Bitwa w Zatoce Ormoc

USS Allen M. Sumner, flagowiec 120. Dywizjonu Niszczycieli kmdr. Zahma.

USS Allen M. Sumner, fla­go­wiec 120. Dywizjonu Niszczycieli kmdr. Zahma.

Po wiel­kiej klę­sce japoń­skiej floty w dru­giej bitwie na Morzu Filipińskim, pod­czas któ­rej więk­szość dużych okrę­tów cesar­skiej floty została znisz­czona, Japończycy nie zre­zy­gno­wali cał­ko­wi­cie ze wspie­ra­nia wła­snych sił lądo­wych na Filipinach. Wywiad gen. Douglasa MacArthura prze­ka­zał infor­ma­cję dowódcy 7. Floty, wadm. Thomasowi Cassinowi Kinkaidowi, że Japończycy wysy­łają nocami przez Zatokę Ormoc kon­woje z woj­skiem zło­żone z kilku nie­zbyt dużych i sil­nych okrę­tów pod osłoną jed­nego nisz­czy­ciela.

Tak się rze­czy­wi­ście działo (prze­rzu­cali w ten spo­sób woj­sko i zaopa­trze­nie), ale dodat­ko­wym zada­niem japoń­skich okrę­tów miała być ewa­ku­acja roz­bit­ków z nisz­czy­cieli i stat­ków połą­czo­nych kon­wo­jów TA‑3 i TA‑4. Na sku­tek ame­ry­kań­skiej inter­wen­cji miało dojść do zacie­kłej bitwy w Zatoce Ormoc w nocy z 2 na 3 grud­nia 1944 r.
Poinformowany o japoń­skich jed­nost­kach, dowódca fili­piń­skiej gra­nicy mor­skiej wadm. James Lawrence Kauffman wydał roz­kazy, aby japoń­ski kon­wój został prze­chwy­cony i zato­piony przez zespół zło­żony z trzech sil­nych i nowo­cze­snych nisz­czy­cieli floty. Był to: USS Allen M. Sumner (DD 692) oraz bliź­nia­cze USS Moale (DD 693) i USS Cooper (DD 695), two­rzące 120. Dywizjon Niszczycieli.
Były to nowo­cze­sne wiel­kie nisz­czy­ciele floty o wypor­no­ści stan­dar­do­wej 2200 t, dłu­go­ści 114,76 m, sze­ro­ko­ści 12 m i zanu­rze­niu 4,78 m. Były w sta­nie roz­wi­nąć mak­sy­malną pręd­kość 34 w. i poko­nać odle­głość 6500 Mm przy śred­niej pręd­ko­ści 15 w. Załogi okrę­tów liczyły 336 osób. Na tym eta­pie wojny uzbro­je­nie arty­le­ryj­skie tych jed­no­stek było impo­nu­jące. Niszczyciele tego typu dys­po­no­wały 6 arma­tami kal. 127 mm roz­miesz­czo­nymi na trzech sta­no­wi­skach, 12 dział­kami plot. kal. 40 mm i 11 dział­kami plot. kal. 20 mm. Uzbrojono je także w 10 wyrzutni tor­ped kal. 533 mm, 2 zrzut­nie i 6 mio­ta­czy bomb głę­bi­no­wych. Miały nowo­cze­sne wypo­sa­że­nie radio­lo­ka­cyjne, które w nad­cho­dzą­cym star­ciu miały ode­grać ważną rolę.
Bardziej mogło nie­po­koić, że załogi tych jed­no­stek nie brały dotąd udziału w bez­po­śred­nim star­ciu z Japończykami i nie miały oka­zji nabrać doświad­cze­nia bojo­wego w walce noc­nej. Kiedyś jed­nak musiał nastą­pić ten pierw­szy raz i po otrzy­ma­niu powyż­szych roz­ka­zów, mary­na­rzom US Navy jedy­nie pozo­sta­wało wyko­rzy­stać wszyst­kie atuty, jakimi dys­po­no­wali.

Marsz ku bitwie

USS Moale drugi z nowoczesnych niszczycieli US Navy w starciu w Zatoce Ormoc.

USS Moale drugi z nowo­cze­snych nisz­czy­cieli US Navy w star­ciu w Zatoce Ormoc.

Amerykanie zmie­rzali ku Zatoce Ormoc zgod­nie z roz­ka­zami, wyru­sza­jąc z patro­lo­wa­nej dotąd Zatoki San Pedro wie­czo­rem 2 grud­nia 1944 r. Flagowy Allen M. Sumner był dowo­dzony przez kmdr. por. Normana Johna Sampsona, Moale przez kmdr. por. Waltera Manly Fostera. Niszczycielem Cooper dowo­dził zaś kmdr. por. Mell Andrew Peterson. Ale bitwą z okrętu fla­go­wego dowo­dzić miał kmdr John Crawford Zahm.
Idąc ku Zatoce Ormoc, nisz­czy­ciele przy pręd­ko­ści 30 w. wytwa­rzały sporą falę dzio­bową, widoczną zwłasz­cza z powie­trza, i był to powód do zmar­twie­nia, bo zbli­ża­jąc się do celu ciężko było prze­ciw­nika zasko­czyć. O godz. 23:08 wyko­rzy­stał to japoń­ski samo­lot roz­po­znaw­czy Mitsubishi Ki-46 Dinah. Zaatakował odważ­nie fla­go­wego Allena M. Sumnera. Zrzucona bomba upa­dła dość bli­sko, bo około 30 m od dziobu nisz­czy­ciela. Jej eks­plo­zja w zde­rze­niu z powierzch­nią wody spo­wo­do­wała, że grad odłam­ków ude­rzył w burtę okrętu, powo­du­jąc pożar na pokła­dzie, który załoga musiała stłu­mić. Prócz tego odłamki raniły ofi­cera i 12 mary­na­rzy.
Miało się oka­zać, że Amerykanie nieco zlek­ce­wa­żyli siły prze­ciw­nika, z jakimi przy­szło im się póź­niej zmie­rzyć. Nie mieli mieć do czy­nie­nia tylko z jed­nym nisz­czy­cie­lem (jak zakła­dano), ale z dwoma dość nie­bez­piecz­nymi nowo­cze­snymi japoń­skimi nisz­czy­cie­lami eskor­to­wymi typu Matsu. Były to Kuwa i Take, które wyru­szyły 1 grud­nia z Manili. Flagowym okrę­tem był Kuwa, a z jego pokładu dowo­dził zespo­łem kmdr por. Yamashita Masamichi. Komendę dru­giego dzier­żył kpt. mar. Unaki Tsuyoshi. Niszczyciele eskor­towe miały za zada­nie osła­niać jed­nostki małego kon­woju TA‑7, który skła­dał się z szyb­kiego Transportowca Nr 9 (1500-tonowa jed­nostka wyglą­dem przy­po­mi­na­jąca z daleka eskor­to­wiec) i dwóch 950-tono­wych okrę­tów desan­to­wych czoł­gów Nr 140 i Nr 159. Przewoziły one na pokła­dach woj­sko i sprzęt. Wyładowując je w Zatoce Ormoc, jed­nostki kon­woju miały za zada­nie także zabrać oca­la­łych roz­bit­ków z zato­pio­nych jed­no­stek połą­czo­nych kon­wo­jów TA‑3 i TA‑4.
Atak potęż­nej for­ma­cji 350 samo­lo­tów zespołu Task Force 38 z 3. Floty adm. Williama Fredericka Halseya zato­pił 11 listo­pada na pozy­cji 10°50’N, 124°35’E cztery nisz­czy­ciele (ponad 2500-tonowe Hamanami, Naganami, Shimakaze i 2700-tonowy Wakatsuki), 658-tonowy tra­ło­wiec Nr 30 i cztery trans­por­towce: Mikasa Maru (3143 BRT), Seiho Maru (4639 BRT), Taizan Maru (3587 BRT) oraz Tensho Maru (4982 BRT). Z 4000 prze­wo­żo­nych żoł­nie­rzy więk­szość pole­gła (oca­lało tylko 300), prócz tego zgi­nęło około 1000 mary­na­rzy na zato­pio­nych jed­nost­kach, w tym kadm. Mikio Hayakawa.
Niszczyciele eskor­towe typu Matsu były uwa­żane za szcze­gól­nie groźne i znie­na­wi­dzone zwłasz­cza przez dowód­ców ame­ry­kań­skich okrę­tów pod­wod­nych, ale w walce noc­nej mogły oka­zać się nie­bez­piecz­nie także dla więk­szych nisz­czy­cieli. Okręty typu Matsu miały wypor­ność stan­dar­dową 1260 t, dłu­gość 100 m, sze­ro­kość 9,35 m, zanu­rze­nie 3,30 m. Rozwijały pręd­kość mak­sy­malną 27,8 w. i poko­ny­wały odle­głość 3500 Mm przy pręd­ko­ści 18 w. Ich załogi liczyły 211 osób.
Wprawdzie uzbro­je­nie arty­le­ryj­skie tych jed­no­stek (po 3 armaty kal. 127 mm L/40 typu 89 i 24 działka plot. kal. 25 mm) było słab­sze niż na nisz­czy­cie­lach ame­ry­kań­skich, ale miały rów­nież po 4 wyrzut­nie tor­ped kal. 610 mm i 4 zapa­sowe „dłu­gie lance”, prócz tych goto­wych w wyrzut­niach (poza uzbro­je­niem w postaci 48 bomb głę­bi­no­wych). Japońskie tor­pedy tego kali­bru w kil­ku­na­stu waż­nych bitwach mor­skich na Pacyfiku posłały na dno lub zruj­no­wały wiele jed­no­stek ame­ry­kań­skich, zwłasz­cza w latach 1942 – 1943. Japończycy zaś nie oduczyli się nimi posłu­gi­wać. Do tego japoń­skie nisz­czy­ciele eskor­towe trud­niej było zasko­czyć, gdyż dys­po­no­wały na tym eta­pie wojny zupeł­nie dobrym rada­rem 10-cen­ty­me­tro­wym typu 22. Wykrywał on grupy samo­lo­tów z odle­gło­ści 20 Mm, poje­dyn­cze maszyny z 10 Mm, a okręty z 13 Mm. Była to wystar­cza­jąca odle­głość, by nie dać się zasko­czyć nie­spo­dzie­wa­nie prze­ciw­ni­kowi. Do tego Japończycy potra­fili wyko­rzy­stać ten radar dla doko­na­nia namia­rów przed pla­no­wa­nym ata­kiem tor­pe­do­wym.

Dramatyczne star­cie

Japończycy dotarli do Zatoki Ormoc przed Amerykanami (już o godz. 23:30 byli u celu) i gdy 120. Dywizjon Niszczycieli zbli­żył się na odle­głość umoż­li­wia­jącą roz­po­czę­cie walki, japoń­skie jed­nostki były zajęte w więk­szo­ści wyła­dun­kiem woj­ska i sprzętu. Przezornie fla­gowy nisz­czy­ciel eskor­towy Kuwa zajął pozy­cję patro­lową na połu­dnie od mola w Ormoc na Leyte, by obser­wo­wać i patro­lo­wać akwen z małą pręd­ko­ścią 6 w., aby więk­sza fala dzio­bowa nie zwró­ciła uwagi prze­ciw­nika, a zwłasz­cza wro­gich samo­lo­tów. To nie ochro­niło okrętu w nad­cho­dzą­cym star­ciu, ale istotne, że okręt Yamashity był gotowy do walki i dania pierw­szego odporu ewen­tu­al­nemu prze­ciw­ni­kowi. Jednak w zatoce Japończycy bar­dziej spo­dzie­wali się ata­ków lot­ni­czych, niż ame­ry­kań­skich jed­no­stek nawod­nych.

  • Tadeusz Kasperski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE