Blaszanki czyli pierw­sze krą­żow­niki waszyng­toń­skie US Navy

Pierwszy krazownik waszyngtonski US Navy – USS Pensacola na zdjeciu z poczatku lat 30.

Pierwszy kra­zow­nik waszyng­ton­ski US Navy – USS Pensacola na zdje­ciu z poczatku lat 30.

Pierwsze dwa krą­żow­niki waszyng­toń­skie US Navy, nie bez iro­nii zwane „bla­szan­kami” albo „sko­rup­kami jajek uzbro­jo­nymi w młoty” z powodu nikłego opan­ce­rze­nia, a jed­no­cze­śnie sil­nego uzbro­je­nia, wbrew ocze­ki­wa­niom spi­sały się zna­ko­mi­cie w cza­sie swo­jej służby. W okre­sie wojny na Pacyfiku w latach 1941 – 1945 brały inten­sywny udział w zma­ga­niach ame­ry­kań­skiej floty z okrę­tami japoń­skimi, wycho­dząc z nich czę­sto z poważ­nymi uszko­dze­niami, a mimo tego prze­trwały kon­flikt i zakoń­czyły swój mor­ski żywot dopiero od ame­ry­kań­skiej broni nukle­ar­nej oraz lot­nic­twa i arty­le­rii. Były jedy­nymi ame­ry­kań­skimi okrę­tami swo­jej klasy uzbro­jo­nymi w aż 10 armat kal. 203 mm, a dzięki wyso­kiej pręd­ko­ści zna­ko­mi­cie speł­niały rolę osłony szyb­kich lot­ni­skow­ców US Navy, od pierw­szych po ostat­nie dni wojny na Pacyfiku.

Narodziny pro­jektu okrę­tów typu Pensacola

Rada Główna US Navy, któ­rej zada­niem było usta­la­nie cha­rak­te­ry­styk nowych okrę­tów, dostrze­gła duży poten­cjał w moż­li­wo­ści budo­wa­nia jed­no­stek arty­le­ryj­skich z arma­tami kal. 203 mm o wypor­no­ści stan­dar­do­wej 10 000 t. Zahamowanie reali­za­cji potęż­nych pla­nów budowy pan­cer­ni­ków (6 typu South Dakota) oraz krą­żow­ni­ków linio­wych (6 typu Lexington) spra­wiło, że wyżsi ofi­ce­ro­wie ame­ry­kań­skiej floty zaczęli postrze­gać nowe okręty arty­le­ryj­skie jako coś w rodzaju zastęp­stwa dla pan­cer­ni­ków, tań­szego w budo­wie, i o więk­szym zakre­sie zadań do wyko­na­nia. Wstępne sza­cunki pozwa­lały okre­ślić, iż będą one osią­gały pręd­kość co naj­mniej 30 w., a więc znacz­nie wię­cej niż ostat­nie pan­cer­niki typu Colorado, co w połą­cze­niu z odpo­wied­nią liczbą armat kal. 203 mm mogło zaowo­co­wać naprawdę groź­nymi okrę­tami wojen­nymi. Musiały one być tak szyb­kie, aby były w sta­nie umknąć w boju sil­niej­szym, ale powol­nym pan­cer­ni­kom. Musiały być także szyb­sze od krą­żow­ni­ków linio­wych, a zatem wizja przy­szłego krą­żow­nika waszyng­toń­skiego zaczy­nała się kry­sta­li­zo­wać.
Nie zwle­ka­jąc, Rada Główna zwró­ciła się do Kongresu o zgodę na budowę aż 8 takich okrę­tów w roku budże­to­wym 1924. Propozycja nie została zaak­cep­to­wana, jed­nakże nie­zra­żona Rada wystą­piła z kolej­nym wnio­skiem budowy aż 12 okrę­tów nowej pod­klasy na rok budże­towy 1925. I tym razem nie uzy­skano zgody. Następny wnio­sek Rady doty­czył budowy aż 16 okrę­tów w dwóch seriach po 8 jed­no­stek. W związku z docie­ra­ją­cymi infor­ma­cjami o budo­wie takich okrę­tów w Wielkiej Brytanii i Japonii, Kongres 18 grud­nia 1924 r. zatwier­dził pierw­szych 8 krą­żow­ni­ków waszyng­toń­skich, przy czym przy­znał fun­du­sze na budowę jedy­nie dwóch z nich. Środki na budowę pozo­sta­łych sze­ściu okrę­tów miały zostać przy­dzie­lone w latach budże­to­wych 1926 i 1927.
Przyznanie środ­ków finan­so­wych to część suk­cesu, ale zapro­jek­to­wa­nie dobrych okrę­tów w ramach ści­śle okre­ślo­nych limi­tów to inna sprawa, która stała się poważ­nym wyzwa­niem dla inży­nie­rów zatrud­nio­nych w biu­rach pro­jek­to­wych US Navy. Umiejętne zrów­no­wa­że­nie wszyst­kich wyma­ga­nych para­me­trów w obrę­bie nie­prze­kra­czal­nej gra­nicy 10 000 t wypor­no­ści stan­dar­do­wej bar­dzo ogra­ni­czało zakres pola manewru. Nikt wcze­śniej nie pro­jek­to­wał okrę­tów według tak rygo­ry­stycz­nie narzu­co­nych limi­tów, inni sygna­ta­riu­sze trak­tatu waszyng­toń­skiego mieli zresztą podobne pro­blemy, choć Brytyjczycy mieli już pewne doświad­cze­nie przy budo­wie krą­żow­ni­ków typu Hawkins. Także Japończykom łatwiej było star­to­wać w tym nowym wyścigu, bowiem
w chwili pod­pi­sa­nia trak­tatu, mieli już przy­go­to­wane wstępne pro­jekty nowych krą­żow­ni­ków uzbro­jo­nych w armaty kal. 201 mm (7,9 cala) i o wyso­kiej pręd­ko­ści, porów­ny­wal­nej do osią­ga­nej przez współ­cze­sne im nisz­czy­ciele.
Bardzo szybko ame­ry­kań­scy pro­jek­tanci, bio­rąc sobie za wzór bry­tyj­skie Hawkinsy, doszli do prze­ko­na­nia, że uzy­ska­nie wyso­kiej pręd­ko­ści wyma­gać będzie znacz­nej mocy układu napę­do­wego, a tym samym dużo prze­strzeni w kadłu­bie do insta­la­cji zespo­łów tur­bin paro­wych oraz kotłów. To z kolei spra­wiało, że kadłuby musiały być nie tylko solidne, aby zapew­nić dobrą plat­formę dla wielu armat kal. 203 mm, ale i odpo­wied­nio duże. Poza tym kadłub musiał być długi i smu­kły, aby sta­wiał jak naj­mniej­sze opory, co było warun­kiem uzy­ski­wa­nia dużych pręd­ko­ści. To wszystko z kolei oczy­wi­ście zwięk­szało wypor­ność, która była ści­śle okre­ślona. Tak two­rzyło się swo­iste błędne koło, z któ­rego biura pro­jek­towe musiały jakoś wybrnąć, sto­su­jąc osta­tecz­nie zasadę, że zazwy­czaj osiąga się „coś kosz­tem cze­goś innego”. I tak w przy­padku pierw­szych pro­jek­tów krą­żow­ni­ków waszyng­toń­skich wysoka pręd­kość i silne uzbro­je­nie okrę­tów miały zostać zapew­nione kosz­tem pozba­wie­nia ich nie­mal zupeł­nie opan­ce­rze­nia.
Istniejące już w owym cza­sie wspo­mniane krą­żow­niki typu Hawkins zain­spi­ro­wały nie tylko pro­jek­tan­tów z USA, ale także Japończyków, Francuzów i Włochów. Były okrę­tami, jakie zapro­jek­to­wano na bazie doświad­czeń wynie­sio­nych z dzia­łań mor­skich okresu I wojny świa­to­wej, a ich prze­zna­cze­niem było pro­wa­dze­nie kla­sycz­nej wojny krą­żow­ni­czej prze­ciwko nie­miec­kim raj­de­rom, któ­rych oba­wiano się na sze­ro­kich wodach wszyst­kich oce­anów. Z tego powodu zde­cy­do­wano o zwięk­sze­niu kali­bru armat arty­le­rii głów­nej ze 152 do 190 mm, bowiem uzbro­je­niem głów­nym nie­miec­kich raj­de­rów zazwy­czaj pozo­sta­wały wła­śnie armaty kal. 150 mm. Kaliber 190 mm został wybrany nie­przy­pad­kowo, ponie­waż dla tych armat poci­ski można było łado­wać ręcz­nie, przez co nie było koniecz­no­ści budowy skom­pli­ko­wa­nego sys­temu poda­wa­nia amu­ni­cji i sto­so­wa­nia zamknię­tych wież arty­le­ryj­skich. Pociski o masie około 90 kg mogły poda­wać dwie osoby z obsługi do armaty, która miała jedy­nie osłonę prze­ciw­o­dłam­kową. Na Hawkinsach zain­sta­lo­wano po 7 takich armat, co według Brytyjczyków sta­no­wiło dosta­teczną siłę ognia do zwal­cza­nia raj­de­rów.
Krążowniki typu Hawkins powstały jako coś w rodzaju „pro­duktu ubocz­nego”, choć natu­ral­nie ze względu na prze­zna­cze­nie dość istotny. Nie były jed­nakże kolej­nym ogni­wem w ewo­lu­cji krą­żow­ni­ków Royal Navy, bowiem ta sku­piona była przede wszyst­kim na lek­kich jed­nost­kach tej klasy. Dopiero w pierw­szych mie­sią­cach po kon­fe­ren­cji waszyng­toń­skiej zdano sobie sprawę także w Wielkiej Brytanii z tego, że Hawkinsy mogą sta­no­wić inspi­ra­cję dla wła­snych krą­żow­ni­ków waszyng­toń­skich, któ­rych pierw­szym przed­sta­wi­cie­lem były jed­nostki typu Kent.

  • Grzegorz Nowak

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE