Chińskie lot­nic­two w Zhuhai

Transportowiec Y-20 podczas pokazowego lotu

Transportowiec Y-20 pod­czas poka­zo­wego lotu na wysta­wie w Zhuhai w listo­pa­dzie ubie­głego roku.

Prezentacja woj­sko­wego sprzętu lot­ni­czego i uzbro­je­nia na mię­dzy­na­ro­do­wych impre­zach ma zawsze cha­rak­ter selek­tywny. Producenci poka­zują na nich bowiem przede wszyst­kim kon­struk­cje prze­zna­czone na eks­port. Do początku lat 90. XX w. stan­dar­dem było wysy­ła­nie takich nowi­nek na dwie – trzy cykliczne imprezy o świa­to­wym zasięgu. Później roz­wi­nęła się ten­den­cja do demon­stro­wa­nia nowego sprzętu w kra­jach, które mogą być zain­te­re­so­wane jego zaku­pem. Drugim powo­dem takich pre­zen­ta­cji są cele pro­pa­gan­dowe – poka­zuje się sprzęt, mający zaim­po­no­wać sąsia­dom, zanie­po­koić poten­cjal­nych prze­ciw­ni­ków, a czę­sto wzmoc­nić patrio­tyczne nastroje w kraju orga­ni­zu­ją­cym pokazy.

W Chinach współ­ist­nieją naj­wy­raź­niej oba powody. Pokazuje się sprzęt, prze­zna­czony na eks­port, ale bar­dzo istotna jest demon­stra­cja rosną­cej potęgi mili­tar­nej Państwa Środka. Co zna­mienne, z kolej­nymi salo­nami w Zhuhai zbie­gają się czę­sto pre­zen­ta­cje nie­ofi­cjalne – w Internecie „przy­pad­kowo” poja­wiają się inte­re­su­jące nowo­ści, któ­rych z róż­nych wzglę­dów nie zde­cy­do­wano się poka­zać ofi­cjal­nie.
Chiński sprzęt lot­ni­czy ma cią­gle spore trud­no­ści z prze­bi­ciem się na świa­towe rynki. Jednym z nie­licz­nych wyjąt­ków jest odrzu­towy samo­lot szkolny K-8, który z racji swej kon­struk­cyj­nej pro­stoty i niskiej ceny zajął niszę, zaj­mo­waną w prze­szło­ści przez cze­cho­sło­wac­kie L-39. Jedynym zagra­nicz­nym użyt­kow­ni­kiem zna­czą­cych ilo­ści chiń­skich samo­lo­tów bojo­wych pozo­staje od lat Pakistan, inne kraje, np.: Sri Lanka, Sudan czy Mjanma kupują je w śla­do­wych ilo­ściach, jesz­cze inne liczą na daro­wi­zny. Nowsze i droż­sze chiń­skie samo­loty, jak: J-8, J-10 i JH-7 w ogóle nie spo­tkały się z zain­te­re­so­wa­niem z zagra­nicy. Niezależnie od tego mają pewien poten­cjał eks­por­towy, a potrzeby rynku wewnętrz­nego są wystar­cza­jąco duże, żeby uza­sad­nić inwe­sto­wa­nie w kolejne kon­struk­cje.

Samoloty myśliw­skie

Przewidywano, że gwiazdą ubie­gło­rocz­nej 11. Międzynarodowej Wystawy Lotniczej i Kosmicznej Airshow China 2016, która odbyła się w Zhuhai w dniach 1 – 6 listo­pada, sta­nie się myśli­wiec pią­tej gene­ra­cji J-20. I rze­czy­wi­ście, w cere­mo­nii otwar­cia uczest­ni­czyły dwa samo­loty tego typu, pre­zen­tu­jąc wią­zankę nie­zbyt skom­pli­ko­wa­nych figur pilo­ta­żo­wych. Jedna z maszyn nie­mal nie manew­ro­wała, choć wcze­śniej, pod­czas prób przed salo­nem, pokaz obej­mo­wał akro­ba­cje w wyko­na­niu obu samo­lo­tów. J-20 nie poka­zały się też wię­cej nad Zhuhai. Samoloty wystą­piły w „seryj­nym” malo­wa­niu, ze zna­kami Sił Powietrznych Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej na kadłu­bach i skrzy­dłach, ale bez nume­rów tak­tycz­nych. Nieoficjalnie mówiło się, że są to samo­loty z „pierw­szej serii pro­duk­cyj­nej” lub „LRIP” – mało­se­ryj­nej wstęp­nej par­tii pro­duk­cyj­nej, ale rów­nie dobrze mogły to być prze­ma­lo­wane na tę oko­licz­ność samo­loty pro­to­ty­powe (takie „drobne” misty­fi­ka­cje nie­rzadko zda­rzały się Chińczykom w prze­szło­ści). Samoloty nie róż­niły się pod wzglę­dem widocz­nego wypo­sa­że­nia od ostat­nich pro­to­ty­pów, czyli maszyn z nume­rami 2013 – 2018. Przy oka­zji salonu osta­tecz­nie pogrze­bano spe­ku­la­cje na temat ich ory­gi­nal­nego, chiń­skiego napędu poda­jąc, że są napę­dzane impor­to­wa­nymi, rosyj­skimi sil­ni­kami AL-31FN. Nadal nie wia­domo nic pew­nego na temat sta­cji radio­lo­ka­cyj­nej J-20 i zestawu uzbro­je­nia. Nawet poziom emo­cji zwią­za­nych z ich pierw­szą publiczną pre­zen­ta­cją był zaska­ku­jąco nie­wy­soki. Stało się to zapewne za sprawą licz­nych zdjęć J-20 dostęp­nych od lat w Internecie. Już po zakoń­cze­niu wystawy ujaw­niono zdję­cia J-20, a kon­kret­niej pro­to­typu z nume­rem bur­to­wym 2012, z czte­rema dużymi zbior­ni­kami paliwa pod skrzy­dłami. Oczywiście, jest to zestaw do prze­ba­zo­wa­nia, bo samo­lot z nimi traci cechy obni­żo­nej wykry­wal­no­ści, nie może for­sow­nie manew­ro­wać, a zapewne nawet nie prze­kra­cza bariery dźwięku. Jest to jed­nak dowód na dosto­so­wa­nie J-20 do prze­no­sze­nia pod­wie­szeń zewnętrz­nych, a także roz­sze­rze­nia zakresu wyko­ny­wa­nych zadań o loty dale­ko­dy­stan­sowe bez współ­pracy z powietrz­nymi tan­kow­cami, któ­rych Chiny cią­gle mają bar­dzo mało.
Znacząca była nie­obec­ność w Zhuhai pro­to­typu dru­giego chiń­skiej myśliwca nowej gene­ra­cji – J-31. Była wpraw­dzie pre­zen­to­wana, znana sprzed dwóch lat, uprosz­czona makieta jego udo­sko­na­lo­nej wer­sji, poka­zano także film, na któ­rym widać budowę dru­giego samo­lotu tego typu, który różni się w deta­lach od jedy­nej lata­ją­cej maszyny i przy­po­mina makietę z eks­po­zy­cji.
23 grud­nia 2016 r. poja­wiła się pierw­sza foto­gra­fia dru­giego pro­to­typu myśliwca J-31 w locie. Nie można uznać za pew­nik, że wyko­nano ją tego samego dnia, a tym bar­dziej, że był to fak­tycz­nie pierw­szy lot tej maszyny. Parę dni póź­niej w sieci można było zna­leźć kilka następ­nych zdjęć J-31 w locie i na lot­ni­sku. Dzięki nim można pod­jąć próbę okre­śle­nia, jakie zmiany kon­struk­cyjne wpro­wa­dzono w nowej maszy­nie w porów­na­niu z pierw­szym pro­to­ty­pem, obla­ta­nym jesz­cze w paź­dzier­niku 2012 r. Najbardziej rzu­cają się w oczy cał­ko­wi­cie zmie­nione sta­tecz­niki pio­nowe. Pierwszy J-31 miał sta­tecz­niki o bar­dzo dużej powierzchni i tra­pe­zo­wym kształ­cie – nie­mal iden­tyczne z zasto­so­wa­nymi w F-22. Obecnie są one sko­śne, o znacz­nie mniej­szej powierzchni i ze ścię­tymi tyl­nymi naro­żami. Bardzo przy­po­mi­nają one sta­tecz­niki póź­nych pro­to­ty­pów J-20, choć mają więk­szą powierzch­nię i nie są pły­towe, a zło­żone ze sta­tecz­nika i steru kie­runku oraz mimo umiesz­cze­nia bli­żej środka masy maszyny. Kolejna zmiana to zastą­pie­nie dwu­czę­ścio­wego oszkle­nia kabiny z nie­ru­cho­mym wia­tro­chro­nem owiewką jed­no­czę­ściową, także podobną do tej w F-22. Mniej rzu­cają się w oczy zmiany w kon­struk­cji osłon wnęk pod­wo­zia. Wnęka przed­nia ma pokrywę dwu­czę­ściową, dwu­czę­ściowe są też pokrywy wnęk pod­wo­zia głów­nego. Tak samo dzie­lone pokrywy zasto­so­wano w J-20. Końcówki kra­wę­dzi spływu skrzy­deł i sta­tecz­ni­ków pozio­mych są ścięte, a nie pro­ste, naj­praw­do­po­dob­niej zmo­dy­fi­ko­wano także kształt krót­kiego „żądła” mię­dzy dyszami sil­ni­ków. Same sil­niki są naj­wy­raź­niej takie same jak w pierw­szym pro­to­ty­pie, czyli rosyj­skie RD-33, choć nie można wyklu­czyć zasto­so­wa­nia now­szych RD-93.
Poza sta­tecz­ni­kami, zmiany mają cha­rak­ter kosme­tyczny i nie rzu­tują zna­cząco ani na osiągi, ani na walory eks­plo­ata­cyjne samo­lotu. Sam fakt obla­ta­nia dru­giego pro­to­typu świad­czy o tym, że z roz­woju J-31 nie zre­zy­gno­wano, choć ma on naj­wy­raź­niej prio­ry­tet znacz­nie niż­szy, niż J-20. Nadal nie ma pew­no­ści, czy samo­lot powstaje z ini­cja­tywy pro­du­centa z Chengdu, czy też ma wspar­cie pekiń­skiego Ministerstwa Obrony.
Podczas salonu w Zhuhai podano – po raz pierw­szy – ofi­cjal­nie dane tech­niczne J-31, ale po pierw­sze nie róż­nią się one zbyt­nio od poda­wa­nych wcze­śniej nie­ofi­cjal­nie, a po dru­gie nie wia­domo, czy doty­czą pierw­szego czy dru­giego pro­to­typu. Długość samo­lotu wynosi 17,3 m, roz­pię­tość 11,5 m, wyso­kość 4,8 m. Masa star­towa to 28 t, pręd­kość mak­sy­malna nie prze­kra­cza 1400 km/h, pułap sięga 16 000 m, pro­mień dzia­ła­nia (zapewne ze zbior­ni­kami dodat­ko­wymi) to 1250 km. 

  • Tomasz Szulc

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE