­niu dyk­ta­tury sytu­acja w Rumunii nie była bynaj­mniej sta­bilna. Wolne wybory prze­pro­wa­dzone w maju 1990 r. oddały wła­dzę w ręce Frontu Ocalenia Narodowego, czyli de facto byłych dzia­ła­czy komu­ni­stycz­nych, ale zde­cy­do­wali się oni na zdy­na­mi­zo­wa­nie poli­tycz­nej i eko­no­micz­nej trans­for­ma­cji, korzy­sta­jąc przy tym z pełni z „dobro­dziejstw” uwłasz­cze­nia. Jednocześnie roz­po­częto sta­ra­nia o zbli­że­nie z NATO i Unią Europejską, a następ­nie zgło­szono akces do obu tych orga­ni­za­cji. W 2004 r. Rumunia przy­jęta została do Sojuszu Północnoatlantyckiego (wraz z Bułgarią, Litwą, Łotwą i Estonią), a 3 lata póź­niej do Unii Europejskiej.
Okres od oba­le­nia dyk­ta­tury do chwili obec­nej był dla sił zbroj­nych Rumunii (podob­nie jak pozo­sta­łych państw poko­mu­ni­stycz­nych) cza­sem olbrzy­mich prze­mian, któ­rej naj­bar­dziej widocz­nymi prze­ja­wami były reduk­cje sta­nów oso­bo­wych i powolne prze­cho­dze­nie
z uzbro­je­nia i sprzętu sowiec­kigo na zachodni. Był to i jest pro­ces nie­sły­cha­nie kosz­towny oraz wyma­ga­jący pod wzglę­dem men­tal­nym (kwe­stie kul­tury tech­nicz­nej, ale rów­nież ogól­nych stan­dar­dów funk­cjo­no­wa­nia pań­stwa, co odbija się na try­bie prze­pro­wa­dza­nia naj­więk­szych inwe­sty­cji zwią­za­nych z obsza­rem obron­nym, zwłasz­cza z zaku­pami zagra­nicz­nymi). Dość powie­dzieć, że jeżeli w 1989 r. woj­ska lądowe liczyły około 140 tys. żoł­nie­rzy (ok. 70% pobo­ro­wych) zor­ga­ni­zo­wa­nych w 8 dywi­zji zmo­to­ry­zo­wa­nych, 2 dywi­zje pan­cerne, 4 bry­gady pie­choty gór­skiej i 3 powietrzno-desan­towe), to obec­nie pełni w nich służbę 40 tys. żoł­nie­rzy (pobór znie­siono w 2006 r.) zor­ga­ni­zo­wa­nych w 3 dywi­zje pie­choty (w każ­dej 3 słabe bry­ga­dowe grupy bojowe), bry­gadę sił spe­cjal­nych oraz samo­dzielne oddziały wspar­cia. Lotnictwo woj­skowe skur­czyło się w ana­lo­gicz­nym okre­sie z nie­mal pię­ciu setek do 36 samo­lo­tów bojo­wych (zmo­der­ni­zo­wane we współ­pracy z izra­el­skim Elbitem maszyny MiG‑21 Lancer, w latach 2016 – 2017 lot­nic­two otrzy­mać ma tuzin uży­wa­nych F‑16 pozy­ska­nych w Portugalii, zamie­rza się dopro­wa­dzić je do stan­dardu Block 15 MLU).

  • Krzysztof Kubiak

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE