Fatalny kwar­tał 10. Dywizjonu

Fatalny kwartał 10. Dywizjonu. Brytyjski statek pasażerski Atrato, przyszły HMS Viknor, pierwszy z trzech krążowników pomocniczych utraconych przez Royal Navy w początkowych miesiącach 1915 r.

Fatalny kwar­tał 10. Dywizjonu. Brytyjski sta­tek pasa­żer­ski Atrato, przy­szły HMS Viknor, pierw­szy z trzech krą­żow­ni­ków pomoc­ni­czych utra­co­nych przez Royal Navy w począt­ko­wych mie­sią­cach 1915 r.

Początek 1915 r. ozna­czał dla Royal Navy zwy­cię­stwo w bitwie na ławicy Dogger, roz­po­czę­cie przez Niemców nie­ogra­ni­czo­nej wojny pod­wod­nej na wodach wokół Wielkiej Brytanii i nie­udaną próbę sfor­so­wa­nia turec­kiej cie­śniny Dardanele. Wydarzenia te przy­ćmie­wały inne, co pozwo­liło „przy­kryć” bole­sne straty ponie­sione w pierw­szym kwar­tale przez for­ma­cję krą­żow­ni­ków pomoc­ni­czych, kon­tro­lu­jącą żeglugę na akwe­nie mię­dzy Islandią i Hebrydami Zewnętrznymi. Straty, do któ­rych mogło nie dojść, gdyby nie błędy popeł­nione przez Admiralicję.

W poło­wie pierw­szej dekady XX w. roz­wa­ża­jący kwe­stię ewen­tu­al­nej wojny z Niemcami poli­tycy i woj­skowi bry­tyj­scy doszli do wnio­sku, że Royal Navy powinna w takim przy­padku przy­stą­pić do prze­chwy­ty­wa­nia stat­ków i blo­kady por­tów prze­ciw­nika. Liczono na dwa następ­stwa takich dzia­łań: zmu­sze­nie kaj­ze­row­skiej floty wojen­nej do walki oraz poważne ogra­ni­cze­nie han­dlu zagra­nicz­nego prze­ciw­nika, a tym samym zała­ma­nie jego gospo­darki.
W rachu­bach tych brana była pod uwagę coraz więk­sza zależ­ność prze­my­słu nie­miec­kiego od importu metali i paliw oraz fakt, że – by wykar­mić szybko rosnącą lud­ność – Cesarstwo kupo­wało coraz wię­cej psze­nicy, jęcz­mie­nia i pasz dla zwie­rząt. Z każ­dym rokiem rosło też zapo­trze­bo­wa­nie rol­nic­twa nie­miec­kiego na nawozy sztuczne, któ­rych skład­niki główne trzeba było w dużej czę­ści spro­wa­dzać (np. z Chile przy­pły­wało ponad 50% azo­ta­nów).
Ponieważ moż­li­wość uży­cia przez Niemców okrę­tów pod­wod­nych i kontr­tor­pe­dow­ców czy­niło bli­ską blo­kadę nie­re­alną, w następ­nych latach Brytyjczycy prze­szli do kon­cep­cji blo­kady dale­kiej. W lipcu 1914 r. nastą­piło finalne wyzna­cze­nie gra­nicy pół­noc­nej blo­ko­wa­nego akwenu (połu­dniową była Cieśnina Kaletańska) – została nim linia mię­dzy naj­bar­dziej na wschód wysu­niętą czę­ścią Szkocji i Stavangerem (Norwegia). Za to, by nie prze­kro­czyły jej okręty, krą­żow­niki pomoc­ni­cze lub statki kaj­ze­row­skie odpo­wia­dały okręty bazu­jące w Rosyth lub Scapa Flow. Kontrolowanie jed­no­stek poko­nu­ją­cych wody na pół­noc od Wysp Brytyjskich powie­rzono nato­miast 10. Dywizjonowi Krążowników.
Formacja ta, znana także jako Zespół „B” (Cruiser Force „B”) lub – co stało się naj­bar­dziej popu­larną nazwą – Patrol Północny (Northern Patrol), wcho­dziła w skład Grand Fleet. Jej dowódcą był od 1 sierp­nia 1914 r. wadm. Dudley R. S. de Chair; w dniu wypo­wie­dze­nia wojny Niemcom przez Wielką Brytanię two­rzyło ją 8 leci­wych (zostały zbu­do­wane w latach 1889 – 1894) krą­żow­ni­ków pan­cer­no­po­kła­do­wych typu Edgar. Stan ten od początku trak­to­wano w Admiralicji jako przej­ściowy, ponie­waż oczy­wi­ste było, że nie nadają się one do dłu­giego pozo­sta­wa­nia na morzu – ich wiek
natych­miast zaczął dawać znać o sobie, róż­nego rodzaju poważne awa­rie wymu­szały nawet przed­wcze­sne powroty do bazy, co dodat­kowo powięk­szało oczka sieci.
Już więc na początku sierp­nia de Chair został powia­do­miony, iż 10. Dywizjon zasilą nie­ba­wem 4 pierw­sze krą­żow­niki pomoc­ni­cze, a mia­no­wi­cie Alsatian, Mantua, Oceanic i Teutonic. Były to zare­kwi­ro­wane przez Admiralicję szyb­kie liniowce pasa­żer­skie róż­nej wiel­ko­ści (pierw­szy z wymie­nio­nych, mający 18 481 BRT, był naj­więk­szy, a ostatni naj­mniej­szy – 9984 BRT), w wieku od dwóch (Alsatian) do 25 lat, nale­żące do trzech arma­to­rów. Gdy po mody­fi­ka­cjach i uzbro­je­niu (wszyst­kie dostały po 8 armat kal. 120 mm i dwie 47 mm) weszły do służby, dowódca dywi­zjonu zde­cy­do­wał, że będą patro­lo­wać akwen roz­cią­ga­jący się od pół­noc­nego krańca Szetlandów ku pół­noc­nemu zacho­dowi. Warto w tym miej­scu dodać, że zada­nie pole­gało na skon­tro­lo­wa­niu każ­dego statku, jaki zosta­nie wypa­trzony (co ozna­czało cza­sem pościg), przy czym w razie budzą­cych podej­rze­nia odpo­wie­dzi na pyta­nia o nazwę, flagę, port wyj­ścia i doce­lowy oraz ładu­nek, wysy­łana była w łodzi ekipa kon­tro­lna. Po usta­le­niu, że w ładow­niach jest lub może być kon­tra­banda, zamie­niała się ona w uzbro­joną straż, która dopro­wa­dzała zatrzy­maną jed­nostkę do Kirkwall na Orkadach. Dalsze losy ładunku statku, nie­mal zawsze nale­żą­cego do arma­tora z kra­jów neu­tral­nych (głów­nie skan­dy­naw­skich lub z USA), zale­żały od wyni­ków spraw­dze­nia i decy­zji komi­sji bry­tyj­skiego MSZ, która czę­sto kie­ro­wała się aktu­al­nym sta­nem sto­sun­ków z danym pań­stwem.
  • Wojciech Holicki

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE