Brytyjskie fre­gaty zim­nej wojny – pierw­sze kroki

mio_spec_3_2016_fregaty

HMS Undaunted, fre­gata typu 15 po „peł­nej kon­wer­sji” pro­wa­dzi ogień z moź­dzie­rza Limbo. Jeden z gra­na­tów w locie do celu. Fot. UK MoD

Pod koniec II wojny świa­to­wej postęp w dzie­dzi­nie mor­skiej tech­niki woj­sko­wej jaki uczy­niły Niemcy, zwłasz­cza w przy­padku okrę­tów pod­wod­nych, zaszo­ko­wał Aliantów, a przede wszyst­kim bry­tyj­ską Admiralicję. W okre­sie tym w służ­bie Royal Navy znaj­do­wało się bar­dzo dużo jed­no­stek eskor­to­wych, od kor­wet i fre­gat typów Flower i River, przez now­sze i efek­tyw­niej­sze okręty typów Castle, Loch i Bay, po zbu­do­wane według wojen­nych wyma­gań i doświad­czeń kon­ty­nu­acje typu Black Swan. Niestety, wszyst­kie były ogra­ni­czone sto­sun­kowo nie­wielką pręd­ko­ścią nie prze­kra­cza­jącą 20 w., która była wystar­cza­jącą, gdy celem były osią­ga­jące zale­d­wie 7‑8 w. pod wodą U‑Booty typów VII lub IX, ale nie te naj­now­sze.

Wraz z wej­ściem do służby okrę­tów pod­wod­nych typów XXI i XXIII, któ­rych pręd­ko­ści w zanu­rze­niu wyno­siły odpo­wied­nio 17 oraz 12,5 w., a także w związku z pró­bami jesz­cze szyb­szych jed­no­stek typu XXVI napę­dza­nych tur­biną Waltera (do 24 w.), zdol­nych dodat­kowo do wyko­rzy­sty­wa­nia nowo­cze­snych tor­ped napro­wa­dza­nych aku­stycz­nie, liczne siły eskor­towe Royal Navy (dalej RN) w ciągu zale­d­wie kilku mie­sięcy stały się prze­sta­rzałe.
O ile jed­nak kwe­stia zagro­że­nia ze strony U‑Bootów pod koniec wojny nie miała już takiego zna­cze­nia, to więk­szym zmar­twie­niem dla bry­tyj­skiej Admiralicji był fakt, że na prze­ło­mie lat 40. i 50. nie­dawny sojusz­nik, a wów­czas już poten­cjalny prze­ciw­nik, ZSRR, na bazie zdo­by­tych na tery­to­rium Niemiec pla­nów typu XXI i nie­ukoń­czo­nych jed­no­stek w Gdańsku oraz 3 otrzy­ma­nych w ramach podziału byłej Kriegsmarine roz­po­czął masową pro­duk­cję śred­nich i dużych okrę­tów proj. 613 (NATO: Whiskey) oraz proj. 611 (NATO: Zulu). Tymczasem okres powo­jenny w Zjednoczonym Królestwie trak­to­wany był w kate­go­riach odwilży i próby przy­wró­ce­nia pań­stwa do nor­mal­nego funk­cjo­no­wa­nia po stra­tach wojen­nych, co z kolei prze­kła­dało się na nie­wiel­kie nakłady finan­sowe na zbro­je­nia. Dopiero roz­po­czę­cie zim­nej wojny (1947), a także blo­kada Berlina oraz utwo­rze­nie mostu powietrz­nego (od 24 czerwca 1948 do 12 maja 1949) uzmy­sło­wiły wła­dzom Wielkiej Brytanii (i nie tylko jej), że nie można sobie pozwo­lić na demi­li­ta­ry­za­cję, a siły zbrojne nie tylko nie mogą zostać zre­du­ko­wane, ale wręcz ulec muszą szyb­kiej moder­ni­za­cji, by móc prze­ciw­sta­wić się nowym zagro­że­niom. Nie ina­czej było w przy­padku RN i jej sił eskor­to­wych, któ­rych koniecz­ność utrzy­my­wa­nia na wyso­kim pozio­mie tech­nicz­nym zwe­ry­fi­ko­wał nie­dawno co zakoń­czony kon­flikt.
Na początku 1947 r. na pod­sta­wie ana­liz i stu­diów Admiralicja stwier­dziła, że w przy­padku wybu­chu wojny RN potrze­bo­wa­łaby co naj­mniej 180 eskor­tow­ców. W związku z dłu­gim cza­sem wyma­ga­nym na dopra­co­wa­nie pro­jek­tów i budowę odpo­wied­niej liczby okrę­tów, już w marcu tam­tego roku roz­po­częto poszu­ki­wa­nia alter­na­tyw­nej metody pozy­ska­nia w krót­kim cza­sie i sto­sun­kowo nie­wiel­kim kosz­tem jak naj­więk­szej liczby wyspe­cja­li­zo­wa­nych jed­no­stek prze­zna­czo­nych do wykry­wa­nia i zwal­cza­nia okrę­tów pod­wod­nych (ZOP). Rozważano wów­czas pod­da­nie moder­ni­za­cji i prze­bu­do­wie znaj­du­ją­cych się w służ­bie (lub świeżo prze­nie­sio­nych do rezerwy) zbu­do­wa­nych jesz­cze w okre­sie wojny i tuż po niej nisz­czy­cieli pro­gramu War Emergency Flotillas typów O, P, Q, R, S, T, U, V, W, Z, a także Ca, Ch, Co i Cr (łącz­nie powstało ich 112, z tego 21 po woj­nie). Wszystkie okręty wymie­nio­nych typów były do sie­bie kon­struk­cyj­nie zbli­żone, a róż­nice doty­czyły wypo­sa­że­nia i uzbro­je­nia. Za ich wyko­rzy­sta­niem do prze­bu­dowy, poza wspo­mnianą uni­fi­ka­cją, prze­ma­wiał także ich stan tech­niczny, w więk­szo­ści przy­pad­ków oce­niany jako dobry lub nawet bar­dzo dobry.
Zanim jed­nak osta­tecz­nie pod­jęto decy­zję w spra­wie roz­po­czę­cia prac, zde­cy­do­wano się odcze­kać kilka mie­sięcy na pierw­sze wnio­ski z eks­plo­ata­cji świeżo wów­czas wpro­wa­dzo­nych do służby nisz­czy­cieli ZOP typu Weapon (4 jed­nostki w służ­bie od paź­dzier­nika 1947 r.). Nieco ponad rok póź­niej, w listo­pa­dzie 1948, pro­gram moder­ni­za­cji szedł już „pełną parą”, do czego nie­wąt­pli­wie przy­czy­niło się nada­nie mu wyso­kiego prio­ry­tetu.

  • Marcin Chała

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE