Dywizjon nisz­czy­cieli I./ZG 76 w 1939 r.

Dywizjon niszczycieli I./ZG 76 w 1939 r. Widok ogólny na samolot niszczycielski Messerschmitt Bf 110B.

Dywizjon nisz­czy­cieli I./ZG 76 w 1939 r. Widok ogólny na samo­lot nisz­czy­ciel­ski Messerschmitt Bf 110B.

1 lipca 1938 r. na lot­ni­sku Jüterborg-Damm sfor­mo­wano III.(leichte)/JG 132. Po prze­nie­sie­niu na lot­ni­sko Fürstenwalde 18 paź­dzier­nika 1938 r. Jagdgruppe została prze­mia­no­wana na Zerstörergruppe II./ZG 141. Jej wypo­sa­że­nie sta­no­wiły wtedy samo­loty myśliw­skie Messerschmitt Bf 109 w wer­sji C. Po przej­ściu na lot­ni­sko Pardubice, około mie­siąca póź­niej, jed­nostkę prze­mia­no­wano w maju 1939 r. osta­tecz­nie na I./ZG 76 i wkrótce potem prze­nie­siono na lot­ni­sko Olmütz. Jednocześnie stare „sto­dzie­wiątki” zastą­piono nowo­cze­snymi dwu­sil­ni­ko­wymi nisz­czy­cie­lami typu Messerschmitt Bf 110.

Około połu­dnia 25 sierp­nia I./ZG 76 otrzy­mała roz­kaz do prze­lotu na lot­ni­sko Oława (Ohlau) na Śląsku, gdzie miała dotrzeć mię­dzy godz. 18.00 a 18.45. Sztab został prze­nie­siony o godz. 14.50, eska­dry star­to­wały grup­kami od godz. 17.00 w odstę­pach co trzy minuty. Kolejność: 2. Staffel, rój szta­bowy, 1. i 3. Staffel. […] 1 Bf 110B nawa­lił: wymiana sil­nika. Przeprowadzono loty trans­por­towe: 1. Staffel 4, 2. Staffel 5, 3. Staffel 4.1) W sumie na nowym lot­ni­sku wylą­do­wały 33 Bf 110, 3 Ju 52 i 3 W 34 (pod koniec mie­siąca doszedł jesz­cze wypo­ży­czony w Olmütz Focke Wulf Fw 44, który miał posłu­żyć jed­no­stce do lotów kurier­skich).

W dniu następ­nym zama­sko­wano maszyny oraz roz­dzie­lono pary alar­mowe. Samoloty nale­żące do sztabu i 1. Staffel nie były jed­nak gotowe do dzia­ła­nia, gdyż w insta­la­cjach pali­wo­wych znaj­do­wała się… woda. Tym samym z 34 maszyn mogłoby wystar­to­wać jedy­nie 18! Problem jed­nak sam się roz­wią­zał, gdyż roz­kaz do ataku na Polskę został prze­su­nięty. Personel zaś mógł się zre­lak­so­wać, oglą­da­jąc sobie film pod tytu­łem „Flitterwochen” (mio­dowy mie­siąc).

27 sierp­nia dopro­wa­dzono do porządku insta­la­cje pali­wowe w samo­lo­tach, któ­rym pomył­kowo zatan­ko­wano wodę. Messerschmitty zostały następ­nie obla­tane pod nad­zo­rem spe­cjal­nej komi­sji z Luftgaukommando, jak i pod bacz­nym okiem Gen.Maj. Brunona Loerzera, dowódcy 2. Dywizji Lotniczej, który przy­był na lot­ni­sko ok. godz. 10 rano. Okazało się, że sil­niki pra­co­wały bez zarzutu, toteż wie­czo­rem Zerstörergruppe dys­po­no­wała 31 samo­lo­tami goto­wymi do dzia­ła­nia.

Dwa dni póź­niej szef 4. Floty Powietrznej Gen.d.Flg. Alexander Löhr prze­pro­wa­dził inspek­cję jed­nostki, wyra­ża­jąc I./ZG 76 pełne uzna­nie.

W przed­dzień wojny Zerstörergruppe pod­le­gała 4. Flocie Powietrznej, a w jej zakre­sie 2. Dywizji Lotniczej w Grodkowie. Do wypo­sa­że­nia 3. Staffel nale­żały jesz­cze star­sze modele Bf 110 w wer­sji B. I./ZG 76 dys­po­no­wała w cało­ści 34 Messerschmittami wraz z kom­ple­tem załóg. Jednakże w kilku samo­lo­tach z 3. Staffel trzeba było odno­wić nie­szczelne mufy gumowe, co pomimo inten­syw­nych prac noc­nych spo­wo­do­wało nie­znaczne obni­że­nie stanu goto­wo­ści eska­dry. Około godz. 21.00 nad­szedł roz­kaz tele­fo­niczny: „Ostmarkflug 1.9., Quelle 45”.2) Oznaczało to roz­po­czę­cie dzia­łań wojen­nych prze­ciwko Polsce o godz. 4.45.

Piątek, 1 wrze­śnia 1939 – wojna!

Rano o godz. 03.15 wspólne śnia­da­nie per­so­nelu lata­ją­cego i napo­mnie­nia dowódcy dywi­zjonu do sumien­nego speł­nie­nia obo­wiąz­ków.

Godz. 04.30 – start do pierw­szego lotu bojo­wego przy złej sytu­acji pogo­do­wej. Zadanie: osłona myśliw­ska dla K.G. 77 i I./L.G. 2. [I./StG 2 – przyp.aut.] Lotnisko Kraków zostało obrzu­cone bom­bami – dobre wyniki tra­fień. Myśliwce nie poka­zały się. Ostrzał art. plot. nie­znaczny – ukła­da­jący się nie­cel­nie. Bez strat. Pogoda: przed połu­dniem bar­dzo mgli­ście, lekka mgła przy­ziemna, póź­niej prze­ja­śnie­nie, słabe wia­try.
Zużycie amu­ni­cji: km 2440, działko 459.

Meldunek o goto­wo­ści bojo­wej: całość 34 [załogi – przyp.aut.], z zastrze­że­niem 4 [załogi – przyp.aut.], gotowe 34 [samo­loty – przyp.aut.].3)
Pierwsze zada­nie w woj­nie pole­gało na wyko­na­niu lotów eskor­to­wych dla for­ma­cji bom­bo­wych Luftwaffe. Dlatego wszyst­kie trzy eska­dry – razem wyko­ło­wało na start 27 Bf 110 – miały osła­niać Ju 87 z I./StG 2 i Do 17 z KG 77 w trak­cie ata­ków na lot­ni­ska w Krakowie (Rakowice) i Katowicach.

1. i 2. Staffel nie odna­la­zły Dornierów, więc skie­ro­wały się bez­po­śred­nio do Krakowa. Natomiast 3. Staffel zgu­biła Stukasy w dro­dze do Katowic i tuż przed Krakowem dołą­czyła do pozo­sta­łych dwóch eskadr. Cała for­ma­cja Messerschmittów została zauwa­żona z ziemi przez per­so­nel III/2 Dywizjonu Myśliwskiego sta­cjo­nu­ją­cego w Balicach. Polacy byli jed­nakże prze­ko­nani, że były to pol­skie… Łosie!

Mniej wię­cej kwa­drans po godz. 5 każda z eskadr podą­żyła do wyzna­czo­nego wcze­śniej sek­tora nad głów­nym celem, czyli nad Krakowem. Mimo że kil­ka­na­ście pol­skich myśliw­ców dosko­czyło póź­niej do odla­tu­ją­cych bom­bow­ców, załogi nisz­czy­cieli niczego nie zaob­ser­wo­wały. W związku z tym nie­które Messerschmitty z 1. Staffel prze­szły do lotu koszą­cego i ostrze­lały masze­ru­jące na dro­gach pol­skie oddziały woj­skowe. Lt. Helmut Lent z 1. Staffel opi­sał atak na Rakowice w nastę­pu­jący spo­sób:

Baza lot­ni­cza leży już dokład­nie pod nami. Naraz z pola wzlo­tów, z han­ga­rów i budyn­ków kosza­ro­wych wystrze­li­wują w górę grzyby eks­plo­zji. Nasze bom­bowce zrzu­ciły swój zabój­czy ładu­nek. W dole poja­wiają się jasne pło­mie­nie. Stopniowo zaczyna strze­lać rów­nież pol­ska arty­le­ria prze­ciw­lot­ni­cza. Wygląda na to, że wyrwa­li­śmy ich z głę­bo­kiego snu. Ich poci­ski wybu­chają tak nie­cel­nie, że można się z tego tylko naśmie­wać. Powoli jed­nak zaczy­nają się budzić. Wybuchy zaczy­nają się do nas przy­bli­żać, wciąż jed­nak są zbyt daleko, aby zaszko­dzić komu­kol­wiek z nas. Tymczasem na zie­mię spada atak za ata­kiem, klucz za klu­czem, eska­dra za eska­drą prze­la­tują z hukiem nad lot­ni­skiem, a my, nisz­czy­ciele, uno­simy się nad tym całym dra­ma­tem jak orły, które gotowe są rzu­cić się na swoją ofiarę, gdyby Polacy ośmie­lili się odwa­żyć, pró­bo­wać zerwać choćby włos z głowy któ­re­muś z naszych bom­bow­ców. Ale nic się nie dzieje. Nalot się skoń­czył. Lecimy do domu tro­szeczkę roz­cza­ro­wani. Gdzie podziali się nasi prze­ciw­nicy? Wszystkie nasze marze­nia i ocze­ki­wa­nia speł­zły na niczym. Na gwał­towne pyta­nia ze strony naszych mecha­ni­ków, jak tam było, mogli­śmy odpo­wie­dzieć jedy­nie: „Nie widzie­li­śmy psa z kulawą nogą! 4)

Ten sam samolot (M8+CH) z lewej strony. Załogę Messerschmitta tworzyli pilot Lt. Hans-Ulrich Kettling oraz radiotelegrafista/strzelec karabinu maszynowego Uffz. Fritz Stolper.

Ten sam samo­lot (M8+CH) z lewej strony. Załogę Messerschmitta two­rzyli pilot Lt. Hans-Ulrich Kettling oraz radiotelegrafista/strzelec kara­binu maszy­no­wego Uffz. Fritz Stolper.

Około godz. 7 nisz­czy­ciele wylą­do­wały w Oławie.5) Jedynymi zaob­ser­wo­wa­nymi „prze­ciw­ni­kami” były samo­loty Luftwaffe: gór­no­pła­towy Heinkel He 46 z eska­dry bli­skiego roz­po­zna­nia oraz zagu­biony Ju 87 z I./StG 2. Dowódca 2. Staffel Olt. Wolfgang Falck tak opi­sał spo­tka­nie z tym samot­nym Stukasem:

Hola! To PZL 23, z któ­rym nawiążę walkę. Kiedy pró­bo­wa­łem nabrać wyso­ko­ści i usta­wić się w pozy­cji od strony słońca spo­strze­głem błysk czer­wieni na jego skrzy­dłach. Teraz byłem już pewien, że mam przed sobą pol­ski samo­lot. Nie zosta­li­śmy poin­for­mo­wani, że stan­dar­dowe biało-czer­wone ozna­cze­nia przy­na­leż­no­ści pań­stwo­wej zostały zama­lo­wane far­bami masku­ją­cymi i teraz widoczne są tylko czer­wone pola. Tak więc usta­wi­łem się za nim i otwo­rzy­łem ogień. Na szczę­ście moje serie nie były cel­niej­sze niż wcze­śniej ogień strzelca pokła­do­wego samo­lotu roz­po­znaw­czego [He 46 – przyp.aut.]. Gdy skrę­cił w bok pró­bu­jąc zwiać, doj­rza­łem, że wal­czę ze Stukasem. W tej samej chwili stwier­dzi­łem, że to co uzna­łem za pol­ską sza­chow­nicę pier­wot­nie było czer­woną literą E. Natychmiast po wylą­do­wa­niu zamel­do­wa­łem o tym wyda­rze­niu i tak szybko, jak to tylko było moż­liwe, wszyst­kie kolo­rowe ozna­cze­nia na samo­lo­tach naszej eska­dry zostały prze­ma­lo­wane na kolor czarny. 6)

Niszczyciel Messerschmitt Bf 110C M8+CH z 1. Staffel/ZG 76.

Niszczyciel Messerschmitt Bf 110C M8+CH z 1. Staffel/ZG 76.

Po połu­dniu 1. Staffel osła­niała Do 17E z I./KG 77 (czas lotu bojo­wego: godz. 15.09−16.12) ata­ku­jące rze­komą pol­ską bry­gadę kawa­le­rii 15 km na wschód od Wielunia oraz w rejo­nie Krzeczów – Mokra – Chorzyna – Walków. Po połu­dniu eska­dra star­tuje ponow­nie do lotu bojo­wego, także z zada­niem zapew­nie­nia osłony bom­bow­com. Miejmy nadzieję, że tym razem coś się wyda­rzy. Jednak nic na to nie wska­zuje. Celem nalotu naszych bom­bow­ców są umoc­nie­nia na Warcie w oko­licy Wielunia. Wedle wszel­kiego praw­do­po­do­bień­stwa nie napo­tkamy tam pol­skich myśliw­ców. Startujemy o cza­sie i lecimy jako osłona. Nalot prze­pro­wa­dzono, jak ocze­ki­wa­li­śmy, bez kon­taktu z wro­giem. Prawdziwie roz­cza­ro­wani wra­camy ponow­nie do domu. Gdzie podział się tak wysła­wiany duch bojowy pol­skich myśliw­ców? Teraz, kiedy mogą udo­wod­nić swoje męstwo, nie poka­zują się. Jak to się mówi w żar­go­nie lot­ni­ków – coś tu podej­rza­nie śmier­dzi. 7)

Sobota, 2 wrze­śnia 1939

Rozkaz bojowy:
1.) Zwalczanie dywi­zji kawa­le­rii w rejo­nie wokół Wielunia.
2.) Ochrona myśliw­ska [dla] K.G. 77 w kie­runku Łodzi i Dęblina.
Przebieg walki:
Odn. 1.) Przeprowadzono bez strat.
Odn. 2.) Przeprowadzono ochronę myśliw­ską. Walka powietrzna nad celem.

Sukcesy:
4 PZL 24 zestrze­lone w pło­mie­niach,
2 PZL 24 praw­do­po­dob­nie zestrze­lone (nie w pło­mie­niach).

Straty:
1 Bf 110 spadł w pło­mie­niach nad wła­snym tere­nem. Uffz. Mutschele [Mütschele – przyp.aut.] wysko­czył na spa­do­chro­nie. Gefr. Blum zgi­nął!
1 Bf 110 zagi­nął. Oblt. Nagel, Uffz. Lochbaum.
1 Bf 110 Leutn. Böhmel musiał przy­mu­sowo wylą­do­wać na nie­miec­kim tere­nie, załoga zdrowa.
1 lot bojowy 09.35−12.00 2. Staffel z 10 samo­lo­tami.
2 lot bojowy 14.45−17.40 rój szta­bowy, 1.
i 2 .Staffel razem 23 samo­loty. 3. Staffel do Dęblina z 9 samo­lo­tami.

Pogoda: chmur­nie, sło­necz­nie.

Meldunek o goto­wo­ści bojo­wej:
I./76 całość 27, z zastrze­że­niem 4, gotowe 31.
Zużycie amu­ni­cji: km 22800, działko 1970.8)
Jeszcze póź­nym wie­czo­rem pierw­szego dnia wojny I./ZG 76 i KG 77 otrzy­mały roz­kaz: Kampfgeschwader 77 zaata­kuje 1 dywi­zjo­nem i przy­dzie­lo­nymi 2 eska­drami Z.G. 76 lot­ni­sko Łódź i sta­cję nadaw­czą (496). Jeżeli lot­ni­sko nie­użyt­ko­wane, wszystko na sta­cję nadaw­czą.9) Czas ataku zapla­no­wano na około godz. 6.00 rano, jed­nakże tylko przy sprzy­ja­ją­cej pogo­dzie. Głównym celem bom­bar­do­wa­nia były pol­skie samo­loty znaj­du­jące się na lot­ni­sku Łódź-Lublinek, celami zastęp­czymi zaś „połu­dniowe lot­ni­sko” koło Łodzi oraz sta­cja radio­na­daw­cza w cen­trum mia­sta.

W KG 77 wyzna­czono na to zada­nie III. Gruppe, która miała się poja­wić nad celem w kolej­no­ści: 8. Staffel godz. 06.20, 9. Staffel godz. 06.30, 7. Staffel godz. 06.45. Kolejność startu: 8., 9., 7. Staffel. Kierunek ataku: 8. Staffel z połu­dnio­wego wschodu, 9. Staffel z pół­noc­nego zachodu, 7. Staffel z połu­dnio­wego wschodu. Wysokości ata­ków: 8. i 9. Staffel atak z lotu koszą­cego. 7. Staffel atak z lotu pozio­mego 2000 m nad zie­mią (w zależ­no­ści od sytu­acji pogo­do­wej). […]. I./Z.G. 76 towa­rzy­szy 2 eska­drami na dro­dze lotu 7. Staffel i ochra­nia atak na lot­ni­sko Łódź.10)
O godz. 5.30 dowódca dywi­zjonu Hptm. Reinecke podał tele­fo­nicz­nie, że w Oławie panuje mgła przy­ziemna (widocz­ność poni­żej 1 km) i starty nie są jesz­cze moż­liwe. W związku z tym prze­su­nięto także ope­ra­cję Dornierów. Później zade­cy­do­wano nawet, że nie będą bom­bar­do­wane lot­ni­ska, gdyż według mel­dunku samo­lotu roz­po­znaw­czego z KG 77, wysła­nego rano w powie­trze, nie były one użyt­ko­wane. Ok. godz. 10 wystar­to­wała jedna eska­dra Do 17E (sie­dem maszyn z 7./KG 77 i dwie maszyny szta­bowe), aby zaata­ko­wać wyłącz­nie sta­cję radio­na­daw­czą w Łodzi. Jak się oka­zało – zastępca dowódcy III./KG 77 Maj. Walther Wadehn źle zro­zu­miał radiowy prze­kaz prze­ło­żo­nego i dla­tego roz­ka­zał start tylko jed­nej eska­drze Do 17E (z bom­bami 50 kg). Tym samym został powstrzy­many m.in. start kolej­nej, dru­giej eska­dry Messerschmittów, co w prak­tyce ozna­czało osła­bie­nie osłony bom­bow­ców (według począt­ko­wych usta­leń druga eska­dra Bf 110 miała towa­rzy­szyć for­ma­cji 9./KG 77). Doprowadziło to w końcu do sytu­acji, że pol­skie myśliwce (w doku­men­tach poja­wia się notatka o ilo­ści ok. 14 (?) „PZL 24” na wyso­ko­ści 4000 m na połu­dniowy wschód od Łodzi, ale w tym przy­padku cho­dziło z pew­no­ścią o Karasie VI Dywizjonu Bombowego lecące na bom­bar­do­wa­nie kolumn Wehrmachtu w rejo­nie Częstochowa – Kłobuck) ode­pchnęły znad celu część samo­lo­tów 7./KG 77, które w następ­stwie tego zbom­bar­do­wały insta­la­cje kole­jowe i łódzki dwo­rzec.

Bf 110B z niecodziennym oznakowaniem na kadłubie w postaci białej cyfry „1”. Fotografia została zrobiona na lotnisku Olmütz (Olomouc).

Bf 110B z nie­co­dzien­nym ozna­ko­wa­niem na kadłu­bie w postaci bia­łej cyfry „1”. Fotografia została zro­biona na lot­ni­sku Olmütz (Olomouc).

Niekorzystna sytu­acja pogo­dowa spo­wo­do­wała, że jedy­nie cztery Dorniery zdo­łały zrzu­cić ładu­nek bomb na wyzna­czony cel, jed­nakże z dużej wyso­ko­ści (3500 m) i pod ostrza­łem sil­nej obrony plot. Mimo że nie można stwier­dzić, aby osłona nisz­czy­cieli była bar­dzo sku­teczna, Dorniery powró­ciły w kom­ple­cie do bazy (jeden czło­nek załogi został ranny postrza­łem w udo).

Około godziny przed poja­wie­niem się Dornierów kilka pol­skich myśliw­ców z III/6 Dywizjonu Myśliwskiego nawią­zało walkę z Messerschmittami na połu­dniowy zachód od Łodzi. Lt. Heinz Ihrcke, Lt. Helmut Woltersdorf i Ogefr. Walter Held (strze­lec Ihrckego) zestrze­lili mię­dzy godz. 10.00 a 10.05 trzy „P.24”, które uznano im w cało­ści za zwy­cię­stwa praw­do­po­dobne.

Informacje doty­czące tej walki zawarte w pol­skich źró­dłach książ­ko­wych są bar­dzo skąpe. Wiadomo tylko tyle, że zostały uszko­dzone trzy P.7a ze 162. Eskadry Myśliwskiej (w tym samo­lot pchor. pil. Ryszarda Łopackiego). Natomiast na P.11 ze 161. Eskadry zgi­nął w nie­zna­nych oko­licz­no­ściach pchor. pil. Piotr Ruszel, rze­komo zestrze­lony przez wła­sne oddziały w rejo­nie sta­cji kole­jo­wej Łódź Kaliska. Bardzo cie­ka­wie opi­sał te wyda­rze­nia ppor. pil. Czesław Główczyński, który zaob­ser­wo­wał walkę z lot­ni­ska w Widzewie:

Już sły­chać strze­la­ninę nad chmu­rami. To pierw­sza trójka naje­chała na Niemców. Słychać z nieba pośpieszne szcze­ka­nie szwab­skich kara­bi­nów, to znowu płynne serie naszych P-11, a cza­sem grub­szy gul­got arma­tek nie­przy­ja­ciel­skich. Krótka prze­rwa, to znów hura­gan wszyst­kiego naraz. Wreszcie wplą­tuje się w awan­turę arty­le­ria. Ciężkie stęk­nię­cie wystrzału gdzieś spoza dworca kole­jo­wego, dru­gie, trze­cie. Za chwilę dopiero docho­dzą znad chmur grzmoty roz­pry­sków. […] Jakiś dwu­sil­ni­ko­wiec nie­miecki – trudno poznać jaki typ – wywija się roz­pacz­liwą akro­ba­cją naszym dwu „psz­czół­kom”. Za nimi goni trzeci z naszych. Między prze­ciw­ni­kami wiją się smugi wystrza­łów. Długie, pro­ste – od kara­bi­nów i dłu­gie, węży­ko­wate – od nie­miec­kich arma­tek. Chwilami nikną za strzę­pami chmur, wystrze­lają w sza­lo­nych skrę­tach, to do góry kołami, to walą się na łeb do ziemi, by znowu z rykiem pry­snąć pięk­nym łukiem w górę. […] Za chwilę maszyny pod­cho­dzą do lądo­wa­nia. Siada jedna i druga. Za chwilę nad­la­tuje trze­cia i czwarta. Czy to wszystko? Nie, dołem nad­la­tuje jesz­cze jedna – piąta – zata­cza krąg i siada. Brak szó­stej. Czekamy i nasłu­chu­jemy – cisza. Indywidualista. Zawieruszył się gdzieś pew­nie i pęta się po nie­bie. Major [mjr. pil. Stanisław Morawski – przyp.aut.] dzwoni do maszyn. Stoją obok, więc sły­szę odpo­wie­dzi. Dornier praw­do­po­dob­nie zestrze­lony. Tak, spraw­dzimy. Trzy maszyny nie­zdolne do lotów. W dwóch poważ­nie uszko­dzone sil­niki, w trze­ciej prze­strze­lony zbior­nik. Jedna jesz­cze nie powró­ciła. Piotr Ruszel nie powró­cił, pew­nie zaraz przy­leci. Ale upły­nęło pół godziny, godzina, dwie – cisza. Niemcy też jakoś przy­ci­chli w połu­dnie. Piotr nie wró­cił. Zginął w walce. Dopiero wie­czo­rem odna­le­ziono szczątki samo­lotu i przy­wie­ziono jego ciało.11)

Z tre­ści kilku pol­skich rela­cji wynika, że z Messerschmittami wal­czyło w sumie od pię­ciu do sied­miu PZL-ów pod dowódz­twem kpt. pil. Władysława Szczęśniewskiego. Zestrzelenie „Dorniera” nie zna­la­zło żad­nego potwier­dze­nia, co w pełni pokrywa się z nie­miecką doku­men­ta­cją. Z dru­giej strony pogromcą Ruszela mógł być Lt. Ihrcke, który zgło­sił praw­do­po­dobne zestrze­le­nie PZL-a w rejo­nie Pabianic, czyli bar­dzo bli­sko miej­sca śmierci Polaka. Najprawdopodobniej na poważ­nie tra­fio­nym samo­lo­cie Ruszel zdo­łał począt­kowo jesz­cze umknąć w chmury. Jednakże jego koń­cowe ude­rze­nie w zie­mię nie zostało już przez Niemców zaob­ser­wo­wane.

Szczątki samolotu myśliwskiego PZL-11c „4“ zestrzelonego po południu 2 września 1939 r. przez Lt. Lenta. Samolot pilotował ppor. Jan Dzwonek, który zdołał opuścić płonący myśliwiec na spadochronie.

Szczątki samo­lotu myśliw­skiego PZL-11c „4“ zestrze­lo­nego po połu­dniu 2 wrze­śnia 1939 r. przez Lt. Lenta. Samolot pilo­to­wał ppor. Jan Dzwonek, który zdo­łał opu­ścić pło­nący myśli­wiec na spa­do­chro­nie.

Drugie zada­nie, prze­pro­wa­dzone dopiero po połu­dniu, było podobne: eskorta bom­bow­ców w kie­runku Łodzi. Grupka Messerschmittów wystar­to­wała ok. godz. 16.15−16.20: 14 z nich udało się na swo­bodne polo­wa­nie (Stab i 1./ZG 76). Natomiast pozo­stała dzie­wiątka załóg z 2. Staffel miała dołą­czyć nad Brzegiem do III./KG 77, po prze­pro­wa­dze­niu bom­bar­do­wa­nia zaś miała wyko­nać patrol w połu­dniowo-zachod­nim sek­to­rze Łodzi (1. Staffel miała się udać w pół­nocno-zachodni rejon mia­sta). W rezul­ta­cie 2. Staffel omył­kowo dołą­czyła do Dornierów z III./KG 76 kie­ru­ją­cej się w stronę Tarnowa! Piloci co prawda zauwa­żyli swój błąd, ale zamiast do III./KG 77 dołą­czyli do bom­bow­ców z I./KG 77 lecą­cych na Piotrków!

Lotnisko w Gliwicach (Gleiwitz) było wykorzystywane przez załogi Bf 110 od 7 września 1939 r.

Lotnisko w Gliwicach (Gleiwitz) było wyko­rzy­sty­wane przez załogi Bf 110 od 7 wrze­śnia 1939 r.

Pierwsza for­ma­cja nisz­czy­cieli pole­ciała do Łodzi przez Wieruszów i Łask. Klucz szta­bowy w sile dwóch do trzech maszyn, który zapewne wystar­to­wał już nieco wcze­śniej, mógł się zna­leźć nad fron­tem lub otrzy­mać powia­do­mie­nie o pol­skim samo­lo­cie roz­po­znaw­czym, który nale­żało tam zestrze­lić. W pol­skich prze­ka­zach jest mowa o trzech nie­miec­kich myśliw­cach, które zaata­ko­wały samotny samo­lot RWD-14 z 63. Eskadry Obserwacyjnej w rejo­nie Pajęczno – Dylów. Wszakże jest tam mowa o otwar­ciu ognia do wła­snego samo­lotu przez pol­ską OPL, ale wydaje się, że powolny obser­wa­tor uznany za „P.24” został posłany do ziemi o godz. 16.15 przez dowódcę Hptm. Günthera Reineckego (histo­rycy przyj­mują jako miej­sce zestrze­le­nia Pabianice ze względu na star­cie w tam­tym rejo­nie, do któ­rego doszło póź­niej, ale fak­tycz­nie mogłoby cho­dzić o Pajęczno). Zginęła załoga w skła­dzie: por. obs. Marian Kaczorowski (zmarł w dro­dze do szpi­tala), kpr. pil. Czesław Menczyk.

Widok ogólny na samolot niszczycielski Messerschmitt Bf 110B.

Widok ogólny na samo­lot nisz­czy­ciel­ski Messerschmitt Bf 110B.

Tuż przed godziną 17 koło Pabianic cztery pol­skie myśliwce III/6 Dyonu zaata­ko­wały dwu­sil­ni­kowe Messerschmitty z 1. Staffel, które uznały za bom­bowe He 111. W chwilę póź­niej dołą­czyły do nich m.in. dwa patro­lu­jące P.11 ze 161. Eskadry pilo­to­wane przez ppor. pil. Jana Dzwonka oraz pchor. pil. Edwarda Kramarskiego (Polakom przy­pi­sano w Anglii do spółki zestrze­le­nie jed­nego „He 111”). Ten atak został odparty przez Olt. Christopha Nagela i Lt. Gerharda Böhmela, któ­rzy pogo­nili za wie­ją­cymi PZL-ami w kie­runku Sędziejowic. Niemcy zgło­sili dwa zwy­cię­stwa mię­dzy godz. 17.00 a 17.05 w rejo­nie ok. 5 km i 15 km na połu­dniowy zachód od Łodzi. W jed­nym z ostrze­la­nych „P.24” zgi­nął pchor. Kramarski, który spadł wraz z samo­lo­tem w rejo­nie Emilianowa. Natomiast ranny Dzwonek zdo­łał umknąć Messerschmittom i po krót­kiej chwili udał się z powro­tem w kie­runku Widzewa, gdzie ponow­nie przy­łą­czył się do głów­nej walki III/6 Dyonu. Co w tym cza­sie działo się w rejo­nie lot­ni­ska – opi­sał ppor. Główczyński:

Z salonu sły­szę zmę­czony głos tele­fo­ni­sty. Coś tam leci. Utkwiło mi w uszach: „dzie­więć” i „bar­dzo wysoko”, prze­cho­dzą gdzieś z boku, bar­dzo daleko od nas. Ale oto głos mego zastępcy: Panie majo­rze, idą na Łódź! Na Łódź! Rzeczywiście, tak to wygląda. Są daleko, pocze­kamy, czy nie zmie­nią kie­runku. Chwyciłem heł­mo­fon, oku­lary i na pal­cach wyśli­zną­łem się z pokoju. Nikt mnie nie zauwa­żył. Mam dosyć bez­płat­nego patrze­nia, jak biją się moi kole­dzy.

Przy maszy­nach ruch jak cho­lera! Sześć goto­wych, przy trzech jesz­cze mecha­nicy coś grze­bią, kilka uszko­dzo­nych. Reszta na zasadz­kach na fron­cie. Z mojej maszyny z tru­dem wysa­dzi­łem mło­dego kaprala pilota. Sprawdzam amu­ni­cję, ciśnie­nie powie­trza, zapi­nam pasy – gotów. W innych też już sie­dzą. Nie star­tu­jemy, bo wyprawa podobno skrę­ciła.12)

Na nie­bie poja­wiło się nie­ocze­ki­wa­nie dzie­więć Bf 109D z 3./ZG 2, które znaj­do­wały się na swo­bod­nym polo­wa­niu. Polacy zamie­rzali już wystar­to­wać, jed­nakże dowódca 162. Eskadry por. pil. Bernard Groszewski powstrzy­mał akcję, oba­wia­jąc się masa­kry wła­snej jed­nostki. Po znik­nię­ciu Messerschmittów nad­szedł roz­kaz do startu. W powie­trze wzbiły się cztery PZL-e, a chwilę póź­niej kolejne dwa.

Załadowuję kara­bin prawy, lewy. Lecimy na połu­dniowy zachód. Prędkość mała – maszyny zadarte, aby tylko wejść jak naj­wy­żej. Każdy się sku­pia. Sześć par rąk, sześć mózgów pra­cuje z natę­że­niem. Oczy szu­kają po nie­bie. Wreszcie dostrze­gli­śmy wroga. Wydaje się, jak azja­tycka sza­rań­cza. Wali chmarą, masą. Górą suną trzy klu­cze. Za nimi jesz­cze dwie luźne sztuki. Dwusilnikowe dol­no­płaty. Ciężkie Junkersy. Dołem dwie trójki jakichś mniej­szych, a daleko na hory­zon­cie jesz­cze sześć sztuk. […] Są coraz bli­żej. Wielkie, szare. To Messerschmitty-110. Idą z zadar­tymi łbami pięć­set metrów wyżej, jakby ich piloci w ogóle nas nie widzieli, jakby chcieli zigno­ro­wać i przejść ponad nami (…) zni­żają mordy i na peł­nym szu­sie nur­kują na nas. Automatycznie roz­luź­niamy szyk. Jestem na praw­nym skrzy­dle. Leci na mnie potwór. Z trzech paszcz bły­snęło, sześć luf rzy­gnęło ogniem. Oślepiło mnie, hur­kot w uszach. Oddałem drą­żek, poło­ży­łem. Mignął obok mnie i daleko w dole zawija skręt. […] Zawinąłem cia­sno przez plecy i jesz­cze pół nachy­lo­nej pętli. Mam go na celow­niku na samym krzyżu! Ściskam spust na drążku. Nerwowe wstrząsy kadłuba i płynny łoskot – to moje kara­biny grają. Jego strze­lec grzmi do mnie. Zaciskam zęby, jestem jak pijany. Widzę tylko jego. Szarozielony potwór i to dra­pieżne godło na ogo­nie zapeł­niają mi oczy. Przerywam, popra­wiam i znowu kadłub drga od strza­łów. Ryknęło nad głową. Oprzytomniałem. O, cho­lera. To nowi. Sześć sztuk wpa­ko­wało się w nasze kłę­bo­wi­sko. A górą suną te cięż­kie, chyba nie odważą się zejść w to pie­kło. Od dołu cią­gną na pomoc dwa nasze. „Mój” sprzed nosa zwiał, skrę­cił znowu i bie­rze mnie na cel z boku. Nie daję się i wnet jestem za nim. Ślady strza­łów pokry­wają się – moje i jego strzelca. Ale trzeci wplą­tuje się do naszego poje­dynku. Ściga mnie. Zaczynam się bro­nić przed tym, to tam­ten mnie goni, więc biorę się za niego, a drugi już siada mi na plecy. Podają sobie mnie jak piłkę. Zaczyna mi być gorąco. Nawija się trzeci pro­sto na lufy, więc pusz­czam tam­tych i strze­lam. Przelatuję tuż nad nim i tra­fiam nie­bacz­nie w smugę kara­bi­nów kolegi, który praży do Niemca. Kopnąłem stery. Szurnęliśmy obok sie­bie. Chcę strze­lać dalej – stop! Przeładowuję kara­biny raz i drugi – nic! Amunicja! Ląduję. Krzyczę o amu­ni­cję. […] Startuję i idę do góry. Nie trzeba już się tak piąć, bo walka toczy się nisko, ale muszę wejść choć tro­chę wyżej od nich. Widzę z daleka kogoś w opre­sji. Goni Niemca, a dwaj inni z bli­ska prażą w niego. Zdaje się poma­cali go, bo wywro­tem wyrwał się z walki i będzie lądo­wał. Inny bije się z dwoma, dalej to samo. Skoczyłem w śro­dek kłę­bo­wi­ska. Pomagam to jed­nemu, to dru­giemu. Oczy latają na wszyst­kie strony, chwy­tają w lot każdą sytu­ację i prze­ka­zują rękom. Myśl prze­stała pra­co­wać, jest zbyt powolna. Mięśniami rzą­dzą odru­chy, instynkt. Wtem błysk i pło­mień. Boże! Nasz się pali!!! „Czwórka” się pali! Dzwonek w niej sie­dzi. Był na zasadzce, przy­szedł nam w pomoc i sam leży (…) młody Malinowski już ma zbrod­nia­rza i daje mu cięgi. Niemiec ucieka. Jednak nie uszedł przed karą – w parę minut zostały z niego tylko końce pła­tów i ogona. Wkrótce i następny został strą­cony. Reszta zwiała. Wylądowaliśmy.13)

Przód Bf 110B z dobrze widocznym silnym uzbrojeniem ofensywnym w postaci dwóch działek 20 mm i czterech karabinów maszynowych 7,92 mm.

Przód Bf 110B z dobrze widocz­nym sil­nym uzbro­je­niem ofen­syw­nym w postaci dwóch dzia­łek 20 mm i czte­rech kara­bi­nów maszy­no­wych 7,92 mm.

Dzwonka zestrze­lił o godz. 17.10 Lt. Helmut Lent (w cza­sie 2 wojny świa­to­wej uzy­skał 110 zwy­cięstw powietrz­nych, głów­nie w nocy), który tak to opi­sał:

Trzysta metrów pod nami, pra­wie prze­ciw­nym kur­sem leciał PZL 24. Niestety Polak o wiele za wcze­śnie odkrył mój atak, wyko­nał manewr obronny i wyrwał w dół. Co za bydle! Szkoda, że umknął. Jednak zbyt długo nie musia­łem się zło­ścić. Nieco wyżej szybko zbli­żała się w moją stronę kropka, która oka­zała się być PZL-em. Widocznie wziął mój samo­lot za bom­bo­wiec, gdyż moja maszyna podob­nie jak nasze bom­bowce była dwu­sil­ni­kowa. Już z daleka zaczął strze­lać. Serie z jego czte­rech kara­bi­nów maszy­no­wych widoczne dzięki smu­gom spa­la­ją­cego się fos­foru prze­mknęły w odle­gło­ści około 5 metrów nad moją głową. Spokojnie pozwo­li­łem zbli­żyć [mu] się na 400 metrów. Wtedy ja rów­nież naci­sną­łem na spu­sty. Po jego nie­pew­nych manew­rach można było stwier­dzić, że serie dotarły do celu. Jednakże obaj zacho­wa­li­śmy zimną krew i utrzy­my­wa­li­śmy kurs, zbli­ża­jąc się coraz szyb­ciej. W ostat­niej chwili pode­rwa­łem moją maszynę w górę odbi­ja­jąc w lewo. Przeciwnik przy­du­sił maszynę w dół w prawo. Mój radio­te­le­gra­fi­sta mógł dostrzec jedy­nie smugę dymu ście­lącą się za nim, a potem wróg znik­nął w dole. Szkoda, że się nie zapa­lił. Nie mia­łem nawet czasu dalej o nim myśleć. W odle­gło­ści 1000 metrów przed nami któ­ryś z Polaków wyrwał się z kłę­bo­wi­ska wal­czą­cych maszyn, aby nabrać wyso­ko­ści i z góry od strony słońca ude­rzyć na jed­nego z moich towa­rzy­szy. Ale, pocze­kaj tylko chłop­ta­siu. Chowając się w cie­niu jego sta­tecz­nika zaczą­łem wzno­sić się pod nim. Zacząłem drżeć ze stra­chu, że prze­ciw­nik znowu mi umknie. Jednak nie, nie widział mnie. Ze 100 metrów otwo­rzy­łem ogień. Wtem zaczął się palić. Jego pło­nące szczątki pole­ciały w kie­runku ziemi. Mój radio­te­le­gra­fi­sta i ja pod­nie­śli­śmy z rado­ści ręce do góry. Była to w tym momen­cie jedyna moż­li­wość wyra­że­nia rado­ści z odnie­sio­nego zwy­cię­stwa. Nie dało się nawet pod­sko­czyć do góry bo przy­pięci byli­śmy pasami do foteli. Mój stary boczny, Feldwebel Jänicke, który przez cały czas mi towa­rzy­szył, uśmie­chał się całą gębą w swo­jej maszy­nie i kiwał do mnie. W końcu w pew­nej mie­rze był to także jego suk­ces. Przede wszyst­kim dla­tego, że pozo­sta­jąc bli­sko mnie przez ten cały czas osła­niał mnie od tyłu.

Otwarta kabina pilota Messerschmitta Bf 110.

Otwarta kabina pilota Messerschmitta Bf 110.

Ponieważ pod­czas tej kotło­wa­niny odda­li­li­śmy się nieco od rejonu dzia­ła­nia naszej eska­dry, zmie­ni­li­śmy kurs aby poszu­kać pozo­sta­łych samo­lo­tów. Nie zna­leź­li­śmy jed­nak na to czasu, ponie­waż ponow­nie zoba­czy­li­śmy następ­nego Polaka, który wzno­sił się do góry. Zgodnie ze spraw­dzo­nym wzo­rem spró­bo­wa­łem jesz­cze raz pod­kraść się od tyłu. Jednakże ten gość był ostroż­niej­szy niż jego wcze­śniej zestrze­lony kolega. Rozpoznał moje zamiary i wyko­nał unik pró­bu­jąc umknąć. Tym razem jed­nak pod­nie­cony walką pogna­łem za nim. Na peł­nym gazie, wraz z moim bocz­nym, który trzy­mał się bli­sko, zni­ży­li­śmy się aż do ziemi. Chłopczyna zamie­rzał umknąć nam lotem koszą­cym. Ale nastę­po­wa­li­śmy mu na pięty. Znalazłszy się w praw­dzi­wych opa­łach zamknął gaz i nie­mal zawisł w powie­trzu tań­cząc na gra­nicy prze­cią­gnię­cia. Niestety w mojej szyb­kiej maszy­nie nie byłem w sta­nie powtó­rzyć takiego manewru. Przeleciałem obok niego, szybko się odda­la­jąc.14)
W tym samym cza­sie zwy­cię­stwo praw­do­po­dobne nad kolej­nym „P.24” zgło­sił Olt. Gordon Gollob. Wydaje się, że prze­ciw­ni­kiem póź­niej­szego asa Jagdflieger (150 zwy­cięstw) był ppor. pil. Tadeusz Koc ze 161. Eskadry, któ­rego P.11 został sil­nie postrze­lany. Natomiast plut. pil. Marian Domagała otrzy­mał krótko po star­cie celną serię poci­sków w sam śro­dek kadłuba (zbior­nik paliwa!). Benzyna zalała pilo­towi twarz i ręce, jed­nak zdo­łał się wyrwać prze­ciw­ni­kowi i wylą­do­wać na lot­ni­sku. Najwidoczniej był to PZL tra­fiony już wcze­śniej przez Lenta, ale po powro­cie do bazy Niemiec zgło­sił jedy­nie jego „ostrze­la­nie”.

Polskie źró­dła suge­rują, że do Dzwonka wiszą­cego na spa­do­chro­nie miał strze­lać pilot Messerschmitta, ale kpr. pil. Jan Malinowski ze 162. Eskadry zdo­łał go zestrze­lić nie­da­leko Pabianic. Należy zazna­czyć, że jest mało praw­do­po­dobne, aby w trwa­ją­cym star­ciu powietrz­nym z kil­ku­na­stoma krę­cą­cymi akro­ba­cje samo­lo­tami jakiś pilot miałby czas na przy­mie­rza­nie się czy nawet strze­la­nie do skoczka tak, by samemu nie stać się jed­no­cze­śnie ofiarą ataku prze­ciw­nika. Notabene 1. Staffel nie stra­ciła nad pol­skim tere­nem trzech Bf 110C, lecz tylko jeden z kodem kadłu­bo­wym M8+AH (i nume­rem fabrycz­nym Wk Nr 948), który z nie­pra­cu­ją­cym pra­wym sil­ni­kiem usiadł na brzu­chu koło Dąbrowy przy dro­dze Pabianice – Bełchatów (5 km na połu­dnie od Pabianic). Podczas lądo­wa­nia Messerschmitt cał­ko­wi­cie się prze­po­ło­wił. Jego pilot Olt. Christoph Nagel odniósł obra­że­nia, ale prze­żył kraksę i dostał się do nie­woli. Według zeznań miej­sco­wej lud­no­ści nie­miec­kiej zła­pa­nego „Feldwebela” pobito i odpro­wa­dzono na tyły. Drugi czło­nek załogi – jakiś „Unteroffizier” – zgi­nął. Był to strze­lec Nagela, Uffz. Ernst Lochbaum, który fak­tycz­nie poniósł śmierć. Okazuje się, że pre­ten­sje do tego Messerschmitta zgło­siło kilku pilo­tów – m.in. także pod­po­rucz­nicy Główczyński i Koc.

Pokłóciliśmy się z Tadkiem (Kocem – przyp.aut.) o tego dru­giego Messerschmitta. Wprawdzie „szli­śmy” za nim obaj, ale jakieś dobre dwa kilo­me­try przed fina­łem byłem tuż za nim. Leciał tylko na lewym sil­niku. Aż wresz­cie tra­fi­łem i pilota, bo rąb­nął o zie­mię, aż się na kawały roz­le­ciało gra­ci­sko.15)

Widocznie Nagela począt­kowo cel­nie ostrze­lali Dzwonek z Kramarskim, za co obaj jed­nak drogo zapła­cili. Dzwonek miał przy tym dużo szczę­ścia, gdyż udało mu się w miarę cało wywi­nąć spod luf Böhmela. Odniesione uszko­dze­nia nie pozwo­liły Nagelowi chwilę póź­niej nabrać wystar­cza­ją­cej pręd­ko­ści i stał się łatwym łupem dla pozo­sta­łych PZL-ów.

Na lotnisku w Oławie życie było prowadzone głównie w namiotach.

Na lot­ni­sku w Oławie życie było pro­wa­dzone głów­nie w namio­tach.

W dro­dze powrot­nej do Oławy 1./ZG 76 ponio­sła kolejne straty. W rejo­nie Byczyny (Pitschen) for­ma­cję ostrze­lała nie­miecka arty­le­ria prze­ciw­lot­ni­cza, zmu­sza­jąc do przy­mu­so­wego lądo­wa­nia Bf 110C M8+FH. Szkody samo­lotu wynio­sły 40%, ale załoga Lt. Gerharda Böhmela wyszła z tej kraksy bez szwanku. Prawdopodobnie tra­fie­nia dział prze­ciw­lot­ni­czych otrzy­mał także Messerschmitt Uffz. Helmuta Mütschelego, który spadł krótko przed lądo­wa­niem koło miej­sco­wo­ści Zedlitz. Pilot wszakże ura­to­wał się sko­kiem na spa­do­chro­nie, ale radiotelegrafista/strzelec Gefr. Kurt Bluhm zgi­nął w szcząt­kach samo­lotu.

W tym samym cza­sie dzie­wiątka Messerschmittów z 3. Staffel eskor­to­wała bom­bowe He 111 z KG 4, które wzięły na cel dębliń­skie lot­ni­ska. W rejo­nie Dęblina Heinkle zostały zaata­ko­wane przez ok. sie­dem do dzie­się­ciu pol­skich myśliw­ców z tam­tej­szej szkoły pilo­tażu SPL, przy czym załogi II./KG 4 zaob­ser­wo­wały zestrze­le­nie jed­nego samo­lotu przez osła­nia­ją­cego nisz­czy­ciela. Sukces potwier­dził m.in. dowódca dywi­zjonu bom­bow­ców Obstlt. Wolfgang Erdmann. Faktycznie jeden „P.24” został zestrze­lony w pło­mie­niach przez Lt. Hansa Jägera. Było to dokład­nie o godz. 16.25. W rze­czy­wi­sto­ści Niemiec tra­fił prze­sta­rzały P.7 z kpt. pil. Antonim Wczelikiem za ste­rami, który sam dono­sił o walce z dwoma „Do 17” w rejo­nie miej­sco­wo­ści Ryki.

Niedziela, 3 wrze­śnia 1939

Rozkaz bojowy: ochrona myśliw­ska [dla] K.G. 77 w kie­runku na Sieratz [Sieradz – przyp.aut.].
Przebieg walki: przed połu­dniem lot bojowy prze­pro­wa­dzono z opóź­nie­niem ze względu na mgłę przy­ziemną. Zastosowanie 1., 2., 3. Staffel oraz roju szta­bo­wego, bez spo­tka­nia z [nie­przy­ja­ciel­skimi] myśliw­cami, bez ostrzału OPL. Zaatakowano kolej koło Zduńskiej Woli, znisz­czono loko­mo­tywy.

Szczątki Bf 110 pilotowanego najprawdopodobniej przez Uffz. Helmuta Mütschelego, który spadł na ziemię na własnym terenie 2 września 1939 r. W samolocie zginął strzelec pokładowy Gefr. Kurt Bluhm.

Szczątki Bf 110 pilo­to­wa­nego naj­praw­do­po­dob­niej przez Uffz. Helmuta Mütschelego, który spadł na zie­mię na wła­snym tere­nie 2 wrze­śnia 1939 r. W samo­lo­cie zgi­nął strze­lec pokła­dowy Gefr. Kurt Bluhm.

Zużycie amu­ni­cji: km 3490, działko 836.
Około 13.00 roz­kaz prze­ba­zo­wa­nia do Breslau-Gandau. Oddział wydzie­lony opu­ścił Oławę około 16.00, eska­dra lotna pozo­stała.
Pogoda: rano mgła przy­ziemna, w ciągu dnia sło­necz­nie, chmur­nie.16)

W godzi­nach ran­nych nisz­czy­ciele eskor­to­wały Ju 87 z StG 77 w rejo­nie Sieradza i Zduńskiej Woli, lecz nie napo­tkały pol­skich myśliw­ców. Między godz. 9.10 a 11.46 3. Staffel udała się ponow­nie w kie­runku Dęblina, aby osło­nić nalot 27 Do 17Z z III./KG 76, co także wyko­nano bez żad­nych pro­ble­mów.
Po połu­dniu wszyst­kie trzy eska­dry brały udział w eskor­to­wa­niu Dornierów z KG 76 i KG 77. Np. w godz. 16.57−18.39 sie­dem Bf 110B z 3. Staffel pole­ciało wraz z I./KG 77 w rejon Radomska. Całodniowa dzia­łal­ność bojowa Zerstörergruppe odbyła się bez zna­czą­cych incy­den­tów.

Poniedziałek, 4 wrze­śnia 1939

Rozkaz bojowy: ochrona myśliw­ska K.G. 76 w kie­runku na Łódź i Minkow-Kielce. [Miechów-Kielce – przyp.aut.] Przebieg walki: zasto­so­wa­nie 1., 2., 3. Staffel oraz roju szta­bo­wego z 30 samo­lo­tami w cza­sie od 14.40−16.30. W rejo­nie Łodzi zauwa­żono 3 Potezy, 1 myśliwca i 4 zapory balo­nowe. W rejo­nie Mierkow-Kielce [Miechów-Kielce – przyp.aut.] znisz­czono 15 pocią­gów kole­jo­wych przez Stab i 1. Staffel. Zniszczono maga­zyn oleju koło Jedrezowa [Jędrzejowa – przyp.aut.].
Zużycie amu­ni­cji: km 18920, działko 1270.
Pogoda: przed połu­dniem mgła przy­ziemna, póź­niej sło­necz­nie, chmur­nie.
Przeprowadzono prze­ba­zo­wa­nie eskadr lot­nych do Breslau-Gandau. Lądowanie około
godz. 16.35.17)

Jednostka ope­ro­wała tylko raz, osła­nia­jąc po połu­dniu 27 Do 17Z z III./KG 76. W rejo­nie Łodzi lot­nicy zaob­ser­wo­wali pol­skie samo­loty, jed­nakże nie doszło do żad­nych walk.
Wieczorem kon­ty­nu­owano prze­ba­zo­wa­nie jed­nostki z Oławy do Wrocławia.

Zdobyty przez Niemców dwusilnikowy samolot szkolny PWS-33 Wyżeł z zaciekawieniem oglądany przez personel ZG 76.

Zdobyty przez Niemców dwu­sil­ni­kowy samo­lot szkolny PWS-33 Wyżeł z zacie­ka­wie­niem oglą­dany przez per­so­nel ZG 76.

Wtorek, 5 wrze­śnia 1939

Rozkaz bojowy:
1.) Atak [na] lot­ni­sko Dalików.
2.) Atak na Radom, Dęblin (osłona myśliw­ska K.G. 77).
3.) Ochrona myśliw­ska [dla] K.G. 4 w kie­runku na Sieratz [Sieradz – przyp.aut.].

Przebieg walki:
1 lot bojowy 05.45−08.00 [04.45 – 07.00 – przyp.aut.] trzy eska­dry i rój szta­bowy (28 samo­lo­tów). Koło Dalikowa zestrze­lono w pło­mie­niach 3 PZL i 1 Fokker F IX. Koło Zduńskiej Woli ostrze­lano i zasto­po­wano kil­ka­na­ście pocią­gów; koło Łaska ostrze­lano pociąg pan­cerny.
2 lot bojowy 09.30−11.30 3. [1.] Staffel z ośmioma samo­lo­tami. Zapalono (na ziemi) 3 samo­loty, 2 PZL 24 zestrze­lono w pło­mie­niach.
3 lot bojowy 13.30−15.00 2. [3.] Staffel z sze­ścioma samo­lo­tami. Formacja bom­bowa nie poka­zała się. Ostrzelano nie­przy­ja­ciel­skie pozy­cje na wschód od Sieratza. Ataki na kolej Sieratz – Zduńska Wola i dalej na pół­nocy. Zestrzelenie nie­przy­ja­ciel­skiego samo­lotu roz­po­znaw­czego.

Zużycie amu­ni­cji: km 29920, działko 5760.
Pogoda: sło­necz­nie, pochmurno.18)

Na pierw­szy lot bojowy star­to­wano już bar­dzo wcze­śnie, a mia­no­wi­cie od godz. 4.45−4.55. Okazuje się, że do pisem­nych prze­ka­zów jed­nostki wdarł się mały błąd – prze­su­nię­cie w cza­sie o jedną godzinę do przodu. Ten fakt wynika z dzien­ni­ków lotów i rela­cji pilo­tów. Dlatego także ofi­cjalne zatwier­dze­nie zyska­nych tego ranka zestrze­leń podaje nie­wła­ściwą godzinę
(6.40 zamiast 5.40).

5 września Bf 110 zaatakowały w Kucinach Łosie Brygady Bombowej. Niemieckie załogi donosiły o zniszczeniu francuskich Potezów!

5 wrze­śnia Bf 110 zaata­ko­wały w Kucinach Łosie Brygady Bombowej. Niemieckie załogi dono­siły o znisz­cze­niu fran­cu­skich Potezów!

Bardzo owocna była akcja załóg 2. Staffel pod dowódz­twem Olt. Wolfganga Falcka. Niemiec tak to opi­sał w rela­cji opu­bli­ko­wa­nej w książce pro­pa­gan­do­wej krótko po zakoń­cze­niu
kam­pa­nii wrze­śnio­wej:

Słaby brzask na wscho­dzie był sygna­łem nowego dnia. Wszyscy ocze­ki­wali w napię­ciu na nowe zada­nie. „Polecenie: Grupa star­tuje o godzi­nie 4 minut 45 na swo­bodne polo­wa­nie w rejo­nie Łodzi z punk­tem cięż­ko­ści w oko­licy lot­ni­ska Dalików, około 28 km na pół­nocny zachód od Łodzi. Prowadzi druga eska­dra, eska­dry pierw­sza i trze­cia usta­wione z obu stron z tyłu od góry. Jakieś pyta­nia? Dziękuję i życzę myśliw­skiego szczę­ścia!”. […] Punktualnie o wyzna­czo­nej godzi­nie mój samo­lot toczy się po pasie star­to­wym i wznosi się w powie­trze. Jest jesz­cze tak ciemno, że włą­czam świa­tła pozy­cyjne, aby eska­dra lepiej mnie widziała i mogła szyb­ciej się zebrać. „Wszyscy naprzód!” – roz­brzmiewa w słu­chaw­kach mojej pilotki, po usły­sze­niu mel­dunku radio­ope­ra­tora, że wszyst­kie samo­loty eska­dry dołą­czyły i utwo­rzyły szyk bojowy. Po bokach z tyłu powy­żej nas widzę, podą­ża­jące za nami, obie pozo­stałe eska­dry. Przyciskam znaj­du­jący się przede mną na tablicy przy­rzą­dów prze­łącz­nik prze­ła­do­wa­nia kara­bi­nów maszy­no­wych i dzia­łek. Odpowiednie lampki zapa­lają się na czer­wono i uświa­da­miają mi, że broń pokła­dowa jest już gotowa na prze­sła­nie Polakom poran­nego pozdro­wie­nia w myśl przy­sło­wia: „Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje”. Celownik jest usta­wiony, wszystko gotowe. Naszym celem jest lot­ni­sko Dalików. […] Odrzucam na bok mapę, teraz trzeba uwa­żać, wytę­żać oczy, odna­leźć lot­ni­sko. Znajdujemy się na wyso­ko­ści tylko 1800 metrów. Naraz boczny mojej dru­giej pary daje pełny gaz, wysuwa się do przodu, dola­tuje do mnie, kiwa w prawą stronę i rap­tow­nym prze­wro­tem scho­dzi w prawo na dół pocią­ga­jąc za sobą drugą maszynę ze swo­jej pary. Musiał coś zoba­czyć i chciał mi to poka­zać. Podążyłem więc za nim. Jest, dostrze­gam go! Trójsilnikowy Fokker, łakomy kąsek. W tym samym momen­cie Leutnant sadowi się tuż za nim i widzę jak smugi świetl­nych poci­sków roz­ry­wają kadłub samo­lotu, a Fokker zwala się na nos. Dysponująca prze­wagą pręd­ko­ści pierw­sza maszyna prze­strze­li­wuje odkła­da­jąc zbyt dużą poprawkę. Czy wróg zwali się w dół? Otrzymał już śmier­telny postrzał? Czy może pró­buje umknąć? Wtem jed­nak tra­fiają go już poci­ski z dru­giego samo­lotu, ja też przy­ci­skam gaz kie­ru­jąc się za nim – z pra­wej z przodu widzę białą smugę wydo­by­wa­jącą się z Fokkera – robi się coraz więk­sza – spada – roz­bija się i pło­nie! Leutnant G. [Gräff – przyp.aut.] zali­czył swoje pierw­sze zestrze­le­nie! Ale prze­cież wrak spadł na jakieś duże pole. Stoją tam, dobrze zama­sko­wane, dwa samo­loty! Udało nam się podać Polakom nie zamó­wione przez nich śnia­da­nie pro­sto na śro­dek poszu­ki­wa­nego przez nas lot­ni­ska. Już po chwili nur­kują w dół kolejne maszyny – dwie – trzy – cztery, serie z broni pokła­do­wej biją w zie­mię, tra­fiają sto­jące tam samo­loty, z kadłu­bów któ­rych strze­lają metro­wej dłu­go­ści pło­mie­nie. Trzeba jed­nak kon­ty­nu­ować dalej dzieło znisz­cze­nia, nie można dać Polakom chwili wytchnie­nia! Musi ich tu być prze­cież wię­cej. Ale gdzie? Ogniem kara­bi­nów maszy­no­wych, któ­rym pró­bują nas tra­fić ukryci gdzieś, zasko­czeni Polacy, nie przej­mu­jemy się. Poranne pod­chody jesz­cze się nie zakoń­czyły, cią­gle szu­kamy „gru­bego zwie­rza”! Nabieram wyso­ko­ści, wzno­szę się na 1500 metrów, daję znaki do zbiórki, aby przy­go­to­wać się do kolej­nych dzia­łań. Wtem! Cóż to błysz­czy się tam z przodu!? Podejrzanie mi to wygląda – śpie­szę w tamtą stronę – PZL „P 23” lub „P 43” – pol­ski samo­lot bom­bowy – zbliża się po sko­sie w moją stronę, jest niżej! Odwracam samo­lot na plecy, zmniej­szam gaz i zwa­lam się w dół. Zupełnie wyraź­nie spo­strze­gam na skrzy­dłach i uste­rze­niu czer­wono-białe sza­chow­nice, pol­skie znaki roz­po­znaw­cze. Polski obser­wa­tor zaczyna strze­lać, robi to źle, jego świetlne serie prze­cho­dzą obok. Właśnie mam go w środku celow­nika, tak – jesz­cze tro­chę – teraz – naci­skam na spust, zaczy­nają walić moje kara­biny maszy­nowe. Wtem poja­wia się pło­mień, samo­lot nie­przy­ja­ciela zaczyna się palić – mijam go w pędzie widząc jak ogar­nięty ogniem spada na zie­mię roz­bi­ja­jąc się na świeżo zaora­nym polu. Mój radio­ope­ra­tor wydziera się z rado­ści do mikro­fonu. Daje mi znaki wska­zu­jąc na prawo. Druga maszyna tego samego typu nad­la­tuje od przodu pro­sto pod nasz samo­lot, tuż za nim widzę jed­nego z naszych. Jest to Leutnant F. [Fahlbusch – przyp.aut.] – który otwiera ogień – Polak zapala się, spada w dół, roz­bija się. Dalej, dalej! Nasze zada­nie idzie dosko­nale. Zakręcam, gdzieś z tyłu spo­strze­gam jesz­cze jed­nego PZL – nie – nie widzę go już, pozo­staje po nim tylko smuga ognia, dym, a potem błysk, ude­rze­nie o zie­mię, jego pogromca Leutnant U. [Üllenbeck – przyp.aut.] roz­po­znał moją maszynę dowódcy eska­dry i zbli­żył się do mnie, aby roz­po­cząć zbiórkę eska­dry. Pokładowy zegar wska­zuje dokład­nie godzinę 5.43. Sześć słu­pów dymu zna­czy prze­bytą przez nas drogę. Przeszukujemy niebo i zie­mię – pusto. Tutaj powie­trze jest już czy­ste, ale my nie zaspo­ko­ili­śmy jesz­cze naszej żądzy dzia­ła­nia. Rzut oka na wskaź­nik poziomu paliwa uświa­do­mił mi, że musimy myśleć o dro­dze powrot­nej, jed­nakże nie powinno nam to prze­szko­dzić w wyko­na­niu po dro­dze jesz­cze jakiejś małej „robótki”. Nie potrze­bo­wa­li­śmy zresztą jej długo szu­kać. Na dworcu Zduńska Wola panuje oży­wiony ruch, prze­ta­czają się loko­mo­tywy, pociągi towa­rowe, trans­porty woj­skowe, nasze serca lot­ni­ków jed­no­stek nisz­czy­ciel­skich raduje jed­nak naj­bar­dziej widok pociągu pan­cer­nego. Widząc ten obraz kie­ruję całą eska­drę w dół otwie­ra­jąc ogień ze wszyst­kich luf. W naszą stronę strzela lekka arty­le­ria prze­ciw­lot­ni­cza, a także kara­biny maszy­nowe. My jed­nak ćwi­czy­li­śmy w ostat­nim cza­sie „dziur­ko­wa­nie” loko­mo­tyw tak czę­sto, że nic nie jest w sta­nie nam prze­szko­dzić. Z loko­mo­tyw zaczy­nają wydo­by­wać się z sykiem stru­mie­nie pary, wygląda to tak, jak gdyby ich dusze ucie­kały do nieba. Pociągi stają, tu eks­plo­duje loko­mo­tywa, a tam pło­nie pociąg towa­rowy. Wznosimy się do góry, teraz czas na loko­mo­ty­wow­nie i hale, które wyglą­dają na fabrykę wago­nów. Serie dziu­ra­wią dachy, wzno­szą się tumany pyłu, poja­wia się dym, a potem pło­mień – pod nami roz­ta­cza się obraz znisz­cze­nia i cha­osu. Atak zakoń­czony.19)

9 września 1939 r. uległ zniszczeniu niszczyciel Messerschmitt Bf 110C M8+DH Lt. Lenta. Niemiec zabłądził podczas powrotu z unieruchomionym lewym silnikiem i rozbił maszynę podczas awaryjnego lądowania w rejonie Kamiennej.

9 wrze­śnia 1939 r. uległ znisz­cze­niu nisz­czy­ciel Messerschmitt Bf 110C M8+DH Lt. Lenta. Niemiec zabłą­dził pod­czas powrotu z unie­ru­cho­mio­nym lewym sil­ni­kiem i roz­bił maszynę pod­czas awa­ryj­nego lądo­wa­nia w rejo­nie Kamiennej.

Fokker zestrze­lony na samym początku nale­żał do 11. Eskadry Bombowej. Wystartował w Kucinach tuż po godz. 5. Zauważywszy powolny trans­por­to­wiec, Falck zle­cił Lt. Gräffowi, żeby zajął się prze­ciw­ni­kiem. Plut. pil. Julian Pieniążek zdo­łał wpraw­dzie posa­dzić maszynę na ziemi koło Puczniewa, ale lądo­wa­nie zakoń­czyło się doszczęt­nym roz­bi­ciem samo­lotu. Kpr. mech. Bolesław Szczepański prze­żył kraksę, odniósł przy tym roz­liczne rany postrza­łowe. Natomiast poległ znaj­du­jący się na pokła­dzie nowo mia­no­wany dowódca 12. Eskadry Bombowej, kpt. obs. Jan Baliński.

Widziany na zdjęciu niszczyciel Bf 110C M8+DK to maszyna Lt. Helmuta Fahlbuscha z 2. Staffel, która doznała drobnych uszkodzeń podczas walki z myśliwcami Brygady Pościgowej 9 września 1939 r.

Widziany na zdję­ciu nisz­czy­ciel Bf 110C M8+DK to maszyna Lt. Helmuta Fahlbuscha z 2. Staffel, która doznała drob­nych uszko­dzeń pod­czas walki z myśliw­cami Brygady Pościgowej 9 wrze­śnia 1939 r.

Po prze­by­ciu około 20 km natknę­li­śmy się na 9 myśliw­skich samo­lo­tów nie­miec­kich Me-109 [Me 110 – przyp.aut.], które docho­dziły nas z tyłu. Byliśmy na wyso­ko­ści około 350 metrów. Niemcy będąc o wiele wyżej roz­dzie­lili się na dwie grupy: 6 samo­lo­tów wznio­sło się ponad nami, pozo­stałe pode­szły od dołu z tyłu i one wła­śnie będąc w „polu mar­twym” oddały do nas serie z dzia­łek pokła­do­wych i km-ów. Zostaliśmy tra­fieni: kpt. Baliński wbrzuch, a ja – w pod­stawę pal­ców lewej stopy. O jakiej­kol­wiek obro­nie nie było mowy. Zaczęliśmy łagod­nie (mówiąc deli­kat­nie) spa­dać. Dzięki przy­tom­no­ści plut. pil. J. Pieniążka z zimną krwią i opa­no­wa­niem dopro­wa­dził Fokkera do nie­zbyt stro­mego zetknię­cia z zie­mią. Po kapo­tażu samo­lot uległ roz­bi­ciu. Niemcy strze­lali dalej chcąc samo­lot zapa­lić. Podczas wyczoł­gi­wa­nia się spod samo­lotu do pobli­skiego stogu zboża zosta­łem tra­fiony w prawy łokieć. Gdy Niemcy odle­cieli, miej­scowi ludzie zabrali nas do wsi Puczniew n. Nerem (ok. 30 km na zachód od Łodzi).20)

Tym razem na ziemi widzimy niszczyciel Bf 110B M8+HL z 3. Staffel.

Tym razem na ziemi widzimy nisz­czy­ciel Bf 110B M8+HL z 3. Staffel.

W mię­dzy­cza­sie w Dalikowie Niemcy odkryli dwa samo­loty, które opi­sali jako fran­cu­skie Potezy 2363. Lt. Lent z 1. Staffel zgło­sił znisz­cze­nie jed­nego z nich ok. godz. 5.30, mnie­ma­jąc, że zestrze­lił być może pol­ski pości­go­wiec PZL-38 Wilk. W rze­czy­wi­sto­ści były to wyłącz­nie Łosie Brygady Bombowej. Jeden z nich został tego ranka uszko­dzony pod­czas awa­ryj­nego lądo­wa­nia (załoga por. obs. Ignacego Szponarowicza z 12. Eskadry Bombowej). Drugi musiał być samo­lo­tem znisz­czo­nym już dzień wcze­śniej pod­czas bom­bar­do­wa­nia lot­ni­ska przez Heinkle z I./KG 53.

Zaraz po zestrze­le­niu Fokkera na hory­zon­cie poka­zały się trzy PZL-e P.23B z 32. Eskadry Rozpoznawczej. Karasie wła­śnie wystar­to­wały w Skotnikach i zostały nie­malże natych­miast ścią­gnięte na zie­mię jak bez­bronne kaczki, jeden za dru­gim. Zwycięskimi pilo­tami oka­zali się: dowódca eska­dry Olt. Wolfgang Falck, Olt. Gustav Üllenbeck i Lt. Helmut Fahlbusch. Załoga w skła­dzie: ppor. obs. Jan Bruski, kpr. pil. Henryk Rejak, kpr. strz. Kazimierz Hadyniak zgi­nęła w P.23B nr ser. 44 – 109 nad Parzęczewem. Załoga w skła­dzie: por. obs. Edward Maliszewski, kpr. pil. Tadeusz Westfal, kpr. strz. Józef Nietzke ska­po­to­wała w Karasiu nr ser. 44 – 122 koło Piaskowic. Strzelec poległ, nato­miast reszta załogi odnio­sła rany (por. Maliszewski zmarł 25 wrze­śnia). Załoga w skła­dzie: por. obs. Alfons Nowak, kpr. pil. Bolesław Szczepański, kpr. strz. Antoni Walczak wysko­czyła na spa­do­chro­nach z tra­fio­nego Karasia nr ser. 44 – 132 nad Puczniewem.

Następne zada­nie mię­dzy godz. 9.30 a 11.50 prze­pro­wa­dziła 1. Staffel, osła­nia­jąc naloty Dornierów z I./KG 76 w kie­runku Radomia i Dęblina. Już o godz. 10.35 Olt. Gordon Gollob natra­fił na połu­dnie od Dęblina na samotny pol­ski samo­lot, któ­rego typu nie był w sta­nie okre­ślić z całą pew­no­ścią. W ten spo­sób w doku­men­tach figu­rują „P.24” lub PWS-26. Najprawdopodobniej był to jed­nak fak­tycz­nie PWS-26 z Plutonu Łącznikowego Nr 1 zestrze­lony nad Gniewoszowem. W szcząt­kach samo­lotu poległ kpr. pil. Mieczysław Rabinowicz. W tym samym cza­sie Lt. Helmut Lent zapa­lił pod­czas ataku koszą­cego jakiś dwu­pła­to­wiec odsta­wiony na lot­ni­sku. Kwadrans póź­niej poka­zała się para pol­skich myśliw­ców z III/2 Dywizjonu Myśliwskiego oraz szóstka powol­nych P.7 z SPL Ułęż. W krót­kim star­ciu Hptm. Horst Pape (10 km na połu­dniowy wschód od Dęblina) oraz jego radio­te­le­gra­fi­sta Uffz. Herbert Jacobi (koło Bobrowników) zgło­sili jedno zwy­cię­stwo pewne i dru­gie praw­do­po­dobne. O godz. 11.00 kolejne pewne zestrze­le­nie uzy­skał Ofw. Gerhard Herzog. Jego prze­ciw­ni­kiem miał być kolejny dwu­pła­to­wiec PWS-26. Faktycznie Herzog mógł zestrze­lić sta­rego Poteza XXV z CWL pilo­to­wa­nego przez lot­nika cze­cho­sło­wac­kiego. Polski samo­lot uległ roz­bi­ciu (kpr. pil. Imrich Gablech).

O star­ciu z Messerschmittami dono­sili m.in. ppor. pil. Wacław Król i kpr. pil. Piotr Zaniewski ze 121. Eskadry Myśliwskiej. Jeden z prze­ciw­ni­ków („Do 17”) miał być zestrze­lony gdzieś w rejo­nie Borowiny, jed­nakże nie­miecka doku­men­ta­cja nie potwier­dza takiej straty. Kpr. Zaniewski tak opi­sał walkę w 1945 r.:

W cza­sie patro­lo­wa­nia mostów Dęblin Puławy dowódca klu­cza ppor. Król Władysław zaata­ko­wał zgru­po­wa­nie 8 Do 17 bom­bar­du­ją­cych lot­ni­sko Dęblin z prze­wagą wyso­ko­ści około 2000 m. Będąc No 2. w klu­czu zaata­ko­wa­łem jedną z maszyn zgru­po­wa­nia odda­jąc 3 dłu­gie serie z odle­gło­ści 80 – 100 m. Wyniku walki nie widzia­łem, gdyż zosta­łem zaata­ko­wany przez dwie inne maszyny Do 17. Walka prze­su­nęła się na pół­noc znad lot­ni­ska Dęblin, następ­nie Do 17 mając nad­miar szyb­ko­ści ode­szły w kie­runku zachod­nim.21)

Wracając do Podlodowa, Polak zauwa­żył rze­komo na ziemi wrak Dorniera, ale to mogły być jedy­nie szczątki jakie­goś zestrze­lo­nego pol­skiego samo­lotu.
Ostatnie zada­nie w tym dniu prze­pro­wa­dziła 3. Staffel, eskor­tu­jąc powra­ca­jące z bom­bar­do­wa­nia Dorniery z I./KG 77. Zaplanowana ochrona Heinkli z KG 4 w oko­licy Sieradza nie doszła do skutku. Oprócz ostrze­la­nia celów naziem­nych eska­drze udało się zestrze­lić samotny samo­lot roz­po­znaw­czy typu R-XIII, któ­rego o godz. 14.30 strą­cił Ofw. Georg Fleischmann na wschód od Sieradza. Przynależność tego samo­lotu nie jest znana.

Środa, 6 wrze­śnia 1939

Rozkaz bojowy:
1.) Ochrona myśliw­ska [dla] K.G. 77 w rejo­nie Piotrków – Tomaszów Maz. i na połu­dnie.
2.) Ochrona myśliw­ska [dla] K.G. 76 w rejo­nie Tomaszów – Roma [Rawa – przyp.aut.] i na zachód.

Przebieg walki:
1 lot bojowy z rojem szta­bo­wym i trzema eska­drami z 30 samo­lo­tami. W wyzna­czo­nym rejo­nie ostrzał OPL 2 cm i 4 cm. Lot bojowy wyko­nano w cza­sie 07.15 do 09.31. 1 PZL 24 zestrze­lony w pło­mie­niach. Bez strat.
2 lot bojowy z rojem szta­bo­wym i trzema eska­drami w cza­sie 13.20 do 15.30 z 23 samo­lo­tami. Silny ostrzał OPL w rejo­nie Tomaszów – Łódź. Prawie wszyst­kie drogi są zatło­czone. Zestrzelono
2 PZL 24. Bez strat.

Zużycie amu­ni­cji: km 6775, działko 739.
Pogoda: pochmur­nie, sło­necz­nie.22)

Pierwsze zada­nie prze­pro­wa­dziła 2. Staffel w osło­nie II./KG 77. Formacja udała się w rejon Piotrków – Tomaszów. Koło Zduńskiej Woli Lt. Helmut Fahlbusch natra­fił na PZL-a, któ­rego posłał w pło­mie­niach do ziemi dokład­nie o godz. 8.00. Być może był to któ­ryś z dwóch, ewen­tu­al­nie trzech PWS-26, które zostały zestrze­lone pod­czas prze­lotu do Lublinka wła­śnie w okoli-
cach Zduńskiej Woli.

13 września 1939 r. na kieleckie lotnisko przybył z wizytą Generalfeldmarschall Hermann Göring.

13 wrze­śnia 1939 r. na kie­lec­kie lot­ni­sko przy­był z wizytą Generalfeldmarschall Hermann Göring.

O godz. 8.15 w powie­trze wyszła 3. Staffel. Osiem Messerschmittów spo­tkało się nad Brzegiem z 18 Dornierami z III./KG 77. Koło Turka poka­zało się ok. dzie­się­ciu pol­skich myśliw­ców z III/3 Dywizjonu Myśliwskiego. Wynikiem walki było zestrze­le­nie o godz. 9.45 jed­nego „P.24” w rejo­nie Brudzewa oraz kolej­nego PZL-a pięć minut póź­niej na wschód od Turka. Zwycięstwa zostały zali­czone Lt. Hansowi Jägerowi oraz Ofw. Georgowi Fleischmannowi. Jednakże Bf 110B Fleischmanna z kodem kadłu­bo­wym M8+GL powró­cił na lot­ni­sko z nie­pra­cu­ją­cym lewym sil­ni­kiem. W 132. Eskadrze odno­to­wano uszko­dze­nie samo­lotu pilo­to­wa­nego przez kpr. pil. Leona Skarbeckiego oraz zestrze­le­nie i skok na spa­do­chro­nie ran­nego pchor. pil. Jana Malińskiego. Ten ostatni twier­dził póź­niej, że spo­tkał w szpi­talu strzelca pokła­do­wego zestrze­lo­nego przez sie­bie Messerschmitta. Ów Niemiec (radio­te­le­gra­fi­sta) nazy­wał się Ernst Ostdörfer i w rze­czy­wi­sto­ści nale­żał do załogi He 111 z 4./KG 26, zestrze­lo­nego 6 wrze­śnia przez myśliwce Brygady Pościgowej.

Kolejne zwy­cię­stwa nad Bf 110 ew. „Do 17” mieli rze­komo odnieść kpt. pil. Franciszek Jastrzębski i pchor. pil. Kazimierz Olewiński. Jednakże 3./ZG 76 nie ponio­sła żad­nych strat.
Niszczyciele z 1. Staffel ope­ro­wały dopiero w godz. 9.40−11.30. Wszystko wska­zuje na to, że zada­nie prze­pro­wa­dzono bez więk­szych incy­den­tów.

Po połu­dniu loty zaini­cjo­wała ponow­nie 2. Staffel. Szóstka Messerschmittów eskor­to­wała II./KG 77 w rejo­nie Tomaszów – Rawa – Brzeziny (godz. 13.27−15.34). Mniej wię­cej godzinę póź­niej podobne zada­nie wyko­nało sie­dem Bf 110B z 3. Staffel. Niszczyciele udały się w kie­runku Radomia. Prawdopodobnie załogi miały osła­niać lot I./KG 77 mię­dzy Warszawą i Skierniewicami, ale for­ma­cje musiały się wza­jem­nie minąć.

Hptm. Reinecke (w środku) oraz dowódcy eskadr Hptm. Pape (po lewej) i Olt. Gutmann (po prawej) otrzymali z rąk Göringa krzyże żelazne. Na zdjęciu brakuje Olt. Falcka, który eskortował Ju 52 z Generalfeldmarschallem na pokładzie do Wrocławia.

Hptm. Reinecke (w środku) oraz dowódcy eskadr Hptm. Pape (po lewej) i Olt. Gutmann (po pra­wej) otrzy­mali z rąk Göringa krzyże żela­zne. Na zdję­ciu bra­kuje Olt. Falcka, który eskor­to­wał Ju 52 z Generalfeldmarschallem na pokła­dzie do Wrocławia.

Na zakoń­cze­nie dnia pode­rwano w powie­trze osiem Bf 110C z 1. Staffel (w godz. 14.35−16.27); eskortę zapew­niono tym razem Dornierom z III./KG 76. Mimo że załogi bom­bow­ców zaob­ser­wo­wały jakieś wro­gie myśliwce, do walk nie doszło.

W tym cza­sie para nisz­czy­cieli z klu­cza szta­bo­wego poszu­ki­wała zagi­nio­nego przed połu­dniem Dorniera z 8./KG 76. Bombowiec, który został zestrze­lony przez myśliwce III/3 Dyonu, został odna­le­ziony przy dro­dze do Stawiszyna.

Czwartek, 7 wrze­śnia 1939

Rozkazy bojowe:
1.) Ochrona myśliw­ska [dla] K.G. 76 w kie­runku na Krosno.
2.) Ochrona myśliw­ska [dla] K.G. 77 w kie­runku na Lwów.
3.) Ochrona myśliw­ska [dla] K.G. 4 pod­czas ataku na prze­prawy wiślane [w rejo­nie] Zawichost – Anapol [Annopol – przyp.aut.] – Jarosław.

Przebieg walki:
[1 lot bojowy:] rój szta­bowy i dwie eska­dry 20 samo­lo­tami w cza­sie od 06.30 do 08.30. Bez styku z nie­przy­ja­cie­lem, słaby ogień OPL
nad Krosnem.
2 lot bojowy: 3. Staffel 8 samo­lo­tami w cza­sie od 06.48 do 11.40, lądo­wa­nie w Gliwicach. Lotnisko we Lwowie było obsa­dzone jedy­nie samo­lo­tami trans­por­to­wymi i szkol­nymi. Lekka OPL przy lot­ni­sku we Lwowie.
3 lot bojowy: 2. Staffel 9 samo­lo­tami w cza­sie od 14.55 do 17.35. Formacja bom­bowa nie znaj­do­wała się o wyzna­czo­nym cza­sie w miej­scu spo­tka­nia (nad Kielcami). Bez styku z nie­przy­ja­cie­lem. Ataki koszące na nie­przy­ja­ciel­ską bate­rię na dro­dze Ilka [Iłża – przyp.aut.] – Solec.

Zużycie amu­ni­cji: km 3500, działko 349.
Pogoda: sło­necz­nie, pochmur­nie.23)

W tym dniu I./ZG 76 przy­dzie­lono do Fl.Div.1 prze­su­nię­tej z Pomorza na Śląsk pod roz­kazy Luftflotte 4. W skład nowo zor­ga­ni­zo­wa­nej dywi­zji lot­ni­czej weszły pułki bom­bowe KG 1, KG 4 i KG 55 oraz eska­dra dale­kiego roz­po­zna­nia 2.(F)/121.

Zaraz z rana eska­dry nisz­czy­cieli udały się do Gliwic, skąd godzinę póź­niej eskor­to­wały bom­bowce w kie­runku Krosna (III./KG 76) i Lwowa (I./KG 55); 26 Heinklom towa­rzy­szyło osiem maszyn z 3. Staffel (godz. 8.15−11.37). Natomiast pozo­sta­łych 20 Bf 110 udało się nad lot­ni­sko w Krośnie (godz. 8.35−10.15).

Między godz. 14.00 a 15.00 wszyst­kie Messerschmitty prze­nio­sły się z powro­tem do Wrocławia.
Późnym popo­łu­dniem 2. Staffel wyzna­czono zada­nie eskor­to­wa­nia 14 Heinkli z II./KG 4 pod­czas bom­bar­do­wa­nia prze­praw na Wiśle w rejo­nie Zawichost – Annopol – Jarosław. Bombowców nie było jed­nak nad miej­scem spo­tka­nia (Kielce). Przeprowadzono zatem ataki koszące, pod­czas któ­rych udało się znisz­czyć wrogą bate­rię arty­le­rii. Jeden z nisz­czy­cieli otrzy­mał wszakże tra­fie­nie w sil­nik, lecz wszyst­kie dzie­więć maszyn powró­ciło cało na lot­ni­sko.

Piątek, 8 wrze­śnia 1939

Rozkazy bojowe:
1.) Swobodne polo­wa­nie w rejo­nie Puław.
2.) Ochrona myśliw­ska dla K.G. 4 w kie­runku na Lublin – Radom.
3.) Ochrona myśliw­ska dla K.G. 4 w kie­runku na Lublin – Chełm.

Przebieg walki:
1 lot bojowy rój szta­bowy i 2. Staffel z 13 samo­lo­tami od 10.50 do 11.50. 2. Staffel została powia­do­miona radiem przez 3. Staffel o tym, że w [wyzna­czo­nym] rejo­nie nie ma nie­przy­ja­ciela, i wró­ciła z powro­tem. Bez styku z nie­przy­ja­cie­lem.
2 lot bojowy 3. Staffel w cza­sie od 09.05 do 11.35. Działalność nie­przy­ja­ciel­skiej OPL w rejo­nie wzdłuż dróg i torów kole­jo­wych w kie­runku ze wschodu na zachód.
3 lot bojowy 3. Staffel w cza­sie od 16.10 do 18.50. Zaobserwowano kilka nie­przy­ja­ciel­skich myśliw­ców; jed­nak nie doszło do styku z nie­przy­ja­cie­lem. Wokół Lublina nie­przy­ja­ciel­ska OPL.
Zużycie amu­ni­cji: km 2500, działko 320.

Pogoda: sło­necz­nie, bez­chmur­nie.24)

Zaraz z rana 1. Staffel prze­le­ciała ponow­nie do Gliwic. Stamtąd nie wyko­nała jed­nak żad­nych lotów bojo­wych (powrót do Wrocławia w godz. 16.04−16.32).

Pierwsze zada­nie bojowe prze­pro­wa­dziła 3. Staffel dla 23 Heinkli z II./KG 4. Cała for­ma­cja udała się w rejon Lublin – Radom. Oprócz bar­dzo aktyw­nej pol­skiej arty­le­rii plot nie odno­to­wano niczego szcze­gól­nego.

Zniszczony na ziemi lub zestrzelony polski samolot łącznikowy RWD-8. Jeden z takich samolotów 11 września 1939 r. zestrzelił Olt. Falck.

Zniszczony na ziemi lub zestrze­lony pol­ski samo­lot łącz­ni­kowy RWD-8. Jeden z takich samo­lo­tów 11 wrze­śnia 1939 r. zestrze­lił Olt. Falck.

Natomiast swo­bodne polo­wa­nie w rejo­nie Puław nie trwało długo. Niszczyciele powró­ciły już po nie­spełna godzi­nie na lot­ni­sko. Powód: brak aktyw­no­ści nie­przy­ja­ciela.
Po połu­dniu zada­nie eskor­towe wyko­nała jedy­nie 3. Staffel. Podczas osłony 21 Heinkli z II./KG 4 w rejo­nie Lublin – Chełm zauwa­żono wszakże jakieś poje­dyn­cze pol­skie myśliwce, ale do walk nie doszło.

Sobota, 9 wrze­śnia 1939

Rozkaz bojowy: Ochrona myśliw­ska [dla] K.G. 4 w rejo­nie Lublina.

Przebieg walki: zasto­so­wa­nie roju szta­bo­wego, 1. i 2. Staffel z 21 samo­lo­tami. Zestrzelono w powie­trzu 7 samo­lo­tów, znisz­czono na ziemi 9 samo­lo­tów. W cało­ści 13 PZL 24. Własne samo­loty zostały dosyć mocno postrze­lane w walce powietrz­nej. Nawaliły 3 sil­niki, zostały postrze­lane spa­do­chron i radio­sta­cje. 1 samo­lot musiał przy­mu­sowo lądo­wać (na wła­snym tere­nie).
Zużycie amu­ni­cji: km 19170, działko 1221.

Pogoda: sło­necz­nie, bez­chmur­nie.

Dywizjon roz­po­czął prze­ba­zo­wa­nie do Kielc. Wyruszyły sztab i F.B.K. Eskadry lot­ni­cze pozo­stały jesz­cze w [Breslau-]Gandau.25)

Między godz. 6.46−7.30 for­ma­cja skła­da­jąca się z klu­cza szta­bo­wego, 1. i 2. Staffel prze­ba­zo­wała się do Częstochowy, skąd prze­pro­wa­dziła osłonę dla KG 4 kie­ru­ją­cego się cało­ścią sił trzech dywi­zjo­nów nad Lublin. Po bom­bar­do­wa­niu Messerschmitty miały się udać na swo­bodne polo­wa­nie.

Niszczyciele poja­wiły się nad Lublinem ok. godz. 9.45, czyli pięć minut póź­niej, niż zapla­no­wano. W mię­dzy­cza­sie myśliwce Brygady Pościgowej pró­bo­wały się dobrać do skóry bom­bow­com, jed­nak mało sku­tecz­nie. Nad celem jeden z PZL-i zaata­ko­wał Heinkla Kommodore KG 4, ale został w porę zestrze­lony przez czuj­nego pilota Messerschmitta.

Obecność nad­cią­ga­ją­cych nad mia­sto Bf 110 spo­wo­do­wała, że PZL-ki bły­ska­wicz­nie wzięły nogi za pas. Dlatego „sto­dzie­siątki” zeszły do lotu koszą­cego i ostrze­lały odsta­wione „myśliwce” na lot­ni­sku w Świdniku. W sumie Niemcy zgło­sili znisz­cze­nie na ziemi dzie­wię­ciu pol­skich samo­lo­tów, w tym osiem przez załogi Bf 110 (sie­dem padło ofiarą załóg 1. Staffel). Większość zapa­lo­nych maszyn wzięto za myśliw­skie „P.24” – w sumie sześć sztuk, ale wydaje się, że były to prze­waż­nie łącz­ni­kowe RWD-8, któ­rych spora ilość fak­tycz­nie ule­gła znisz­cze­niu.

W trak­cie odwrotu na nie­bie poka­zał się patro­lu­jący klucz P.11 z 152. Eskadry Myśliwskiej. Kpr. pil. Stanisław Brzeski tak to opi­sał: Spotykamy 12 Heinkli, z któ­rych jeden został zestrze­lony przeze mnie, drugi przez kpr. Popławskiego. Dowódca klu­cza wyko­nał 1 atak, w któ­rym zostaje tra­fiony w amu­ni­cję, co zmu­siło go do powrotu. Silnik mam także uszko­dzony, więc powra­cam na lot­ni­sko.26) Najwidoczniej zaraz na początku star­cia ppor. pil. Jan Bury-Burzymski obe­rwał od strzelca pokł. Fw. Wellenköttera, który zgło­sił praw­do­po­dobne zwy­cię­stwo w rejo­nie Bełżyc o godz. 10.05. Mimo uszko­dzeń Bf 110C (kod kadłu­bowy M8+GH) się­ga­ją­cych 30%, jego pilot Ofw. Gerhard Herzog zdo­łał bez­piecz­nie wylą­do­wać na macie­rzy­stym lot­ni­sku. Także Messerschmitt M8+AH dowódcy eska­dry (Hptm. Horst Pape) powró­cił z uszko­dze­niami rzędu 40%. Pilotowi udało się wcze­śniej cel­nie ostrze­lać pol­skiego myśliwca 20 km na zachód od Lublina.

W sumie załogi 1. Staffel zestrze­liły mię­dzy godz. 10.05−10.10 pięć myśliw­ców, w tym aż cztery praw­do­po­dob­nie – wszyst­kie ogól­nie na połu­dniowy zachód od Lublina. Kolejne pewne zwy­cię­stwo zali­czył Olt. Rudolf Rademacher z klu­cza szta­bo­wego, który o godz. 10.06 strze­lał być może do tego samego samo­lotu co Wellenkötter. Przydzielenie prze­ciw­ni­ków do nie­miec­kich zgło­szeń jest nie­zmier­nie trudne, gdyż w wal­kach wzięły udział samo­loty kilku róż­nych jed­no­stek. M.in. w Świdniku został zain­sta­lo­wany 7 wrze­śnia klucz myśliw­ski kpt. pil. Jerzego Orzechowskiego, który zakoń­czył swą krótką dzia­łal­ność wła­śnie 9 wrze­śnia. Najprawdopodobniej w tym dniu znisz­cze­niu na ziemi lub po czę­ści już w powie­trzu ule­gły wszyst­kie (trzy?) samo­loty tego klu­cza. W ramach prze­ciw­dzia­ła­nia Brygady Pościgowej w stronę wyprawy bom­bo­wej na pewno wystar­to­wały m.in. dwa P.7a z 123. Eskadry. Ppor. pil. Stanisław Chałupa samot­nie ostrze­lał samo­lot dowo­dzą­cego KG 4, po czym obsko­czyły go myśliwce osłony. Wbrew temu co twier­dził Kommodore Oberst Martin Fiebig, ata­ku­jący go PZL nie został zestrze­lony, lecz uciekł napast­ni­kom sku­tecz­nym uni­kiem. Nikt z załóg nisz­czy­cieli nie zgło­sił zwy­cię­stwa nad samym Lublinem czy bli­sko mia­sta w trak­cie dolotu Heinkli do celu.

Na sam koniec kilka nisz­czy­cieli, wśród któ­rych znaj­do­wał się m.in. Lt. Hans-Ulrich Kettling, mogło jesz­cze natra­fić na prze­la­tu­jące w rejon Lublina samo­loty CWL-1, ale nie wia­domo, czy fak­tycz­nie zostało przy tej oka­zji coś zestrze­lone. Wiadomo tylko tyle, że cet. pil. Jaroslav Dobrowolny musiał przy­mu­sowo wylą­do­wać na P.7a w rejo­nie Strzeszkowic. Także por. pil. Jan Falkowski z CWL-2 wspo­mi­nał o gorą­cej potyczce z ośmioma Messerschmittami w tych dniach, z któ­rych jeden miałby się nawet roz­bić o zie­mię (?!).

Jest pewne, że 152. Eskadra odno­to­wała przy­naj­mniej dwa sil­nie uszko­dzone P.11, które nada­wały się już tylko do remontu fabrycz­nego (maszyny ppor. Bury-Burzymskiego i kpr. Brzeskiego). Natomiast 1./ZG 76 zgło­siła zagi­nię­cie jed­nego Messerschmitta. Jak się oka­zało był to Bf 110C M8+DH z załogą w skła­dzie pil. Lt. Helmut Lent oraz strz. Gefr. Walter Kubisch. Niemcy zostali zasko­czeni przez pol­skiego myśliwca w trak­cie ostrze­li­wa­nia pol­skich samo­lo­tów na lot­ni­sku (trzy z nich pło­nęły już w tym cza­sie). Kilka poci­sków „jede­nastki” było cel­nych, gdyż prawy sil­nik „sto­dzie­siątki” odmó­wił nagle posłu­szeń­stwa. Niemiec szybko skie­ro­wał się na zachód, ale stra­cił orien­ta­cję w nie­zna­nym tere­nie i po prze­kro­cze­niu linii fron­to­wej pró­bo­wał gładko wylą­do­wać na jakimś nie­rów­nym polu. Ta próba nie powio­dła się i samo­lot uległ nie­malże kom­plet­nemu roz­bi­ciu (szkody osza­co­wano póź­niej na 90%). Do wypadku doszło koło wsi Pogorzałe (rejon Kamiennej) ok. godz. 10.15. Niemiec poko­nał trasę do Kamiennej (ok. 120 – 130 km) w jakieś 15 – 20 minut. Oznacza to, że atak pol­skich myśliw­ców nastą­pił krótko przed godz. 10. Faktycznie był to trzy­sa­mo­lo­towy klucz pro­wa­dzony przez ofi­cera tak­tycz­nego III/5 Dyonu por. pil. Kazimierza Wolińskiego, który wystar­to­wał w alar­mie na lecące nad Lublin for­ma­cje nie­przy­ja­ciela. Samolot Lenta został zapewne uszko­dzony przez por. pil. Mariana Imielę, który dono­sił jesie­nią 1939 r. coś nie­coś o zestrze­le­niu wro­giego samo­lotu w dniu odlotu eska­dry do Zielonki pod Warszawą.27)
Oficjalnie Polakom nie przy­znano w Anglii ani jed­nego zwy­cię­stwa nad Bf 110 względ­nie „He 111”, acz­kol­wiek mjr pil. Edward Więckowski podał w spra­woz­da­niu bez­i­mienne zestrze­le­nie trzech „He 111”.

Druga eska­dra nisz­czy­cieli (2./ZG 76) spo­tkała prze­ciw­nika dopiero w dro­dze powrot­nej w rejo­nie Kielc. Na pół­noc od mia­sta Lt. Helmut Fahlbusch zgło­sił praw­do­po­dobne zestrze­le­nie „P.24”. Niemiec tra­fił samot­nego P.11 z 112. Eskadry z por. pil. Wacławem Łapkowskim za ste­rami. Porucznik ści­gał klucz trzech He 111 z klu­cza pro­wa­dzą­cego II./KG 4 i zaprze­stał ata­ków na nie dopiero gdzieś na połu­dnie od Radomia, odno­sząc wra­że­nie, że jeden z bom­bow­ców spadł na zie­mię. Następnie z dobrego nastroju wyrwał mnie trzask z tyłu podobny do dar­cia twar­dego papieru. Znałem ten głos. Poderwałem maszynę. Minął mnie Me 110. Poleciał w lek­kim lewym skrę­cie. Mam wra­że­nie, że w tej chwili obser­wo­wa­li­śmy obaj spa­da­jącą maszynę (He 111 – przyp.aut.). Bałem się, że mnie zrą­bią z tyłu. Obserwowałem z wyso­ko­ści prze­szło 1500 mtr., zer­ka­jąc jed­no­cze­śnie na nowego szkopa. Tamten rąb­nął w zie­mię, a nowy zacho­dził mi znowu od tyłu. Zacząłem walkę. Nie wiem skąd zna­la­zło się ich coś czte­rech czy pię­ciu. Same Me 110. Dziś dobra passa, pomy­śla­łem. Może znów mi się uda.

Niszczyciel Bf 110B M8+GL z 3. Staffel w trakcie przygotowania do kolejnego lotu bojowego.

Niszczyciel Bf 110B M8+GL z 3. Staffel w trak­cie przy­go­to­wa­nia do kolej­nego lotu bojo­wego.

Z tymi jed­nak nie poszło tak łatwo. Zrobiły „karu­zelę” i stale musia­łem wyry­wać się, gdyż wciąż wła­zili mi na ogon. W końcu dosze­dłem i ja do strzału. Jeden Me 110 zro­bił wywrót, ja ścią­łem i zna­la­złem się w ogo­nie. I seria… Szkop też nie próż­no­wał… Skutek był nieco dziwny. Doznałem uczu­cia, że moja maszyna zatrzy­muje się. Szkop odle­ciał, ale następ­nego już mia­łem w ogo­nie. Odwalałem skręty w lewo i dół. Szwab został na górze. Spojrzałem na obroty. Było ich „15”. Szarpania za manetkę nie pomo­gły. Wziąłem kurs na wschód. Szkopy zamiast mnie wykoń­czyć
pozo­stały na górze.28)

Łapkowski zdo­łał dole­cieć na wschodni brzeg Wisły, w rejon Puław, gdzie roz­bił „jede­nastkę”. Jest bar­dzo moż­liwe, że Polak nieco pomy­lił szcze­góły walki i podał tra­fie­nie lewego sil­nika w bom­bowcu zamiast w Messerschmicie M8+DK Lt. Fahlbuscha (szkody 20%).

Do lotów kurierskich Zerstörergruppe używała samolotu transportowo-łącznikowego Focke-Wulf Fw 58 Weihe z kodem kadłubowym OVNS.

Do lotów kurier­skich Zerstörergruppe uży­wała samo­lotu trans­por­towo-łącz­ni­ko­wego Focke-Wulf Fw 58 Weihe z kodem kadłu­bo­wym OVNS.

Mniej wię­cej w tym samym cza­sie doszło do kolej­nej walki w kie­runku na połu­dniowy wschód od Kielc, w któ­rej Lt. Helmut Woltersdorf strą­cił jed­nego „P.24”. Kilka samo­lo­tów 121. Eskadry Myśliwskiej gnało za Heinklami od Wisły po Radom. Najpewniej tuż przed Kielcami Polakom, wśród któ­rych znaj­do­wał się m.in. st. szer. Tadeusz Arabski, udało się dosko­czyć do Niemców:

Rozpoznano 6 He-111 i 3 Do-17 oraz 6 myśliw­skich Me-110 nieco wyżej nad bom­bow­cami, co prze­ka­zano nam zresztą z ziemi przez radio. […] Zaatakowana for­ma­cja bom­bow­ców odpo­wie­działa gęstym ogniem strzel­ców pokła­do­wych i zaczęła się roz­pra­szać w klu­cze po 3 samo­loty. W tym cza­sie weszły także do akcji Me-110. Spotkanie zaraz prze­obra­ziło się w indy­wi­du­alne poje­dynki. Nieopisany widok. […]

Łączność radiowa prze­stała prak­tycz­nie funk­cjo­no­wać natych­miast po zaata­ko­wa­niu nie­przy­ja­ciela. Podekscytowani walką piloci, rzu­cają w nadaj­niki bez­ładne mel­dunki z prze­biegu swo­ich poje­dyn­ków, sta­ra­jąc się prze­krzy­czeć jeden dru­giego. Nawiązuję jed­nak łącz­ność radiową z pro­wa­dzą­cym Flankiem. Otrzymuję roz­kaz zbli­żyć się bli­sko do niego. Za chwilę sygna­li­zuje: „Uwaga!!!” i piką scho­dzi w dół. Jako prawy idę drugi za nim. Widzę 2 Me-110, które były dużo niżej, może około 300 – 400 m. Mamy prze­wagę wyso­ko­ści – to wspa­niale. Szybkość docho­dzi do 390 km, a póź­niej do 450 km/h. Przecinamy im drogę prze­cho­dząc przez mały „cumu­lus”. Lecimy pro­sto z góry, jeden po dru­gim – odda­jemy jedną i drugą serię… Flanek wcho­dzi Me-110 „na ogon”, zwrotna jest ta maszyna P-11c i znów strzela. Me-110 idzie w smu­dze dymu do ziemi. Bezpośrednio po tym zaata­ko­wały Flanka inne dwa Me-110. Otrzymał tra­fie­nie w taśmy amu­ni­cyjne, kara­biny maszy­nowe prze­stały strze­lać. Bezradny i bez­bronny – ucieka w „cumu­lus”. Ze mną było podob­nie po odda­niu serii z piko­wa­nia – prze­sze­dłem znów do góry – wyko­rzy­stu­jąc uzy­skaną szyb­kość. Widzę z odle­gło­ści około 1000 m dwa Me-110 lecące w moim kie­runku. Szybka i słuszna decy­zja, pikuję do samej ziemi. Walki nie wolno mi przy­jąć. Odlatuję lotem koszą­cym.29)

Polacy dostrze­gli w rze­czy­wi­sto­ści sześć do sied­miu Heinkli z 6./KG 4 i ok. sześć do dzie­wię­ciu Messerschmittów osłony. Plut. pil. Leopold Flanek, jak wszystko na to wska­zuje, zdo­łał powró­cić w sil­nie uszko­dzo­nym samo­lo­cie na lot­ni­sko w Kraczewicach.

Po połu­dniu I./ZG 76 prze­ba­zo­wała się z Wrocławia do Kielc. W trak­cie prze­lotu Hptm. Walter Reinecke przy­mu­sowo wylą­do­wał koło Wrocławia, ale już dzień póź­niej powró­cił do swo­jej jed­nostki. Dowódca 2. Staffel Olt. Wolfgang Falck tak wspo­mi­nał swój pobyt w Kielcach:

Podążając za roz­prze­strze­nia­ją­cym się natar­ciem armii, prze­ba­zo­wa­li­śmy się do Kielc w Polsce, gdzie lot­ni­sko zostało tak spu­sto­szone na sku­tek ataku nie­miec­kiego lot­nic­twa, że mogli­śmy się urzą­dzić jedy­nie w wypa­lo­nych han­ga­rach mię­dzy wra­kami pol­skich samo­lo­tów. Eskadry i per­so­nel I./ZG 76 roz­ło­żono wokół lot­ni­ska, zaś w nocy posta­wiono warty, gdyż mie­li­śmy infor­ma­cje o par­ty­zan­tach, któ­rzy mieli się zbie­rać w pagór­ko­wa­tym zale­sio­nym tere­nie wokół naszego miej­sca postoju. Zaraz pierw­szej nocy doszło do dzi­kiej strze­la­niny; nie dla­tego, że zosta­li­śmy zaata­ko­wani. Eskadrowy per­so­nel naziemny ostrze­li­wał się wza­jem­nie w prze­ko­na­niu, że oto mają przed sobą par­ty­zan­tów. Na szczę­ście to wszystko odbyło się bez ran­nych czy zabi­tych.
Tutaj w Kielcach zoba­czy­li­śmy po raz pierw­szy, co wojna wyrzą­dziła lud­no­ści cywil­nej. Widzieliśmy znisz­czone wio­ski wokół, zbom­bar­do­wane domy w małym mie­ście oraz groby żoł­nie­rzy, pol­skich i nie­miec­kich obok sie­bie. Bardzo nas to poru­szyło i otrzeź­wiło. Chociaż i tak nie wyru­szy­li­śmy na tę wojnę z entu­zja­zmem. Wprawdzie wyko­ny­wa­li­śmy sumien­nie to, co uwa­ża­li­śmy za nasz obo­wią­zek, w prze­ko­na­niu że wal­czymy dla słusz­nej sprawy naszej ojczy­zny. Jednakże szczę­śliwi byli­śmy z tego powodu tylko w krót­kich, odu­rza­ją­cych momen­tach zwy­cię­stwa.30)

Załogi 1. Staffel omawiają lot bojowy przed Bf 110 M8+GH pilota Ofw. Gerharda Herzoga.

Załogi 1. Staffel oma­wiają lot bojowy przed Bf 110 M8+GH pilota Ofw. Gerharda Herzoga.

Niedziela, 10 wrze­śnia 1939

Rozkaz bojowy: swo­bodne polo­wa­nie w rejo­nie Lublin – Dęblin – Łuków.
Przebieg walki: zasto­so­wa­nie roju szta­bo­wego i trzech eskadr z 18 samo­lo­tami. Bez styku z nie­przy­ja­cie­lem. W Dęblinie zapa­lono kil­ka­na­ście samo­lo­tów.

Zużycie amu­ni­cji: km 6150, działko 477.
Pogoda: sło­necz­nie, bez­chmur­nie.

Eskadry lot­ni­cze prze­ba­zo­wały się do Kielc. Ciężarówki dotarły do Kielc około godz. 15.00.
Około 14.30 w Masłowie był Führer i kanc­lerz rze­szy, który przy­wi­tał I./Z.G. 76. Przedstawienie ofi­ce­rów dywi­zjonu.31)
Przed połu­dniem został wyko­nany lot bojowy na swo­bodne polo­wa­nie (rejon Lublin – Puławy – Dęblin – Łuków). W Dęblinie zdo­łano zapa­lić na ziemi pięć pol­skich samo­lo­tów. 1. Staffel prze­pro­wa­dziła zada­nie w godz. 9.20−11.30, 3. Staffel w godz. 10.15−12.30.
W tym dniu jed­nostkę pod­po­rząd­ko­wano Fl.Div.2, acz­kol­wiek bez 3. Staffel.

Poniedziałek, 11 wrze­śnia 1939

Rozkaz bojowy: swo­bodne polo­wa­nie w rejo­nie Brześć Litewski – Biała – Siedlce.

Przebieg walki: zasto­so­wa­nie roju szta­bo­wego i trzech eskadr z 17 samo­lo­tami od 15.00 do 17.15. Ataki koszące, na lot­ni­sku Biała znisz­czono na ziemi 5 samo­lo­tów. 2 zestrze­le­nia, w tym 1 Fokker F.IX i 1 samo­lot roz­po­znaw­czy. Zapalono zakład lot­ni­czy, znisz­czono 10 samo­lo­tów. W Brześciu Litewskim dobrze się ukła­da­jący ogień OPL. Silny, pozor­nie wła­sny ogień plot. na zachod­nim krańcu Warszawy. Przy lot­ni­sku Biała wyeli­mi­no­wano z walki 1 działo plot.

Zużycie amu­ni­cji: km 13875, działko 1294.
Pogoda: sło­necz­nie, bez­chmur­nie.32)

I./ZG 76 miała prze­pro­wa­dzić swo­bodne polo­wa­nie na wschód od Wisły ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem rejonu Lublin – Łuków – Dęblin. Jednakże zdo­łano wyko­nać tylko jeden lot bojowy. Niszczyciele udały się po połu­dniu w kie­runku Białej Podlaskiej, gdzie zapa­liły na ziemi pięć samo­lo­tów. Kolejne 10 samo­lo­tów miało ulec znisz­cze­niu w tam­tej­szej fabryce, którą także zapa­lono.
Oba wymie­nione powy­żej zestrze­le­nia wpi­sał na wła­sne konto dowódca 2. Staffel Olt. Wolfgang Falck. Niemiec posłał naj­pierw do ziemi o godz. 16.05 trans­por­to­wego Fokkera z 4. Eskadry Bombowej pilo­to­wa­nego przez plut. Antoniego Króla. Samolot pró­bo­wał umknąć lotem koszą­cym, jed­nakże zapa­lony ude­rzył w cha­łupę, która także sta­nęła w pło­mie­niach. Pięć minut póź­niej Falck zestrze­lił ok. 12 km na połu­dniowy zachód od mia­sta RWD-8 z 53. Eskadry Obserwacyjnej (ta eska­dra prze­ba­zo­wy­wała się ze Starej Wsi do Brześcia nad Bugiem). Samolot spadł pro­sto w las z wyso­ko­ści ok. 100 m. Zginęła załoga w skła­dzie ppor. obs. Stanisław Hudowicz, ppor. pil. Oskar Sobol. Pociski Messerschmittów dosię­gły także RWD-14 z załogą por. obs. Stanisława Waszkiewicza, który musiał przy­mu­sowo lądo­wać w tere­nie. Polski obser­wa­tor rela­cjo­no­wał o ataku pię­ciu „Ju 86”, miał jed­nak duże szczę­ście, że przy tak potęż­nej prze­wa­dze ognio­wej uszedł z życiem.

Wtorek, 12 wrze­śnia 1939

Rozkaz bojowy:
1. Rozpoznanie lot­ni­ska koło Łucka, gdzie znaj­duje się ponoć 16 samo­lo­tów. Atak koszący na drogę Włodzimierz – Łuck.
2. Zwalczanie wozów bojo­wych koło Piątka, na połu­dniowy wschód od Kutna.
3. Atak koszący dwoma eska­drami na kolumny na dro­gach wokół Chełma i Zamościa.

Przebieg walki:
1 lot bojowy [prze­pro­wa­dzony przez] 3. Staffel z 7 samo­lo­tami. 3 lot­ni­ska wokół Łucka nie użyt­ko­wane. Na dro­gach nie zaob­ser­wo­wano żad­nych kolumn. Bez dzia­łań bojo­wych, bez strat.
2 i 3 lot bojowy nie zostały prze­pro­wa­dzone, gdyż roz­kazy dotarły za późno.

Zużycie amu­ni­cji: km 200, działko 60.
Pogoda: sło­necz­nie, bez­chmur­nie.33)

3. Staffel prze­pro­wa­dziła lot bojowy w godz. 11.30−14.15, pod­czas któ­rego nie wyda­rzyło się nic szcze­gól­nego. Natomiast 2. Staffel udała się do Wrocławia:
Pewnego dnia, gdy znaj­do­wa­li­śmy się w Kielcach, moja eska­dra otrzy­mała roz­kaz uda­nia się na lot­ni­sko wro­cław­skie. Musiałem się zamel­do­wać u Göringa, który przy­był tam swoim spe­cjal­nym pocią­giem. W następ­nym dniu mie­li­śmy go eskor­to­wać w jego Ju 52 pod­czas wizy­to­wa­nia nie­któ­rych jed­no­stek bojo­wych, m.in. i naszego dywi­zjonu. Przy tej oka­zji, pod­czas mel­do­wa­nia się w jego wago­nie restau­ra­cyj­nym, jako pierw­szy ofi­cer Luftwaffe otrzy­ma­łem od Göringa E.K. II., który został mi wrę­czony w woreczku celo­fa­no­wym.34)
W tym dniu I./ZG 76 odwie­dził Hptm. Flesch z Fl.Div.1, który spo­rzą­dził nastę­pu­jące spra­woz­da­nie:

Dywizjon wypo­sa­żony w Bf 110C może być uży­wany wyłącz­nie w pro­mie­niu 250 km (wli­cza­jąc w to walki powietrzne). Tylko jedna eska­dra użyt­ku­jąca Bf 110B (chwi­lowo 7 samo­lo­tów) [3. Staffem – przyp.aut.] mogła ope­ro­wać na dal­sze odle­gło­ści. Eskadra pil­nie prosi o wolny dzień, aby umoż­li­wić służ­bom tech­nicz­nym przy­wró­ce­nie spraw­no­ści samo­lo­tom.
Przy obec­nym sta­nie maszyn moż­liwe jest prze­pro­wa­dze­nie tylko jed­nego wylotu w sile całego dywi­zjonu (17 samo­lo­tów goto­wych do akcji).

Dywizjon prosi o przy­dzie­le­nie dwóch nowych samo­lo­tów trans­por­to­wych (Ju 52), ponie­waż jeden z dotych­czas zasto­so­wa­nych wypadł z użytku wsku­tek lądo­wa­nia na brzu­chu, a drugi wyla­tał już ponad 270 godzin, co rodzi koniecz­ność jego prze­glądu. […] Niezbędnych jest dwa­na­ście nowych Bf 110. […]

Dywizjon prosi o pro­ce­durę doty­czącą potwier­dze­nia zestrze­leń.
Lotnisko Kielce jest cał­ko­wi­cie zapchane tak, że kolejne jed­nostki nie znajdą już na nim miej­sca. […] Grupa trans­por­towa nie dostar­cza paliwa już od 11 wrze­śnia.35)
Rozkaz bojowy: bez.
Przebieg walki: bez.
O 11.45 wystar­to­wała do [z] Wrocławia 2. Staffel 6 samo­lo­tami aby zapew­nić Generalfeldmarschallowi osłonę myśliw­ską. Generalfeldmarschall wylą­do­wał w Kielcach około godz. 14.30.
Krzyżem Żelaznym II klasy odzna­czono: Hptmann Reinecke, Hptmann Pape, Oblt. Gutmann, Oblt. Fahk [Falck – przyp.aut.].

Zużycie amu­ni­cji: bez.
Pogoda: sło­necz­nie, bez­chmur­nie.36)

Zadanie I./ZG 76 w tym dniu pole­gało na swo­bod­nym polo­wa­niu w rejo­nie Łowicz – Gąbin – Gostynin – Włocławek – Koło – Łęczyca. Jednakże nie prze­pro­wa­dzono żad­nych lotów bojo­wych.
Za to w Kielcach Generalfeldmarschall Hermann Göring odwie­dził Zerstörergruppe, gdzie wrę­czył Krzyże Żelazne (Eisernes Kreuz) E.K. II dowódcy dywi­zjonu i dowód­com eskadr. Olt. Falck tak wspo­mi­nał ten epi­zod:

Kiedy następ­nego ranka Göring był gotowy do odlotu, moja eska­dra usta­wiła się przed nim. Przywitał porząd­nie, roz­mow­nie i przy­jaź­nie pilo­tów i radio­ope­ra­to­rów, tyle że w śmiesz­nym stroju. Palił fajkę, a jego wielką czaszkę zdo­biła fura­żerka. Wystartowaliśmy i ufor­mo­wa­li­śmy się wokół jego ocię­ża­łej „Tante Ju”. Przy tym musie­li­śmy odbyć cały odci­nek do Kielc z wypusz­czo­nymi gole­niami pod­wo­zia, aby powol­nej maszyny Göringa nie pozo­sta­wić samej sobie. W Kielcach Göring prze­pro­wa­dził inspek­cję wszyst­kiego, co nale­żało do Luftwaffe, a znaj­do­wało się na lot­ni­sku. […] Po tym jak pro­gram Göringa się zakoń­czył, dali­śmy mu znowu osłonę myśliw­ską z powro­tem do Wrocławia.37)

Bf 110C M8+CB ze sztabu I./ZG 76 doznał lekkiego uszkodzenia prawej goleni podwozia podczas lądowania.

Bf 110C M8+CB ze sztabu I./ZG 76 doznał lek­kiego uszko­dze­nia pra­wej goleni pod­wo­zia pod­czas lądo­wa­nia.

Czwartek, 14 wrze­śnia 1939

Rozkaz bojowy: swo­bodne polo­wa­nie w rejo­nie Sochaczew – Kutno – Leczica [Łęczyca – przyp.aut.].

Przebieg walki: bez styku z nie­przy­ja­cie­lem. Silna OPL lek­kich i śred­nich dział plot. na zachód od Sochaczewa, koło Żychlina ciężka obrona plot. Zastosowano 3. Staffel z 7 samo­lo­tami od 07.10−09.10 oraz rój szta­bowy z 2 maszy­nami.

Zużycie amu­ni­cji: km 1050, działko 160.
Pogoda: dobra, mgli­ście, chmury 510 2500 m.38)

3. Staffel prze­pro­wa­dziła wyzna­czone zada­nie bez szcze­gól­nych zda­rzeń. Natomiast Messerschmitty z 2. Staffel w dal­szym ciągu osła­niały Generalfeldmarschalla.

Piątek, 15 wrze­śnia 1939

Rozkaz bojowy: bez.
Lot bojowy: bez.

Zużycie amu­ni­cji: bez.
Pogoda: pochmurno, mgli­ście.39)

W tym dniu nie ope­ro­wano wcale. Jednakże Zerstörergruppe for­mal­nie wzmoc­niła lot­nic­two spe­cjal­nego prze­zna­cze­nia F.F. z.b.V.

Sobota, 16 wrze­śnia 1939

Rozkazy bojowe:
1. Wolne polo­wa­nie w rejo­nie Warszawa – Płock – Kutno.
2. Atak na nie­przy­ja­ciel­skie samo­loty bom­bowe i arty­le­rię koło Włodzimierza.
1.) Zastosowanie 3. Staffel z 8 samo­lo­tami od 06.20 do 08.30, napo­tkano 3 nie­przy­ja­ciel­skie samo­loty PZL 24, które lotem niskim w chmu­rach i w war­stwie mgły unik­nęły pościgu.
2.) Zastosowanie 1. Staffel z 7 samo­lo­tami od godz. 11.15−13.10. Nie doszło do styku z nie­przy­ja­cie­lem, bez ostrzału OPL.
Zużycie amu­ni­cji: km 1880, działko 402.
Pogoda: przed połu­dniem bar­dzo mgli­ście, póź­niej prze­ja­śnie­nia.40)

Klucz myśliw­ców napo­tkany pod­czas wyko­ny­wa­nia pierw­szego zada­nia nale­żał do 132. Eskadry III/3 Dyonu Myśliwskiego. Mjr. pil. Mieczysław Mümler, ppor. pil. Henryk Bibrowicz i kpr. pil. Kazimierz Mazur znaj­do­wali się wła­śnie w rejo­nie Sochaczewa, kiedy poka­zały się wro­gie Messerschmitty. Polacy szybko zre­zy­gno­wali z walki i w porę scho­wali się w chmury. Po powro­cie na lot­ni­sko jed­no­stce bra­ko­wało aż czte­rech nisz­czy­cieli, które począt­kowo uznano za zagi­nione. W rze­czy­wi­sto­ści wszyst­kie cztery Bf 110B wylą­do­wały we Wrocławiu (Ofw. Georg Fleischmann z kodem kadłu­bo­wym M8+CL oraz maszyny M8+EL, M8+FL, M8+JL).

Drugi lot bojowy prze­pro­wa­dzono bez żad­nych waż­niej­szych wyda­rzeń.

Niedziela, 17 wrze­śnia 1939

Rozkaz bojowy: swo­bodne polo­wa­nie w rejo­nie Sochaczew – Płock.
Zastosowanie: rój szta­bowy, 1., 2., 3. Staffel z 20 samo­lo­tami od 5.35 do 7.50. W [wyzna­czo­nym] rejo­nie odkryto lot­ni­sko polowe koło Osmarina, na któ­rym stały 2 PZL 24, które zostały zapa­lone. Ponadto zaata­ko­wano z suk­ce­sem nie­przy­ja­ciel­skie kolumny i sztaby. 6 samo­lo­tów zostało uszko­dzo­nych pod­czas
lotu ostrza­łem km-ów.

Pogoda: pochmur­nie, widocz­ność 10 km.
Zużycie amu­ni­cji: km 5300, działko 1460.41)

Podczas wyko­ny­wa­nia ata­ków koszą­cych dwa Messerschmitty doznały tak poważ­nych uszko­dzeń od ognia prze­ciw­lot­ni­czego, że musiały przy­mu­sowo lądo­wać w tere­nie. Podczas kapo­tażu uległ znisz­cze­niu Messerschmitt z nume­rem fabrycz­nym 1797.

W trak­cie godzin przed­po­łu­dnio­wych powró­ciły do Kielc cztery zagi­nione dzień wcze­śniej Messerschmitty z 3. Staffel.
W godz. 14.35−16.08 1. Staffel prze­pro­wa­dziła lot bojowy, praw­do­po­dob­nie w rejo­nie kotła nad Bzurą, o któ­rym bra­kuje jed­nak
bliż­szych danych.

Poniedziałek-czwar­tek, 18 – 21 wrze­śnia 1939

W następ­nych dniach nie prze­pro­wa­dzono już żad­nych lotów bojo­wych. Także 21 wrze­śnia pogoda unie­moż­li­wiła jakie­kol­wiek starty (cią­głe desz­cze). Następujący lot­nicy otrzy­mali w tym dniu Krzyż Żelazny E.K. II: Olt. Hansen, Olt. Gollob, Olt. Gresenz, Lt. Jäger, Lt. Lent, Lt. Fahlbusch, Lt. Kamp, Ofw. Herzog, Ofw. Fleischmann i Uffz. Fresia.

Piątek, 22 wrze­śnia 1939

Rozkaz bojowy: bez.
Zastosowanie: bez.
Pogoda: przed połu­dniem mgli­ście, póź­niej lepiej, czę­ściowo opady desz­czu.
Zużycie amu­ni­cji: bez.

Dywizjon prze­ba­zo­wał się z Masłowa do Grójca-Kacina. Przed połu­dniem ode­szły oddziały nie­lotne. Eskadry lot­ni­cze wystar­to­wały około 14.30 i wylą­do­wały w Kacinie około 15.15.
Część 2. i 3. Staffel udała się do Olmütz w celu wyre­mon­to­wa­nia samo­lo­tów.42)

Kiedy samo­loty dywi­zjonu prze­la­ty­wały do Grójca, do Olmütz wysłano w sumie dzie­więć Messerschmittów w celu prze­pro­wa­dze­nia nie­zbęd­nych napraw i prze­glą­dów.

Sobota, 23 wrze­śnia 1939

Tego dnia nie latano.

Niedziela, 24 wrze­śnia 1939

Rozkaz bojowy: ochrona myśliw­ska nad Warszawą.
Przebieg walki: wystar­to­wał sztab i 1. Staffel, w sumie 8 samo­lo­tów w cza­sie 14.25−15.45. Ostrzelano han­gary lot­ni­ska Mokotów oraz bate­rię [dział – przyp.aut.].
Pogoda: zachmu­rze­nie 610, zimno.
Zużycie amu­ni­cji: km 1750, działko 280.43)
Tego dnia wyko­nano tylko ten jeden lot bojowy. Zadanie prze­pro­wa­dzono bez strat.

Poniedziałek, 25 wrze­śnia 1939

Rozkaz bojowy: ochrona myśliw­ska nad Warszawą.
Przebieg walki: sztab i wszyst­kie trzy eska­dry prze­pro­wa­dziły parami 20 lotów bojo­wych w cza­sie 07.50−17.50. Nie doszło do styku
z nie­przy­ja­cie­lem.
Pogoda: przed połu­dniem bar­dzo pochmurno, potem prze­ja­śnie­nia, bar­dzo zimno i wietrz­nie.
Zużycie amu­ni­cji: bez.44)

Pomimo braku real­nego zagro­że­nia ze strony pol­skiego lot­nic­twa cało­dniowe bom­bar­do­wa­nie Warszawy osła­niały nie­malże nie­ustan­nie Messerschmitty z I./JG 76 oraz I./ZG 76.

O godz. 17.50 nisz­czy­ciele sfi­na­li­zo­wały ostat­nie zada­nie bojowe tego dnia. Tym samym jed­nostka zakoń­czyła swą dzia­łal­ność bojową na tere­nie Polski.
Po kilku dniach odpo­czynku roz­po­częto prze­ba­zo­wa­nie do Olmütz (3. Staffel 28 wrze­śnia w godz. 08.45−10.25, 1. Staffel 29 wrze­śnia w godz. 10.15−11.30). 30 wrze­śnia Kacin opu­ściła resztka Messerschmittów, które około godz. 08.00 wylą­do­wały w Olmütz. Kolumna trans­por­towa jed­nostki dotarła na to lot­ni­sko 1 paź­dzier­nika około trzy­na­stej.

Wódz i kanclerz Rzeszy Adolf Hitler gratuluje lotnikom I./ZG 76 po słynnej bitwie z brytyjskimi bombowcami Wellington w rejonie wysp wschodniofryzyjskich.

Wódz i kanc­lerz Rzeszy Adolf Hitler gra­tu­luje lot­ni­kom I./ZG 76 po słyn­nej bitwie z bry­tyj­skimi bom­bow­cami Wellington w rejo­nie wysp wschod­nio­fry­zyj­skich.

Do końca 1939 r.

Na początku paź­dzier­nika 3. Staffel oddała „Berty” i jako ostat­nia eska­dra Zerstörergruppe także prze­sia­dła się na now­sze Bf 110C. Przezbrojenie odbyło się w Straubingu, dokąd udano się 1 paź­dzier­nika.

W ciągu następ­nych tygo­dni I./ZG 76 prze­miesz­czała się pomię­dzy róż­nymi lot­ni­skami: m.in. Nellingen koło Stuttgartu, Bönninghardt, Dortmund, Gütersloh. W tym cza­sie wyko­nano kilka przy­gra­nicz­nych lotów patro­lo­wych, ale prze­waż­nie bez incy­den­tów. Jedynie 18 listo­pada roz­bił się w trud­nych warun­kach atmos­fe­rycz­nych w rejo­nie Osnabrücka trans­por­towy Ju 52/3m, grze­biąc w szcząt­kach 5 człon­ków załogi.

W ostat­nim mie­siącu 1939 r. zaczęło się robić „ner­wowo”. Brytyjskie lot­nic­two bom­bowe zaczęło bar­dziej regu­lar­nie odwie­dzać rejon wybrzeża Morza Północnego. Dlatego 15 grud­nia I./ZG 76 przy­dzie­lono do Stab/JG 1 (dowódca Obstlt. Carl Schumacher) i prze­nie­siono na lot­ni­sko Jever (na zachód od Wilhelmshaven). Załogi otrzy­mały m.in. nowe mapy Ostfrieslandu (Fryzji Wschodniej), kami­zelki ratun­kowe oraz „żółty pro­szek“, aby w przy­padku zestrze­le­nia nad morzem móc zostać szybko odna­le­zio­nym. Już trzy dni póź­niej Zerstörergruppe wzięła udział w odpar­ciu dużego nalotu bry­tyj­skich Wellingtonów skie­ro­wa­nych do zwal­cza­nia nie­miec­kich okrę­tów w rejo­nie Wilhelmshaven.

18 grud­nia ok. godz. 14.00 nie­miec­kie poste­runki radio­lo­ka­cyjne i obser­wa­cyjne donio­sły o zbli­ża­niu się więk­szych angiel­skich for­ma­cji w kie­runku Jadebusen, Dollart, Wesermünde, Wilhelmshaven i Emden. Po pierw­szych drob­nych potycz­kach z kil­koma Bf 109, które nie przy­nio­sły dużych efek­tów, myśliwce Luftwaffe rzu­ciły się z impe­tem na prze­ciw­nika odla­tu­ją­cego znad celu w kie­runku pół­nocno-zachod­nim. Jako pierw­sza jed­nostka Luftwaffe zwy­cię­skie star­cie zali­czyła II./JG 77 na pół­noc od wyspy Langeoog, zestrze­li­wu­jąc w prze­ciągu dzie­się­ciu minut pięć Wellingtonów. Część I./ZG 76 włą­czyła się do walki mię­dzy godz. 14.35 a 14.45 pra­wie na równi ze „sto­dzie­wiąt­kami” z 4./JG 77 (dwa zwy­cię­stwa Uffz. Otto Niemeyera). Hptm. Wolfgang Falck tra­fił Wellingtona lecą­cego po pra­wej stro­nie, nie widział jego ude­rze­nia w wodę, ale bom­bo­wiec miał się rze­komo roze­rwać jesz­cze w powie­trzu. Boczny Falcka Uffz. Heinz Fresia także uzy­skał pewne zwy­cię­stwo nad bom­bow­cem lecą­cym po lewej stro­nie sek­cji – zapa­lił mu lewy sil­nik, po czym Wellington spadł w pło­mie­niach do morza. Po chwili oba Messerschmitty zdo­łały ponow­nie dogo­nić prze­ciw­nika, przy czym Uffz. Fresia strą­cił następny bom­bo­wiec. Natomiast dru­gie zestrze­le­nie Falcka nie zna­la­zło póź­niej potwier­dze­nia. Być może Niemiec strze­lał do tych samych samo­lo­tów co Uffz. Niemeyer (lub/także Olt. Robitzsch z JGr.101), co w przy­padku jego dru­giego zwy­cię­stwa uznano widocz­nie za udo­wod­nione.

Właśnie zosta­wi­li­śmy za sobą Borkum kiedy dotarł do nas radio­gram naszego punktu dowo­dze­nia. Nieprzyjacielska for­ma­cja bom­bow­ców zbli­żała się do nie­miec­kiej bazy mor­skiej Wilhelmshaven. Rozkazano nam wziąć kurs na Helgoland na wyso­ko­ści 4000 m i prze­chwy­cić wroga, który musiał prze­ciąć naszą drogę.

Wszystko odby­wało się tak, jak zapo­wie­dział punkt dowo­dze­nia. Zbliżaliśmy się do Helgolandu, kiedy spo­strze­gli­śmy roz­pry­ski poci­sków prze­ciw­lot­ni­czych i zaraz potem na hory­zon­cie pło­nący wrogi samo­lot. Potem zauwa­ży­li­śmy for­ma­cję bom­bow­ców: 22 Wellingtony z trzech róż­nych eskadr, który robiły wra­że­nie już bar­dzo prze­trze­bio­nych. Formacja została roz­bita. Maszyny leciały w zbyt dużych inter­wa­łach, tak że nie mogły się nawza­jem kryć. Dałem znak do ataku i pod­le­cia­łem do bom­bowca na pra­wej flance zdez­or­ga­ni­zo­wa­nej for­ma­cji. Krótką wiązką ognia zatrzy­ma­łem jego prawy sil­nik, który natych­miast sil­nie zady­mił, po czym bom­bo­wiec poszedł pra­wym skrę­tem w dół, do morza.

Mieliśmy jesz­cze paliwa na bez­pieczny powrót, więc spró­bo­wa­łem zestrze­lić kolej­nego. Skręcając na zachód zna­leź­li­śmy jesz­cze jeden nieco odda­lony bom­bo­wiec, który zaata­ko­wa­li­śmy od tyłu z dołu. Jednakże ten nie spadł od razu do wody jak poprzedni. Musiałem się od niego odda­lić, aby zaata­ko­wać po raz drugi, i kiedy przy­bli­ży­łem się do niego ponow­nie na odle­głość strzału, otrzy­ma­łem silny ogień obronny. Jednakże po moich strza­łach jego oba sil­niki zaczęły pło­nąć, więc odcho­dząc byłem prze­ko­nany, że nie da rady dole­cieć z powro­tem do Anglii. To dru­gie zestrze­le­nie obser­wo­wał mój boczny Unteroffizier Fresia. Ja nie mogłem dalej śle­dzić losu mojego prze­ciw­nika, gdyż zaraz po prze­pro­wa­dze­niu dru­giego ataku zatrzy­mał się mój prawy sil­nik i gęsty czarny dym wypeł­nił kabinę. Otworzyłem boczne szybki, żeby móc znowu coś widzieć. Tylny strze­lec Wellingtona widocz­nie tra­fił sku­tecz­nie mój prawy sil­nik i kiedy tak osłu­pia­łem ze zdzi­wie­nia, także lewy sil­nik zamilkł. A na domiar złego, moja amu­ni­cja zaczęła się palić. Natychmiast obra­łem połu­dniowy kurs w kie­runku nie­miec­kiego wybrzeża.45)

Falck zdo­łał docią­gnąć lotem szy­bo­wym do lot­ni­ska na wyspie Wangerooge, gdzie bez­piecz­nie wylą­do­wał. Zarówno Falck jak i Fresia zaata­ko­wali wyłącz­nie pięć maszyn z 9. Squadronu, dobrze prze­trze­bio­nych już wcze­śniej pod­czas walki z 5. i 6./JG 77. Po ata­kach Messerschmittów aż cztery Wellingtony spa­dły do Morza Północnego (N2872 zał. Sqd Ldr A. J. Guthrie, N2939 zał. FO J. T. I. Challes, N2940 zał. PO E. F. Lines, N2941 zał. FO D. B. Allison). Kolejny (N2873 zał. FSgt F. C. Petts) roz­bił się doszczęt­nie w rejo­nie Sutton Bridge z dwoma ran­nymi człon­kami załogi na pokła­dzie. Inny uszko­dzony Wellington (N2871 zał. FO W.J. Macrae) wylą­do­wał przy­mu­sowo koło North Coates (dwóch ran­nych). Nie jest wyklu­czone, że Falck strze­lał do maszyn: N2941 i N2872, Fresia zaś do N2939 i N2873. W sumie nie­miec­kim pilo­tom przy­znano ok. dwu­na­stu zwy­cięstw pew­nych w pierw­szych 30 minu­tach walki, co jest nieco prze­sa­dzone, ale wynika z tego, że nad Wilhelmshaven zaob­ser­wo­wano całą wyprawę 22 wro­gich maszyn i w kon­se­kwen­cji aż pięć eskadr Messerschmittów było odpo­wie­dzial­nych za zestrze­le­nie powyż­szych czte­rech Wellingtonów i uszko­dze­nie dwóch kolej­nych. Najprawdopodobniej pierw­szy atak II./JG 77 dopro­wa­dził do roz­bi­cia całej wyprawy na dwie czę­ści, po tym jak Wellington N2940 lecący po pra­wej z tyłu, tra­fiony jako pierw­szy z bar­dzo bli­skiej odle­gło­ści poci­skami Olt. Antona Pointnera (5./JG 77), eks­plo­do­wał w wiel­kiej kuli ognia. Skutek był taki, że oba klu­cze 9. Squadronu wyrwały się z for­ma­cji i ucie­kły w kie­runku otwar­tego morza, pod­czas gdy pozo­stała szes­nastka bom­bow­ców zato­czyła jesz­cze jedno koło nad Wilhelmshaven, zanim udała się na pół­nocny zachód wzdłuż wysp wschod­nio­fry­zyj­skich.

Szczególnie sku­teczny w tym dniu był słynny póź­niej­szy as noc­nego lot­nic­twa myśliw­skiego Lt. Helmut Lent z 1. Staffel, który mię­dzy godz. 14.35−14.45 strą­cił trzy maszyny w pobliżu Borkum lub nieco dalej na pół­nocny zachód od wyspy. Co cie­kawe, Lent miał na początku zaob­ser­wo­wać ok. dzie­sięć wro­gich samo­lo­tów oraz dwa nieco odda­lone, co w miarę dobrze pokrywa się z fak­tami. Na prze­dzie znaj­do­wały się trzy klu­cze Wellingtonów, za nimi kolejny z 37. Squadronu pró­bu­jący do nich dołą­czyć, oraz pozo­stałe dwie pary maszyn z 37. Squadronu zamy­ka­jące całą wyprawę.
W rejo­nie Borkum wszyst­kie pięć Wellingtonów z 37. Squadronu skoń­czyło swoją dzia­łal­ność. LF-A N2888 (zał. FO P.A. Wimberley) roz­bił się na wyspie, LF-P N2889 (zał. FO O. J. T. Lewis) roz­le­ciał się w powie­trzu, LF-B N2904 (zał. Sqd Ldr. I. V. Hue-Williams) zagi­nął po tym, jak w ogniu sta­nął jego prawy sil­nik, LF-J N2936 (zał. Sgt H. Ruse) wodo­wał na pół­noc od Borkum, tra­cąc przy tym dwóch człon­ków załogi, LF-H N2935 (zał. FO A. T. Thompson) spadł do morza jako pierw­szy samo­lot tej eska­dry mię­dzy Schillig i Borkum.

W powo­jen­nej lite­ra­tu­rze opi­sano lot bojowy Lt. Lenta w opar­ciu o jego prze­kaz w nastę­pu­jący spo­sób:

Me szybko nabiera wyso­ko­ści. Przy kla­row­nej milo­wej widocz­no­ści Lent może dokład­nie śle­dzić walki powietrzne. Główna for­ma­cja Brytyjczyków stoi teraz na pół­noc od Wangerooge. Niemieckie myśliwce krążą wokół niego. Według Lenta to będzie dywi­zjon Bülowa [II./JG 77 – przyp.aut.]. Następnie widzi dwa Vickers Wellingtony, które umy­kają bokiem nad falami w kie­runku zachod­nim. Kilka minut póź­niej Lent jest na tej samej wyso­ko­ści, po czym ata­kuje. Vickers Wellingtony posia­dają na samym końcu kadłuba bar­dzo nie­przy­jemną wie­życzkę z dwoma km-ami. Dlatego lecąc w for­ma­cji, bom­bowce mają ogromną siłę ognia do tyłu. Inaczej atak flan­ku­jący i z prze­wyż­sze­nia, który tra­fia w słaby punkt Wellingtona. Jest tam mar­twy kąt, który nie może być ostrze­lany przez żaden z sze­ściu km-ów bom­bowca. Stamtąd wła­śnie Lent pod­cho­dzi do pierw­szego ataku. Otwiera ogień, z całej siły – ale prze­ciw­nik nie poka­zuje żad­nej reak­cji. Następnie Lent porzuca wszelką ostroż­ność, zawisa za bom­bow­cem na tej samej wyso­ko­ści i cel­nym ogniem uci­sza strzelca ogo­no­wego. Teraz ma pole do popisu. Po kolej­nej wiązce ognia z Wellingtona wydo­bywa się gęsty czarny dym. Angielski pilot obniża lot – i pod­cho­dzi do lądo­wa­nia na wyspie Borkum! Po kilku sekun­dach angiel­ska maszyna stoi w pło­mie­niach. Jako jedyny z załogi ratuje się Leutnant P. A. Wimberley. Jest godz. 14.35.

Ale Lent kon­ty­nu­uje polo­wa­nie. Goni za dru­gim bom­bow­cem w kie­runku otwar­tego morza. Brytyjczyk prze­myka trzy metry nad falami. Wiązka ognia, tym razem natych­miast od tyłu, i w rapor­cie Lenta o zestrze­le­niu brzmi to tak: „Oba sil­niki prze­ciw­nika zapa­liły się jasnym pło­mie­niem. Samolot roz­le­ciał się pod­czas ude­rze­nia o taflę wody.” Czas: godz. 14.40.

Po kolej­nych pię­ciu minu­tach Lent strąca w ten sam spo­sób trze­ciego, już wcze­śniej postrze­la­nego Wellingtona, który spada do morza 25 km na pół­nocny zachód od Borkum.46)
Pierwszymi dwiema ofia­rami Lenta były zapewne maszyny N2888 i N2889, które leciały po lewej stro­nie for­ma­cji, czyli dosyć bli­sko wysp wschod­nio­fry­zyj­skich. Trzeci bom­bo­wiec Lenta, naj­pew­niej N2904, począt­kowo nie zna­lazł potwier­dze­nia, gdyż był uwa­żany za już zestrze­lony przez innego pilota, być może Olt. Hansa Jägera. Pozostałe dwa Wellingtony (N2935 i N2936) strą­cili wraz z 10.(N)/JG 26 i II./JG 77 piloci 3. Staffel; Fw. Hans Gröning, Olt. Gordon Gollob i Ofw. Georg Fleischmann zali­czyli po jed­nym zwy­cię­stwie mię­dzy wyspami Langeoog i Spiekeroog. Przy tym wydaje się, że piloci nisz­czy­cieli przy­pi­sali sobie każdy po jed­nym bom­bowcu z 37. Squadronu bez chęci podzie­le­nia się tro­fe­ami z licz­nymi pilo­tami „sto­dzie­wią­tek”.

Dwa zwy­cię­stwa z udzia­łem nisz­czy­cieli ok. godz. 14.35−14.40 widział Olt. Berthold Jung z 5./JG 77, któ­rego począ­tek kon­taktu z prze­ciw­ni­kiem tak opi­sał kore­spon­dent wojenny:
Kiedy ogło­szono alarm, wziął sobie następny aku­rat wolny samo­lot i pole­ciał na Borkum. Żadnego Anglika w pobliżu. Powrót i lot nad sze­re­giem wysp wschod­nio­fry­zyj­skich. Nic. W nie­spełna 10 minut dotarł nad Wangerooge – wysu­niętą naj­bar­dziej na wschód. Także tutaj nic. Niskie słońce zimowe oświe­tla wyspy, ląd i morze, jak gdyby pano­wał nie­zmą­cony pokój.
Oberleutnant ma teraz 4000 m wyso­ko­ści. Dużym zakrę­tem chce zawró­cić, aby jesz­cze raz pole­cieć na Borkum. Wtem widzi, z pozy­cji uko­śnej, obłoczki wybu­chów poci­sków prze­ciw­lot­ni­czych nad Jadebusen. Wreszcie nad­la­tują!
Dwanaście Wellingtonów pędzi w zwar­tej for­ma­cji, za nimi cztery odsta­jące. Myśliwiec widzi, że te cztery są obra­biane przez nisz­czy­ciele i myśliwce. Dwa spa­dają w pło­mie­niach.47)
Następnie Jung przy­bli­żył się do przed­niej dużej for­ma­cji zło­żo­nej z nie­na­ru­szo­nych jesz­cze 12 (w rze­czy­wi­sto­ści 10) bom­bow­ców i cel­nie ostrze­lał jed­nego Wellingtona ok. 20 km na pół­nocny zachód od wyspy Borkum (to zwy­cię­stwo nie zostało mu jed­nak zali­czone).48)

Trzy klu­cze Wellingtonów stop­niowo odda­lały się ze strefy zagro­że­nia. Ale mimo to zostały jesz­cze dogo­nione ok. godz. 15.00 przez samo­loty 2./ZG 76. Było to w rejo­nie 25 km na pół­nocny zachód od wyspy Borkum, gdzie Olt. Walter Gresens, Lt. Maximilian Gräff i Uffz. Ernst Kalinowski zgło­sili każdy po pew­nym zwy­cię­stwie. Wskutek tych ata­ków N2961 z 149. Squadronu nie­szczę­śli­wie wodo­wał jakieś 40 – 60 mil mor­skich przed Cromer (zagi­nęła zał. FO W. F. Bridena).

Lt. Gustav Üllenbeck (strze­lec Uffz. Otto Dombrowsky), któ­rego Messerschmitt zain­ka­so­wał poważ­niej­sze uszko­dze­nia postrza­łowe, strą­cił dwa ostat­nie bom­bowce dla I./ZG 76 mię­dzy godz. 15.00−15.05 dobre 50 km na pół­noc od wyspy Ameland. Załoga powró­ciła do Jever z nie­groź­nymi ranami, gdy część serii poci­sków prze­szyła ich kabinę. Uffz. Dombrowsky tak to opi­sał po woj­nie:
Nagle, co to było? Cienie – pod nami kon­tury samo­lo­tów – maszyna wyko­nuje bły­ska­wiczny zakręt – natych­miast roz­po­zna­jemy klucz „Vickers Wellington” z typo­wym sta­tecz­ni­kiem rekina. Przechodzą do lotu koszą­cego. Jeden Wellington, prawy z klu­cza, stra­cił kon­takt i leci tro­chę z tyłu. Oczywiście pod­la­tu­jemy do tego spa­ce­ro­wi­cza! Wszystko w porządku? Wszystko w porządku, lampy kon­tro­lne km-ów i dzia­łek palą się jasno­czer­wono. Magazynki wsu­nięte. Lekkie ski­nię­cie głową Leutnanta Uellenbecka.

Z góry z pra­wej, przez prawy płat, przy­go­to­wu­jemy się do ataku po szkol­nemu. 400 m – 300 – 200 – serie km-ów tra­fiają – prze­ma­wiają działka – maszyna rwie do góry. Już w trak­cie wzno­sze­nia widzimy kulę ognia i ude­rze­nie w morze. Hurra (wtedy), zestrze­le­nie! Poszło jak po maśle!

Pozostałe dwa Wellingtony lecą w zwar­tej for­ma­cji lotem koszą­cym w kie­runku ojczy­zny. Ponieważ poprzedni tak dobrze się powiódł, Uellenbeck sto­suje ponow­nie tę samą tak­tykę.
400 m – 300 – Wellington skręca na nas, nasze serie chy­biły celu. Jeszcze jedna próba. Nieprzyjacielska para jest teraz wszakże roz­cią­gnięta i ogień obronny nie tak kon­cen­tryczny, ale trzy ataki bez skutku – to kosz­tuje mnó­stwo ner­wów! To musi być stary wyga. Zawsze w momen­cie otwar­cia ognia skrę­cał w naszym kie­runku, po czym nasze serie syczały ponad celem.
Czwarty atak. Zamieniamy kilka słów przez inter­com: „Dombrowsky, zaata­ku­jemy od tyłu?” Nie mogłem już niczego pomy­śleć ani powie­dzieć – nasz Me 110 prze­szedł już do ataku!
600 m – 500 – 400 – 300 – nagle, łomot, sycze­nie, tra­fie­nia we wła­snej maszy­nie, ude­rze­nie w moje lewe ramię. Uellenbeck rwie maszynę w górę, w bez­piecz­nej odle­gło­ści. Jednocześnie zauwa­żamy, że nasz atak był sku­teczny. Wellington pali się i spada do morza. Widzimy miej­sce ude­rze­nia, pło­nącą plamę oleju.

Szczątki samolotu bombowego dalekiego zasięgu Vickers Wellington zestrzelonego najprawdopodobniej w rejonie wyspy Borkum.

Szczątki samo­lotu bom­bo­wego dale­kiego zasięgu Vickers Wellington zestrze­lo­nego naj­praw­do­po­dob­niej w rejo­nie wyspy Borkum.

W naszej kabi­nie jest dym, czuć opary pro­chu. Widzę bry­zgi krwi. „Uellenbeck”, Leutnant sta­nął mi w gar­dle, „Ma Pan ranę w gór­nej czę­ści lewego ramie­nia! Przestrzał! Uellenbeck: „Faktycznie!” Potem: „Dombrowsky, stra­ci­łem orien­ta­cję, zażą­daj Pan QDM!” […]

Nagle, na hory­zon­cie widzimy Me 109 i 110. Dotarliśmy do Jever. Odetchnęliśmy. Maszyna wyta­cza się, zie­mia nas odzy­skała. Nasz znak eska­drowy, bie­dronka z sied­mioma punk­tami, przy­nio­sła nam ponow­nie szczę­ście.
„Powrót z lotu bojo­wego. 2 zestrzały, załoga ranna”!49) Okazuje się, że Niemiec strze­lał do klu­cza 149. Squadronu pro­wa­dzą­cego całą wyprawę i zdo­łał uszko­dzić N2866 (zał. FO Riddleswortha) oraz zestrze­lić N2962 (zgi­nęła zał. FO J. H. C. Speirsa).

Większość nie­miec­kich lot­ni­ków strze­lała do samo­lo­tów, któ­rych według wielu bry­tyj­skich (i nie tylko) histo­ry­ków tam być nie mogło. Jest to jed­nakże jedy­nie nie­wła­ściwa inter­pre­ta­cja wyda­rzeń widzia­nych oczyma histo­ry­ków. Jej wąt­pli­wość wynika z jed­nej strony z błęd­nego opisu trasy dolotu for­ma­cji do wyzna­czo­nego celu i ewen­tu­al­nego zatu­szo­wa­nia psy­cho­lo­gicz­nych skut­ków ata­ków Messerschmittów na zało­gach 9. Squadronu. Z dru­giej strony nieco zamie­sza­nia wpro­wa­dziły doku­menty nie­miec­kie, w któ­rych opi­sano co prawda zgod­nie z prawdą dwie grupy bom­bow­ców RAF, ale uwzględ­nia­jąc cią­gle jedną cało­ściową liczbę bry­tyj­skich bom­bow­ców (22), którą następ­nie narzu­cono obu for­ma­cjom zbli­ża­ją­cym się do Wilhelmshaven i w końcu pomno­żono przez dwa (dodat­kowe trud­no­ści spo­wo­do­wała nie­wła­ściwa godzina zaob­ser­wo­wa­nia dru­giej nad­la­tu­ją­cej for­ma­cji RAF – odno­to­wana w nie­miec­kim doku­men­cie (14.45). W rze­czy­wi­sto­ści oba zgru­po­wa­nia dole­ciały do celu dwoma róż­nymi dro­gami, połą­czyły się dopiero krótko przed celem w jedną dużą for­ma­cję 22 samo­lo­tów i następ­nie znowu się roz­pa­dły, ale tym razem naj­wy­raź­niej pod wpły­wem ata­ków myśliw­ców Luftwaffe.

Podsumowując, nie­miecka obrona zgło­siła nastę­pu­jące suk­cesy (w kom­ple­cie nad Wellingtonami): Kommodore JG 1 – 1, II./JG 77 – 13, I./ZG 76 – 15, 10.(N)/JG 26 – 5, arty­le­ria prze­ciw­lot­ni­cza koło Borkum – 1, wodo­wa­nie 40 mil mor­skich na wschód od Cromer (Norfolk) – 1. Razem 36 zwy­cięstw, przy stra­cie dwóch zestrze­lo­nych Bf 109 (1 pilot wysko­czył na spadochronie).50) Po jakimś cza­sie doli­czono jesz­cze dwa zestrzały 3./JGr.101, co dało koń­cowy wynik 38 zwy­cięstw. Aczkolwiek kil­ka­na­ście tych zgło­szeń zostało póź­niej odrzu­co­nych ze względu na brak świad­ków.
Wszystko wska­zuje na to, że piloci nisz­czy­cieli z I./ZG 76 byli odpo­wie­dzialni za znisz­cze­nie aż ośmiu do dzie­się­ciu Wellingtonów. Tym wiel­kim zwy­cię­stwem dla Zerstörergruppe zakoń­czył się 1939 r.

Przypisy

1) RL 10322, s. 2.
2) RL 10322, s. 4.
3) RL 10322, s. 4.
4) Kriegsanfang von Helmut Lent – rela­cja.
5) Czas lotu bojo­wego 1. Staffel/ZG 76: godz. 4.44−6.43. Flugbuch Lt. Lent. Czas lotu bojo­wego 3. Staffel/ZG 76: godz. 4.36−7.06. Flugbuch Uffz. Petzold.
6) J. L. Campbell – Messerschmitt Bf 110 Zerstörer in action – Squadron/Signal 1977 r., s. 11.
7) Kriegsanfang von Helmut Lent – rela­cja.
8) RL 10322, s. 4 – 5.
9) RL 10190, s. 252 – 253.
10) RL 10210. Angriffsbefehl für den Einsatz auf Lodz. III./Kampfgeschwader 77. Gefechtsstand 2.9.1939.
11) A. Kurowski – Bijcie się z nami Messerschmitty!, Warszawa 1967, s. 150 – 151.
12) A. Kurowski – Bijcie się z nami Messerschmitty!, Warszawa 1967, s. 152.
13) A. Kurowski – Bijcie się z nami Messerschmitty!, Warszawa 1967, s. 153 – 155.
14) Kriegsanfang von Helmut Lent – rela­cja. Por. M. Emmerling – Luftwaffe nad Polską 1939 Cz. I Jagdflieger, Gdynia 2002, s. 38 – 39.
15) A. Kurowski – Bijcie się z nami Messerschmitty!, Warszawa 1967, s. 155 – 156.
16) RL 10322, s. 6 – 7.
17) RL 10322, s. 7.
18) RL 10322, s. 8.
19) Hauptmann Falck: Zerstörer auf „fre­ier Jagd“. Dr. Hans Eichelbaum – Schlag auf Schlag – Die deut­sche Luftwaffe in Polen, Berlin 1939, s. 46 – 51. Por. M. Emmerling – Luftwaffe nad Polską 1939 Cz. I Jagdflieger, Gdynia 2002, s. 83 – 85.
20) Relacja pisemna Bolesława Szczepańskiego w: J. Pawlak – Polskie eska­dry w woj­nie obron­nej Wrzesień 1939, Warszawa 1991, s. 170.
21) Meldunek pilota o zestrze­le­niu z 16.5.1945. Lot.A.IV.2/4. Por. Ł. Łydżba – Krakowski III/2 Dywizjon Myśliwski, Poznań 2012, s. 143.
22) RL 10322, s. 8 – 9.
23) RL 10322, s. 9 – 10.
24) RL 10322, s. 10 – 11.
25) RL 10322, s. 11.
26) Relacja pisemna kpr. Brzeskiego. J. Pawlak – Samotne załogi, Warszawa 1992, s. 43.
27) Ł. Łydżba – Wileński III/5 Dywizjon Myśliwski, Poznań 2010, s. 96. Imiela nie mógł zestrze­lić Heinkla z I./KG 1 jak twier­dzi Łydżba (wraz z ład­nym malun­kiem na okładce książki!), gdyż 152. Eskadra prze­le­ciała do Zielonki dopiero póź­nym popo­łu­dniem. Najpewniej Autor dał się zmy­lić błędną (wspo­mnie­niową) notatką Imieli w zeszy­cie ewi­den­cyj­nym, że do zestrze­le­nia miało dojść
„po dro­dze” do Zielonki.
28) Relacja por. Łapkowskiego w pamięt­niku Fericia. J. B. Cynk – Polskie lot­nic­two myśliw­skie w boju wrze­śnio­wym, Gdańsk 2000, s. 319 – 320.
29) T. Arabski – Alarm ogło­szono o świ­cie, Biuletyn Historyczny Dowództwa Wojsk Lotniczych,
1974, s. 131.
30) W. Falck – Falkenjahre, Moosburg 2003, s. 108.
31) RL 10322, s. 11 – 12.
32) RL 10322, s. 12.
33) RL 10322, s. 13.
34) List do autora, 11 stycz­nia 1996 r.
35) RL 8141, s. 1 – 2.
36) RL 10322, s. 13.
37) W. Falck – Falkenjahre, Moosburg 2003, s. 111.
38) RL 10322, s. 14.
39) RL 10322, s. 14.
40) RL 10322, s. 14 – 15.
41) RL 10322, s. 15.
42) RL 10322, s. 17.
43) RL 10322, s. 17 – 18.
44) RL 10322, s. 18.
45) W. Falck – Falkenjahre, Moosburg 2003,
s. 115 – 116.
46) C. Bekker – Angriffshöhe 4000, Ein Kriegstagebuch der deut­schen Luftwaffe, Klagenfurt
1964, s. 84.
47) Der Adler 1940 Band 2, Hamburg 1977, s. 10.
48) Długo po woj­nie Berthold Jung opi­sał szcze­góły tej walki ina­czej. Obłoczki wybu­chów widział dopiero w rejo­nie Borkum.(?) Następnie miała się poka­zać zwarta for­ma­cja zło­żona już jed­nak tylko z sied­miu lub ośmiu Wellingtonów oraz, w więk­szym odstę­pie, cztery kolejne ata­ko­wane w tym cza­sie przez dwa Bf 110. Jung ewi­dent­nie pod­ko­lo­ry­zo­wał siłę przed­niej for­ma­cji RAF pod wpły­wem powo­jen­nych tek­stów, co ozna­cza, że nie powi­nien był wtedy zaob­ser­wo­wać wię­cej Wellingtonów niż dwa­na­ście. Faktycznie zaraz potem Jung opi­suje swój atak na przed­nią for­ma­cję …dzie­wię­ciu (!?) bom­bow­ców, co tym razem pokrywa się z fak­tami. Por. rela­cja Bertholda Junga z 10 grud­nia 1989 r. J. Prien – Geschichte des Jagdgeschwaders 77 Teil 1 1934 – 1941, Hamburg 1992, s. 129 – 132.
49) O. K. Dombrowsky – Der 18. Dezember 1939, Die große Luftschlacht über der Deutschen Bucht, Jägerblatt April 1963, s. 8 – 9.
50) Lagebericht West Nr.119 (abge­schlos­sen 19.12, 1900 Uhr). Meldungen Generalstab Luftwaffe 19.12.39. 08.00 Uhr.

  • Marius Emmerling

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE