Brytyjskie samo­bieżne działa prze­ciw­pan­cerne

  • Wojsko i Technika Historia numer specjalny 5/2019
Egzemplarz muzealny działa samobieżnego Archer, jedynego brytyjskiego gąsienicowego samobieżnego działa przeciwpancernego oryginalnej konstrukcji, które zostało użyte bojowo.

Egzemplarz muze­alny działa samo­bież­nego Archer, jedy­nego bry­tyj­skiego gąsie­ni­co­wego samo­bież­nego działa prze­ciw­pan­cer­nego ory­gi­nal­nej kon­struk­cji, które zostało użyte bojowo.

W momen­cie roz­po­czę­cia II wojny świa­to­wej dok­tryna prze­ciw­pan­cerna armii bry­tyj­skiej nie odbie­gała od poglą­dów innych państw. Była ona dwu­stop­niowa – na pozio­mie bata­lio­nów pie­choty opie­rała się o kara­biny prze­ciw­pan­cerne typu Boys, w dywi­zjach pie­choty zaś był dywi­zjon prze­ciw­pan­cerny z arma­tami holo­wa­nymi. Dopiero od połowy wojny sys­te­mowo prze­wi­dziano wypo­sa­że­nie w samo­bieżne działa prze­ciw­pan­cerne dywi­zjo­nów arty­le­rii prze­ciw­pan­cer­nej dywi­zji pan­cer­nych, a w końcu wojny – także dywi­zji pie­choty.

Przedwojenne dok­tryny prze­ciw­pan­cerne w róż­nych armiach były do sie­bie bar­dzo podobne. Obronę przed pojaz­dami pan­cer­nymi i opan­ce­rzo­nymi dzie­lono na pasywną i aktywną. W skład pasyw­nej obrony prze­ciw­pan­cer­nej wcho­dziły takie przed­się­wzię­cia, jak: sta­wia­nie pól mino­wych, kopa­nie rowów prze­ciw­pan­cer­nych oraz usta­wia­nie innych prze­szkód prze­ciw­czoł­go­wych, wysy­ła­nie patroli i wysta­wia­nie czu­jek przed liniami obron­nymi, mają­cych infor­mo­wać i ostrze­gać przed nie­przy­ja­ciel­skimi czoł­gami. Natomiast w ramach obrony aktyw­nej uży­wano dział prze­ciw­pan­cer­nych i kara­bi­nów prze­ciw­pan­cer­nych do nisz­cze­nia ata­ku­ją­cych czoł­gów prze­ciw­nika, sto­su­jąc zwy­kłe pozy­cje prze­ciw­pan­cerne w ugru­po­wa­niu wojsk wła­snych, zasadzki ogniowe wzdłuż dróg, które mogłyby być wyko­rzy­stane do prze­mar­szu jed­no­stek zme­cha­ni­zo­wa­nych prze­ciw­nika oraz mobilne odwody prze­ciw­pan­cerne. Żadna armia nie miała wów­czas samo­bież­nych dział prze­ciw­pan­cer­nych. Owe mobilne rezerwy były for­mo­wane z dział holo­wa­nych o ciągu moto­ro­wym.
Obrona prze­ciw­pan­cerna wymu­siła też stwo­rze­nie więk­szej głębi obrony tak, by moż­liwa pene­tra­cja nie dopro­wa­dziła do wyj­ścia wro­gich czoł­gów w prze­strzeń ope­ra­cyjną, lecz by woj­ska pan­cerne (zme­cha­ni­zo­wane) prze­ciw­nika zostały zatrzy­mane na kolej­nych liniach obrony. Dlatego jako zasadę obrony przy­jęto ugru­po­wa­nie, w któ­rym bry­tyj­ska bry­gada wysta­wiała dwa bata­liony w pierw­szej linii obrony a trzeci w dru­giej. Podobnie było w ramach bata­lio­nów – dwie kom­pa­nie for­mo­wały pierw­szą linię obrony bata­lionu, a trze­cia – drugą linię.
Ćwiczenia w Egipcie z użyciem dział przeciwpancernych Ordnance QF 2-pounder kal. 40 mm ustawionych na ciężarówce. Na samochodzie, od lewej do prawej: celowniczy działa, ładowniczy, dowódca (z lornetką) i kierowca, obsługujący karabin maszynowy Bren kal. 7,7 mm.

Ćwiczenia w Egipcie z uży­ciem dział prze­ciw­pan­cer­nych Ordnance QF 2‑pounder kal. 40 mm usta­wio­nych na cię­ża­rówce. Na samo­cho­dzie, od lewej do pra­wej: celow­ni­czy działa, ładow­ni­czy, dowódca (z lor­netką) i kie­rowca, obsłu­gu­jący kara­bin maszy­nowy Bren kal. 7,7 mm.

Obrona prze­ciw­pan­cerna w Wielkiej Brytanii

Imperium Brytyjskie weszło w wojnę z jed­nym typem działa prze­ciw­pan­cer­nego – tzw. armatą 2‑funtową. Było to pierw­sze działo prze­ciw­pan­cerne opra­co­wane w Wielkiej Brytanii, wcze­śniej poja­wił się kara­bin opra­co­wany przez kpt. Henry C. Boysa z firmy Royal Small Arms Factory w Enfield. Ponieważ kon­struk­tor zmarł wkrótce po opra­co­wa­niu tej broni, na jego cześć broń kal. 13,97 mm (0,55 cala) została nazwana Boys Anti-tank Rifle. W latach 1937 – 1940 zbu­do­wano w gra­ni­cach 62 tys. kara­bi­nów tego typu i mimo eks­portu, udało się nasy­cić nią bata­liony pie­choty i bata­liony pie­choty zmo­to­ry­zo­wa­nej w dywi­zjach pan­cer­nych, a także bata­liony kara­bi­nów maszy­no­wych w dywi­zjach pie­choty i dywi­zjach pan­cer­nych.
W bata­lio­nach kara­bi­nów maszy­no­wych grup wspar­cia dywi­zji pan­cer­nych (w pierw­szych dwóch latach wojny bry­tyj­ska dywi­zja pan­cerna skła­dała się z dwóch bry­gad pan­cer­nych i grupy wspar­cia, w postaci pie­choty zmo­to­ry­zo­wa­nej i arty­le­rii) sto­so­wano też kara­biny Boys mon­to­wane na lek­kich trans­por­te­rach gąsie­ni­co­wych Bren Gun Carrier. Był to pojazd na pod­wo­ziu zna­nego Universal Carriera, w któ­rym kara­bin maszy­nowy Bren kal. 7,7 mm zastą­piono kara­bi­nem prze­ciw­pan­cer­nym Boys. W tym sen­sie był to samo­bieżny zestaw prze­ciw­pan­cerny, ale wspo­mi­namy o tym tylko dla porządku, cho­dzi bowiem nam o samo­bieżne działa prze­ciw­pan­cerne.
Co do działa prze­ciw­pan­cer­nego, któ­rego roz­wój zaini­cjo­wano w 1934 r., to efek­tem było zbu­do­wa­nie w 1935 r. dwóch pro­to­ty­pów. Jeden model został przy­go­to­wany przez Departament Projektowy Arsenału Królewskiego z Woolwich we wschod­niej czę­ści Londynu, nad Tamizą, na jej połu­dnio­wym brzegu, a drugi przez firmę Vickers Armstrong z Westminster po zachod­niej stro­nie cen­trum Londynu (arty­le­ryj­ski zakład pro­duk­cyjny w Elswick pod Newcasttle). Pierwsze zostało ozna­czone Ordnance QF 2‑pounder Mark IX on Carriage Mark II, a dru­gie – Ordnance QF 2‑pounder Mark IX on Carriage Mark I. Literki QF ozna­czały Quick Firing – szyb­ko­strzelne, co było wyma­gane od działa prze­ciw­pan­cer­nego. Zapewniał to pio­nowy zamek kli­nowy, szybko zamy­ka­jący i otwie­ra­jący komorę zam­kową. Lufa działa miała dłu­gość 50 kali­brów w pierw­szej wer­sji, co póź­niej zwięk­szono w odmia­nie holo­wa­nej do 52 kali­brów po doda­niu nie­wiel­kiego tłu­mika pło­mieni.
Oba pro­to­typy miały dość cie­kawą, trój­nożną pod­stawę. Do strze­la­nia trzeba było roz­ło­żyć trzy pod­pory co 120o, a następ­nie zde­mon­to­wać koła działa, tak by oparło się ono pew­nie na pod­po­rach-ogo­nach. Zapewniało to dookrężny kąt ostrzału w pozio­mie, w pio­nie zakres pod­nie­sie­nia lufy wyno­sił od ‑10o do +15o (Vickers Mk I) lub od ‑13o do +16o (Royal Arsenal Mk II).
Oba pro­to­typy były bar­dzo podobne i wyko­rzy­sty­wały to samo działo opra­co­wane w Woolwich Arsenal. W jego pro­jek­to­wa­niu wyko­rzy­stano nie­które roz­wią­za­nia 2‑funtowego (kal. 40 mm) działa mor­skiego Mk VIII. Było ono inne, miało krót­szą lufę (39 kali­brów) i strze­lało krót­kimi seriami. W opra­co­wa­niu nowego działa wyko­rzy­stano głów­nie tech­no­lo­gię wytwa­rza­nia lufy z 12 bruzdami/polami (gwint miał dłu­gość 30 kali­brów) oraz ele­menty komory zam­ko­wej. Działo prze­ciw­pan­cerne było łado­wane poje­dyn­czo, a działo mor­skie było zasi­lane ze sta­lo­wego maga­zynka przy­po­mi­na­ją­cego taśmę nabo­jową, miesz­czą­cego 14 naboi. Mogło więc odda­wać serie do 14 poci­sków w serii. Działo prze­ciw­pan­cerne miało też dwa razy dłuż­szy pocisk (304 mm wobec 158 mm), amu­ni­cja była więc zupeł­nie różna, mimo tego samego kali­bru 40 mm.
Próby obu pro­to­ty­pów pro­wa­dzono w paź­dzier­niku 1935 r., na poli­go­nie Shoeryburness, po pół­nocno wschod­niej stro­nie ujścia Tamizy. Początkowo zde­cy­do­wano o pro­duk­cji działa skon­stru­owa­nego przez firmę Vickers Armstrong, zama­wia­jąc par­tię 44 dział tej firmy. Jednak w krót­kim cza­sie Departament Konstrukcyjny Royal Arsenal Woolwich kie­ro­wany wów­czas przez płk. Edwarda M. C. Clarke, przed­sta­wił popra­wiony pro­jekt łoża działa, który miał te same wła­ści­wo­ści co pro­jekt Vickersa, ale był łatwiej­szy w pro­duk­cji. Kolejne próby porów­naw­cze prze­pro­wa­dzono w czerwcu 1936 r. na tym samym poli­go­nie i tym razem zde­cy­do­wano o wybo­rze roz­wią­za­nia Arsenału Królewskiego.
Zamówiono serię 812 dział tego typu w wer­sji Ordnance QF 2‑pounder Mark IX on Carriage Mark II, które i tak pro­du­ko­wała głów­nie firma Vickers Armstrong w Elswick pod Newcasttle. Co cie­kawe, ta sama armata, ale oczy­wi­ście bez łoża, weszła do uzbro­je­nia pra­wie wszyst­kich bry­tyj­skich czoł­gów z począt­ko­wego okresu wojny, za wyjąt­kiem czołgu lek­kiego Mark VI, który uzbro­jono w wiel­ko­ka­li­browy kara­bin maszy­nowy.
Wkrótce po wpro­wa­dze­niu działa do uzbro­je­nia uznano, że broń jest za ciężka dla pie­choty i działa prze­ka­zano do dys­po­zy­cji arty­le­rii. Artyleria ina­czej zor­ga­ni­zo­wała pod­od­działy, wysta­wia­jąc pułk arty­le­rii prze­ciw­pan­cer­nej na szcze­blu dywi­zji, któ­rym dowódca dywi­zji mógł swo­bod­nie dys­po­no­wać (na przy­kład przy­dzie­lać jego bate­rie do poszcze­gól­nych oddzia­łów na czas kon­kret­nych dzia­łań) Organizacja ule­gała zmia­nie, ale zwy­kle były w takim pułku cztery bate­rie po trzy plu­tony po cztery działa, razem 48 armat prze­ciw­pan­cer­nych. Do 1941 r. były to wyłącz­nie działka 2‑funtowe, kal. 40 mm typu Mk IX. Piechota nato­miast utwo­rzyła kom­pa­nie prze­ciw­pan­cerne w każ­dej bry­ga­dzie pie­choty (trzy plu­tony po cztery działa, czyli odpo­wied­nik bate­rii arty­le­rii), ale wypo­sa­żyła te kom­pa­nie w zaku­pione we Francji znacz­nie lżej­sze armaty prze­ciw­pan­cerne Hotchkiss kal. 25 mm.
Ponieważ cały sprzęt porzu­cono w cza­sie ewa­ku­acji we Francji (oce­nia się, że w kam­pa­nii fran­cu­skiej w maju-czerwcu 1940 r. Wielka Brytania stra­ciła 502 działa 2‑funtowe kal. 40 mm i 98 Hotchkiss kal. 25 mm), w odtwa­rza­nych bry­tyj­skich dywi­zjach pie­choty pozo­stały już tylko pułki arty­le­rii prze­ciw­pan­cer­nej (czy jak kto woli dywi­zjony – „pułk” to nazwa bar­dziej tra­dy­cyjna, niż odzwier­cie­dla­jąca tak­tyczne moż­li­wo­ści). Dostarczono do nich pro­du­ko­wane w Wielkiej Brytanii działka 2‑funtowe kal. 40 mm, które skon­cen­tro­wano w dywi­zyj­nych puł­kach arty­le­rii prze­ciw­pan­cer­nej.
Ciekawą cechą tych wszyst­kich pod­od­dzia­łów był fakt, że od samego początku wojny wszyst­kie miały ciąg mecha­niczny. Powszechnie wska­zuje się woj­ska nie­miec­kie, jako te które jako pierw­sze zostały zmo­to­ry­zo­wane i zme­cha­ni­zo­wane, a tym­cza­sem w bry­tyj­skim woj­sku sto­pień zmo­to­ry­zo­wa­nia był wyż­szy. W woj­skach nie­miec­kich odbyło się to wybiór­czo – stwo­rzono pięść ude­rze­niową w postaci dywi­zji pan­cer­nych (lek­kich, zmo­to­ry­zo­wa­nych), na któ­rej spo­czął cię­żar dzia­łań na głów­nych kie­run­kach. Wykorzystując umie­jęt­no­ści kon­cen­tra­cji, spraw­nego dowo­dze­nia na szcze­blu ope­ra­cyj­nym i na wszyst­kich pozio­mach szcze­bla tak­tycz­nego, a także efekt szoku i men­tal­nego nie­przy­go­to­wa­nia dowód­ców prze­ciw­nika na roz­wią­zy­wa­nie zadań tak­tycz­nych w warun­kach bły­ska­wicz­nych zmian sytu­acji tak­tycz­nej (pro­ces wypra­co­wa­nia decy­zji i two­rze­nia doku­men­tów, roz­ka­zów, mel­dun­ków itp., a także ich obieg – w celu reali­za­cji zawar­tych w nich decy­zji) spra­wiała, że ta bojowa szpica wywo­ły­wała chaos i dez­or­ga­ni­za­cję po stro­nie prze­ciw­nej.
Zasadnicza masa pie­choty mogła w tych warun­kach podą­żać w ślad za szybko poru­sza­ją­cymi się for­ma­cjami zme­cha­ni­zo­wa­nymi, tra­fiała bowiem na zdez­or­ga­ni­zo­wa­nego i zdez­o­rien­to­wa­nego prze­ciw­nika, oszo­ło­mio­nego poja­wie­niem się wroga na ich tyłach. I wła­śnie ta zasad­ni­cza masa pie­choty miała arty­le­rię i logi­stykę (tabory) o ciągu kon­nym, co powo­do­wało, że poru­szała się wolno. Pomiędzy szybko poru­sza­ją­cymi się woj­skami zme­cha­ni­zo­wa­nymi, a masą pie­choty poja­wiała się nie­do­pusz­czalna luka. Na szczę­ście dla Niemców, po dru­giej stro­nie nie było żad­nego Ericha Mansteina czy Hermanna Balcka, więc nikt tego nie wyko­rzy­stał.
Tymczasem Brytyjczycy dys­po­no­wali narzę­dziami, ale nie poszli z duchem czasu. Może wła­śnie fakt zmo­to­ry­zo­wa­nia wszel­kich pod­od­dzia­łów prze­ciw­pan­cer­nych przy­czy­nił się do tego, że począt­kowo nie wyka­zano zain­te­re­so­wa­nia samo­bież­nymi dzia­łami prze­ciw­pan­cer­nymi. Nie była to oczy­wi­ście żadna fana­be­ria, ale czy­sta kal­ku­la­cja – pojazdy gąsie­ni­cowe mogące słu­żyć two­rze­niu samo­bież­nych dział prze­ciw­pan­cer­nych, chciano przede wszyst­kim wyko­rzy­stać w innych, waż­niej­szych (w oce­nie bry­tyj­skich dowód­ców) zada­niach, czyli do zme­cha­ni­zo­wa­nia jed­no­stek roz­po­znaw­czych, pie­choty w dywi­zjach pan­cer­nych oraz wpro­wa­dze­nia ciągu moto­ro­wego w arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej.

Pierwsze samo­bieżne działa prze­ciw­pan­cerne

Nie licząc usta­wia­nia kara­binu prze­ciw­pan­cer­nego Boys na wozie Bren Carrier (odmiana Universal Carriera będąca nośni­kiem kara­binu maszy­no­wego Bren), w fir­mie Vickers pod­jęto próbę zbu­do­wa­nia samo­bież­nego działa prze­ciw­pan­cer­nego. Taka armata miała więk­szą ruchli­wość tak­tyczną, pozwa­lała na szybką zmianę sta­no­wi­ska ognio­wego, nim arty­le­ria wspie­ra­jąca nacie­ra­jące czołgi znisz­czy pozy­cje dział prze­ciw­pan­cer­nych sto­ją­cych na ich dro­dze. Podwozie gąsie­ni­cowe zapew­niało też więk­szą zdol­ność poko­ny­wa­nia terenu. Kiedy jed­nak w 1935 r. Vickers zapro­po­no­wał takie roz­wią­za­nie, w bry­tyj­skich Wojskach Lądowych nie uznano, by wymie­nione moż­li­wo­ści bojowe były warte pono­sze­nia dodat­ko­wych nakła­dów, a być może też nie­do­sta­tek pod­wozi gąsie­ni­co­wych w innych obsza­rach ich zasto­so­wań. Dlatego dopiero w 1937 r. zaczęto wyka­zy­wać pewne zain­te­re­so­wa­nie pro­jek­tem.
Jako pod­wo­zie posta­no­wiono wyko­rzy­stać nieco więk­szą odmianę Universal Carriera, pojazd znany jako Loyd Carrier, a ofi­cjal­nie ozna­czony Carrier, Tracked, Personnel Carrying. Został on zapro­jek­to­wany przez kpt. Viviana G. Loyda w końcu lat trzy­dzie­stych i choć w latach 1939 – 1944 zbu­do­wano około 26 000 takich pojaz­dów, to jakoś jest on mniej znany od swego mniej­szego brata, Universal Carriera (około 57 000 wypro­du­ko­wa­nych wozów w latach 1934 – 1945). Notabene, pojazd ten w wer­sji Tracked Towing (TT) był w dru­giej poło­wie wojny powszech­nie uży­wany do holo­wa­nia armat prze­ciw­pan­cer­nych QF 6‑pounder kal. 57 mm.
Jeden z pro­to­ty­pów Loyd Carriera został prze­bu­do­wany pod kątem zamon­to­wa­nia prze­ciw­pan­cer­nego działa 2‑funtowego w jego tyl­nej czę­ści. Przebudowa była mini­malna, działo bowiem na koły­sce i z ochronną płytą pan­cerną zostało usta­wione na tyl­nej czę­ści kadłuba, na obro­to­wej pod­sta­wie. Zapewniała jed­nak ona kie­ro­wa­nie działa po 20o w prawo i w lewo od osi pojazdu, w kie­runku do przodu, działo strze­lało więc nad odkry­tym prze­dzia­łem załogi (głu­chota muro­wana!). Wkrótce wpro­wa­dzono spe­cjalne, nowe łoże działa znane jako Stacey Loyd umoż­li­wia­jące dookrężne pole ostrzału z działa. Montaż tej nowej obro­to­wej pod­stawy był moż­liwy po prze­nie­sie­niu sil­nika pojazdu do jego przed­niej czę­ści, co zwol­niło miej­sce w czę­ści tyl­nej. Jednak i w tym przy­padku działo miało tylko przed­nią płytę ochronną, bez osłony boków i tyłu, co nara­żało obsługę na pora­że­nie odłam­kami i ostrzał z broni maszy­no­wej. Ostatecznie roz­wią­za­nie to uznano za nie­prak­tyczne i woj­sko tego pojazdu nie zamó­wiło. Jeszcze wów­czas nie doce­niano potrzeby posia­da­nia samo­bież­nych dział prze­ciw­pan­cer­nych, armaty holo­wane o ciągu moto­ro­wym nadal miały roz­wią­zy­wać ten pro­blem w dosta­tecz­nym stop­niu.
Do pew­nego stop­nia plany te zwe­ry­fi­ko­wała kam­pa­nia afry­kań­ska. Wielkie prze­strze­nie, na jakich pro­wa­dzono tam dzia­ła­nia bojowe narzu­ciły bar­dzo mobilny i manew­rowy model walki, co oczy­wi­ście skło­niło wszyst­kie wal­czące strony do szu­ka­nia roz­wią­zań pod­no­szą­cych mobil­ność tak­tyczną. Dlatego w cza­sie dzia­łań w Afryce Północnej bar­dzo czę­sto działa 2‑funtowe usta­wiano na skrzy­niach cię­ża­ró­wek, skąd pro­wa­dziły one ogień. Taki pojazd był nie­opan­ce­rzony i sto­sun­kowo wysoki, ale jego mobil­ność w warun­kach pustyn­nych była bar­dzo ważna.

  • Michał Fiszer, Jerzy Gruszczyński

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE