Czołg – broń XXI wieku cz. 1

Rosyjski T-14, opracowany w ramach programu Armata, jest obecnie jedynym czołgiem podstawowym na świecie należącym do umownej 4. generacji. Jego przyszłość jest jednak nadal mglista i nie wiadomo, kiedy wozy te będą mogły trafić do jednostek liniowych.

Rosyjski T‑14, opra­co­wany w ramach pro­gramu Armata, jest obec­nie jedy­nym czoł­giem pod­sta­wo­wym na świe­cie nale­żą­cym do umow­nej 4. gene­ra­cji. Jego przy­szłość jest jed­nak nadal mgli­sta i nie wia­domo, kiedy wozy te będą mogły tra­fić do jed­no­stek linio­wych.

Niemal równo 19 lat temu, na łamach „Nowej Techniki Wojskowej” (nr 10/2000) uka­zał się arty­kuł świę­tej pamięci płk. prof. dr. hab. inż. Wiesława Barnata (1972 – 2019) „Czołg – broń walki XXI wieku”. Analizując wspo­mniane opra­co­wa­nie można przy­po­mnieć, jak wów­czas pro­gno­zo­wano roz­wój broni pan­cer­nej i co udało się prze­wi­dzieć traf­nie, co błęd­nie, a także jakie kie­runki roz­woju czoł­gów można wska­zać dziś.

Na wstę­pie należy stwier­dzić, że for­mal­nie ist­nieje tylko jeden czołg pod­sta­wowy nale­żący do umow­nej 4. gene­ra­cji, a więc mogący być nazwany wozem bojo­wym XXI w., który w ciągu naj­bliż­szych kilku mie­sięcy, albo i lat może być przy­jęty do służby linio­wej. Jest to rosyj­ski T‑14, opra­co­wany w ramach pro­gramu Armata. Pod koniec 2018 r. ogło­szono zakoń­cze­nie prób zakła­do­wych tej kon­struk­cji, co było wstę­pem do roz­po­czę­cia prób pań­stwo­wych. Jeżeli te prze­bie­gną pomyśl­nie, czołg powi­nien zostać przy­jęty do służby w Wojskach Lądowych Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej i powinna roz­po­cząć się jego pro­duk­cja seryjna. Optymiści twier­dzą, że może to nastą­pić w tym roku… Wszystkie inne współ­cze­sne czołgi, które można uznać za nowo­cze­sne (poza poje­dyn­czymi pro­to­ty­pami), wywo­dzą się z kon­struk­cji powsta­łych pod­czas zim­nej wojny bądź powie­lają wów­czas opra­co­wane kon­cep­cje. Nie zna­czy to bynaj­mniej, że Leopard 2A7V+, M1A2C Abrams lub T‑90M mają wiele wspól­nego z Leopardem 2A0, M1 czy T‑72 (z któ­rego wer­sji B wywo­dzi się rodzina T‑90) – prze­ciw­nie, każda kolejna wer­sja pro­duk­cyjna otrzy­my­wała liczne zmiany i mody­fi­ka­cje, a już wypro­du­ko­wane wozy czę­sto prze­cho­dziły póź­niej moder­ni­za­cje pod­no­szące (nie­kiedy rady­kal­nie) ich war­tość bojową. Okupiono to jed­nak wzro­stem masy i w mniej­szym stop­niu roz­mia­rów, a to z kolei wywarło nega­tywny wpływ na mobil­ność, tempo zuży­cia poszcze­gól­nych ele­men­tów mecha­nicz­nych (o ile nie były wymie­niane na nowe, wytrzy­mal­sze) itd. Mobilność stra­te­giczna współ­cze­snych czoł­gów rów­nież jest nie­wy­star­cza­jąca – nie­mal wszyst­kie modele zachod­nie prze­kra­czają gra­nicę masy 50 t (podob­nie rosyj­ski T‑14 i praw­do­po­dob­nie T‑90M; wyjąt­kiem jest japoń­ski Typ 10, ważący 48 t z pan­ce­rzem dodat­ko­wym), a M1A2C czy Challenger 2 z peł­nym zesta­wem osłon dodat­ko­wych prze­kra­czają nawet 70 ton! Ma to nie­ko­rzystny wpływ na trans­port drogą powietrzną, a nawet mor­ską (obcią­że­nie pokładu!), z czego dosko­nale zdają sobie sprawę woj­skowi pla­ni­ści, a ponadto wzrost naci­sku na grunt powo­duje zagro­że­nie dla stanu dróg cywil­nych, po któ­rych przyj­dzie im się poru­szać. Ponadto kon­struk­cja już ist­nie­ją­cych pojaz­dów nie­ko­niecz­nie jest opty­malna do zasto­so­wa­nia zupeł­nie nowych roz­wią­zań, które mogą przy­nieść nie tyle ewo­lu­cyjny wzrost, co wręcz rady­kalną zmianę efek­tyw­no­ści wozu bojo­wego czy jego roli w sys­te­mie uzbro­je­nia sił zbroj­nych.
Niemal dwie dekady temu wska­zy­wano, że sto­sun­kowo szybko poja­wią się liczne nowe pojazdy, zastę­pu­jące relikty zim­nej wojny. Był to czas fascy­na­cji ide­ami takimi jak: Future Combat Systems, Future Rapid Effect System i innymi, które zakła­dały, że więk­szość kon­flik­tów przy­szło­ści będzie toczo­nych przez nie­wiel­kie siły eks­pe­dy­cyjne, które muszą być przede wszyst­kim mobilne, nawet kosz­tem bez­pie­czeń­stwa załóg wozów bojo­wych. Zarówno kry­zys finan­sowy z końca poprzed­niej dekady, jak i przy­kre doświad­cze­nia wojen w Afganistanie, Iraku, Gruzji czy na Ukrainie bole­śnie zwe­ry­fi­ko­wały przy­dat­ność tego rodzaju for­ma­cji na polu walki. A jak miał wyglą­dać nowo­cze­sny czołg w końcu dru­giej dekady XXI wieku według poglą­dów z końca poprzed­niego stu­le­cia? Co udało się osią­gnąć pod­czas mody­fi­ka­cji star­szych kon­struk­cji? I wresz­cie – jakie obec­nie są poglądy na przy­szłość czołgu?

Wozy należące do obecnej 3. generacji czołgów podstawowych wprawdzie wciąż dysponują pewnym potencjałem modernizacyjnym, ale dobiega on kresu – stąd potrzeba znalezienia ich następców.

Wozy nale­żące do obec­nej 3. gene­ra­cji czoł­gów pod­sta­wo­wych wpraw­dzie wciąż dys­po­nują pew­nym poten­cja­łem moder­ni­za­cyj­nym, ale dobiega on kresu – stąd potrzeba zna­le­zie­nia ich następ­ców.

Układ kon­struk­cyjny

19 lat temu wielu eks­per­tów chęt­nie widzia­łoby przy­szły czołg jako wóz futu­ry­styczny, przy­po­mi­na­jący trans­por­tery prze­gu­bowe (np. star­szy szwedzki pro­jekt UDES XX 20) czy pojazdy na czte­rech gąsie­ni­cach (jak sowiecki Obiekt 490B). Częściej jed­nak poja­wiały się wizje bar­dziej zacho­waw­cze – pojaz­dów gąsie­ni­co­wych z power-pac­kiem umiesz­czo­nym z przodu (czołg miał być jed­nym z wozów opar­tych na uni­wer­sal­nej plat­for­mie), co argu­men­to­wano także i tym, że układ napę­dowy miał sta­no­wić dodat­kową osłonę dla załogi, jak w izra­el­skich Merkawach. Wynikało to po czę­ści z fascy­na­cji izra­el­skim czoł­giem, a po czę­ści chyba z nie­zro­zu­mie­nia jego histo­rii, w tym tego, że taki układ kon­struk­cyjny „Rydwanu” był podyk­to­wany bra­kiem dostępu izra­el­skiego prze­my­słu do nowo­cze­snych (na koniec lat 70. ma się rozu­mieć) pan­ce­rzy spe­cjal­nych. Autor wspo­mnia­nego na wstę­pie tek­stu mało miej­sca poświę­cił ukła­dom kon­struk­cyj­nym. Warto nad­mie­nić jed­nak, że w Niemczech i w Rosji roz­wi­jano bar­dziej kla­syczną kon­cep­cję z prze­dzia­łem załogi z przodu, bojo­wym umiesz­czo­nym cen­tral­nie (z wieżą bez­za­ło­gową) oraz napę­do­wym z tyłu – mimo tego, że w ramach pro­gramu Neue Gepanzerte Plattform (pol. Nowa Platforma Opancerzona) miał powstać sze­reg pojaz­dów w opar­ciu o jedno pod­wo­zie. Tymczasem wszyst­kie pozo­sta­jące w służ­bie czołgi (poza Merkawą) zbu­do­wane są w ukła­dzie kla­sycz­nym. W ramach moder­ni­za­cji nie zostało to zmie­nione w żad­nym z pojaz­dów – wciąż z przodu znaj­duje się prze­dział kie­rowcy, w czę­ści cen­tral­nej zało­gowy prze­dział bojowy, w tyl­nej – prze­dział napę­dowy. Jedynie T‑14 ma załogę umiesz­czoną w kap­sule z przodu pojazdu i cen­tral­nie umiesz­czony, bez­za­ło­gowy prze­dział bojowy. Wszystkie czołgi mają parę gąsie­nic etc. – mają zatem wię­cej wspól­nego z Renaultem FT sprzed stu­le­cia, ani­żeli z nie­któ­rymi pojaz­dami stu­dyj­nymi sprzed 20 lat.
Niewiele wska­zuje na to, by układ kon­struk­cyjny następ­ców Leoparda 2, Abramsa czy K2 zna­cząco odbie­gał od tego, co znamy z obec­nych pojaz­dów. Bardzo praw­do­po­dobne jest, że prze­działy bojowe będą bez­za­ło­gowe (m.in. turecki Altay w ramach roz­woju wariantu T.3 ma taki otrzy­mać), a załogi będą zaj­mo­wać miej­sce w pan­cer­nej kap­sule umiesz­czo­nej z przodu pojazdu. Być może nie­które pań­stwa poku­szą się o zakup czołgu na bazie uni­wer­sal­nej plat­formy z ukła­dem napę­do­wym z przodu (choć przy­kład rodziny Armata z pod­wo­ziami o róż­nych kon­fi­gu­ra­cjach poka­zuje, że nie jest to nie­zbędne), aby mak­sy­mal­nie zre­du­ko­wać koszt zakupu i eks­plo­ata­cji floty pojaz­dów, ale jest to droga raczej dla państw uboż­szych lub o mniej­szych bądź spe­cy­ficz­nych wyma­ga­niach. Pewnym kom­pro­mi­sem może być roz­pro­sze­nie układu napędu – power­pack może być zastą­piony np. sil­ni­kami elek­trycz­nymi (a więc zaj­mu­ją­cymi nie­wiele miej­sca) umiesz­czo­nymi z przodu pojazdu (byłyby one bez­po­śred­nim napę­dem), współ­pra­cu­ją­cymi z kom­pak­to­wym sil­ni­kiem spa­li­no­wym-agre­ga­tem prą­do­twór­czym z tyłu (układ hybry­dowy). Ograniczyłoby to nie­ko­rzystne limity miej­sca prze­zna­czo­nego na opan­ce­rze­nie pod­wo­zia przy zacho­wa­niu więk­szo­ści korzy­ści pły­ną­cych z umiej­sco­wie­nia napędu z przodu (nie­które opra­co­wa­nia wska­zują też na niż­sze zuży­cie układu jezd­nego).
Nowy wóz powi­nien cecho­wać się więk­szą podat­no­ścią eks­plo­ata­cyjną i moder­ni­za­cyjną niż obec­nie eks­plo­ato­wane czołgi. Oznacza to kon­struk­cję w więk­szym stop­niu modu­łową, co uła­twi­łoby wymianę uszko­dzo­nych lub prze­sta­rza­łych ele­men­tów i zastą­pie­nie ich nowymi. Będzie to trudne do pogo­dze­nia z wyso­kimi wymo­gami co do cha­rak­te­ry­styk bojo­wych, które będzie musiał speł­nić nowy czołg. Jednocześnie wyko­na­nie pew­nych kro­ków w tym kie­runku może oka­zać się nie­zbędne wobec reduk­cji liczeb­no­ści załogi (patrz dalej).

Załoga

W końcu XX wieku więk­szość czoł­gów zachod­nich miała (i do dziś ma) czte­ro­oso­bowe załogi. Na ich tle wyróż­niał się m.in. fran­cu­ski Leclerc i czołgi rosyj­skie (w tym naj­now­szy T‑14), gdzie ładow­ni­czego zastą­piono auto­ma­tem łado­wa­nia. Kierunek ten już wów­czas uwa­żano za słuszny, a poja­wia­jące się od lat 80. tezy o koniecz­no­ści reduk­cji załogi do zale­d­wie dwóch żoł­nie­rzy uwa­żano (w tym autor wzmian­ko­wa­nego tek­stu) za zbyt śmiałe. W isto­cie jedy­nie inży­nie­rom z Niemiec i Stanów Zjednoczonych praw­do­po­dob­nie udało się zre­du­ko­wać załogę wozu bojo­wego do dwóch żoł­nie­rzy, a i to w demon­stra­to­rach tech­no­lo­gii czy pro­to­ty­pach (odpo­wied­nio VT 2000 i EGS oraz XM1202). Podobny układ Izraelczycy pla­nują dla czołgu lek­kiego Karmel (choć na pokła­dzie ma być trzeci żoł­nierz o nie­spre­cy­zo­wa­nej roli – być może jako ope­ra­tor pojaz­dów bez­za­ło­go­wych). Mimo to obec­nie w US Army wciąż wystę­puje duża nie­chęć do reduk­cji załogi nawet do trzech żoł­nie­rzy (patrz WiT 3/2019), o dwóch nawet nie mówiąc (choć jest to roz­wa­żane w nowym bwp), ze względu na domnie­mane trud­no­ści z codzienną obsługą tech­niczną pojazdu. Wydaje się jed­nak, że dal­sza reduk­cja liczeb­no­ści załogi, a w dale­kiej przy­szło­ści zupełna auto­no­mi­za­cja wozów bojo­wych (na co zresztą wska­zy­wał Barnat, słusz­nie pod­no­sząc, że sze­ro­kie uży­cie bez­za­ło­go­wych środ­ków bojo­wych na kla­sycz­nym polu walki będzie sza­le­nie trudne ze względu na powszech­ność środ­ków WRE), są nie­unik­nione: im mniej żoł­nie­rzy, tym mniej­sza obję­tość prze­działu zało­go­wego, a więc mniej­sza suma powierzchni, które trzeba osło­nić pan­ce­rzem, co powo­duje reduk­cję masy pojazdu ze wszyst­kimi tego kon­se­kwen­cjami. Dwuosobowa załoga pozba­wiona celow­ni­czego będzie musiała dys­po­no­wać bar­dzo boga­tym wypo­sa­że­niem elek­tro­nicz­nym, o czym dalej. Możliwe jest zresztą zacho­wa­nie trze­ciego członka załogi, który byłby nie­jako dodat­ko­wym żoł­nie­rzem: dowódcą plutonu/batalionu/kompanii, ope­ra­to­rem (w dal­szej przy­szło­ści nad­zorcą) pojaz­dów bez­za­ło­go­wych itd. Prawdopodobnie funk­cje mię­dzy dwoma pod­sta­wo­wymi człon­kami załogi będą wymienne cał­ko­wi­cie lub co naj­mniej czę­ściowo. Redukcja liczeb­no­ści załogi wobec pracy w pełni cyfro­wym śro­do­wi­sku może wyma­gać poszu­ki­wa­nia ludzi o spe­cjal­nych pre­dys­po­zy­cjach. Podczas pro­jek­to­wa­nia sta­no­wisk bojo­wych pod kątem ergo­no­mii nie­zbędne będzie uwzględ­nie­nie rosną­cej śred­niej wzro­stu żoł­nie­rzy: średni wzrost pol­skiego osiem­na­sto­latka zwięk­szył się od 1980 r. o ponad 7 cm, podobny pro­ces zacho­dzi też w innych popu­la­cjach ludz­kich, choć w róż­nym tem­pie.

Mobilność

Tu w sto­sunku do pro­gnoz zmie­niło się sto­sun­kowo nie­wiele. Wciąż za istotne dla manew­ro­wa­nia uważa się zasto­so­wa­nie takiego układu prze­nie­sie­nia mocy, który zapew­niałby skręt o pro­mie­niu B/2 (obrót w miej­scu). Przy czym przed dwiema deka­dami zakła­dano raczej zasto­so­wa­nie kla­sycz­nego power­packa, tj. sil­nika wie­lo­pa­li­wo­wego (wyso­ko­pręż­nego, rza­dziej tur­biny gazo­wej) sprzę­żo­nego w jeden blok z auto­ma­tyczną, hydro­me­cha­niczną skrzy­nią bie­gów. Niekiedy wręcz nego­wano samą moż­li­wość zasto­so­wa­nia innego napędu w cięż­kim wozie bojo­wym. Zaledwie dekadę póź­niej jeź­dziło już co naj­mniej kilka demon­stra­to­rów i pro­to­ty­pów wozów gąsie­ni­co­wych z napę­dem hybry­do­wym. Wydaje się, że to napęd hybry­dowy będzie przy­szło­ścią wozów bojo­wych. Pierwszym czoł­giem pod­sta­wo­wym, który taki otrzy­mał, ma być izra­el­ska Merkawa Mk IV Barak, która ma wejść do służby w marcu tego roku. Napędy hybry­dowe roz­wi­jane są też dla US Army i USMC, a nie­które doku­menty wska­zują, że euro­pej­ski następca Leoparda 2 i Leclerca rów­nież otrzyma taki napęd. Co ważne, jak wspo­mniano wyżej, napęd hybry­dowy wcale nie musi być zblo­ko­wany w power­pack. Możliwe jest nawet zasto­so­wa­nie np. dwóch sil­ni­ków spa­li­no­wych: mar­szo­wego o więk­szej mocy (np. 883 – 956 kW/1200 – 1300 KM) i pomoc­ni­czego (o mocy 110 – 220 kW/150 – 300 KM), słu­żą­cego pod­czas postoju jako agre­gat prą­do­twór­czy, a pod­czas walki dają­cego dodat­kową moc. Stosunek mocy do masy powi­nien prze­kra­czać 25 KM/t (war­tość abso­lut­nie mini­malna), lub nawet 30 KM/t, zależ­nie od spraw­no­ści układu napę­do­wego oraz obcią­że­nia sil­nika dostar­cza­niem ener­gii do celów innych, niż napęd. Trzeba rów­nież uwzględ­nić pewien zapas pod przy­szłe moder­ni­za­cje. Co do napę­dów czy­sto elek­trycz­nych, wydają się być raczej odle­glej­szą przy­szło­ścią.
Zawieszenie praw­do­po­dob­nie będzie hydro­pneu­ma­tyczne – coraz wię­cej pojaz­dów gąsie­ni­co­wych takie otrzy­muje, co ozna­cza wypie­ra­nie star­szego zawie­sze­nia opar­tego na drąż­kach skręt­nych. Być może dla zwięk­sze­nia płyn­no­ści jazdy będzie ono ste­ro­wane elek­tro­nicz­nie, jako tzw. zawie­sze­nie aktywne. Słusznie prze­wi­dy­wał to pro­fe­sor Barnat. Ponadto upo­wszech­nią się lek­kie i wytrzy­małe gąsie­nice kom­po­zy­towe. Co prawda autor arty­kułu z 2000 r. nie odno­sił się do moż­li­wo­ści jezd­nych, ale można spo­dzie­wać się nie­wiel­kiego wzro­stu mak­sy­mal­nej i śred­niej pręd­ko­ści w tere­nie w sto­sunku do zachod­nich czoł­gów III gene­ra­cji (wcze­snych wer­sji – wraz z ich „uty­ciem” nawet o kil­ka­na­ście ton mobil­ność tak­tyczna spa­dała), może nawet do odpo­wied­nio 65 i 50 km/h. Podobnie może wzro­snąć pręd­kość jazdy do tyłu. Zastosowanie napędu hybry­do­wego powinno pozwo­lić na wydłu­że­nie zasięgu. Mobilność stra­te­giczna będzie zależna od masy wozu, ale bar­dzo wąt­pliwe, by była ona wyraź­nie więk­sza, ani­żeli we współ­cze­snych czoł­gach. Nawet po uwzględ­nie­niu modu­ło­wej kon­struk­cji, zej­ście do masy bazo­wej poni­żej 35 t (do trans­portu np. dwóch czoł­gów za pomocą samo­lotu klasy C‑17) może oka­zać się zbyt kosz­towne lub nawet nie­moż­liwe, gdyby chcieć zacho­wać sen­sowną odpor­ność bali­styczną. Tak niska masa jest atry­bu­tem czoł­gów lek­kich, prze­zna­czo­nych dla wojsk aero­mo­bil­nych lub innych spe­cy­ficz­nych for­ma­cji (np. gór­skich), gdzie reduk­cja masy oku­piona jest sto­sun­kowo sła­bym opan­ce­rze­niem, odpo­wia­da­ją­cym bojo­wym wozom pie­choty, i to raczej nie­zbyt cięż­kim.

  • Bartłomiej Kucharski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE