Bunt na Batorym

Przedwojenna sylwetka Batorego w calej okazalosci podczas wejscia do portu w Gdyni. Fot. zbiory Macieja Dabrowskiego

Przedwojenna syl­wetka Batorego w calej oka­za­lo­sci pod­czas wej­scia do portu w Gdyni. Fot. zbiory Macieja Dabrowskiego

W ofi­cjal­nej teczce per­so­nal­nej kmdr. por. Franciszka Pitułki, którą spo­rzą­dził szef wydziału per­so­nal­nego Kierownictwa Marynarki Wojennej w Londynie w 1946 r., próżno szu­kać infor­ma­cji, że ten jeden z naj­wa­lecz­niej­szych pol­skich ofi­ce­rów pod­czas II wojny świa­to­wej, który słu­żył na nisz­czy­cie­lach Grom, Błyskawica, Ouragan, Piorun, Burza i krą­żow­niku Conrad, przez krótki czas był także dowódcą trans­por­towca woj­ska Batory.

Kiedy po upadku Francji w czerwcu 1940 r. nowo wybrany pre­mier Wielkiej Brytanii Winston Churchill zorien­to­wał się, że duże ilo­ści żoł­nie­rzy cze­kają na ewa­ku­ację, a nasze piękne statki pasa­żer­skie Batory i Sobieski znaj­dują się w Plymouth i Falmouth, zwró­cił się do adm. [kadm.] Jerzego Świrskiego, szefa Kierownictwa Marynarki Wojennej, o wyzna­cze­nie ofi­ce­rów i mary­na­rzy do utrzy­ma­nia kon­troli na Batorym, któ­rego zbun­to­wana załoga odmó­wiła wyj­ścia w morze. W odpo­wie­dzi adm. [kadm.] Świrski oświad­czył, że nie posiada jurys­dyk­cji, aby roz­ka­zać ofi­ce­rom i mary­na­rzom MW prze­ję­cia służby na statku mary­narki han­dlo­wej. Może jedy­nie zwró­cić się z ape­lem do zgło­sze­nia się ochot­ni­ków. Zgłosił się wów­czas kpt. mar. Franciszek Pitułko oraz z Korpusu Oficerów mor­sko-tech­nicz­nych [kpt. mar.] inż. Wacław Trzebiński [i por. mar. Janusz Sokołowski – M. B.] – tak wspo­mi­nała po latach Felicja Maria Pitułko, żona dowódcy Burzy (wsła­wił się tym, że w lutym 1943 r. znisz­czył nie­miecki okręt pod­wodny U 606), na łamach lon­dyń­skiego pisma Stowarzyszenia Marynarki Wojennej – „Nasze Sygnały”.
Dlaczego i jakie były główne przy­czyny buntu pol­skich mary­na­rzy na „kró­lew­skim statku”? Co spo­wo­do­wało, że część załogi, tego ponad 160-metro­wej dłu­go­ści trans­por­towca woj­ska o pojem­no­ści brutto 14 287 RT, który w tym cza­sie znaj­do­wał się w Plymouth, jed­nym z naj­więk­szych por­tów na połu­dniu Anglii, poło­żo­nego nad rze­kami Plym i Tamar, odmó­wiła służby na trans­atlan­tyku i wyru­sze­nia w nie­bez­pieczny rejs ewa­ku­acyjny do Bayonne, portu leżą­cego na połu­dnio­wym atlan­tyc­kim wybrzeżu Francji. Na ratu­nek cze­kała tam duża liczba żoł­nie­rzy woj­ska pol­skiego
i pol­skich lot­ni­ków, a sytu­acja była bez­na­dziejna. Zachowanie zde­pry­mo­wa­nych naszych mary­na­rzy, któ­rzy w takiej chwili odmó­wili posłu­szeń­stwa – zda­niem Brytyjczyków – rów­nało się bun­towi. Na Batorego nale­żało pil­nie wysłać uzbro­jony oddział desan­towy, który miał przy­wró­cić i utrzy­mać porzą­dek.
Aby lepiej zro­zu­mieć ten zło­żony pro­blem, czyli poznać praw­dziwe oko­licz­no­ści postępku załogi, które roze­grały się na początku dru­giej połowy czerwca 1940 r., musimy cof­nąć się do wyda­rzeń, gdy od dobrych kilku mie­sięcy trwała wojna w Europie.

Zapracowany trans­por­to­wiec woj­ska

24 sierp­nia 1939 r. wie­czo­rem trans­atlan­tyk Batory (d‑ca kpt. ż. w. Eustazy Borkowski) z bli­sko 500 pasa­że­rami na pokła­dzie wyszedł z Gdyni w swój kolejny, 39. rejs liniowy, który – jak się oka­zało – był jego ostat­nią podróżą przed wybu­chem wojny. Pierwszy postój był w Kopenhadze, gdzie zaokrę­to­wano kolej­nych pasa­że­rów. Krótko po opusz­cze­niu portu, gdy sta­tek znaj­do­wał się na wodach Kattegatu, nad jego pokła­dem poja­wił się nie­miecki samo­lot roz­po­znaw­czy, ale nic wię­cej się nie wyda­rzyło. Kolejny postój był w Cherbourgu. Ze względu na napiętą sytu­ację kapi­tan zmie­nił trasę rejsu i udał się przez cie­śninę Pentland i dalej na Atlantyk. 1 wrze­śnia 1939 r., w dniu napa­ści Niemiec na Polskę, Batory był już na Atlantyku. Borkowski otrzy­mał pole­ce­nie od arma­tora natych­mia­sto­wego uda­nia się do naj­bliż­szego bry­tyj­skiego portu, któ­rym był w tym przy­padku St. John’s na Nowej Fundlandii (do końca lat 40. XX w. Nowa Fundlandia nie była czę­ścią Kanady, wcze­śniej była domi­nium bry­tyj­skim – przyp. red.). Niebawem Batory wyru­szył do Halifaksu w Kanadzie, dokąd przy­był 3 wrze­śnia i jesz­cze tego samego dnia wyru­szył do Stanów Zjednoczonych. Dwa dni póź­niej sta­tek, po otrzy­ma­niu osłony zło­żo­nej z jed­no­stek ame­ry­kań­skiej Coast Guard, zawi­nął do przy­stani Hoboken w Nowym Jorku, gdzie zeszli z pokładu pasa­że­ro­wie.

  • Mariusz Borowiak

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE