Brytyjskie fre­gaty zim­nej wojny

Brytyjskie fregaty zimnej wojny. Palliser w dynamicznym zwrocie. Pokład dziobowy bez uzbrojenia, to nietypowy widok na fregacie. Fot. Royal Navy/Crown Copyright

Palliser w dyna­micz­nym zwro­cie. Pokład dzio­bowy bez uzbro­je­nia, to nie­ty­powy widok na fre­ga­cie. Fot. Royal Navy/Crown Copyright

W skła­dzie każ­dej roz­wi­nię­tej floty wojen­nej znaj­dują się zarówno okręty pierw­szo-, jak i dru­go­li­niowe. Przedstawiciele „lep­szego gatunku” są na ogół zaawan­so­wani tech­nicz­nie, wypo­sa­żeni w naj­now­sze wzory uzbro­je­nia i wypo­sa­że­nia, pod­czas gdy okręty z dru­giej grupy znaj­dują się na końcu łań­cu­cha ewo­lu­cyj­nego. W Royal Navy rola tych pierw­szych przy­pa­dła fre­ga­tom typów 12 i 12M, o któ­rych pisa­li­śmy w „Morzu” 1/2017, a które oka­zały się wyjąt­kowo uda­nymi okrę­tami, ide­al­nie nada­ją­cymi się do roli łowcy okrę­tów pod­wod­nych. Miały jed­nak jedną, ale za to istotną wadę – skom­pli­ko­waną kon­struk­cję, co prze­kła­dało się na wysoką ceną i długi czas budowy oraz ewen­tu­al­nych poważ­niej­szych remon­tów.

Tymczasem Royal Navy potrze­bo­wała jed­no­stek, które można byłoby budo­wać seryj­nie, niż­szym nakła­dem czasu i pie­nię­dzy. Szczególnie istotne to było w przy­padku nasta­nia okresu „W”, któ­rego w Admiralicji spo­dzie­wano się w dru­giej poło­wie lat 50. Rozwiązaniem tego pro­blemu była budowa okrę­tów prost­szych, tań­szych i dostęp­nych w więk­szej licz­bie. Głównym zada­niem okrę­tów dru­giej linii było przede wszyst­kim skom­pen­so­wa­nie nie­wy­star­cza­ją­cej liczby droż­szych okrę­tów i wyko­ny­wa­nie zadań, do któ­rych anga­żo­wa­nie bar­dziej wyra­fi­no­wa­nych jed­no­stek nie jest konieczne.
Stosowne prace nad tymi „wypeł­nia­czami” roz­po­częto w czerwcu 1945 r., a ich rezul­ta­tem był pro­jekt jed­nostki o wypor­no­ści stan­dar­do­wej około 1000 ts, uzbro­jo­nej w poje­dyn­czą armatę kal. 102 mm, zdwo­joną armatę kal. 40 mm Bofors oraz 4 dwu­lu­fowe Oerlikony kal. 20 mm. Uzbrojenie ZOP skła­dać się miało z 2 potrój­nych moź­dzie­rzy Squid z zapa­sem 120 gra­na­tów (20 salw) i 15 kla­sycz­nych gra­wi­ta­cyj­nych bomb głę­bi­no­wych. Prędkość sza­co­wana była na 20 w., a zasięg na 4000 – 5000 Mm przy sto­sun­kowo wyso­kiej pręd­ko­ści eko­no­micz­nej 15 w. Wtedy jed­nak z racji niskiego prio­ry­tetu prace te nie wyszły poza sta­dium wcze­snego pro­jektu, a nie­długo póź­niej w ogóle je anu­lo­wano. Kolejne podej­ście do kwe­stii tanich okrę­tów pod­jęto w marcu 1947 r., kiedy to poja­wiła się moż­li­wość opóź­nień w reali­za­cji pro­gramu budowy pierw­szo­li­nio­wych okrę­tów. Optowano wów­czas za jed­nost­kami napę­dza­nymi tur­bi­nami paro­wymi o sil­nym uzbro­je­niu ZOP i lek­kim obron­nym. Podobnie jak wcze­śniej pomysł ten „umarł śmier­cią natu­ralną”. W paź­dzier­niku 1948 r. miał miej­sce kolejny zryw w tej dzie­dzi­nie, gdy poja­wił się pomysł budowy fre­gat z ukła­dem napę­do­wym pocho­dzą­cym z dru­go­wo­jen­nych nisz­czy­cieli eskor­to­wych typu Hunt. Także i ten pomysł nie docze­kał się wyj­ścia poza wcze­sne sta­dium.
Ostatnie podej­ście, tym razem udane, miało miej­sce w 1949 r. Wówczas, 31 maja dyrek­tor Wydziału Royal Navy ds. Taktyki (DTSD, Tactical and Staff Duties Division) wysto­so­wał prośbę o zwe­ry­fi­ko­wa­nie idei kadm. Ralpha Edwardsa, ówcze­snego asy­stenta szefa Naval Staff (ACNS), doty­czą­cej budowy tanich, pro­stych okrę­tów i spraw­dze­nia jakie mini­malne wyma­ga­nia powi­nien speł­niać okręt mogący sku­tecz­nie zwal­czać okręty pod­wodne przy zacho­wa­niu pro­stoty kon­struk­cji i niskich kosz­tów budowy. Departament Uzbrojenia Morskiego (DTASW, Department of Torpedoes, A/S and Weapons) zażą­dał insta­la­cji lek­kiego, uni­wer­sal­nego uzbro­je­nia arty­le­ryj­skiego, zapew­nia­ją­cego nie tylko samo­obronę, ale i moż­li­wość raże­nia celów mor­skich, jak np. wynu­rzone okręty pod­wodne lub małe jed­nostki. Jako uzbro­je­nie ZOP zde­cy­do­wano się na mon­taż moź­dzie­rzy Mk 10 Limbo, by w jak naj­więk­szym stop­niu ujed­no­li­cić ten typ oręża w Royal Navy. Z racji ogra­ni­cze­nia kosz­tów zde­cy­do­wa­nie zmniej­szono zapas zabie­ra­nych poci­sków do nich, gdyż ich liczba miała wystar­czyć na odda­nie zale­d­wie 10 peł­nych salw. Dodatkowym uzbro­je­niem miało być 6 poje­dyn­czych, nie­ru­cho­mych wyrzutni tor­ped kal. 533,4 mm. Na pod­sta­wie wszyst­kich przed­sta­wio­nych wyma­gań i ocze­ki­wań biuro DNC (Director of Naval Construction – głów­nego kon­struk­tora Royal Navy) osza­co­wało koszt jed­nost­kowy takich okrę­tów na 875 tys. GBP w porów­na­niu do około 1,1 mln za fre­gaty pierw­szo­li­niowe (typu 12).
Projekt ten został jed­nak odrzu­cony 12 lipca 1949 r. przez Pierwszego Lorda Morskiego Admiralicji, adm. floty Sir Bruce’a Frasera, który stwier­dził, że w takiej kon­fi­gu­ra­cji okręt jest zde­cy­do­wa­nie za drogi. Jego zda­niem okręty, które mają być tylko uzu­peł­nie­niem dla więk­szych fre­gat, nie powinny kosz­to­wać wię­cej niż połowę ich ceny. Aby zmniej­szyć koszty, zde­cy­do­wano się zmniej­szyć o połowę siłow­nię oraz sko­ry­go­wać wymiary kadłuba.
  • Marcin Chała

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE