Europejskie samo­chody pan­cerne w cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej

  • Wojsko i Technika – Historia numer spe­cjalny 5/2018
Brytyjski samochod pancerny Morris LRC na portugalskich Azorach.

Brytyjski samo­chod pan­cerny Morris LRC na por­tu­gal­skich Azorach.

W cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej Wielka Brytania opra­co­wała dwa razy wię­cej modeli i wypro­du­ko­wała nie­mal dwa razy wię­cej samo­cho­dów pan­cer­nych niż wszyst­kie inne pań­stwa świata razem wzięte. Co wię­cej, tylko tam ich roz­wój miał cha­rak­ter sys­te­ma­tyczny i pla­nowy. Dlatego też na dru­go­wo­jenne dzieje samo­cho­dów pan­cer­nych należy patrzeć z per­spek­tywy Londynu.

Wielka Wojna lat 1914 – 1918 – przed 1939 rokiem nikt nie nazy­wał jej „pierw­szą wojną świa­tową” – zakoń­czyła się trak­ta­tem wer­sal­skim, który zaka­zy­wał Niemcom posia­da­nia czoł­gów, ale zezwa­lał na samo­chody pan­cerne. Niemcy poświę­cili więc wiele uwagi i środ­ków finan­so­wych na opra­co­wa­nie ide­al­nego samo­chodu pan­cer­nego. Takimi pojaz­dami były: lekki czte­ro­ko­łowy Sd.Kfz. 222 oraz ciężki ośmio­ko­łowy Sd.Kfz. 232. Inne pań­stwa pra­co­wały nad samo­cho­dami pan­cer­nymi głów­nie dla­tego, żeby nie pozo­stać w tyle za III Rzeszą.
Najbardziej uda­nym spo­śród nich był bez wąt­pie­nia fran­cu­ski Panhard 178, który w dużej licz­bie tra­fił na front. Należy rów­nież zwró­cić uwagę na węgier­ski pojazd 39M Csaba oraz wło­ski AB-40. Oba pojazdy miały ze sobą wiele wspól­nego: wiele bar­dzo nowo­cze­snych roz­wią­zań, opóź­nione wej­ście do służby i roz­cza­ro­wu­jącą karierę bojową – zapro­jek­to­wano je bowiem według przed­wo­jen­nych zało­żeń teo­re­tycz­nych, które nie spraw­dziły się w prak­tycz­nych dzia­ła­niach wojen­nych. Nie spraw­dziły się rów­nież sowiec­kie samo­chody pan­cerne, które osią­gnęły swój osta­teczny kształt w lek­kim BA-20 oraz cięż­szym BA-10. W prze­ci­wień­stwie do wymie­nio­nych wyżej wozów ich pod­wo­zia nie wyróż­niały się niczym szcze­gól­nym – pocho­dziły z licen­cyj­nych ame­ry­kań­skich samo­cho­dów komer­cyj­nych. Dużą uwagę poświę­cono nato­miast pan­ce­rzowi i uzbro­je­niu: cięż­sze BA-10 miały czoł­gowe wieże z arma­tami 45 mm. Podobne do BA-10 były szwedz­kie pojazdy firmy Landswerk, i choć wypro­du­ko­wano ich rap­tem kil­ka­dzie­siąt egzem­pla­rzy, to tra­fiły do wielu euro­pej­skich państw: Danii, Estonii, Finlandii, Holandii, Litwy i oczy­wi­ście Szwecji.
Pierwsze kam­pa­nie dru­giej wojny świa­to­wej wyka­zały, że nadzieje pokła­dane w samo­cho­dach pan­cer­nych są płonne. Pojazdy opra­co­wane na pod­wo­ziach samo­cho­dów komer­cyj­nych – jak ogól­no­eu­ro­pej­ski Landswerk czy pol­ski wz. 34 – miały fatalne zdol­no­ści tere­nowe i nada­wały się nie­mal wyłącz­nie do zadań łącz­ni­ko­wych i poli­cyj­nych. Sowieckie samo­chody pan­cerne były nie­wiele lep­sze – BA-10 był potęż­nie opan­ce­rzony i uzbro­jony, ale nie był w sta­nie zje­chać z utwar­dzo­nych dróg, a tych we wschod­niej Polsce, Finlandii, pań­stwach bał­tyc­kich i Rumunii nie było wiele. W Europie Zachodniej sytu­acja dro­gowa była nieco lep­sza, poza tym wal­czyły tam pojazdy spe­cja­li­styczne, jak nie­miec­kie Sd.Kfz. 222 oraz Sd.Kfz. 232 i fran­cu­skie Panhardy. Sprawowały się one w polu nieco lepiej, ale z per­spek­tywy pań­stwo­wej były dużo gor­szym roz­wią­za­niem.
Przede wszyst­kim oka­zało się, że samo­chody pan­cerne nie są w sta­nie zastą­pić czoł­gów. Naturalne ogra­ni­cze­nia tech­niczne spra­wiały, że pojazdy kołowe miały gor­szy pan­cerz i słab­sze uzbro­je­nie, a przede wszyst­kim nie­mal zerowy poten­cjał moder­ni­za­cyjny. Armaty prze­ciw­pan­cerne sta­wały się coraz sku­tecz­niej­sze i o ile pojazdy gąsie­ni­cowe – czołgi – mogły zostać opan­ce­rzone i dozbro­jone, to ulep­sze­nie samo­cho­dów pan­cer­nych było prak­tycz­nie nie­moż­liwe. Tak więc nawet wyspe­cja­li­zo­wane Sd.Kfz. 222, Sd.Kfz. 232, Panhardy 178, 39M Csaba i AB-40 zostały skie­ro­wane do zadań, w któ­rych rów­nie dobrze – czy też rów­nie źle – spraw­dza­łyby się Landswerki czy Ursusy. A skoro nie widać róż­nicy, to po co prze­pła­cać? Koszty wyspe­cja­li­zo­wa­nych samo­cho­dów pan­cer­nych były bar­dzo duże: nie­miecki ośmio­ko­łowy samo­chód pan­cerny Sd.Kfz. 232 kosz­to­wał tyle, ile czołg średni, i tyle, ile kilka Landswerków czy Ursusów.

Teoria i prak­tyka

Doświadczenia bry­tyj­skie nie odbie­gały od doświad­czeń innych państw, miały jed­nak swoją spe­cy­fikę. Po Wielkiej Wojnie Brytyjczycy dys­po­no­wali samo­cho­dami pan­cer­nymi – armo­ured cars – wyko­rzy­sty­wa­nymi szcze­gól­nie chęt­nie w woj­skach kolo­nial­nych, zarówno w Armii Indii, jak i kilku kom­pa­niach samo­cho­dów pan­cer­nych RAF. Jednocześnie długo zasta­na­wiano się, jak ma wyglą­dać armia przy­szło­ści: spie­rano się, czy ma ona skła­dać się z pie­choty wspar­tej czoł­gami, czy też czołgi mają sta­no­wić odrębną broń, dzia­ła­jącą samo­dziel­nie. Ostatecznie wygrała ta druga opcja i stwo­rzono Królewski Korpus Pancerny. Jemu miały być pod­po­rząd­ko­wane czołgi i samo­chody pan­cerne, które z tej oka­zji przez krótki czas nazy­wano nawet lek­kimi czoł­gami koło­wymi.
W tym momen­cie pie­chota poczuła się oszu­kana, zabrano jej bowiem wozy wspar­cia ognio­wego. Szczególnie zale­żało jej – zgod­nie z oko­po­wymi doświad­cze­niami Wielkiej Wojny – na posia­da­niu licz­nych kara­bi­nów maszy­no­wych. W każ­dej dywi­zji był bata­lion ckm prze­wo­żo­nych moto­cy­klami. Powstał więc pomysł, żeby opra­co­wać moto­cykl pan­cerny, który osta­tecz­nie przy­brał postać małego samo­chodu pan­cer­nego – ale pro­du­ko­wa­nego przez firmę moto­cy­klową BSA – noszą­cego nazwę Daimler Dingo. Pojazd był nie­wielki – krótki na 3 metry i niski na 1,5 metra – ale ważył 3 tony, jego czo­łowy pan­cerz miał bowiem gru­bość 30 mm. Zakładano, że będzie on zdolny wyje­chać na sta­no­wi­sko ogniowe, pro­wa­dzić ogień a następ­nie scho­wać się, korzy­sta­jąc z moż­li­wo­ści jazdy w oby­dwie strony z tą samą pręd­ko­ścią. Teoretycznie świetny pomysł w prak­tyce oka­zał się nie­zbyt dobry, uznano jed­nak, że podobny pojazd może nada­wać się do innych zadań, na przy­kład roz­po­zna­nia, a pojazd ozna­czono „Car, Scout, Mark I”. Angielskie słowo „scout” w cywil­nej pol­sz­czyź­nie tłu­ma­czymy jako „har­cerz”, czyli „har­cow­nik” i tak powin­ni­śmy tłu­ma­czyć je rów­nież w pol­sz­czyź­nie woj­sko­wej. Daimler Dingo, czyli „Car, Scout, Mark I” miał być har­cow­ni­kiem: zaj­mo­wać się roz­po­zna­niem, bojem wstęp­nym i walką na dystans.

  • Tymoteusz Pawłowski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE