Fatalny dzień. Klęska ame­ry­kań­skiego lot­nic­twa na Filipinach 8 grud­nia 1941 r. cz.2

Fatalny dzień. Klęska amerykańskiego lotnictwa na Filipinach 8 grudnia 1941 r. cz.2

Fatalny dzień. Klęska ame­ry­kań­skiego lot­nic­twa na Filipinach 8 grud­nia 1941 r. cz.2

Japończycy pla­no­wali zaata­ko­wać ame­ry­kań­skie bazy lot­ni­cze w rejo­nie Manili na wyspie Luzon na Filipinach 8 grud­nia 1941 r. o godz. 6:30, krótko po wscho­dzie słońca. Jednak z powodu mgły, która w nocy nad­cią­gnęła nad lot­ni­ska na Formozie, oka­zało się to nie­moż­liwe. Na szczę­ście dla nich Amerykanie nie prze­pro­wa­dzili natych­mia­sto­wego ude­rze­nia cięż­kich bom­bow­ców bazu­ją­cych w Clark Field. Pierwsze japoń­skie maszyny roz­po­częły start dopiero o 8:18 i nad Clark poja­wiły się o 12:35. Z powodu błę­dów w napro­wa­dza­niu i kiep­skiej łącz­no­ści bom­bowce nie zostały prze­chwy­cone. Nieliczne ame­ry­kań­skie myśliwce, jakie przy­były nad tę bazę, starły się tam jedy­nie w cha­otycz­nych poje­dyn­kach z Zerami ostrze­li­wu­ją­cymi cele na ziemi.

Tymczasem o godzi­nie 12:40 nad Iba poja­wiła się na wyso­ko­ści 20 000 stóp silna for­ma­cja licząca 51 samo­lo­tów myśliw­skich Reisen z 3. Kū, którą dowo­dził Taii Tamotsu Yokoyama. Ich piloci roz­glą­dali się wokół, wypa­tru­jąc ame­ry­kań­skich myśliw­ców, któ­rych – ku swemu zasko­cze­niu – nie zauwa­żyli. Następnie poja­wiło się 27 G4M1 z Takao Kū, w trzech for­ma­cjach po 9 samo­lo­tów, lecą­cych 3000 stóp wyżej niż osłona. Załogi bom­bow­ców z zasko­cze­niem zauwa­żyły, że na lot­ni­sku samo­loty stoją w rów­nych rzę­dach. Formacja ta roz­po­częła zrzut bomb o 12.44 (każda maszyna prze­no­siła 12 bomb po 60 kg) i minutę póź­niej, gdy wszyst­kie bom­bowce opróż­niły swoje komory, obrała kurs powrotny do bazy. Po nich nad­le­ciało 26 G4M1 z Kanoya Kū. Te prze­no­siły po jed­nej cięż­szej bom­bie 250 kg i po sześć 60 kg. Całe Iba Field zostało zakryte przez dymy po eks­plo­zjach.
Lecący samot­nie nad Iba na puła­pie 5000 stóp 1st Lt. Herb Ellis z Flight C Trzeciego Pościgowego zauwa­żył nagłe wokół swej maszyny spa­da­jące bomby! Spojrzał w górę i zoba­czył dużo wyżej for­ma­cje nie­przy­ja­ciel­skich bom­bow­ców. Wcześniej, gdy krą­żył na puła­pie 15000 stóp szu­ka­jąc pozo­sta­łych maszyn swo­jej eska­dry, został zaata­ko­wany przez innego P-40, któ­rego pilot musiał wziąć go za Japończyka. Uciekając przed ostrza­łem zna­lazł się na wyso­ko­ści czub­ków drzew. W ciągu kilku minut po tym incy­den­cie Ellis zdo­łał wspiąć się 5000 stóp. Teraz pró­bo­wał wznieść się wyżej aby zaata­ko­wać Japończyków, ale róż­nica w puła­pie była zbyt wielka, wie­dział też, że myśli­wiec Curtissa kiep­sko sobie radzi w tym manew­rze. W tym samym cza­sie nad Iba dotarło 6 P-40E pro­wa­dzo­nych przez dowódcę Eskadry B 1st Lt. Eda Woolery’ego. Dwa pozo­stały wyżej, a cztery przy­go­to­wy­wały się do lądo­wa­nia. Z tej czwórki 2nd Lt. A.E. Krieger chwi­lowo pozo­stał na 5000 stóp w celu osłony trzech maszyn pilo­to­wa­nych przez Woolery’ego, 1st Lt. R.M. Gehriga i 2nd Lt. R.L. Roota, które zbli­żały się już do lot­ni­ska. W momen­cie gdy P-40E dowódcy koło­wał już po pasie star­to­wym, wokół zaczęły wybu­chać bomby. Podmuch rzu­cił samo­lo­tem Woolery’ego, ale udało mu się z niego wysko­czyć i schro­nić się w nie­od­le­głym sta­no­wi­sku kara­binu maszy­no­wego. Podchodzący do lądo­wa­nia jako następny Gehrig, widząc co się dzieje, prze­rwał ten manewr i dał pełną moc sil­nika. Root nie miał tyle szczę­ścia. Także prze­rwał lądo­wa­nie i dodał gazu, ale jego samo­lot wciąż był zbyt nisko i został tra­fiony odłam­kami bomb. Niestety Richard „Hawk” Root zgi­nął we wraku
P-40E. Krążący wyżej 1st Lt. F.V. Neri usły­szał w słu­chaw­kach ostrze­że­nie aby nie lądo­wać, ponie­waż wro­gie samo­loty znaj­dują się powy­żej. Stracił on kon­takt ze swym bocz­nym, któ­rym był 2nd Lt. D. H. „Chubby” Allen (byli to ostatni dwaj piloci z szóstki z Eskadry B Woolery’ego, któ­rzy zamie­rzali lądo­wać w Iba), posta­no­wił więc sam spró­bo­wać prze­chwy­cić japoń­skie bom­bowce. To samo robił Krieger, ale sil­nik jego P-40E prze­grzał się, nie wytrzy­mu­jąc mak­sy­mal­nego doła­do­wa­nia i pilot musiał pozo­stać na 12 000 stóp redu­ku­jąc jego obroty. Chwilę póź­niej (o 12:47) Amerykanin dostrzegł poni­żej nad lot­ni­skiem krą­żące samo­loty, które wziął począt­kowo za „P-35A” pod­cho­dzące do lądo­wa­nia. Te „P-35A” wydały mu się jed­nak dziwne i posta­no­wił im się przyj­rzeć bli­żej. Kiedy się do nich zbli­żył zauwa­żył, że są w jasno­sza­rym kamu­flażu, a na ich pła­tach roz­po­znał wiel­kie czer­wone koła. Nie było już żad­nych wąt­pli­wo­ści – były to japoń­skie myśliwce, które ostrze­li­wały lot­ni­sko. Krieger naj­pierw krzyk­nął w mikro­fon swej radio­sta­cji „All pur­suit to Iba”, jed­nak zaraz potem usły­szał w słu­chaw­kach „All pur­suit to Clark”.
  • Jacek Pukropp

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE