Czas sana­cji

Generalny Inspektor Sił Zbrojnych gen. dyw. Edward Śmigły-Rydz z rządem Felicjana Sławoja-Składkowskiego w dniu jego zaprzysiężenia; 15 maja 1936 r.

Generalny Inspektor Sił Zbrojnych gen. dyw. Edward Śmigły-Rydz z rzą­dem Felicjana Sławoja-Składkowskiego w dniu jego zaprzy­się­że­nia; 15 maja 1936 r.

Przewrót majowy był ewe­ne­men­tem w dzie­jach świata. Rebelianci odnie­śli zwy­cię­stwo, ale nie zawie­szono kon­sty­tu­cji, nie roz­wią­zano par­la­mentu i nie wpro­wa­dzono stanu wyjąt­ko­wego na tere­nie całego kraju. Więzienia nie zapeł­niły się poko­na­nymi, a triumf Piłsudskiego natych­miast został zale­ga­li­zo­wany. Ustąpił tylko rząd i pre­zy­dent, a zło­śliwi komen­to­wali, że prze­le­wano krew wyłącz­nie po to, by Piłsudski został mini­strem. A prze­cież sta­no­wi­sko to pro­po­no­wano mu już wcze­śniej.

Trzydniowe walki przy­nio­sły jed­nak tra­giczny bilans. Zginęło 379 osób (w tym 164 cywi­lów), a 920 było ran­nych. 17 maja w sto­licy odbył się uro­czy­sty pogrzeb pole­głych, ogło­szono ofi­cjalną żałobę, w świą­ty­niach wszyst­kich wyznań odbyły się nabo­żeń­stwa. Podczas jed­nego z nich, w kościele gar­ni­zo­no­wym, przed Orliczem-Dreszerem sta­nął kape­lan legio­nowy, ksiądz Józef Panaś. Zerwał z sutanny wszyst­kie odzna­cze­nia bojowe i rzu­cił je pod nogi gene­ra­łowi.
Piłsudski był nie­obecny na pogrze­bie. Na cmen­tarz woj­skowy przy­były dele­ga­cje oddzia­łów obu wal­czą­cych stron, w uro­czy­sto­ściach uczest­ni­czył także nowy gabi­net rzą­dowy z pre­mie­rem Kazimierzem Bartlem na czele. Pogrzeb miał wyka­zać, że zwy­cię­ska strona jed­na­kowo trak­tuje pole­głych bez względu na ich przy­na­leż­ność.

Krajobraz po zama­chu

Marszałek nie prze­pro­wa­dził czystki w armii, co wię­cej – doło­żył wszel­kich sta­rań, by jak naj­szyb­ciej zapo­mniano o bra­to­bój­czej walce. Nic nie prze­szko­dziło w karie­rze majo­rowi Marianowi Porwitowi, który na czele Oficerskiej Szkoły Piechoty odmó­wił prze­pusz­cze­nia wojsk Marszałka przez most Poniatowskiego, a następ­nie wyparł rebe­lian­tów za Wisłę. Świetne kariery zro­bili naj­bar­dziej zasłu­żeni lega­li­ści, puł­kow­nicy Paszkiewicz i Anders.
Nic złego nie stało się rów­nież puł­kow­ni­kowi Stanisławowi Grzmotowi-Skotnickiemu, jed­nemu z ulu­bień­ców Marszałka z cza­sów Legionów. Choć ten dawny ułan Beliny – postę­pu­jąc zgod­nie ze zło­żoną przy­sięgą – sprze­ci­wił się teraz ze swoim puł­kiem Komendantowi, awan­so­wał jed­nak w nor­mal­nym try­bie (i w stop­niu gene­ral­skim poległ nad Bzurą we wrze­śniu 1939 r.). Usunięto nato­miast ze sta­no­wi­ska dotych­cza­so­wego dowódcę Cytadeli, puł­kow­nika Modelskiego. Chociaż jego chwiej­nej posta­wie Piłsudski zawdzię­czał suk­ces, to jed­nak uznał, że ten czło­wiek nie powi­nien peł­nić odpo­wie­dzial­nej funk­cji. A sam Modelski miał się zemścić na zwo­len­ni­kach Komendanta po klę­sce 1939 r. Jako doradca Sikorskiego trak­to­wał wyjąt­kowo podle i małost­kowo ofi­ce­rów pił­sud­czy­kow­skich… Poprawę nastro­jów wśród kadry ofi­cer­skiej zapew­niła poważna pod­wyżka upo­sa­żeń. Marszałek pamię­tał o swo­ich obiet­ni­cach, a dobrze wie­dział, że nic tak nie pacy­fi­kuje sytu­acji jak pod­nie­sie­nie stopy życio­wej. Ideologia z reguły prze­grywa z prozą życia…
Piłsudski nie zapo­mniał też o swo­ich oso­bi­stych wro­gach w kor­pu­sie ofi­cer­skim. Stanisław Szeptycki i Stanisław Haller na wła­sną prośbę ode­szli z armii, Sikorskiego po dwóch latach odwo­łano ze sta­no­wi­ska dowódcy Inspektora Armii we Lwowie, cho­ciaż pod­czas prze­wrotu zacho­wał neu­tral­ność. Nadano mu sta­tus gene­rała bez przy­działu, co w prak­tyce ozna­czało przed­wcze­sną eme­ry­turę. Abolicja w armii nie objęła czte­rech gene­ra­łów: Malczewskiego, Rozwadowskiego, Zagórskiego i Jaźwińskiego. Osadzono ich w woj­sko­wym aresz­cie na Antokolu w Wilnie pod zarzu­tem popeł­nie­nia pospo­li­tych prze­stępstw (Zagórski był zamie­szany w aferę Francopolu – firmy zaj­mu­ją­cej się dosta­wami dla lot­nic­twa woj­sko­wego). W prak­tyce miała to być zemsta na prze­ciw­ni­kach poli­tycz­nych – pił­sud­czycy chcieli bowiem wyrów­nać z gene­ra­łami dawne rachunki, wszak w dniach zama­chu cała czwórka do końca wal­czyła po stro­nie rządu: Zagórski zamie­rzał prze­cież bom­bar­do­wać Warszawę z samo­lo­tów, Rozwadowski wydał roz­kaz fizycz­nej eli­mi­na­cji przy­wód­ców zama­chu, a Malczewski zry­wał nara­mien­niki wzię­tym do nie­woli ofi­ce­rom. Oskarżeni spę­dzili ponad rok za kra­tami, żaden z nich nie powró­cił już do życia publicz­nego. Więzienie zła­mało ich fizycz­nie i psy­chicz­nie; Rozwadowski nie­ba­wem zmarł, kilka lat póź­niej podobny los spo­tkał spa­ra­li­żo­wa­nego Jaźwińskiego. Do dzi­siaj nato­miast nie wyja­śniono osta­tecz­nie losów Zagórskiego – gene­rał zagi­nął bowiem po prze­wie­zie­niu z Wilna do Warszawy.
Rozesłano za nim listy goń­cze, prasa cza­sami infor­mo­wała, że widziano go gdzieś za gra­nicą. Opozycja nie miała wąt­pli­wo­ści: Zagórski został zamor­do­wany przez pił­sud­czy­ków. I praw­do­po­dob­nie mieli rację. Generał, jako dawny ofi­cer wywiadu austriac­kiego, zbyt dużo wie­dział na temat Marszałka i jego oto­cze­nia. Podobno pisał pamięt­niki (zagi­nęły wraz z nim), zamie­rza­jąc je opu­bli­ko­wać. A do tego w sierp­niu 1915 r. chciał posta­wić Komendanta przed sądem woj­sko­wym za samo­wolny wyjazd do Warszawy… Nie wia­domo, czy Marszałek znał plany mor­der­ców, ale odpo­wie­dzial­ność i tak spada na jego osobę. Nie uczy­nił zresztą nic, by odna­leźć i uka­rać spraw­ców, sta­ra­jąc się mak­sy­mal­nie wyci­szyć sprawę.
Bezpośrednio po zama­chu prze­pro­wa­dzono czystkę w admi­ni­stra­cji pań­stwo­wej. Chociaż przy zmia­nie ekipy rzą­dzą­cej jest to nor­malna pro­ce­dura, wywo­łała spore obu­rze­nie opo­zy­cji. Zwycięzcy bowiem bły­ska­wicz­nie obsa­dzili klu­czowe sta­no­wi­ska admi­ni­stra­cyjne swo­imi zwo­len­ni­kami. W ciągu kilku mie­sięcy wymie­niono więk­szość woje­wo­dów i ponad jedną trze­cią sta­ro­stów. Przy oka­zji (jak zwy­kle w takich sytu­acjach bywa) nagra­dzano też ludzi wier­nych Marszałkowi. Do zwy­cięz­ców tłum­nie zresztą napły­wali zwy­kli karie­ro­wi­cze, spra­gnieni awan­sów i sta­no­wisk. Nic dziw­nego, że nazy­wano ich pogar­dli­wie IV Brygadą…
Po maju 1926 r. zmie­niła się sytu­acja w kraju. W sierp­niu zno­we­li­zo­wano kon­sty­tu­cję, dając pre­zy­den­towi (został nim Ignacy Mościcki) wię­cej upraw­nień, czym usta­bi­li­zo­wano wewnętrzną scenę poli­tyczną. Choć pre­mie­rzy i mini­stro­wie zmie­niali się nawet czę­ściej niż przed 1926 r., to jed­nak pro­wa­dzili dużo bar­dziej kon­se­kwentną poli­tykę. Wielki strajk gór­ni­ków bry­tyj­skich pozwo­lił na zwięk­sze­nie eks­portu pol­skiego węgla, na kilka lat popra­wiła się koniunk­tura gospo­dar­cza, spa­dło bez­ro­bo­cie. Unormowała się rów­nież sytu­acja mię­dzy­na­ro­dowa, a wro­dzy nam sąsie­dzi zajęli się swo­imi wewnętrz­nymi pro­ble­mami. Nastąpiło uzdro­wie­nie sytu­acji w kraju – sana­cja, jak po łaci­nie okre­ślił ją Adam Skwarczyński, naj­waż­niej­szy chyba ide­olog wśród stron­ni­ków Józefa Piłsudskiego. Wzmocnienie wła­dzy pre­zy­denta pole­gało rów­nież na unor­mo­wa­niu spraw zarzą­dza­nia woj­skiem. Utworzono sta­no­wi­sko Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych – ofi­cera prze­wi­dzia­nego na Naczelnego Wodza czasu wojny. Inspektor nie był odpo­wie­dzialny przed Sejmem i rzą­dem (pod­le­gał bez­po­śred­nio pre­zy­den­towi) i za pośred­nic­twem jego oraz mini­stra spraw woj­sko­wych głowa pań­stwa spra­wo­wała zwierzch­nic­two nad siłami zbroj­nymi w cza­sie pokoju.
Obie funk­cje objął Piłsudski, sku­pia­jąc się na bar­dzo waż­nym zagad­nie­niu obron­no­ści pań­stwa. Oczywiście zacho­wał decy­du­jący wpływ na inne sprawy pań­stwowe – wła­ści­wie nic w kraju nie mogło się dziać bez jego zgody. Dwukrotnie też chwi­lowo obej­mo­wał tekę pre­miera. Zwolennicy szu­flad­ko­wa­nia dzie­jów okre­ślają ten sys­tem jako auto­ry­ta­ryzm. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak pod wie­loma wzglę­dami nie­wiele różni się on od współ­cze­snej, XXI-wiecz­nej demo­kra­cji.
Wciąż jed­nak trwały spory par­la­men­tarne, a sana­cja nie miała więk­szo­ści. W trwa­niu jej rzą­dów poma­gała obawa przed powtó­rze­niem się cha­osu sprzed 1926 r. oraz osła­bie­nie prze­ciw­ni­ków poli­tycz­nych. Roman Dmowski, który pod­czas prze­wrotu majo­wego zacho­wał bier­ność, utra­cił nie­mal cały auto­ry­tet.
Wielu dzia­ła­czy popie­ra­ją­cych go wcze­śniej w ramach Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej prze­szło na stronę sana­cji, a ludo­wcy Witosa stra­cili sporo wybor­ców. Piłsudczycy utwo­rzyli Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem, na czele któ­rego sta­nął Walery Sławek, i utrzy­mali wła­dzę. Wprawdzie po kilku latach PPS prze­stała popie­rać Piłsudskiego, lecz nie zmie­niło to sceny poli­tycz­nej. Warto też pamię­tać, że roz­prawa sana­cji z opo­zy­cją sku­pioną w ramach Centrolewu zakoń­czona pro­ce­sem brze­skim nie była – jak to kie­dyś uwa­żano – nie­zgodna z obo­wią­zu­ją­cym pra­wem.

  • Sławomir Koper, Tymoteusz Pawłowski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE