F4F Wildcat – pierw­szy rok na Pacyfiku: gru­dzień 1941 – maj 1942 r.

WITH_SPEC_2_2016_wildcat

Samoloty myśliw­skie Wildcat F4F-3 i -3A z dywi­zjonu VF-5 sta­cjo­nu­ją­cego na pokła­dzie USS York-town (CV-5), 1941 r.

Lotnictwo pokła­dowe US Navy z okresu dru­giej wojny świa­to­wej zawdzię­cza swój wize­ru­nek nie­zrów­na­nej potęgi na morzu latom 1944 – 1945, kiedy to zespoły lot­ni­skow­ców prze­mie­rzały Pacyfik wzdłuż i wszerz, ata­ku­jąc prze­ciw­nika w dowol­nym miej­scu i momen­cie. Także lot­nic­two US Marine Corps wyro­sło na siłę zdolną pro­wa­dzić samo­dzielne kam­pa­nie. Jednak w pierw­szym roku wojny na Pacyfiku, kiedy o wyniku bitew mor­skich nie decy­do­wała jesz­cze przy­tła­cza­jąca ame­ry­kań­ska prze­waga ilo­ściowa i jako­ściowa, liczyły się przede wszyst­kim umie­jęt­no­ści, deter­mi­na­cja i odwaga. Jednym z boha­te­rów tego okresu był samo­lot myśliw­ski Grumman F4F Wildcat.

W chwili wybu­chu wojny lot­nic­two US Navy miało na sta­nie zale­d­wie osiem dywi­zjo­nów myśliw­skich. Siedem z nich zdą­żyło wypo­sa­żyć się w Wildcaty w wer­sji F4F-3 i -3A; jeden nadal latał na mało uda­nych Brewster F2A Buffalo. Siły lot­nic­twa myśliw­skiego US Marine Corps (USMC) były jesz­cze skrom­niej­sze – cztery dywi­zjony, w tym trzy Wildcatów. Dywizjony pokła­dowe nomi­nal­nie (nie wszyst­kie zdą­żyły skom­ple­to­wać pełne składy) liczyły po 18 myśliw­ców. Oprócz dywi­zjonu myśliw­skiego każda pokła­dowa grupa lot­ni­cza skła­dała się z dywi­zjonu bom­bo­wego i zwia­dow­czego (oba latały na bom­bow­cach nur­ku­ją­cych Douglas SBD Dauntless) oraz dywi­zjonu samo­lo­tów tor­pe­do­wych (Douglas TBD Devastator).

Pearl Harbor – nie­do­szły debiut

Z sze­ściu lot­ni­skow­ców floty, któ­rymi pod koniec 1941 r. dys­po­no­wała ame­ry­kań­ska mary­narka, tylko trzy słu­żyły w skła­dzie Floty Pacyfiku. USS Saratoga (CV-3) szy­ko­wał się do wyj­ścia w morze z San Diego. USS Lexington (CV-2) opu­ścił Pearl Harbor 5 grud­nia z trans­por­tem bom­bow­ców MSMC na Midway. USS Enterprise (CV-6) dzień wcze­śniej dostar­czył na wyspę Wake tuzin Wildcatów z VMF-211 i wła­śnie wra­cał do Pearl Harbor. Okręt miał zawi­nąć do portu ran­kiem 7 grud­nia, ale z powodu wyso­kich fal, które mio­tały nisz­czy­cie­lami eskorty, wice­adm. Halsey pole­cił zre­du­ko­wać pręd­kość swo­jego zespołu do 15 w, przez co rejs się wydłu­żył.
O świ­cie 7 grud­nia Task Force 8 nadal znaj­do­wał się około 215 mil od Oahu. Halsey ruty­nowo wysłał Dauntlessy z grupy lot­ni­czej Enterprise’a, by roz­po­znały oko­licę na odle­głość 150 mil przed zespo­łem. Po zakoń­cze­niu zada­nia, zamiast wra­cać na okręt, miały wylą­do­wać na Oahu. Tymczasem nad Pearl Harbor nad­cią­gnęła pierw­sza fala japoń­skiego nalotu. Kiedy na Enterprise dotarła wia­do­mość o ataku, począt­kowo Halsey uznał, że to jego Dauntlessy zostały wzięte za nie­przy­ja­ciel­skie samo­loty. Chwilę póź­niej stało się jed­nak jasne, że roz­po­częła się wojna.
Podnośniki lot­ni­cze Enterprise’a wynio­sły na pokład star­towy wszyst­kie 14 Wildcatów VF-6. Porucznik James Gray, przy­szły as i jeden z pilo­tów, któ­rzy wów­czas cze­kali na sygnał
do startu, wspo­mi­nał:
Jako że sie­dzie­li­śmy w kok­pi­tach z włą­czo­nymi radio­sta­cjami, sły­sze­li­śmy gorącz­kowe nawo­ły­wa­nia załóg bom­bow­ców z naszej 6. Grupy Lotniczej, które wpa­dły w sam śro­dek ataku na Pearl Harbor. Wiedzieliśmy, że nad Oahu jest chmara japoń­skich samo­lo­tów i chcie­li­śmy się do nich dobrać. Nasz dowódca, Lt.Cdr. Wade McClusky, zwró­cił się do koman­dora Murraya (dowódcy Enterprise’a) i admi­rała Halseya, by pozwo­lił nam wystar­to­wać. Mieliśmy nadzieję, że pole­cimy tam i zro­bimy jatkę. Admirał przy­po­mniał nam, że zada­niem naszych myśliw­ców jest ochrona wła­snych okrę­tów i że wła­śnie tego od nas ocze­kuje. Byliśmy roz­go­ry­czeni, ale histo­ria poka­zała, że pod­jął słuszną decy­zję. (E. Hammel, Aces in Combat, vol. 5.)
Po połu­dniu Halsey otrzy­mał raport o zaob­ser­wo­wa­nym nie­przy­ja­ciel­skim lot­ni­skowcu i wysłał do ataku tor­pe­dowe Devastatory w eskor­cie sze­ściu Wildcatów. Kiedy raport oka­zał się błędny, Devastatory wró­ciły na okręt, nato­miast szóstka pilo­tów VF-6 dole­ciała po zmroku nad Pearl Harbor. Podchodząc do lądo­wa­nia z włą­czo­nymi świa­tłami pozy­cyj­nymi, ścią­gnęli na sie­bie mor­der­czy ogień prze­ciw­lot­ni­czy okrę­tów, zapo­cząt­ko­wany przez ner­wową załogę pan­cer­nika USS Pennsylvania. Zginęło trzech pilo­tów VF-6: Ens. Herbert Menges, Lt.(jg) Eric Allen i Lt.(jg) Francis Hebel.
Lexington i Enterprise z pomocą swo­ich grup lot­ni­czych kon­ty­nu­owały poszu­ki­wa­nia japoń­skiego zespołu okrę­tów, ale na swoje szczę­ście nie odna­la­zły go, gdyż star­cie z sze­ścioma lot­ni­skow­cami Kido Butai nie­chyb­nie zakoń­czy­łoby się dla Amerykanów kata­strofą.

  • Tomasz Szlagor

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE