Drednoty kaj­zera cz.1

Drednoty kajzera

Drednoty kaj­zera

Historię budowy nie­miec­kich pan­cer­ni­ków klas okre­śla­nych potem jako dred­noty i super­dred­noty, wypada zacząć od momentu wpro­wa­dze­nia do służby pierw­szego na świe­cie okrętu tego rodzaju – HMS Dreadnought, od nazwy któ­rego pocho­dzi to okre­śle­nie. Jednostka ta wyróż­niała się przede wszyst­kim ze względu na zasto­so­wane uzbro­je­nie główne, skła­da­jące się wyłącz­nie z dział naj­więk­szego dostęp­nego wów­czas, jed­no­li­tego kali­bru armat okrę­to­wych – 305 mm.

Nowy okręt cecho­wał się ponadto znacz­nymi, jak na owe czasy, roz­mia­rami. Jego wypor­ność nor­malna wyno­siła 18 420 t, a dłu­gość 160,6 m. Uwagę wzbu­dzała też siłow­nia o mocy 22 500 KM, zdolna do nada­nia mu bar­dzo wyso­kiej wów­czas pręd­ko­ści 21 w. Innymi słowy Dreadnought był w sta­nie dości­gnąć dowolny pan­cer­nik star­szej gene­ra­cji i roz­strze­lać go bez­kar­nie z dużej odle­gło­ści, albo sto­czyć bój z całą eska­drą pre­dred­no­tów pro­wa­dząc ogień z daleka i uni­ka­jąc skró­ce­nia przez prze­ciw­nika dystansu.
Z chwilą jego wej­ścia do służby stało się jasne (choć nie od razu i nie dla wszyst­kich), że budowa pan­cer­ni­ków wedle star­szej kon­cep­cji nie ma sensu
i trzeba prze­rzu­cić się na jed­nostki oparte na podob­nych zało­że­niach co Dreadnought. Architekt idei nowej klasy jed­no­stek linio­wych, adm. John Arbuthnot Fisher, był potem kry­ty­ko­wany przez nie­któ­rych roda­ków za jego powsta­nie. Ich zda­niem zde­wa­lu­ował on dotych­cza­sowa prze­wagę Wielkiej Brytanii na morzach i oce­anach, dopro­wa­dza­jąc do sza­leń­czego wyścigu zbro­jeń i powsta­nia w Niemczech snów o dorów­na­niu potę­dze Albionu. Nie jest to do końca prawda. Inne pań­stwa także miały swo­ich teo­re­ty­ków woj­sko­wo­ści, kadry inży­nier­skie i naukowe, które rów­nież pra­co­wały nad kon­cep­cjami nowych pan­cer­ni­ków. W pierw­szym rzę­dzie trzeba tu wymie­nić Stany Zjednoczone, które rów­no­le­gle pro­jek­to­wały typ South Carolina, z uzbro­je­niem głów­nym w postaci 8 armat kal. 305 mm w nowo­cze­snym ukła­dzie z wie­żami w płasz­czyź­nie syme­trii kadłuba, przy czym B i C były w super­po­zy­cji. Prace kon­cep­cyjne pro­wa­dzono także w Niemczech, gdzie trwały dys­ku­sje na temat tego jak uzbra­jać kolejne okręty liniowe.
Jeszcze w 1903, a zatem rok po tym jak w USA poja­wiły się pierw­sze publi­ka­cje na temat pan­cer­ni­ków uzbro­jo­nych w armaty jed­no­li­tego, dużego kali­bru, w Niemczech myślano nad budową okrę­tów o wypor­no­ści nor­mal­nej 13 000 t, uzbro­jo­nych w 4 armaty kal. 280 mm i tyle samo 210 mm. Rok póź­niej poka­zały się tam trzy nowe pro­jekty, z czego dwa wyko­rzy­stu­jące dwie dwu­dzia­łowe wieże z dzia­łami kal. 280 mm (w czę­ści dzio­bo­wej i rufo­wej) oraz 4 wieże z dzia­łami 210 mm na bur­tach.
W ten spo­sób cała arty­le­ria główna two­rzyła układ sze­ścio­kąta (tzw. hek­sa­go­nalny). Zdobyło to popar­cie odpo­wie­dzial­nego za roz­bu­dowę floty wiel­kiego adm. Alfreda von Tirpitza. Jeszcze w tym samym roku Departament Konstrukcyjny Reichs-Marine-Amt zażą­dał okrętu dys­po­nu­ją­cego wyłącz­nie naj­cięż­szą arty­le­rią. W owym cza­sie naj­lep­sze były działa 280 mm (28 cm) SK L/40 wyko­rzy­sty­wane na pre­dred­no­tach typu Deutschland. Proponowano zasto­so­wa­nie wła­śnie ich, „lub cięż­szych”. Inne postu­laty doty­czyły wyso­kiej pręd­ko­ści, zwrot­no­ści, dużego zasięgu i dobrego opan­ce­rze­nia. Słowem zażą­dano super­pan­cer­nika, jakiego – wów­czas jesz­cze – „świat nie widział” i przy­jęto zało­że­nia podobne do tych, które zaowo­co­wały powsta­niem Dreadnoughta. Inicjatywa ta napo­ty­kała jed­nak na opór, m.in ze strony samego Tirpitza, który wpraw­dzie zwięk­szył dopusz­czalny tonaż nowych jed­no­stek do 15 000 t wypor­no­ści nor­mal­nej, ale nadal było to nie­wiele wię­cej niż w przy­padku Deutschlandów (13 200 t) i mniej niż wypie­rały naj­więk­sze bry­tyj­skie pre­dred­noty (typ Lord Nelson, wypor­ność nor­malna 15 600 – 16 000 t).
Warto w tym momen­cie nad­mie­nić, że w pierw­szych latach XX wieku Niemcy umyśl­nie budo­wali pan­cer­niki mniej­sze niż Wielka Brytania, aby jej „nie draż­nić”. Ta poli­tyka miała się jed­nak wkrótce zmie­nić.
W 1905r. zle­cono w Niemczech przy­go­to­wa­nie dwóch kolej­nych pro­jek­tów jed­no­stek o wypor­no­ści 15 000 t o jed­no­li­tym kali­brze arty­le­rii głów­nej. Jednego z 12 dzia­łami 210 mm (6xII) i dru­giego uzbro­jo­nego w 8 armat 280 mm. Ten drugi (pro­jekt G), podob­nie jak poprzed­nie, powstał w ukła­dzie hek­sa­go­nal­nym: z dwiema dwu­dzia­ło­wymi wie­żami w czę­ści dzio­bo­wej i rufo­wej i czte­rema poje­dyn­czymi na bur­tach. Wiosną 1905 r.
został on zaapro­bo­wany przez samego cesa­rza Wilhelma II, pry­wat­nie wiel­kiego miło­śnika floty wojen­nej. Kilka mie­sięcy póź­niej udało się wywal­czyć dla tych jed­no­stek zwięk­szony dopusz­czalny tonaż – do 18 400 t. Stawiało to w uprzy­wi­le­jo­wa­nej pozy­cji pro­jekt G. W marcu 1906 r., a zatem już po wodo­wa­niu Dreadnoughta, zaak­cep­to­wano osta­teczny pro­jekt nowego pan­cer­nika, mody­fi­ka­cję pro­jektu G ozna­czoną G7b. Od tego sprzed roku róż­nił się m.in. zasto­so­wa­niem sze­ściu wież z dwoma dzia­łami kal. 280 mm każda. Je także roz­miesz­czono w ukła­dzie hek­sa­go­nal­nym. Tego samego mie­siąca Reichstag zaapro­bo­wał budżet na budowę pierw­szych dwóch okrę­tów, a wkrótce potem uchwa­lono fun­du­sze na kolejną parę.

Typ Nassau

Tak roz­po­czy­nają się dzieje dred­no­tów typu Nassau. Z przy­czyn tech­nicz­nych ich budowa nie roz­po­częła się od razu – dopra­co­wy­wano pro­jekt, zbie­rano mate­riały i usta­lano zasady współ­pracy ze stocz­niami. Warto zazna­czyć, że dla Niemców budowa dred­no­tów była więk­szym wyzwa­niem niż dla Brytyjczyków. Bynajmniej nie dla­tego, że ich okręt miał być o 700 t cięż­szy od Dreadnoughta, ale ponie­waż dotych­czas kon­stru­owali pan­cer­niki mniej­sze od swo­ich rywali. Stoczniowcy musieli nagle zbu­do­wać okręt liniowy nie­mal pół­to­ra­krot­nie więk­szy od poprze­dza­ją­cego typu Deutschland. W dodatku rów­no­le­gle musiała być roz­bu­do­wy­wana cała towa­rzy­sząca nowym okrę­tom infra­struk­tura por­towa, kanały itd.

  • Maciej Szopa

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE