Focke-Wulf Fw 190 cz.2

Oblt. Fritz Schröter, dowódca III,/SKG 10 w kabinie swojego samolotu, Fw 190 A-4, W.Nr. 0142 327, „czarny <<+”.

Oblt. Fritz Schröter, dowódca III,/SKG 10 w kabi­nie swo­jego samo­lotu, Fw 190 A‑4, W.Nr. 0142 327, „czarny «+”.

Już wio­sną 1940 r. sztab gene­ralny Luftwaffe roz­ka­zał spraw­dzić moż­li­wo­ści prze­no­sze­nia bomb przez samo­loty myśliw­skie Messerschmitt Bf 109 E. Pomysł oka­zał się moż­liwy do reali­za­cji, pod kadłu­bem myśliwca, pomię­dzy gole­niami pod­wo­zia głów­nego zamon­to­wano wyrzut­nik bom­bowy ETC 500, pod któ­rym pod­wie­szano bombę SC 250 o masie 250 kg. W ten spo­sób powstały warianty myśliw­sko-bom­bowe ozna­czone Bf 109 E‑1/B (wypro­du­ko­wane w ilo­ści 110 szt.) oraz Bf 109 E‑4/B (wypro­du­ko­wany w ilo­ści 226 szt.).

Pierwsze myśliwce bom­bar­du­jące Bf 109 E tra­fiły do 3./Erprobungsgruppe 210 (3 eska­dra 210 dywi­zjonu testo­wego) już w lipcu 1940 r. Niepomyślny prze­bieg Bitwy o Anglię i fia­sko stra­te­gii „zaostrzo­nej wojny powietrz­nej” (Verschärfter Luftkrieg), która poprzez zma­so­wane naloty miała zmu­sić Wielką Brytanię do zawar­cia pokoju z Niemcami, spo­wo­do­wało zmianę tak­tyki pro­wa­dze­nia ata­ków z powie­trza przez Luftwaffe. Jednostki bom­bowe nale­żące do 3 Floty Powietrznej miały kon­ty­nu­ować naloty na cele prze­my­słowe, ale prak­tycz­nie wyłącz­nie w nocy, nato­miast samo­loty myśliw­sko – bom­bowe ze składu 2 Floty Powietrznej miały ata­ko­wać w dzień cele poło­żone w połu­dniowo wschod­niej Anglii.
Ponieważ naczelny dowódca Luftwaffe, Feldmarschall Hermann Göring, winił wła­sne jed­nostki myśliw­skie za nie­po­wo­dze­nie dzia­łań nie­miec­kich sił powietrz­nych pod­czas Bitwy o Anglię posta­no­wił, w dość eks­tra­wa­gancki spo­sób, uka­rać swo­ich pod­ko­mend­nych. Mianowicie każdy dywi­zjon myśliw­ski (Jagdgruppe) miał wyzna­czyć jedną eska­drę do pro­wa­dze­nia dzia­łań myśliw­sko-bom­bo­wych. Zgodnie z zało­że­niem eska­dry myśliw­sko-bom­bowe miały nad­la­ty­wać nad cel na wyso­ko­ści 6000 m pod osłoną pozo­sta­łych samo­lo­tów myśliw­skich pułku. Po począt­ko­wym zasko­cze­niu Brytyjczycy bar­dzo szybko nauczyli się ata­ko­wać wyłącz­nie myśliwce nie­przy­ja­ciela z pod­wie­szoną pod kadłu­bem bombą, co zni­we­czyło szanse Niemców na prze­pro­wa­dze­nie sku­tecz­nych nalo­tów.

Zbrojmistrze przy samolocie myśliwsko-bombowym Fw 190 A-2, W.Nr. 081, „niebieska 3” z 10.(Jabo)/JG 2.

Zbrojmistrze przy samo­lo­cie myśliw­sko-bom­bo­wym Fw 190 A‑2, W.Nr. 081, „nie­bie­ska 3” z 10.(Jabo)/JG 2.

Uderz i ucie­kaj” – myśliwce bom­bar­du­jące Fw 190 nad Anglią

Od początku paź­dzier­nika 1940 r. zmie­niono tak­tykę i nad wyspy bry­tyj­skie wysy­łano nie­wiel­kie grupy myśliw­ców bom­bar­du­ją­cych (Jagdbomber, w skró­cie Jabo – czyli myśli­wiec bom­bar­du­jący) pod silną eskortą, co pozwo­liło uzy­ski­wać poje­dyn­cze suk­cesy i zmi­ni­ma­li­zo­wać straty. Największe akcje Jabo prze­pro­wa­dzone w paź­dzier­niku 1940 r. miały miej­sce w dniach 12 paź­dzier­nika – wzięło w nich udział 217 myśliw­ców bom­bar­du­ją­cych w dwu­na­stu for­ma­cjach, 15 paź­dzier­nika – 290 myśliw­ców bom­bar­du­ją­cych w 15 for­ma­cjach oraz 25 paź­dzier­nika – 237 myśliw­ców bom­bar­du­ją­cych w czte­rech for­ma­cjach i 27 paź­dzier­nika – 234 myśliwce bom­bar­du­jące w czte­rech falach.
Działania myśliw­sko-bom­bo­wych wer­sji Bf 109 E nad Anglią trwały przez całą jesień 1940 r., a następ­nie zimę 194041 r. Wiosną 1941 r. samo­loty Bf 109 E zastą­pione zostały przez now­szą wer­sję samo­lotu Messerschmitt Bf 109 F. Wraz z roz­po­czę­ciem wojny prze­ciwko ZSRR w czerwcu 1941 r. we Francji pozo­stały prak­tycz­nie tylko dwa pułki myśliw­skie Luftwaffe, JG 2 i JG 26, w któ­rych skła­dzie udział samo­lo­tów myśliw­sko-bom­bo­wych ogra­ni­czono wkrótce do jed­nej eska­dry, były to 13./JG 2 i 10./JG 26. Od kwiet­nia 1942 r. 13./JG 2 prze­mia­no­wano na 10.(Jabo)/JG 2, w mię­dzy­cza­sie, 10 marca 1942 r. rów­nież 10./JG 26 otrzy­mała nową nazwę, 10.(Jabo)/JG 26.
W dru­giej poło­wie czerwca 1942 r. oby­dwie eska­dry myśliw­sko-bom­bowe wyco­fane zostały z frontu i prze­nie­sione do bazy Le Bourget na przed­mie­ściach Paryża, gdzie zostały prze­zbro­jone w samo­loty Focke – Wulf Fw 190 A‑2 i A‑3/U1. Już w począt­kach lipca 1942 r. oby­dwie eska­dry wró­ciły nad kanał La Manche. W tym cza­sie 10.(Jabo)/JG 2 sta­cjo­no­wała na lot­ni­sku Beaumont-le-Roger, a jej dowódcą był Hptm. Frank Liesenthal, nato­miast bazą 10.(Jabo)/JG 26 było lot­ni­sko Caen-Carpiquet, a jej dowódcą mia­no­wany został 18 lipca 1942 r. Oblt. Hans-Joachim Geburtig.
7 lipca 1942 r. 10.(Jabo)/JG 2 prze­pro­wa­dziła pierw­szą akcję bojową z wyko­rzy­sta­niem samo­lo­tów Fw 190 A, które zaata­ko­wały bry­tyj­ski kon­wój u brze­gów wyspy Wight. Oblt. Fritz Schröter i Lt. Leopold Wenger zgło­sili tra­fie­nie bom­bami trzech stat­ków. Dwa dni póź­niej, Oblt. Schröter i Lt. Erhard Nippa zgło­sili zato­pie­nie dwóch stat­ków i uszko­dze­nie trze­ciego na zachód od Portland. 12 lipca 1942 r. Lt. Leopold Wenger tra­fił bombą zacu­mo­wany w por­cie Brixham tra­ło­wiec No. 174:
Dzisiejszego popo­łu­dnia pole­cia­łem na kolejną akcję bojową i zato­pi­łem tra­fie­niem bombą w lewą burtę, zacu­mo­wany w por­cie Brixham, tra­ło­wiec o nośno­ści 800 ton. Inna maszyna tak ciężko uszko­dziła frach­to­wiec – 4000 BRT – iż sądzę, że zato­nął. Tym razem było nas dwóch. Nie było łatwo dotrzeć nad port, ponie­waż ten był dobrze chro­niony przez balony zapo­rowe i arty­le­rię prze­ciw­lot­ni­czą. Wykorzystując efekt zasko­cze­nia, przy bez­chmur­nym, pięk­nym nie­bie, przedar­li­śmy się przez zaporę balo­nową strze­la­jąc ze wszyst­kich luf do zacu­mo­wa­nych stat­ków. W przy­padku ostrze­la­nej przeze mnie jed­nostki już po tra­fie­niu z broni pokła­do­wej z jej nad­bu­dówki wystrze­liły pło­mie­nie. Następnie bomba dokoń­czyła dzieła.
Po upły­wie pół minuty okręt, który zaata­ko­wa­łem, prze­wró­cił się do góry dnem, prze­ła­mu­jąc się w poło­wie dłu­go­ści. Drugi sta­tek zaczął tonąć z prze­głę­bie­niem na rufę. Ponieważ arty­le­ria prze­ciw­lot­ni­cza pro­wa­dziła gęsty ogień musie­li­śmy prze­rwać dal­szą obser­wa­cję. W każ­dym bądź razie odnie­siony suk­ces bar­dzo mnie ucie­szył, był to prze­cież pierw­szy okręt, z który roz­pra­wi­łem się zupeł­nie sam.
Następnego dnia fran­cu­ski ści­gacz okrę­tów pod­wod­nych CH‑8 Rennes wypły­nął z portu Dartmouth, aby zabez­pie­czyć powrót do bazy fran­cu­skiego okrętu pod­wod­nego Rubis, które posta­wił miny w pobliżu wej­ścia do portu w Bordeaux. Jak wspo­mina Lt. Leopold Wenger z 10.(Jabo)/JG 2:
Chciałem zaata­ko­wać port w Dartmouth, lecz nad wybrze­żem uno­siła się gruba war­stwa chmur, w tym momen­cie razem z moim bocz­nym pilo­tem, któ­rym był Uffz. Max Meixner, zauwa­ży­li­śmy samotny okręt eskor­towy i zaata­ko­wa­li­śmy go. Okręt pły­nął z mak­sy­malną pręd­ko­ścią w stronę wybrzeża i zrzu­cana przeze mnie bomba tra­fiła go w śród­o­krę­cie, w kie­runku rufy. Bomba zrzu­cona przez mojego bocz­nego wybu­chła tuż przy rufie. Później wszystko działo się bar­dzo szybko. W powie­trze uniósł się potężny gej­zer, naj­wy­raź­niej eks­plo­do­wały kotły. Kiedy dym i para się roz­wiały na powierzchni wody widać było długi ślad torowy, a na jego końcu pły­wa­jące resztki kon­struk­cji, deski i łódź ratun­kową. Po jego zało­dze nie było śladu. Eskortowiec miał około 800 ton, wyglą­dał bar­dzo podob­nie do okrętu, który zato­pi­łem dzień wcze­śniej w Brixham. Podczas nalotu zosta­łem tra­fiony w skrzy­dło serią kara­binu maszy­no­wego. Wszystko działo się bar­dzo szybko, byłem pewien, że z pokładu okrętu nie zdą­żono wysłać mel­dunku radio­wego o całym zda­rze­niu – atak miał miej­sce w odle­gło­ści około 5 do 10 km na połu­dniowy wschód od Dartmouth.
Na pokła­dzie zato­pio­nego okrętu zgi­nął jego dowódca, Enseigne de Vaisseau Ier Classe Guy Perrault i 25 człon­ków załogi.
W połu­dnie 17 lipca 1942 r. cztery Fw 190 zaata­ko­wały bry­tyj­ski zbior­ni­ko­wiec Daxhound eskor­to­wany przed dwa ści­ga­cze okrę­tów pod­wod­nych ML 118 i ML 157. Zbiornikowiec został lekko uszko­dzony wybu­chami dwóch bomb, które spa­dły nie­da­leko od jego burty, nato­miast trze­cia bomba prze­biła mostek ści­ga­cza ML 157, raniąc dwóch mary­na­rzy i wpa­dła do wody nie eks­plo­du­jąc. Ogień prze­ciw­lot­ni­czy ML 118 zestrze­lił w tym cza­sie jeden z samo­lo­tów. Jego pilo­tem oka­zał się dowódca 10.(Jabo)/JG 2, Oblt. Frank Liesendahl, któ­rego pośmiert­nie awan­so­wano do stop­nia Hauptmann i odzna­czono Krzyżem Rycerskim za wyko­na­nie 142 lotów bojo­wych oraz zato­pie­nie przez dowo­dzoną przez niego eska­drę 20 stat­ków o pojem­no­ści 63 000 BRT.
Nowym dowódcą 10.(Jabo)/JG 2 mia­no­wany został Oblt. Fritz Schröter. Niecałe dwa tygo­dnie póź­niej rów­nież 10.(Jabo)/JG 26 stra­ciła swo­jego dowódcę. Oblt. Hans-Joachim Geburtig dostał się do nie­woli zestrze­lony przez okrę­tową arty­le­rię prze­ciw­lot­ni­czą u wybrzeża Wielkiej Brytanii pilo­tu­jąc Fw 190 A‑3, W.Nr. 7003, „czarna 1”. Na jego miej­sce mia­no­wany został Lt. Paul Keller zwany przez kole­gów „Bombenkeller”.
Przez kolejne dwa tygo­dnie oby­dwie eska­dry prze­pro­wa­dziły 16 ope­ra­cji „uderz i ucie­kaj”, każda w sile od 2 do 8 samo­lo­tów, prze­ciwko celom w połu­dniowo wschod­niej Anglii tra­cąc trzech zabi­tych pilo­tów. Jedną z tych ope­ra­cji tak opi­sał Lt. Leopold Wenger z 10.(Jabo)/JG 2:
Wczoraj, 11 sierp­nia, pole­cia­łem w sile dwóch maszyn nad mia­sto Salisbury i znisz­czy­łem gazow­nię, a mój boczny tam­tej­szą sta­cję kole­jową. Potem zaata­ko­wani zosta­li­śmy przez całą chmarę Spitfire, które ści­gały nas aż do Portland, ale wszystko poszło dobrze. Za tę ope­ra­cją, którą odby­łem z pew­nym pod­ofi­ce­rem, ude­ko­ro­wany zosta­łem Krzyżem Żelaznym I klasy, a mój boczny Krzyżem Żelaznym II klasy.
Operacja prze­ciwko Salisbury miała miej­sce przy sil­nie wie­ją­cym wie­trze i wyso­kim sta­nie morza. Lotem koszą­cym omi­nę­li­śmy zachodni cypel wyspy Wight, omi­nę­li­śmy Salisbury, aby następ­nie, po wyko­na­niu sze­ro­kiego łuku, nie­spo­dzie­wa­nie ude­rzyć na mia­sto od pół­nocy. W Salisbury nie ogło­szono alarmu lot­ni­czego, ulice były pełne ludzi i samo­cho­dów. Widać było oży­wiony ruch. Miasto roz­po­zna­łem już z daleka po pięk­nej syl­wetce kate­dry, gdzie pocho­wano wielu angiel­skich kró­lów, jest ona przez to świą­ty­nią naro­dową.
Kiedy zauwa­ży­łem wielką gazow­nię ostrze­la­łem naj­pierw zbior­niki z dzia­łek pokła­do­wych oraz kara­bi­nów maszy­no­wych, któ­rych smu­gowe poci­ski było dosko­nale widać. Zbiorniki zaczęły się już palić, kiedy zrzu­ci­łem bombę. Mój boczny zaata­ko­wał dwo­rzec kole­jowy. Trafił z broni pokła­do­wej loko­mo­tywę wjeż­dża­ją­cego na sta­cję pociągu, a bombą uzy­skał bez­po­śred­nie tra­fie­nie w wagony. Całe mia­sto było zupeł­nie zasko­czone, żad­nego alarmu lot­ni­czego; liczne balony zapo­rowe spo­czy­wały spo­koj­nie na ziemi wokół cen­trum. Wszystko odbyło się bły­ska­wicz­nie. W locie koszą­cym prze­le­cie­li­śmy nad kil­koma sta­no­wi­skami arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej, ale dla naszych prze­ciw­ni­ków akcja poto­czyła się zbyt szybko, aby zdą­żyli zare­ago­wać.
Jednakże dniem naj­bar­dziej inten­syw­nych dzia­łań myśliw­ców bom­bar­du­ją­cych stał się 19 sierp­nia 1942 r., kiedy to Luftwaffe zaan­ga­żo­wana została w ope­ra­cję mającą na celu znisz­cze­nie alianc­kiego desantu pod Dieppe. Pomimo sil­nej osłony floty desan­to­wej przez RAF nie­miec­kie samo­loty od wcze­snego ranka sku­tecz­nie ata­ko­wały jed­nostki pły­wa­jące prze­ciw­nika. Jak wspo­mina Lt. Leopold Wenger z 10.(Jabo)/JG 2:
Kiedy zna­leź­li­śmy się nad Dieppe, strefa walk pokryta była grubą zasłoną mgły, pyłu i dymu. Flota bry­tyj­ska cał­ko­wi­cie się za nią skryła. Zewsząd widać było krzy­żu­jące się serie smu­go­wych poci­sków oraz liczne pożary i wzno­szące się w niebo słupy dymu zna­czące miej­sca, gdzie spa­dły zestrze­lone samo­loty, a na plaży, w odle­gło­ści około 20 m od brzegu morza pło­nęło kil­ka­na­ście czoł­gów. Wielu lot­ni­ków uno­siło się na powierzchni morza sie­dząc w swo­ich dmu­cha­nych pon­to­nach.
Dokładnie w połu­dnie roz­po­czę­li­śmy nalot z lotu koszą­cego. W tym samym momen­cie za nami nur­ku­jąc pra­wie pio­nowo wpadł do morza nie­miecki bom­bo­wiec. Zanurzyliśmy się w opary mgły i dymu otwie­ra­jąc ogień z broni pokła­do­wej i zwal­nia­jąc bomby. Moja bomba wybu­chła pod kilem nisz­czy­ciela, jed­nakże z powodu zma­so­wa­nego ognia prze­ciw­lot­ni­czego, nie byłem w sta­nie zaob­ser­wo­wać skut­ków wybu­chu. Bomby trzech pozo­sta­łych Fw 190 rów­nież uszko­dziły kolejne jed­nostki pły­wa­jące, a Uffz. Walter Höfer zestrze­lił jed­nego Spitfire. Cały czas lecąc tuż nad plażą ostrze­la­li­śmy żoł­nie­rzy desantu. Skutek naszego ognia był prze­ra­ża­jący.
Niszczycielem, który uszko­dziła bomba zrzu­cona z Fw 190 był HMS Calpe.
Podczas kolej­nego nalotu prze­pro­wa­dzo­nego godzinę póź­niej Lt. Leopold Wenger z 10.(Jabo)/JG 2 zaata­ko­wał nisz­czy­ciel HMS Berkley:
Anglicy sta­rali się przy­kryć wszystko chmu­rami dymu, ale nie zdo­łało im to zbyt­nio pomóc. Zaatakowałem drugi nisz­czy­ciel i uzy­ska­łem bez­po­śred­nie tra­fie­nie bombą SC 500 w śród­o­krę­cie. W cza­sie nalotu znaj­do­wa­łem się w samym cen­trum ostrzału z broni prze­ciw­lot­ni­czej nisz­czy­ciela, jed­nak kiedy zwol­ni­łem bombę ogień się urwał i nastą­piła potężna eks­plo­zja, po pro­stu strasz­liwa. Cały okręt zakryła chmura czar­nego dymu, jed­nakże po chwili musia­łem ucie­kać zaata­ko­wany przez liczne Spitfire i nie­stety nie mogłem dłu­żej przy­glą­dać się toną­cemu okrę­towi. Podczas ataku na okręt zain­ka­so­wa­łem liczne tra­fie­nia z broni prze­ciw­lot­ni­czej – skrzy­dła, sil­nik i jego osłona, pod­wo­zie i ogon pełne były prze­strze­lin. Dwa poci­ski tra­fiły także w kabinę, a trzeci zry­ko­sze­to­wał od płyty pan­cer­nej za moją głową. Oczywiście ope­ra­cja ta była tego warta…
Ciężko uszko­dzony okręt, na któ­rego pokła­dzie zgi­nęło 15 ludzi, po ewa­ku­acji załogi, został dobity dwiema tor­pe­dami wystrze­lo­nymi przez nisz­czy­ciel HMS Albrighton.
W sumie myśliwce bom­bar­du­jące Luftwaffe wyko­nały nad Dieppe dzie­więć ope­ra­cji, w któ­rych wzięły udział łącz­nie 44 samo­loty. Pomimo sil­nej obrony prze­ciw­lot­ni­czej Niemcy nie stra­cili żad­nego samo­lotu w walce, kil­ka­na­ście odnio­sło uszko­dze­nia, a Fw 190 A‑3, W.Nr. 2240, roz­bił się w wypadku po star­cie z lot­ni­ska, jego pilot, Uffz. Fritz von Berg, poniósł śmierć. Oprócz jed­nego zato­pio­nego i jed­nego uszko­dzo­nego nisz­czy­ciela bomby zrzu­cone przez samo­loty Fw 190 tra­fiły rów­nież dwa traw­lery i dwie barki desan­towe.
Pod koniec sierp­nia 1942 r. oby­dwie eska­dry myśliw­sko-bom­bowe powró­ciły do nalo­tów na cele mor­skie i lądowe we wschod­niej i połu­dnio­wej Anglii odno­sząc naj­więk­sze suk­cesy 24 sierp­nia, gdy 4 Fw 190 z 10.(Jabo)/JG 2 zato­piły dwie barki, a Lt. Leopold Wenger zestrze­lił samo­lot Lysander, T1696, AQ‑H z 276 dywi­zjonu oraz 29 sierp­nia, gdy trzy Fw 190 zaata­ko­wały port w Falmouth zata­pia­jąc paro­wiec Jernfeld (5000 BRT). Jedyną stratą w tym cza­sie był zestrze­lony przez Spitfire, 26 sierp­nia 1942 r., Fw 190 A‑2, W.Nr. 2080, „czarna 13”, w jego wraku zgi­nął Ofw. Werner Kassa z 10.(Jabo)/JG 26.
Myśliwce bom­bar­du­jące dzia­łały rów­nie aktyw­nie przez pierw­sze dwa tygo­dnie wrze­śnia 1942 r. ope­ru­jąc w skła­dzie par lub rojów prze­ciwko punk­to­wym celom na lądzie. W tym cza­sie Niemcy stra­cili dwóch pilo­tów. 17 wrze­śnia 1942 r. para Fw 190 nale­żą­cych do 10.(Jabo)/JG 2 zaata­ko­wała Worthing. Akcję tę opi­sał w liście do rodzi­ców Lt. Leopold Wenger:
Wczoraj wzią­łem udział w ope­ra­cji, która nie­stety zakoń­czyła się tra­gicz­nie. Razem z moim bocz­nym, pod­ofi­ce­rem [Uffz. Hans-Walter Wandschneider – przyp. aut.], zaata­ko­wa­łem gazow­nię w Worthing. Lecąc na małej wyso­ko­ści byłem w sta­nie umie­ścić swoją bombę pomię­dzy dwoma zbior­ni­kami gazu, gdzie eks­plo­do­wała. Wokół latały wszel­kiego rodzaju przed­mioty wyrzu­cone w górę przez potężny wybuch. W mię­dzy­cza­sie mój boczny zrzu­cił bombę na mia­sto. Nawiązaliśmy kon­takt z bry­tyj­skimi samo­lo­tami, ale udało nam się unik­nąć walki, a silny ostrzał arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej zmu­sił nas do wyko­na­nia zwrotu w kie­runku morza. W poło­wie kanału zosta­li­śmy zupeł­nie zasko­czeni przez Spitfire, które natych­miast nas zaata­ko­wały. Podczas walki powietrz­nej zgi­nął mój boczny. Zobaczyłem jak wpada pio­nowo do morza. Po chwili tra­fili też mój samo­lot, jed­nakże mnie udało się uciec. Pocisk z 20 mm działka wybił dziurę w zbior­niku oleju, któ­rego wycie­kło tak dużo, że mój samo­lot wyglą­dał jak wycią­gnięta z puszki sar­dynka w oleju.
Następnego dnia, 18 wrze­śnia 1942 r., Fw 190 prze­pro­wa­dziły nie­zwy­kle sku­teczny atak na stocz­nię i port w Dartmouth zata­pia­jąc hulk Dagny, barkę węglową Fernwood i pły­wa­jący dźwig oraz uszka­dza­jąc trzy małe okręty: ML 155, HMS Selkirk i RFA Berta. Podczas nalotu zgi­nęło 20 robot­ni­ków stocz­nio­wych, a 40 odnio­sło rany.
Straty zada­wane na ziemi przez nie­miec­kie myśliwce bom­bar­du­jące zmu­siły Brytyjczyków do ener­gicz­nego prze­ciw­dzia­ła­nia. Okazało się, że bierne środki walki nie wystar­czały, ani balony zapo­rowe, ani też wzmoc­nione bate­rie arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej nie były w sta­nie powstrzy­mać nalo­tów nie­przy­ja­ciela. Kolejnym kro­kiem stało się wzmoc­nie­nie osłony myśliw­skiej poprzez prze­ba­zo­wa­nie do połu­dniowo wschod­niej Anglii pię­ciu dywi­zjo­nów naj­now­szych myśliw­ców typu Hawker Typhoon, które miały bar­dzo dobre osiągi na małych wyso­ko­ściach i silne uzbro­je­nie.
Pierwszy suk­ces piloci myśliw­ców Typhoon nale­żą­cych do 486 dywi­zjonu RAF osią­gnęli 17 paź­dzier­nika 1942 r., kiedy to P/O G. G. Thomas i Sgt. A. N. Sames zestrze­lili w odle­gło­ści 15 km na połu­dnie od Hastings samo­lot Fw 190 A‑4, W.Nr. 2403, „czarna 14”, który pilo­to­wał Fw. Hermann Niesel z 10.(Jabo)/JG 26.
Jednakże obec­ność nowych myśliw­ców bry­tyj­skich nie­wiele pomo­gła, Niemcy latali tuż nad zie­mią, więc radary nie­przy­ja­ciela były w sta­nie wykryć je z odle­gło­ści nie więk­szej niż kil­ka­na­ście kilo­me­trów od wybrzeża, zanim myśliwce wzbiły się w powie­trze Fw 190 zdo­łały już dotrzeć nad cel, zrzu­cić bombę i umknąć. Kolejne udane akcje myśliw­ców bom­bar­du­ją­cych miały miej­sce 21 paź­dzier­nika nad Totnes, 25 paź­dzier­nika nad Torquay oraz 31 paź­dzier­nika nad Cantenbury, gdzie 30 myśliw­ców bom­bar­du­ją­cych zrzu­ciło swój ładu­nek na mia­sto.
W związku z lądo­wa­niem alian­tów w Afryce Północnej na lot­ni­ska w Południowej Francji 9 listo­pada 1942 r. prze­ba­zo­wano dużą część jed­no­stek Luftwaffe sta­cjo­nu­ją­cych dotąd nad kana­łem La Manche. Okazało się jed­nak, że inwa­zja na połu­dniowe wybrzeża Francji nie nastą­piła i więk­szość jed­no­stek w poło­wie grud­nia 1942 r. powró­ciła nad kanał.
Podczas pierw­szej ope­ra­cji po powro­cie na macie­rzy­ste lot­ni­ska prze­pro­wa­dzo­nej przez 10.(Jabo)/JG 2 w dniu 14 grud­nia 1942 r. dwa samo­loty zbom­bar­do­wały cele woj­skowe w Lulworth w Dorset. 19 grud­nia nad wschod­nią Anglią zgi­nął dowódca 10.(Jabo)/JG 26, Oblt. Kurt Müller, jego samo­lot, Fw 190 A‑4, W.Nr. 712, „biała 9” uszko­dzony został poci­skiem arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej, a następ­nie zestrze­lony przez myśli­wiec nale­żący do 609 dywi­zjonu RAF (F/O R. Lallemand).
Pierwszą ope­ra­cję w 1943 r. nie­miec­kie myśliwce bom­bar­du­jące prze­pro­wa­dziły 2 stycz­nia, kiedy cztery Fw 190 z 10.(Jabo)/JG 2 zaata­ko­wały Knightbridge, co zapa­mię­tał Lt. Leopold Wenger:
W ciągu ostat­nich dni wiały silne wia­try, a na morzu wzno­siły się wyso­kie fale. Fale roz­bi­ja­jące się o brzeg two­rzyły taka kipiel, którą rzadko można było zoba­czyć. Tym razem w ogóle nie obcho­dzi­łem Sylwestra. O godzi­nie 22:00 leża­łem już w łóżku, ponie­waż chcie­li­śmy Anglikom, jak naj­wcze­śniej, prze­słać nowo­roczne pozdro­wie­nia. Ale, kiedy wsta­li­śmy w Nowy Rok, pogoda była tak zła, że nie dało się latać. W zamian za to 2 stycz­nia zbom­bar­do­wa­li­śmy małe mia­sto Knightbridge, tak że nie­wiele z niego zostało. Podczas tego nalotu zro­bi­łem bar­dzo dobre zdję­cia.
Dwa dni póź­niej, 4 stycz­nia 1943 r., pierw­szą stratę ponio­sła 10.(Jabo)/JG 26. Zginął, zestrze­lony przez arty­le­rię prze­ciw­lot­ni­czą, Fw. Herbert Müller, pilo­tu­jący Fw 190 A‑4, W.Nr. 2439, „czarna 4”.
W nie­dzielę, 10 stycz­nia 1943 r., sie­dem Fw 190 z 10.(Jabo)/JG 2 zbom­bar­do­wało oraz ostrze­lało z broni pokła­do­wej małe mia­steczko Teignmouth. Nalot był nie­zwy­kle sku­teczny, znisz­czo­nych lub uszko­dzo­nych zostało aż 300 budyn­ków, 88 osób zgi­nęło, a 288 ludzi odnio­sło rany. Jak wspo­mina Lt. Leopold Wenger:
Około połu­dniu zrzu­ci­li­śmy cięż­kie bomby na Teignmouth, mia­steczko na połu­dnio­wym wybrzeżu Anglii. Skutki ich wybu­chów oka­zały się potworne. Zawaliły się całe rzędy domów.8
W dro­dze powrot­nej, nad kana­łem, Fw 190 zaata­ko­wane zostały przez dwa myśliwce Typhoon z 266 dywi­zjonu RAF. F/O J. Small zestrze­lił Fw 190 A‑3, W.Nr. 5424, w któ­rego wraku zgi­nął Fw. Joachim von Bitter.
W ramach odwetu za nocne naloty RAF na Berlin 20 stycz­nia oby­dwie eska­dry myśliw­sko-bom­bowe, eskor­to­wane przez pozo­stałe eska­dry myśliw­skie JG 2 i JG 26 zaata­ko­wały Londyn. Jako pierw­sze, krótko przed połu­dniem, w powie­trze pode­rwały się dwa Fw 190 z 10.(Jabo)/JG 2, które miały wyko­nać pozo­ro­wany nalot na sta­cję rada­rową Ventnor na wyspie Wight w celu odcią­gnię­cia uwagi RAF od Londynu. W tym samym cza­sie 30 myśliw­ców Fw 190 pole­ciało nad ujście Tamizy, aby ścią­gnąć tam myśliwce nie­przy­ja­ciela. Jednocześnie główna fala ataku zło­żona z 28 myśliw­ców bom­bar­du­ją­cych lecąca pod osłoną kil­ku­dzie­się­ciu myśliw­ców zrzu­ciła bomby na przed­mie­ścia Londynu zada­jąc duże straty lud­no­ści cywil­nej. Artyleria prze­ciw­lot­ni­cza zestrze­liła Fw 190 A‑4, W.Nr. 2409, „czarna 2” z 10.(Jabo)/JG 26, jego pilot, Lt. Hermann Hoch dostał się do nie­woli.
Operację nad Londynem opi­sał w liście do ojca Uffz. Max Peinkofer, który 1 stycz­nia 1943 r. dołą­czył do 10.(Jabo)/JG 2:
Drogi Tato, na począ­tek chciał­bym Wam powie­dzieć, że jest mi tutaj bar­dzo dobrze. We Francji żyję, jak Bóg. Moim naj­pięk­niej­szym prze­ży­ciem, pod­czas tych 20 dni, które spę­dzi­łem nad kana­łem, był wczo­raj­szy, połu­dniowy nalot odwe­towy na Londyn, jako odpłata za bom­bar­do­wa­nie Berlina. Z pew­no­ścią sły­sze­li­ście o tym w radio. Lekkie myśliwce bom­bar­du­jące nad Londynem w samo połu­dnie. W sile prze­szło 100 myśliw­ców Focke-Wulf, z pod­wie­szo­nymi pod kadłu­bem 10 cent­na­ro­wymi bom­bami, prze­le­cie­li­śmy lotem koszą­cym nad kana­łem, nad Anglią i dachami Londynu. To było coś dla mnie. Najpierw zrzu­ci­łem bombę w środku mia­sta, a następ­nie zestrze­li­łem dwa balony zapo­rowe i zapa­li­łem zbior­nik gazu, wszystko to nad Londynem. Podczas lotu powrot­nego, prze­ska­ku­jąc nad żywo­pło­tami, ostrze­la­li­śmy jesz­cze kilka pocią­gów i sta­no­wisk arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej. Prawie nie ponie­śli­śmy strat. W Londynie tak ich zasko­czy­li­śmy, że nie zdą­żyli ogło­sić nawet alarmu prze­ciw­lot­ni­czego. Tak jest, mój drogi ojcze, to wresz­cie robota dla mnie. Nie bój­cie się, jeżeli potrafi się dobrze latać, nic nie może się złego zda­rzyć. Te świ­nie po tam­tej stro­nie kanału nie odważą się już tak szybko na kolejny nalot na Berlin. Tak na mar­gi­ne­sie, był to pierw­szy od dwóch lat dzienny nalot na Londyn. A z lotu koszą­cego w ogóle pierw­szy. Serdeczne pozdro­wie­nia i do zoba­cze­nia w zdro­wiu.
Pięć dni póź­niej cztery samo­loty nale­żące do 10.(Jabo)/JG 2 zbom­bar­do­wały Swanage, a następ­nego dnia, 26 stycz­nia, Kingsbridge, tra­cąc jed­nego pilota zestrze­lo­nego przez myśliwce Typhoon z 266 dywi­zjonu RAF. Fw. Karl Blase pilo­tu­jący Fw 190 A‑4, W.Nr. 5680, „nie­bie­ska 7”, uznany został za zagi­nio­nego.

  • Marek J. Murawski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE