Czesi i Słowacy u boku Armii Czerwonej

Czesi i Słowacy u boku Armii Czerwonej

Czesi i Słowacy u boku Armii Czerwonej

Wydarzenia z marca 1939 r., skut­ku­jące utratą nie­pod­le­gło­ści przez Czechosłowację, spo­wo­do­wały ucieczkę kil­ku­na­stu tysięcy słu­żą­cych w jej armii żoł­nie­rzy, któ­rzy nie mogli pogo­dzić się z pod­da­niem kraju bez walki. Biorąc pod uwagę to, że pań­stwo ze sto­licą w Pradze mogło poten­cjal­nie wysta­wić do walki milio­nową armię, a w przy­padku mak­sy­mal­nego wysiłku mobi­li­za­cyj­nego nawet pół­to­ra­mi­lio­nową, skala tych patrio­tycz­nych ucie­czek nie była jed­nak duża.

Wielu Czechów i Słowaków udało się począt­kowo do Polski, gdzie w więk­szo­ści zaokrę­to­wali się w Gdyni na statki i popły­nęli do Francji. Tam zacią­gnęli się do fran­cu­skich sił zbroj­nych – żoł­nie­rze armii lądo­wej do Legii Cudzoziemskiej, a per­so­nel lata­jący (sta­no­wiący znaczną część wszyst­kich ucie­ki­nie­rów) – do Armee de l’Air. Około tysiąc Czechów i Słowaków pozo­stało jed­nak na tere­nie Rzeczypospolitej. Stąd ich zda­niem naj­ła­twiej można było w naj­bliż­szej przy­szło­ści sta­nąć do walki prze­ciwko oku­pan­towi. Już pod koniec kwiet­nia Czesi z wła­snej ini­cja­tywy powo­łali w Krakowie pierw­szą cze­ską orga­ni­za­cję woj­skową. Ludzie ci nie zostali pozo­sta­wieni samym sobie.
Od póź­niej wio­sny w Centrum Wyszkolenia Lotniczego Nr 1 w Dęblinie zaczęto pro­wa­dzić prze­szko­le­nia spe­cja­li­styczne na pol­skie typy samo­lo­tów dla lot­ni­ków, a w miej­sco­wo­ści Bronowice Małe 7 lipca roz­po­czął dzia­łal­ność obóz przej­ściowy, który miał gru­po­wać różne rodzaje spe­cja­li­stów od wojsk lądo­wych. Przez obozy te prze­szło ponad 2 tys. osób, z któ­rych ponad 1200 zostało wysła­nych stat­kami do Francji (ostatni wyru­szył 26 sierp­nia 1939 r.). Pozostali zade­kla­ro­wali chęć pozo­sta­nia i wej­ścia w skład jed­nostki for­mo­wa­nej na tere­nie Polski, nazy­wa­nej począt­kowo Grupą Czechosłowacką. Jej dowódcą został naj­wyż­szy stop­niem ofi­cer – gene­rał armii Lev Prchala, mocno zwią­zany z poli­tyką. W mie­sią­cach poprze­dza­ją­cych zaję­cie Czechosłowacji peł­nił on funk­cje m.in. mini­stra finan­sów i spraw wewnętrz­nych Czechosłowacji. Prchala zaczy­nał swoją karierę woj­skową w armii Austro-Węgier, a po przej­ściu na stronę rosyj­ską słu­żył w Legionie Czechosłowackim. Znacznie cie­kaw­szą posta­cią, z punktu widze­nia dzie­jów Czechosłowaków na Froncie Wschodnim, był jego zastępca, puł­kow­nik Ludvik Svoboda – także wete­ran Legionu Czechosłowackiego, dowódca grupy cze­cho­sło­wac­kiej do 30 sierp­nia, kiedy na to sta­no­wi­sko mia­no­wano gen. Prchalę.
Atak na Polskę nastą­pił w momen­cie, kiedy cze­cho­sło­wac­kie oddziały były dopiero w powi­ja­kach i prze­no­szono je wła­śnie do nowego obozu w Leśnej. Grupa nie miała jesz­cze umun­du­ro­wa­nia ani opo­rzą­dze­nia i funk­cjo­no­wała w cywil­nych ubra­niach – dopiero pla­no­wano przy­dzie­le­nie jej tysiąca sor­tów mun­du­ro­wych. Czesi mieli odróż­niać się od pol­skich żoł­nie­rzy trój­ko­lo­ro­wymi naro­do­wymi ozna­cze­niami na czap­kach, koniec koń­ców jed­nak zabra­kło na to czasu. Uzbrojenie tych 900 męż­czyzn sta­no­wiło w momen­cie wybu­chu wojny… 10 kara­bi­nów, które słu­żyły do szko­le­nia. Zmieniło się to 3 wrze­śnia, kiedy dekre­tem pre­zy­denta Ignacego Mościckiego powo­łano na bazie Grupy Czechosłowackiej Legion Czeski i Słowacki. Do żoł­nie­rzy cze­cho­sło­wac­kich i poten­cjal­nych ochot­ni­ków wydał spe­cjalną ode­zwę mar­sza­łek Edward Rydz-Śmigły, który zachę­cał do wstę­po­wa­nia do legionu. Pojawiło się też tro­chę uzbro­je­nia i wypo­sa­że­nia, w tym: 40 kara­bi­nów, 12 kara­bi­nów maszy­no­wych i 100 masek prze­ciw­ga­zo­wych. 11 wrze­śnia, do któ­rego to czasu z Bronowic Małych do Leśnej zostało prze­wie­zio­nych około 700 żoł­nie­rzy Legionu, puł­kow­nik Svoboda prze­jął dowo­dze­nie i – wobec zagro­że­nia stwa­rza­nego przez jed­nostki nie­miec­kie – naka­zał ewa­ku­ację. Do 14 wrze­śnia Legion prze­miesz­czał się w kie­runku Tarnopola. Tam trzy cięż­kie kara­biny maszy­nowe z 25-oso­bową obsługą zostały wyzna­czone do obrony prze­ciw­lot­ni­czej mia­sta; według nie­któ­rych cze­skich źró­deł udało jej się w następ­nych dniach znisz­czyć jeden nie­miecki bom­bo­wiec i uszko­dzić drugi. Miał to być jedyny wkład Legionu Czeskiego i Słowackiego w wysi­łek zbrojny w Polsce. Potem nastą­pił dal­szy odwrót na wschód – przez Horodyszcze do Podhajec, do któ­rych udało się dotrzeć 18 wrze­śnia. Tam, dokład­nie w rejo­nie wsi Rakowiec, jed­nostka została oto­czona przez Armię Czerwoną i inter­no­wana. Losu tego unik­nęła tylko wspo­mniana grupa żoł­nie­rzy pozo­sta­wiona do obrony prze­ciw­lot­ni­czej Tarnopola. Podobnie stało się z 200 Czechami i Słowakami, któ­rzy nie zdą­żyli do Leśnej i razem z gene­ra­łem Prchalą prze­do­stali się potem do Rumunii. W cza­sie kam­pa­nii pol­skiej 1939 r. legion stra­cił jed­nego pole­głego, który zgi­nął, kiedy jed­nostka została zbom­bar­do­wana przez lot­nic­two… sło­wac­kie.
  • Maciej Szopa

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE