Czołg roz­po­znaw­czy TKS z 20 mm nkm FK‑A wz. 38

Dzięki powstałej niedawno replice czołgu TKS z nkm możemy dziś podziwiać najbardziej zaawansowaną wersję polskiego czołgu rozpoznawczego w trakcie rozmaitych rekonstrukcji historycznych.

Dzięki powsta­łej nie­dawno replice czołgu TKS z nkm możemy dziś podzi­wiać naj­bar­dziej zaawan­so­waną wer­sję pol­skiego czołgu roz­po­znaw­czego w trak­cie roz­ma­itych rekon­struk­cji histo­rycz­nych.

Próby uzbro­je­nia czoł­gów TK‑3, a póź­niej TKS w broń więk­szego kali­bru niż ckm Hotchkiss wz. 25 trwały od 1931 r. Zamierzone począt­kowo zasto­so­wa­nie w czoł­gach roz­po­znaw­czych nkm Hotchkiss kal. 13,2 mm zakoń­czyło się fia­skiem, głów­nie ze względu na zbyt duży roz­rzut oraz zupeł­nie nie­za­do­wa­la­jącą prze­bi­jal­ność pan­ce­rza.

Poza ści­śle tech­niczno-bali­stycz­nymi stu­diami inten­syw­nie roz­pa­try­wano rów­nież kwe­stie orga­ni­za­cyjne. Dla przy­kładu, 20 lutego 1932 r. w refe­ra­cie Dowództwa Broni Pancernych (DowBrPanc.) do pro­jektu „Organizacji broni pan­cer­nych na sto­pie wojen­nej”, mówią­cym jesz­cze o czoł­gach TK‑3 wspo­mi­nano, że w ramach każ­dej kom­pa­nii powinny się znaj­do­wać nie mniej niż 2 – 3 wozy uzbro­jone w „nkm prze­ciw­pan­cerny” pozwa­la­jący na nawią­za­nie walki z czoł­gami prze­ciw­nika. Kwestią otwartą było, czy tego typu wóz otrzy­mać powi­nien dowódca oddziału, czy ten nale­ża­łoby przy­dzie­lić maszyny z bro­nią więk­szego kali­bru do plu­to­nów, a jeśli tak to osta­tecz­nie w jakich ilo­ściach?
Nieznane składowisko polskiego sprzętu. Na czołgach TK-3 charakterystyczne, choć nierozpoznane do dziś logo dywizjonu/batalionu pancernego.

Nieznane skła­do­wi­sko pol­skiego sprzętu. Na czoł­gach TK‑3 cha­rak­te­ry­styczne, choć nie­roz­po­znane do dziś logo dywizjonu/batalionu pan­cer­nego.

Solothurn

Po rezy­gna­cji z Hotchkissa zwró­cono się ku pro­duk­tom szwaj­car­skiego Solohturna czego wyni­kiem był zre­ali­zo­wany w czerwcu 1935 r. zakup jed­nego egzem­pla­rza modelu Solothurn S.100 (S18-100) kali­bru 20 mm, który w tym okre­sie nale­żał do naj­no­wo­cze­śniej­szych wzo­rów uzbro­je­nia w swo­jej kla­sie. Broń umiesz­czono w kla­sycz­nym jarz­mie kuli­stym, a następ­nie w jarz­mie kar­da­no­wym czołgu TKS. W trak­cie pierw­szych prób poli­go­no­wych usta­lono, że broń jest nad­mier­nie wraż­liwa na zanie­czysz­cze­nia, co powo­duje zacię­cia, któ­rych z kolei nie można spraw­nie usu­nąć z uwagi na cia­snotę czoł­gów roz­po­znaw­czych.

Omawianą broń zamon­to­wano w czołgu TKS na prze­ło­mie 193536 r., aby w lutym 1936 r. zor­ga­ni­zo­wać pierw­sze próby poli­go­nowe wozu wyko­rzy­stu­ją­cego jesz­cze nieco impro­wi­zo­waną wer­sję jarzma. Znane pasjo­na­tom histo­rii cha­rak­te­ry­styczne jarzmo pół­ko­li­ste pomy­słu inż. Jerzego Napiórkowskiego pojawi się dopiero pod koniec tego roku. Badania sprzętu odby­wały się głów­nie na tere­nie poli­gonu rem­ber­tow­skiego.

Dla przy­kładu roz­rzut pio­nowy „n.kb. powta­rzal­nego Solothurn” badano pod­czas strze­lań w Centrum Wyszkolenia Piechoty (CWPiech.) w maju 1936 r. pro­wa­dząc jed­nak ogień z pod­stawy pie­choty. Rezultat uzy­skany na odle­gło­ści 500 m wyno­sił: 0,63 m (wyso­kość) oraz 0,75 m (sze­ro­kość). Dla usta­le­nia cel­no­ści strze­lano do wyobra­ża­ją­cej syl­wetkę czołgu TK tar­czy poru­sza­ją­cej się z szyb­ko­ścią 12 km/godz. po linii sko­śnej do sta­no­wi­ska naj­cięż­szego kara­binu maszy­no­wego. Wynik uznano za dobry, śred­nio 36% tra­fień przy strze­la­niu z róż­nych odle­gło­ści.

Szybkostrzelność prak­tyczna do celów rucho­mych wyno­siła zale­d­wie 4 strz./min, co uznano za rezul­tat cał­ko­wi­cie nie­wy­star­cza­jący. Według obli­czeń komi­sji nale­żało się spo­dzie­wać 4 – 6 strza­łów traf­nych w przy­padku pro­wa­dze­nia ognia do celu odda­lo­nego począt­kowo o 1000 m i zbli­ża­ją­cego się do sta­no­wi­ska broni z szyb­ko­ścią 15 – 20 km/godz. Co wię­cej stwier­dzono, że: Przy strze­la­niu z n.kb. powta­rzal­nego z czołga TK (TKS) z powodu trud­no­ści obser­wa­cji oraz koniecz­no­ści strze­la­nia nie­kiedy w ruchu – sku­tecz­ność ognia będzie jesz­cze mniej­sza.

Pod wzglę­dem prze­bi­jal­no­ści pol­scy woj­skowi wcho­dzący w skład komi­sji doświad­czal­nej odno­to­wali, że przy wyko­rzy­sta­niu świetl­nych poci­sków prze­ciw­pan­cer­nych jest moż­liwe prze­bi­cie pan­ce­rza o zwięk­szo­nej odpor­no­ści, gru­bo­ści 20 mm, z odle­gło­ści 200 m przy tra­fie­niu pod kątem 0o. Ogólne uwagi naszych woj­sko­wych, wzglę­dem umiesz­czo­nego już w pojeź­dzie uzbro­je­nia brzmiały: N.kb. Solothurn umiesz­czony w czołgu TKS, ze względu na brak miej­sca, wymaga znacz­nego wysiłku przy odcią­ga­niu mecha­ni­zmu zam­ko­wego ręką; poza tym mecha­nizm zam­kowy, jak i broń w cało­ści wraż­liwa jest na zanie­czysz­cze­nia powo­du­jące cały sze­reg zacięć. Niewykluczone, że i w nowo­cze­śniej­szej broni tego typu mogą mieć miej­sce te same nie­do­ma­ga­nia. W porów­na­niu z bro­niami nowo­cze­śniej­szymi tego typu kal. 20 mm pró­bo­wany n.kb. Solothurn wyka­zuje obec­nie mniej­szą szyb­ko­strzel­ność i szyb­kość począt­kową poci­sku, co powo­duje mniej­szą
prze­bi­jal­ność blach pan­cer­nych.

W dal­szej czę­ści refe­ratu poświę­co­nego pró­bom z zagra­nicz­nymi nkm/n.kb. skró­to­wej cha­rak­te­ry­styce podano rów­nież tzw. maszy­nowy n.km Solothurn. Nie wiemy dokład­nie kiedy do Polski tra­fiła auto­ma­tyczna wer­sja broni, choć bez wąt­pie­nia została ona zaku­piona przez WP, a nie była obiek­tem wypo­ży­cze­nia lub nawet serii poka­zów. Wiadomo rów­nież, że oba egzem­pla­rze testo­wano rów­no­le­gle od maja 1936 r. na zapro­jek­to­wa­nej dla nich pod­sta­wie pie­choty. Rozrzut pio­nowy przy strze­la­niu na odle­głość 500 m był znacz­nie więk­szy niż na broni jed­no­strza­ło­wej. Dla ognia poje­dyn­czego mowa o powierzchni 1,65 x 1,31 m, dla ognia cią­głego 15 poci­skami tylko trzy z nich tra­fiły w tar­czę o wymia­rach 2 x 2 m, przy czym były to pierw­sze strzały serii. Uznano, że przy ogniu poje­dyn­czym lep­szy jest model jed­no­strza­łowy, nato­miast model maszy­nowy okre­ślono mia­nem „zupeł­nie nie­celny”, a oceny nie popra­wiła nawet szyb­ko­strzel­ność na pozio­mie 200 strz./min.

Pod wzglę­dem prze­bi­jal­no­ści usta­lono, że jest ona wyż­sza dla n.km (maszy­nowy) niż dla n.kb (jed­no­strza­łowy), ale tylko przy uży­ciu poci­sków peł­nych. Natomiast przy uży­ciu amu­ni­cji świetl­nej prze­ciw­pan­cer­nej osią­gnięto gor­sze wyniki niż z n.kb. Szybkostrzelność prak­tyczna 200 strz/min. Końcowa opi­nia była więc dla oma­wia­nego uzbro­je­nia miaż­dżąca: (…) n.km. Solothurn wsku­tek nie­cel­no­ści i nie­do­ma­gań (zacię­cia pod­czas łado­wa­nia), nie odpo­wiada zada­niom broni pan­cer­nej.

Śladem prac dosto­so­waw­czych czołgu (jarzma) do szwaj­car­skiego nkm jest rachu­nek 126189 z 18 maja 1936 r. doty­czący zamó­wie­nia wyda­nego na samym początku roku. Z tego jed­no­stro­ni­co­wego doku­mentu dowia­du­jemy się, że Warsztaty Doświadczalne przy zakła­dach PZInż. F‑1 za kwotę 185,74 zł doko­nały prze­róbki jarzma czołgu na potrzeby nkm Solothurn według wska­zó­wek przed­sta­wi­cieli Działu Projektów i Konstrukcji BBTechBrPanc. 7 lutego 1936 r. spi­sano w Biurze Badań Technicznych Broni Pancernych pro­to­kół w spra­wie zba­da­nia i wypró­bo­wa­nia nkm 20 mm Solothurn umo­co­wa­nego na czołgu TKS.

W doku­men­cie stwier­dzono, że próbne strze­la­nie z broni miało miej­sce 5 lutego na poli­go­nie Centrum Badań Balistycznych (CBBal.) w Zielonce przy złych warun­kach atmos­fe­rycz­nych (mgła, dość silny wiatr, teren strze­lań zaro­śnięty krza­kami). Do stu­diów wyko­rzy­stano krótką lunetę, którą po pierw­szym strzale sko­ry­go­wano dla uzy­ska­nia lep­szych wyni­ków pro­wa­dze­nia ognia. Ustalono naj­więk­szy kąt wychy­le­nia broni – w prawo 0o oraz w lewo 12o. Co cie­kawe, na zmniej­sze­nie kąta ostrza­łów z broni nie miało wpływu jej moco­wa­nie, a grube ubra­nie strzelca (kożuch), który
ogra­ni­czał jego ruchy.

Komisja stwier­dziła, że cel­ność broni zamon­to­wa­nej w czoł­gach TKS jest bar­dzo dobra. Jedyną wadą było umiesz­cze­nie nkm w ten spo­sób, że wychy­le­nie broni w prawo sta­wało się nie­moż­liwe. Wyniki uzy­skane w trak­cie prób w CBBal. były też lep­sze niż w trak­cie wcze­śniej­szych strze­lań pro­wa­dzo­nych w CWPiech (strze­la­nie z pod­stawy pie­choty o mniej­szej sztyw­no­ści niż pojazd gąsie­ni­cowy). Z doku­men­tów wiemy, że w lutym 1937 r. pro­wa­dzono rów­no­cze­śnie prace nad zamon­to­wa­niem nkm Solothurn w star­szych czoł­gach typu TK (TK‑3). Wyposażenie star­szych wozów rodziny TK w nkm to zagad­nie­nie na tyle sze­ro­kie, że wymaga oddziel­nego omó­wie­nia, poza histo­rią czoł­gów TKS.

Oerlikon

Maszynowa broń kal. 20 mm fran­cu­skiej firmy Oerlikon poja­wiła się w Polsce już w 1931 r., kiedy nkm tego przed­się­bior­stwa badano na rem­ber­tow­skim poli­go­nie wspól­nie z dział­kiem kal. 47 mm spółki „Pocisk”. Wyniki prób nie zado­wo­liły jed­nak kra­jo­wej komi­sji doświad­czal­nej. W 1934 r., w cza­sie lip­co­wych prób na tere­nie CWPiech. pod­da­wano bada­niu model JLAS. Przy strze­la­niu krót­kimi seriami na odle­głość 1580 m roz­rzut wyniósł 58,5 m (głę­bo­kość) oraz 1,75 m (sze­ro­kość), przy strze­la­niu ogniem poje­dyn­czym wynik był ponad dwu­krot­nie lep­szy. Ogólną cel­ność broni uznano za dobrą pod warun­kiem pro­wa­dze­nia ognia poje­dyn­czego lub krót­kimi seriami, szyb­ko­strzel­ność prak­tyczna do 120 strz/min.

Z uwagi na krótki okres stu­diów w Polsce nie zebrano infor­ma­cji na temat prze­bi­jal­no­ści i nie­do­ma­gań, a broń została zwró­cona do fabryki Oerlikon. Model JLAS okre­ślono jako dość ciężki, o para­me­trach nie­od­po­wia­da­ją­cych wymo­gom pol­skiej armii. Równocześnie zazna­czono jed­nak, że typ ten należy brać pod uwagę, o ile dostępny będzie jego bar­dziej nowo­cze­sny wariant.
26 paź­dzier­nika 1936 r. DowBrPanc. oraz BBTechBrPanc. zgło­siły chęć zakupu jed­nego auto­ma­tycz­nego kara­binu prze­ciw­pan­cer­nego kal. 20 mm firmy Oerlikon z nie­zbędną amu­ni­cją (pismo L.dz.3204/Tjn.Studia/36). Przyczynkiem do spo­dzie­wa­nej trans­ak­cji wska­zy­wa­nej w piśmie była chęć porów­na­nia przed­mio­to­wej broni ze zna­nym już nkm pro­duk­cji szwaj­car­skiej. Badany egzem­plarz miał zostać zamon­to­wany w czołgu TKS i zwe­ry­fi­ko­wany pod kątem „wyż­szo­ści nad podob­nym kb. Solothurn”. 7 listo­pada DepUzbr. infor­mo­wał Dowództwo Broni Pancernych, że wska­zy­wana przez DowBrPanc. broń nie prze­szła jesz­cze wszyst­kich prób fabrycz­nych, przez co nie jest moż­liwe potwier­dze­nie danych kata­lo­go­wych. W tej sytu­acji, ocze­ku­jąc infor­ma­cji doty­czą­cych zakoń­cze­nia bada­nia broni przez pro­du­centa, jej zakup uznano za przed­wcze­sny.

Warto nad­mie­nić, że infor­ma­cje na temat wyż­szo­ści szwaj­car­skiego Oerlikona nad Solothurnem podał w swoje notatce z 24 paź­dzier­nika 1936 r. Kierownik Samodzielnego Referatu Studiów i Prób rtm. Szystowski, który odby­wa­jąc podróż służ­bową spo­tkał się w Bernie z dyrek­to­rem zakła­dów Oerlikon. Ów gen­tle­man miał oświad­czyć, że szyb­kość począt­kowa poci­sku wytwa­rza­nej przez jego przed­się­bior­stwo broni wyno­sić ma 750 m/s oraz że gotowy pro­dukt prze­ka­zany zosta­nie do prób naj­póź­niej 1 grud­nia 1936 r. Przewagę nad kon­ku­ren­tami sprzęt miał uzy­skać dzięki więk­szej prze­bi­jal­no­ści oraz cel­no­ści powo­do­wa­nej now­szą pod­stawą. Rtm Szystowski otrzy­mał rów­nież infor­ma­cje doty­czące cen, przez co uzy­skał kolejne pole do porów­nań ofe­ro­wa­nej broni. Solothurn kosz­to­wał około 13 tys. fran­ków szwaj­car­skich, nato­miast Oerlikon około 20 tys., choć repre­zen­tant firmy wska­zaną war­tość okre­ślił jako orien­ta­cyjną. Dodajmy, że w oma­wia­nym cza­sie rela­cja franka szwaj­car­skiego do zło­tego kształ­to­wała się na pozio­mie 1:1,6.

W swo­jej notatce pol­ski ofi­cer stwier­dził: Wobec tego, że nasze lot­nic­two zaku­piło u Oerlicona działka 20 mm dla umiesz­cze­nia na pła­tow­cach i że mniej wię­cej za mie­siąc ma nastą­pić odbiór tych dzia­łek w Szwajcarii, wska­zane by było, żeby zain­te­re­so­wać się tym nowym typem kb.p‑panc. Orlicona z punktu widze­nia umiesz­cze­nia go na czołgu T.K.-S.

a nawet przy­ję­cia go na wypo­sa­że­nie pie­choty względ­nie kawa­le­rii. (…) O ile by nowy kb.ppanc. „Oerlicona” oka­zał się lep­szym od „Solothurna” i cena jego nie była wygó­ro­waną, za zaku­pie­niem tego kb. prze­ma­wiałby fakt zaku­pie­nia działka 20 mm Oerlicona dla lot­nic­twa i to, że amu­ni­cja dzia­łek 20 mm i do kb. 20 mm jest iden­tyczna.

Jak widać, sprawa uzbro­je­nia więk­szego kali­bru dla czoł­gów roz­po­znaw­czych wykra­czała znacz­nie poza ści­słą sferę broni pan­cer­nej i do pew­nego stop­nia uza­leż­niona była od decy­zji natury poli­tycz­nej, a nie ści­śle tech­nicz­nej czy woj­sko­wej.

W kon­tek­ście wyko­rzy­sta­nia oma­wia­nej kon­struk­cji przez pol­ską broń pan­cerną wiele mówi pismo DowBrPanc. z 16 listo­pada 1936 r.: „20 mm kb. Samopowtarzalny (auto­ma­tyczny) Oerlikon” (L.dz.3386.Tjn.Studia.36), w któ­rym ppłk dypl. Stanisław Kopański stwier­dza, że przed­mio­towa broń inte­re­suje go tylko w sytu­acji, gdyby oka­zała się lep­szą od zna­nego już pan­cer­nia­kom kb. Solothurna. Zwartym pod­su­mo­wa­niem wysił­ków mają­cych dopro­wa­dzić do wpro­wa­dze­nia na wypo­sa­że­nie broni pan­cer­nej zachod­nich naj­cięż­szych kara­bi­nów maszy­no­wych jest przy­go­to­wany na obrady Komitetu ds. Usbrojenia i Sprzętu (KSUS) refe­rat „Rozbudowa broni pan­cer­nej”.

W doku­men­cie z 1936 r. wska­zy­wano model Solothurna jako naj­bliż­szy pol­skim potrze­bom sza­co­wa­nym na jedną trze­cią wszyst­kich posia­da­nych czoł­gów rodziny TK. Stanowisko to zajęto jed­nak jesz­cze przed poja­wie­niem się nowego modelu Oerlikona, który osta­tecz­nie nie oka­zał się lep­szy od broni ofe­ro­wa­nej przez Solothurna. Wnioski z prze­pro­wa­dzo­nych prób potwier­dzały, że czołg jako plat­forma speł­nia swoje zada­nie znacz­nie lepiej niż kla­syczna pod­stawa trój­nożna, gwa­ran­tu­jąc sta­tecz­ność i cel­ność ognia. Niewystarczająca była ory­gi­nalna lunetka celow­ni­cza, stąd pod­jęte nie­mal natych­miast próby opra­co­wa­nia wła­snej kon­struk­cji, o czym będzie jesz­cze mowa.

Dalej stwier­dzano, że: Kb. Solothurn jest bro­nią ppanc. sku­teczną prze­ciwko czoł­gom roz­po­znaw­czym, lek­kim i samo­cho­dom panc., a nawet prze­ciwko czoł­gom śred­nim. Próby prze­bi­jal­no­ści, prze­pro­wa­dzone w CWPiech. w Rembertowie, wyka­zały prze­bi­jal­ność zgodną z danymi kata­lo­go­wymi, a nawet wyż­szą. Mowa tutaj o prze­bi­ciu 25-mili­me­tro­wej płyty z 500 m, którą cha­rak­te­ry­zo­wano jako opan­ce­rze­nie typowe dla czoł­gów śred­nich.

Zawarte w refe­ra­cie sza­cunki okre­ślały koszty prze­zbro­je­nia jed­nej trze­ciej wozów TK w broń oma­wia­nego typu na 4−4,5 mln zł. W kwo­cie tej zna­leźć się miało 125 szt. nkm, amu­ni­cja na 2 lata szko­le­nia, amu­ni­cja na 100 dni walki oraz czę­ści zna­mienne i akce­so­ria. Jak pokażą następne lata spo­rzą­dzone dla KSUS wyli­cze­nia okre­ślić będzie można mia­nem bar­dzo opty­mi­stycz­nych.

Drugie roz­da­nie

6 listo­pada 1936 r. Instytut Techniczny Uzbrojenia (ITU) wezwał wszyst­kie zain­te­re­so­wane strony w celu uzgod­nie­nia wyma­gań, jakim powi­nien odpo­wia­dać pol­ski naj­cięż­szy kara­bin maszy­nowy. Choć prace nad kra­jo­wym mode­lem pro­wa­dziła już war­szaw­ska Fabryka Karabinów nadal brano pod uwagę ewen­tu­al­ność zakupu zagra­nicz­nego. Oczywiście w obu przy­pad­kach naj­istot­niej­sze było pogo­dze­nie dwóch róż­nią­cych się wyraź­nie pod wzglę­dem ocze­ki­wań pod­mio­tów, czyli broni pan­cer­nej i lot­nic­twa.
Wśród wyma­gań sta­wia­nych przed bro­nią mającą sta­no­wić uzbro­je­nie czoł­gów roz­po­znaw­czych TK‑3/TKS zna­la­zły się:

    • zasi­la­nie z maga­zynka 8 – 10 naboi,
    • pro­wa­dze­nie ognia poje­dyn­czego i cią­głego,
    • dłu­gość cał­ko­wita broni nie prze­kra­cza­jąca 1800 mm, dłu­gość od osi obrotu do ramie­nia strzelca 880 – 900 mm,
    • chwyt pisto­le­towy i spo­sób uchwy­ce­nia broni jak w nkm Solothurn,
    • moż­li­wość wymiany lufy w warun­kach polo­wych,
    • cof­nię­cie maga­zynka w stronę kolby broni,

W lutym 1937 r., Kierownik BBTechBrPanc. Patryk O’Brien de Lacy oraz DowBrPanc. płk Józef Koczwara stwier­dzili we wspól­nym refe­ra­cie dla KSUS, że żaden z dotych­czas bada­nych n.kb. i n.km. nie speł­nił cał­ko­wi­cie wysu­nię­tych przez Wojsko Polskie wyma­gań. Za konieczne uznano zapo­zna­nie się z now­szymi kon­struk­cjami, wska­zu­jąc poza zna­nym już szwaj­car­skim Oerlikonem rów­nież takich poten­ta­tów jak fran­cu­skie zakłady Hispano-Suiza (20−23 mm) czy Hotchkiss (25 mm) oraz duń­ski Madsen (20 mm).

Co cie­kawe, nie wymie­niono tutaj bada­nego prze­cież nad Wisłą 25 mm działka Boforsa uzna­jąc zapewne broń za zbyt dużą jak na moż­li­wość jej wpa­so­wa­nia w nie­wielki kadłub czoł­gów TK/TKS. Wymienieni ofi­ce­ro­wie postu­lo­wali wysła­nie do ww. przed­się­biorstw komi­sji ofi­cer­skich, mają­cych zapo­znać się z now­szymi mode­lami broni, wziąć udział w strze­la­niach oraz po powro­cie spo­rzą­dzić szcze­gó­łowe spra­woz­da­nia.

Oczekiwano, że osta­teczne zakoń­cze­nie prac nastąpi do 1 stycz­nia 1938 r., po czym doj­dzie do wyboru i zakupu naj­od­po­wied­niej­szej dla WP broni. W opar­ciu o posia­dane już doświad­cze­nia uszcze­gó­ło­wiono wymogi jakie sta­wiano przed przy­szłym pol­skim nkm. Celowo należy pod­kre­ślić „maszy­no­wość” broni ponie­waż warianty cha­rak­te­ry­zu­jące się tylko ogniem poje­dyn­czym nie cie­szyły się już w tym cza­sie spe­cjalną apro­batą. Wśród sze­regu wymo­gów dla czoł­go­wego nkm zna­la­zły się:

  • mak­sy­malny cię­żar broni 45 kg (pier­wot­nie 40 – 60 kg);
  • broń chło­dzona powie­trzem z lufą łatwą do demontażu/wymiany;
  • amu­ni­cja trzech typów (prze­ciw­pan­cerna zwy­kła, prze­ciw­pan­cerna smu­gowa i prze­ciw­pan­cerna świetlna) z zastrze­że­niem, że powinna nastę­po­wać frag­men­ta­cja poci­sków po prze­bi­ciu blach (wybuch i roz­prysk po wewnętrz­nej stro­nie płyty);
  • szyb­ko­strzel­ność prak­tyczna do 200 – 300 strza­łów na minutę, warun­ko­wana przede wszyst­kim nie­wiel­kim zapa­sem amu­ni­cji prze­wo­żo­nym w czołgu;
  • moż­li­wość pro­wa­dze­nia ognia poje­dyn­czego, seriami po 3 – 5 strza­łów oraz auto­ma­tycz­nego, konieczne zasto­so­wa­nie podwój­nego spu­stu;
  • pożą­dana pręd­kość począt­kowa ponad 850 m/s;
  • moż­li­wość prze­bi­ja­nia 25 mm płyt pan­cer­nych pod kątem 30o (póź­niej dopre­cy­zo­wane do 20 mm bla­chy pan­cer­nych pod kątem 30o z 200 m); moż­li­wość pro­wa­dze­nia sku­tecz­nego ognia do pojaz­dów opan­ce­rzo­nych
    z odle­gło­ści 800 m;
  • dłu­gość cał­ko­wita, ze względu na cia­snotę czołgu moż­li­wie jak naj­mniej­sza. Odległość od osi obrotu w jarz­mie do końca kolby nie może prze­kra­czać 900 mm;
  • łado­wa­nie broni: odpo­wied­nie do miej­sca w czołgu TK i TKS, pożą­dane nie z góry;
  • nie­za­wod­ność w dzia­ła­niu, moż­li­wość zabez­pie­cze­nia zamka przez zanie­czysz­cze­niem oraz prze­ła­do­wy­wa­nie broni nie­wy­ma­ga­jące wysiłku;

budowa zewnę­trza umoż­li­wia­jąca łatwy mon­taż lunety celow­ni­czej oraz wygodne osa­dze­nie broni w jarz­mie.
W efek­cie prac komi­sji zaku­piono jeden nkm Madsen, a prace nad wła­sną kon­struk­cją kon­ty­nu­owała nadal pol­ska Fabryka Karabinów. Równolegle, z uwagi na dużą szyb­ko­strzel­ność, lot­nic­two zaku­piło nkm Hispano-Suiza. Niestety ponie­waż w zaku­pach kie­ro­wano się błęd­nym zało­że­niem, że jeden model broni spro­stać może wyma­ga­niom pie­choty, broni pan­cer­nej i lot­nic­twa sprawy nader szybko zaczęły się kom­pli­ko­wać, a usta­lone wcze­śniej ter­miny ule­gać prze­su­nię­ciom. Paradoksalnie opóź­nie­nia stały się dodat­ko­wym akce­le­ra­to­rem trwa­ją­cych w kraju od pierw­szej połowy 1937 r. prac i szansą dla opra­co­wa­nego w kraju nkm FK‑A.

Pomimo pio­nier­sko­ści zada­nia jakiego pod­jął się inż. Bolesław Jurek, jego nkm nie­spo­dzie­wa­nie szybko zyskał sobie przy­chyl­ność pan­cer­nia­ków z DowBrPanc. Broń, choć nadal nie­do­pra­co­wana i wyma­ga­jąca ulep­szeń, miała kilka zasad­ni­czych atu­tów, a jed­nym z nich było prze­bi­ja­nie płyt pan­cer­nych okre­ślo­nej gru­bo­ści na odle­gło­ściach o 200 m więk­szych niż ana­lo­giczne kon­struk­cje zagra­niczne. Prototyp pol­skiego nkm ukoń­czono w listo­pa­dzie 1937 r. i skie­ro­wano do badań. Historia powsta­nia kra­jo­wego nkm kal. 20 mm jest na stałe sple­ciona z losami czoł­gów roz­po­znaw­czych, lecz losy samej broni nie sta­no­wią istoty niniej­szego arty­kułu.

Należy zatem krótko stwier­dzić, że trwa­jące od marca do maja 1938 r. inten­sywne próby pol­skiego nkm, pod­su­mo­wano w dato­wa­nym na 21 czerwca spra­woz­da­niu ITU mają­cym osta­tecz­nie przy­pie­czę­to­wać losy nkm FK w wer­sji A. Równolegle 14 kwiet­nia KZU zade­cy­do­wało o prze­ka­za­niu jed­nost­kom broni pan­cer­nych dwóch egzem­pla­rzy nowego nkm do prób. Pierwsze fak­tyczne zamó­wie­nie na 100 egzem­pla­rzy nowej broni zło­żono poprzez Kierownictwo Zaopatrzenia Uzbrojenia (KZU; L.dz.84/tjn/Broń.38 – 39) w lipcu 1938 r., z ter­mi­nami dostaw I par­tii na maj kolej­nego roku. Druga setka zamó­wio­nych w lipcu 1939 r. miała tra­fić do armii nie póź­niej niż w ostat­nich dniach maja 1940 r.

W kwe­stii zasto­so­wa­nia broni w czoł­gach TK ponow­nie stwier­dzono, że model pol­ski nadaje się do tego celu lepiej niż kon­struk­cje zagra­niczne, gdyż speł­nia sze­reg wyma­gań WP co do moco­wa­nia optyki, urzą­dze­nia spu­sto­wego oraz formy jarzma. Bezsprzeczną zaletą broni była moż­li­wość wymiany lufy bez demon­tażu całego nkm, od przodu. Suwadło z zam­kiem pra­co­wało znacz­nie lżej niż w zagra­nicz­nych odpo­wied­ni­kach, a roze­bra­nie i czysz­cze­nie broni (nawet z jej cał­ko­wi­tym wyję­ciem poza czołg) nie sta­no­wiło dla obsługi więk­szego pro­blemu. Pod wzglę­dem sku­tecz­no­ści ognia rezul­taty strze­lań poli­go­no­wych wyka­zy­wały, że śred­nio co trzeci oddany z czoł­go­wego nkm strzał jest celny, nawet w przy­padku pro­wa­dze­nia ognia do obiektu poru­sza­ją­cego się (krót­kie serie/ogień poje­dyn­czy).

Kolejny częściowo rozpoznany czołg TKS z najcięższym karabinem maszynowym sfotografowany kilkakrotnie na terenie jednego z folwarków będącego miejscem postoju niemieckiej jednostki pancernej.

Kolejny czę­ściowo roz­po­znany czołg TKS z naj­cięż­szym kara­bi­nem maszy­no­wym sfo­to­gra­fo­wany kil­ka­krot­nie na tere­nie jed­nego z fol­war­ków będą­cego miej­scem postoju nie­miec­kiej jed­nostki pan­cer­nej.

Dodajmy, że dla każ­dego z wyko­ny­wa­nych w lipcu 1938 r. przez FK naj­cięż­szych kara­bi­nów maszy­no­wych zle­cono począt­kowo wyko­na­nie kom­pletu pię­ciu maga­zyn­ków 5‑nabojowych, przy czym do prób dopusz­czono rów­nież wer­sję 4- i 15-nabo­jową (okrą­głą). Wbrew poda­wa­nej nawet przez nie­któ­rych współ­cze­snych auto­rów infor­ma­cji w wypo­sa­że­niu nowej wer­sji TKS z nkm znaj­do­wało się 16, nie 15 maga­zyn­ków miesz­czą­cych po pięć naboi. Łącznie zatem w czołgu znaj­do­wało się 80 sztuk amu­ni­cji, czyli jedna druga zatwier­dzo­nej jed­nostki ognia. Miesięczna dota­cja amu­ni­cji wyno­sić miała dla czoł­go­wego nkm FK‑A 5000 naboi. Dla porów­na­nia przy­po­mnijmy, że w pla­no­wa­nym jako następca TKS czołgu 4TP miał się znaj­do­wać zapas wyno­szący 200 – 250 naboi. Cena naboju była wysoka i wyno­siła 15 zł. Dla porów­na­nia: 37 mm nabój do armaty Boforsa wz. 36, to koszt około 30 zł. Z racji więk­szych roz­mia­rów broni usu­nięty został ste­laż amu­ni­cyjny umiesz­czony za sie­dze­niem kie­rowcy, które prze­su­nięto do tyłu.

Rozmieszczenie amu­ni­cji wewnątrz 2‑osobowego, zmo­der­ni­zo­wa­nego czołgu było w cało­ści podyk­to­wane panu­jącą cia­snotą i według usta­leń autora wyglą­dało nastę­pu­jąco: 9 maga­zyn­ków w czte­rech gniaz­dach po pra­wej stro­nie na czę­ści błot­nika umiesz­czo­nej wewnątrz czołgu, 1 maga­zy­nek z tyłu po pra­wej stro­nie na uko­śnej pły­cie nad­bu­dówki, 1 maga­zy­nek z tyłu po lewe stro­nie na uko­śnej pły­cie nad­bu­dówki oraz 5 maga­zy­nów w trzech gniaz­dach mię­dzy sil­ni­kiem i skrzy­nią bie­gów, a sie­dzi­skiem strzelca.

  • Jędrzej Korbal

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE