Defilada z oka­zji 70-lecia ChRL w Pekinie

Wyrzutnia pocisków balistycznych DF-17 z głowicami szybującymi.

Wyrzutnia poci­sków bali­stycz­nych DF-17 z gło­wi­cami szy­bu­ją­cymi.

W wielu pań­stwach ofi­cjalne rocz­nice są uświet­niane przez defi­lady woj­skowe. W nie­któ­rych odby­wają się one co roku (np. we Francji, Rosji), w innych co kilka lat. Do tych ostat­nich należy Chińska Republika Ludowa, która jest rów­no­cze­śnie jed­nym z ostat­nich kra­jów, któ­rych wła­dze ze znacz­nym powo­dze­niem kon­tro­lują prze­strze­ga­nie tajem­nicy w sfe­rze nowego uzbro­je­nia. Defilady są więc zazwy­czaj oka­zją do ujaw­nia­nia nowo­ści. Ich liczba i „cię­żar gatun­kowy” świad­czą o ran­dze parady. Te orga­ni­zo­wane z oka­zji okrą­głych rocz­nic bywają bar­dziej oka­załe. W Chinach poprzed­nią taką oka­zją był 2015 r., kiedy defi­ladę zor­ga­ni­zo­wano z oka­zji 70. rocz­nicy zakoń­cze­nia II wojny świa­to­wej. W tym roku przy­pa­dała nato­miast 70. rocz­nica powsta­nia Chińskiej Republiki Ludowej, można więc było ocze­ki­wać, że defi­lada będzie rów­nie oka­zała, jak poprzed­nia.

Ciekawość była tym więk­sza, że ina­czej niż np. w Moskwie, do mediów nie docie­rały foto­gra­fie, wyko­ny­wane pod­czas przy­go­to­wań do wyda­rze­nia. Niemal do końca postronni nie wie­dzieli, ilu i jakich nowo­ści można się spo­dzie­wać. Dopiero pod sam koniec wrze­śnia odbyły się nad mia­stem próby lot­ni­czej czę­ści defi­lady, a do cen­trum mia­sta zaczęto ścią­gać sprzęt lądowy. Nawet jed­nak wtedy nie wszystko było jesz­cze jasne.
Defiladowe nowo­ści można zwy­kle podzie­lić na trzy kate­go­rie. Do pierw­szej należy sprzęt, który sta­nowi cał­ko­witą nie­spo­dziankę dla ana­li­ty­ków, ewen­tu­al­nie ist­niały na jego temat jedy­nie ogól­ni­kowe infor­ma­cje. Do dru­giej grupy można zali­czyć sprzęt znany tylko z nie­ofi­cjal­nych źró­deł, np. ano­ni­mo­wych foto­gra­fii z Internetu. Trzecią kate­go­rię sta­no­wią kon­struk­cje, które nie uczest­ni­czyły dotąd w defi­la­dach, choć poka­zy­wano je np. na mię­dzy­na­ro­do­wych salo­nach czy w ofi­cjal­nych mate­ria­łach rekla­mo­wych itd.
Lekki pojazd terenowy NORINCO CS/VP16.

Lekki pojazd tere­nowy NORINCO CS/VP16.

Ku powszech­nemu zdu­mie­niu 1 paź­dzier­nika 2019 r. w Pekinie nowo­ści pierw­szej kate­go­rii było bar­dzo mało. Najważniejszą oka­zał się pocisk rakie­towy DF-17, któ­rego wyrzut­nię umiesz­czono na pię­cio­osio­wym nośniku, podob­nym do wyko­rzy­sty­wa­nego przez wyrzut­nię sys­temu rakie­to­wego krót­kiego zasięgu DF-16. Defilujące poci­ski prze­no­siły gło­wice bojowe zdolne do lotu śli­zgo­wego, a zapewne nawet do manew­ro­wa­nia w atmos­fe­rze w celu zna­czą­cego zmniej­sze­nia praw­do­po­do­bień­stwa prze­chwy­ce­nia przez środki obrony prze­ciw­ra­kie­to­wej. Byłby to więc odpo­wied­nik rosyj­skiego poci­sku Awangard. Zasadniczą róż­nicą jest zasięg, a więc i prze­zna­cze­nie. Awangard jest sys­te­mem stra­te­gicz­nym, nato­miast pocisk chiń­ski może podobno poko­nać 2500 km. Rozmiary i kon­struk­cja samego poci­sku potwier­dzają nie tylko nie­wielki zasięg, ale i dowo­dzą, że jako bazę dla nosi­ciela wybrano spraw­dzone, ale nie­zbyt nowo­cze­sne roz­wią­za­nia (być może pocisk DF-15M). Oczywiście, nową gło­wicę szy­bu­jącą będzie można dołą­czyć także do więk­szych i nowo­cze­śniej­szych poci­sków bali­stycz­nych. Na tym jed­nak nie koniec wąt­pli­wo­ści. Otóż szy­bu­jące gło­wice były uprosz­czo­nymi makie­tami, podob­nie jak całe poci­ski i ich wyrzut­nie. Jedynie nośniki były praw­dziwe. Rodzi się wobec powyż­szego pyta­nie, czy DF-17 nie jest zwy­kłą misty­fi­ka­cją? Nie spo­sób o tym prze­są­dzić. Jak dotąd taj­wań­skie, japoń­skie, a przede wszyst­kim ame­ry­kań­skie źró­dła wywia­dow­cze nie dono­siły o pró­bach chiń­skich rakiet z takimi gło­wi­cami, a ich tra­jek­to­ria jest tak różna od typo­wej bali­stycz­nej, że ich odkry­cie nie powinno sta­no­wić pro­blemu. Być może Chiny chcą opra­co­wać taki sys­tem uzbro­je­nia i pochwa­liły się tym pomy­słem wyprze­dza­jąc fakty. Może cho­dziło o zasy­gna­li­zo­wa­nie poten­cjal­nym prze­ciw­ni­kom, a przede wszyst­kim Stanom Zjednoczonym, że Chiny dys­po­nują bro­nią, przed którą obec­nie trudno się obro­nić. Relatywnie nie­wielki zasięg poci­sku wska­zuje, że jego celem mogłyby być nie tylko „typowe” obiekty lądowe, ale i mor­skie, np. duże okręty wojenne. Jest to tym bar­dziej praw­do­po­dobne, że ChRL infor­mo­wała już o opra­co­wa­niu kla­sycz­nych poci­sków bali­stycz­nych prze­zna­czo­nych do zwal­cza­nia takich celów. Czy takie rakiety fak­tycz­nie ist­nieją, i jakie są ich realne moż­li­wo­ści, to zupeł­nie inna sprawa. Ważne jest, że chiń­skie wła­dze bar­dzo poważ­nie trak­tują per­spek­tywę (ogra­ni­czo­nej?) kon­fron­ta­cji na morzu.
Wyrzutnia poci­sków manew­ru­ją­cych, ozna­czo­nych YJ-12B, także była nowo­ścią. Wcześniej poka­zy­wano makiety rakiet „powie­trze – zie­mia” YJ-12A, a w stycz­niu br. ujaw­niono model samo­bież­nej, lądo­wej wyrzutni poci­sków prze­ciw­o­krę­to­wych YJ-12B. Jest to nośnik pię­cio­osiowy, ale wyrzut­nia i pojem­niki rakiet są podobne do nieco star­szego sys­temu DF-10A z pod­dźwię­ko­wymi poci­skami skrzy­dla­tymi, wyrzut­nię któ­rego umiesz­czono jed­nak na nośniku czte­ro­osio­wym. Pocisk jest, jak na chiń­skie stan­dardy, tech­nicz­nie bar­dzo zaawan­so­wany – przy­po­mina radziecki 3M80, który Chiny kupiły przed 20 laty wraz z czte­rema nisz­czy­cie­lami proj. 956E/EM.
Zaskoczeniem była pre­zen­ta­cja pod­wod­nych „bez­za­ło­gow­ców” HSU001. Jednostki miały dwa krót­kie maszty do opto­elek­tro­nicz­nych sys­te­mów obser­wa­cyj­nych i anten sys­te­mów elek­tro­nicz­nych, co ozna­cza, że co naj­mniej część ich zadań ma sta­no­wić obser­wa­cja obiek­tów znaj­du­ją­cych się na powierzchni wody. Jednak jed­nostki pod­czas takiego dzia­ła­nia będą rela­tyw­nie łatwe do wykry­cia. Natomiast do typo­wych misji dla apa­ra­tów pod­wod­nych: wykry­wa­nia nawod­nych i pod­wod­nych okrę­tów nie­przy­ja­ciela, pro­wa­dze­nia prac pod­wod­nych itp. tego typu sen­sory umiesz­czone na masz­tach nie są potrzebne.
Następną nowo­ścią, choć w tech­nicz­nym sen­sie od dawna ocze­ki­waną i nie­zbyt wyszu­kaną, były bom­bowce H‑6N. To kolejna wer­sja H‑6, czyli radziec­kiego Tu-16, obla­ta­nego w 1952 r., a więc pra­wie 70 lat temu. Główną róż­nicą w porów­na­niu z poprzed­nią odmianą H‑6K jest insta­la­cja wysię­gnika do pobie­ra­nia paliwa w locie z zasto­so­wa­niem prze­wodu ela­stycz­nego, czyli roz­wią­za­nia uży­wa­nego już w Chinach do tan­ko­wa­nia myśliw­ców. Wysięgnik zamon­to­wano na stałe z przodu kadłuba. Konstrukcyjnie nie jest to wyzwa­nie, ale efekt jest zna­czący – chiń­skie bom­bowce mogą ata­ko­wać znacz­nie odle­glej­sze cele, mogą znacz­nie dłu­żej patro­lo­wać w dużej odle­gło­ści od wła­snych baz. Problemem pozo­staje ogra­ni­czona liczba samo­lo­tów-tan­kow­ców, łatwość namie­rze­nia oraz prze­chwy­ce­nia jed­nych i dru­gich. Co cie­kawe, z dzie­wię­ciu uczest­ni­czą­cych w defi­la­dzie i iden­tycz­nie uzbro­jo­nych H‑6 tylko trzy nale­żały do nowej wer­sji, pozo­stałe były „zwy­kłymi” H‑6K.
Nowością nale­żącą do pierw­szej kate­go­rii był z pew­no­ścią także nie­wielki, trzy­osiowy pojazd tere­nowy dla jed­no­stek natych­mia­sto­wego reago­wa­nia [ofe­ro­wany na eks­port przez NORINCO pod ozn. CS/VP16 – przyp. red.]. Można rzec, że jest to kuzyn dużych quadów, pły­wa­jący, ale z odkry­tym prze­dzia­łem ładun­ko­wym i kie­ro­wa­nia. Na Zachodzie takie lek­kie pojazdy dużej mobil­no­ści są okre­ślane jako all-ter­rain vehicle (ATV).
Zapewne do pierw­szej kate­go­rii nale­żały także trzy typy sta­cji radio­lo­ka­cyj­nych, ale nie podano ich ozna­czeń, a zło­żone w poło­że­niu mar­szo­wym anteny utrud­niały sku­tecz­nie ich iden­ty­fi­ka­cję. Na pewno nowe były nato­miast nośniki dwóch z nich – pię­cio­osiowa i czte­ro­osiowa cię­ża­rówka. Dotychczas zespoły ante­nowe więk­szo­ści dużych chiń­skich sta­cji radio­lo­ka­cyj­nych były umiesz­czane na nacze­pach o ogra­ni­czo­nej prze­kra­czal­no­ści terenu. Na pię­cio­osio­wym nośniku znaj­do­wała się zapewne antena radaru LCQ-776, opra­co­wa­nego nie­dawno przez biuro kon­struk­cyjne przy fabryce w Jingzhou.
Pokazano także znaczną liczbę wozów łącz­no­ści, roz­po­zna­nia radio­elek­tro­nicz­nego i walki radio­elek­tro­nicz­nej. Nie podano żad­nych ozna­czeń tych pojaz­dów, część z nich poja­wiała się wcze­śniej, rów­nież ano­ni­mowo, na defi­la­dach lub foto­gra­fiach z chiń­skich poli­go­nów, nie­które nie były dotąd znane. Najmniejsze z pojaz­dów wyko­rzy­sty­wały nie­wiel­kie, dwu­osiowe nośniki z popu­lar­nej rodziny Meng Shi firmy DongFeng, część była zain­sta­lo­wana w fur­go­nach dwu- i trzy­osio­wych cię­ża­ró­wek, a nie­które – na czte­ro­osio­wych trans­por­te­rach opan­ce­rzo­nych ZBL-09 – „chiń­skich Rosomakach”.
Do dru­giej kate­go­rii, czyli sprzętu, zna­nego z Internetu, ale nie pre­zen­to­wa­nego dotąd ofi­cjal­nie, nale­żało wię­cej kon­struk­cji. Bez wąt­pie­nia naj­waż­niej­szą były wyrzut­nie stra­te­gicz­nych poci­sków bali­stycz­nych DF-41 – odpo­wied­nik rosyj­skich Jarsów. Takie porów­na­nie jest jak naj­bar­dziej zasadne, wia­domo bowiem, że na początku lat 90. Chiny uzy­skały znaczną część doku­men­ta­cji radziec­kich poci­sków 15Ż58 sys­temu 15P158 Topol i ich samo­bież­nych wyrzutni 15U128, czyli poprzed­ni­ków Jarsa. Powszechne zdzi­wie­nie powo­do­wał brak widocz­nych efek­tów tego trans­feru, spo­dzie­wano się bowiem, że „chiń­skie Topole” poja­wią się przed koń­cem wieku. Zamiast tego poja­wiły się słu­chy o stra­te­gicz­nym sys­te­mie DF-41, któ­rego ofi­cjalną pre­zen­ta­cję prze­wi­dy­wano już 10 lat temu. Miały też miej­sce zarówno – zapewne celowe, jak i przy­pad­kowe – prze­cieki w postaci zdjęć koło­wych nośni­ków wyraź­nie więk­szych, niż były potrzebne dla naj­więk­szych zna­nych chiń­skich poci­sków bali­stycz­nych, a nawet foto­gra­fie nośni­ków z cylin­drycz­nymi pojem­ni­kami trans­por­towo-star­to­wymi. DF-41 „na pewno” miały poja­wić się na defi­la­dzie przed czte­rema laty, ale osta­tecz­nie ofi­cjalna pre­miera nastą­piła 1 paź­dzier­nika 2019 r. Ani ośmio­osiowe nośniki, ani pojem­niki rakiet nie zaska­kują, gdyż były foto­gra­fo­wane wcze­śniej. Na doda­tek nie są pozba­wione pod­staw przy­pusz­cze­nia, że pojem­niki to makiety. Dane tech­niczne poci­sków należy uznać za cał­ko­wi­cie nie­spraw­dzalne, gdyż dotąd nie ujaw­niono ani zdjęć samego poci­sku, ani infor­ma­cji o wyni­kach jego prób w locie. Według nie­ofi­cjal­nych infor­ma­cji ze źró­deł „zbli­żo­nych do ame­ry­kań­skich służb wywia­dow­czych” samo­bież­nych wyrzutni DF-41 nali­czono na zdję­ciach sate­li­tar­nych poli­gonu Jilantai co naj­mniej 18, trwają też przy­go­to­wa­nia do testów rakiet tego typu z wyko­rzy­sta­niem wyrzutni pod­ziem­nej (to też powtó­rze­nie roz­wią­za­nia rosyj­skiego).
Po raz pierw­szy zapre­zen­to­wano także pojem­niki okrę­to­wych poci­sków bali­stycz­nych JL‑2. Oczywiście, o ist­nie­niu samej rakiety wia­domo od dawna. W dzie­dzi­nie poci­sków bali­stycz­nych odpa­la­nych z zanu­rzo­nych okrę­tów pod­wod­nych i ich nosi­cieli Chińczycy pozo­stają od dawna w tyle nie tylko za Stanami Zjednoczonymi i Rosją, ale także Francją czy Wielką Brytanią. Dwustopniowe poci­ski pierw­szej gene­ra­cji JL‑1 o zasięgu tylko ok. 1700 km mogły być odpa­lane tylko z jed­nego okrętu proj. 092, który nigdy nie wszedł do służby ope­ra­cyj­nej, pozo­sta­jąc jed­nostką doświad­czalną. Trzystopniowe JL‑2 o pla­no­wa­nym zasięgu ok. 7000 km testo­wano nie­zbyt inten­syw­nie od 2009 r., a ich nosi­cie­lami stały się okręty proj. 094, któ­rych liczba powoli rośnie, a doce­lowo ma ich być praw­do­po­dob­nie osiem. Nie ma infor­ma­cji o ich regu­lar­nych dyżu­rach bojo­wych na akwe­nach odda­lo­nych od wód tery­to­rial­nych ChRL od czasu pierw­szego takiego patrolu, zre­ali­zo­wa­nego w 2015 r. Także w tym przy­padku nie ma pew­no­ści, czy demon­stro­wane pojem­niki były auten­tyczne, czy były to makiety, czyli kolejna misty­fi­ka­cja.

  • Tomasz Szulc

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE