Bitwa o Dniepr cz.2

Pomimo ogromnej przewagi Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej w ludziach i sprzęcie rozwinięcie natarcia nie było łatwe. Niemcy stawiali zacięty opór broniąc zaciekle każdego miasta i każdej wsi.

Pomimo ogrom­nej prze­wagi Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej w ludziach i sprzę­cie roz­wi­nię­cie natar­cia nie było łatwe. Niemcy sta­wiali zacięty opór bro­niąc zacie­kle każ­dego mia­sta i każ­dej wsi.

Na początku paź­dzier­nika 1943 r. nie­miec­kie dowódz­two w dal­szym ciągu wcie­lało w życie wcze­śniej przy­jęte posta­no­wie­nie – za wszelką cenę utrzy­mać się na rubieży Wału Wschodniego, zwią­zać Armię Czerwoną pozy­cyj­nymi for­mami pro­wa­dze­nia wojny, zyskać na cza­sie dla pro­wa­dze­nia dzia­łań poli­tycz­nych, mają­cych na celu roz­bi­cie koali­cji anty­hi­tle­row­skiej. Najważniejszymi zada­niami Grupy Armii „Środek” i GA „Południe” była likwi­da­cja przy­czół­ków wojsk sowiec­kich na Dnieprze oraz utrzy­ma­nie Prawobrzeżnej Ukrainy z jej naj­waż­niej­szymi eko­no­micz­nymi rejo­nami. Dowództwo nie­miec­kie wkła­dało dużo wysiłku w przy­spie­sze­nie prac obron­nych wzdłuż pra­wego brzegu Dniepru.

Stabilizacja frontu na rubieży Wału Wschodniego, w oce­nie kie­row­nic­twa Wehrmachtu, miała być uła­twiona tym, że zmę­czona i osła­biona dużymi stra­tami ponie­sio­nymi w trak­cie trzy­mie­sięcz­nych walk Armia Czerwona będzie potrze­bo­wała czasu na odtwo­rze­nie poten­cjału bojo­wego. Nadzieje na zatrzy­ma­nie sowiec­kiego natar­cia wią­zano także ze zbli­ża­ją­cymi się
jesien­nymi roz­to­pami.
Problem stwo­rze­nia rezerw stra­te­gicz­nych pozo­stał dla Niemców nie­roz­wią­zany: nie­miec­kie naczelne dowódz­two na Wschodzie miało w odwo­dzie jedną dywi­zję ochrony i dwie bry­gady, pod­czas gdy Stalin w odwo­dzie miał dzie­więć armii, w tym cztery pan­cerne.
W roz­wi­nię­ciu planu let­nio-jesien­nego natar­cia Kwatera Główna (Stawka) Najwyższego Naczelnego Dowództwa w końcu wrze­śnia posta­wiła przed woj­skami nowe zada­nia. Od fron­tów kie­runku połu­dniowo-zachod­niego ocze­ki­wano likwi­da­cji przy­czół­ków prze­ciw­nika na Dnieprze, zada­nia klę­ski połu­dnio­wemu zgru­po­wa­niu nie­miec­kiemu i wyj­ścia na rubież Mohylów Podolski, Rybnica, Chersoń. Głównym kie­run­kiem pozo­sta­wał kijow­ski, na któ­rym naj­waż­niej­szą rolę do ode­gra­nia miał Front Woroneski gene­rała armii Nikołaja Watutina. Jego woj­ska miały zli­kwi­do­wać nie­miec­kie zgru­po­wa­nie w rejo­nie Kijowa i wyzwo­lić sto­licę Ukrainy, a następ­nie roz­wi­jać natar­cie na Berdyczów, Żmerynkę, Mohylów Podolski. Dyrektywą z 29 wrze­śnia Watutinowi z Frontu Centralnego prze­ka­zano 13. i 60. Armię z ich pasami dzia­ła­nia. Jednocześnie z Frontu Woroneskiego do Frontu Stepowego prze­ka­zano 52. Armię i 4. Armię Gwardyjską. Pozwoliło to sku­pić w rękach Dowództwa Frontu Woroneskiego kie­ro­wa­nie woj­skami, naj­szyb­ciej wcho­dzą­cymi na kie­ru­nek kijow­ski.

Kijowska ope­ra­cja zaczepna

Po wyj­ściu sowiec­kich wojsk na Dniepr nadal były pro­wa­dzone krwawe boje o utrzy­ma­nie i roz­sze­rze­nie przy­czół­ków na jego pra­wym brzegu. Szczególnie zacięta walka roz­wi­nęła się na kie­runku kijow­skim. Niemcy przy­wią­zy­wali duże zna­cze­nie do wzmoc­nie­nia obrony Kijowa, strata któ­rego stwa­rzała zagro­że­nie dla ich połu­dnio­wego zgru­po­wa­nia i otwie­rała Armii Czerwonej drogi do zachod­nich i połu­dniowo-zachod­nich rejo­nów Ukrainy, a następ­nie na Karpaty i Polskę. Z Europy Zachodniej na kie­ru­nek kijow­ski prze­rzu­cono sze­reg związ­ków i uzu­peł­nień mar­szo­wych. Do początku paź­dzier­nika dowódz­two Wehrmachtu skon­cen­tro­wało prze­ciwko Frontowi Woroneskiemu 30 dywi­zji, w tym sie­dem pan­cer­nych, co sta­no­wiło pra­wie połowę dywi­zji GA „Południe”, która była dowo­dzona przez feld­mar­szałka Ericha von Mansteina.
Plan ope­ra­cji na pra­wym brzegu Dniepru, przed­sta­wiony przez sztab Frontu Woroneskiego, Stalin zatwier­dził 3 paź­dzier­nika. Zadaniem bliż­szym wojsk było wyzwo­le­nie Kijowa i wyj­ście na rubież Owrucz, Korosteń, Żytomierz, Berdyczów, Koziatyn, zada­niem dal­szym – natar­cie w kie­runku na Sarny, Proskurow, Mohylów Podolski.
Chociaż cen­tralna grupa wojsk Frontu Woroneskiego zdo­była sie­dem przy­czół­ków, ani jeden z ich pod wzglę­dem wiel­ko­ści nie pozwa­lał na roz­wi­nię­cie wystar­cza­jąco dużego zgru­po­wa­nia ude­rze­nio­wego. Podstawową przy­czyną nie­po­wo­dze­nia walk o roz­sze­rze­nie przy­czół­ków było spóź­nione dotar­cie do Dniepru środ­ków prze­pra­wo­wych, które sil­nie odstały od wojsk a także wła­ściwe rosyj­skiemu cha­rak­te­rowi przy­zwy­cza­je­nie niczego nie robić bez mobi­li­zu­ją­cego kop­niaka w dupę.
Generał Watutin jesz­cze 10 wrze­śnia wydał pole­ce­nie naka­zu­jące jak naj­szyb­sze prze­miesz­cza­nie się za woj­skami par­ków prze­pra­wo­wych, ale wyko­na­nia nie skon­tro­lo­wał – i pole­ce­nie nie zostało wyko­nane. Sztab wojsk inży­nie­ryj­nych frontu opra­co­wał dla dowódcy wspa­niały plan inży­nie­ryj­nego zabez­pie­cze­nia for­so­wa­nia rzeki Dniepr, w któ­rym prze­wi­dy­wano w cza­sie do 23 wrze­śnia wyko­na­nie kom­po­nen­tów dla pię­ciu mostów, zbu­do­wa­nie kil­ku­dzie­się­ciu pro­mów o nośno­ści od 9 do 30 t i po 50 dużych drew­nia­nych łodzi na każdą prze­pra­wia­jącą się dywi­zję. Plan został wło­żony do sejfu i… zapo­mniany. Dlatego prze­prawa oddzia­łów na drugą stronę Dniepru odby­wała się wyjąt­kowo spar­tań­skich warun­kach, na środ­kach pod­ręcz­nych, na szczę­ście wroga na pra­wym brzegu prak­tycz­nie jesz­cze nie było.
Zgodnie z zamia­rem ogól­nym roz­bi­cie prze­ciw­nika miało być osią­gnięte poprzez wyko­na­nie ude­rze­nia głów­nego z przy­czółka Bukrynskiego w kie­runku na Kagarłyk, Fastów, Brusiłów i ude­rze­nia pomoc­ni­czego z przy­czółka Luteżskiego w kie­runku na Swiatoszyn. Dzięki temu Kijów mógł być oskrzy­dlony z pół­nocy, zachodu i połu­dnia. Początek natar­cia wyzna­czono na 4 paź­dzier­nika, z takim wyli­cze­niem, żeby sto­lica Ukrainy mogła być wyzwo­lona 7 paź­dzier­nika. Następnie główny wysi­łek frontu miano skon­cen­tro­wać na kie­runku Berdyczów, Żmerynka, Mohylów Podolski z zada­niem wyj­ścia na głę­bo­kie tyły Grupy Armii „Południe”.
Do tego czasu na przy­czółku Bukrynskim skon­cen­tro­wano i prze­mie­szano mię­dzy sobą oddziały 27. oraz 40. Armii i 3. Gwardyjskiej Armii Pancernej. Główne ude­rze­nie na Kagarłyk, Brusiłów, obcho­dzące Kijów z połu­dnia, miały wyko­nać 27. Armia gene­rała-lejt­nanta Siergieja Trofimienko (pięć dywi­zji pie­choty) i 3. Gwardyjska Armia Pancerna gene­rała-lejt­nanta Pawła Rybałko (6. i 7. Gwardyjski Korpus Pancerny, 9. Korpus Zmechanizowany, 91. Brygada Pancerna). Dla prze­ła­ma­nia obrony prze­ciw­nika 27. Armia dodat­kowo otrzy­mała 13. Dywizję Artylerii Przełamania (359 dział i moź­dzie­rzy), 3. Gwardyjską Dywizję Moździerzy, 122. pułk arty­le­rii hau­bic wiel­kiej mocy (24 działa kal. 203 mm). Ogółem było to – 45 tys. ludzi, 958 dział i moź­dzie­rzy, 322 arty­le­ryj­skie wyrzut­nie rakie­towe. Armia pan­cerna Rybałki, która miała wejść w wyłom w nie­przy­ja­ciel­skiej obro­nie po opa­no­wa­niu przez związki pie­choty Małego Bukrynu, dys­po­no­wała 27 tys. ludzi, 598 czoł­gami i dzia­łami samo­bież­nymi, 395 dzia­łami i moź­dzie­rzami. W skła­dzie 3. Gwardyjskiej Armii Pancernej wystę­po­wał także 166. samo­dzielny pułk czoł­gów inży­nie­ryj­nych – pierw­szy w Armii Czerwonej pułk wypo­sa­żony w czołgi z tra­łami prze­ciw­mi­no­wymi (22 czołgi T‑34).
Brusiłów pla­no­wano opa­no­wać w pią­tym dniu ope­ra­cji. Znajdująca się z pra­wej strony 40. Armia gene­rała-puł­kow­nika Kiriłła Moskalenko (sie­dem dywi­zji pie­choty, 17. Dywizja Artylerii Przełamania), mająca w dru­gim rzu­cie 8. Gwardyjski Korpus Pancerny gene­rała-lejt­nanta Aleksieja Popowa i 10. Korpus Pancerny gene­rała-majora Wasilija Aleksiejewa, nacie­rała w kie­runku pół­nocno-zachod­nim zwi­ja­jąc obronę Niemców wzdłuż pra­wego brzegu rzeki, mając jako cel osta­teczny wyj­ście w rejon Wasylkowa. W pod­po­rząd­ko­wa­niu gene­rała Moskalenko znaj­do­wało się ogó­łem 69 tys. ludzi, 1309 dział i moź­dzie­rzy oraz 78 arty­le­ryj­skich wyrzutni rakie­to­wych. Prawda, w dwóch kor­pu­sach pan­cer­nych w goto­wo­ści do natych­mia­sto­wego uży­cia znaj­do­wało się tylko 50 wozów bojo­wych.

W połowie października 1943 r. wojska sowieckie były wystarczająco silne do podjęcia zmasowanego ataku w celu ostatecznego utrwalenia dotychczasowych sukcesów.

W poło­wie paź­dzier­nika 1943 r. woj­ska sowiec­kie były wystar­cza­jąco silne do pod­ję­cia zma­so­wa­nego ataku w celu osta­tecz­nego utrwa­le­nia dotych­cza­so­wych suk­ce­sów.

Na pół­noc od Kaniowa, na tzw. przy­czółku Studenieckim, mają­cym sze­ro­kość 6 km i głę­bo­kość 2 km, umoc­niła się 47. Armia gene­rała-lejt­nanta Filippa Żmaczenko (cztery dywi­zje). Otrzymała ona zada­nie, razem z 3. Gwardyjskim Korpusem Zmechanizowanym gene­rała-lejt­nanta Wiktora Obuchowa, wyko­nać ude­rze­nie w kie­runku połu­dniowo-zachod­nim na Mironówkę, i tym samym zapew­nić osłonę lewego skrzy­dła zgru­po­wa­nia ude­rze­nio­wego. Armia ta nie miała szczę­ścia do dowód­ców: w cza­sie wojny dowo­dziło nią 15 gene­ra­łów. Tylko w 1943 r. było ich sied­miu, w tym trzech zdję­tych ze sta­no­wi­ska i zde­gra­do­wa­nych. Z kolei gene­rał-lejt­nant Paweł Korzun 16 wrze­śnia wyle­ciał w powie­trze na minie w trak­cie walk o wyzwo­le­nie Lewobrzeżnej Ukrainy. A tak w ogóle, to w tym samym mie­siącu Front Woroneski stra­cił jesz­cze jed­nego dowódcę armii: 26 wrze­śnia także na minie, nie zaj­mu­jąc sta­no­wi­ska nawet tydzień, zgi­nął dowódca 4. Armii Gwardyjskiej gene­rał-lejt­nant Aleksiej Zygin. Spowodowało to pod­pi­sa­nie przez Stalina 30 wrze­śnia dyrek­tywy: „O roz­po­zna­niu inży­nie­ryj­nym i roz­mi­no­wy­wa­niu dróg”. Jeśli zaś cho­dzi o kor­pus zme­cha­ni­zo­wany, to liczył on 7600 ludzi i dys­po­no­wał 19 czoł­gami w goto­wo­ści do dzia­ła­nia. Żeby jed­nak takie dobro się nie mar­no­wało, czoł­gi­stów posta­no­wiono wyko­rzy­stać jak zwy­kłą pie­chotę.
Liczebność składu oso­bo­wego w dywi­zjach pie­choty wahała się od 3600 do 6500 ludzi.
Ogółem w czte­rech armiach było 186 tys. żoł­nie­rzy i ofi­ce­rów, 694 czołgi, 3300 dział i moź­dzie­rzy. Osłonę z powie­trza miało zapew­nić ponad 600 samo­lo­tów bojo­wych 2. Armii Lotniczej gene­rała-lejt­nanta Stepana Krasowskiego.
Od nie­miec­kiej strony front od Rżyszczewa do Kaniowa, szczel­nie blo­ku­jąc cztery sowiec­kie przy­czółki, utrzy­my­wała 10. Dywizja Zmotoryzowana, 2. Dywizja Pancerna SS „Das Reich”, 19. Dywizja Pancerna, 20. Dywizja Zmotoryzowana, 72. i 57. Dywizja Piechoty, grupy bojowe 112. i 255. dywi­zji. W odwo­dzie znaj­do­wała się 7. Dywizja Pancerna i grupa bojowa 3. Dywizji Pancernej. W tym cza­sie nie­miec­kie dywi­zje pie­choty pierw­szej linii miały w swoim skła­dzie bojo­wym 2 – 3 tys. ludzi, a pan­cerne – do 80 czoł­gów. W łuku Bukrynskim front o dłu­go­ści 22 km zaj­mo­wało pięć dywi­zji – 1243 działa i moź­dzie­rze, około 200 czoł­gów i dział sztur­mo­wych.
Na pra­wym skrzy­dle Frontu Woroneskiego 38. Armia gene­rała-lejt­nanta Iwana Czibisowa (osiem dywi­zji) przy­go­to­wy­wała się do wyko­na­nia ude­rze­nia na pół­noc Kijowa z przy­czółka Luteżskiego na Swiatoszyn. W skła­dzie armii zna­lazł się świeży 5. Gwardyjski Korpus Pancerny gene­rała-lejt­nanta Andrieja Krawczenko (145 czoł­gów i dział samo­bież­nych). W „bilan­sie ogól­nym” należy także uwzględ­nić 3. Gwardyjski Korpus Pancerny gene­rała-majora Iwana Wowczenko z 17 spraw­nymi czoł­gami. Średnia liczeb­ność dywi­zji w 38. Armii wyno­siła 8500 ludzi. Ogółem w armii było pra­wie 96 tys. ludzi, 1238 dział i moź­dzie­rzy, 223 arty­le­ryj­skie wyrzut­nie rakie­towe, 203 czołgi i działa samo­bieżne.
60. Armia (10 dywi­zji pie­choty, 3 dywi­zje powietrz­no­de­san­towe, bry­gada pie­choty i bry­gada pan­cerna) gene­rała-lejt­nanta Iwana Czerniachowskiego, wzmoc­niona w pełni ukom­ple­to­wa­nym 1. Gwardyjskim Korpusem Kawalerii i 1. Gwardyjskim Korpusem Artylerii Przełamania, z przy­czółka poło­żo­nego na pół­noc od miej­sco­wo­ści Dymer miała sfor­so­wać rzekę Teterew i wyko­nać ude­rze­nie w kie­runku połu­dniowo-zachod­nim mię­dzy rze­kami Zdwyż i Irpeń, zwi­ja­jąc front prze­ciw­nika. Oprócz tego, w skła­dzie armii znaj­do­wał się 7. Gwardyjski Korpus Zmechanizowany, liczący 5562 ludzi i mający na sta­nie 8 spraw­nych czoł­gów ale Czerniachowski czoł­gi­stów w roli pie­choty nie wyko­rzy­stał. Prawoskrzydłowa 13. Armia gene­rała-lejt­nanta Nikołaja Puchowa (sześć dywi­zji) prze­cho­dziła do obrony.
Ogółem w dwóch przy­go­to­wu­ją­cych się do natar­cia armiach było ponad 188 tys. ludzi, 2892 działa i moź­dzie­rze, 228 czoł­gów i dział samo­bież­nych.
Przed fron­tem 60. i 38. Armii w pasie o sze­ro­ko­ści do 150 km znaj­do­wało się 12 dywi­zji pie­choty i 2 dywi­zje pan­cerne ze składu 4. Armii Pancernej gene­rała Hermana Hotha. Oprócz tego, bez­po­śred­nio Kijowa bro­niła 75. Dywizja Piechoty gene­rała-lejt­nanta Helmutha Beukmanna. Niemieckie dywi­zje były nie­liczne, mając w skła­dzie bojo­wym od dwóch do czte­rech tysięcy ludzi; 7. Dywizja Pancerna posia­dała wszyst­kiego 60 czoł­gów.
Termin początku natar­cia był kilka razy zmie­niany. Po pierw­sze, dopiero 10 paź­dzier­nika liczba prze­praw pozwo­liła prze­rzu­cić na przy­czółki sprzęt i nie­zbędne zapasy. Po dru­gie, Niemcy upar­cie pró­bo­wali zepchnąć Rosjan do Dniepru. Tak, 2 paź­dzier­nika 2. Dywizja Pancerna SS „Das Reich” i 34. Dywizja Piechoty wyko­nały ude­rze­nie na pozy­cje dwóch dywi­zji pie­choty 40. Armii, zaj­mu­ją­cych przy­czó­łek o wymia­rach – 10 km sze­ro­ko­ści i 4 km głę­bo­ko­ści, znaj­du­jący się na pół­nocny zachód od Rżyszczewa. 5 paź­dzier­nika przy­czó­łek ten został przez woj­ska sowiec­kie opusz­czony. Jednocześnie nie­miecka pie­chota i czołgi ata­ko­wały przy­czó­łek Bukrynski. Dopiero 6 paź­dzier­nika zapa­no­wała w tym rejo­nie względna cisza, kiedy Niemcy zaczęli zako­py­wać się w ziemi oraz wysta­wiać zapory inży­nie­ryjne i pola minowe.
Natarcie z przy­czółka Bukrynskiego roz­po­częło się 12 paź­dzier­nika o godzi­nie 7 rano 40-minu­to­wym przy­go­to­wa­niem arty­le­ryj­skim. Jednak z powodu nie­wy­star­cza­ją­cej pojem­no­ści przy­czółka znaczna część dział 7. Korpusu Artylerii Przełamania zaj­mo­wała sta­no­wi­ska ogniowe na lewym brzegu. Następnie do ataku ruszyła pie­chota 27. oraz 40. Armii, i zaczęło się wysu­wa­nie na pozy­cje wyj­ściowe oddzia­łów przed­nich kor­pu­sów pan­cer­nych.
Dla Niemców nie była to żadna nie­spo­dzianka, i oni dobrze przy­go­to­wali się do odpar­cia ataku. Za to dla sowiec­kich wodzów zasko­cze­niem było to, że teren w bukryn­skim zakrę­cie Dniepru „jest wyjąt­kowo trudny do dzia­ła­nia czoł­gów”, jest mocno pagór­ko­waty i pocięty dłu­gimi wąwo­zami z pio­no­wymi ścia­nami wyso­ko­ści do 10 – 30 m. Korpusy pan­cerne musiały prze­miesz­czać się gęsiego po nie­licz­nych dro­gach polnych, co znacz­nie upro­ściło Niemcom obronę prze­ciw­pan­cerną. Oprócz tego sowiec­kiemu roz­po­zna­niu, nie udało się zgro­ma­dzić jakich­kol­wiek wia­ry­god­nych infor­ma­cji na temat orga­ni­za­cji obrony prze­ciw­nika i cha­rak­te­ry­styki sys­temu ognia. Wskutek tego arty­le­ryj­skie i lot­ni­cze przy­go­to­wa­nie natar­cia nie wywarło na prze­ciw­niku więk­szego wra­że­nia: nie­roz­po­znane cele trudno jest obez­wład­nić.
Po pierw­szym dniu walk na głów­nym kie­runku oddzia­łom 27. Armii i 3. Gwardyjskiej Armii Pancernej udało się wbić w ugru­po­wa­nie Niemców na głę­bo­kość 5 – 8 km zamiast pla­no­wa­nych 22 – 26 km i wykryć drugą linię obrony prze­ciw­nika. Na przy­czółku Studenieckim 47. Armia posu­nęła się do przodu do 2 km. I na tym wła­ści­wie sowiec­kie suk­cesy skoń­czyły się. Już na drugi dzień Niemcy kontr­ata­ko­wali, a samo­loty 4. Floty Powietrznej bez prze­szkód bom­bar­do­wały czoł­gi­stów Rybałko i prze­prawy na Dnieprze. Sowieckie myśliwce poja­wiały się nad polem walki dopiero wtedy, kiedy nie­miec­kie bom­bowce scho­dziły z niego po wyko­na­niu zada­nia, i odwrot­nie. Niemcy pano­wali w powie­trzu i wyko­ny­wali dwa razy wię­cej lotów, mimo tego, że w inte­re­sie Frontu Woroneskiego dzia­łała, zgod­nie z dyrek­tywą Stawki, jesz­cze 5. Armia Lotnicza Frontu Stepowego. Oprócz tego, te sowiec­kie dywi­zje i kor­pusy które prze­su­nęły się do przodu zostały pozba­wione wspar­cia arty­le­rii, któ­rej duża część nadal znaj­do­wała się na lewym brzegu.
Dlatego już wie­czo­rem 13 paź­dzier­nika związki 27. oraz 40. Armii i 3. Gwardyjskiej Armii Pancernej przy­stą­piły do umac­nia­nia się na osią­gnię­tych rubie­żach i odpie­ra­nia ata­ków prze­ciw­nika. W trak­cie dwóch dni z armii Rybałko zostało wybi­tych 107 „trzy­dzie­stek­czwó­rek”, z któ­rych 24 spa­liło się. W trak­cie kolej­nych dwóch dni pod­jęto jesz­cze kilka prób kon­ty­nu­owa­nia natar­cia – zde­kom­ple­to­wa­nymi woj­skami, nie­sko­or­dy­no­wa­nych mię­dzy sobą i pro­wa­dzo­nych bez wiary w suk­ces: Batalion czoł­gów 55. Gwardyjskiej Brygady Pancernej, który wyrwał się do przodu został przy­wi­tany sil­nym ogniem prze­ciw­pan­cer­nym z rejonu Romaszki i zachod­nich sto­ków wzgó­rza 205. Skład oso­bowy bata­lionu wal­czył boha­ter­sko. Można było zaob­ser­wo­wać, jak palące się czołgi, nie zatrzy­mu­jąc się, parły do przodu, nisz­cząc wszystko na dro­dze przed sobą. W boju tym w ciągu 20 – 30 minut spa­lo­nych zostało 15 czoł­gów. Piechota została odcięta ogniem dział i moź­dzie­rzy.
Jeszcze wie­czo­rem 15 paź­dzier­nika gene­rał Watutin był gotowy kon­ty­nu­ować „boha­ter­skie natar­cie”, ale Stawka kazała prze­rwać to bez­ho­ło­wie i przy­go­to­wać ope­ra­cję bar­dziej sta­ran­nie. Jedynym osią­gnię­ciem zacie­kłych czte­ro­dnio­wych walk było nie­znaczne roz­sze­rza­nie przy­czółka Bukrynskiego.
Plan nowej ope­ra­cji róż­nił się od sta­rego tylko tym, że 3. Gwardyjska Armia Pancerna miała być teraz wpro­wa­dzona w wyłom w pasie 40. Armii, któ­rej przy­dzie­lono także 3. Gwardyjską Dywizję Moździerzy. Ogólnie, nowe natar­cie miało być pro­wa­dzone na dotych­cza­so­wych kie­run­kach, tymi samymi siłami i z takimi samymi zada­niami. O moż­li­wo­ści uzy­ska­nia w takich warun­kach zasko­cze­nia Niemców, nie ma nawet co mówić.
21 paź­dzier­nika po godzin­nym przy­go­to­wa­niu arty­le­ryj­skim woj­ska sowiec­kie prze­szły do natar­cia. Dowódca Frontu Woroneskiego przy­bywa na sta­no­wi­sko dowo­dze­nia 40. Armii i oso­bi­ście kie­ruje bitwą. Na jego roz­kaz armia pan­cerna, nie cze­ka­jąc na wyko­na­nie wyłomu w obro­nie prze­ciw­nika, wpro­wa­dza swoje czołgi do walki w cha­rak­te­rze wozów wspar­cia pie­choty. Tak jak poprzed­nio, nie­miecki sys­tem ognia arty­le­ryj­skiego i moź­dzie­rzo­wego nie został stłu­miony. Po pierw­szym dniu walki na kie­runku głów­nego ude­rze­nia woj­skom Moskalenki i Rybałki udało się posu­nąć na 3 – 5 km, pra­wo­skrzy­dłowe związki 27. Armii opa­no­wały silny punkt oporu Romaszki. Przeciwnik wpro­wa­dził do walki 2. Dywizję Pancerną SS „Das Reich”. W wie­czor­nym mel­dunku do Stalina sztab frontu po raz pierw­szy zwró­cił uwagę na to, że ze względu na zło­żony cha­rak­ter terenu nie jest moż­liwe roz­wi­nię­cie do walki armii pan­cer­nej. Przez cały następny dzień Armia Czerwona drep­tała w miej­scu odpie­ra­jąc nie­prze­rwane nie­miec­kie kontr­ataki, któ­rym towa­rzy­szył silny ogień arty­le­ryj­ski i ude­rze­nia bom­bow­ców. 23 paź­dzier­nika sowiec­kie natar­cie ugrzę­zło osta­tecz­nie.
47. Armia, mająca jako jedno ze swo­ich zadań połą­cze­nie przy­czół­ków Bukrynskiego i Studenieckiego, nie posu­nęła się ani o krok. W szczy­to­wym okre­sie „natar­cia” w Dzienniku Działań Bojowych 3. Gwardyjskiego Korpusu Zmechanizowanego nie­zmien­nie poja­wiał się tylko jeden zapis: oddziały kor­pusu mocno utrzy­mują zaj­mo­waną pozy­cję. 23 paź­dzier­nika kor­pus gene­rała Obuchowa wyko­nał jeden jedyny atak, posu­nął się do przodu 100 – 200 m a następ­nie został odrzu­cony na pozy­cje wyj­ściowe; spraw­nych pozo­stało sie­dem czoł­gów T‑34 i osiem dział
samo­bież­nych SU-152.

  • Władimir Bieszanow

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE