Bitwa pod Kolombangarą

Krążownik lekki USS Honolulu, uczestnik bitwy pod Kolombangarą, na zdjęciu wykonanym u wybrzeży Hawajów w listopadzie 1941 r.

Krążownik lekki USS Honolulu, uczest­nik bitwy pod Kolombangarą, na zdję­ciu wyko­na­nym u wybrzeży Hawajów w listo­pa­dzie 1941 r.

13 lipca 1943 r., w trak­cie toczo­nej kam­pa­nii o zaję­cie Nowej Georgii w archi­pe­lagu Wysp Salomona, doszło do zacie­kłej bitwy na pół­nocny wschód od wyspy Kolombangara pomię­dzy alianc­kim zespo­łem Task Group 36.1 a zespo­łem osło­no­wym japoń­skiej 2. Eskadry Niszczycieli.

Kampania kon­ty­nu­owana przez Amerykanów, a mająca za zada­nie ode­bra­nie Japończykom całego obszaru Salomonów, była serią dłu­go­trwa­łych i zacie­kłych walk o każdą z zaj­mo­wa­nych kolejno wysp. W lipcu 1943 r. toczono walki na Nowej Georgii i pró­bo­wano powstrzy­mać dostawy japoń­skich posił­ków na pobli­ską Kolombangarę.

Zadanie powstrzy­my­wa­nia japoń­skich zespo­łów nisz­czy­cieli, któ­rym Amerykanie już w 1942 r. nadali trafną i popu­larną nazwę „Tokyo Express”, miały reali­zo­wać w rejo­nie Nowej Georgii i Kolombangary głów­nie siły alianc­kiego zespołu Task Group 36.1, któ­rym dowo­dził kadm. Walden Lee Ainsworth. Do tej pory nie miał zbyt wiele szczę­ścia w star­ciach z japoń­skimi nisz­czy­cie­lami dostar­cza­ją­cymi na zagro­żone wyspy swoim gar­ni­zo­nom zaopa­trze­nie, sprzęt i prze­wo­żące oddziały żoł­nie­rzy. Stracił w bojach z nimi już dwa cenne okręty.

Niszczyciel Mikazuki szedł na czele japońskiego zespołu podczas bitwy pod Kolombangarą. Zdjęcie przedwojenne.

Niszczyciel Mikazuki szedł na czele japoń­skiego zespołu pod­czas bitwy pod Kolombangarą. Zdjęcie przed­wo­jenne.

Pierwszym był 2050-tonowy nisz­czy­ciel USS Strong (DD 467) typu Fletcher1, zato­piony w nocy 5 lipca 1943 r., gdy trans­por­tu­jące żoł­nie­rzy do bazy Vila japoń­skie nisz­czy­ciele: Niizuki, Yūnagi, Nagatsuki i Satsuki napo­tkały okręty Ainswortha patro­lu­jące zatokę Kula i wyko­rzy­stały zain­sta­lo­wany na Niizuki radar dozoru ogól­nego typu 212 do ich wykry­cia. Wymienione wyżej trzy pierw­sze nisz­czy­ciele odpa­liły wtedy kwa­drans po pół­nocy łącz­nie 14 tor­ped typu 93 („dłu­gie lance”) z odle­gło­ści aż 11 Mm. Wydawało się to nie­praw­do­po­dobne, ale jedna z nich dosię­gła na pozy­cji 08°05’S i 157°15’E Stronga po poko­na­niu 20 km, przy­pie­czę­to­wu­jąc jego los i 46 mary­na­rzy z jego załogi (reszta zdo­łała się ura­to­wać).

Następnej nocy doszło do poważ­niej­szego star­cia zespołu Ainswortha z Japończykami, nazy­wa­nego bitwą w zatoce Kula. Dysponując krą­żow­ni­kami lek­kimi Honolulu, Helena i St. Louis i czte­rema nisz­czy­cie­lami (Nicholas, O’Bannon, Jenkins i Radford) ame­ry­kań­ski admi­rał sto­czył bój z trzema nisz­czy­cie­lami grupy osło­no­wej kadm. Teruo Akiyamy, który osła­niał sie­dem innych nisz­czy­cieli trans­por­tu­ją­cych woj­sko na Kolombangarę. To star­cie też nie skoń­czyło się dobrze dla dowódcy zespołu ame­ry­kań­skiego. Salwy arty­le­ryj­skie z krą­żow­ni­ków zespołu TG 36.1 zato­piły fla­go­wego Niizuki wraz z japoń­skim kontr­ad­mi­ra­łem i więk­szo­ścią jego załogi, lecz w ostat­nim swoim ataku Akiyama zadał Amerykanom poważ­niej­szą stratę – trzy z japoń­skich tor­ped tra­fiły i posłały na dno na pozy­cji 07°51’S i 157°15’E krą­żow­nik lekki Helena (CL 50), wete­rana z bojów o Guadalcanal (zgi­nęło lub uto­nęło 168 człon­ków załogi okrętu).

Jak na iro­nię, to dowódca wła­śnie tego okrętu – kmdr Charles P. Cecil, ostrze­gał Ainswortha jesz­cze na odpra­wie przed bitwą, że na dystan­sie 10 km (na jakim dowódca TG 36.1 chciał pro­wa­dzić walkę arty­le­ryj­ską), japoń­skie tor­pedy będą groźne, bo wie­dział to z wła­snych doświad­czeń bitew­nych i z innych rela­cji swo­ich kole­gów po bojach wokół Guadalcanalu. Ainsworth jed­nak te uwagi zlek­ce­wa­żył i mimo rze­czo­wych argu­men­tów Cecila trudno było mu w tak wielki zasięg „dłu­gich lanc” uwie­rzyć. Najwyraźniej sądził, że skoro ame­ry­kań­skie tor­pedy są na podob­nym dystan­sie mało sku­teczne, z japoń­skimi powinno być podob­nie.

Mylił się jed­nak grubo. Japońskie tor­pedy typu 93 kal. 610 mm i gło­wicy zawie­ra­ją­cej 490 kg mate­riału wybu­cho­wego, poko­ny­wały z mak­sy­malną pręd­ko­ścią 49 w. odle­głość aż 20 km, a przy nasta­wie­niu mniej­szej pręd­ko­ści prze­biegu – nawet 40 km. Zastanawiające, że utrata Heleny, któ­rej los trudno było już uwa­żać za przy­pa­dek, nie spo­wo­do­wała u Ainswortha rady­kal­nej zmiany w tak­tyce uży­wa­nia swo­ich krą­żow­ni­ków, bo zamie­rzał w kolej­nym boju wal­czyć na dystan­sie podob­nym jak poprzed­nio.

Wymarsz TG 36.1 w rejon akcji

Po połu­dniu 12 lipca Ainsworth otrzy­mał alar­mu­jącą wia­do­mość ze sztabu adm. Williama Halseya, gdy roz­szy­fro­wano japoń­skie depe­sze. Z Rabaulu w kie­runku Kolombangary wyru­szyła japoń­ska 2. Eskadra Niszczycieli (16. i 30. Dywizjon) dowo­dzona z pokładu krą­żow­nika lek­kiego Jintsū przez kadm. Shunji Izakiego. Cztery nisz­czy­ciele (Matsukaze, Minazuki, Satsuki i Yūnagi) miały prze­wieźć na swo­ich pokła­dach 1200 żoł­nie­rzy z zaopa­trze­niem do wzmoc­nie­nia gar­ni­zonu Kolombangary. Izaki zaś miał swoją grupą wspar­cia (prócz krą­żow­nika znaj­do­wały się w niej nisz­czy­ciele Hamakaze, Kiyonami, Mikazuki, Yukikaze i Yūgure) powstrzy­mać siły Amerykanów i umoż­li­wić lądo­wa­nie woj­ska z okrę­tów grupy trans­por­to­wej.

Siły japoń­skie były na tyle duże, że zespół TG 36.1 dowo­dzony przez Ainswortha potrze­bo­wał sil­nego wzmoc­nie­nia, by można było wyru­szyć do kolej­nej bitwy. Brak zato­pio­nej Heleny uzu­peł­niono przy­dzie­le­niem pod roz­kazy Ainswortha nowo­ze­landz­kiego krą­żow­nika lek­kiego Leander3. Prócz tego do TG 36.1 włą­czono sześć nisz­czy­cieli, w tym nowo utwo­rzoną 12. Eskadrę (Ralph Talbot, Buchanan, Maury, Woodsworth i Giwin). Choć część załóg 12. Eskadry Niszczycieli miała doświad­cze­nie bojowe, to fakt, że wszyst­kie jed­nostki przy­dzie­lono aż z trzech róż­nych eskadr i dotąd ze sobą nie współ­dzia­łały ani nie prze­pro­wa­dzały wspól­nych manew­rów zespo­ło­wych – nie uła­twiał im sprawy w nad­cho­dzą­cym star­ciu.

Okręty alianc­kie w tym cza­sie wyru­szały do walki z japoń­skimi zespo­łami z bazy Tulagi, a Ainsworth ze swo­imi 3 krą­żow­ni­kami lek­kimi i 10 nisz­czy­cie­lami zna­lazł się w rejo­nie Nowej Georgii po sze­ściu godzi­nach mar­szu, zbli­ża­jąc się do Visu Point – pół­noc­nego przy­lądka tej wyspy o 23:00. Księżycowa, gwiaź­dzi­sta i bez­chmurna noc nie sprzy­jała skry­temu posu­wa­niu się dużych zespo­łów i wiele zale­żało w nad­cho­dzą­cym star­ciu od pracy rada­rzy­stów oraz obser­wa­to­rów na nisz­czy­cie­lach i krą­żow­ni­kach. Po dro­dze napo­tkano kilka japoń­skich maszyn roz­po­znaw­czych, ale prze­pę­dziły je wła­sne myśliwce z wyspy Russel, patro­lu­jące akwen przez zespo­łem Ainswortha.

Kontakt obu for­ma­cji

Maszyna roz­po­znaw­cza PBY Catalina o nazwie wła­snej „Czarny Kot” napo­tkała japoń­ski zespół wspar­cia o 00:36 w odle­gło­ści 26 Mm od grupy Ainswortha. Ten otrzy­mał mel­du­nek lot­ni­ków: W ODLEGŁOŚCI 26 MIL JEDEN KRĄŻOWNIK, PIĘĆ NISZCZYCIELI IDZIE KURSEM 128 STOPNI Z PRĘDKOŚCIĄ 30 WĘZŁÓW. Była to bar­dzo dokładna infor­ma­cja, zwa­żyw­szy, że lot­ni­kom obu stron zda­rzały się poważne pomyłki w iden­ty­fi­ka­cji klas okrę­tów.

Alianckie okręty nawią­zały kon­takt rada­rowy z zespo­łem Izakiego o 01:00 i optyczny trzy minuty póź­niej (Japończyków dostrze­gli obser­wa­to­rzy czo­ło­wego nisz­czy­ciela USS Nicholas i wysłali krótki mel­du­nek ostrze­gaw­czy resz­cie zespołu).

Ainsworth pro­wa­dził swoje okręty do boju usta­wione w dłu­giej kolum­nie z pię­cioma nisz­czy­cie­lami 21. Eskadry na czele (kolejno Nicholas, O’Bannon, Taylor, Radford i Jenkins) za nimi podą­żały krą­żow­niki lek­kie: nowo­ze­landzki Leander, ame­ry­kań­skie Honolulu i St. Louis, na końcu 12. Eskadra Niszczycieli4 (Ralph Talbot, Buchanan, Gwin, Maury i Woodworth). Ten długi szyk uła­twiał okrę­tom alianc­kim akcję arty­le­ryj­ską, ale nara­żał je bar­dziej na kło­poty w przy­padku, gdyby nie­które okręty otrzy­ma­łyby tra­fie­nia tor­ped (musiało wtedy dojść do zamie­sza­nia przy wymi­ja­niu uszko­dzo­nych lub znisz­czo­nych jed­no­stek i wzra­stało ryzyko koli­zji przy koniecz­nych uni­kach i zmia­nach kursu).

W tym momen­cie okręty zespołu TG 36.1 znaj­do­wały się około 20 Mm na pół­nocny wschód od Kolombangary, zmie­rza­jąc na zachód z pręd­ko­ścią 28 w. (tyle mógł roz­wi­nąć Leander i Ainsworth dosto­so­wał do niego pręd­kość całego zespołu). Japończycy w tym samym cza­sie zmie­rzali w kolum­nie na połu­dniowy wschód, znaj­du­jąc się w odle­gło­ści około 12 Mm na pół­noc od Kolombangary. Na czele japoń­skiego szyku podą­żał nisz­czy­ciel Mikazuki, za nim fla­gowy krą­żow­nik lekki Jintsū5, z tyłu zaś kolejno nisz­czy­ciele Yukikaze, Hamakaze, Kiyonami i Yūgure.

Amerykańskiemu admi­ra­łowi wyda­wało się, że uda mu się tym razem zasko­czyć nie­świa­do­mych jego obec­no­ści Japończyków, ale po raz kolejny był w błę­dzie. Izaki dzięki wykry­ciu pro­mie­nio­wa­nia ame­ry­kań­skich rada­rów (nie­które jego okręty miały urzą­dze­nia umoż­li­wia­jące to) wie­dział dokład­nie gdzie znaj­duje się prze­ciw­nik i świa­do­mie zbli­żał się w jego stronę, szy­ku­jąc się do pierw­szej groź­nej akcji tor­pe­do­wej. Zamierzał po odpa­le­niu pod­wod­nych poci­sków szybko wyco­fać się na pół­noc, dobrze wie­dząc, że jego stary już Jintsū nie spro­sta nowo­cze­śniej­szym alianc­kim krą­żow­ni­kom w poje­dynku arty­le­ryj­skim.

Gdy minęła 1:06, Ainsworth naka­zał krą­żow­ni­kom zwrot o 30°, by wszyst­kie wieże arty­le­rii głów­nej tych okrę­tów mogły otwo­rzyć ogień do prze­ciw­nika. Równocześnie naka­zał nisz­czy­cie­lom 21. Eskadry zwięk­szyć pręd­kość i wystrze­lić tor­pedy w stronę wroga.

O 01:10 ame­ry­kań­skie nisz­czy­ciele 21. Eskadry roz­po­częły odpa­la­nie swo­ich tor­ped w kie­runku okrę­tów japoń­skich z odle­gło­ści ponad 9000 m. Jednak załogi alianc­kich jed­no­stek nie miały poję­cia, że Japończycy po doko­na­niu odpo­wied­nich namia­rów zro­bili to już dwie minuty wcze­śniej i „dłu­gie lance”, zmie­rzały już ku zespo­łowi Ainswortha. Japończycy wystrze­lili swoje salwy tor­pe­dowe pomię­dzy 01:08 a 01:14 i cztery ostat­nie japoń­skie nisz­czy­ciele nie­zwłocz­nie wyko­nały zwrot na pół­noc, by powięk­szyć dystans od prze­ciw­nika, uni­ka­jąc jego tor­ped i zwłasz­cza jego nie­bez­piecz­nej arty­le­rii, która w tych ostat­nich dwóch minu­tach weszła już do akcji.

  • Tadeusz Kasperski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE