F4F Wildcat – pierw­szy rok na Pacyfiku: czer­wiec – sier­pień 1942 r. cz.2

F4F Wildcat

F4F Wildcat

Nieudana inwa­zja na Port Moresby w maju 1942 r. nie znie­chę­ciła Japończyków do kolej­nych ofen­syw­nych posu­nięć. W czerwcu pod­jęli próbę zdo­by­cia atolu Midway, która dopro­wa­dziła do wiel­kiej bitwy lot­ni­skow­ców. W sierp­niu roz­go­rzały walki o Guadalcanal. Obie strony ponow­nie włą­czyły do dzia­łań lot­ni­skowce, efek­tem czego była bitwa u wschod­nich wybrzeży Wysp Salomona.

Bitwa na Morzu Koralowym dowio­dła ponad wszelką wąt­pli­wość, że pokła­dowe grupy lot­ni­cze US Navy potrze­bują wię­cej myśliw­ców. Wprowadzenie do służby wer­sji F4F-4 ze skła­da­nymi skrzy­dłami (dzięki czemu samo­loty zaj­mo­wały mniej miej­sca pod pokła­dem) pozwo­liło na zwięk­sze­nie liczby Wildcatów w dywi­zjo­nie: z 18 do 27. Lotniskowce Task Force 16 – Enterprise i Hornet, które przy­były do Pearl Harbor 26 maja, miały już na sta­nie wyma­ganą liczbę samo­lo­tów w swo­ich dywi­zjo­nach myśliw­skich (odpo­wied­nio VF-6 i VF-8). Yorktown, który zawi­nął do Pearl Harbor dzień póź­niej, musiał być gotowy do wyj­ścia w morze w ciągu trzech dni, dla­tego zabrał na pokład już prze­zbro­jony w nowe Wildcaty VF-3 Lt.Cdr Johna Thacha. Niemniej jed­nak Thach, któ­remu bra­ko­wało pilo­tów, uzu­peł­nił stan kadrowy swo­jego dywi­zjonu pilo­tami VF-42, wete­ra­nami bitwy na Morzu Koralowym, któ­rzy teraz sta­no­wili ponad połowę składu VF-3.

Bitwa o Midway

Rankiem 28 maja Enterprise i Hornet wyszły w morze, bio­rąc kurs na atol Midway, według donie­sień wywiadu mający być celem kolej­nej ope­ra­cji inwa­zyj­nej Japończyków. Na Midway sta­cjo­no­wał dywi­zjon myśliw­ski Marines VMF-221, który oprócz 21 Buffalo miał na sta­nie sie­dem Wildcatów F4F-3. W nad­cho­dzą­cej bitwie miały więc uczest­ni­czyć cztery dywi­zjony myśliw­skie US Navy i Marines, ale siły prze­ciw­nika też były dwu­krot­nie więk­sze – cztery lot­ni­skowce floty (Akagi, Kaga, Hiryu i Soryu).
Późnym popo­łu­dniem 2 czerwca do Task Force 16 (dowo­dzo­nego przez kadm. Spruance’a) dołą­czył Yorktown i reszta okrę­tów Task Force 17 pod komendą kadm. Fletchera. Rankiem następ­nego dnia lata­jące łodzie PBY Catalina z Midway zlo­ka­li­zo­wały, 700 mil na zachód od atolu, kon­wój trans­por­tow­ców z woj­skami inwa­zyj­nymi i w połu­dnie bom­bowce B-17 prze­pro­wa­dziły pierw­szy nalot. Japończycy nie mogli więc już liczyć na ele­ment zasko­cze­nia, nie­mniej jed­nak trwali w prze­ko­na­niu, że kiedy zdo­będą atol, prze­ciw­nik spró­buje go odbić i dopiero wtedy spro­wa­dzi swoje lot­ni­skowce. Tymczasem o świ­cie 4 czerwca okręty Spruance’a i Fletchera znaj­do­wały się około 200 mil na pół­nocny wschód od Midway. Razem mogły wysta­wić do walki 221 samo­lo­tów, w tym 79 Wildcatów. Lotniskowce Kido Butai, które zbli­żały się do Midway z pół­noc­nego zachodu, miały na sta­nie 228 spraw­nych samo­lo­tów, w tym 73 myśliwce Zero. Oba zespoły dzie­liło około 200 mil. O 4.30 nie­świa­domi zagro­że­nia Japończycy wysłali do ataku na atol 108 samo­lo­tów, w tym 36 myśliw­ców. Zanim dotarły nad cel, zespół okrę­tów Kido Butai został zlo­ka­li­zo­wany przez Catalinę z Midway. Amerykańskie lot­ni­skowce mogły więc prze­pro­wa­dzić ude­rze­nie z zasko­cze­nia – ale zanim ono nastą­piło, pierw­szy, miaż­dżący cios musieli przy­jąć bro­niący atolu Marines.
VMF-221 wysłał na prze­chwy­ce­nie sześć Wildcatów i 19 Buffalo. Do star­cia doszło o 6:20, około 30 mil od Midway. Dywizjon został kom­plet­nie roz­bity, tra­cąc dwa Wildcaty i 13 Buffalo. Zginął jego dowódca, Maj. Floyd Parks, który po skoku ze spa­do­chro­nem wylą­do­wał w wodzie i został roz­strze­lany przez japoń­skich pilo­tów. Z dzie­się­ciu samo­lo­tów VMF-221, które wró­ciły na lot­ni­sko, tylko dwa (po jed­nym z każ­dego typu) nada­wały się jesz­cze do użytku. Niemniej jed­nak nalot na Midway kosz­to­wał Japończyków 11 samo­lo­tów, w tym dwa myśliwce. Pierwszy padł ofiarą ognia prze­ciw­lot­ni­czego; dru­giego zestrze­lił Capt. Marion Carl – jeden z przy­szłych czo­ło­wych asów lot­nic­twa Marines. Ofiarą jego ataku padł bos­man Hiromi Ito z dywi­zjonu myśliw­skiego Kagi.
Podczas gdy Marines bro­nili Midway, okręty US Navy skra­cały dystans do lot­ni­skow­ców prze­ciw­nika, aby zna­la­zły się one także w zasięgu myśliw­ców eskorty. Niemniej jed­nak więk­szość Wildcatów zatrzy­mano do obrony macie­rzy­stych okrę­tów, dla­tego ze 116 samo­lo­tów, które wyru­szyły do ataku, tylko 20 było myśliw­cami (po dzie­sięć z VF-6 i VF-8). Chociaż ini­cja­tywa – tak ważna w bitwach lot­ni­skow­ców – leżała po stro­nie Amerykanów, ich pierw­sza wyprawa omal nie zakoń­czyła się cał­ko­wi­tym fia­skiem.
Enterprise i Hornet zaczęły wysy­łać w powie­trze swoje grupy lot­ni­cze o 7:00, ale ostat­nie samo­loty opu­ściły pokład Enterprise’a dopiero godzinę póź­niej. Presja czasu i kur­czą­cego się zapasu paliwa spo­wo­do­wała, że już na star­cie wyprawa roz­pa­dła się na trzy nie­spójne grupy, które odle­ciały mię­dzy 7:45 a 8:00 – każda innym kur­sem. Meldunek załogi roz­po­znaw­czej Cataliny wymie­niał jedy­nie dwa japoń­skie lot­ni­skowce, pod­czas gdy Amerykanie spo­dzie­wali się, że będzie ich cztery lub pięć. Zapewne dla­tego samo­loty z Horneta podą­żyły na zachód, kur­sem 265 stopni, aby poszu­kać „bra­ku­ją­cych” lot­ni­skow­ców na pół­noc od miej­sca, gdzie znaj­do­wały się okręty zlo­ka­li­zo­wane przez Catalinę. Z kolei Dauntlessy z Enterprise’a obrały kurs 231 stopni, na połu­dniowy zachód. Na samym końcu wyru­szył, kur­sem 240 stopni, osa­mot­niony VT-6 – dywi­zjon Devastatorów z Enterprise’a. Wildcaty z VF-6, które miały go ubez­pie­czać, omył­kowo podą­żyły za VT-8 – dywi­zjo­nem Devastatorów z Horneta. Jakby tego było mało, pół godziny póź­niej VT-8 odbił na połu­dniowy zachód i jako pierw­szy – na swoją zgubę – odna­lazł lot­ni­skowce Kido Butai.
Grupy ude­rze­niowe z Enterprise’a i Horneta posta­no­wiły nie roz­dzie­lać swo­ich nie­licz­nych myśliw­ców eskorty mię­dzy tor­pe­dowe Devastatory, tylko mię­dzy lecące znacz­nie wyżej od nich bom­bowce nur­ku­jące Dauntless. Wildcaty miały pozo­stać wysoko, by mieć więk­sze szanse w star­ciu z Zero i w razie potrzeby zanur­ko­wać na pomoc Devastatorom. Jeszcze przed star­tem Lt. James „Jim” Gray, dowódca VF-6, umó­wił się z dowódcą tor­pe­do­wego VT-6, że jeśli ten drugi będzie potrze­bo­wał pomocy, wezwie myśliwce Greya woła­jąc przez radio Come
on down, Jim („Zejdź na dół, Jim”). Teraz jed­nak Grey miał pod sobą inny dywi­zjon, który o tej umo­wie nic nie wie­dział. Szykując się do ataku tor­pe­do­wego, VT-8 zszedł nisko nad powierzch­nię morza i tam został wybity przez japoń­skie myśliwce. W tym cza­sie Grey i jego piloci tkwili ponad chmu­rami na wyso­ko­ści 22 000 stóp, cze­ka­jąc na umó­wiony sygnał, który nigdy nie nad­szedł. Nie docze­kali się rów­nież przy­by­cia Dauntlessów, któ­rym mieli uto­ro­wać drogę nad nie­przy­ja­ciel­skie okręty – i po pół­go­dzin­nym jało­wym krą­że­niu ruszyli w drogę powrotną. Wkrótce potem, okrężną drogą, dotarły do celu Devastatory z Enterprise’a (VT-6). Ich załogi nie miały kogo wezwać na pomoc i także zostały wybite przez pilo­tów Zero.
Dauntlessy z Horneta i ubez­pie­cza­jące je Wildcaty z VF-8, które podą­żyły na zachód kur­sem 265 stopni, nie odna­la­zły niczego. Co gor­sza, po około dwóch godzi­nach lotu i poko­na­niu 150 – 160 mil myśliw­com zaczęło bra­ko­wać paliwa na powrót. Zawróciły więc, ale roz­mi­nęły się z okrę­tami Task Force 16 i wszyst­kie dzie­sięć kolejno wodo­wało w morzu. Zginęło dwóch pilo­tów: Ens. Maryland Kelley i Ens. George Hill. Część Dauntlessów z Horneta wró­ciła na swój okręt, część wylą­do­wała na Midway.

  • Tomasz Szlagor

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE