Deutsches Afrikakorps

Kolumna typowej grupy bojowej organizowanej przez dowództwo Deutsches Afryka Korps w latach 1941-1942 – elementy batalionu rozpoznawczego wzmocnione 37 mm armatą przeciwpancerną PaK 36 na skrzyni ciężarówki.

Kolumna typo­wej grupy bojo­wej orga­ni­zo­wa­nej przez dowódz­two Deutsches Afryka Korps w latach 1941 – 1942 – ele­menty bata­lionu roz­po­znaw­czego wzmoc­nione 37 mm armatą prze­ciw­pan­cerną PaK 36 na skrzyni cię­ża­rówki.

Deutsches Afrikakorps (DAK) to nie­miecki kor­pus pan­cerny wal­czący w Afryce Północnej. Jego funk­cjo­no­wa­nie trwało do 13 maja 1943 r., kiedy to woj­ska państw Osi osta­tecz­nie pod­dały się alian­tom w pół­noc­nej Tunezji. Z DAK powszech­nie koja­rzony jest gene­rał, póź­niej­szy feld­mar­sza­łek, Erwin Rommel. W isto­cie dowo­dził on Deutsches Afrikakorps jedy­nie do 15 sierp­nia 1941 r., kiedy to zwierzch­nic­two nad DAK prze­jął gene­rał porucz­nik (póź­niej gen. wojsk pan­cer­nych) Ludwig Crüwell.

Powszechnie uważa się, że wszyst­kie nie­miec­kie woj­ska wal­czące w Afryce Północnej wcho­dziły w skład Deutsches Afrikakorps. DAK był jed­nak niczym innym, jak wła­śnie kor­pu­sem pan­cer­nym. Kiedy na początku wrze­śnia 1941 r. roz­bito wło­ską 5. Armię (dowódca: gene­rał armii Italo Gariboldi), powstała armijna Grupa Pancerna Afryka (Panzergruppe Afrika), na czele któ­rej sta­nął gene­rał wojsk pan­cer­nych (od 1 lutego 1942 r. – gene­rał puł­kow­nik) Erwin Rommel. W skład tej grupy armij­nej wszedł DAK, ale też wydzie­lone siły wło­skie. Pozostałe wło­skie kor­pusy weszły w bez­po­śred­nią pod­le­głość dowódz­twa wojsk Osi w Afryce, które nosiło ofi­cjalną nazwę Comando Superiore della Forze Armate dell Africa – naczelne dowódz­two wojsk armii w Afryce.
Wszystkie Pzkpfw III które trafiły do Afryki Północnej były uzbrojone w armatę kal. 50 mm. Do drugiej bitwy pod El Alamein był to podstawowy czołg niemieckich wojsk w Afryce Północnej.

Wszystkie Pzkpfw III które tra­fiły do Afryki Północnej były uzbro­jone w armatę kal. 50 mm. Do dru­giej bitwy pod El Alamein był to pod­sta­wowy czołg nie­miec­kich wojsk w Afryce Północnej.

Na czele tego ostat­niego, od 19 lipca 1941 r. do 2 lutego 1943 r., stał gene­rał armii, a od 12 sierp­nia 1942 r. – mar­sza­łek, Ettore Bastico. 30 stycz­nia 1942 r. Panzergruppe Afrika została prze­for­mo­wana w armię pan­cerną o nazwie Panzerarmee Afrika, na czele któ­rej sta­nął Erwin Rommel, 1 lutego 1942 r. awan­so­wany do stop­nia gene­rała puł­kow­nika, a 21 czerwca 1942 r. – do stop­nia feld­mar­szałka.

PzKpfw III Ausf. G z 5. Pułku Pancernego póź­niej two­rzą­cego 15. Dywizję Pancerną krótko po przy­by­ciu do Libii wio­sną 1941 r. Zwraca uwagę stan­dar­dowy, szary kamu­flaż oraz sym­bol 3. Dywizji Pancernej (odwró­cony „Y” z kre­seczką), z któ­rej zabrano 5. Pułk Pancerny by skie­ro­wać go do Afryki.

Armia Pancerna Afryka nadal skła­dała się z kor­pusu DAK, pozo­sta­łych nie­miec­kich for­ma­cji lądo­wych oraz jed­nego-dwóch wło­skich kor­pu­sów, choć poza nią nadal pozo­sta­wały podobne siły wło­skie, znaj­du­jące się pod bez­po­śred­nim dowódz­twem (wło­skiego) naczel­nego dowódz­twa wojsk armii w Afryce. To ostat­nie zostało zli­kwi­do­wane 18 wrze­śnia 1942 r. i całość wojsk osi w Afryce Północnej wal­czą­cych z 8. Armią bry­tyj­ską zostało połą­czone w Deutsch-Italienische Panzerarmee, prze­mia­no­wa­nej z Panzerarmee Afrika, pod dowódz­twem feld­mar­szałka Erwina Rommla. Dla porządku dodajmy, że for­mal­nie zmiana nazwy armii nastą­piła 15 paź­dzier­nika 1942 r., choć włosi nazy­wali ją Armata Corazzata Italo-Tedesca (ACIT) od 1 paź­dzier­nika 1942 r. Marszałek Bastico pozo­stał do 2 lutego 1943 r. dowódcą wojsk wło­skich w Libii (Comando Superiore delle Forze Armate della Libia), a siły wło­skie pod­le­gały mu jedy­nie pod wzglę­dem admi­ni­stra­cyj­nym i logi­stycz­nym. Całością wojsk w polu dowo­dził Erwin Rommel.
Po lądo­wa­niu alian­tów w Afryce Północno-Zachodniej 8 listo­pada 1942 r., do Tunezji tra­fiła 5. Armia Pancerna (ist­nie­jąca od 3 grud­nia 1942 r.) dowo­dzona przez gene­rała puł­kow­nika Hansa Jürgena von Arnima. 5. Armia Pancerna i Deutsch-Italienische Panzerarmee, wal­czące nie­za­leż­nie (odpo­wied­nio) po zachod­niej i wschod­niej stro­nie Afryki Północnej, pod­le­gały bez­po­śred­nio Oberbefehlshaber Süd (OB Süd), nie­miec­kiemu dowódz­twu „Południe”, na czele któ­rego stał feld­mar­sza­łek Albert Kesserling (od 2 grud­nia 1941 r. do 10 marca 1945 r.). Dodajmy, że dowódz­two to w chwili swo­jego powo­ła­nia 2 grud­nia 1941 r. do kapi­tu­la­cji Włoch 8 wrze­śnia 1943 r. pod­le­gało wło­skiemu Comando Supremo, na czele któ­rego stał for­mal­nie Benito Mussolini, pre­mier Włoch. Faktycznie jed­nak dowo­dze­niem siłami wło­skimi zaj­mo­wał się szef sztabu Comando Supremo, któ­rym był mar­sza­łek Ugo Cavallero (do 2 lutego 1943 r.), a następ­nie został nim gene­rał armii Vittorio Ambrosio. W tym cza­sie sze­fem sztabu wło­skich Królewskich Wojsk Lądowych (do czerwca 1942 r.) był gene­rał armii Mario Roata. Temu szta­bowi bez­po­śred­nio pod­le­gało wło­skie dowódz­two w Libii.

Nie zmie­nia to faktu, że OB Süd przyj­mo­wało też (a może przede wszyst­kimi) roz­kazy bez­po­śred­nio od OKW (Oberkommando der Wehrmacht) z Berlina, czyli od Adolfa Hitlera. Aby sprawę skom­pli­ko­wać bar­dziej dodajmy, że Erwin Rommel też sys­te­ma­tycz­nie kon­tak­to­wał się bez­po­śred­nio z Hitlerem jako naczel­nym dowódcą wojsk nie­miec­kich (Oberbefehlshaber der Wehrmacht), z pomi­nię­ciem drogi służ­bo­wej przez OB Süd, co bar­dzo zło­ściło feld­mar­szałka Kesserlinga. Stosunki mię­dzy Rommlem a Kesserlingiem można by okre­ślić jako napięte (szorstka, męska przy­jaźń,
chcia­łoby się powie­dzieć…).

Pierwszym dowódcą Deutsches Afrikakorps był gen. por. Erwin Rommel (1891-1944), który w krótkim czasie awansował trzykrotnie, do stopnia feldmarszałka, będąc już dowódcą Armii Pancernej Afryka.

Pierwszym dowódcą Deutsches Afrikakorps był gen. por.
Erwin Rommel (1891−1944), który w krót­kim cza­sie awan­so­wał trzy­krot­nie, do stop­nia feld­mar­szałka, będąc już dowódcą Armii Pancernej Afryka.

Mimo, że for­mal­nie od 18 wrze­śnia 1942 r. dowo­dze­nie prze­jął feld­mar­sza­łek Erwin Rommel, to aż do 2 lutego 1943 r. część sił wło­skich wal­czą­cych w Egipcie, a następ­nie w Libii nadal pod­le­gała bez­po­śred­nio wło­skiemu dowódz­twu w Libii, czyli mar­szał­kowi Bastico. Po pro­stu każdy dowo­dził swoją połówką frontu… Co oczy­wi­ście nie wyszło pań­stwom Osi na dobre, jako że tzw. druga bitwa pod El Alamein została prze­grana. Notabene pod nie­obec­ność Erwina Rommla w Afryce, prze­by­wa­ją­cego w Niemczech na urlo­pie zdro­wot­nym od 22 wrze­śnia 1942 r. Zastępował go gene­rał kawa­le­rii Georg Stumme do swo­jej śmierci 24 paź­dzier­nika 1942 r., a następ­nie przez nieco ponad dobę, gene­rał wojsk pan­cer­nych Wilhelm Ritter von Thoma. Wtedy wró­cił Rommel i objął dowódz­two, ale było już za późno…

Sprawa wło­sko-nie­miec­kiego sys­temu dowo­dze­nia jak widać, jest mocno skom­pli­ko­wana. Jeśli dodamy do tego obrazu fakt, że siły powietrzne Włochów i Niemców miały osobne kanały dowo­dze­nia, to naprawdę można dostać od tego zawrotu głowy. Jak się łatwo domy­śleć, musiało to przy­spa­rzać wiele pro­ble­mów. Apodyktyczny Erwin Rommel przez pół roku musiał kon­sul­to­wać swoje decy­zje ze swoim for­mal­nym prze­ło­żo­nym gene­ra­łem armii Italo Gariboldi, a potem przez kolejny rok z gen. armii (póź­niej mar­szał­kiem) Ettore Bastico, któ­rego nazy­wał „Bombastico”, nawią­zu­jąc do zaro­zu­mia­ło­ści Włocha. Wcale zresztą nie zamie­rzał mu się do końca pod­po­rząd­ko­wy­wać i nie­za­leż­nie od decy­zji wło­skiego gene­rała (mar­szałka), robił czę­sto to, co sam uwa­żał za słuszne.

Włoskie dowódz­two miało tego świa­do­mość i sta­rało się jakoś zadość­uczy­nić obu dowód­com, Mussolini bowiem cenił Rommla. Mówi się na przy­kład, że awans gen. armii Bastico na mar­szałka Włoch (Maresciallo d’Italia) 12 sierp­nia 1942 r. był spo­wo­do­wany głów­nie tym, że 21 czerwca 1942 r. awans na feld­mar­szałka (Generalfeldmarschall) otrzy­mał Erwin Rommel. Chodziło o to, by prze­ło­żony nie był niż­szy stop­niem od pod­wład­nego.

W celu upo­rząd­ko­wa­nia sytu­acji, wymieńmy w tym miej­scu kto przez cały ten czas dowo­dził siłami Osi w Afryce Północnej:

  • od skie­ro­wa­nia DAK do Afryki w marcu 1941 r. do 19 lipca 1941 r. gen. armii Italo Gariboldi;
  • od 19 lipca 1941 r. do 18 wrze­śnia 1942 r., kiedy to zli­kwi­do­wano dowódz­two wojsk armii w Afryce – mar­sza­łek Ettore Bastico;
  • od 18 wrze­śnia 1942 r. do 17 lutego 1943 r. feld­mar­sza­łek Erwin Rommel jako dowódca Deutsch-Italienische Panzerarmee;
  • od 17 lutego 1943 r. do 22 lutego 1943 r. cza­sowo peł­niący obo­wiązki dowódcy Deutsch-Italienische Panzerarmee gen. mjr Karl Bülowius;
  • od 23 lutego 1943 r. do 9 marca 1943 r. dowódca Heeresgrupe Afrika feld­mar­sza­łek Erwin Rommel;
  • od 9 marca 1943 r. do 13 maja 1943 r. dowódca Heeresgrupe Afrika gen. płk Hans Jürgen von Arnim.

13 maja 1943 r. woj­ska Osi w Afryce Północnej pod­dały się alian­tom, a gen. płk Hans Jürgen von Arnim zna­lazł się wśród jeń­ców wojen­nych, dołą­cza­jąc do wymie­nio­nych już tu gene­ra­łów, Wilhelma Ritter von Thoma i Ludwiga Crüwella, schwy­ta­nych wcze­śniej.

Zarówno Grupa Armii Afryka (Heeresgruppe Afrika), jak i Deutsches Afrika Korps, mające w nazwie „Afryka”, nie zostały już póź­niej odtwo­rzone, choć nazwy „5 Armia Pancerna” użyto ponow­nie ponad rok póź­niej, kiedy na nią prze­mia­no­wano Grupę Pancerną Zachód wal­czącą w Normandii. Odtworzono też nie­które dywi­zje: 21. Dywizja Pancerna (DPanc), 90. Lekka (DLek), a także 15. Dywizję Pancerną ale już jako 15. Dywizję Grenadierów Pancernych (DGPanc) i 90. DGPanc, a z 5. Armii Pancernej – 334. Dywizję Piechoty (DP) i Dywizję „Hermann Göring”, która została odtwo­rzona jako Dywizja Spadochronowo-Pancerna „Hermann Göring”. Bezpowrotnie znik­nęły nato­miast 10. DPanc, 15. DPanc (jako dywi­zja pan­cerna), 164. DLek i Brygada Spadochronowa Ramcke.

Czołgi lekkie PzKpfw II z 5. Pułku Pancernego 15. Dywizji Pancernej z godłami Deutsches Afrikakorps w postaci palmy ze swastyką, godło to było przeważnie malowane białym kolorem.

Czołgi lek­kie PzKpfw II z 5. Pułku Pancernego 15. Dywizji Pancernej z godłami Deutsches Afrikakorps w postaci palmy ze swa­styką, godło to było prze­waż­nie malo­wane bia­łym kolo­rem.

To przy­po­mnie­nie, doty­czące obu czę­ści arty­kułu, pozwoli czy­tel­ni­kowi lepiej zro­zu­mieć miej­sce i rolę Deutsches Afrikakorps (co cza­sem jest w nie­miec­kich źró­dłach zapi­sy­wane jako Deutsches Afrika-Korps, ale zawsze albo łącz­nie, albo z myśl­ni­kiem) w ugru­po­wa­niu wojsk Osi w Afryce Północnej. A piszemy to po to, by oba­lić powszechne prze­ko­na­nie o tym, że tzw. Afrika Korps, na czele któ­rego stał Erwin Rommel, to całość nie­miec­kich wojsk w Afryce Północnej, bo ani nie całość, ani Erwin Rommel nie dowo­dził DAK przez cały okres jego ist­nie­nia, a jedy­nie na samym początku.

Geneza Deutsches Afrikakorps

10 czerwca 1940 r. Włochy wypo­wie­działy wojnę Francji i Wielkiej Brytanii, cho­ciaż rok wcze­śniej, w sierp­niu 1939 r. do wojny włą­czyć się nie chciały. Jednak teraz, w obli­czu zwy­cięstw nie­miec­kich, chciały mieć po pro­stu swój udział w podziale łupów. Kiedy 22 czerwca 1940 r. Francja ska­pi­tu­lo­wała, sztab nie­miec­kich wojsk lądo­wych – Oberkommando des Heeres (OKH), na czele któ­rego stał dowódca nie­miec­kich wojsk lądo­wych (Oberbefehlshaber des Heeres), feld­mar­sza­łek Walther von Brauchitsch (awan­so­wany na ten sto­pień 19 lipca 1940 r.), zaczął stu­dio­wać dal­sze plany dzia­łań prze­ciwko Wielkiej Brytanii.

W pla­nach tych uwzględ­niono też pięć moż­li­wych opcji dzia­łań w base­nie Morza Śródziemnego, takie jak zaję­cie Gibraltaru oraz – co dla naszego tematu naj­waż­niej­sze – wysła­nie pan­cer­nego wzmoc­nie­nia dla wojsk wło­skich w Libii. W tym cza­sie Benito Mussolini rów­nież pla­no­wał atak na Egipt, ukie­run­ko­wany na odblo­ko­wa­nie wło­skich posia­dło­ści w Etiopii i wło­skiej Somalii. Przy oka­zji pla­no­wano zaję­cie Kanału Sueskiego. Odpowiednie przy­go­to­wa­nia do ofen­sywy zle­cono dowódcy wło­skich wojsk w Libii, mar­szał­kowi Rodolfo Grazianiemu już w końcu czerwca 1940 r. Jednocześnie od strony Etiopii, przez Sudan, połu­dniowy Egipt miał być zaata­ko­wany przez sta­cjo­nu­jące tam siły pod dowódz­twem gen. armii Amedeo Giovanni
di Savoia-Aosta (mar­kiza Aosty).

Załadunek „trójki” z 5. Pułku Pancernego na bazie którego w Afryce stworzono 15. Dywizję Pancerną, na statek we Włoszech; wiosna 1941 r.

Załadunek „trójki” z 5. Pułku Pancernego na bazie któ­rego w Afryce stwo­rzono 15. Dywizję Pancerną, na sta­tek we Włoszech; wio­sna 1941 r.

Feldmarszałek von Brauchitsch zapre­zen­to­wał swoje pro­po­zy­cje Hitlerowi 30 lipca 1940 r. Zakładano, że konieczny prze­rzut kor­pusu pan­cer­nego do Afryki Północnej wraz ze sprzę­tem i zaopa­trze­niem może być zre­ali­zo­wany jesie­nią i kor­pus miałby osią­gnąć goto­wość do dzia­łań w grud­niu 1940 r. Dzień wcze­śniej te same pro­po­zy­cje zre­fe­ro­wał wezwany przez Hitlera gen. mjr Walter Warlimont, zastępca szefa oddziału ope­ra­cyj­nego OKW (Wehrmacht-Führungsamt). Co cie­kawe, dopiero 31 lipca 1940 r. Hitler ogło­sił swoim dowód­com, w tym dowódcy wojsk lądo­wych von Brauchitschowi, jego sze­fowi sztabu (Chef des Generalstabes des Heeres) gen. płk. Franzowi Halderowi oraz sze­fowi sztabu wojsk nie­miec­kich (chef des OKW) feld­mar­szał­kowi Wilhelmowi Keitlowi swój zamiar zaata­ko­wa­nia Związku Radzieckiego. Mimo oczy­wi­stego zamiaru skie­ro­wa­nia więk­szo­ści nie­miec­kich sił na wschód i odstą­pie­nia od inwa­zji na Wielką Brytanię, Hitler uznał pro­po­zy­cję wysła­nia kor­pusu pan­cer­nego do Północnej Afryki jako „wartą roz­wa­że­nia”.

Warto dodać, że Hitler wystę­po­wał z pozy­cji naczel­nego dowódcy wojsk nie­miec­kich (Oberbefehlshaber der Wehrmacht), które to sta­no­wi­sko pia­sto­wał od 4 lutego 1938 r., po zli­kwi­do­wa­niu 27 stycz­nia 1938 r. mini­ster­stwa sił zbroj­nych III Rzeszy (Reichswehrministerium) i zdy­mi­sjo­no­wa­niu feld­mar­szałka Wernera von Blomberga. Celem nie­miec­kiego wzmoc­nie­nia wysła­nego do Afryki, wyra­żo­nym przez Hitlera, miało być głów­nie zapew­nie­nie, że Włochy pozo­staną sojusz­ni­kiem Niemiec.

Jak posta­no­wiono, tak zro­biono. Od początku wrze­śnia 1940 r. trwały przy­go­to­wa­nia, by skom­ple­to­wać mie­szaną bry­gadę wysta­wioną na bazie 3. Dywizji Pancernej, w celu jej wysła­nia do Afryki. Warto przy­po­mnieć, że w tym cza­sie dywi­zja ta, sta­cjo­nu­jąca w Heimat w Niemczech, miała dwa pułki pan­cerne – 5. ppanc i 6. ppanc. Do Afryki miał poje­chać jeden z nich, 5. ppanc. Jednocześnie 5 wrze­śnia 1940 r. gen. płk Alfred Jodl poin­for­mo­wał wło­skiego atta­ché woj­sko­wego w Berlinie o zamia­rze Hitlera wysła­nia do Afryki bry­gady pan­cer­nej do wspar­cia wojsk wło­skich. Z Włoch nie nade­szła jed­nak żadna odpo­wiedź. Zamiast tego 7 wrze­śnia Mussolini wydał marsz. Grazianiemu roz­kaz, by w ciągu dwóch dni roz­po­cząć ofen­sywę prze­ciwko woj­skom bry­tyj­skim w Egipcie. Oczywiście, w ciągu dwóch dni, to był nie­re­alny ter­min. Włoska ofen­sywa ruszyła 13 wrze­śnia.

obie niemieckie dywizje pancerne DAK, 15. Dywizja Pancerna i 5. Dywizja Lekka, później przeformowana w 21. Dywizję Pancerną, do połowy 1942 r. dysponowały batalionem motocyklowym.

Obie nie­miec­kie dywi­zje pan­cerne DAK, 15. Dywizja Pancerna i 5. Dywizja Lekka, póź­niej prze­for­mo­wana w 21. Dywizję Pancerną, do połowy 1942 r. dys­po­no­wały bata­lio­nem moto­cy­klo­wym.

16 wrze­śnia 1940 r. zdo­byto Sidi Barani (90 km od gra­nicy z Libią) i Włosi posu­nęli się jesz­cze 80 km na wschód, po czym prze­szli do obrony. Marsz. Graziani chciał pod­cią­gnąć swoje zaopa­trze­nie i ponow­nie pod­jąć ofen­sywę w poło­wie grud­nia. Brytyjczycy zaczęli przy­go­to­wy­wać obronę przed Mersa Matruh. Na połu­dniu w dru­giej poło­wie sierp­nia Włosi zajęli bry­tyj­ską część Somalii i na razie też na tym poprze­stali.

Na początku wrze­śnia 1940 r. OKH wysłała do Afryki gen. mjr. barona Wilhelma von Thoma, który wio­sną zdał dowódz­two 3. ppanc i tra­fił do OKH jako General der Schnellen Truppen (szef wojsk szyb­kich). W końcu, pod koniec wrze­śnia 1940 r. nade­szła odpo­wiedź od mar­szałka Pietro Badoglio, wów­czas szefa wło­skiego Sztabu Generalnego (Capo di Stato Maggiore, do grud­nia 1940 r.) – poza bom­bow­cami nur­ku­ją­cymi Ju 87, Włosi żad­nego wspar­cia nie potrze­bują. Ta odpo­wiedź bar­dzo Hitlera zanie­po­ko­iła. Do tego stop­nia, że popro­sił on Duce (Benito Mussoliniego) o oso­bi­ste spo­tka­nie. Doszło do niego 3 paź­dzier­nika 1940 r. na Przełęczy Brenner, na gra­nicy Włoch i Austrii (zaanek­to­wa­nej przez Niemcy).

transporter dowodzenia na tle zajętego przez Niemców pustynnego posterunku Fort Mechili. Charakterystyczną cechą DAK, co najmniej do końca 1942 r., był niemal całkowity brak półgąsienicowych transporterów opancerzonych piechoty. Wozy tego typu używano wyłącznie w pododdziałach dowódczych i korygowania ognia artylerii.

trans­por­ter dowo­dze­nia na tle zaję­tego przez Niemców pustyn­nego poste­runku Fort Mechili. Charakterystyczną cechą DAK, co naj­mniej do końca 1942 r., był nie­mal cał­ko­wity brak pół­gą­sie­ni­co­wych trans­por­te­rów opan­ce­rzo­nych pie­choty. Wozy tego typu uży­wano wyłącz­nie w pod­od­dzia­łach dowód­czych i kory­go­wa­nia ognia arty­le­rii.

W trak­cie spo­tka­nia obu dyk­ta­to­rów, Mussolini oświad­czył, że 15 paź­dzier­nika wło­ska ofen­sywa ruszy ponow­nie. Hitler obie­cał wysła­nie Włochom 100 czoł­gów i wiele pojaz­dów mecha­nicz­nych w nie­miec­kim kon­tyn­gen­cie pan­cer­nym. Mussolini tej oferty nie odrzu­cił, ale też nie potwier­dził. Tymczasem 14 paź­dzier­nika do gen. płk. Franza Haldera dotarł raport gen. mjr. von Thoma, w któ­rym reko­men­do­wał on uży­cie czte­rech dywi­zji pan­cer­nych w Afryce. Większa liczba byłaby nie­moż­liwa do zaopa­try­wa­nia przez Morze Śródziemne, na któ­rym gene­ral­nie pano­wała bry­tyj­ska Royal Navy, mniej­sza zaś – nie gwa­ran­to­wała powo­dze­nia ope­ra­cji zaję­cia Egiptu. 24 paź­dzier­nika ów raport przed­sta­wiono Hitlerowi, który jed­nak uznał sprawę za nie­re­alną, szcze­gól­nie wobec nie­chęci Włochów do przy­ję­cia nie­miec­kiego wzmoc­nie­nia w ogóle.

Tymczasem 28 paź­dzier­nika 1940 r. wło­skie woj­ska zaata­ko­wały Grecję z tery­to­rium oku­po­wa­nej przez Włochów Albanii. Hitler się wściekł, w cza­sie spo­tka­nia 3 paź­dzier­nika Mussolini nie wspo­mniał o takim zamia­rze! Natychmiast wyco­fał zamiar wysła­nia bry­gady pan­cer­nej do Afryki, choć była ona gotowa do wyru­sze­nia na połu­dnie już od 14 paź­dzier­nika. Wkrótce się jed­nak uspo­koił i 12 listo­pada wydał Dyrektywę nr 18, w któ­rej napi­sał, że trzeba być goto­wym na każdą ewen­tu­al­ność, w tym wysła­nie do Afryki Północnej dywi­zji pan­cer­nej. Zalecił jed­nak, by wysła­nie tych sił uza­leż­nić od zdo­by­cia Mersa Matruh przez Włochów.

Koloryzowane zdjęcie załogi czołgu PzKpfw II noszącej tradycyjne pancerne czarne berety, na wozie dobrze widać również godło Deutsches Afrikakorps.

Koloryzowane zdję­cie załogi czołgu PzKpfw II noszą­cej tra­dy­cyjne pan­cerne czarne berety, na wozie dobrze widać rów­nież godło Deutsches Afrikakorps.

Włosi Mersa Matruh nie zdo­byli. Sprawa się skom­pli­ko­wała, 6 grud­nia 1940 r. bowiem gen. Archibald Wavel roz­po­czął bry­tyj­ską ofen­sywę, ope­ra­cję „Compass”. Już 10 grud­nia odzy­skano Sidi Barani, i Brytyjczycy nie­ubła­ga­nie parli dalej, bio­rąc po dro­dze tysiące wło­skich jeń­ców. 22 stycz­nia 1941 r. zdo­byto Tobruk, ważny port i mia­sto w libij­skiej Cyrenajce. Brytyjska ofen­sywa utknęła w El Agheila, 8 lutego. Jednak do tego momentu kom­plet­nie roz­bito wło­ską 10. Armię, bio­rąc do nie­woli około 133 300 jeń­ców.

Ciągnik artyleryjski SdKfz 8 holujący armatę przeciwlotniczą FlaK 18 kal. 88 mm. Dla odmiany półgąsienicowe ciągniki artyleryjskie były używane w miarę powszechnie w jednostkach DAK.

Ciągnik arty­le­ryj­ski SdKfz 8 holu­jący armatę prze­ciw­lot­ni­czą FlaK 18 kal. 88 mm. Dla odmiany pół­gą­sie­ni­cowe cią­gniki arty­le­ryj­skie były uży­wane w miarę powszech­nie w jed­nost­kach DAK.

24 marca 1941 r. zdy­mi­sjo­no­wano mar­szałka Rodolfo Grazianiego, a jego miej­sce zajął gen. por. Italo Gariboldi.
W poło­wie grud­nia 1940 r. Włosi zmie­nili zda­nie, co do nie­miec­kiej pomocy. 28 grud­nia wło­ski atta­ché woj­skowy w Berlinie, gen. mjr Luigi Efisio Marras poin­for­mo­wał szefa Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu, feld­mar­szałka Wilhelma Keitla, że bez pomocy Niemiec Libia upad­nie. W tym cza­sie w dro­dze na Sycylię był już X Korpus Lotniczy (100 bom­bow­ców He 111 i Ju 88, 60 Ju 87, 20 myśliw­ców Bf 109 i kilka Bf 110). Jego dowódca gen. lot­nic­twa Hans Geisler, do 1933 r. słu­żył w mary­narce wojen­nej docho­dząc do stop­nia kmdr por. (w latach 1932 – 1933 był I ofi­ce­rem na pan­cer­niku Schleswig-Holstein), dzięki czemu miał doświad­cze­nie w dzia­ła­niach mor­skich. Zadaniem tego kor­pusu było ata­ko­wa­nie bry­tyj­skiej żeglugi przez Kanał Sueski, bry­tyj­skich kon­wo­jów i okrę­tów na Morzu Śródziemnym oraz wspar­cie wojsk lądo­wych w Afryce Północnej.

Drugim głównym typem czołgu DAK w okresie 1941-1942 był PzKpfw IV, w owym okresie z krótkolufową armatą kal. 75 mm, tak jak ten wóz na zdjęciu zdobyty przez Brytyjczyków, noszący ich numer katalogowy „K9”.

Drugim głów­nym typem czołgu DAK w okre­sie 1941 – 1942 był PzKpfw IV, w owym okre­sie z krót­ko­lu­fową armatą kal. 75 mm, tak jak ten wóz na zdję­ciu zdo­byty przez Brytyjczyków, noszący ich numer kata­lo­gowy „K9”.

8 stycz­nia 1941 r. na kon­fe­ren­cji u Hitlera pod­jęto decy­zję o jak naj­szyb­szym wzmoc­nie­niu wojsk wło­skich w Libii, poprzez wysła­nie tzw. sił blo­ku­ją­cych (Sperrverband Libyen), zor­ga­ni­zo­wa­nych pier­wot­nie na bazie 3. Dywizji Pancernej. Dowódcą tych sił został gen. mjr Hans von Funck, dowódca 3. Brygady Pancernej z 3. DPanc. To nie pomyłka, tak wła­śnie było, nazwi­sko Rommla poja­wiło się kil­ka­na­ście dni póź­niej. Tymczasem von Funck w końcu stycz­nia 1941 r. wyje­chał do Libii, by zorien­to­wać się w sytu­acji. Kto wysu­nął nazwi­sko Erwina Rommla, histo­ry­kom nie udało się usta­lić. Jednak na początku lutego obaj gene­ra­ło­wie zamie­nili się miej­scami, gen. mjr wła­śnie awan­so­wany na gen. por. Erwin Rommel zdał dowo­dze­nie 7. Dywizją Pancerną, a gen. mjr Hans von Funck je objął. E. Rommel zamel­do­wał się u Hitlera w Berchtesgaden 6 lutego 1941 r., a tego samego dnia feld­mar­sza­łek Keitel z OKW wydał dyrek­tywę do roz­po­czę­cia ope­ra­cji „Sonnenblume”.

Wyznaczenie E. Rommla na dowódcę mają­cego udzie­lić Włochom wspar­cia było swego rodzaju iro­nią losu. W paź­dzier­niku 1917 r. por. Rommel dowo­dził Królewskim Württemberskim Batalionem Górskim (Königlich Württembergisches Gebirgsbataillon) i zadał Włochom dru­zgo­cącą klę­skę w toku bitwy pod Caporetto, za co nota­bene otrzy­mał naj­wyż­sze kaj­ze­row­skie odzna­cze­nie – Pour le Mérite, znane bar­dziej jako „błę­kitny Max”. Klęska w tej bitwie omal nie zła­mała kariery gen. por. Pietro Badoglio, który do grud­nia 1940 r. był sze­fem wło­skiego Sztabu Generalnego, już w stop­niu mar­szałka Włoch.

Najprawdopodobniej Rommla wybrał sam Hitler. W tym cza­sie nad Rommlem zbie­rały się ciemne chmury. Jego nie­sub­or­dy­na­cja jako dowódcy 7. Dywizji Pancernej we Francji nie podo­bała się dowódcy XV Korpusu (w skład któ­rego wcho­dziła 7. DPanc), gen. płk. Hermannowi Hothowi, a także sze­fowi sztabu OKH, gen. płk. Franzowi Halderowi. Kiedy kore­spon­dent wojenny Alfred Tschimpke napi­sał książkę: „Die Gespenster-Division. Mit der Panzerwaffe durch Belgien und Frankreich” (Dywizja-duchów. Z pan­cer­nia­kami przez Belgię i Francję), w któ­rej wychwa­lano Rommla jako dowódcę „dywi­zji duchów” – 7. DPanc, Halder nie chciał wydać zgody na publi­ka­cję zdjęć odda­nych przez Rommla do publi­ka­cji w tej książce. Kiedy książka pod naci­skami Goebelsa (mini­stra pro­pa­gandy) jed­nak się uka­zała jesz­cze w 1940 r., prze­ciwko jej tre­ściom zapro­te­sto­wał dowódca 15. ppanc z 5. DPanc, płk Johannes Streich, twier­dzący, że to 5. DPanc odnio­sła nie­które ze zwy­cięstw przy­pi­sa­nych 7. DPanc. Notabene, Rommel nie zapo­mniał mu tego – kiedy gen. mjr Streich został dowódcą 5. DLek w Deutsches Afrikakorps, po kilku mie­sią­cach, na początku maja 1941 r., został przez Rommla zdjęty z dowo­dze­nia i ode­słany do Niemiec…

Kiedy Hitler wyzna­czył Rommla na sta­no­wi­sko dowódcy Sperrverband Libyen (póź­niej­szego DAK), nikt z dowód­ców pan­cer­nych przy­szłego frontu wschod­niego, gdzie jak spo­dzie­wano się – miały być praw­dziwe laury i gdzie było zapo­trze­bo­wa­nie na mądrych, efek­tyw­nych dowód­ców kor­pu­sów pan­cer­nych, nie zapro­te­sto­wał. Ani von Kleist, ani Guderian, ani Hoth, czy Hoepner, dowódcy czte­rech grup pan­cer­nych w ope­ra­cji „Barbarossa”, nie zapro­te­sto­wali, nie upo­mnieli się o Rommla, ani w roli dowódcy kor­pusu, czy choćby dywi­zji pan­cer­nej.

Operacja „Sonnenblume”

Taki kryp­to­nim otrzy­mał prze­rzut wojsk nie­miec­kich sił blo­ku­ją­cych do Libii. Już zgod­nie z tym pla­nem, dowódz­two otrzy­mał gen. por. Erwin Rommel, a jego sze­fem sztabu został płk Claus von dem Borne, narzu­cony mu jako były ofi­cer ope­ra­cyjny 3. DPanc. Dodajmy, że von dem Borne był ofi­ce­rem nie­miec­kiego Sztabu Generalnego (naj­zdol­niejsi ofi­ce­ro­wie zgod­nie z tra­dy­cją byli wybie­rani jako umowni „ofi­ce­ro­wie Sztabu Generalnego”, co miało gwa­ran­to­wać im dodat­kowe szko­le­nia, kursy i przy­śpie­szony awans), a Erwin Rommel swego czasu oblał egza­miny i ofi­ce­rem Sztabu Generalnego nie został.

Popularny lekki samochód pancerny SdKfz 222 uzbrojony w armatę kal. 20 mm, był popularnym pojazdem używanym w obu batalionach rozpoznawczych dwóch niemieckich dywizji – 15. DPanc i 5. DLek (późniejszej 21. DPanc).

Popularny lekki samo­chód pan­cerny SdKfz 222 uzbro­jony w armatę kal. 20 mm, był popu­lar­nym pojaz­dem uży­wa­nym w obu bata­lio­nach roz­po­znaw­czych dwóch nie­miec­kich dywi­zji – 15. DPanc i 5. DLek (póź­niej­szej 21. DPanc).

W ramach ope­ra­cji „Sonnenblume” do Afryki miała zostać prze­rzu­cona 5. Dywizja Lekka stwo­rzona z pro­wi­zo­rycz­nej bry­gady wydzie­lo­nej z 3. DPanc oraz z dodat­ko­wych jed­no­stek. A także, nie wyzna­czona na razie, kolejna dywi­zja pan­cerna. Wybiegając nieco w przy­szłość warto odno­to­wać, że żadna z wal­czą­cych w Afryce Północnej nie­miec­kich for­ma­cji nie miała nigdy dokład­nie eta­to­wej orga­ni­za­cji i wypo­sa­że­nia. Przez cały ten czas, za wyjąt­kiem jed­no­stek prze­rzu­co­nych na prze­ło­mie 1942 i 1943 r. do Tunezji, każda dywi­zja miała impro­wi­zo­waną, nie­ty­pową orga­ni­za­cję.
11 lutego do połu­dnia gen. por. Erwin Rommel (wła­śnie otrzy­mał awans z gene­rała majora) spo­tkał się z Mussolinim w Rzymie, a po połu­dniu pole­ciał na Sycylię, na spo­tka­nie z gen. lot­nic­twa Hansem Geislerem. Mając uzgod­nione zasady współ­dzia­ła­nia, w tym także obiet­nice Mussoliniego odda­nia mu pod komendę wło­skich for­ma­cji szyb­kich (dywi­zji pan­cer­nej i zmo­to­ry­zo­wa­nej), Rommel pole­ciał do Libii 12 lutego 1941 r. W Libii na krótko poja­wił się też adiu­tant Hitlera, gen. mjr Rudolf Schmundt, by zorien­to­wać się w sytu­acji.

PzKpfw II w działaniach w Libii w 1942 r. Wozy tego typu trafiły głównie do pododdziałów dowodzenia w dywizjach, pułkach i batalionach pancernych.

PzKpfw II w dzia­ła­niach w Libii w 1942 r. Wozy tego typu tra­fiły głów­nie do pod­od­dzia­łów dowo­dze­nia w dywi­zjach, puł­kach i bata­lio­nach pan­cer­nych.

Pierwsze ele­menty logi­styczne, w tym dwie sek­cje trans­portu wody, mały ele­ment remon­towy i nie­wielka kolumna zaopa­trze­nia już do Libii dotarły. Ale jed­nostki bojowe były dopiero w dro­dze.
Parowiec Saalfeld przy­był do Trypolisu 14 lutego 1941 r. mając na pokła­dzie dwa pierw­sze pod­od­działy: 3. Batalion Rozpoznawczy i 39. Dywizjon Przeciwpancerny. Pierwszy z nich skła­dał się z dowódz­twa i sztabu (dwa dowód­cze SdKfz 263, pięć dowód­czych SdKfz 223), kom­pa­nii samo­cho­dów pan­cer­nych (plu­ton 8×8 – 3 radiowe SdKfz 232 i 3 stan­dar­dowe SdKfz 231, dwa plu­tony 4×4 – po 8 SdKfz 222), kom­pa­nii moto­cy­klo­wej (trzy plu­tony po 11 moto­cy­kli z koszem, dwa moto­cy­kle zwy­kłe i dwa samo­chody oso­bowo-tere­nowe) i kom­pa­nii broni cięż­kiej (plu­ton prze­ciw­pan­cerny z trzema arma­tami PaK 36 kal. 37 mm cią­gnione przez oso­bowo-tere­nowe samo­chody Horch 1A, plu­ton dział pie­choty z dwoma dzia­łami le.IG 18 kal. 75 mm L11,2 z takimi samymi cią­gni­kami, plu­ton sape­rów). Każdy z tych pod­od­dzia­łów miał ponadto pewną liczbę cię­ża­ró­wek, samo­cho­dów oso­bo­wych i moto­cy­kli w swo­ich ele­men­tach zabez­pie­cze­nia. Dywizjon prze­ciw­pan­cerny miał trzy kom­pa­nie po trzy plu­tony po cztery działa PaK 36 kal. 37 mm z cią­gni­kami Horch 1A oraz odpo­wied­nią liczbę pojaz­dów towa­rzy­szą­cych. W póź­niej­szym okre­sie, w 1942 r., każdy trzeci plu­ton kom­pa­nii prze­ciw­pan­cer­nej prze­zbro­jono w trzy armaty PaK 38 kal. 50 mm z cią­gni­kami pół­gą­sie­ni­co­wymi SdKfz 10.

Volkswagen typ 82 Kübelwagen, bardzo popularny lekki samochód osobowo-terenowy Wehrmachtu, był też z powodzeniem używany w Afryce Północnej, niemal w każdym pododdziale.

Volkswagen typ 82 Kübelwagen, bar­dzo popu­larny lekki samo­chód oso­bowo-tere­nowy Wehrmachtu, był też z powo­dze­niem uży­wany w Afryce Północnej, nie­mal w każ­dym pod­od­dziale.

Gen. por. Rommel przy­wi­tał obu dowód­ców wspo­mnia­nych pod­od­dzia­łów i dał im czas do rana 15 lutego na wyła­du­nek oraz osią­gnię­cie goto­wo­ści bojo­wej na brzegu. Natychmiast obie jed­nostki wyko­nały marsz do Syrty, mia­sta por­to­wego nad Zatoką Wielka Syrta, poło­żo­nego ponad 300 km na wschód od Trypolisu. Stąd oba pod­od­działy, jako pierw­sze ele­menty Sperrverband Libyen,
miały wejść do walki.

Półgąsienicowy transporter opancerzony SdKfz 251 powszechnie stosowany w roli wozu dowodzenia na szczeblu korpusu, dywizji i pułku w ramach DAK.

Półgąsienicowy trans­por­ter opan­ce­rzony SdKfz 251 powszech­nie sto­so­wany w roli wozu dowo­dze­nia na szcze­blu kor­pusu,
dywi­zji i pułku w ramach DAK.

Mimo dłu­gich przy­go­to­wań, Niemcy nie mieli poję­cia co ich czeka w Afryce. Nie wie­dzieli nawet, jaki kamu­flaż będzie naj­lep­szy w Afryce Północnej. Służby zaopa­trze­nia nie miały odpo­wied­niej farby i wozy bojowe oraz inne pojazdy poje­chały w obo­wią­zu­ją­cym wów­czas, sza­rym kamu­flażu. Na miej­scu począt­kowo sma­ro­wano łaty na pojaz­dach ole­jem i posy­py­wano pia­skiem, kiedy olej wysechł, pia­sek się trzy­mał, pozo­sta­wia­jąc pia­skowe plamy na sza­rym tle. Dopiero póź­niej poja­wiło się cha­rak­te­ry­styczne żółto-brą­zowe malo­wa­nie (Dunkelgrau, RAL7021).
Podobnie było z wyży­wie­niem. Uważano, że ziem­niaki, chleb, masło i mar­ga­ryna nie mogą być uży­wane w gorą­cym, pustyn­nym kli­ma­cie. Pierwsze dwa pro­dukty jako łatwo psu­jące się, a dru­gie dwa – ze względu na roz­ta­pia­nie się. Dlatego ziem­niaki zastą­piono fasolą, a chleb – sucha­rami, do sma­ro­wa­nia zaś uży­wano oliwy z oli­wek. Problem był z kieł­basą (abso­lut­nie nie­do­pusz­czalna jak uznano), ale też z mię­sem. Stosowano też woło­winę w pusz­kach, a także wło­skie gotowe racje żyw­no­ściowe, coś w rodzaju dzi­siej­szych MRE – Meal Ready to Eat, czyli zestawy żywie­niowe dla żoł­nie­rzy. Oczywiście, o wiele bar­dziej pry­mi­tywne niż dziś, zawie­ra­jące m.in. suszone mięso albo pusz­ko­waną woło­winę.

Ponieważ racje te były ozna­czone liter­kami AM (Amministrazione Militare – admi­ni­stra­cja woj­skowa), to nie­mieccy żoł­nie­rze nazy­wali je Arsch der Mussolini (d… Mussoliniego), a sami Włosi – Arabo Mòrto (mar­twy Arab). Dieta była nato­miast uboga w warzywa i owoce, a zatem i w wita­miny, co dra­ma­tycz­nie osła­biało odpor­ność nie­miec­kich żoł­nie­rzy. Na przy­kład jesie­nią 1942 r. cho­ro­wało około 10 000 nie­miec­kich żoł­nie­rzy i ofi­ce­rów (dezyn­te­ria, żół­taczka, szkor­but, a na pew­nym eta­pie nawet mala­ria) z nieco ponad 48 000 sta­no­wią­cych stan oso­bowy DAK. Czyli jedna piąta sta­nów.

Umundurowanie począt­kowo wzo­ro­wano na nor­mal­nym umun­du­ro­wa­niu polo­wym Wehrmachtu w kolo­rze oliw­kowo-sza­rym, choć kurtki były lżej­sze i cień­sze. Szybko jed­nak oka­zało się, że spodnie są zbyt cia­sne i krę­pują ruchy. Na pustyni, a sta­wało się stop­niowo coraz cie­plej, żoł­nie­rze czę­sto obci­nali rękawy i nogawki spodni, two­rząc nie­prze­pi­sową, „tro­pi­kalną” wer­sję umun­du­ro­wa­nia. Dowódcy począt­kowo z tym wal­czyli, ska­le­cze­nia gołych nóg i ramion na pustyni bywały nie­bez­pieczne, szybko bowiem zanie­czysz­czały się pia­skiem i pyłem. Mimo to, sto­so­wano to krót­kie umun­du­ro­wa­nie przez całą kam­pa­nię afry­kań­ską. Ponadto, pod wpły­wem palą­cego afry­kań­skiego słońca mun­dury miały ten­den­cję do pło­wie­nia do koloru żółto-sza­rego, z począt­kowo oliw­ko­wego. Co cie­kawe, w DAK wszy­scy nie­za­leż­nie od stop­nia, nosili ten sam wzór mun­duru, róż­niący się tylko odzna­kami stop­nia.

Początkowo do tego umun­du­ro­wa­nia sto­so­wano duże kor­kowe hełmy, mające też chro­nić przed słoń­cem. Szybko oka­zało się, że w ogóle nie chro­nią one przed środ­kami bojo­wymi (poci­skami i odłam­kami), a ponadto są cięż­kie i nie­wy­god­nie. W ich miej­sce po pro­stu noszono lek­kie, wyso­kie czapki polowe. Później spro­wa­dzono sta­lowe hełmy, takie jakie sto­so­wano w Europie. Doskonałym ele­men­tem wypo­sa­że­nia oka­zały się być jedy­nie wyso­kie skó­rzane buty.

Kiedy w czerwcu 1942 r. Niemcy prze­jęli duże maga­zyny zaopa­trze­nia w Tobruku, zdo­byto też duże ilo­ści bry­tyj­skiego, bar­dzo wygod­nego umun­du­ro­wa­nia. Szybko je wyko­rzy­stano, naszy­wa­jąc wła­sne dys­tynk­cje i odznaki na bry­tyj­skie mun­dury i dość sze­roko je wyko­rzy­sty­wano. Teraz nie­miec­kich żoł­nie­rzy trudno było z daleka odróż­nić od bry­tyj­skich… Przy oka­zji do linii włą­czono też wiele zdo­bycz­nych pojaz­dów, ale na nich nama­lo­wano duże czarne krzyże, a na maskach lub na dachu czę­sto roz­wi­jano dużą czer­woną flagę ze swa­styką.

Niemieccy szta­bowcy przed wyru­sze­niem do Afryki wyobra­żali sobie, że pusty­nia to nie­koń­czące się morze piasz­czy­stych wydm. Część pustyni fak­tycz­nie tak wyglą­dała, choć ruchome pia­ski były z reguły nie­prze­jezdne, nawet dla pojaz­dów gąsie­ni­co­wych. Jednak więk­sza część to pusty­nia piasz­czy­sto-kamie­ni­sta albo wręcz kamie­ni­sta. Taka też była więk­szość dróg, które wydep­tały kara­wany koczu­ją­cej lud­no­ści arab­skiej i ber­ber­skiej. Szlaki te w róż­nym stop­niu nada­wały się do ruchu pojaz­dów woj­sko­wych, szcze­gól­nie koło­wych.

Jednak bar­dzo czę­sto były na nich ostre kamie­nie, które miały ten­den­cję do wbi­ja­nia się pomię­dzy bliź­nia­cze koła na tyl­nych osiach wielu nie­miec­kich cię­ża­ró­wek, szybko prze­bi­ja­jąc opony. Do końca kam­pa­nii wiele nie­miec­kich cię­ża­ró­wek miało bliź­nia­cze koła na tyl­nej osi i pro­blemu tego w zasa­dzie nie roz­wią­zano, choć na przy­kład więk­szość bry­tyj­skich cię­ża­ró­wek miało poje­dyn­cze koła, nie­które z opo­nami nisko­ci­śnie­nio­wymi.

Niemcy wyobra­żali sobie, że do dzia­łań w Afryce naj­bar­dziej nadaje się okres wio­senny i jesienny. Temperatury były wów­czas sto­sun­kowo umiar­ko­wane, a pora zimowa to w Afryce pora desz­czy, nie­raz ulew­nych. Większość dróg zamie­niała się wów­czas w błoto, a wio­sną na pustyni zaczy­nała rosnąć trawa, która zni­kała szybko w cie­plej­szych, bez­desz­czo­wych mie­sią­cach. W isto­cie jed­nak dzia­ła­nia pro­wa­dzono czę­sto cały rok, także latem mimo palą­cego upału. Natomiast wio­sną i jesie­nią wiały silne pustynne wia­try, szybko zamie­nia­jące się w burze pia­skowe – ham­sin. Te ostat­nie były bar­dzo dokucz­liwe, pia­sek bowiem dosta­wał się dosłow­nie wszę­dzie. Dla ludzi było to bar­dzo nie­kom­for­towe, ale gor­sze było dla sprzętu, który z cza­sem po takiej burzy trzeba było sta­ran­nie wyczy­ścić. W ogóle nie­miec­kie pojazdy bojowe i pomoc­ni­cze począt­kowo tra­fiły do Afryki bez żad­nych fil­trów pustyn­nych, co powo­do­wało bar­dzo przy­spie­szone zuży­cie sil­ni­ków. Później zaczęto mon­to­wać fil­try pustynne, co popra­wiło sytu­ację. Często były też pro­blemy z prze­grze­wa­niem się zespołu napę­do­wego, szcze­gól­nie w cza­sie jazdy pod górę.

W ogóle do dzia­łań nada­wała się jedy­nie pół­nocna część pustyni. Kilkanaście kilo­me­trów od wybrzeża morza koń­czyła się roślin­ność i z reguły zni­kały wszel­kie ludz­kie osie­dla, za wyjąt­kiem nie­wiel­kich oaz na pustyni, gdzie czę­sto krzy­żo­wały się wiel­błą­dowe szlaki, uży­wane też przez woj­ska jako drogi. Przez kolejne 50 – 60 km cią­gnęła się kamie­ni­sto-piasz­czy­sta pusty­nia, z reguły o twar­dej nawierzchni, którą pra­wie że można się było poru­szać w dowol­nym kie­runku. Były też na niej wzgó­rza i grzbiety, które w zasa­dzie nie dawały się poko­nać z uży­ciem pojaz­dów mecha­nicz­nych i trzeba je było omi­jać. Nawet czoł­gom na nie­które z nich ciężko było pod­je­chać. Dalej na połu­dnie, śred­nio około 80 km od wybrzeża, twarda nawierzch­nia koń­czyła się i prze­cho­dziła stop­niowo w lotne, nie­prze­jezdne pia­ski. Nawet czło­wiek z trud­no­ścią się po nich poru­szał. Tamtędy pro­wa­dziły nie­liczne ścieżki, wyko­rzy­sty­wane w zasa­dzie tylko przez bry­tyj­skich koman­do­sów z Long Range Desert Group, czy przez nie­liczne wło­skie jed­nostki spe­cjalne. Regularne woj­ska się tam nie zapusz­czały, bo moż­li­wo­ści ich ruchu w tym tere­nie spro­wa­dzały się nie­mal do zera.

Dlatego całą wojnę w Afryce Północnej toczono w owym pół­noc­nym pasie o śred­niej sze­ro­ko­ści 60 – 90 km (cza­sem mniej, bar­dzo rzadko wię­cej), opie­ra­jąc połu­dniowe skrzy­dło o ten nie­do­stępny teren. Wszystkie manewry spro­wa­dzały się do obszaru nad­mor­skiego, a dodat­kowo wzdłuż całego libij­skiego wybrzeża bie­gła szosa znana jako Via Balbia, naj­czę­ściej wyko­rzy­sty­wana przez dłu­gie kolumny zaopa­trze­niowe. Sieci kole­jo­wej nie­mal nie było, więc kolei w ogóle nie wyko­rzy­sty­wano.

W Afryce nie­mieccy dowódcy szybko się prze­ko­nali, że więk­szość terenu umoż­li­wia ruch nie w kolum­nach, ale w sze­ro­kiej ławie roz­wi­nię­tych pojaz­dów. W ten spo­sób zaczęto ugru­po­wy­wać pod­od­działy w swo­iste „pudełka”, z ele­men­tami roz­po­znaw­czymi z przodu, dalej roz­wi­nię­tymi czoł­gami, które posu­wały się też po bokach i z tyłu, w środku zaś umiesz­czano arty­le­rię prze­ciw­pan­cerną w przed­niej czę­ści, pie­chotę zmo­to­ry­zo­waną i dowódz­two w środku, dalej arty­le­rię polową, a na końcu ele­menty logi­styczne.

Walki na pustyni miały cha­rak­ter wysoce manew­rowy. Niemcy szybko wypra­co­wali tak­tykę, w ramach któ­rej wyru­szali do ataku zza linii ukry­tych armat prze­ciw­pan­cer­nych. Po pierw­szym star­ciu z bry­tyj­skimi czoł­gami, wła­sne czołgi szybko się wyco­fy­wały tuż za tę linię. Brytyjczycy nie mogli powstrzy­mać się od pościgu, pro­wa­dzo­nego w kawa­le­ryj­skim stylu, na dużej pręd­ko­ści. Ich czołgi były natych­miast dzie­siąt­ko­wane efek­tyw­nym ogniem armat prze­ciw­pan­cer­nych. Brytyjskie czołgi uzbro­jone w działa kal. 40 mm, mając wyłącz­nie poci­ski prze­ciw­pan­cerne, nie były w sta­nie sku­tecz­nie zwal­czać pozy­cji nie­miec­kich armat. Dumni syno­wie Albionu kil­ka­krot­nie się na to nabrali, dopiero kiedy przy­był gen. Bernard Montgomery, zaka­zał on sta­now­czo takich szarży. Ponadto w ugru­po­wa­nie bojowe bry­tyj­skich czoł­gów, które w mię­dzy­cza­sie uzbro­jono w efek­tyw­niej­sze 6‑funtówki kal. 57 mm, włą­czono działa samo­bieżne efek­tyw­nie nisz­czące pozy­cje nie­miec­kich armat prze­ciw­pan­cer­nych.

Ważna była też czę­sta obec­ność nie­miec­kich gene­ra­łów na pierw­szej linii frontu. Rommel oso­bi­ście dawał przy­kład, nie­kiedy nawet włą­cza­jąc się do oso­bi­stego prze­ję­cia dowo­dze­nia okre­ślo­nym bata­lio­nem w klu­czo­wych momen­tach walki. Inni gene­ra­ło­wie dowo­dzący DAK (kiedy Erwin Rommel został dowódcą grupy pan­cer­nej, a następ­nie armii pan­cer­nej) oraz dowo­dzący dywi­zjami, rów­nież czę­sto dowo­dzili z pierw­szej linii. Żołnierze to bar­dzo cenili, morale było wyso­kie. Ani Włosi, ani w więk­szo­ści Brytyjczycy tak nie robili, gene­ra­ło­wie dowo­dzili z bez­piecz­nych, odda­lo­nych od linii stycz­no­ści bojo­wej wojsk sta­no­wisk dowo­dze­nia.

Włoscy sojusz­nicy byli nato­miast słabo przy­go­to­wani do walk na pustyni. Ich dywi­zje w więk­szo­ści były pie­sze, miały nie­wy­star­cza­jącą ilość środ­ków trans­portu, a arty­le­ria pocho­dziła w znacz­nej czę­ści z okresu I wojny świa­to­wej. Ich wypo­sa­że­nie do dzia­łań na pustyni nie było impo­nu­jące, a woj­sko źle się na pustyni czuło, przy­go­to­wane raczej do sta­tycz­nej obrony w odpo­wied­nio przy­go­to­wa­nych obo­zach. Tajemnica ich klę­ski z 1940 r. pole­gała na tym, że wło­skie woj­sko nie miało jak ucie­kać przed bry­tyj­skim pan­cer­nym zago­nem i masowo pod­da­wało się, mając odciętą drogę wyco­fa­nia się. Do tego docho­dziły braki w łącz­no­ści i nie­umie­jętne dowo­dze­nie. Logistyka funk­cjo­no­wała, deli­kat­nie mówiąc, nie naj­le­piej. Efektywność wło­skiego sojusz­nika bar­dzo czę­sto dener­wo­wała Rommla, który w związku z tym czę­sto popa­dał w kon­flikt ze swo­imi wło­skimi prze­ło­żo­nymi.

W momen­cie przy­by­cia DAK do Afryki, Włosi mieli dwa kor­pusy armijne. X Korpus (gen. por. Mario Nuvoloni) miał dwie, czę­ściowo zmo­to­ry­zo­wane dywi­zje: 17. DP „Pavia” i 25. DP „Bologna”. XXI Korpus (gen. por. Enea Navarrini) miał 102. Dywizję Zmotoryzowaną „Trento”, 55. DP „Savona” i 60. DP „Sabratha”. Ponadto do dys­po­zy­cji była mocno prze­trze­biona 132. DPanc „Ariete”.

Pierwsze akcje bojowe

Kiedy tylko 3. Batalion Rozpoznawczy i 39. Dywizjon Przeciwpancerny zna­la­zły się w Syrcie, Rommel natych­miast posta­wił im pierw­sze zada­nie bojowe – prze­pro­wa­dze­nie roz­po­zna­nia w kie­runku odda­lo­nej o bli­sko 150 km miej­sco­wo­ści An-Naufalijja. 20 lutego oba pod­od­działy dotarły do An-Naufalijja i zajęły tę miej­sco­wość, nie napo­ty­ka­jąc nie­przy­ja­ciela. Dzień póź­niej nad­szedł roz­kaz z Berlina o zmia­nie nazwy „sił blo­ku­ją­cych” na Deutsches Afrikakorps. Miał on się skła­dać z 5. Dywizji Lekkiej i 15. Dywizji Pancernej.

Dowódca pierw­szej z nich, gen. mjr Johannes Streich, przy­był do Libii 24 lutego. Kolejny pod­od­dział 5. DLek, 8. Batalion Karabinów Maszynowych (8. bkm), wyła­do­wano w Trypolisie 27 lutego 1941 r. W jego dowódz­twie było 9 moto­cy­kli (2 z koszem), 4 samo­chody oso­bowo-tere­nowe (w tym jeden VW Kübelwagen) i dwie cię­ża­rówki oraz plu­ton łącz­no­ści z 9 samo­cho­dami oso­bowo-tere­no­wymi i dwoma moto­cy­klami. Miał dwa plu­tony moto­cy­klowe z 19 moto­cy­klami (13 z koszem), dwoma samo­cho­dami oso­bowo-tere­no­wymi i jedną pół­cię­ża­rówką w każ­dym, trzy kom­pa­nie kara­bi­nów maszy­no­wych z 10 moto­cy­klami (3 z koszem), 6 samo­cho­dami oso­bowo-tere­no­wymi i jedną pół­cię­ża­rówką w dowódz­twie każ­dej oraz z trzema plu­to­nami po cztery kara­biny maszy­nowe MG 34 kal. 7,92 mm, 5 moto­cy­kli (dwa z koszem), 6 samo­cho­dów oso­bowo-tere­no­wymi Horch 1A oraz plu­ton zaopa­trze­nia z 6 cię­ża­rów­kami, 2 samo­cho­dami oso­bowo-tere­no­wymi i 3 moto­cy­klami w każ­dej z kom­pa­nii. Ponadto były dwa plu­tony prze­ciw­pan­cerne po 3 armaty PaK 36 kal. 37 mm w każ­dym (wraz z odpo­wied­nią liczbą pojaz­dów), zmo­to­ry­zo­wany plu­ton moź­dzie­rzy (3 moź­dzie­rze kal. 81,4 mm i pojazdy) oraz plu­ton zaopa­trze­nia podobny do tego w każ­dej z kom­pa­nii. Pomimo dys­po­no­wa­nia 36 kara­bi­nami maszy­no­wymi MG 34, bata­lion miał też kil­ku­set pie­chu­rów, był więc w isto­cie bata­lio­nem pie­choty zmo­to­ry­zo­wa­nej.

1 marca 8. bkm wyru­szył do An-Naufalijja, by dołą­czyć do pozo­sta­łych dwóch pod­od­dzia­łów, a 11 marca w Trypolisie zaczął się wyła­du­nek trzonu 5. DLek – 5. Pułku Pancernego. Miał on sek­cję dowo­dze­nia (m.in. trzy PzBewg III), dwa plu­tony czoł­gów lek­kich w dowódz­twie (po 3 PzKpfw I i 2 PzKpfw II), kom­pa­nię remon­towo-ewa­ku­acyjną i dwa bata­liony pan­cerne. W każ­dym z nich było dowódz­two (2 PzBewg I i jeden PzKpfw II), plu­ton czoł­gów lek­kich (2 PzKpfw I i 3 PzKpfw II), dwie kom­pa­nie czoł­gów lek­kich po dwa plu­tony czoł­gów lek­kich (2 PzKpfw I i 3 PzKpfw II) i dwa plu­tony czoł­gów śred­nich (po 5 PzKpfw III) i kom­pa­nia czoł­gów śred­nich z plu­to­nem czoł­gów lek­kich (2 PzKpfw I i 3 PzKpfw II) i dwoma plu­to­nami czoł­gów śred­nich (po 5 PzKpfw IV). Faktyczny stan pułku (wraz z nie­wielką rezerwą czoł­gów) to 25 PzKpfw I, 45 PzKpfw II, 71 PzKpfw III (wszyst­kie z arma­tami kal. 50 mm), 20 PzKpfw IV i sie­dem czoł­gów dowód­czych.

Ponieważ Brytyjczycy skie­ro­wali część swo­ich sił z Afryki do Grecji, na wia­do­mość o poja­wie­niu się sil­niej­szego prze­ciw­nika, zaczęli się stop­niowo wyco­fy­wać z Cyrenajki. Tymczasem 23 marca Rommel wysłał 3. Batalion Rozpoznawczy, by zajął El Agheilę (Al Ukalję). Tego samego wie­czoru bata­lion wyru­szył, a jego kom­pa­nia moto­cy­klowa pode­szła do bry­tyj­skich pozy­cji od pół­noc­nego zachodu, a samo­chody pan­cerne i reszta bata­lionu – od połu­dnio­wego zachodu. Nad ranem cały bata­lion zaata­ko­wał El Agheilę, uzy­sku­jąc zasko­cze­nie. Po krót­kiej walce pozy­cja została zdo­byta a mia­steczko zajęte, austra­lij­scy żoł­nie­rze z nie­wiel­kiego gar­ni­zonu wyco­fali się na wschód. Rommel nie poprze­stał na tym i natych­miast naka­zał pościg do Mersa el Brega (Marsá al-Burayqa). Miasteczko to, 30 km na wschód od El Agheili, leżało mię­dzy wybrze­żem, a sło­nymi bagnami, sta­no­wiło więc prze­wę­że­nie w nada­ją­cym się do walki obsza­rze. Rommel spo­dzie­wał się tu więc sil­nego oporu Brytyjczyków. Jednak 30 marca do El Agheili zdo­łała podejść tylko część czoł­gów z 5. ppanc, mogąca wzmoc­nić trzy wcze­śniej wspo­mniane pod­od­działy 5. DLek.
Pierwszy atak Niemców został odparty, głów­nie ogniem arty­le­rii. Jednak gen. Streich wezwał dowódcę 8. bkm i naka­zał mu wraz z zapad­nię­ciem ciem­no­ści przej­ście na lewe skrzy­dło, sta­ra­jąc się zaata­ko­wać pozy­cje pod Mersa el Brega od strony wybrzeża. Batalion kara­bi­nów maszy­no­wych wyru­szył po zmroku i wkrótce odkryto, że kilka kilo­me­trów od szosy Via Balbia bry­tyj­skie okopy się koń­czą. Niemieccy pie­chu­rzy obe­szli te okopy od pół­nocy i zna­leźli się za nimi. Rozgorzała krótka, zacięta walka. Atak czę­ści 5. Pułku Pancernego od czoła spo­wo­do­wał wyco­fa­nie się bry­tyj­skich wojsk. Krytyczna pozy­cja pod Mersa el Brega do 1 kwiet­nia została zdo­byta. Zmotoryzowany 8. bkm ruszył za Brytyjczykami w pościg i do zmroku dotarł na odle­głość 35 km na wschód od Mersa el Brega, kiedy zatrzy­mał go ogień bry­tyj­skiej arty­le­rii.

W tym cza­sie, do ele­men­tów 5. Dywizji Lekkiej dołą­czył kolejny pod­od­dział, 1. Dywizjon 75. Pułku Artylerii Zmotoryzowanej. Miał on w swoim skła­dzie trzy bate­rie z łącz­nie 12 hau­bi­cami LeH 18 kal. 105 mm holo­wane przez cią­gniki pół­gą­sie­ni­cowe SdKfz 7. Właśnie teraz ten dywi­zjon włą­czono do walki, 2 kwiet­nia rano. Brytyjską obronę udało się prze­ła­mać i nie­miec­kie pod­od­działy zatrzy­mały się dopiero przy polach mino­wych pod Agedabia (Adżdabija).

Tego dnia doszło też do pierw­szego star­cia nie­miec­kich sił pan­cer­nych z bry­tyj­skimi czoł­gami. Elementy bry­tyj­skiej 2. DPanc ukryły się za wydmami, na połu­dnie od Via Balbia. Wykryło je tam roz­po­zna­nie lot­ni­cze. Na ich spo­tka­nie ruszyły czołgi bata­lionu z 5. ppanc. Wkrótce napo­tkano czołgi A13 Cruiser Mk IV z 3. BPanc z 2. Dywizji Pancernej. Po krót­kiej walce bry­tyj­skie czołgi wyco­fały się, Niemcy mieli trzy uszko­dzone wozy. W każ­dym razie nie­bez­pie­czeń­stwo ataku ze skrzy­dła zostało zaże­gnane. Agedabia też została zdo­byta pod wie­czór 2 kwiet­nia przez 8. bkm i 39. dppanc. W ślad za Niemcami podą­żały wło­ska 132. DPanc „Ariete” i 27. DP „Brescia” (czę­ściowo zmo­to­ry­zo­wana). Konsolidowały one zdo­by­cze i orga­ni­zo­wały osłonę nie­zwy­kle
waż­nej szosy Via Balbia.

Agedabia leży ok. 12 km od wybrzeża, ale przy samym rogu Zatoki Wielka Syrta. Dlatego wybrzeże skręca tu zde­cy­do­wa­nie na pół­noc, w kie­runku mia­sta por­to­wego Bengazi leżą­cego na samym skraju zatoki. W tym wła­śnie kie­runku wyco­fały się bry­tyj­skie woj­ska. W ślad za nimi ruszył 3. brozp, który już w ciągu dnia 2 kwiet­nia omi­nął bry­tyj­ską obronę w Agedabia od strony wybrzeża mor­skiego (od pół­noc­nego zachodu). Po dro­dze doszło do star­cia z bry­tyj­skimi samo­cho­dami pan­cer­nymi, ale i te, po krót­kiej walce, wyco­fały się.

Tymczasem główne siły 5. DLek Rommel skie­ro­wał nie na pół­noc, wzdłuż wybrzeża, ale drogą przez pusty­nię na pół­nocny wschód, w kie­runku poło­żo­nej na połu­dnie od Derny (Darny) miej­sco­wo­ści Mechili (Al-Machili) i dalej do samej Derny. Erwin Rommel słusz­nie zało­żył, że Brytyjczycy będą się wyco­fy­wali dłuż­szą, ale pewną drogą Via Balbia wzdłuż wybrzeża, naj­pierw na pół­noc do Bengazi, a następ­nie na wschód, do Derny. Dlatego posta­no­wił wysłać 5. DLek skró­tem drogą przez pusty­nię, na pół­nocny wschód. Miał nadzieję na odcię­cie bry­tyj­skich wojsk w tym rejo­nie. Nie jest to jed­nak takie pro­ste, bo do Derny było pra­wie 650 km. Po dro­dze nie było żad­nych osie­dli, żad­nej oazy. Gdyby dywi­zja utknęła w trak­cie mar­szu i gdyby skoń­czyły się zapasy wody, cały jej stan oso­bowy byłby ska­zany na zagładę. Ryzyko było olbrzy­mie. A gdyby droga oka­zała się nie­prze­jezdna? A gdyby pod­od­działy pogu­biły się w tere­nie pozba­wio­nym punk­tów orien­ta­cyj­nych?

A prze­cież Niemcy korzy­stali z wło­skich, bar­dzo nie­do­kład­nych map. Brytyjskie mapy były o wiele dokład­niej­sze i nie­zwy­kle w Deutsches Afrikakorps cenione. W dodatku służby zaopa­trze­nia DAK wydały jesz­cze jedno ostrze­że­nie: będzie pro­blem z pęka­ją­cymi na kamie­niach opo­nami, zwłasz­cza w cię­ża­rów­kach. A Włosi wydali inne – wzdłuż drogi w kie­runku Mechili wyco­fu­jąc się w 1940 r., wło­skie woj­ska usta­wiły wiele min…

Rommel nie prze­jął się tym, oso­bi­ście obej­rzał drogę lecąc swoim samo­lo­tem Fi 156 Storch i uznał, że prze­marsz jest moż­liwy. Nakazał 5. DLek ruszyć w kie­runku Mechili i dalej do Derny. Tyle, że kolumna dywi­zji (5. ppanc, 8. bkm, 39. dppanc, 1. da z 75. pa, służby zaopa­trze­nia), zatrzy­mała się led­wie 20 km od Mersa el Brega. Natychmiast poja­wił się Rommel. Okazało się, że pojazdy już nie mają paliwa. Kazał on roz­ła­do­wać wszyst­kie cię­ża­rówki z całej kolumny i ode­słać je do Trypolisu po paliwo. Około 1000 km!

Już 4 kwiet­nia cię­ża­rówki wró­ciły z pali­wem i kolumna ruszyła. Zaraz potem kilka pojaz­dów wyle­ciało na minach, ale mimo to marsz kon­ty­nu­owano. Nieco dalej pojazdy kołowe zaczęły grzę­znąć w pia­sku. Wkrótce kolumna znów sta­nęła. Do przodu wysu­nięto cią­gniki pół­gą­sie­ni­cowe, które powoli zaczęły wycią­gać pojazdy, które utknęły. Dopiero w połu­dnie, 5 kwiet­nia czo­łówka kolumny dotarła do miej­sca 20 km przed Mechili. Znów zatrzy­mano się z braku paliwa, w roz­cią­gnię­tej for­ma­cji, w miarę jak pojazdy zatrzy­my­wały się z pustymi zbior­ni­kami. Próba choć czę­ścio­wego zaopa­trze­nia kolumny w paliwo z powie­trza, skoń­czyła się szyb­kim znisz­cze­niem dwóch, trzy­sil­ni­ko­wych samo­lo­tów trans­por­to­wych Ju 52, które wylą­do­wały na dnie wyschnię­tego sło­nego jeziora, zostały zaraz zaata­ko­wane przez bry­tyj­skie myśliwce, ostrze­lane i pod­pa­lone. 5. Dywizja Lekka efek­tyw­nie utknęła, przy­naj­mniej na razie.

Jak się oka­zało, Rommel prze­wi­dział to. Dlatego jedna kom­pa­nię z 8. bkm, jedną z 39. dppanc i kom­pa­nię sape­rów, zaopa­trzył w dużą ilość paliwa i wysłał drogą z Agedabia (Adżdabija) drogą nieco bar­dziej na pół­noc, ale bie­gnącą wprost do Derny. Grupa ta, pod oso­bi­stym dowódz­twem dowódcy 8. bkm, mjr. Gustava Ponatha, miała do poko­na­nia krót­szą drogę, bar­dziej „na skróty” – około 450 km. W zasa­dzie grupa nie poru­szała się drogą, a nie­mal przez otwarty teren pustyni. Mjr Ponath musiał pole­gać głów­nie na kom­pa­sie, nie mając innych punk­tów orien­ta­cyj­nych. Dla całej 5. Dywizji Lekkiej, nawet według Rommla, droga ta była zbyt ryzy­kowna. Kiedy 5 kwiet­nia 1941 r. grupa bata­lio­nowa mjr. Ponatha dotarła do miej­sca zna­nego jako Bir ban Gania, na kawałku rów­nego twar­dego terenu cze­kały już dwa samo­loty trans­por­towe Ju 52 z pali­wem, jakie zdo­łały tu wylą­do­wać. Spod skrzy­dła jed­nego z nich, wyło­nił się… Rommel!

Po uzu­peł­nie­niu paliwa, ruszono dalej. Już po 30 km mar­szu tra­fiono na pole minowe. Stracono kilka pojaz­dów, kilku zabi­tych i ran­nych, mimo tu udało się poma­sze­ro­wać dalej. 6 kwiet­nia nad kolumną poja­wił się Fi 156 Storch, który wylą­do­wał w pobliżu. Oczywiście, wysiadł z niego gen. por. Erwin Rommel, cały czas moni­to­ru­jąc postępy prze­miesz­cza­nia się wojsk. Nakazał marsz na Mechili, by stąd, już drogą, ruszyć do Derny. W rejon Mechili dotarło tylko sześć pojaz­dów, pozo­stałe bowiem utknęły w pia­sku i usi­ło­wano je wydo­być. Teraz Rommel naka­zał obejść Mechili i ruszyć wprost na Dernę. Całość bata­lio­no­wej grupy bojo­wej zbie­rała się stop­niowo w rejo­nie na pół­noc od Mechili, ale w pew­nej odle­gło­ści od Derny zatrzy­mano się z braku paliwa.

Wydawało się, że to koniec mar­szu. Tymczasem poja­wił się bry­tyj­ski kon­wój cię­ża­ró­wek, który zna­lazł się w złym miej­scu i złym cza­sie. Zaskoczonych Brytyjczyków wzięto do nie­woli bez walki. Zebrano 244 jeń­ców, w tym czte­rech ofi­ce­rów. Brytyjskie cię­ża­rówki były wypeł­nione pali­wem, wodą i innymi dobrami. Wykorzystano nie tylko to wszystko, ale też i zdo­byte cię­ża­rówki. Tuż przed Derną zdo­byto kolejny kon­wój, zło­żony z około 100 cię­ża­ró­wek. Znów wzięto do nie­woli mniej wię­cej 200 jeń­ców. Nie miał ich jed­nak kto pil­no­wać, więc po ode­bra­niu broni, Brytyjczycy zostali zwol­nieni.

W nocy z 6 na 7 kwiet­nia bata­lio­nowa grupa bojowa dotarła pod samą Dernę, a następ­nego dnia w jej ręce wpa­dło dwóch naj­cen­niej­szych jeń­ców. Byli to gen. por Richard O’Connor i gen. por. Philip Neame, któ­rzy zabłą­dzili w ciem­no­ściach i tra­fili przy­pad­kowo pod Dernę, nawet nie wie­dząc, że są tu już nie­miec­kie woj­ska. Pierwszy z nich miał objąć dowódz­two sił bry­tyj­skich w Cyrenajce, a drugi je zdać. Teraz obaj zna­leźli się w nie­woli, tra­fia­jąc do obozu jeniec­kiego we Włoszech, z któ­rego uwol­niono ich w grud­niu 1943 r. Gen. por. O’Connor objął póź­niej dowódz­two kor­pusu, któ­rym dowo­dził w Europie Zachodniej w latach 1944 – 1945, a dla gen. Neame nie zna­le­ziono zatrud­nie­nia, choć pozo­stał w służ­bie czyn­nej do końca wojny. Teraz
jed­nak byli w rękach Niemców.

Mimo tej cen­nej zdo­by­czy, 7 kwiet­nia nie udało się zdo­być Derny, nie­miecki bata­lion był zbyt słaby. Kolejna próba pod­jęta następ­nego dnia, przy­nio­sła jed­nak nie­spo­dzie­wany suk­ces, Derna została zdo­byta przez słabe siły mjr. Ponatha (awan­so­wa­nego zaraz na pod­puł­kow­nika). Potrzebowała jed­nak wzmoc­nie­nia, a 5. Dywizja Lekka wciąż była unie­ru­cho­miona w rejo­nie Mechili. Tymczasem do Mechili dotarł zmo­to­ry­zo­wany bata­lion wło­skiej pie­choty oraz następny pod­od­dział 5. DLek – 606. Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej, mający w swoim skła­dzie trzy kom­pa­nie po trzy plu­tony z czte­rema samo­bież­nymi dzia­łami SdKfz10/4 (poje­dyn­cza armata prze­ciw­lot­ni­cza kal. 20 mm na trans­por­te­rze pół­gą­sie­ni­co­wym), razem 36 takich dział oraz wiele pojaz­dów towa­rzy­szą­cych. Kiedy teraz bry­tyj­skie myśliwce znów usi­ło­wały ostrze­lać Ju 52 lądu­jące z pali­wem, przy­wi­tał je gęsty ogień prze­ciw­lot­ni­czy. Jeden z bry­tyj­skich myśliw­ców zestrze­lono.
Niedługo potem cała 5. Dywizja Lekka zaczęła się stop­niowo zbie­rać tuż pod Mechili, kiedy dwa dni wcze­śniej do roz­pro­szo­nych wozów dotarła kolumna zaopa­trze­niowa z pali­wem i wodą. Dopiero 8 kwiet­nia udało się zdo­być Mechili bro­nioną przez indyj­ską 3. Brygadę Zmotoryzowaną, tra­cąc przy tym dwa czołgi PzKpfw III i jeden PzKpfw IV. Do tego momentu bry­tyj­skie woj­ska w więk­szo­ści zdo­łały się wyco­fać na wschód, obcho­dząc słaby nie­miecki poste­ru­nek w Dernie, więc Rommel pod­jął nową decy­zję – więk­szość 5. DLek skie­ro­wać wprost na poło­żony dalej na wschód Tobruk. Bardzo potrze­bo­wał tego waż­nego portu, bo woże­nie zaopa­trze­nia na odle­głość bli­sko 1500 km z Trypolisu, oka­zało się być zmorą. Tymczasem Włosi posu­wa­jący się Via Balbia za 3. Batalionem Rozpoznawczym zdo­łali zająć opusz­czone przez Brytyjczyków Bengazi, ale port ten w ogra­ni­czo­nym stop­niu nada­wał się do wyko­rzy­sta­nia. Wiosną i latem 1941 r. wyła­do­wy­wano tu około 600 – 750 ton zaopa­trze­nia dzien­nie, a w Trypolisie śred­nio 1500 ton dzien­nie. W tej sytu­acji, przy­dałby się jesz­cze Tobruk, który wraz z Bengazi pozwo­liłby dostar­czać zaopa­trze­nie bli­żej frontu. Inna sprawa, że droga mor­ska do Trypolisu była bez­piecz­niej­sza, niż do Bengazi, bli­żej bry­tyj­skiej bazy mor­skiej w Aleksandrii.

Pierwsza porażka – Tobruk

Nie tra­cąc czasu gen. por. Rommel wysłał grupę bojową (Kampfgruppe, KG) zło­żoną z 3. Batalionu Rozpoznawczego i 8. Batalionu Karabinów Maszynowych, powie­rza­jąc jej dowódz­two gen. por. Heinrichowi von Prittwitz, przy­by­łemu już do Afryki dowódcy 15. Dywizji Pancernej, która wciąż wyła­do­wy­wała się w Trypolisie. 9 kwiet­nia grupa ta bez­zwłocz­nie ruszyła w kie­runku Tobruku. Po wyko­na­niu nie­zbęd­nych obsług tech­nicz­nych, uzu­peł­nie­niu paliwa i amu­ni­cji, w ślad za nią w kie­runku Tmimi (At-Tamimi), wzdłuż Via Balbia ruszył też 5. Pułk Pancerny (płk Herbert Olbrich), około 60 km na wschód od Derny. Tymczasem KG von Prittwitz dotarła do Acromy, zale­d­wie 30 km na zachód od Tobruku.

Miasto było dobrze ufor­ty­fi­ko­wane, jesz­cze przez Włochów, począw­szy od 1935 r. Na podej­ściach do Tobruku w pro­mie­niu 15 km była długa na 54 km (w obwo­dzie pół­kola) linia 128 umoc­nień, z pierw­szą linią i cof­niętą o 600 m drugą linią polo­wych umoc­nień. Całość została wzmoc­niona zasie­kami z drutu kol­cza­stego, polami mino­wymi i rowami prze­ciw­pan­cer­nymi. W dodatku na linii umoc­nień wyko­rzy­stano natu­ralne wzgó­rza o wyso­ko­ści 140 do 160 m nad pozio­mem morza i nisko poło­żo­nego terenu wokół. Obronę twier­dzy Tobruk zor­ga­ni­zo­wano w opar­ciu o kom­pletną austra­lij­ską 9. Dywizję Piechoty (trzy bry­gady, pułk arty­le­rii polo­wej), pozo­sta­ło­ści indyj­skiej 3. Brygady Zmotoryzowanej oraz bry­tyj­ską 3. Brygadę Pancerną z 60 spraw­nymi czoł­gami.

9 kwiet­nia 8. bkm został na chwilę zatrzy­many w rejo­nie El Gazala (Ajn al-Ghazala), 60 km na zachód od Tobruku, ale wkrótce KG von Prittwitz ruszyła dalej. Za nią posu­wał się 5. ppanc, a za nim wło­skie 102. DZmot „Trento” i 27. DP „Brescia”. 10 kwiet­nia Rommel wydał roz­kaz do ataku na twier­dzę Tobruk. Elementy 5. Dywizji Lekkiej miały obejść bry­tyj­ską obronę od połu­dnia i zaata­ko­wać Tobruk od połu­dnio­wego wschodu, a siły wło­skie – od zachodu. Po ele­men­tach 5. DLek, pierw­sza pod Tobruk przy­była zmo­to­ry­zo­wana część 27. DP „Brescia”, którą fak­tycz­nie dowo­dził nie­miecki doradca wło­skiego dowódcy, gen. mjr Heinrich Kirchheim. Zaraz potem austra­lij­ska bate­ria arty­le­rii polo­wej tra­fiła VW 82 Kübelwagen któ­rym jechał gen. mjr Heinrich von Prittwitz und Gaffron, był to pierw­szy nie­miecki gene­rał, który zgi­nął w Afryce Północnej. Jego 15. DPanc nie zdą­żyła jesz­cze wziąć udziału w wal­kach, a już stra­ciła dowódcę.

Niedługo potem austra­lij­ski ogień przy­gwoź­dził też pie­chu­rów z 8. bkm, któ­rzy pod ogniem arty­le­rii ode­słali swoje pojazdy do tyłu, na bez­pieczną odle­głość i na pie­szo usi­ło­wali obejść obronę od połu­dnia. Mimo wspar­cia dywi­zjonu nie­miec­kiej arty­le­rii, bata­lion nie był w sta­nie kon­ty­nu­ować swo­jego mar­szu. 11 kwiet­nia przy­był drugi, iden­tyczny bata­lion, który stop­niowo masze­ro­wał aż z Trypolisu – 2. Batalion Karabinów Maszynowych (15. DPanc). To wła­śnie te dwa bata­liony i trzy kom­pa­nie sape­rów przy­dzie­lone do nich, utwo­rzyły razem póź­niej­szy 200. Pułk Zmotoryzowany 5. Dywizji Lekkiej, drugi główny ele­ment bojowy obok 5. Pułku Pancernego. Dowodzenie cało­ści sił nie­miec­kich pod Tobrukiem, po śmierci gen. mjr. von Prittwitza, objął gen. mjr Johannes Streich.
11 kwiet­nia po połu­dniu roz­po­czął się atak 5. ppanc (który miał jed­nak tylko 20 spraw­nych czoł­gów pod Tobrukiem) i 8. bkm. Ten ostatni miał nie­pełny stan około 500 ludzi, ponie­waż od 1 kwiet­nia stra­cił 27 zabi­tych, 81 ran­nych, 13 zagi­nio­nych i 80 powa­lo­nych cho­ro­bami. Ci ostatni cier­pieli głów­nie z powodu dezyn­te­rii, która była spo­wo­do­wana sła­bymi warun­kami higie­nicz­nymi. W dodatku, Niemcy w prze­ci­wień­stwie do Brytyjczyków, któ­rzy przy­kła­dali dużą wagę do budowy kry­tych latryn polo­wych, zała­twiali się do otwar­tych dołów, skąd liczne muchy roz­no­siły groźne zarazki.

Mimo wspar­cia nowo przy­by­łego, kor­pu­śnego I. Dywizjonu 18. Pułku Artylerii Przeciwlotniczej Luftwaffe, natar­cie zała­mało się, czołgi bowiem natra­fiły na rów prze­ciw­pan­cerny
i nie mogły dalej wspie­rać natar­cia. Wspomniany dywi­zjon miał trzy bate­rie po cztery armaty Flak 18 kal. 88 mm, holo­wane pół­gą­sie­ni­co­wymi cią­gni­kami SdKfz 7, wraz z odpo­wied­nią liczbą pojaz­dów towa­rzy­szą­cych (np. po 20 cię­ża­ró­wek w każ­dej bate­rii), a także dwie bate­rie po sześć armat Flak 38 kal. 20 mm w każ­dej, razem po 12 dział obu typów. Dywizjon ten póź­niej przy­dzie­lono prak­tycz­nie na stałe do 15. DPanc, a do 5. DLek (wkrótce 21. DPanc) tra­fił znacz­nie póź­niej podobny I. Dywizjon 33. Pułku Artylerii Przeciwlotniczej, mający nieco inną orga­ni­za­cję: trzy bate­rie po dwie armaty Flak 38 kal. 20 mm holo­wane przez samo­chody Horch 1A i cztery armaty Flak 18 kal. 88 mm, holo­wane pół­gą­sie­ni­co­wymi cią­gni­kami SdKfz 7, razem 6 Flak 38
kal. 20 mm i 12 FlaK 18 kal. 88 mm.

13 kwiet­nia pod­jęto ponowny atak, przy wspar­ciu dywi­zjonu arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej, który szybko stra­cił dwa działka kal. 20 mm, strze­la­jące do celów naziem­nych. Jednak cięż­sze armaty Flak 18 kal. 88 mm pomo­gły zli­kwi­do­wać kilka pozy­cji austra­lij­skiej arty­le­rii. Atak jed­nak znów skoń­czył się nie­po­wo­dze­niem, a w dodatku dal­szych strat przy­spo­rzył austra­lij­ski kontr­atak. Do rana 14 kwiet­nia 8. bkm miał 40 zabi­tych.

Nad ranem przy­była też inna kor­pu­śna jed­nostka, przy­dzie­lona do 5. Dywizji Lekkiej – 605. Dywizjon Artylerii Przeciwpancernej. W odróż­nie­niu od holo­wa­nych armat w orga­nicz­nym 39. dppanc, miał on cztery kom­pa­nie po 9 samo­bież­nych dział Panzerjager I z cze­skimi arma­tami kal. 47 mm, razem 27 takich wozów. Natarcie w Wielkanocną nie­dzielę, 14 kwiet­nia wsparł też 5. Pułk Pancerny, który zdo­łał wysta­wić już 38 czoł­gów. W wyniku ataku 8. bkm został zdzie­siąt­ko­wany. Aż 168 jego ofi­ce­rów i żoł­nie­rzy dostało się do austra­lij­skiej nie­woli. Wielu pole­gło, w tym ppłk Gustav Ponath, dowódca pod­od­działu. Z całego bata­lionu liczą­cego około 700 ludzi zdol­nych do walki po nie­miec­kiej stro­nie pozo­stało jedy­nie 112. Z kolei 5. ppanc stra­cił w walce aż 17 czoł­gów. 16 kwiet­nia rezul­tatu nie przy­niósł też atak czę­ści wło­skiej 132. Dywizji Pancernej „Ariete”.

17 kwiet­nia pod Tobruk przy­był pierw­szy ele­ment bojowy wyła­do­wy­wa­nej 15. DPanc – 15. Batalion Motocyklowy. Miał on trzy kom­pa­nie moto­cy­klowe po 178 ludzi na 46 moto­cy­klach z wóz­kiem i 11 moto­cy­klach bez wózka oraz 16 samo­cho­dach róż­nych typów. W kom­pa­nii było też 13 kara­bi­nów maszy­no­wych MG 34 kal. 7,92 mm oraz trzy moź­dzie­rze kal. 50 mm. Czwarta kom­pa­nia była kom­pa­nią kara­bi­nów maszy­no­wych z dwoma plu­to­nami kara­bi­nów maszy­no­wych (razem 16 MG 34 kal. 7,92 mm) oraz plu­to­nem moź­dzie­rzy (dwa moź­dzie­rze kal. 81,4 mm), z nieco więk­szą liczbą samo­cho­dów i mniej­szą moto­cy­kli, a piąta kom­pa­nia była kom­pa­nią ciężką, ze 190 ludźmi, plu­to­nem sape­rów, plu­to­nem dział pie­choty (2 LeIG 18 kal. 75 mm holo­wane przez samo­chody Horch 1A) i plu­to­nem prze­ciw­pan­cer­nym (3 PaK 36 kal. 37 mm holo­wane Horchami 1A).

Kiedy jed­nak do 18 kwiet­nia kolejne próby zdo­by­cia Tobruku nie przy­nio­sły rezul­tatu, Rommel w końcu prze­stał bić głową w mur i posta­no­wił pocze­kać na przy­by­cie więk­szej czę­ści 15. Dywizji Pancernej, któ­rej dowódcą był teraz płk (wkrótce gen. mjr) Hans-Karl Freiherr von Esebeck. Tymczasem, mimo pro­blemu pod Tobrukiem, gen. por. Rommel posta­no­wił wysłać 3. brozp, I./33. paplot, 15. bmot (trzy kom­pa­nie moto­cy­klowe) oraz 33. dppanc z 15. DPanc (orga­ni­za­cja nieco inna niż w przy­padku 39. dppanc, miał on bowiem obok dwóch kom­pa­nii holo­wa­nych armat prze­ciw­pan­cer­nych PaK 36 kal. 37 mm po 12 dział także kom­pa­nię dział samo­bież­nych Panzerjager I kal. 47 mm z 9 dzia­łami) w kie­runku Fort Capuzzo, małej wło­skiej kolo­nii leżą­cej
przy samej gra­nicy z Egiptem.

Celem było roz­po­zna­nie prze­ciw­nika walką, przed dal­szym ata­kiem w kie­runku Kanału Sueskiego, który Rommel posta­no­wił zdo­być za wszelką cenę. Całością tej grupy dowo­dził płk Maximilian von Herff, dowódca 115. Pułku Zmotoryzowanego z 15. DPanc i dla­tego impro­wi­zo­wany oddział otrzy­mał nazwę KG von Herff. Ciekawostką jest to, że płk von Herff na początku 1942 r. wró­cił do Europy i prze­szedł do Waffen SS, wal­cząc m.in. z powsta­niem w Getcie Warszawskim. W SS dosłu­żył się stop­nia obe­rgrup­pen­füh­rer (trzy­gwiazd­kowy gene­rał). Zmarł w obo­zie jeniec­kim w 1945 r.
4. i 5. Kompania z Kradschützen-Bataillon 15 (15. bmot), które przy­były póź­niej, zaan­ga­żo­wano dla odmiany w wal­kach o Tobruk. Tymczasem Kampfgruppe von Herff zajęła Bardię i 19 kwiet­nia Fort Capuzzo, umac­niają się tam. 24 kwiet­nia doko­nano wypadu do płotu gra­nicz­nego pomię­dzy Libią a Egiptem, ale silny ogień Brytyjczyków zmu­sił Niemców do wyco­fa­nia się do Fort Capuzzo. Kiedy jed­nak 27 kwiet­nia Brytyjczycy wyco­fali się, von Herff zajął pozy­cje obronne od Sidi Omar do prze­łę­czy Halfaya, już po egip­skiej stro­nie. Do grupy bojo­wej KG von Herff zdo­łano też dosłać nie­wielki wło­ski pod­od­dział, w tym bate­rię arty­le­rii polo­wej.

27 kwiet­nia do Afryki przy­był gen. por. Paulus, wów­czas kwa­ter­mistrz OKH, mający nad­zo­ro­wać jak naj­szyb­szy prze­rzut całej 15. DPanc do Afryki. Aby ten pro­ces przy­śpie­szyć, posta­no­wiono wyko­rzy­stać dwie grupy trans­por­towe Ju 52 do prze­rzutu pie­chu­rów dywi­zji z Włoch do Derny. Już 28 kwiet­nia pod Tobruk dotarł I. Batalion ze 115. Pułku Zmotoryzowanego 15. DPanc oraz jej 33. Batalion Saperów. Tego dnia pod­jęto kolejną próbę szturmu Tobruku, znów zakoń­czoną nie­po­wo­dze­niem. Równocześnie jed­nak pod to mia­sto kie­ro­wano dal­sze uzu­peł­nie­nia, w tym świe­żych żoł­nie­rzy do odbu­do­wa­nia 8. bkm, jed­nego z dwóch bata­lio­nów two­rzą­cych 200. pzmot (płk Gerhard Graf von Schwerin Aufstellung) z 5. Dywizji Lekkiej. Kolejne ataki prze­rwano jed­nak 1 maja.
Sytuacja zaczęła się jed­nak kom­pli­ko­wać w rejo­nie Przełęczy Halfaya. Teraz, po ścią­gnię­ciu czę­ści sił pod Tobruk, który dla Rommla był jak cierń na jego tyłach, który utrud­niał ruch kolumn zaopa­trze­nio­wych na wschód poprzez ostrzał dostęp­nych dróg i moż­li­wość prze­pro­wa­dze­nia ataku blo­ku­ją­cego owe drogi. Na prze­łę­czy pozo­stała więc kom­pa­nia moto­cy­kli­stów z 15. bmot oraz bate­ria wło­skiej arty­le­rii polo­wej. 15 maja atak bry­tyj­skiego wzmoc­nio­nego bata­lionu pie­choty na wzgó­rze po pół­noc­nej stro­nie oraz atak na prze­łęcz 22. Brygady Gwardii (zmo­to­ry­zo­wa­nej) wspar­tej przez 22 czołgi pie­choty Matilda. Po bry­tyj­skim ataku, do „swo­ich” wró­ciło 12 żoł­nie­rzy Osi… Równocześnie 7. Brygada Pancerna (wów­czas w skła­dzie 7. DPanc) 29 czoł­gami szyb­kimi, samo­cho­dami pan­cer­nymi i arty­le­rią prze­ciw­pan­cerną zajęła Sollum i Fort Capuzzo. Rommel na spo­tka­nie Brytyjczyków wysłał I. Batalion 8. Pułku Pancernego (15. DPanc). Kontratak nie­miec­kich czoł­gów został jed­nak odparty przez bry­tyj­ską pie­chotę z arma­tami prze­ciw­pan­cer­nymi.

W tym miej­scu warto wspo­mnieć, że w ciągu maja pod Tobruk ścią­gnięto całą 15. DPanc. Dywizja ta była sil­niej­sza od 5. DLek, poza bowiem nie­mal iden­tycz­nym puł­kiem pan­cer­nym (8. ppanc, ppłk Hans Cramer) miała całą bry­gadę zmo­to­ry­zo­waną – 15. Schützen-Brigade, pod dowódz­twem gen. mjr. Erwina Menny. Składała się ona z dwóch puł­ków zmo­to­ry­zo­wa­nych (w 5. DLek był tylko jeden 200. pzmot z dwoma bata­lio­nami): 104. pzmot (płk Gustav-Georg Knabe) i 115. pzmot (ppłk Werner Marcks). Oba pułki skła­dały się (począt­kowo) z dwóch bata­lio­nów pie­choty zmo­to­ry­zo­wa­nej po trzy kom­pa­nie pie­choty w każ­dym z nich. Każdy bata­lion otrzy­mał też czwartą kom­pa­nię kara­bi­nów maszy­no­wych, w któ­rych było też sześć armat prze­ciw­pan­cer­nych PaK 36 kal. 37 mm cią­gnio­nych przez samo­chody Horch 1A. Piątą kom­pa­nią w bata­lio­nie była kom­pa­nia dział pie­choty z czte­rema LeIG 18 kal. 75 mm i dwoma sIG 33 kal. 150 mm, cią­gnio­nymi przez cią­gniki pół­gą­sie­ni­cowe. Poza dwoma puł­kami (razem cztery bata­liony), w bry­ga­dzie był też opi­sany już 15. Batalion Motocyklowy.

15. DPanc miała też pełny pułk arty­le­rii – 33. Pułk Artylerii Zmotoryzowanej, z dwoma dywi­zjo­nami hau­bic LeFH 18 kal. 105 mm i dywi­zjo­nem hau­bic sFH 18 kal. 150 mm cią­gnię­tymi przez cią­gniki pół­gą­sie­ni­cowe. Każdy dywi­zjon miał trzy bate­rie po cztery działa oraz bate­rię dowo­dze­nia. Ponadto w dowódz­twie pułku była bate­ria roz­po­zna­nia arty­le­ryj­skiego, w któ­rym m.in. było 13 trans­por­te­rów pół­gą­sie­ni­co­wych SdKfz 2513 z radio­sta­cjami. Skład dywi­zji uzu­peł­niały wspo­mniane już 33. Batalion Rozpoznawczy i 33. Dywizjon Przeciwpancerny, a także 33. Batalion Saperów, 33. Batalion Łączności (póź­niej prze­mia­no­wany na 78. bł) i tyły dywi­zji. Mając 5. Dywizję Lekką (dwa bata­liony czoł­gów, dwa bata­liony kara­bi­nów maszy­no­wych, dywi­zjon arty­le­rii polo­wej, bata­lion roz­po­znaw­czy, dywi­zjon prze­ciw­pan­cerny) i 15. Dywizję Pancerną (dwa bata­liony czoł­gów, cztery bata­liony zmo­to­ry­zo­wane, bata­lion moto­cy­klowy, trzy dywi­zjony arty­le­rii polo­wej, bata­lion roz­po­znaw­czy, dywi­zjon prze­ciw­pan­cerny) oraz pod­od­działy kor­pu­śne (samo­bieżny dywi­zjon prze­ciw­pan­cerny, dwa dywi­zjony arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej Luftwaffe), DAK stał się teraz peł­no­war­to­ścio­wym, choć sto­sun­kowo nie­wiel­kim kor­pu­sem.

26 maja 1941 r. na roz­kaz Rommla pod­jęto ope­ra­cję „Skorpion” – atak mający na celu odzy­ska­nie Przełęczy Halfaya. Do ataku ruszył cały 8. Pułk Pancerny z dołą­czo­nym do niego bata­lio­nem pan­cer­nym z 5. ppanc, pod dowódz­twem ppłk. Hansa Cramera, dodat­kowo wzmoc­nione ele­men­tami arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej. Osłonę skrzy­dła zgru­po­wa­nia pan­cer­nego sta­no­wiły oba bata­liony roz­po­znaw­cze (3. i 33. brozp) pod wspól­nym dowódz­twem dowódcy 3. brozp, któ­rym był ppłk Irnfried Freiherr von Wechmar. Niespodziewany kontr­atak powiódł się i do wie­czora Przełęcz Halfaya została odzy­skana przez Niemców. Na linii od prze­łę­czy do wybrzeża morza usta­no­wiono linię obrony, którą posta­no­wiono umoc­nić, jako bazę dla przy­szłego natar­cia w kie­runku Kanału Sueskiego.

Operacja „Battleaxe”

W rejo­nie gra­nicy egip­sko-libij­skiej wybrzeże na krót­kim odcinku bie­gnie z pół­nocy (Libia) na połu­dnie (Egipt), po czym zarówno w Libii jak i w Egipcie skręca na linię wschód – zachód. Rejon ten, od portu Bardia (około 30 km w głąb Libii od gra­nicy) do Solum zaraz po egip­skiej stro­nie i jesz­cze kil­ka­na­ście kilo­me­trów dalej cha­rak­te­ry­zuje się tym, że mniej wię­cej wzdłuż wybrzeża, około 5 – 10 km od morza, bie­gnie trudna do poko­na­nia natu­ralna, ska­li­sta skarpa. Na obsza­rze około 50 – 60 km można się poru­szać albo przy samym morzu, wzdłuż Via Balbia lub jej egip­skiego prze­dłu­że­nia bie­gną­cego do Aleksandrii, albo też przez otwartą kamie­ni­stą pusty­nię po połu­dniowo zachod­niej stro­nie skarpy, aż do przej­ścia twar­dego pasa pustyni w piasz­czy­ste, nie­prze­jezdne wydmy około 50 – 60 km od wybrzeża.

Jedynym miej­scem, gdzie ową skarpę można prze­kro­czyć w jedną bądź drugą stronę, jest wła­śnie wspo­mniana Przełęcz Halfaya, leżąca kilka kilo­me­trów od gra­nicy, po egip­skiej stro­nie. Za prze­łą­czą, po egip­skiej stro­nie, skarpa oddala się wyraź­nie od wybrzeża. Kto chce prze­je­chać z Libii do Egiptu musi albo ruszyć bar­dzo wąskim pasem mię­dzy skarpą a wybrze­żem, albo przejść z libij­skiej pustyni przez Przełęcz Halfaya do egip­skiej twar­dej, kamie­ni­stej czę­ści pustyni. Przez otwartą pusty­nię na połu­dnie od skarpy nie da się przejść w głąb Egiptu, skarpa bowiem uko­sem prze­gra­dza drogę do Egiptu, bie­gnąc na połu­dniowy wschód, nie­mal do pia­sko­wych wydm dalej na połu­dniu. Nieco bar­dziej na pół­nocny zachód od Przełęczy Halfaya, około 12 km, leży miej­sco­wość Sollum, ostat­nia po egip­skiej stro­nie.

Po wło­skiej stro­nie więk­szą miej­sco­wo­ścią, ale odda­loną około 20 km od morza jest Fort Capuzzo, a 30 km na pół­noc od niego port Bardia, leżący oczy­wi­ście na samym wybrzeżu. Mnie wię­cej 10 km na zachód od Fort Capuzzo znaj­duje się grzbiet o wyso­ko­ści nieco ponad 200 m nad pozio­mem morza.

15 czerwca 1941 r. Brytyjczycy przy­pu­ścili swoje natar­cie na nie­miec­kie pozy­cje. Niemcy byli przy­go­to­wani, jedną bowiem z moc­nych stron DAK były pod­od­działy roz­po­zna­nia radio­wego. Zadziwiające jest to, że Brytyjczycy, któ­rzy z pomocą pol­skich mate­ma­ty­ków „roz­gryźli” Enigmę, nie­miecką maszynę szy­fru­jącą, prze­chwy­tu­jąc stru­mie­nie nie­zwy­kle cen­nej nie­miec­kiej kore­spon­den­cji radio­wej, sami nie zacho­wy­wali dosta­tecz­nej dys­cy­pliny łącz­no­ści. Ich depe­sze radiowe, poda­wane albo otwar­tym tek­stem, albo zaszy­fro­wane w pry­mi­tywny spo­sób, były sys­te­ma­tycz­nie prze­chwy­ty­wane przez pod­od­działy roz­po­zna­nia radio­wego DAK i odpo­wied­nie wnio­ski z nich pły­nące szybko tra­fiały do Rommla i innych nie­miec­kich dowód­ców. Dlatego wła­śnie Niemcy wie­dzieli o pla­no­wa­nej ope­ra­cji „Battleaxe”, łącz­nie ze zna­jo­mo­ścią ogól­nego planu całej ope­ra­cji.

Cały Deutsches Afrikakorps został spod Tobruku ścią­gnięty na egip­sko-libij­ską gra­nicę, w pierw­szej poło­wie czerwca 1941 r. 21. Dywizja Pancerna zna­la­zła się bli­żej wybrzeża, a 5. Dywizja Lekka w rejo­nie Fort Capuzzo. Elementy wło­skiej 132. Dywizji Pancernej roz­lo­ko­wano na zachod­nim skrzy­dle, czyli (patrząc od strony frontu nie­miec­kiego) – na pra­wym skrzy­dle. Zadaniem tej ostat­niej było zapo­bie­gnię­cie moż­li­wo­ści obej­ścia nie­miec­kich linii od strony otwar­tej pustyni. Wzmocnienie nie­miec­kich pozy­cji arma­tami kal. 88 mm z obu dywi­zjo­nów arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej pozwo­liło na sku­teczne ostrze­li­wa­nie bry­tyj­skich czoł­gów z dużej odle­gło­ści. Co prawda tuż przed ope­ra­cją otrzy­mali oni drogą mor­ską 238 czoł­gów, w tym 135 Matilda i 82 nowe Crusadery, to jed­nak te ostat­nie wciąż były uzbro­jone w mało sku­teczną 2‑funtową armatę kal. 40 mm. Największą wadą tej armaty był brak do niej poci­sków odłam­kowo-burzą­cych, co prak­tycz­nie czy­niło je bez­silne w walce z arty­le­rią prze­ciw­pan­cerną. W dodatku współ­dzia­ła­nie nie­miec­kich czoł­gów z wła­sną arty­le­rią prze­ciw­pan­cerną, wcią­ga­nie bry­tyj­skich czoł­gów we wła­sne zasadzki prze­ciw­pan­cerne przez nie­miec­kie czołgi, przy­pie­czę­to­wało klę­skę ope­ra­cji „Battleaxe”.

Niemcy bar­dzo umie­jęt­nie prze­pro­wa­dzali kolejne kontr­ataki, osła­bia­jąc i dez­or­ga­ni­zu­jąc ata­ku­ją­cych Brytyjczyków. Tym ostat­nim udało się co prawda zdo­być Fort Capuzzo, ale nie udało im się opa­no­wać Przełęczy Halfaya, trzy­ma­nej przez I. Batalion 104. Pułku Zmotoryzowanego, dowo­dzony przez kpt. Wilhelma „Papa” Bacha. Kpt. Bach, ofi­cer rezerwy, w „cywilu” był… lute­rań­skim pasto­rem, stąd prze­zwi­sko „papa”. Trzeba przy­znać, że jego świą­to­bli­wość bar­dzo umie­jęt­nie dowo­dził bata­lio­nem zmo­to­ry­zo­wa­nym i przy­dzie­loną mu arty­le­rią prze­ciw­pan­cerną… Za jego dzia­ła­nia na Przełęczy Halfaya wie­lebny Bach otrzy­mał Krzyż Rycerski Krzyża Żelaznego.

7. Brygada Pancerna, po roz­je­cha­niu obrony w Fort Capuzzo i ode­pchnię­ciu bata­lionu z 5. ppanc, 16 czerwca pędziła wprost na Bardię, ale „nadziała się” na zasadzkę zor­ga­ni­zo­waną przez cały 33. dywi­zjon prze­ciw­pan­cerny, z jed­nym przy­dzie­lo­nym mu dzia­łem prze­ciw­lot­ni­czym kal. 88 mm. Dodatkowo, obronę wsparł kontr­atak czoł­gów 8. ppanc. Pułk stra­cił bli­sko połowę swo­ich czoł­gów (część z nich wyre­mon­to­wano póź­niej i przy­wró­cono do służby), ale bry­tyj­skie natar­cie zostało osta­tecz­nie zatrzy­mane. Bardia pozo­stała w rękach wojsk Osi.

Skutkiem klę­ski ope­ra­cji „Battleaxe” były zmiany w bry­tyj­skim dowódz­twie. Naczelny dowódca na Bliskim Wschodzie, gen. Archibald Wavell, został ode­słany do Indii, zamie­nia­jąc się miej­scami z dotych­cza­so­wym dowódcą Wojsk Brytyjskich w Indiach, gen. Claude Auchinleckiem, który przy­był na miej­sce Wavella do Egiptu. Ze sta­no­wi­skiem poże­gnał się też dowódca XIII Korpusu, jedy­nego wów­czas bojo­wego związku ope­ra­cyj­nego wal­czą­cego w Afryce, gen. por. Noel Beresford-Peirse. Skierowano go do dowo­dze­nia siłami w Sudanie, gdzie nie musiał kie­ro­wać ope­ra­cjami bojo­wymi. I wresz­cie sta­no­wi­sko stra­cił też dowódca 7. Dywizji Pancernej, który stra­cił nie­mal wszyst­kie nowo dosłane czołgi Crusader, gen. mjr Michael O’Moore Creagh. Jemu zna­le­ziono inne sta­no­wi­sko – dowódca Hampshire and Dorset District, czyli coś w rodzaju naszego woje­wódz­kiego sztabu woj­sko­wego, zaj­mu­ją­cego się głów­nie rekru­ta­cją woj­ska, mobi­li­za­cją mocy pro­duk­cyj­nych i dba­niem o prze­strze­ga­nie prze­pi­sów o zaciem­nie­niu.

Po nie­miec­kiej stro­nie w maju i na początku czerwca też doszło do zmian. Po nie­uda­nych pró­bach zdo­by­cia Tobruku oraz z powodu opie­sza­ło­ści w prze­miesz­cza­niu wojsk (nie do końca rze­czy­wi­stej, lecz w subiek­tyw­nej oce­nie Rommla), ze sta­no­wi­skiem poże­gnał się dowódca 5. Dywizji Lekkiej, gen. mjr Streich oraz dowódca 5. ppanc, ppłk Herbert Olbrich. Nowym dowódcą dywi­zji został gen. por. Karl Böttcher, a nowym dowódcą 5. ppanc – ppłk Friedrich Stephan. Trzeba też było wyzna­czyć nowego dowódcę 15. DPanc, dotych­cza­sowy gen. mjr Hans-Karl Freiherr von Esebeck został bowiem ciężko ranny pod Tobrukiem już 13 maja 1941 r. Został ode­słany do Niemiec na lecze­nie i do Afryki już nie wró­cił. Dopiero 16 lipca przy­był nowy dowódca – gen. mjr Walter Neumann-Silkow i objął dowo­dze­nie 15. Dywizji Pancernej.

Rommel trium­fo­wał, choć było sprawą oczy­wi­stą, że nad woj­skami Osi zbie­rają się ciemne chmury. Sytuacja zaopa­trze­niowa nie była zbyt dobra. W maju 1941 r. w Trypolisie wyła­do­wano 20 300 ton zaopa­trze­nia i uzu­peł­nień dla DAK (oraz 26 000 ton dla Włochów), a w znaj­du­ją­cym się dużo bli­żej frontu Bengazi, przy nabrze­żach i za pomocą barek trans­por­tu­ją­cych ładunki ze stat­ków na redzie 12 000 ton dla DAK i 10 800 ton dla Włochów. W rejo­nie Trypolisu, w mniej­szych por­tach i za pomocą barek wyła­do­wano dodat­kowo 16 380 ton dla obu sojusz­ni­ków. Razem woj­ska Osi w Afryce Północnej otrzy­mały w maju 1941 r. 85 480 ton, jed­nak część z tego sta­no­wiły uzu­peł­nie­nia i wzmoc­nie­nie wojsk, więc rze­czy­wi­stego zaopa­trze­nia było około 50 – 60 tys. ton. Absolutne mini­mum wojsk Osi w Afryce, w owym okre­sie oce­niano na około 70 000 ton zaopa­trze­nia mie­sięcz­nie.

Pomijając fakt, że zaopa­trze­nia dowie­ziono nieco poni­żej mini­mal­nej wyma­ga­nej war­to­ści, to jesz­cze 62 680 ton wyła­do­wano w rejo­nie Trypolisu, ponad 1000 km od linii frontu, a tylko 22 800 ton w dużo bli­żej poło­żo­nym Bengazi. Problem pole­gał czę­ściowo na moż­li­wo­ściach prze­ła­dun­ko­wych portu, a czę­ściowo na tym, że port Bengazi był sys­te­ma­tycz­nie bom­bar­do­wany przez RAF z Egiptu. W czerwcu w Trypolisie znów wyła­do­wano 62 000 ton, a w Bengazi tylko 18 200 ton. W lipcu sytu­acja się nieco popra­wiła: w Trypolisie wyła­do­wano 64 600 ton, a w Bengazi 23 390 ton, a w sierp­niu w Trypolisie 76 320 ton a w Bengazi 27 990 ton. Główny pro­blem pole­gał na tym, że całe zaopa­trze­nie z Trypolisu trzeba było prze­wieźć do wojsk cię­ża­rów­kami, na bar­dzo dużą odle­głość.

Z bli­sko 70 tys. ton zaopa­trze­nia dla Włochów i DAK, które sta­rano się mie­sięcz­nie dostar­czać do Afryki, około 23 000 ton sta­no­wiło paliwo, co mniej wię­cej pokry­wało się z zapo­trze­bo­wa­niem. Problem pole­gał na tym, że cię­ża­rówki trans­por­tu­jące zaopa­trze­nie z Trypolisu czy nawet z Bengazii, zuży­wały łącz­nie nawet do połowy tego paliwa na trans­port zaopa­trze­nia. Stąd poja­wiły się braki w pali­wie dla DAK, wyno­szące nawet 11 – 12 tys. ton mie­sięcz­nie. Alternatywą byłoby zabra­nie więk­szej ilo­ści paliwa, ale wtedy pozo­stałe ładunki, w tym amu­ni­cję, czę­ści zamienne i uzu­peł­nie­nia, trzeba by było zre­du­ko­wać do mniej niż 35 tys. ton mie­sięcz­nie, poja­wi­łyby się więc braki w tych środ­kach.

Mimo wszystko sytu­acja zaopa­trze­niowa nie­miec­kich wojsk w Afryce nie była aż tak zła. Tak naprawdę naj­więk­szym pro­ble­mem był dowóz zaopa­trze­nia z por­tów dla wojsk, szcze­gól­nie wtedy, kiedy woj­ska Osi wyry­wały się do przodu, wkra­cza­jąc do Egiptu. Warto też zauwa­żyć, że zdo­by­cie Kanału Sueskiego, co było celem Rommla, było w isto­cie uza­leż­nione od zdo­by­cia nada­ją­cego się do uży­cia portu w Aleksandrii. W prze­ciw­nym razie trans­port zaopa­trze­nia z Trypolisu i Bengazi cię­ża­rów­kami na odle­głość 1300 – 2000 km byłby wyjąt­kowo trudny, jeśli w ogóle moż­liwy, bio­rąc pod uwagę, jaka ilość cię­ża­ró­wek musia­łaby być zaan­ga­żo­wana, nie mówiąc już o zuży­wa­nym przez nie pali­wie.

Ale nawet, gdyby Aleksandria została opa­no­wana i Kanał Sueski został zdo­byty, to co dalej? Brytyjczycy z pew­no­ścią cof­nęli by się do Palestyny i Arabii Saudyjskiej. I stop­niowo odbu­do­wy­wa­liby swoje siły. A kiedy w grud­niu 1941 r. Stany Zjednoczone przy­stą­piły do wojny, odbu­dowa sił bry­tyj­skich prze­bie­gała jesz­cze szyb­ciej. Gdzie dalej zaata­ko­wałby Rommel? Czy jego dwie dywi­zje pan­cerne i kilka dywi­zji wło­skich pie­chu­rów zaję­łyby Palestynę, Syrię, Jordanię, Irak i Arabię Saudyjską? A Iran? Czy woj­ska Osi obsa­dzi­łyby front na gra­nicy Iraku z Iranem długi ponad 1000 km? Czy Rommel nie zda­wał sobie sprawy, że nawet zaję­cie całej Doliny Nilu wyma­gało wię­cej sił, niż jego DAK i dwa słabe wło­skie kor­pusy, choćby z powodu samych prze­strzeni, na jakich musia­łyby być pro­wa­dzone ope­ra­cje? A co z Sudanem i Somalią, gdzie też sta­cjo­no­wały bry­tyj­skie woj­ska? Gdyby poszedł na Palestynę, wów­czas woj­ska z Sudanu i połu­dnio­wego Egiptu, wzmoc­nione świe­żymi siłami odcię­łyby go tam, zamknię­tego w rejo­nie, gdzie w żad­nym razie jego zaopa­try­wa­nie nie byłoby moż­liwe. Mógł też nigdzie nie iść, lecz na Synaju zbu­do­wać solidną obronę. Ale wtedy trzeba by zbu­do­wać front rów­nież od strony Doliny Nilu, by zabez­pie­czyć się przed ata­kiem od połu­dnia.

Od Port Saidu do Suezu, wzdłuż Kanału Sueskiego i wąskiej czę­ści Jeziora Gorzkiego, to około 150 km. Od Suezu przez Kair do El Maghra na skraju Depresji Kattara, to kolejne 350 km, razem 500-kilo­me­trowy front. Dziesięć wło­skich i nie­miec­kich dywi­zji musia­łoby więc bro­nić frontu dłu­go­ści 500 km, po 50 km na dywi­zję. Czy można sobie wyobra­zić wło­ską dywi­zję z dwoma puł­kami pie­choty obsa­dza­jącą 50-kilo­me­trowy odci­nek obrony? Jeden bata­lion na 10 km, bo jeden trzeba by zosta­wić w odwo­dzie. Czyli około 250-oso­bowa kom­pa­nia na jakieś trzy kilo­me­try. Kiedy odjąć dowódz­two, służby i obsługę broni zespo­ło­wych, to wycho­dzi, że pie­chur od pie­chura byłby odda­lony o 30 m. Co to w ogóle byłaby za obrona? A gdyby przed takim 3‑kilometrowym odcin­kiem frontu poja­wiła się bry­tyj­ska bry­gada pan­cerna, to ta wło­ska kom­pa­nia utrzy­ma­łaby swój odci­nek?

Ponadto do wojsk roz­miesz­czo­nych na linii obron­nej od Kairu do El Maghra trzeba by było zbu­do­wać drogi dla dowozu zaopa­trze­nia. Istniejące drogi od egip­skiego prze­dłu­że­nia Via Balbia zbie­gały się w Kairze i poło­żo­nym nieco na zachód od niego Gizeh (tam gdzie znaj­duje się słynna pira­mida). Tworzyły wachlarz od Aleksandrii po Port Said i wszyst­kie bie­gły do Kairu. A stąd trzy solidne drogi pro­wa­dzą wzdłuż Nilu na połu­dnie, jedna po wschod­niej stro­nie wiel­kiej rzeki, a dwie rów­no­le­głe po zachod­niej. Była też dobra droga z El Alamein na połu­dnie do Maghra, na pół­nocno wschod­nim rogu nie­do­stęp­nej, pokry­tej sło­nymi bagnami i bło­tami Depresji Kattara. Ale żad­nej drogi do pustego obszaru pomię­dzy El Maghra a Kairem. A obszar ten dla czoł­gów, trans­por­te­rów opan­ce­rzo­nych Universal Carrier z pie­chotą czy dla dobrych, lek­kich bry­tyj­skich cię­ża­ró­wek był prze­jezdny.

Powiedzmy, że i solidny Opel Blitz, mimo dziu­ra­wio­nych opon na tyl­nej osi (koła bliź­nia­cze), też mógłby jechać „na prze­łaj” przez twardą część pustyni. Ale trzeba by wyty­czyć choć szlaki, by kie­rowcy się nie pogu­bili. Poza tym, jak długo trzeba by było utrzy­my­wać taką obronę? Do upadku ZSRR? Co by nie powie­dzieć, to stra­te­gia Rommla pro­wa­dziła w ślepy zaułek. Chciał zdo­być Kanał Sueski, ale nigdy nie odpo­wie­dział na fun­da­men­talne pyta­nie: co dalej?

Oczywiście, jak powszech­nie wia­domo, nawet tego celu nie zre­ali­zo­wał. Latem 1941 r. ledwo utrzy­mał swoje pozy­cje na libij­sko-egip­skiej gra­nicy. Przyszedł czas na pod­cią­gnię­cie zaopa­trze­nia, uzu­peł­nie­nia, a nawet pewne wzmoc­nie­nie DAK.

Lato i jesień 1941 r.

1 sierp­nia 1941 r. na roz­kaz Hitlera i za zgodą Włochów, powstała Grupa Pancerna Afryka (Panzergruppe Afrika), na czele któ­rej sta­nął gen. wojsk pan­cer­nych Erwin Rommel, awan­so­wany do tego stop­nia w lipcu. Jednocześnie, 19 lipca dotych­cza­so­wego dowódcę wojsk Osi w Afryce, gen. armii Italo Gariboldi, zastą­pił gen. Ettore Bastico. Podlegały mu zarówno wło­skie kor­pusy nie­wcho­dzące w skład nowej grupy armij­nej, jak i jed­nostki Panzergruppe Afrika (Rommel). W skład tej ostat­niej weszły DAK i wło­ski XXI Korpus (gen. por. Enea Navarrini). W kor­pu­sie były „trans­por­to­walne”, czyli czę­ściowo zmo­to­ry­zo­wane dywi­zje pie­choty: 17. DP „Pavia”, 25. DP „Bologna” i 27. DP „Brescia”. W tym momen­cie kor­pus zaj­mo­wał się oblę­że­niem Tobruku.

W związku z tym, że Erwin Rommel objął nowe sta­no­wi­sko, dowódcą Deutsches Afrikakorps został gen. por. Ludwig Crüwell, wcze­śniej dowo­dzący 11. Dywizją Pancerną w cza­sie kam­pa­nii grec­kiej 1941 r. Z kolei nowym sze­fem sztabu DAK został ppłk Fritz Bayerlein, zastę­pu­jąc odwo­ła­nego przez Rommla płk. Clausa von dem Borne.

Warto w tym miej­scu dodać, że wio­sną 1941 r. Rommel nie bar­dzo doga­dy­wał się z wło­skim dowódcą w Afryce Północnej, gen. armii Italo Gariboldim, który chciał trak­to­wać Rommla jako swo­jego pod­wład­nego, wyma­ga­jąc peł­nego pod­po­rząd­ko­wa­nia się. Rommel nie przej­mo­wał się nim i robił swoje, ale wie­lo­krot­nie doszło mię­dzy nimi do ostrych kon­flik­tów. Jako gest w stronę Rommla, ceniący go Benito Mussolini zastą­pił go 19 lipca gen. armii Ettore Bastico, z któ­rym ten jakoś się doga­dy­wał, choć nie­zbyt go cenił.

We wrze­śniu 1941 r. do Afryki zaczęła też tra­fiać for­mo­wana w Niemczech spe­cjalna, nieco impro­wi­zo­wana, zmo­to­ry­zo­wana Dywizja Afryka – Afrika-Division z. b. V. (póź­niej­sza 90. Dywizja Lekka). Jej trzon two­rzył 155. Pułk Zmotoryzowany mający dwa bata­liony po cztery kom­pa­nie zmo­to­ry­zo­wane, wszyst­kie na cię­ża­rów­kach. Trzy były dość nie­ty­po­wymi kom­pa­niami pie­choty, każda z nich bowiem miała aż 18 ręcz­nych kara­bi­nów maszy­no­wych MG 34 kal. 7,92 mm, 2 moź­dzie­rze kal. 81,4 mm i 2 działa pie­choty leIG 18 kal. 75 mm. Czwarta była kom­pa­nią wspar­cia, z 8 kara­bi­nami maszy­no­wymi MG 34 na pod­sta­wie trój­noż­nej (wystę­po­wały jako ckm) i z 6 moź­dzie­rzami kal. 81,4 mm. Charakterystyczną cechą tego pułku było to, że w jego kom­pa­nii dział pie­choty (707. Kompania) było sześć dział samo­bież­nych 15 cm sIG auf Fgst PzKpfw II, czyli działa pie­choty kal. 150 mm na pod­wo­ziu czołgu PzKpfw II. Każdy z jego bata­lio­nów miał ponadto plu­ton armat prze­ciw­pan­cer­nych z 3 PaK 36 kal. 37 mm (holow­niki Horch) i 3 PaK 38 kal. 50 mm (cią­gniki pół­gą­sie­ni­cowe).

Ponadto w skład dywi­zji wcho­dził 900. Zmotoryzowany Batalion Saperów (jego dwie kom­pa­nie sape­rów też były uzu­peł­nione plu­to­nem prze­ciw­pan­cer­nym, takim samym jak w bata­lio­nach pie­choty zmo­to­ry­zo­wa­nej, ponadto bata­lion miał lekką kolumnę inży­nie­ryjną), 190. Dywizjon Przeciwpancerny, który miał jed­nak tylko jedną kom­pa­nię prze­ciw­pan­cerną z 9 arma­tami PaK 38 kal. 50 mm i cią­gni­kami pół­gą­sie­ni­co­wymi oraz kom­pa­nię prze­ciw­lot­ni­czą z 12 arma­tami FlaK 38 kal. 20 mm holo­wa­nymi przez samo­chody Horch (wylą­do­wał w Trypolisie dopiero w listo­pa­dzie 1941 r. i dołą­czył do dywi­zji na początku 1942 r.), 2. Kompania 190. Batalionu Łączności oraz 584. Kompania Rozpoznawcza, z plu­to­nem roz­po­znaw­czym na samo­cho­dach VW 82 Kübelwagen, plu­to­nem samo­cho­dów pan­cer­nych (6 SdKfz 222 i 2 radiowe SdKfz 223) i plu­to­nem prze­ciw­pan­cer­nym (3 PaK 38 kal. 50 mm z cią­gni­kami pół­gą­sie­ni­co­wymi i 4 prze­ciw­lot­ni­czymi FlaK 38 kal. 20 mm z Horchami). Dywizja miała też nie­zbędne służby tyłowe.

Przestała też ist­nieć 5. Dywizja Lekka – już 1 sierp­nia 1941 r. prze­mia­no­wano ją na 21. Dywizję Pancerną. Gen. por. Karl Böttcher nadal dowo­dził 21. DPanc przez kolejny mie­siąc, a 1 wrze­śnia zastą­pił go gen. por. Johann von Ravenstein. Skład dywi­zji tro­chę się zmie­nił, ale nadal miała ona 5. ppanc. Włączono do niej teraz 104. pzmot, mający już trzy bata­liony zmo­to­ry­zo­wane, przy czym trze­cim był dawny 8. bkm. Był to pułk, który tra­fił do 21. Dywizji Pancernej z 15. DPanc, do któ­rej z kolei tra­fił 200. pzmot, zło­żony teraz z 2. bkm oraz 15. bzmot, obok jej dotych­cza­so­wego 115. pzmot (dwa bata­liony zmo­to­ry­zo­wane). W ten spo­sób 15. Dywizja Pancerna miała teraz cztery bata­liony zmo­to­ry­zo­wane (115. i 200. pzmot), a 21. DPanc – trzy (104. pzmot). W skła­dzie 21. DPanc zna­lazł się teraz cały 155. Pułk Artylerii Zmotoryzowanej, z trzema dywi­zjo­nami (dwa miały po 12 hau­bic LeFH 18 kal. 105 mm, a jeden 12 hau­bic sFH 18 kal. 150 mm, holo­wane cią­gni­kami pół­gą­sie­ni­co­wymi), a pozo­stały w nim 39. dppanc, 3. brozp, 200. bsap i 200. bł. W skła­dzie 15. DPanc był nato­miast 8. ppanc, wspo­mniane już 155. i 200. pzmot, 33. pa, 33. dppanc, 33. brozp, 33. sap i 33. bł. Całość, w obu dywi­zjach, uzu­peł­niały odpo­wied­nie służby.

Przed ope­ra­cją „Crusader”

W tym cza­sie Brytyjczycy rów­nież prze­pro­wa­dzali reor­ga­ni­za­cję. Jesienią 1941 r. z Tobruku wyco­fano austra­lij­ską 9. Dywizję Piechoty, a na jej miej­sce prze­rzu­cono bry­tyj­ską 70. DP (14., 16. i 23. BP) i pol­ską Brygadę Strzelców Karpackich, bez zmian pozo­stała tu 32. Armijna Brygada Czołgów. Australijska 9. DP została nato­miast prze­miesz­czona do Syrii i w wal­kach w Afryce już udziału nie brała.

We wrze­śniu sfor­mo­wano też dowódz­two 8. Armii, na czele któ­rej sta­nął gen. por. Alan Cunningham, młod­szy brat póź­niej­szego admi­rała floty, Sir Andrew Cunninghama. W skład armii weszły dwa kor­pusy: XIII Korpus dowo­dzony przez gen. por. Reade Godwin-Austena (nowo­ze­landzka 2. DP, indyj­ska 4. DP, bry­tyj­ska 1. BCz) oraz XXX Korpus dowo­dzony przez gen. por. Willoughby Norrie (7. DPanc, połu­dnio­wo­afry­kań­ska 1. DP, 22. DZmot Gwardii). Poza tą struk­turą pozo­stały indyj­ska 29. BP, pozo­sta­jąca w rezer­wie połu­dnio­wo­afry­kań­ska 2. DP oraz Siły Tobruku: 70. DP, pol­ska BSKarp i 32. BCz.

Po stro­nie państw Osi też nastą­piły zmiany, ale raczej drobne. W skład DAK włą­czono jesz­cze wło­ską 55. DP „Savona”. Do XX Korpusu z Panzergruppe Afrika włą­czono dodat­kowo 102. DZmot „Trento”. Pozostający zaś pod bez­po­śred­nim wło­skim dowódz­twem XXI Korpus (gen. por. Gastone Gambara) miał w swoim skła­dzie 132. DPanc „Ariete”
oraz 101. DZmot „Trieste”.

W dru­giej poło­wie paź­dzier­nika i pierw­szej poło­wie listo­pada 1941 r. Afrika-Division z. b. V. została uzu­peł­niona dwoma nowymi bata­lio­nami pie­choty, III. Batalionem 255. Pułku Piechoty i III. Batalionem 347. Pułku Piechoty. Były to zwy­kłe bata­liony, nie­zmo­to­ry­zo­wane. Dlatego ich przy­dat­ność do manew­ro­wych dzia­łań w Afryce była ogra­ni­czona.
Kolejnym wzmoc­nie­niem dla dywi­zji był 361. Pułk Piechoty z dwoma bata­lio­nami pie­choty (I. i II.) oraz 361. Dywizjonem Artylerii Polowej (12 hau­bic kal. 105 mm holo­wane przez cią­gniki pół­gą­sie­ni­cowe SdKfz 7). Pułk ten został sfor­mo­wany z byłych żoł­nie­rzy fran­cu­skiej Legii Cudzoziemskiej i Niemcy uwa­żali ich za nie do końca „pew­nych”. Pół roku póź­niej, w maju 1942 r., pułk ten roz­wią­zano, a jego 361. Dywizjon Artylerii Polowej stał się I. Dywizjonem 190. Pułku Artylerii Polowej. W tym cza­sie II. Dywizjon tegoż pułku for­mo­wano w Niemczech i dołą­czył do dywi­zji
przed bitwą pod El Alamein.

28 listo­pada 1942 r. Afrika-Division z. b. V. została prze­for­mo­wana w 90. Dywizję Lekką. Dowódcą dywi­zji pozo­stał gen. mjr Max Sümmermann.
Warto wspo­mnieć o jesz­cze jed­nym bata­lio­nie, który for­mal­nie wcho­dził w skład 90. Dywizji Lekkiej, ale nigdy nie wal­czył w jej skła­dzie. Był to Bataillon z.b.V. 300 „Oasen”, sfor­mo­wany na prośbę Rommla w Niemczech. Miał on wysta­wiać pięć samo­dziel­nych kom­pa­nii (2., 6., 10., 12. i 13.) które miały zająć pozy­cje na połu­dnio­wej flance w oazach, ewen­tu­al­nie przy skrzy­żo­wa­niach dróg na tyłach ugru­po­wa­nia, dla osłony kon­wo­jów zaopa­trze­nia. Sformowano go z rekru­tów, któ­rzy przed wojną byli już w Afryce Północnej i znali panu­jące tu warunki. Każda z jego kom­pa­nii liczyła 152 ludzi, miała 12 ręcz­nych kara­bi­nów maszy­no­wych MG 34 kal. 7,92 mm, 3 moź­dzie­rze kal. 50 mm i sześć rusz­nic prze­ciw­pan­cer­nych Panzerbüchse 39 kal. 7,92 mm. Batalion ten także
jesie­nią 1941 r. tra­fił do Afryki.

W nocy z 13 na 14 wrze­śnia 1941 r. Niemcy pod­jęli nie­udany wypad, mający na celu zaję­cie bry­tyj­skiego składu zaopa­trze­nia. Brały w nim udział 5. ppanc, 8. bkm, I./33. da, 605. dppanc oraz nowo przy­były III./347. bp, zmo­to­ry­zo­wany środ­kami przy­dzie­lo­nymi z kor­pusu. Niemieckie woj­ska podzie­lone na trzy grupy bojowe zostały jed­nak powstrzy­mane przez bry­tyj­ską obronę i wypad nie przy­niósł rezul­tatu.

Z kolei w nocy z 14 na 15 listo­pada 1941 r. Brytyjczycy pod­jęli rajd koman­do­sów, celem któ­rego było zabi­cie Erwina Rommla. Grupą dowo­dził ppłk Geoffrey Keyes. Rozpoznanie usta­liło, że kwa­tera główna Rommla znaj­duje się w miej­sco­wo­ści Beda Littoria (Al-Bajda), poło­żo­nej pomię­dzy Bengazi a Derną (jakiejś 70 km na zachód od Derny). Tymczasem Rommel zaj­mo­wał tę kwa­terę tylko w sierp­niu, kiedy for­mo­wano Panzergruppe Afrika, a póź­niej prze­niósł się do Gambut (Kambut), poło­żo­nego w poło­wie drogi pomię­dzy Tobrukiem a Bardią. Brytyjczycy nie zda­wali sobie chyba sprawy z faktu, że Rommel lubił być bli­sko frontu. Natomiast w Beda Littoria znaj­do­wał się sztab logi­styczny Panzergruppe Afrika. Atak przy­pusz­czono w nocy z 17 na 18 listo­pada. Rajd skoń­czył się kom­pletną klę­ską, zabito tylko czte­rech Niemców (w tym dwóch młod­szych ofi­ce­rów), zgi­nął nato­miast ppłk Keyes, a nie­mal wszyst­kich pozo­sta­łych bry­tyj­skich koman­do­sów wzięto do nie­woli.
Na plus Rommlowi należy zapi­sać to, że zabro­nił zabi­jać bry­tyj­skich koman­do­sów, nawet wtedy, kiedy Hitler wydał 18 paź­dzier­nika 1942 r. słynny Kommandobefehl naka­zu­jący zabi­ja­nie schwy­ta­nych bry­tyj­skich koman­do­sów bez sądu.

Co cie­kawe, Rommel pla­no­wał pod­ję­cie wła­snej ofen­sywy na Tobruk, z uży­ciem nie­mal całych sił DAK, które ścią­gnięto w rejon na połu­dnie od alianc­kiej twier­dzy. Zastąpiły je dywi­zje wło­skie, w tym pan­cerna 132. DPanc „Ariete”, a także połą­czone siły dwóch nie­miec­kich bata­lio­nów roz­po­znaw­czych (3. brozp z 21. DPanc i 33. brozp z 15. DPanc).

Kiedy dywi­zje DAK wysu­wały się na pozy­cje wyj­ściowe do „osta­tecz­nego” natar­cia na Tobruk, 14 listo­pada zaczęła się wyjąt­kowo silna burza pia­skowa. Nie tylko nie­mal unie­moż­li­wiła ona ruch nie­miec­kich kolumn, które zaczęły odsta­wać od zało­żo­nego planu, ale przede wszyst­kim „uzie­miły” one nie­miec­kie lot­nic­two roz­po­znaw­cze. Niemcy nie znali ugru­po­wa­nia Brytyjczyków, któ­rzy wcze­śniej zdo­łali zająć odpo­wied­nie rejony wyj­ściowe do pla­no­wa­nego natar­cia. Rommel posta­no­wił dowie­dzieć się cze­goś za pośred­nic­twem swo­ich bar­dzo efek­tyw­nych jed­no­stek nasłu­chu radio­wego. Ale u Brytyjczyków zapa­dła dziwna cisza. Nie wymie­niano żad­nych depesz, nawet krót­kich wia­do­mo­ści radio­wych, jakby po dru­giej stro­nie w ogóle nie było żad­nych wojsk. Samo to powinno być sil­nym sygna­łem alar­mo­wym. Ale nie dla Rommla. Zawsze pew­nego sie­bie, zawsze zaro­zu­mia­łego, zawsze prze­ko­na­nego o swo­jej racji.

Miało się to teraz na nim zemścić. I choć, cios, który zaraz potem otrzy­mał, nie był śmier­telny, to jed­nak był bar­dzo bole­sny. Czy Rommel wła­ści­wie odczy­tał nauczkę, jaką dostał w wyniku ope­ra­cji „Crusader”? Z góry, zanim pojawi się dal­sza część opo­wie­ści o tzw. Afrika Korps, możemy odpo­wie­dzieć: nie odczy­tał. Już pół roku póź­niej zro­bił dokład­nie to samo. Znów wtar­gnął do Egiptu, a nawet dużo dalej, bo pod samo El Alamein. 80 km od Aleksandrii. Piewcy Rommla wychwa­lają go: led­wie 80 km od Aleksandrii! Jak głę­boko wbił się w bry­tyj­skie linie! A nam wypada zadać jedno, ważne pyta­nie: i co mu to dało? Co zamie­rzał dalej robić? Jak chciał wyko­rzy­stać swoje wspa­niałe zwy­cię­stwo, któ­rego nijak nie dało się wyko­rzy­stać?

  • Michał Fiszer, Jerzy Gruszczyński

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE