Bremen – o Błękitną Wstęgę Atlantyku

Bremen w okresie, gdy miał katapultę dla wodnosamolotu. Tu widać ją obróconą. Fot. zbiory Andrzeja Danilewicza

Bremen w okre­sie, gdy miał kata­pultę dla wod­no­sa­mo­lotu. Tu widać ją obró­coną. Fot. zbiory Andrzeja Danilewicza

Był to sta­tek, któ­rego poja­wie­nie się wywo­łało ogromne poru­sze­nie w świe­cie żeglugi pasa­żer­skiej. Niepodobny do jakie­go­kol­wiek poprzed­niego liniowca arma­to­rów bry­tyj­skich, fran­cu­skich czy wło­skich, swoją nowa­tor­ską kon­struk­cją i syl­wetką wyzna­czył nowe stan­dardy w budow­nic­twie okrę­to­wym, otwie­ra­jąc zara­zem złoty okres roz­woju żeglugi na tra­sie przez pół­nocny Atlantyk.

Okres dwu­dzie­sto­le­cia mię­dzy­wo­jen­nego był cza­sem naj­więk­szego roz­kwitu żeglugi pasa­żer­skiej. To wtedy powsta­wały naj­wspa­nial­sze trans­atlan­tyki, sta­no­wiące nie­jed­no­krot­nie wyraz ambi­cji całych naro­dów i to wtedy padały prze­róż­nego rodzaju rekordy wiel­ko­ści, wypo­sa­że­nia i pręd­ko­ści liniow­ców obsłu­gu­ją­cych pre­sti­żowy szlak pomię­dzy Europą a Stanami Zjednoczonymi.
Każdy arma­tor, który chciał się liczyć, musiał mieć sta­tek, swoim wystro­jem, roz­mia­rami czy pręd­ko­ścią zwra­ca­jący uwagę podróż­nych, a przede wszyst­kim mediów po obu stro­nach Atlantyku.
W końcu to dzięki nim wie­ści o tym wyjąt­ko­wym liniowcu szły w świat i nie­je­den pasa­żer, który wybie­rał się „za morze” decy­do­wał się na podróż jed­nostką, o któ­rej prze­czy­tał na pierw­szych stro­nach gazet.
W pierw­szych latach po zakoń­czo­nej „Wielkiej Wojnie” nie miało to jesz­cze takiego zna­cze­nia. Wtedy podróżą w głów­nej mie­rze zain­te­re­so­wani byli pasa­że­ro­wie, któ­rzy za oce­anem szu­kali lep­szego życia, a rejs stat­kiem – nie do końca ważne, jakim – był tylko kosz­towną koniecznością.
To dość szybko się zmie­niło i już w poło­wie lat 20. ub.w. dawało się zauwa­żyć zna­czącą zmianę koniunk­tury. Coraz wię­cej pasa­że­rów zaczy­nało wybie­rać podróż bar­dziej wygodną, kom­for­tową, a przede wszyst­kim szybką, a taką zna­leźć można było tylko na pokła­dach dużych i nowo­cze­snych transatlantyków.

Rachunki wojny

Kataklizm I wojny świa­to­wej dopro­wa­dził do utraty wielu wspa­nia­łych liniow­ców, tak jak choćby Lusitania – w swoim cza­sie naj­więk­szy, naj­szyb­szy i do momentu zbu­do­wa­nia słyn­nego Titanica, naj­bar­dziej luk­su­sowy sta­tek pasa­żer­ski świata, zato­piony 7 maja 1915 r. przez nie­miecki okręt pod­wodny U 20, czy też Britannica – jed­nostki bliź­nia­czej Titanica, która po wej­ściu na minę poszła na dno 21 listo­pada 1916 r.
Tylko wio­dący arma­to­rzy bry­tyj­scy, tacy jak Cunard Line i White Star Line lub mniej­szy Anchor Line stra­cili łącz­nie 16 więk­szych i mniej­szych stat­ków. To było jed­nak niczym w porów­na­niu ze stra­tami, jaki ponie­śli Niemcy – główny rywal Wielkiej Brytanii – sta­ra­jący się na każ­dym polu dotrzy­mać kroku potę­dze Albionu. Wspaniała flota liniow­ców pasa­żer­skich, z któ­rych tylko z tych naj­waż­niej­szych wymie­nić można tak wybitne jed­nostki jak Imperator, Vaterland, i Bismarck – nie­gdyś naj­więk­sze liniowce pasa­żer­skie świata, któ­rych pojem­no­ści się­gały prze­szło 52 tys. BRT, czy też star­sze, lecz rów­nie ważne szcze­ciń­skie „czte­ro­faj­kowce” – dosłow­nie prze­stała ist­nieć, sta­jąc się czę­ścią zadość­uczy­nie­nia dla państw Ententy za ponie­sione straty wojenne. Nawiasem mówiąc, to wła­śnie piątka tych ostat­nich zbu­do­wa­nych w Szczecinie nie­miec­kich trans­atlan­ty­ków o nazwach Kaiser Wilhelm der Grosse, Deutschland, Kronprinz Wilhelm, Kaiser Wilhelm II i Kronprinzessin Cecilie, dosłow­nie rzu­ciła Brytyjczyków na kolana, gdy pierw­szy z wymie­nio­nych w 1897 r. prze­był pół­nocny Atlantyk
z pręd­ko­ścią 22,3 w. w cza­sie 5 dni, 17 godzin i 23 minut. To wtedy nie­miecka prasa roz­pi­sy­wała się o walo­rach tych stat­ków zamiesz­cza­jąc tytuły „Anglia na kola­nach! Teraz Błękitna Wstęga Atlantyku będzie nale­żeć do nas!”.
Praktycznie w pierw­szej poło­wie lat 20. nie­mieccy arma­to­rzy nie byli żadną zna­czącą kon­ku­ren­cją dla takich potęg jak wspo­mniane Cunard Line czy White Star Line, w sze­re­gach któ­rych na mocy wspo­mnia­nych repa­ra­cji wojen­nych zna­la­zła się część z wymie­nio­nych nie­miec­kich liniow­ców, w tym m.in. Imperator, któ­rego nazwę zmie­niono na Berengaria czy Bismarck, od 1922 r. pły­wa­jący jako Majestic. Dla Niemców była to gorzka pigułka do prze­łknię­cia, ale jak histo­ria poka­zała wcale nie zamie­rzali zło­żyć broni.

  • Witold Koszela

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE