Zapisz się do naszego new­slet­tera

Wybierz listę(y):

ZAPOMNIAŁEŚ HASŁA?

Bitwa w Zatoce Kula

Niszczyciel Radford z rozbitkami z Heleny na pokładzie w pobliżu Tulagi. Fot. NHHC

Niszczyciel Radford z roz­bit­kami z Heleny na pokła­dzie w pobliżu Tulagi. Fot. NHHC

W trak­cie wojen­nych zma­gań na Pacyfiku o archi­pe­lag Salomona w nocy z 5 na 6 lipca 1943 r. doszło do bitwy w zatoce Kula, pomię­dzy wyspami Kolombangara a Nowa Georgia, w któ­rej ame­ry­kań­ski zespół Task Group 36.1, dowo­dzony przez kadm. Waldena L. Ainswortha, wal­czył z silną grupą japoń­skich nisz­czy­cieli pod dowódz­twem kadm. Teruo Akiyamy. W star­ciu noc­nym tak­tyczne zwy­cię­stwo mieli odnieść Japończycy, a zło­żyło się na to kilka przy­czyn.

Amerykanie już w okre­sie licz­nych starć mor­skich wokół wyspy Guadalcanal w 1942 r. prze­ko­nali się bole­śnie, jak ryzy­kowna była nocna walka z zespo­łami japoń­skich nisz­czy­cieli, dostar­cza­ją­cych cesar­skim gar­ni­zo­nom zaopa­trze­nie i nazy­wa­nych przez Amerykanów (zarówno z podzi­wem, jak i iro­nią) „Tokyo Expressami”. Załogi japoń­skich okrę­tów szko­lono inten­syw­nie jesz­cze przed wojną w wal­kach noc­nych, w któ­rych kła­dziono nacisk na ataki tor­pe­dowe, zwłasz­cza z uży­ciem tor­ped typu 93 kal. 610 mm, nazy­wa­nych „dłu­gimi lan­cami”. Owe japoń­skie tor­pedy sły­nęły z trzech zalet: dużego zasięgu, gło­wicy zawie­ra­ją­cej nie­mal pół tony mate­riału wybu­cho­wego (490 kg) i bar­dzo małej zawod­no­ści. Tymczasem po stro­nie ame­ry­kań­skiej, w dzia­ła­niach zwłasz­cza nisz­czy­cieli, wciąż zawo­dziły dwie rze­czy – tak­tyka i tor­pedy. Te dru­gie spra­wiały naj­wię­cej kło­potu, z powodu wad zapal­ni­ków, co także odbi­jało się na dzia­ła­niach okrę­tów pod­wod­nych. Problemy te zaczęto likwi­do­wać na więk­szą skalę od dru­giej połowy 1943 r., ale do tego momentu Japończycy w wyko­rzy­sty­wa­niu broni tor­pe­do­wej przez jed­nostki nawodne mieli pod­czas noc­nych bitew zde­cy­do­waną prze­wagę i potra­fili zada­wać porażki siłom prze­ciw­nika z pozoru sil­niej­szym.
Najboleśniej Amerykanie odczuli to w bitwie koło przy­lądka Tassafaronga 29 listo­pada 1942 r. Siły kadm. Carletona Wrighta liczyły 4 krą­żow­niki cięż­kie (Minneapolis, New Orleans, Northampton i Pensacola), krą­żow­nik lekki Honolulu i 6 nisz­czy­cieli (Lamson, Lardner, Drayton, Fletcher, Maury i Perkins). Wydawało się,
że taki zespół łatwo pokona zbli­ża­jące się ugru­po­wa­nie 8 nisz­czy­cieli japoń­skich dowo­dzo­nych przez kadm. Raizō Tanakę. Mimo że japoń­ska for­ma­cja wcze­śniej została zlo­ka­li­zo­wana na rada­rach ame­ry­kań­skich jed­no­stek, zbyt długo zwle­kano z ata­kiem tor­pe­do­wym nisz­czy­cieli, a ogień z krą­żow­ni­ków otwarto zaraz po wystrze­le­niu tor­ped. To dało Japończykom czas na unik­nię­cie tor­ped, a od ognia cięż­kiej arty­le­rii Amerykanów zato­nął tylko nisz­czy­ciel Takanami, choć swoje tor­pedy zdo­łał jesz­cze wystrze­lić. Kontra tor­pe­dowa pozo­sta­łej sió­demki japoń­skich nisz­czy­cieli zmie­niła cał­ko­wi­cie obraz bitwy; wszyst­kie ame­ry­kań­skie krą­żow­niki cięż­kie otrzy­mały tra­fie­nia, po któ­rych Northampton zato­nął, a pozo­stałe krą­żow­niki zostały wyeli­mi­no­wane z walki na rok. Godne uwagi, że Japończycy w tym star­ciu nie mieli takiego atutu, jakim była radio­lo­ka­cja po stro­nie ame­ry­kań­skiej.
U Amerykanów zawio­dła tak­tyka, u Japończyków zaś trium­fo­wały nawyki wypra­co­wane przez dłu­gie lata szko­leń. Jedną z umie­jęt­no­ści, którą potra­fili zaska­ki­wać w noc­nej walce, było szyb­sze prze­ła­do­wa­nie wyrzutni tor­pe­do­wych, dzięki zasto­so­wa­niu spe­cjal­nego wózka na szy­nach, trans­por­tu­ją­cego te poci­ski. Amerykanom czę­sto się zda­wało, że ata­kuje ich kolejny zespół japoń­skich okrę­tów, a nie ten sam, bo długo nie wie­rzyli, że wyrzut­nie można tak szybko prze­ła­do­wać.
Jednak ame­ry­kań­scy dowódcy nie powinni być nad­mier­nie pewni sie­bie w jesz­cze jed­nej kwe­stii. Radary coraz lep­szych modeli teo­re­tycz­nie dawały im na okrę­tach prze­wagę nad japoń­skimi środ­kami optycz­nymi – tak było w 1942 i początku 1943 r. Należało się jed­nak
z tym liczyć, że japoń­skie okręty zaczną otrzy­my­wać także coraz lep­sze zestawy sprzętu rada­ro­wego i Amerykanie będą stop­niowo tra­cili atut, jakim było wykry­wa­nie wroga spoza zasięgu optyki. Nie wia­domo było, gdzie i kiedy Japończycy zaczną wyko­rzy­sty­wać sku­tecz­niej radar w bitwie mor­skiej, a nawet jeden lepiej wypo­sa­żony okręt w całym zespole japoń­skim mógł naro­bić nie­mało kło­potu, ostrze­ga­jąc pozo­stałe jed­nostki wła­sne przed wykry­tym prze­ciw­ni­kiem…

Amerykańska ofen­sywa na Wyspach Salomona

Latem 1943 r. roz­po­częto ofen­sywę w środ­ko­wej czę­ści archi­pe­lagu Salomona, wysa­dza­jąc desant na wyspie Rendova (naprze­ciw Nowej Georgii) 30 czerwca. Atak na lot­ni­sko Munda na tej wyspie zapla­no­wano na 5 lipca. Sposób desan­to­wa­nia woj­ska nie był w tym wypadku chyba naj­lep­szy, ponie­waż nie zde­cy­do­wano się atak fron­talny na lot­ni­sko przy wspar­ciu zma­so­wa­nego ognia arty­le­rii okrę­to­wej, lecz wysa­dzono żoł­nie­rzy o kilka mil od lot­ni­ska, skąd musieli się oni prze­dzie­rać przez gęstą dżun­glę i zdra­dliwe bagna. Chyba zamiar zdo­by­cia lot­ni­ska w jak naj­lep­szym sta­nie zde­cy­do­wał o spo­so­bie reali­zo­wa­nia tego zada­nia.
By odciąć ewen­tu­alne posiłki japoń­skie z bazy Vila na połu­dniowo-wschod­nim wybrzeżu Kolombangary, nocą z 4 na 5 lipca wysa­dzono w rejo­nie Kotwicowiska Ryżowego silny desant (2600 żoł­nie­rzy prze­wie­ziony na miej­sce przez szyb­kie trans­por­towce – ex-„gładkopokładowce” pozba­wione dwóch z czte­rech komi­nów – Dent, Talbot, Waters, Kilty, Crosby, McKean i Schley), dowo­dzony przez płk. H. Liversedge’a. Operację desan­to­wa­nia ubez­pie­czały nisz­czy­ciele Gwin, Radford, McCalla, Ralph Talbot i Woodworth. Wsparcie gwa­ran­to­wały im dodat­kowo siły główne kadm. Ainswortha (krą­żow­niki lek­kie Honolulu, Helena i St. Louis w asy­ście nisz­czy­cieli Nicholas, Strong, O’Bannon i Chevalier.

  • Tadeusz Kasperski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE
TOP