Brytyjskie zma­ga­nia z V-1 i V-2

WITH_1_2016_V1

Kiedy bry­tyj­ska opi­nia publiczna z wiel­kimi nadzie­jami wycze­ki­wała szyb­kiego zakoń­cze­nia dru­giej wojny świa­to­wej, co miało być rezul­ta­tem otwar­cia frontu zachod­nio­eu­ro­pej­skiego, Wielka Brytania stała się nie­spo­dzie­wa­nie celem zma­so­wa­nego ataku nową bro­nią: lata­ją­cymi bom­bami V-1 i rakie­to­wymi poci­skami bali­stycz­nymi V-2. Brytyjscy pla­ni­ści przy­stą­pili do trud­nej walki z nie­zna­nym wcze­śniej zagro­że­niem.

Pomimo pro­wa­dzo­nych od połowy 1943 r. nalo­tów na liczne cele na tery­to­rium Europy Zachodniej, bry­tyj­scy pla­ni­ści podej­rze­wali, że uży­cie przez Niemców nowej, nie­zna­nej wcze­śniej broni jest kwe­stią czasu. Już w listo­pa­dzie 1943 r. Ministerstwo Lotnictwa stało się odpo­wie­dzialne za opra­co­wy­wa­nie rapor­tów na temat poci­sków dale­kiego zasięgu, pla­nów obrony powietrz­nej oraz za koor­dy­na­cję prac obron­nych i wywia­dow­czych. Marszałek lot­nic­twa Roderic M. Hill sta­nął na czele Obrony Powietrznej Wielkiej Brytanii (Air Defence of Great Britain, ADGB). Otrzymał on roz­kaz prze­ana­li­zo­wa­nia dostęp­nych sił i środ­ków do obrony przed zagro­że­niami, co jed­nak było trudne, nie znano bowiem para­me­trów tech­nicz­nych nowego zagro­że­nia. Najlepiej świad­czy o tym nie­pew­ność co do fak­tycz­nych osią­gów V-1, któ­rej wyso­kość lotu sza­co­wano w prze­dziale od 150 do 2100 m, a pręd­kość w prze­dziale od 400 do 670 km/h. Na temat rakie­to­wych poci­sków bali­stycz­nych V-2 wie­dziano jesz­cze mniej. Niektórzy naukowcy bry­tyj­scy wąt­pili,
czy takie poci­ski w ogóle ist­nieją.
Do grud­nia usta­lono, że obrona Wielkiej Brytanii miała się opie­rać nie tylko na ofen­syw­nych środ­kach (kon­ty­nu­owa­nie nalo­tów bom­bo­wych), ale także defen­syw­nych, takich jak bate­rie prze­ciw­lot­ni­cze, zapory balo­nowe i samo­loty prze­chwy­tu­jące. Miały one stwo­rzyć trzy linie obrony przed poci­skami zbli­ża­ją­cymi się do bry­tyj­skich miast, przede wszyst­kim Londynu. Najbliżej wybrzeża zna­leźć się miały samo­loty prze­chwy­tu­jące, pro­wa­dzące loty patro­lowe przez cały dzień. W nocy pla­no­wano wysy­ła­nie do akcji samo­lo­tów do ope­ra­cji prze­ciwko poci­skom i tuż po ich wystrze­le­niu. W rejo­nie wzgórz North Downs w połu­dniowo-wschod­niej Anglii pla­no­wano roz­mie­ścić wszyst­kie dostępne armaty prze­ciw­lot­ni­cze – w licz­bie około
500 cięż­kich i 700 lek­kich.
Drugą połowę grud­nia 1943 r. Hill spę­dził na dopra­co­wy­wa­niu planu. Utwierdził się w prze­ko­na­niu, że nie­za­leż­nie od skali i formy ataku Wielka Brytania ma ogra­ni­czone środki obrony powietrz­nej. Nowe tech­no­lo­gie, takie jak zakłó­ca­nie elek­tro­ma­gne­tyczne, uznano za zbyt ener­go­chłonne i z cza­sem zostały porzu­cone. Nie brano nato­miast pod uwagę wyko­rzy­sta­nia uży­wa­nych już wów­czas nie­kie­ro­wa­nych rakiet prze­ciw­lot­ni­czych, bowiem w stronę celu nale­ża­łoby wysłać bar­dzo dużą ich liczbę. Nie było innej moż­li­wo­ści, jak tylko oprzeć się – przy­naj­mniej do pozna­nia klu­czo­wych do stwo­rze­nia innej obrony aspek­tów (cha­rak­ter broni, dane tech­niczne, formy i skala ataku, kie­ru­nek ofen­sywy) – na spraw­dzo­nych meto­dach. Już 2 stycz­nia 1944 r., czyli nie­cały mie­siąc po otrzy­ma­niu roz­kazu, Hill przed­sta­wił gotowy plan dys­lo­ka­cji środ­ków obrony powietrz­nej Londynu, Bristolu oraz obszaru Solentu. Przyjęto zało­że­nia, że bez­za­ło­gowy samo­lot poru­szać się będzie z pręd­ko­ścią około 650 km/h na wyso­ko­ści 2200 m.

  • Robert Czulda

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE