Czołgi w mie­ście i 1. Międzynarodowy Zlot Pojazdów Militarnych

Krótki postój i dalej w drogę. Jednym z celów „Tanks in Town” jest pokazanie wojskowych pojazdów szerokiej publiczności. Temu służyły postoje w różnych punktach miasta.

Krótki postój i dalej w drogę. Jednym z celów „Tanks in Town” jest poka­za­nie woj­sko­wych pojaz­dów sze­ro­kiej publicz­no­ści. Temu słu­żyły postoje w róż­nych punk­tach miasta.

W pierw­szych dniach wrze­śnia w bel­gij­skim Mons odbyła się 18 edy­cja „Tanks in Town” (czołgi w mie­ście). Jak głosi nazwa zlotu, histo­ryczne czołgi licz­nie poja­wiły się na uli­cach mia­sta. To wyda­rze­nie jest corocz­nym hoł­dem dla żoł­nie­rzy ame­ry­kań­skich i upa­mięt­nie­niem wyzwo­le­nia Mons 2 wrze­śnia 1944 r. przez 83. bata­lion roz­po­znaw­czy 3. Dywizji Pancernej US Army. Z roku na rok „Tanks in Town” zyskuje coraz więk­szą rangę. Obecnie jest to jedna z naj­cie­kaw­szych imprez tego typu w Europie.

Wbrew pozo­rom nie jest to opo­wieść o „żela­znym wilku”, czyli o czymś ode­rwa­nym od naszej rze­czy­wi­sto­ści. Droga z Warszawy do Mons wynosi 1300 km, w pełni po auto­stra­dach. Dla dwóch kie­row­ców (na zmianę) i dobrego auta to w gra­ni­cach 12 – 15 godzin jazdy – za to na miej­scu wra­że­nia z nawiązką kom­pen­sują trudy podróży. Mimo to jedy­nymi oso­bami z Polski, jakie spo­tka­łem, byli sprze­dawcy mili­ta­riów na zor­ga­ni­zo­wa­nym przy zlo­cie baza­rze. Można też – tak jak my – pole­cieć samo­lo­tem do Brukseli, tam wyna­jąć samo­chód i poje­chać na zlot. Od odprawy na war­szaw­skim lot­ni­sku Okęcie do momentu dotar­cia do Mons minęło około 5 godzin. Koszt jest zbli­żony do podróży samo­cho­dem z Polski. Trochę tań­szą opcją może być prze­jazd auto­bu­sem z lot­ni­ska do cen­trum Brukseli, a stam­tąd kur­su­ją­cym co 20 minut auto­bu­sem do Mons.
Pierwsi uczest­nicy zaczęli poja­wiać się na tere­nie zlotu w piąt­kowy wie­czór, 1 wrze­śnia. W sobotę przed połu­dniem był już pra­wie kom­plet tego, co oglą­da­li­śmy przez kolejne dwa dni imprezy. Oprócz kolek­cji pry­wat­nych na zlo­cie poja­wiło się kilka pojaz­dów histo­rycz­nych (m.in. w pełni sprawne, nie­miec­kie samo­bieżne działo pan­cerne StuG III oraz czołgi Sherman V Firefly i Sherman M4A1), pocho­dzą­cych ze zbio­rów armii bel­gij­skiej, a na co dzień eks­po­no­wa­nych w pla­cówce zwa­nej „Bastogne Barraks” w Bastogne. Piszę „pla­cówce”, ponie­waż pod­czas odwie­dzin (odle­głego o 160 km od Mons) Bastogne spo­tkani tam bel­gij­scy woj­skowi kil­ka­krot­nie pod­kre­ślali, że to nie muzeum. Może i nie jest to muzeum, ale można tam w dwóch ogrom­nych halach oglą­dać kil­ka­dzie­siąt pojaz­dów woj­sko­wych, w tym kil­ka­na­ście czołgów.
Wróćmy jed­nak do „Tanks in Town” w Mons. Na teren zlotu dotarło około 200 pojaz­dów, w tym mniej wię­cej 80 róż­nych typów samo­cho­dów oso­bowo-tere­no­wych (Willys MB, Ford GPW i pochod­nych od nich fran­cu­skich Hotchkissów). Drugą sporą grupę (około 25 pojaz­dów) sta­no­wiły ame­ry­kań­skie lek­kie samo­chody cię­ża­rowe Dogde WC (róż­nych typów). Pozostałe pojazdy to: pięć małych amfi­bii Ford GPA, trzy duże amfi­bie DUKW, cztery trans­por­towe M29 Weasel, sześć róż­nych modeli pół­gą­sie­ni­co­wych trans­por­te­rów opan­ce­rzo­nych Half Track, dwa M3 Scout Car, jeden samo­chód pan­cerny M8 Greyhound, kilka cią­gni­ków gąsie­ni­co­wych (m.in. Renault UE i Cletrack), kilka dużych cię­ża­ró­wek i cią­gni­ków lawet nisko­po­dwo­zio­wych (m.in. Scammell Pioneer, Diamond 981, Ward La France, GMC), do tego spora rze­sza moto­cy­kli Harley-Davidson WLA i jeden prze­zna­czony dla wojsk powietrz­no­de­san­to­wych Cushman 53 Airborne. Jak widać na zlo­cie prze­wa­żały pojazdy amerykańskie.

  • Tomasz Szczerbicki

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE