Bitwa nad Bzurą

Polska piechota w natarciu w czasie Bitwy nad Bzurą we wrześniu 1939 r. Niestety, nie jest to oryginalne zdjęcie z tamtego okresu, a jedynie współczesna rekonstrukcja historyczna.

Polska pie­chota w natar­ciu w cza­sie Bitwy nad Bzurą we wrze­śniu 1939 r. Niestety, nie jest to ory­gi­nalne zdję­cie z tam­tego okresu, a jedy­nie współ­cze­sna rekon­struk­cja histo­ryczna.

Bitwa nad Bzurą jest powszech­nie koja­rzona z naj­więk­szą ope­ra­cją zaczepną Wojska Polskiego w kam­pa­nii pol­skiej 1939 r. W isto­cie jed­nak miała ona o wiele dalej idące kon­se­kwen­cje. Po pierw­sze, powstrzy­mała nie­po­wstrzy­many nie­miecki marsz na Warszawę, umoż­li­wia­jąc wyco­fa­nie się wielu naszym jed­nost­kom za Wisłę, po dru­gie zaś, dała czas, dzięki któ­remu pol­ski rząd i wielu żoł­nie­rzy Wojska Polskiego zdo­łało się ewa­ku­ować do Rumunii oraz na Węgry, skąd wkrótce dotarli oni na zachód.

Jeden z naj­zdol­niej­szych nie­miec­kich dowód­ców z okresu dru­giej wojny świa­to­wej feld­mar­sza­łek Erich von Manstein w swo­ich wspo­mnie­niach „Stracone zwy­cię­stwa” napi­sał: Jest trudno zorien­to­wać się w zamia­rze pol­skiego planu ope­ra­cyj­nego, gdyby nie żywione pra­gnie­nie „osło­nię­cia wszyst­kiego”, czy być może bar­dziej wła­ściw­sze okre­śle­nie, nie odda­wa­nia niczego dobro­wol­nie. Życzenie, któ­remu ulega słab­szy, pro­wa­dzi z reguły do klę­ski. (…) Może tak być, że pol­ski plan poza życze­niem „nie odda­wa­nia niczego za darmo” w ogóle nie posia­dał żad­nej jasnej myśli, lecz przed­sta­wiał sobą kom­pro­mis mię­dzy koniecz­no­ścią przej­ścia do obrony w obli­czu prze­wa­ża­ją­cego prze­ciw­nika a wcze­śniej­szymi ambi­cjami ofen­syw­nymi. (…) Rozmieszczenie pol­skich wojsk w 1939 r. usi­łu­ją­cych obro­nić wszystko, włącz­nie z rejo­nem „kory­ta­rza” i wysu­niętą Wielkopolską, wobec wcze­śniej ukształ­to­wa­nych moż­li­wo­ści oskrzy­dla­ją­cych Niemiec i ich prze­wagi, mogło dopro­wa­dzić tylko do klę­ski Polski.

Zwróćmy uwagę, że feld­mar­sza­łek Erich von Manstein wska­zuje szcze­gól­nie dwie armie: Armię „Pomorze” gen. dyw. Władysława Bortnowskiego oraz Armię „Poznań” gen. dyw. Tadeusza Kutrzeby jako te, któ­rych roz­miesz­cze­nie było naj­mniej sen­sowne. Od razu na samym początku ulo­ko­wano je w rejo­nach, gdzie mogły naj­szyb­ciej zostać okrą­żone i odcięte, w dodatku tam, gdzie Niemcy nie zamie­rzali nacie­rać, bo i po co?

Patrząc na mapę łatwo można oce­nić, skąd Niemcy wypro­wa­dzą główne natar­cia, bo wypro­wa­dzili je tam, gdzie były naj­do­god­niej­sze do tego warunki. Główne ude­rze­nie – z Dolnego Śląska przez Radomsko, Piotrków Trybunalski, Mszczonów w kie­runku Warszawy, pro­wa­dziło wzdłuż otwar­tych tere­nów rów­nin­nych i tzw. szosy piotr­kow­skiej, która wów­czas była utwar­dzoną drogą bitą nada­jącą się do ruchu koło­wego. Równolegle bie­gła linia tzw. kolei war­szaw­sko-wie­deń­skiej, uła­twia­jąca zaopa­try­wa­nie wojsk. Na dro­dze nie­miec­kich wojsk nie było tu więk­szych prze­szkód wod­nych do poko­na­nia, poza Wartą w jej gór­nym biegu.

7. Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej, w czasie kampanii polskiej 1939 r. wchodzący w skład Armii „Poznań”, w czasie przedwojennej defilady przed Zamkiem w Poznaniu.

7. Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej, w cza­sie kam­pa­nii pol­skiej 1939 r. wcho­dzący w skład Armii „Poznań”, w cza­sie przed­wo­jen­nej defi­lady przed Zamkiem w Poznaniu.

Główną siłą ude­rze­niową na tym kie­runku była naj­sil­niej­sza 10. Armia (dowódca: gen. arty­le­rii Walter von Reichenau), skła­da­jąca się z pię­ciu kor­pu­sów, w tym trzech zmo­to­ry­zo­wa­nych. Najsilniejszy, XIV Korpus Zmotoryzowany (gen. pie­choty Gustav von Wietersheim) miał 4. DPanc, 13. DZmot i 29. DZmot. Ówczesne nie­miec­kie dywi­zje zmo­to­ry­zo­wane, poza trans­por­tem koło­wym dla całego składu dywi­zji, niczym się nie róż­niły od zwy­kłych dywi­zji pie­choty. Nieco słab­szy był XVI Korpus Zmotoryzowany (gen. kawa­le­rii Erich Hoepner), z 1. DPanc i dwoma zwy­kłymi dywi­zjami pie­choty: 14. DP i 31. DP. I wresz­cie XV Korpus Zmotoryzowany (gen. pie­choty Hermann Hoth) skła­dał się 2. i 3. Dywizji Lekkiej, czyli dywi­zji podob­nych do dywi­zji pan­cer­nych, ale z więk­szą ilo­ścią pie­choty zmo­to­ry­zo­wa­nej i z jed­nym tylko bata­lio­nem pan­cer­nym. Ponadto w armii były: IV Korpus Armijny (gen. pie­choty Viktor von Schwedler, 4. i 46. DP) oraz XI Korpus Armijny (gen. arty­le­rii Emil Leeb; 18. i 19. DP).

Lewe skrzy­dło 10. Armii zabez­pie­czała znacz­nie słab­sza 8. Armia, dowo­dzona przez gen. płk. Johannesa Blaskowitza. Miała ona cztery dywi­zje pie­choty w dwóch kor­pu­sach armij­nych: w X Korpusie (gen. arty­le­rii Wilhelm Ulex) była 24. i 30. DP, w XIII Korpusie (gen. arty­le­rii Herbert Osterkamp) zaś była 10. i 17. DP. To wła­śnie 8. Armia była głów­nym prze­ciw­ni­kiem wojsk pol­skich w Bitwie nad Bzurą, dla­tego warto zwró­cić na nią uwagę.

Polskim żołnierzom nie brakowało odwagi, ducha walki i poświęcenia, choć zdarzały się także przypadki dezercji i pijaństwa, głównie wśród nie-polskich narodowościowo żołnierzy. Armia „Poznań” była tym związkiem operacyjnym Wojska Polskiego, w którym wysokie morale zostało utrzymane do końca.

Polskim żoł­nie­rzom nie bra­ko­wało odwagi, ducha walki i poświę­ce­nia, choć zda­rzały się także przy­padki dezer­cji i pijań­stwa, głów­nie wśród nie-pol­skich naro­do­wo­ściowo żoł­nie­rzy. Armia „Poznań” była tym związ­kiem ope­ra­cyj­nym Wojska Polskiego, w któ­rym wyso­kie morale zostało utrzy­mane do końca.

Do wzmoc­nie­nia tej armii skie­ro­wano dwie dywi­zje pie­choty z odwodu Grupy Armii „Południe”: 213. DP (gen. por. Rene l’Homme de Courbiere) i 221. DP (gen. por. Johann Pflugbeil). Pierwsza z nich została sfor­mo­wana dopiero pod koniec sierp­nia w Głogowie w ramach tzw. III Fali Mobilizacyjnej. Druga też była for­mo­wana w końcu sierp­nia, ale we Wrocławiu. Obie dywi­zje były co prawda kom­pletne, miały trzy pułki pie­choty, pułk arty­le­rii, bata­lion roz­po­znaw­czy, łącz­no­ści i sape­rów, ale były znacz­nie gorzej wyszko­lone i w więk­szo­ści zapeł­nione świe­żymi rezer­wi­stami.
Od połu­dnia 10. Armię osła­niała 14. Armia dowo­dzona przez gen. płk. Wilhelma Lista. Miała ona w swoim skła­dzie trzy kor­pusy armijne, łącz­nie dwie dywi­zje pan­cerne, dywi­zja lekka, sześć dywi­zji pie­choty i dywi­zja pie­choty gór­skiej. Jednakże 14. Armia nacie­rała na wschód i pół­nocny wschód z tere­nów nie­miec­kiej czę­ści Górnego Śląska i z Moraw, wią­żąc wal­kami naj­pierw Armię „Kraków” w Małopolsce, a następ­nie Armię „Karpaty” na Rzeszowszczyźnie, nacie­ra­jąc w kie­runku na Lwów. Z oczy­wi­stych wzglę­dów armia ta nie miała nic wspól­nego z Bitwą nad Bzurą.

Drugie główne nie­miec­kie natar­cie zostało wypro­wa­dzone z Prus Wschodnich, z oko­lic Olsztyna przez Mławę, Pułtusk w kie­runku Warszawy, do któ­rej od gra­nicy Prus Wschodnich było tylko około 120 km, pro­wa­dziła je 3. Armia (gen. arty­le­rii Georg von Küchler). Natarcie to było wspo­ma­gane kolej­nym, prze­ci­na­ją­cym kory­tarz pomor­ski na pół, na osi Chojnice – Grudziądz, czyli nieco na pół­noc od Bydgoszczy i Torunia. Tu z kolei nacie­rała 4. Armia (gen. arty­le­rii Günther von Kluge), która po połą­cze­niu sił z 3. Armią nacie­rała na jej pra­wym skrzy­dle, wzdłuż wschod­niego brzegu Wisły, w kie­runku na Warszawę. W związku z takim roz­miesz­cze­niem nie­miec­kich wojsk i rów­no­mier­nym roz­miesz­cze­niem Wojska Polskiego wzdłuż gra­nic kraju doszło do sytu­acji, w któ­rej zgru­po­wa­niom ude­rze­nio­wym Wehrmachtu na głów­nych kie­run­kach natar­cia mogła prze­ciw­sta­wić się tylko część sił pol­skich.

W pierw­szej fazie kon­fliktu, w tzw. bitwie gra­nicz­nej, wśród wojsk które przy­jęły główne nie­miec­kie ude­rze­nia były: Armia „Łódź” i Armia „Kraków” na połu­dniu oraz Armia „Modlin” na pół­nocy. Armia „Pomorze” zma­gała się z natar­ciem w wąskim pasie na osi Chojnice – Grudziądz.

Mimo to w skła­dzie Armii „Pomorze” wciąż pozo­sta­wało pięć dywi­zji pie­choty (4. Toruńska DP z Torunia, 15. Wielkopolska DP z Bydgoszczy, 16. Pomorska DP z Grudziądza, 26. DP ze Skierniewic i 27. DP z Kowla na Wołyniu i dwie bry­gady kawa­le­rii, Pomorska BK z Bydgoszczy i Podolska BK ze Stanisławowa. Podobnie było z Samodzielną Grupą Operacyjną „Narew”, która także wal­czyła tylko czę­ścią sił, jako że na jej kie­runku obrony, poza lewym, zachod­nim skrzy­dłem, prze­ciw­nik więk­szych dzia­łań nie pro­wa­dził.

Z kolei Armia „Karpaty” musiała cze­kać na swoją kolej, aż nie­miecka 14. Armia zepchnęła wykrwa­wioną już Armię „Kraków” w jej pas obrony, a jed­no­cze­śnie do Polski wtar­gnęły siły sło­wac­kie – Slovenská Poľná Armádna sku­pina „Bernolák”, czyli sło­wacka Grupa Armijna „Bernolák” pod dowódz­twem gen. por. Ferdinanda Čatloša.

Kawaleria na przedwojennych ćwiczeniach. Do szybkich manewrów we wrześniu 1939 r., poza dwoma brygadami zmotoryzowanymi (jedna w trakcie formowania), Wojsko Polskie miało tylko konnicę.

Kawaleria na przed­wo­jen­nych ćwi­cze­niach. Do szyb­kich manew­rów we wrze­śniu 1939 r., poza dwoma bry­ga­dami zmo­to­ry­zo­wa­nymi (jedna w trak­cie for­mo­wa­nia), Wojsko Polskie miało tylko kon­nicę.

Spośród nie wal­czą­cych w bitwie gra­nicz­nej pol­skich związ­ków ope­ra­cyj­nych szcze­gólne miej­sce zaj­muje Armia „Poznań” roz­miesz­czona na obsza­rze Wielkopolski wci­na­ją­cym się w tery­to­rium III Rzeszy, któ­rego poza dywer­san­tami, nie było przed kim bro­nić, bo nikt Wielkopolski nie ata­ko­wał. Armia „Poznań” musiała się wyco­fać bez walki na wschód, w obli­czu groźby okrą­że­nia i odcię­cia od pozo­sta­łego tery­to­rium Polski.

Armia „Pomorze”

Armia „Pomorze”, podob­nie jak wszyst­kie pięć armii pierw­szego rzutu („Modlin”, „Pomorze”, „Poznań”, „Łódź” i „Kraków”), wraz z Samodzielną Grupą Operacyjną (SGO) „Narew”, powstała w marcu 1939 r. Szóstą, Armię „Karpaty”, sfor­mo­wano dopiero w lipcu 1939 r. Razem sta­no­wiły one pierw­szy rzut wojsk pol­skich, poza siódmą armią odwo­dową – Armią „Prusy” utwo­rzoną w czerwcu 1939 r., która kon­cen­tro­wała się two­rząc dwa zgru­po­wa­nia: pół­nocne w rejo­nie Skierniewice – Koluszki – Piotrków Trybunalski – Tomaszów Mazowiecki oraz połu­dniowe, w rejo­nie Końskie – Kielce – Iłża.

Pierwsza odprawa dowódz­twa Armii „Pomorze” miała miej­sce 26 marca 1939 r. w Toruniu, gdzie znaj­do­wał się sztab Okręgu-Korpusu VIII (gen. bryg. Michał Tokarzewski-Karaszewicz) i gdzie urzę­do­wał wyzna­czony na dowódcę Armii „Pomorze” dotych­czas słu­żący w toruń­skim oddziale Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych, gen. dyw. Władysław Bortnowski.

Generał dywizji Tadeusz Kutrzeba, dowódca Armii „Poznań” i dowodzący wojskami polskimi w Bitwie nad Bzurą (wcześniej – od 1928 r. – był komen- dantem Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie).

Generał dywi­zji Tadeusz Kutrzeba, dowódca Armii „Poznań” i dowo­dzący woj­skami pol­skimi w Bitwie nad Bzurą (wcze­śniej – od 1928 r. – był komen-
dan­tem Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie).

Władysław Bortnowski (1891−1966) był uwa­żany za jed­nego z naj­zdol­niej­szych pol­skich gene­ra­łów. W 1939 r. miał tylko 48 lat, wciąż był więc ener­giczny i sprawny. Były stu­dent medy­cyny, w 1914 r. wstą­pił do Legionów Polskich, w 5. Pułku Legionów jako dowódca bata­lionu wal­czył w woj­nie pol­sko-ukra­iń­skiej, a następ­nie pol­sko-bol­sze­wic­kiej. W latach 1920 – 1922 stu­dio­wał w Wyższej Szkole Wojennej w Paryżu, a w latach 1925 – 1926 był dowódcą 37. Pułku Piechoty w Kutnie. W 1931 r. został dowódcą 3. Dywizji Piechoty Legionów w Zamościu i awan­so­wany na gene­rała bry­gady. W 1935 r. tra­fił do Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych, czyli wszedł w wojenny tor dowo­dze­nia. Dopiero 19 marca 1939 r. został Inspektorem Armii i gene­ra­łem dywi­zji, a kilka dni póź­niej mia­no­wano go dowódcą Armii „Pomorze”.

Szefem sztabu Armii „Pomorze” został płk dr Ignacy Izdebski (1892−1957), który pracę dok­tor­ską obro­nił w 1919 r. na wydziale prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, a w latach 1921 – 1923 stu­dio­wał w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie, zosta­jąc ofi­ce­rem. W latach 1932 – 1935 był zastępcą dowódcy 64. Pułku Piechoty w Grudziądzu, a w latach 1935 – 1938 dowódcą tego pułku. Później tra­fił do Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych, do oddziału w Toruniu. Duet ten, gen. dyw. Bortnowski i płk Izdebski, współ­pra­co­wał już na sta­no­wi­sku dowódcy i szefa sztabu Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Śląsk”, która w 1938 r. zajęła cze­skie dotąd Zaolzie.

Oficerem roz­po­zna­nia sztabu (sze­fem Oddziału II) został ppłk dypl. Antoni Rosner, pra­cu­jący wcze­śniej w Komisariacie Rządu w Wolnym Mieście Gdańsk, a ofi­ce­rem ope­ra­cyj­nym (sze­fem Oddziału III) dotych­cza­sowy ofi­cer Sztabu Głównego, ppłk dypl. Aleksander Aleksandrowicz. Sztab Armii „Pomorze” był kom­ple­to­wany do ostat­nich dni przed wojną i w nie­któ­rych przy­pad­kach ofi­ce­ro­wie w ogóle się nie znali. Niektórzy ofi­ce­ro­wie nie znali też spe­cy­fiki rejonu dzia­łań i moż­li­wo­ści pod­le­głych jed­no­stek.

Sztab nie odbył żad­nych wspól­nych ćwi­czeń, nie prze­pro­wa­dzono rów­nież żad­nej gry wojen­nej na mapach mają­cej na celu prze­ćwi­cze­nie warian­tów dzia­łań mają­cych na celu prze­ciw­sta­wie­nie się wysoce praw­do­po­dob­nej nie­miec­kiej agre­sji. Dlatego fak­tyczne dzia­ła­nia wojenne Armii „Pomorze” były wielką impro­wi­za­cją w obli­czu dyna­micz­nie zmie­nia­ją­cej się sytu­acji.

W skład Armii „Pomorze” weszły związki tak­tyczne sta­cjo­nu­jące na tere­nie Pomorza: 4. Toruńska DP z Torunia (14. pp „Żbików” z Włocławka, 63. pp z Torunia, 67. pp z Brodnicy i 14. Pułk Artylerii Lekkiej z Inowrocławia), 15. Wielkopolska DP z Bydgoszczy (59. pp z Inowrocławia, 61. pp, 62. pp i 15. pal – wszyst­kie z Bydgoszczy), 16. Pomorska DP z Grudziądza (66. pp z Chełmna, 64. pp, 65. pp i 16. pal – wszyst­kie z Grudziądza) i Pomorska Brygada Kawalerii z Bydgoszczy (2. Pułk Szwoleżerów z Starogardu, 16. Pułk Ułanów Wielkopolskich z Bydgoszczy, 18. Pułk Ułanów Pomorskich z Grudziądza, 8. Pułk Strzelców Konnych z Chełmna, 11. Dywizjon Artylerii Konnej z Bydgoszczy). Siły te wzmoc­niono dwoma dywi­zjami pie­choty spoza tere­nów Pomorza. Była to 9. DP z Siedlec (22. pp i 9. pal z Siedlec, 34. pp z Białej Podlaskiej i 35. pp z Brześcia) oraz 27. DP z Kowla (50. pp z Kowla, 23. pp i 27. pal z Włodzimierza, 24. pp z Łucka).

Poza wymie­nio­nymi wiel­kimi jed­nost­kami regu­lar­nymi, w skład Armii „Pomorze” włą­czono dwie bry­gady Obrony Narodowej (ON). Formację tą utwo­rzono w grud­niu 1936 r., a pierw­sze oddziały zaczęto for­mo­wać w 1936 r. Było to coś w rodzaju współ­cze­snych Wojsk Obrony Terytorialnej. Zaciąg do tych jed­no­stek opar­tych o zasady tery­to­rialne, był począt­kowo ochot­ni­czy, dopiero latem 1939 r. w momen­cie mobi­li­za­cji, zaciąg do jed­no­stek ON odbył się na zasa­dzie przy­mu­so­wego poboru.

Zasada była taka, że rezer­wi­ści (naj­czę­ściej ci, któ­rzy nie mieli przy­działu mobi­li­za­cyj­nego do jed­no­stek regu­lar­nych ze względu na zbyt młody lub zbyt stary wiek), miesz­kali nie dalej niż 6 km od miej­sca sta­cjo­no­wa­nia sztabu swo­jej kom­pa­nii. Tylko wyż­sze sta­no­wi­ska ofi­cer­skie zaj­mo­wali ofi­ce­ro­wie zawo­dowi, młod­sze – ofi­ce­ro­wie rezerwy. Oczywiście bata­liony ON były nieco gorzej wypo­sa­żone i uzbro­jone niż bata­liony regu­larne. Szczególnie for­ma­cjom ON bra­ko­wało arty­le­rii, polo­wej jak i prze­ciw­pan­cer­nej.

Dwie bry­gady ON w skła­dzie Armii „Pomorze” to Pomorska Brygada ON ze Świecia (bata­liony: tuchol­ski, sta­ro­gardzki, czer­ski, kościer­ski, koro­now­ski i świecki) oraz Chełmińska Brygada ON z Chełmna (bata­liony: kcyń­ski, nakiel­ski, brod­nicki, byd­go­ski, jabło­now­ski, wągro­wiecki i żniń­ski).

Z jakiś wzglę­dów gen. dyw. Bortnowski uznał, że nie jest w sta­nie bez­po­śred­nio dowo­dzić wszyst­kimi pod­le­głymi związ­kami tak­tycz­nymi i jed­nost­kami, dla­tego posta­no­wił wpro­wa­dzić impro­wi­zo­wany szcze­bel pośredni – grupę ope­ra­cyjną. Z jed­no­stek roz­lo­ko­wa­nych na wschod­nim brzegu Wisły, mają­cych wal­czyć z nie­miec­kimi woj­skami nacie­ra­ją­cymi z Prus Wschodnich, utwo­rzono GO „Wschód” (4. i 16. DP), na czele któ­rej sta­nął gen. bryg. Mikołaj Bołtuć, dowódca 4. DP. Dlatego dowódz­two 4. DP objął jego zastępca, płk dypl. Tadeusz Lubicz-Niezabitowski. Jednak 3 wrze­śnia został on zdjęty ze sta­no­wi­ska przez gen. Bołtucia i nowym dowódcą 4. DP został płk dypl. Mieczysław Rawicz-Mysłowski.

Jednostkami na zachód od Wisły, gdzie jak prze­wi­dy­wał gen. Bortnowski miało nastą­pić główne nie­miec­kie ude­rze­nie, zamie­rzał on dowo­dzić oso­bi­ście. Jednak tuż przed wojną zmie­nił zda­nie i sfor­mo­wał dowódz­two GO „Czersk” pod dowódz­twem gen. bryg. Stanisława Grzmot-Skotnickiego, w skład któ­rej weszła Pomorska BK wzmoc­niona trzema bata­lio­nami ON (Czersk, Kościerzyna i Tuchola) i samo­dziel­nym 2. Batalionem Strzelców z Tczewa. W skład GO „Czersk” osta­tecz­nie miały też wejść dywi­zje pie­choty z zachod­niego brzegu Wisły (9., 15. i 27. DP), ale w kolej­nych dniach pozo­stały one w bez­po­śred­niej pod­le­gło­ści Armii „Pomorze”.

W pierw­szych dniach dzia­łań wojen­nych 9. Dywizja Piechoty została cał­ko­wi­cie roz­bita, dla­tego Armia „Pomorze” wyco­fała się w kie­runku połu­dniowo-wschod­nim, przy czym 15. i 27. DP oraz Pomorska BK wyco­fy­wały się zachod­nim brze­giem Wisły, w kie­runku na Włocławek i Kutno, Grupa Operacyjna „Wschód” zaś wyco­fy­wała się wschod­nim brze­giem Wisły do Włocławka, gdzie obie dywi­zje GO „Wschód” prze­szły na zachodni brzeg Wisły i połą­czyły się z pozo­stałą czę­ścią armii, dalej cofa­jąc się już wspól­nie. Wieczorem 5 wrze­śnia Armii „Pomorze” pod­po­rząd­ko­wano też 26. DP z Armii „Poznań”, która wyco­fy­wała się znad Noteci przez Inowrocław i zna­la­zła się w pasie odwrotu Armii „Pomorze”. 26. DP ze Skierniewic (18. pp i 26. pal ze Skierniewic, 10. pp z Łowicza i 37. pp z Kutna) była dowo­dzona przez płk. dypl. Adama Brzechwa-Ajdukiewicza.

W Armii „Pomorze” była jedna kom­pa­nia tan­kie­tek – 81. Kompania Czołgów Rozpoznawczych z 13 wozami TK‑3, przy­dzie­lona do 15. DP. Pomorska BK miała 81. Dywizjon Pancerny (8 samo­cho­dów pan­cer­nych wz. 34 i 13 tan­kie­tek TKS).

Armia „Poznań”

Armia „Poznań” rów­nież powstała 23 marca 1939 r., a jej dowódcą wyzna­czono gen. dyw. Tadeusza Kutrzebę, który rów­nież 19 marca został mia­no­wany Inspektorem Armii z jed­no­cze­snym awan­sem na gene­rała dywi­zji. Z jed­nej strony Tadeusz Kutrzeba (1886−1947) był świet­nie wykształ­cony i dosko­nale przy­go­to­wany teo­re­tycz­nie, z dru­giej jed­nak nie miał żad­nej prak­tyki dowód­czej w dowo­dze­niu związ­kami tak­tycz­nymi i ope­ra­cyj­nymi.

Według płk. dypl. Stefana Roweckiego, ostatni raz gen. dyw. Tadeusz Kutrzeba dowo­dził austriac­kim plu­to­nem sape­rów w 1914 r. W isto­cie ukoń­czył on austriacką Wojskową Akademię Techniczną w Mödling pod Wiedniem w 1906 r., a następ­nie w latach 1910 – 1913 ukoń­czył Akademię Sztabu Generalnego w Wiedniu. Po wstą­pie­niu do Wojska Polskiego był ofi­ce­rem szta­bo­wym, bra­ko­wało nam bowiem wykształ­co­nych ofi­ce­rów. Był sze­fem sztabu 1. Dywizji Piechoty Legionów, a póź­niej sze­fem sztabu grupy ope­ra­cyj­nej gen. bryg. Edwarda Śmigłego-Rydza, w stop­niu majora.

Po woj­nie słu­żył w Sztabie Generalnym WP, od 1921 r. puł­kow­nik. W 1927 r. awan­so­wał na gene­rała bry­gady, dalej słu­żąc w Sztabie Generalnym WP (od 1928 r. – Sztab Główny WP). W 1928 r. został komen­dan­tem Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie. W 1935 r. został gene­ra­łem do prac przy Generalnym Inspektorze Sił Zbrojnych. Największym pro­ble­mem była pewna mięk­kość cha­rak­teru gen. dyw. Tadeusza Kutrzeby, która nie zawsze pozwa­lała mu na sta­now­cze egze­kwo­wa­nie wyko­na­nia roz­ka­zów od pod­wład­nych.

Począwszy od końca marca stop­niowo kom­ple­to­wano sztab armii, ale na roz­kaz mar­szałka Edwarda Śmigłego-Rydza gen. dyw. Tadeusz Kutrzeba pozo­stał w Warszawie, by stąd pla­no­wać i orga­ni­zo­wać obronę Wielkopolski. Dlaczego tak uczy­niono – nie wia­domo, w każ­dym razie marsz. Śmigły-Rydz chciał mieć gen. dyw. Kutrzebę przy sobie, z któ­rego rad przy pla­no­wa­niu obrony Polski okre­sowo korzy­stał.

Szefem sztabu Armii „Poznań” został począt­kowo ppłk dypl. Stefan Mossor, ale kiedy w sierp­niu 1939 r. wyzna­czono go na dowódcę pułku w Kresowej Brygadzie Kawalerii, na jego miej­sce wyzna­czono płk. dypl. Stanisława Lityńskiego. Szefem Oddziału II (roz­po­zna­nie) został ppłk dypl. Józef Gryglaszewski, a sze­fem oddziału III (ope­ra­cyj­nego) – ppłk dypl. Feliks Robakiewicz. I znów sztab armii kom­ple­to­wano do ostat­nich dni przed wojną, co unie­moż­li­wiło zgra­nie sztabu i prze­pro­wa­dze­nie ćwi­czeń oraz gier wojen­nych na mapach. Większość ofi­ce­rów sztabu rekru­to­wała się jed­nak spo­śród wykła­dow­ców Wyższej Szkoły Wojennej, była więc gen. Kutrzebie dobrze znana. Sztab armii ulo­ko­wano w końcu sierp­nia 1939 r. w Gnieźnie.

W skła­dzie armii zna­la­zły się wiel­kie jed­nostki sta­cjo­nu­jące na tere­nie VII Okręgu-Korpusu (gen. bryg. Edmund Knoll-Kownacki). Były wśród nich: 14. Wielkopolska DP z Poznania (57. pp, 58. pp i 14. pal – Poznań, 55. pp – Leszno), 17. Wielkopolska DP z Gniezna (69. pp i 17. pal z Gniezna, 68. pp z Wrześni i 70. pp z Pleszewa), 25. DP z Kalisza (29. Pułk Strzelców Kaniowskich, 25. pal z Kalisza, 56. pp z Krotoszyna, 60. pp z Ostrowa Wielkopolskiego) oraz Wielkopolska BK z Poznania (15. Pułk Ułanów Poznańskich i 7. dak – Poznań, 7. Pułk Strzelców Konnych Wielkopolskich – Biedrusko, 17. Pułk Ułanów Wielkopolskich – Leszno).

Gen. dyw. Władysław Bortnowski, dowódca Armii „Pomorze”. Nie ingerował w wykonanie zwrotu zaczepnego Wojska Polskiego nad Bzurą, osłaniając polskie ugrupowanie od strony północno-zachodniej.

Gen. dyw. Władysław Bortnowski, dowódca Armii „Pomorze”. Nie inge­ro­wał w wyko­na­nie zwrotu zaczep­nego Wojska Polskiego nad Bzurą, osła­nia­jąc pol­skie ugru­po­wa­nie od strony pół­nocno-zachod­niej.

Powyższy skład uzu­peł­niono jed­nost­kami sta­cjo­nu­ją­cymi w głębi kraju, w tym wymie­nioną już wcze­śniej 26. DP ze Skierniewic oraz Podolską BK ze Stanisławowa (6. Pułk Ułanów Kaniowskich i 6. dak ze Stanisławowa, 9. Pułk Ułanów Małopolskich z Trembowli i 14. Pułk Ułanów Jazłowieckich z Lwowa).

W skła­dzie Armii „Poznań” była też Poznańska Brygada ON, którą przy­dzie­lono do składu 14. Wielkopolskiej DP (bata­liony: Poznań I, Poznań II, Obornicki, Opalenicki i Szamotulski) oraz Kaliska Brygady ON (bata­liony: Kępiński, Koźmiński, Krotoszyński, Ostrowski i Ostrzeszowski). Dwa z tych bata­lio­nów, Ostrowski i Krotoszyński, wraz z dowódz­twem Kaliskiej Brygady ON, przy­dzie­lono do 25. DP. Bataliony: Koźmiński i trzy bata­liony z Wielkopolskiej Brygady ON, Kościeński, Leszczyński i Rawicki, przy­dzie­lono do Wielkopolskiej BK. Bataliony Ostrzeszowski i Kępiński prze­ka­zano Armii „Łódź”.

Generał dywizji Juliusz Rómmel porzucił Armię „Łódź”, a później, kiedy mimo wszystko został dowódcą Armii „Warszawa”, nie zrobił nic, by odciążyć walczące nad Bzurą polskie wojska.

Generał dywi­zji Juliusz Rómmel porzu­cił Armię „Łódź”, a póź­niej, kiedy mimo wszystko został dowódcą Armii „Warszawa”, nie zro­bił nic, by odcią­żyć wal­czące nad Bzurą pol­skie woj­ska.

W skła­dzie Armii „Poznań” zna­lazł się też 7. Pułk Artylerii Ciężkiej, mający dwa dywi­zjony po 12 dział: jeden dywi­zjon armat kal. 105 mm i jeden dywi­zjon hau­bic kal. 155 mm. Pułk zmo­bi­li­zo­wał też dwa dywi­zjony dla dywi­zji pie­choty, 14. dac dla 14. DP i 25. dac dla 25. DP. Oba miały po trzy armaty kal. 105 mm i trzy hau­bice kal. 155 mm.
W Armii „Poznań” były też cztery kom­pa­nie tan­kie­tek TK‑3 i TKS po 13 wozów, przy­dzie­lono je do dywi­zji pie­choty: 14. DP – 71. kcz, 17. DP – 72. kcz, 25. DP – 31. kcz i 26. DP – 81. kcz. Wielkopolska BK miała 71. Dywizjon Pancerny (8 samo­cho­dów pan­cer­nych wz. 34 i 13 tan­kie­tek TKS), a Podolska BK – 62. Dywizjon Pancerny o iden­tycz­nym skła­dzie. Ponadto w skła­dzie Armii „Poznań” zna­la­zły się dwa pociągi pan­cerne, nr 11 Danuta i nr 12 Poznańczyk.

Przeciwnikiem Armii „Poznań” były wyłącz­nie pułki Grenzschutzu (straży gra­nicz­nej) i Landwehry (czyli nie­miec­kiego odpo­wied­nika jed­no­stek Obrony Narodowej). Poza dzia­łal­no­ścią dywer­syjną, pro­wa­dzoną po czę­ści pla­nowo, a po czę­ści w spo­sób spon­ta­niczny przez nie­miecką mniej­szość w Wielkopolsce, Armia „Poznań” w zasa­dzie nie była ata­ko­wana przez nie­przy­ja­ciela.

Pododdział przeciwpancerny brygady kawalerii w marszu. Jeśli polska kawaleria we wrześniu 1939 r. walczyła z niemieckimi czołgami, to właśnie tymi doskonałymi armatami Bofors kal. 37 mm (wytwarzanymi u nas na podstawie szwedzkiej licencji), a nie szabelkami…

Pododdział prze­ciw­pan­cerny bry­gady kawa­le­rii w mar­szu. Jeśli pol­ska kawa­le­ria we wrze­śniu 1939 r. wal­czyła z nie­miec­kimi czoł­gami, to wła­śnie tymi dosko­na­łymi arma­tami Bofors kal. 37 mm (wytwa­rza­nymi u nas na pod­sta­wie szwedz­kiej licen­cji), a nie sza­bel­kami…

Wycofanie Armii „Poznań” i Armii „Pomorze”

Armia „Pomorze” pro­wa­dziła cięż­kie walki pół­nocną i środ­kową czę­ścią swo­jego ugru­po­wa­nia, tra­cąc bez­pow­rot­nie 9. DP i kilka mniej­szych pod­od­dzia­łów. Odwrót pozo­sta­łej czę­ści Armii „Pomorze” zaczął się 4 wrze­śnia 1939 r., głów­nie przej­ściem przez Bydgoszcz na połu­dniowy wschód, w kie­runku Włocławka. 4. Armia z Prus Zachodnich pod­jęła natar­cie w kie­runku Warszawy po obu stro­nach Wisły, na prawo (na połu­dnie) od 3. Armii, która nacie­rała na Armię „Modlin” od pół­nocy, kie­ru­jąc się w rejon na wschód od Warszawy. Odwrót Armii „Pomorze” był pro­wa­dzony w miarę zor­ga­ni­zo­wany spo­sób, choć nie­które jed­nostki były na gra­nicy cał­ko­wi­tego roz­bi­cia, jak na przy­kład Pomorska Brygada Kawalerii.

Fatalny był nato­miast stan tabo­rów (zaopa­trze­nia) jed­no­stek armii. Niekończące się kolumny trans­por­towe, zło­żone czę­sto ze zwy­kłych cywil­nych wozów kon­nych zare­kwi­ro­wa­nych rol­ni­kom, utrud­niały wyco­fa­nie się oddzia­łów bojo­wych. Zresztą nastą­piło w nich spore obni­że­nie dys­cy­pliny. Pojawiło się wielu maru­de­rów ode­rwa­nych od macie­rzy­stych jed­no­stek, było też sporo przy­pad­ków dezer­cji, szcze­gól­nie w jed­nost­kach mobi­li­zo­wa­nych na wscho­dzie, gdzie w ich skła­dzie poja­wiło się sporo rekru­tów nie­po­lskiej naro­do­wo­ści. Wielu z maru­de­rów nad­uży­wało alko­holu i dopusz­czało się róż­nych eks­ce­sów.

9. Pułk Ułanów Małopolskich. Jednostka należała do Podolskiej Brygady Kawalerii z Armii „Poznań”, która walczyła w rejonie Wartkowic i pod Poddębicami w pierwszej fazie Bitwy nad Bzurą.

9. Pułk Ułanów Małopolskich. Jednostka nale­żała do Podolskiej Brygady Kawalerii z Armii „Poznań”, która wal­czyła w rejo­nie Wartkowic i pod Poddębicami w pierw­szej fazie Bitwy nad Bzurą.

W końcu gen. dyw. Bortnowski musiał utwo­rzyć spe­cjalne pod­od­działy zapo­rowe, któ­rych zada­niem było zbie­ra­nie maru­de­rów i wcie­la­nie ich do jed­no­stek w celu uzu­peł­nie­nia strat oraz powstrzy­ma­nia dal­szego spadku morale. W swoim roz­ka­zie gene­rał napi­sał: stwier­dzi­łem nie­opi­saną dez­or­ga­ni­za­cję i wielką ilość zbłą­ka­nych, któ­rej nikt nie prze­ciw­działa, jakby to był natu­ralny i konieczny objaw wojny.

Już 5 wrze­śnia wie­czo­rem do sztabu Armii „Pomorze” w for­tach na toruń­skim Pogórzu (dziel­nica po połu­dnio­wej stro­nie Wisły, tam gdzie znaj­duje się dwo­rzec kole­jowy Toruń Główny, forty są jesz­cze bar­dziej na połu­dnie) przy­był gen. dyw. Tadeusz Kutrzeba, by uzgod­nić kwe­stię utrzy­ma­nia kon­taktu skrzy­dłami armii w cza­sie wyco­fa­nia Armii „Pomorze”. Obie armie otrzy­mały bowiem roz­kaz Naczelnego Dowództwa WP wspól­nego wyco­fa­nia się w kie­runku Warszawy.

6 wrze­śnia nad ranem 4. DP prze­szła przez mosty w Toruniu, na lewy brzeg Wisły. 16. DP nato­miast ruszyła dalej na połu­dniowy wschód pra­wym brze­giem rzeki. Tego dnia pro­wa­dzono też odtwa­rza­nie mocno prze­trze­bio­nej 27. DP, włą­cza­jąc do niej maru­de­rów z róż­nych jed­no­stek. W 24. Pułku Piechoty z trzech osła­bio­nych bata­lio­nów odtwo­rzono dwa, jako trzeci bata­lion włą­czono w skład pułku bata­lion ON „Starogard”. 23. pp udało się odtwo­rzyć w miarę w cało­ści, ale jako trzeci pułk do dywi­zji włą­czono zbior­czy oddział pod dowódz­twem płk. Tadeusza Majewskiego, zło­żony z resz­tek bata­lio­nów ON uzu­peł­nio­nych maru­de­rami. Wszystkie trzy pułki były pozba­wione arty­le­rii polo­wej i prze­ciw­pan­cer­nej i miały sto­sun­kowo mało cięż­kich kara­bi­nów maszy­no­wych – efekt wcze­śniej ponie­sio­nych strat i szyb­kiego wyj­ścia z moż­li­wego okrą­że­nia. Udało się nato­miast odtwo­rzyć 27. Pułk Artylerii Lekkiej dywi­zji, choć kosz­tem włą­cze­nia do niego dwóch armij­nych
dywi­zjo­nów arty­le­rii lek­kiej.

6 wrze­śnia opusz­czono pół­nocną część Torunia, prze­cho­dząc na połu­dniowy brzeg Wisły. Tego dnia wie­czo­rem sztab armii został prze­nie­siony do Brześcia Kujawskiego. 6 wrze­śnia dowódca armii otrzy­mał roz­kaz ode­sła­nia dywi­zjonu myśliw­skiego (141. i 142. Eskadra) oraz 42. Eskadry Rozpoznawczej na samo­lo­tach PZL-23 Karaś w głąb kraju, w armii pozo­stały jedy­nie 43. i 46. Eskadra Obserwacyjna, w tym momen­cie mające łącz­nie 9 samo­lo­tów R‑XIIID. W nocy Armia „Pomorze”, w trzech gru­pach roz­po­częła wyco­fa­nie w kie­runku Włocławka i dalej do Sochaczewa. 16. DP wciąż posu­wała się pra­wym brze­giem Wisły, choć jej pułk arty­le­rii był już na lewym brzegu.

7 wrze­śnia, kiedy wyco­fa­nie Armii „Pomorze” kon­ty­nu­owano poza linię Inowrocław – Ciechocinek, ponow­nie doszło do spo­tka­nia gen. dyw. Bortnowskiego z gen. dyw. Kutrzebą, tym razem dowódca Armii „Pomorze” udał się na sta­no­wi­sko dowo­dze­nia Armią „Poznań” pod Izbicą Kujawską (w poło­wie drogi mię­dzy Kołem a Włocławkiem). Obie armie zaczy­nały się pomału „scho­dzić”, Armia „Poznań” bowiem wyco­fy­wała się od strony Gniezna i Kalisza w kie­runku Sompolna, Konina i Turka. Tego dnia, w cza­sie tego spo­tka­nia, obaj dowódcy posta­no­wili połą­czyć swoje siły i wspól­nie kon­ty­nu­ować marsz na Sochaczew i dalej na Warszawę. Generał Bortnowski, jako młod­szy wie­kiem (choć równy stop­niem i sta­no­wi­skiem) zapro­po­no­wał, że pod­po­rząd­kuje się gen. dyw. Kutrzebie, który obej­mie dowódz­two sił połą­czo­nych armii, a on będzie jego zastępcą.

W tym cza­sie pozo­stała część Armii „Pomorze” prze­cho­dziła we Włocławku na lewy brzeg Wisły, w rejo­nie tego mia­steczka znaj­do­wała się 4. i 16. DP oraz resztki Pomorskiej BK (w sile około pułku), w rejon ten pod­cho­dziła też zre­or­ga­ni­zo­wana 27. DP, nato­miast 15. i 26. DP pro­wa­dziły dzia­ła­nia opóź­nia­jące w rejo­nie pomię­dzy Ciechocinkiem a Inowrocławiem. Jeśli cho­dzi o Armię „Poznań”, to jej 25. DP znaj­do­wała się w rejo­nie Uniejowa, 17. DP – mię­dzy Kołem a Kłodawą, 14. DP – na połu­dnie od Izbicy Kujawskiej, Podolska BK – w rejo­nie Sompolna i Wielkopolska BK – na wschód od Dąbia (nie­wiel­kie mia­steczko na pół­noc od Uniejowa). Scenariusz przy­szłej Bitwy nad Bzurą zaczął się pomału two­rzyć.

W rejo­nie pomię­dzy Uniejowem a Włocławkiem poja­wiło się dość silne zgru­po­wa­nie wojsk, zło­żone z czę­ściowo osła­bio­nej Armii „Pomorze” oraz z nie­mal nie­tknię­tej Armii „Poznań”, chwi­lowo nie zaan­ga­żo­wane w żadne walki, pod­czas gdy na połu­dnie od niego prze­cho­dziła nie­miecka 8. Armia posu­wa­jąca się na osi Sieradz – Łódź – Skierniewice, osła­nia­jąca od pół­nocy główne siły ude­rze­niowe w postaci 10. Armii, która z kolei nacie­rała na osi Radomsko – Piotrków Trybunalski – Tomaszów Mazowiecki – Mszczonów.

Już 5 wrze­śnia gen. dyw. Kutrzeba otrzy­mał roz­kaz od Naczelnego Dowództwa WP, by dla odcią­że­nia Armii „Łódź” prze­pro­wa­dził siłami 25. DP kontr­atak w kie­runku połu­dnio­wym, z rejonu Dobra, wzdłuż zachod­niego brzegu Warty, w kie­runku na Wartę (mia­steczko) i dalej na Sieradz. Gen. dyw. Kutrzeba nie był prze­ciwny samej idei kontr­ude­rze­nia, lecz uwa­żał, że sama 25. DP nie­wiele zdziała wobec sił 8. Armii zło­żo­nych z czte­rech dywi­zji oraz dywi­zji odwodu GA „Południe”. Mimo otrzy­ma­nego roz­kazu sta­rał się więc opóź­nić natar­cie, które, gdyby ruszyło w końcu 6 wrze­śnia, to tra­fi­łoby w próż­nię z tyłu za siły 8. Armii, która w tym cza­sie ope­ro­wała już w rejo­nie Zduńskiej Woli – Widawy.

Niemieckie wojska pancerne w Polsce. Zawrócenie 1. i 4. Dywizji Pancernej oraz 2. i 3. Dywizji Lekkiej spod Warszawy, a także nie mniej niż trzech dywizji piechoty, znacznie opóźniło szturm na stolicę.

Niemieckie woj­ska pan­cerne w Polsce. Zawrócenie 1. i 4. Dywizji Pancernej oraz 2. i 3. Dywizji Lekkiej spod Warszawy, a także nie mniej niż trzech dywi­zji pie­choty, znacz­nie opóź­niło szturm na sto­licę.

Natomiast na prze­cię­cie szla­ków komu­ni­ka­cyj­nych 8. Armii na jej tyłach jedna dywi­zja pie­choty nie miała szans, ponie­waż do zablo­ko­wa­nia było zbyt wiele dróg roz­rzu­co­nych na znacz­nym obsza­rze. Później roz­kaz pró­bo­wano sko­ry­go­wać, 25. DP miała nacie­rać na wschód od Warty, z rejonu Dobrej na Szadek i dalej na Zduńską Wolę. Ostatecznie, do tego natar­cia także nie doszło.
7 wrze­śnia nato­miast, w poro­zu­mie­niu z gen. dyw. Bortnowskim, gen. dyw. Kutrzeba przed­sta­wił wła­sny, o wiele ambit­niej­szy plan natar­cia na pół­nocne, odsło­nięte skrzy­dło nie­miec­kiej 8. Armii. Miało w tym ude­rze­niu wziąć udział kilka dywi­zji i dostępna kawa­le­ria.

Działania Armii „Łódź”

Nie jeste­śmy w sta­nie zro­zu­mieć kon­tek­stu Bitwy nad Bzurą bez pozna­nia dzia­łań Armii „Łódź”, na którą spa­dło główne nie­miec­kie ude­rze­nie, a która nie była naj­le­piej dowo­dzona, deli­kat­nie mówiąc. Trzeba przy­znać, że armia ta nie nale­żała do naj­sil­niej­szych. Składała się 2. DP Legionów (która jed­nak przy­była dopiero 3 wrze­śnia), 10. DP, 28. DP i 30. DP oraz Kresowej BK. Cztery dywi­zje pie­choty i bry­gada kawa­le­rii prze­ciwko pię­ciu nie­miec­kim kor­pu­som, w tym trzem kor­pu­som szyb­kim, razem dwie dywi­zje pan­cerne, trzy dywi­zje lek­kie, dwie dywi­zje zmo­to­ry­zo­wane i sześć dywi­zji pie­choty. Razem trzy­na­ście nie­miec­kich dywi­zji prze­ciwko czte­rem pol­skim. Trudno się więc dzi­wić, że siły pol­skie już do wie­czora 3 wrze­śnia zostały odrzu­cone na przed­pola Piotrkowa Trybunalskiego, dalej linia obrony cią­gnęła się aż do Sieradza.

Najgorsze było to, że wyco­fu­jąca się Armia „Łódź” odsło­niła swoje połu­dniowe skrzy­dło i na przed­po­lach Piotrkowa zna­la­zły się sto­sun­kowo małe siły. A wła­śnie tu nacie­rał XVI Korpus Zmotoryzowany (gen. płk Erich Hoepner), zło­żony teraz z 1. DPanc i 4. DPanc oraz idą­cymi nieco z tyłu 14. DP i 31. DP. Dlatego wła­śnie w rejon Piotrkowa Trybunalskiego zde­cy­do­wano się 4 wrze­śnia wpro­wa­dzić część sił odwo­do­wej Armii „Prusy”, by powstrzy­mać natar­cie na Piotrków. O to pro­sił zresztą gen. dyw. Rómmel 5 wrze­śnia w tele­gra­mie do Naczelnego Wodza, suge­ru­jąc – zupeł­nie nie­re­ali­stycz­nie – przej­ście jego armii oraz zgru­po­wa­nia pół­noc­nego odwo­do­wej Armii „Prusy” – do natar­cia na Niemców. W szta­bie Naczelnego Wodza nikt tej pro­po­zy­cji nie potrak­to­wał poważ­nie, dostrze­żono nato­miast, że mel­dunki gen. dyw. Rómmla są zbyt opty­mi­styczne i nie przed­sta­wiają sytu­acji taką, jaka jest.

W tym cza­sie Kresowa Brygada Kawalerii zajęła pozy­cje w rejo­nie Szadku, sta­ra­jąc się nawią­zać kon­takt z połu­dnio­wym skrzy­dłem Armii „Poznań”. Pozostałe dywi­zje bro­niły się od Łasku przez Bełchatów po Piotrków Trybunalski, ale od Piotrkowa do Opoczna zaczęła poja­wiać się luka, w którą trzeba było wpro­wa­dzić odwody z Armii „Prusy”.

5 wrze­śnia Niemcy przy­pu­ścili decy­du­jące natar­cie w celu prze­ła­ma­nia pol­skiej obrony. Już rano wdarli się na wschodni brzeg Warty pod Sieradzem, spy­cha­jąc pod­od­działy 10. DP do tyłu. Drugie natar­cie idzie wprost na Piotrków Trybunalski i na poło­żoną na zachód od niego, pomię­dzy Piotrkowem a Bełchatowem, wieś Borowa. Tutaj bro­nią się dwa pułki z 19. DP i Wileńska BK, obie z Armii „Prusy”. Po połu­dniu Niemcy odrzu­cili 10. DP na linię rzeki Ner, od Lutomierska do Małynia, to jest bar­dzo bli­sko Łodzi (do Lutomierska już wów­czas dojeż­dżał tram­waj z Łodzi). Z kolei w rejo­nie Piotrkowa nie­miecka 1. DPanc zdo­łała wejść w lukę pomię­dzy obroną połu­dniowo wschod­niego skrzy­dła Armii „Łódź” a pół­nocno zachod­niego skrzy­dła 19. DP z Armii „Prusy” i na zachód od Piotrkowa Niemcy wdarli się na tyły pol­skiej obrony. Po cięż­kich wal­kach, pod wie­czór nie­przy­ja­ciel zdo­bywa Piotrków Trybunalski i prze­ła­muje pozy­cje pod Borową.

Obrona na szo­sie piotr­kow­skiej i na kie­runku na Łódź – pęka. Do kontr­na­tar­cia pod Piotrkowem Trybunalskim miała ruszyć 29. DP z Armii „Prusy”, ale kiedy dociera za Sulejów, Piotrków jest już w rękach Niemców. Gen. dyw. Dąb-Biernacki, dowódca armii, nie­wła­ści­wie zin­ter­pre­to­wał nowy roz­kaz mar­szałka Śmigłego-Rydza i odwo­łuje natar­cie.

Polska piechota w czasie odpoczynku. Zdjęcie przypuszczalnie wykonano przed wybuchem wojny polsko-niemieckiej 1939 r. (zdjęcie koloryzowane współcześnie).

Polska pie­chota w cza­sie odpo­czynku. Zdjęcie przy­pusz­czal­nie wyko­nano przed wybu­chem wojny pol­sko-nie­miec­kiej 1939 r. (zdję­cie kolo­ry­zo­wane współ­cze­śnie).

Sytuacja na kie­runku Łask – Piotrków Trybunalski – Sulejów staje się kry­tyczna. 6 wrze­śnia nad ranem pała­cyk w łódz­kiej dziś dziel­nicy Julianów (wów­czas oddzielna miej­sco­wość mię­dzy Łodzią a Zgierzem), gdzie mie­ści się sztab Armii „Łódź”, został zbom­bar­do­wany przez nie­miec­kie samo­loty. Przerażony gen. dyw. Rómmel naka­zał prze­nie­sie­nie sztabu armii do Mszczonowa, 100 km na wschód. Generał prak­tycz­nie porzu­cił wal­czącą armię, w naj­trud­niej­szym dla niej momen­cie, kiedy obrona zaczęła pękać i całej armii gro­ził bez­ładny odwrót. Dowodzenie armią objął gen. bryg. Wiktor Thommée, dowódca Grupy Operacyjnej „Piotrków” zło­żo­nej z 30. Poleskiej DP i Wołyńskiej BK z róż­nymi pod­od­dzia­łami wzmoc­nie­nia.

Tymczasem gen. Rómmel dotarł­szy do Mszczonowa stwier­dził, że nie ma łącz­no­ści z jed­nost­kami armii. No bo niby jak miałby mieć? W tej sytu­acji 8 wrze­śnia udał się do Warszawy, na sta­no­wi­sko dowo­dze­nia Naczelnego Wodza. W zasa­dzie, za tak nie­od­po­wie­dzialne dzia­ła­nie powi­nien zostać oddany pod sąd, ale po pew­nym cza­sie mar­sza­łek Śmigły-Rydz znaj­duje mu nowy przy­dział: wyzna­cza­jąc go na sta­no­wi­sko dowódcy impro­wi­zo­wa­nej Armii „Warszawa”, zło­żo­nej z nie­do­bit­ków armii „Modlin”, „Pomorze”, „Poznań” i „Łódź”, które w dru­giej poło­wie wrze­śnia prze­biły się do Warszawy.

Gen. bryg. Wiktor Thommée dowo­dził Armią „Łódź” fak­tycz­nie od 6 wrze­śnia, a 7 wrze­śnia zostało to ofi­cjal­nie usank­cjo­no­wane przez Naczelnego Wodza. Nie miał on jed­nak do dys­po­zy­cji ani sztabu (który gen. dyw. Rómmel zabrał ze sobą), ani kom­pletu środ­ków łącz­no­ści potrzeb­nych do dowo­dze­nia armią. Mimo to dowo­dził Armią „Łódź” efek­tyw­nie, do samej kapi­tu­la­cji, w ostat­nim okre­sie kam­pa­nii pol­skiej 1939 r. two­rząc wraz z nie­do­bit­kami armii załogę twier­dzy Modlin. Jednak nawet gen. Thommée nie był w sta­nie czy­nić cudów. W dodatku 7 wrze­śnia rów­nież sztab Naczelnego Wodza pod­jął ewa­ku­ację do Brześcia nad Bugiem, gdzie też nie było odpo­wied­nich warun­ków do utrzy­my­wa­nia łącz­no­ści z pod­le­głymi woj­skami. Skuteczność dowo­dze­nia przez Naczelnego Wodza znacz­nie spa­dła.

Po prze­ła­ma­niu obrony pod Piotrkowem Trybunalskim, do obrony Tomaszowa Mazowieckiego skie­ro­wano 13. DP z Armii „Prusy”. Jednak do wie­czora 6 wrze­śnia także i Tomaszów został zdo­byty. Gen. por. Erich von Manstein, szef sztabu Grupy Armii „Południe”, słusz­nie oce­nił: droga na Warszawę jest otwarta!

Nie było tak jed­nak do końca. 13. DP cof­nęła się co prawda, ale pod Lubochnią (ok. 10 km na pół­nocny wschód od Tomaszowa Mazowieckiego) zor­ga­ni­zo­wała nową linię obrony. Jednak po wal­kach z pol­ską pie­chotą, nie­miecka 4. DPanc ode­pchnęła 13. DP do lasów w rejo­nie Spały, nieco na połu­dnie, od głów­nej osi natar­cia na Rawę Mazowiecką i dalej na Mszczonów. Tymczasem Armia „Łódź”, mając tylko 30. DP w jakim takim sta­nie, a pozo­stałe jed­nostki bar­dzo poważ­nie osła­bione, wyco­fuje się rów­no­le­gle, ale nieco z tyłu.

7 wrze­śnia jed­nostki nie­miec­kiej 8. Armii zdo­by­wają Pabianice, woj­ska Armii „Łódź” wyco­fują się więc na wschód, w ogól­nym kie­runku na Koluszki. Przypominamy, że tego samego dnia Armia „Pomorze” jest jesz­cze w rejo­nie Włocławka, a Armia „Poznań” – w rejo­nie od Uniejowa pra­wie po Brześć Kujawski, czyli na pół­nocny zachód i na pół­noc od Łodzi. Niemiecki XVI Korpus Zmotoryzowany z 10. Armii, masze­ru­jąc na Rawę Mazowiecką, jest teraz znacz­nie bli­żej Warszawy, niż wszyst­kie trzy armie, naj­da­lej jest Armia „Poznań”. Wszystkie pol­skie armie, w tym pół­nocne zgru­po­wa­nie Armii „Prusy” są w odwro­cie. Tylko Armia „Poznań” jest wciąż w miarę sil­nym związ­kiem ope­ra­cyj­nym. Tylko jej jed­nostki nie ucier­piały w więk­szym stop­niu w dotych­cza­so­wych wal­kach.

Niemieccy żołnierze w trakcie krótkiego odpoczynku na przedmieściach Piotrkowa Trybunalskiego. Jak widać, są zadowoleni z rezultatów pierwszych dni walk. Potem nie będzie już tak dobrze…

Niemieccy żoł­nie­rze w trak­cie krót­kiego odpo­czynku na przed­mie­ściach Piotrkowa Trybunalskiego. Jak widać, są zado­wo­leni z rezul­ta­tów pierw­szych dni walk. Potem nie będzie już tak dobrze…

Plan kontr­ude­rze­nia nad Bzurą

Zaczął się wyścig z cza­sem. Los czte­rech armii („Pomorze”, „Poznań”, „Łódź” i „Prusy”) zawisł na wło­sku. Całe to zgru­po­wa­nie wciąż liczyło bli­sko 300 tys. żoł­nie­rzy i sta­no­wiło zna­czącą siłę. Co prawda połowa Armii „Prusy” (zgru­po­wa­nie połu­dniowe) była spy­chana przez część 10. Armii w kie­runku Kielc i dalej na Radom – Puławy, ale druga połowa mogła zostać łatwo zamknięta w okrą­że­niu i przy­parta ple­cami do Wisły, za którą nacie­rała na Warszawę nie­miecka 4. Armia. Z kolei Armia „Kraków” została zepchnięta wzdłuż Wisły w kie­runku na Sandomierz, a od połu­dnia zagra­żała jej nie­miecka 14. Armia, która dla odmiany zepchnęła Armię „Karpaty” na wschód, w kie­runku na Jarosław i Przemyśl.

Znów wycho­dzi wada pol­skiego ugru­po­wa­nia – rów­no­mierne roz­miesz­cze­nie, czyli nad­mierne roz­cią­gnię­cie, co spra­wiło, że przy szyb­kim wtar­gnię­ciu na wybra­nych kie­run­kach, pol­skie ugru­po­wa­nie zaczęło się rwać. Odepchnięcie Armii „Łódź” w rejon na połu­dnie, połu­dniowy zachód i na zachód od Łodzi, przy jed­no­cze­snym wyco­fa­niu się Armii „Kraków” w stronę Kielc i w roz­bież­nym kie­runku na Sandomierz wytwo­rzyło śmier­telną lukę mię­dzy oboma armiami pomię­dzy Piotrkowem a Opocznem, w którą trzeba było wpro­wa­dzić pół­nocne zgru­po­wa­nie Armii „Prusy”, by tę dziurę choć czę­ściowo zała­tać. Z kolei roze­rwane ugru­po­wa­nie Armii „Kraków” wymu­siło zała­ta­nie dziury pod Końskiem – Skarżysko Kamienną.

I tak sto­sun­kowo duża odwo­dowa armia, która w pier­wot­nym zamy­śle miała zostać użyta do wyko­na­nia kontr­ude­rze­nia na skalę ope­ra­cyjną, mają­cego zadać nie­miec­kim woj­skom poważne straty, a zatem opóź­nić ich marsz na Warszawę, została użyta do doraź­nego łata­nia dziur w ugru­po­wa­niu wojsk pol­skich. Zupełnie bez­pro­duk­tyw­nie. Nie dość, że jej uży­cie było wymu­szone i mocno impro­wi­zo­wane, to jesz­cze mało sku­teczne, wpro­wa­dzana bowiem do dzia­łań poje­dyn­czymi związ­kami tak­tycz­nymi, Armia „Prusy” nawet owych dziur zała­tać nie zdo­łała. Straciła tylko swoje siły w zamian tylko nie­znacz­nie opóź­nia­jąc nie­miecki marsz.

8. Armia zajęła Łódź i posu­wała się dalej, ści­ga­jąc Armię „Łódź” – X Korpus Armijny na Sochaczew, a XIII Korpus – na Skierniewice. Na połu­dnie od niego 10. Armia minęła Mszczonów i parła na Warszawę, a pozo­stałe siły ata­ko­wały w kie­runku na Górę Kalwarię i na Radom. Niemieccy dowódcy cie­szyli się z postę­pów swo­ich wojsk. Jedynie gen. płk Walther von Brauchitsch, dowódca nie­miec­kich Wojsk Lądowych, był zanie­po­ko­jony bra­kiem kon­kret­nych infor­ma­cji o Armii „Pomorze”, która nie do końca roz­bita znik­nęła sprzed frontu nie­miec­kiej 4. Armii oraz o nie­tknię­tej nie­mal Armii „Poznań”. Zwłaszcza, że nie­miec­kie lot­nic­two, choć dzia­ła­jące głów­nie przed fron­tem nacie­ra­ją­cych wojsk, mel­do­wało jed­nak o dużym zgru­po­wa­niu wojsk pol­skich na pół­noc od Łodzi. Okazało się, że obawy nie­miec­kiego naczel­nego dowódcy, który obser­wo­wał sytu­ację ze swo­jego sta­no­wi­ska dowo­dze­nia w Zossen pod Berlinem, były słuszne.

Rano 7 wrze­śnia nie­miecka 30. DP z X Korpusu wysłała kolumnę zmo­to­ry­zo­waną na pół­noc, z Szadku na Poddębice i dalej na Łęczycę. Biorąc pod uwagę fakt, że w tym momen­cie połu­dniowe skrzy­dło Armii „Poznań” znaj­do­wało się w rejo­nie Uniejowa, około 25 km na zachód od Poddębic, ozna­czało to moż­li­wość stop­nio­wego odcię­cia dróg odwrotu na Warszawę. Niemieckie woj­ska w Poddębicach ozna­czały, że droga Uniejów – Poddębice – Aleksandrów Łódzki – Brzeziny – Łowicz była już prze­cięta, a za chwilę zosta­nie prze­cięta droga Koło – Łęczyca – Głowno – Łowicz.
7 wrze­śnia wie­czo­rem gen. dyw. Kutrzeba uznał, że aby wyko­nać roz­kaz Naczelnego Wodza wyco­fa­nia się w kie­runku Warszawy, trzeba będzie ude­rzyć z pół­noc­nego zachodu na skrzy­dło nie­miec­kiej 8. Armii tak, by powstrzy­mać na jakiś czas jej natar­cie i unie­moż­li­wić jej zagro­dze­nie drogi na Warszawę armiom „Poznań” i rusza­jącą w ślad za nią „Pomorze”. Taki zwrot zaczepny odcią­żyłby także Armię „Łódź”, która była ści­gana przez 8. Armię.

Generalnie nie­miecka 8. Armia, choć dys­po­nu­jąca nieco więk­szą liczbą moto­ro­wych środ­ków trans­portu co pol­ska armia, była jed­nak for­ma­cją w więk­szo­ści pie­szą, z arty­le­rią i tabo­rami z cią­giem kon­nym. Dlatego w przy­padku zwią­za­nia 8. Armii walką nie zdo­ła­łaby ona już dogo­nić wyco­fu­ją­cej się Armii „Łódź” idą­cej przez Sochaczew w kie­runku Kazunia i Modlina.

Właśnie na wspól­nej kon­fe­ren­cji w majątku Mchówek koło Izbicy Kujawskiej, gen. dyw. Kutrzeba i gen. dyw. Bortnowski po czę­ści uzgod­nili plan dzia­ła­nia. Po czę­ści, bo poja­wiły się dwa warianty dzia­ła­nia. W myśl tzw. „małego” wariantu, który mógł być wdro­żony w cza­sie mak­sy­mal­nie dwóch dni, zgru­po­wa­nie gen. bryg. Knolla-Kownackiego (14. DP, 17. DP i 25. DP) miało nacie­rać przez Bzurę na połu­dnie, mając na zachod­nim skrzy­dle Podolską BK, a na wschod­nim – Wielkopolską BK. Pas natar­cia miał prze­bie­gać od Łęczycy mniej wię­cej do miej­sca, gdzie dziś rzekę Bzura prze­cina auto­strada A1, w kie­runku na Ozorków, Stryków i Piątek.

Warto w tym miej­scu przy­po­mnieć, że Bzura pły­nie od Zgierza, przez Ozorków do Łęczycy, gdzie skręca na wschód, prze­pły­wa­jąc na połu­dnie od Kutna i dalej do Łowicza, Sochaczewa, gdzie skręca na pół­noc i wpada do Wisły od połu­dnia, w rejo­nie Wyszkowa.

Armia „Pomorze” miała, wyko­rzy­stu­jąc ude­rze­nie Armii „Poznań”, prze­bi­jać się na wschód w kie­runku Warszawy, masze­ru­jąc wzdłuż lewego brzegu Wisły. Ewentualnie miała włą­czyć się do kontr­ude­rze­nia póź­niej, nacie­ra­jąc przez Bzurę na wschód od Armii „Poznań”, tak by stwo­rzyć warunki do utrzy­ma­nia kory­ta­rza dla obu armii pro­wa­dzą­cego na pół­noc od Kutna, Łowicza i Sochaczewa w kie­runku Warszawy.

Z kolei gen. dyw. Bortnowski pro­po­no­wał prze­pro­wa­dze­nie „dużego” wariantu, czyli jed­no­cze­snego, wspól­nego ude­rze­nia obu armii przez Bzurę na połu­dnie. Generałowie nie uzgod­nili do końca planu dzia­ła­nia, ale zgo­dzili się przed­sta­wić Naczelnemu Wodzowi oba warianty tak, by to on osta­tecz­nie zde­cy­do­wał, który z nich ma zostać skie­ro­wany do reali­za­cji.

Łączność z Naczelnym Dowództwem udało się nawią­zać dopiero rano, 8 wrze­śnia. W tym momen­cie mar­szałka Śmigłego-Rydza już na sta­no­wi­sku dowo­dze­nia nie było, z czę­ścią sztabu bowiem jechał do Brześcia nad Bugiem. Jednak w prze­ci­wień­stwie do ucie­ka­ją­cego (bo ina­czej tego nazwać nie można) gen. dyw. Rómmla, mar­sza­łek zosta­wił na dotych­cza­so­wym sta­no­wi­sku dowo­dze­nia część sztabu z sze­fem sztabu, gen. bryg. Wacławem Stachiewiczem upo­waż­nio­nym do wyda­wa­nia roz­ka­zów w imie­niu Naczelnego Wodza, do czasu zor­ga­ni­zo­wa­nia nowego sta­no­wi­ska dowo­dze­nia w Brześciu.

Dzięki temu gen. dyw. Tadeusz Kutrzeba uzy­skał apro­batę dowódz­twa do wyko­na­nia zwrotu zaczep­nego na połu­dnie, przez Bzurę na wschód od Łęczycy. Mało tego gen. bryg. Wacław Stachiewicz zaapro­bo­wał wariant „mały”, ale zmo­dy­fi­ko­wany – tzn. by do dzia­ła­nia natych­miast włą­czyć dywi­zje Armii „Pomorze” z chwilą ich nadej­ścia. Gen. bryg. Stachiewicz zasu­ge­ro­wał nawet, by do dzia­ła­nia włą­czyć też Armię „Łódź”, która zbie­rała się w rejo­nie Skierniewic, która miała ude­rzyć na Niemców w kie­runku na zachód w momen­cie, gdy oni, pod wpły­wem ataku z pół­nocy (przez Bzurę), odwrócą się fron­tem na pół­noc. Wtedy ude­rze­nie Armii „Łódź” spa­dłoby na lewe skrzy­dło nie­miec­kiej 8. Armii, a być może też czę­ści sił 10. Armii.

Niszczenie nie­miec­kiej 8. Armii przez trzy pol­skie armie w rejo­nie na wschód od Łodzi z pew­no­ścią zmu­si­łoby o wiele sil­niej­szą 10. Armię do skie­ro­wa­nia czę­ści swo­ich sił na pomoc. A to z kolei powstrzy­ma­łoby jej natar­cie na Warszawę, pozwa­la­jąc na lep­sze zor­ga­ni­zo­wa­nie obrony sto­licy i na Wiśle w tym rejo­nie, od Modlina po Garwolin.

Niestety, ten bar­dzo kuszący wariant dwu­stron­nego ude­rze­nia na Niemców, co dało by efekt młota i kowa­dła, był nie do zre­ali­zo­wa­nia. Łączności z gen. bryg. Thommée nie było, bo gen. dyw. Rómmel zabrał ze sobą sztab i środki jego łącz­no­ści. Mimo wysił­ków gen. bryg. Thommée i prób podej­mo­wa­nych przez Naczelne Dowództwo (zabra­kło bar­dziej ener­gicz­nych dzia­łań), łącz­no­ści z Armią „Łódź” w decy­du­ją­cym cza­sie nawią­zać się nie udało. Do dwu­stron­nego ude­rze­nia nigdy więc nie doszło.

Poza dowódcą armii, swój zwią­zek tak­tyczny porzu­cił także dowódca 2. DP Legionów, płk dypl. Edward Dojan-Surówka. Drugim dowódcą, który porzu­cił swoją dywi­zję, był gen. bryg. Władysław Bończa-Uzdowski, dowódca 28. DP, który 8 wrze­śnia poje­chał do Warszawy w poszu­ki­wa­niu gen. dyw. Rómmla. W dru­giej poło­wie wrze­śnia, już w Modlinie, gene­rał na pole­ce­nie swo­jego prze­ło­żo­nego, wbrew sta­ra­niom gen. bryg. Thommée, ponow­nie objął dowo­dze­nie 28. DP i wal­czył z nią do kapi­tu­la­cji. Jednakże to samo­wolne odda­le­nie się z pola walki kła­dzie się głę­bo­kim cie­niem na repu­ta­cji także i tego dowódcy dywi­zji. W tej sytu­acji morale i dys­cy­plina w jed­nost­kach Armii „Łódź” były niskie, a dezer­cja zja­wi­skiem bar­dzo czę­stym.

Czołgi Panzer II z 10. Armii w jednym z polskich miast. To właśnie ona prowadziła główne uderzenie w kierunku na Warszawę, będąc najsilniejszym niemieckim związkiem operacyjnym w Polsce.

Czołgi Panzer II z 10. Armii w jed­nym z pol­skich miast. To wła­śnie ona pro­wa­dziła główne ude­rze­nie w kie­runku na Warszawę, będąc naj­sil­niej­szym nie­miec­kim związ­kiem ope­ra­cyj­nym w Polsce.

Szczegółów planu gen. dyw. Kutrzeby nie znamy, doku­ment ten bowiem nie zacho­wał się. Można go jed­nak odtwo­rzyć na pod­sta­wie roz­ka­zów skie­ro­wa­nych do poszcze­gól­nych jed­no­stek. Gen. dyw. Kutrzeba reali­zo­wał w bitwie wła­sny plan, mimo że mar­sza­łek Edward Śmigły-Rydz dotarł­szy do Brześcia nad Bugiem 8 wrze­śnia wie­czo­rem i zapo­znaw­szy się z sytu­acją, miał inny pomysł. Dowiedziawszy się o sfor­so­wa­niu Bugu w rejo­nie Broku (na połu­dnie od miej­sco­wo­ści Ostrów Mazowiecka) oraz Wisły na połu­dnie od Warszawy, marsz. Śmigły-Rydz słusz­nie uznał, że Warszawa zosta­nie okrą­żona i odcięta od reszty Polski. Najwyższe wła­dze pań­stwowe już się ze sto­licy ewa­ku­owały, kie­ru­jąc się na połu­dniowy wschód.

Ewakuacja Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz amba­sad do Nałęczowa i Kazimierza nad Wisłą odbyła się w nocy z 4 na 5 wrze­śnia. Dobę póź­niej z Warszawy ewa­ku­ował się pre­zy­dent Ignacy Mościcki, który poje­chał do Ołyki (mię­dzy Łuckiem a Równem), a 7 wrze­śnia z Warszawy wyje­chał rząd z pre­mie­rem gen. dyw. Felicjanem Sławojem-Składkowskim. Tymczasem MSZ i misje dyplo­ma­tyczne poje­chały dalej, do Krzemieńca i Wiśniowca. Rząd osta­tecz­nie ulo­ko­wał się w Łucku. Wszystkie te miej­sco­wo­ści: Łuck (rząd), Ołyka (pre­zy­dent) i MSZ (Krzemieniec) znaj­dują się na zachod­niej Ukrainie.

12 wrze­śnia Naczelny Wódz, mar­sza­łek Śmigły-Rydz prze­niósł swoją kwa­terę do Młynowa, pomię­dzy Łuckiem a Krzemieńcem, zaczęła ona dzia­łal­ność w dniu następ­nym. Już 14 wrze­śnia kor­pus dyplo­ma­tyczny i część rządu wyru­szyła do Zaleszczyk. Jednak wbrew komu­ni­stycz­nej legen­dzie naj­wyż­sze wła­dze pań­stwowe nie prze­szły przez gra­nicę z Rumunią na Dniestrze w Zaleszczykach, lecz 40 km dalej na połu­dniowy zachód, Kutach na rzece Czeremosz, gdzie był most dro­gowy (w Zaleszczykach było przej­ście kole­jowe). Ewakuacja więk­szo­ści mini­strów, w tym pre­miera gen. dyw. Sławoja-Składkowskiego, pre­zy­denta Mościckiego i Naczelnego Wodza marsz. Śmigłego-Rydza miała miej­sce w nocy z 17 na 18 wrze­śnia, i miała bez­po­średni zwią­zek z wkro­cze­niem wojsk sowiec­kich do Polski, co nastą­piło około 6:00 rano, 17 wrze­śnia 1939 r. Najważniejsze w Polsce osoby udały się do Czernowiec na tery­to­rium Rumunii. Równocześnie udał się tu też Wacław Makowski, mar­sza­łek Sejmu i Bogusław Miedziński, mar­sza­łek Senatu.

Droga na stolicę Polski stanęła otworem, po tym jak Armia „Łódź”, unikając niemieckiego uderzenia odeszła pod Szadek i Łask, odsłaniając kierunek na Warszawę. Na zdjęciu: Panzer II z 1. DPanc w Piotrkowie.

Droga na sto­licę Polski sta­nęła otwo­rem, po tym jak Armia „Łódź”, uni­ka­jąc nie­miec­kiego ude­rze­nia ode­szła pod Szadek i Łask, odsła­nia­jąc kie­ru­nek na Warszawę. Na zdję­ciu: Panzer II z 1. DPanc w Piotrkowie.

Wracając do 8 wrze­śnia, to mar­sza­łek Śmigły-Rydz wobec groźby okrą­że­nia Warszawy w któ­rej z naj­wyż­szych władz pań­stwo­wych pozo­stał już tylko pre­zy­dent mia­sta Stefan Starzyński, zde­cy­do­wał o wyco­fa­niu pię­ciu armii („Pomorze”, „Poznań”, „Łódź”, „Prusy” i „Kraków”) do Małopolski Wschodniej, czyli do rejonu pomię­dzy Lublinem, Lwowem a Rzeszowem. W tym celu for­mo­wała się Armia „Lublin” pod dowódz­twem gen. dyw. Tadeusza Piskora, która była jed­nak bar­dzo słaba (jej trzo­nem była rezer­wowa 39. DP). Otrzymała ona zada­nie trzy­ma­nia prze­praw przez Wisłę w rejo­nie od Puław po Sandomierz, by mogły tam­tędy przejść wyco­fu­jące się, wspo­mniane armie. Miały one utwo­rzyć w miarę silny bastion obronny w rejo­nie na połu­dnie od Lublina po Lwów.

Plan taki był jed­nak cał­ko­wi­cie nie­re­ali­styczny. Przebicie się w poprzek przez ugru­po­wa­nie bojowe sil­nej nie­miec­kiej 10. Armii, przy nie­uchron­nym zde­rze­niu się póź­niej z 14. Armią, było abso­lut­nie poza zasię­giem moż­li­wo­ści Wojska Polskiego. Gen. dyw. Bortnowski chciał ambit­nie roz­bi­cia o wiele słab­szej 8. Armii (pięć dywi­zji pie­choty wraz ze wzmoc­nie­niem ze sztabu Grupy Armii „Południe”), ale miał świa­do­mość, że wię­cej się nie da.

Gen. dyw. Kutrzeba myślał o wiele bar­dziej reali­stycz­nie – chciał jedy­nie zmu­sić 8. Armię do pod­ję­cia walki, by porzu­ciła pościg za Armią „Łódź” oraz by dać czas wła­snym woj­skom i woj­skom Armii „Pomorze” na cof­nię­cie się do Warszawy. Generał Kutrzeba praw­do­po­dob­nie nie wie­dział, że Warszawa była już tylko punk­tem geo­gra­ficz­nym i sym­bo­lem, a nie sto­licą kraju ze spraw­nie funk­cjo­nu­ją­cymi wła­dzami pań­stwo­wymi i woj­sko­wymi.

Kilka wzglę­dów prze­ma­wiało za tym, by ude­rze­nie pod­jąć dostęp­nymi obec­nie siłami, czyli Grupą Operacyjną gen. Knolla-Kownackiego. Po pierw­sze, była szansa na uzy­ska­nie zasko­cze­nia, nic bowiem nie wska­zy­wało na to, że Niemcy spo­dzie­wają się pol­skiego zwrotu zaczep­nego. Po dru­gie, żoł­nie­rze Armii „Poznań” pocho­dzący prze­waż­nie z Wielkopolski musieli wyco­fać się z niej bez walki, a to wpły­nęło bar­dzo destruk­cyj­nie na ich morale. Należało dać im szansę do jak naj­szyb­szego wyka­za­nia się, uzy­ska­nia choć czę­ścio­wego suk­cesu, by odzy­skali choć resztkę ducha bojo­wego. Po trze­cie wresz­cie, sytu­acja była znana i póki co Niemcy nie byli jesz­cze w sta­nie cał­ko­wi­cie odciąć drogi odwrotu na Warszawę, nale­żało to wyko­rzy­stać. Przebijanie się przez nie­miecką obronę, gdyby nie­przy­ja­ciel usa­do­wił się na tra­sie odwrotu, mogło być o wiele bar­dziej kosz­towne.

Dlatego gen. dyw. Kutrzeba pod­jął decy­zję: jako pierw­sze ma ruszyć zgru­po­wa­nie gen. bryg. Knolla-Kownackiego, osła­niane od zachodu przez grupę kawa­le­rii w skła­dzie Podolska BK i resztki Pomorskiej BK, pod dowódz­twem gen. bryg. Stanisława Grzmota-Skotnickiego. Stworzona w ten spo­sób grupa ope­ra­cyjna miała przejść przez zdo­bytą przez pie­chotę Łęczycę, a następ­nie nacie­rać na Poddębice. Natomiast Wielkopolska BK miała ude­rzyć w kie­runku na Głowno. Siłom Grupy Operacyjnej gen. Knolla-Kownackiego jako wzmoc­nie­nie przy­dzie­lono 7. Pułk Artylerii Ciężkiej.

Ciężki kołowy transporter dowodzenia jednostkami rozpoznawczymi SdKfz 263, należący do 8. Batalionu Rozpoznawczego wchodzącego w skład 3. Dywizji Lekkiej.

Ciężki kołowy trans­por­ter dowo­dze­nia jed­nost­kami roz­po­znaw­czymi SdKfz 263, nale­żący do 8. Batalionu Rozpoznawczego wcho­dzą­cego w skład 3. Dywizji Lekkiej.

Atak GO gen. Knolla-Kownackiego

Początkowo natar­cie pla­no­wano na 10 wrze­śnia, ale gen. dyw. Kutrzeba posta­no­wił je przy­spie­szyć. Ostatecznie pol­ski atak ruszył 9 wrze­śnia przed 10:00 rano. Nie było kla­sycz­nego przy­go­to­wa­nia arty­le­ryj­skiego – bra­ko­wało amu­ni­cji. Najpierw w kie­runku Łęczycy, z nie­od­le­głej Topoli Królewskiej, ruszył bata­lion z 69. Pułku Piechoty z 17. DP. Było to roz­po­zna­nie walką, które poka­zało, że nie­miec­kie pozy­cje w Łęczycy są dość silne, dys­po­nu­jące kara­bi­nami maszy­no­wymi, moź­dzie­rzami, a nawet arty­le­rią polową. Dopiero pół godziny póź­niej ruszyło wła­ściwe natar­cie całej 25. Dywizji Piechoty, dowo­dzo­nej przez gen. bryg. Franciszka Altera.

Tym razem efek­tyw­nego wspar­cia udzie­lił dywi­zji jej 25. Pułk Artylerii Lekkiej (24 armaty kal. 75 mm i 12 hau­bic kal. 100 mm) i 25. Dywizjon Artylerii Ciężkiej (3 armaty kal. 105 mm i 3 hau­bice kal. 155 mm). Pod osłoną ognia arty­le­rii ruszyła na Łęczycę cała 25. DP, trzema puł­kami w pierw­szym rzu­cie. W mie­ście bro­nił się nie­miecki 46. Pułk Piechoty z 30. DP. Mimo to walki były bar­dzo cięż­kie i pol­ska jed­nostka zdo­była Łęczycę dopiero póź­nym wie­czo­rem. Oczyszczanie mia­sta z resz­tek nie­miec­kiej obrony trwało do rana 10 wrze­śnia. Polacy zdo­byli kilka cię­ża­ró­wek wyła­do­wa­nych m.in. żyw­no­ścią. Ponieważ apro­wi­za­cja pol­skich wojsk dzia­łała słabo, była to cenna zdo­bycz.

Równocześnie dalej na wschód roz­po­częło się natar­cie 17. Wielkopolskiej DP na Górę Świętej Małgorzaty, poło­żoną około 7 km na wschód od Łęczycy. Tutaj bro­nił się nie­miecki 6. Pułk Piechoty z tej samej, 30. DP. Również tutaj osią­gnięto powo­dze­nie, tym bar­dziej że pułk ten udało się zasko­czyć cał­ko­wi­cie.

Najdalej na wschód nacie­rała 14. Poznańska DP, posu­wa­jąc się w kie­runku na Piątek. Początkowo sfor­so­wano Bzurę bez prze­szkód, ale kilka kilo­me­trów za rzeką, w rejo­nie wsi Czarnopole i Goślub, natra­fiano na silny opór Niemców.

Kawaleria ude­rzyła na Niemców na skrzy­dłach, po tym jak pie­chota doko­nała wstęp­nego prze­ła­ma­nia nie­miec­kich linii. Wielkopolska BK gen. bryg. Romana Abrahama nacie­rała z rejonu wsi Sobota w kie­runku na Głowno, czyli po wschod­niej stro­nie obec­nej auto­strady A1 (wtedy oczy­wi­ście nie­ist­nie­ją­cej). Natomiast grupa kawa­le­rii gen. bryg. Grzmota-Skotnickiego (Podolska BK i pozo­sta­ło­ści Pomorskiej BK) nacie­rała z rejonu na zachód od Łęczycy, po zachod­niej stro­nie rzeki Bzura, któ­rej nie musiała for­so­wać. Zaczęła ona wycho­dzić na tyły nie­miec­kiej 8. Armii, kie­ru­jąc się na Wartkowice (obec­nie prze­biega w pobliżu auto­strada A2, tu jest zjazd na Poddębice na połu­dnie i Łęczycę na pół­noc) i Parzęczew (na tra­sie Poddębice – Aleksandrów Łódzki), czyli po zachod­niej i wschod­niej stro­nie wtedy nie ist­nie­ją­cego lot­ni­ska Leźnica Wielka pod Łęczycą.

W okresie 1-25 września 1939 r. 1. DLek raportowała największe (obok 4. DPanc) straty w czołgach utraconych, uszkodzonych lub zepsutych spośród niemieckich dywizji (77 PzKpfw 35(t), 8 PzKpfw II i 9 PzKpfw IV), lecz większość z nich spowodowana była awaryjnością widocznych na zdjęciu czeskich czołgów PzKpfw 35(t), z których ostatecznie straty bezpowrotne, po remontach, ograniczyły się do 7 wozów.

W okre­sie 1 – 25 wrze­śnia 1939 r. 1. DLek rapor­to­wała naj­więk­sze (obok 4. DPanc) straty w czoł­gach utra­co­nych, uszko­dzo­nych lub zepsu­tych spo­śród nie­miec­kich dywi­zji (77 PzKpfw 35(t), 8 PzKpfw II i 9 PzKpfw IV), lecz więk­szość z nich spo­wo­do­wana była awa­ryj­no­ścią widocz­nych na zdję­ciu cze­skich czoł­gów PzKpfw 35(t), z któ­rych osta­tecz­nie straty bez­pow­rotne, po remon­tach, ogra­ni­czyły się do 7 wozów.

10 wrze­śnia 14. DP zbli­żyła się do miej­sco­wo­ści Piątek i roz­po­częła szturm tego mia­steczka. Jednocześnie w nocy z 9 na 10 wrze­śnia zała­mała się nie­miecka obrona na Górze Świętej Małgorzaty, która rów­nież została zdo­byta przez pol­ską pie­chotę. Piątek został po cięż­kich wal­kach opa­no­wany w połu­dnie 10 wrze­śnia. Jednocześnie Wielkopolska BK wycho­dzi w rejon na połu­dnie od Piątka, zagra­ża­jąc sta­no­wi­skom ognio­wym znaj­du­ją­cej się tu nie­miec­kiej arty­le­rii. Ranny został dowódca 30. DP, gen. por. Kurt von Briesen, musiał zostać odwie­ziony do szpi­tala. Dowodzenie dywi­zją prze­jął płk Moritz Basler, dowódca 26. Pułku Piechoty.

Pozostałości sprzętu 17. Wielkopolskiej Dywizji Piechoty, która przypadkowo starła się z niemiecką 17. Dywizją Piechoty wchodzącą w skład XIII Korpusu Armijnego.

Pozostałości sprzętu 17. Wielkopolskiej Dywizji Piechoty, która przy­pad­kowo starła się z nie­miecką 17. Dywizją Piechoty wcho­dzącą w skład XIII Korpusu Armijnego.

Atak pol­ski odnosi sku­tek i cała nie­miecka dywi­zja, która była ugru­po­wana fron­tem na wschód, musi się nagle cofać na połu­dnie, przez Zgierz w stronę Łodzi. Przy takiej nagłej zmia­nie ugru­po­wa­nia nastę­puje prze­mie­sza­nie pod­od­dzia­łów bojo­wych ze służ­bami i tabo­rami, które zaczy­nają tara­so­wać drogę. Odwrót zauwa­żają pol­skie samo­loty roz­po­znaw­cze, które krążą nad polem walki wyko­rzy­stu­jąc fakt nie­obec­no­ści w tym rejo­nie Luftwaffe. Na zatło­czone nie­miec­kim woj­skiem drogi jest kie­ro­wany ogień pol­skiej arty­le­rii. Sztab nie­miec­kiego X Korpusu Armijnego został ewa­ku­owany z Ozorkowa do Zgierza, pod­czas gdy sztab 8. Armii prze­nosi się z Łodzi do Brzezin, czę­ściowo scho­dząc z osi pol­skiego natar­cia.

Tego dnia 6. Pułk Ułanów Kaniowskich z Podolskiej BK w zaska­ku­ją­cym ataku ponow­nie zdo­był Uniejów, przez który prze­bie­gały szlaki zaopa­trze­nia nie­miec­kiej 8. Armii. Z kolei 9. Pułk Ułanów Małopolskich i 14. Pułk Ułanów Jazłowieckich parły w kie­runku na Wartkowice, i dalej na Poddębice. W Wartkowicach zasko­czono nie­miecki oddział kwa­ter­mi­strzow­ski, który pod­jął próbę cha­otycz­nej obrony, zakoń­czo­nej nie­po­wo­dze­niem.

Wieczorem 10 wrze­śnia kawa­le­ria gen. bryg. Grzmota-Skotnickiego zajęła też Parzęczew, prze­ci­na­jąc drogę z Turka na Aleksandrów Łódzki (a stąd bie­gła droga do Zgierza i droga do Łodzi) w kilku miej­scach. Tym samym zablo­ko­wano moż­li­wość podej­ścia nie­miec­kiej 221. DP, która szła z odsie­czą dla zdez­or­ga­ni­zo­wa­nej i wyco­fu­ją­cej się w nie­ła­dzie 30. DP.

Aby rato­wać sytu­ację w pasie obrony 30. DP, gen. płk Johannes Blaskowitz musiał zawró­cić swój XIII Korpus idący na Skierniewice, by jego dwie dywi­zje ruszyły do kontr­ataku na pol­skie zgru­po­wa­nie ude­rze­niowe. Jednocześnie gen. von Rundstedt pode­słał dowódcy 8. Armii kolejną, 213. DP ze swo­jego odwodu.

Oddziały z nowych związ­ków tak­tycz­nych poja­wiły się przed fron­tem nacie­ra­ją­cych wojsk pol­skich już 10 wrze­śnia. Niemiecka 17. DP z XIII KA zablo­ko­wała podej­ścia na Łódź, zaj­mu­jąc pozy­cje pod Ozorkowem i poło­żoną na wschód od niego Modlną. 10. DP z tego kor­pusu zatrzy­mała się w Skierniewicach, co umoż­li­wiło Armii „Łódź” ode­rwa­nie się od nie­przy­ja­ciela i wyco­fa­nie w kie­runku Modlina. Z kolei 24. DP z X KA zatrzy­mała się w Łowiczu orga­ni­zu­jąc obronę wokół tego mia­sta skie­ro­waną fron­tem na pół­noc – na wypa­dek, gdyby woj­ska pol­skie usi­ło­wały oskrzy­dlić nie­miec­kie ugru­po­wa­nie od wschodu. Tymczasem nacie­ra­jąca 25. DP zaczęła wal­czyć o Sierpów (na dro­dze do Ozorkowa i dalej do Zgierza) oraz Leśmierz (na dro­dze do Modlnej i dalej do Strykowa). Kontratak nie­miec­kiej 17. DP na chwilę odrzu­cił Polaków od tych miej­sco­wo­ści, ale po połu­dniu znów Sierpów i Leśmierz zaata­ko­wała pol­ska pie­chota, przy wspar­ciu arty­le­rii, w tym 25. dac. Do walki wpro­wa­dzono też pol­ską 17. DP, która nacie­rała na Modlną.

Tymczasem pod Sypinem pol­ska 14. DP zasko­czyła nie­miecki dywi­zjon arty­le­rii z 30. DP, w ataku na dywi­zjon wzięła udział kawa­le­ria dywi­zyjna i 72. Kompania Czołgów Rozpoznawczych. Wieczorem kom­pa­nia zaata­ko­wała dywi­zjon arty­le­rii cięż­kiej w lesie na pół­noc od Giecza. Zaskoczenie Niemców było tak duże, że porzu­ciw­szy sprzęt rato­wali się ucieczką. W ręce pol­skie wpa­dło 12 armat kal. 150 mm, jasz­cze z amu­ni­cją, samo­chody cię­ża­rowe i moto­cy­kle. Z braku moż­li­wo­ści odho­lo­wa­nia armat, znisz­czono je na miej­scu. Zniszczeniu uległ także jeden z dywi­zjo­nów 66. Pułku Artylerii Ciężkiej, przy­dzie­lo­nego ze składu 8. Armii do 30. Dywizji Piechoty.

10 wrze­śnia doszło też do cięż­kich walk pod Chruślewicami, mniej wię­cej 12 km na pół­noc od Głowna, gdzie na Wielkopolską BK spadł kontr­atak nie­miec­kiej 24. DP z Łowicza. Niemcy nacie­rali ze wschodu na zachód, usi­łu­jąc prze­ła­mać obronę zor­ga­ni­zo­waną tu przez 17. Pułk Ułanów Wielkopolskich. Ponieważ to wła­śnie z tej strony zagra­żało naj­więk­sze nie­bez­pie­czeń­stwo, gen. dyw. Kutrzeba chciał wła­śnie na wschod­nim skrzy­dle wpro­wa­dzić do walki świeżo przy­byłą Grupę Operacyjną gen. bryg. Mikołaja Bołtucia, zło­żoną z 4. DP i 16. DP. Obie dywi­zje, choć ponio­sły straty w dotych­cza­so­wych wal­kach, były w naj­lep­szym sta­nie spo­śród sił znaj­du­ją­cych się w dys­po­zy­cji Armii „Pomorze”, która miała teraz zostać włą­czona do Bitwy nad Bzurą.

11 wrze­śnia 64. Pułk Piechoty z 16. DP ruszył do ataku na Łowicz (przez który prze­pływa rzeka Bzura). Samego mia­sta bro­nił nie­miecki 102. pp z 24. DP. Teoretycznie siły były równe, ale w prak­tyce nie­miecki oddział poniósł w dotych­cza­so­wych wal­kach mniej­sze straty, miał sil­niej­szą arty­le­rię, więk­sze zapasy amu­ni­cji, no i bro­nił się w opar­ciu o zabu­do­wa­nia miej­skie, pod­czas gdy pol­ski pułk musiał ata­ko­wać przez otwarte pola. Walki o pół­nocną część Łowicza trwały cały dzień, 11 wrze­śnia i dopiero o zmroku pol­ska pie­chota dotarła do Bzury. Walki o połu­dniową, więk­szą część Łowicza trwały całą noc, ale nad ranem Niemcy opu­ścili mia­sto.

Tego samego dnia na odsiecz Wielkopolskiej BK, która została prak­tycz­nie odcięta od prze­praw nad Bzurą, ruszyła 4. DP. Po sfor­so­wa­niu rzeki oka­zało się, że na połu­dnio­wym brzegu są Niemcy. Ponownie trzeba było zdo­by­wać wsie, wcze­śniej już opa­no­wane przez Wielkopolską BK, ale póź­niej utra­cone. Jednocześnie odcięta kawa­le­ria gen. bryg. Abrahama nie zamie­rzała bro­nić się sta­tycz­nie, lecz pod­jęła natar­cie na Głowno, idąc na czele 7. Pułku Strzelców Konnych. Taki ruch zasko­czył Niemców, któ­rzy ponie­śli straty.

Na zacho­dzie grupa kawa­le­rii gen. bryg. Grzmota-Skotnickiego też napo­tkała na trud­no­ści. Gen. dyw. Kutrzeba liczył na to, że obie bry­gady kawa­le­rii wyko­nają głę­boki rajd na tyły nie­przy­ja­ciela aż pod Łódź, by zmu­sić 8. Armię do cof­nię­cia się na zachód w oba­wie odcię­cia, a tym­cza­sem Grupa Operacyjna Kawalerii zwarła się w wal­kach pod Wartkowicami z 221. DP i pod­cho­dzącą 213. DP. W tej sytu­acji nie było mowy o posu­wa­niu się dalej na połu­dnie, w kie­runku Poddębic i dalej do Lutomierska, bo trzeba było powstrzy­mać dwie nie­miec­kie dywi­zje pie­choty przed inter­wen­cją prze­ciwko Grupie Operacyjnej gen. Knolla-Kownackiego.

Na tym eta­pie walk zain­ge­ro­wał sam dowódca GA „Południe”, gen. płk Gerd von Rundstedt. Postanowił on prze­ka­zać do dys­po­zy­cji gen. płk. Blaskowitza XI Korpus ze składu 10. Armii (gen. arty­le­rii Emil Leeb, 18. i 19. DP). Co prawda dywi­zje pan­cerne i lek­kie nadal kie­ro­wały się na Warszawę, ale tempo ich natar­cia zostało spo­wol­nione.

Niemieckie wojska wkraczające do Łęczycy w połowie września 1939 r. Jak widać na zdjęciu, niemieckie dywizje piechoty również miały tabory i artylerię o ciągu konnym.

Niemieckie woj­ska wkra­cza­jące do Łęczycy w poło­wie wrze­śnia 1939 r. Jak widać na zdję­ciu, nie­miec­kie dywi­zje pie­choty rów­nież miały tabory i arty­le­rię o ciągu kon­nym.

Na 12 wrze­śnia gen. dyw. Kutrzeba zapla­no­wał kon­ty­nu­owa­nie natar­cia. Grupa kawa­le­rii gen. bryg. Grzmota-Skotnickiego miała zdo­być Wartkowice i roz­wi­nąć powo­dze­nie na Poddębice. Grupa Operacyjna gen. Knolla-Kownackiego miała zająć Ozorków i nacie­rać w kie­runku na Zgierz i Stryków. Z kolei gen. bryg. Bołtuć ze swoją Grupą Operacyjną (już nie „Wschód”, lecz „Bołtuć”) miał nacie­rać w kie­runku na Głowno, osła­nia­jąc skrzy­dło pol­skiego zgru­po­wa­nia od strony Łowicza i Skierniewic.

Innych jed­no­stek Armii „Pomorze” nie można było wyko­rzy­stać, 27. DP bowiem powstrzy­my­wała natar­cie nie­miec­kiego III KA z 4. Armii GA „Północ” na Włocławek, czyli na tyłach nacie­ra­ją­cego na połu­dnie zgru­po­wa­nia pol­skiego nad Bzurą. Z kolei 26. DP została skie­ro­wana na Żychlin i dalej na Sochaczew, by nie dopu­ścić jed­no­stek 4. Armii nacie­ra­ją­cej na pra­wym brzegu Wisły w kie­runku na Wyszogród, by prze­szły one przez Wisłę na połu­dnie i prze­cięły Polakom drogę na Warszawę w rejo­nie Sochaczewa. W skła­dzie 26. DP były trzy bata­liony ON („Kcynia”, „Wągrowiec” i „Żnin”), które zostały skie­ro­wane na Sochaczew jako pierw­sze.

12 wrze­śnia wciąż nie udało się zdo­być Głowna, gen. bryg. Bołtuć pozwo­lił bowiem 4. DP odpo­cząć i nie wpro­wa­dził jej do walki w ślad za Wielkopolską BK. Z kolei, z dru­giej strony pol­skiego ugru­po­wa­nia 25. DP ruszyła do ataku na Ozorków. Po połu­dniu udało się oskrzy­dlić mia­sto zmu­sza­jąc Niemców do wyco­fa­nia się i 60. Pułk Piechoty z 25. DP mógł wkro­czyć do Ozorkowa. Sąsiedni, 56. Pułk Piechoty, wyko­rzy­stu­jąc ten suk­ces, z dużo więk­szą łatwo­ścią zdo­był Miasto-Ogród Sokolniki. Nacierająca dalej na wschód 17. DP zdo­łała w końcu prze­ła­mać nie­miecką obronę pod Modlną i ruszyć na Stryków. Wkrótce jed­nak dal­sze posu­wa­nie się dywi­zji zostało powstrzy­mane przez opór nie­miec­kiej 10. DP.

Koniec pol­skiego natar­cia

12 wrze­śnia pol­skie natar­cie znacz­nie stra­ciło na impe­cie. Co prawda zdo­łano wbić się na 20 – 25 km w głąb nie­miec­kiego ugru­po­wa­nia, ale Niemcy zdo­łali ścią­gnąć liczne jed­nostki i szybko zor­ga­ni­zo­wali twardą, aktywną obronę, kontr­ata­ku­jąc przy każ­dej oka­zji. Naczelne Dowództwo WP nie zro­biło nic by wes­przeć dzia­ła­nia gen. dyw. Kutrzeby. Armia „Łódź” sko­rzy­stała z chwi­lo­wego wytchnie­nia i odda­liła się w kie­runku na Modlin, bo drogę na Warszawę miała już odciętą. Do bar­dziej zde­cy­do­wa­nych dzia­łań nie wyko­rzy­stano też Armii „Modlin” (która wów­czas trzy­mała też Kampinos po połu­dnio­wej stro­nie Wisły, na pół­nocny wschód od Sochaczewa), nie doko­nała ona jakie­go­kol­wiek zwrotu zaczep­nego by odcią­gnąć część sił nie­miec­kich.

W tej sytu­acji woj­ska Armii „Poznań” i Armii „Pomorze” sta­nęły naprze­ciw 8. Armii wzmoc­nio­nej odwo­dami GA „Południe” i na razie jed­nym kor­pu­sem armij­nym prze­su­nię­tym z 10. Armii.
Sam gen. dyw. Kutrzeba też popeł­nił błędy. Po pierw­sze, nie nad­zo­ro­wał dzia­łań Grupy Operacyjnej gen. Knolla-Kownackiego, która nacie­rała na zbyt sze­ro­kim fron­cie, a poszcze­gólne dywi­zje nie udzie­lały sobie nawza­jem wspar­cia, rów­nież dzia­ła­jąc w zbyt sze­ro­kich pasach. Nie wyko­rzy­stano też 7. Pułku Artylerii Ciężkiej, który mógłby pomóc przy prze­ła­my­wa­niu nie­miec­kiej obrony. Mało zde­cy­do­wa­nie dzia­łała kawa­le­ria, nie wyko­rzy­stano więc szansy, by posu­nęła się ona dalej, oskrzy­dla­jąc prze­ciw­nika. Choć umiesz­cze­nie na skrzy­dłach teo­re­tycz­nie szyb­szej od pie­choty kawa­le­rii suge­ro­wało wła­śnie zamiar oskrzy­dle­nia wroga.

12 wrze­śnia dowo­dze­nie nad cało­ścią sił nacie­ra­ją­cych przez Bzurę (Grupa Kawalerii gen. Grzmota-Skotnickiego, Grupa Operacyjna gen. Knolla-Kownackiego, Wielkopolska BK, Grupa Operacyjna gen. Bołtucia) zapro­po­no­wano gen. dyw. Bortnowskiemu, który zaj­mo­wał się obroną Włocławka i utrzy­ma­niem łącz­no­ści z Kampinosem, czyli osłoną zgru­po­wa­nia ude­rze­nio­wego od pół­nocy. Jednakże gen. Bortnowski odmó­wił, nie chciał bowiem brać odpo­wie­dzial­no­ści za całość natar­cia, które pomału tra­ciło impet w obli­czu ścią­ga­nia wzmoc­nie­nia przez Niemców.

Brak postę­pów skło­nił gen. dyw. Kutrzebę do prze­rwa­nia natar­cia. Zdał on sobie sprawę, że kon­ty­nu­owa­nie dzia­łań zaczep­nych może tylko przy­nieść kolejne straty, bez istot­nych zysków. Jaki bowiem sens miało by zdo­by­cie Strykowa i Głowna? Wojsko Polskie nie miało dość sił, by osią­gnąć coś wię­cej, zwłasz­cza że grupa armii gen. dyw. Kutrzeby dzia­łała w osa­mot­nie­niu, nie pomo­gła jej ani Armia „Łódź”, ani Armia „Modlin”. Same były zbyt słabe, by pod­jąć poważ­niej­sze dzia­ła­nia zaczepne, ale jaka­kol­wiek aktyw­ność mogła przy­czy­nić się do zwią­za­nia więk­szych sił nie­miec­kich.
To, że Naczelne Dowództwo WP mu nie pomoże, gen. dyw. Kutrzeba wie­dział bar­dzo dobrze. Skąd? Ponieważ 12 wrze­śnia otrzy­mał z Brześcia nad Bugiem roz­kaz, by nacie­rał na… Radom! Wojska gene­rała miały pro­blem ze zdo­by­ciem Głowna i Strykowa, a tu taki roz­kaz, z dużym roz­ma­chem. Oczywiście nie­re­ali­styczny i pozba­wiony w tej kon­kret­nej sytu­acji sensu.

Dlatego gen. dyw. Tadeusz Kutrzeba zro­zu­miał, że kwa­tera Naczelnego Wodza znaj­du­jąca się daleko od rejonu walk, funk­cjo­nuje w ode­rwa­niu od rze­czy­wi­sto­ści, w każ­dym razie zupeł­nie nie rozu­mie, co się dzieje. W tej sytu­acji nie ma co liczyć na koor­dy­na­cję dzia­łań z resztą for­ma­cji Wojska Polskiego, czy jaką­kol­wiek pomoc.

W tej sytu­acji wie­czo­rem 12 wrze­śnia gen. Kutrzeba pod­jął decy­zję o zaprze­sta­niu dal­szego natar­cia i wyco­fa­niu się z powro­tem za Bzurę. Generał uznał pier­wotny zamysł za wyko­nany – zwią­zano siły nie­miec­kie unie­moż­li­wia­jąc im sku­teczne prze­cię­cie drogi na Warszawę, umoż­li­wia­jąc też odej­ście Armii „Łódź”. W dniach 10 – 13 wrze­śnia dywi­zje Armii „Łódź” usi­ło­wały prze­bić się na Warszawę, 2. DP Legionów przez Błonie, 28. DP przez Żyrardów – Grodzisk Mazowiecki, a 30. DP przez Puszczę Mariańską – Mszczonów.

Zniszczony most kolejowy w Łowiczu w trakcie odbudowy. Wycofujące się Wojsko Polskie zniszczyło za sobą niektóre mosty na Bzurze, w tym most drogowy i kolejowy w Łowiczu (w tle, prowizorycznie odbudowany).

Zniszczony most kole­jowy w Łowiczu w trak­cie odbu­dowy. Wycofujące się Wojsko Polskie znisz­czyło za sobą nie­które mosty na Bzurze, w tym most dro­gowy i kole­jowy w Łowiczu (w tle, pro­wi­zo­rycz­nie odbu­do­wany).

13 wrze­śnia gen. bryg. Thommée zdał sobie sprawę z tego, że siły nie­miec­kiej 10. Armii zwró­cone fron­tem na sto­licę są zbyt mocne, nawet ata­ko­wane od tyłu. Dlatego doko­nano zwrotu na pół­noc, by przez Teresin (pomię­dzy Sochaczewem a Błoniem) ruszyć przez teren Puszczy Kampinoskiej do prze­praw na Wiśle w rejo­nie Nowego Dworu Mazowieckiego. W poło­wie wrze­śnia pozo­sta­ło­ści Armii „Łódź” dotarły do Modlina i „zaba­ry­ka­do­wały” się w twier­dzy, sta­wia­jąc w Modlinie opór Niemcom.

Równolegle z pol­skim natar­ciem nad Bzurą, trwały walki o Warszawę. 4. DPanc już pod wie­czór 8 wrze­śnia zdo­była war­szaw­skie Okęcie i Włochy, a 1. DPanc sta­nęła w tym cza­sie pod Górą Kalwarią. Następnego dnia kontr­ata­ko­wali jed­nak Polacy wsparci kil­ku­na­stoma czoł­gami 7TP z arma­tami kal. 37 mm, nie­miec­kie natar­cie zostało więc powstrzy­mane na połu­dniowo zachod­nich przed­mie­ściach Warszawy. 11 wrze­śnia 4. DPanc musiała się wyco­fać do Piastowa. Nacisk nie­miecki znacz­nie zelżał, co było spo­wo­do­wane odej­ściem XI KA nad Bzurę, dając obroń­com Warszawy wytchnie­nie i czas na lep­sze zor­ga­ni­zo­wa­nie obrony. Do Warszawy wciąż prze­dzie­rali się żoł­nie­rze pobi­tego zgru­po­wa­nia pół­noc­nego Armii „Prusy”.

Po wyco­fa­niu Grupy Operacyjnej gen. Knolla-Kownackiego znad Bzury, co miało odbyć się pod osłoną kawa­le­rii na skrzy­dłach, grupa ta miała ruszyć przez ugru­po­wa­nie gen. Bołtucia w kie­runku na Sochaczew, utrzy­mu­jąc kory­tarz do Warszawy. W razie potrzeby, zgru­po­wa­nie gen. Knolla-Kownackiego miało się prze­bi­jać siłą, a za nim miała podą­żać reszta wojsk. Dlaczego zde­cy­do­wano się na prze­gru­po­wa­nie sił armii, a nie pro­ste utrzy­my­wa­nie dotych­cza­so­wego szyku – trudno powie­dzieć. W każ­dym razie był to kolejny błąd Kutrzeby, przez który stra­cono czas, a ponadto zro­biło się małe zamie­sza­nie.

Niemieccy piechurzy zmotoryzowani z 4. Dywizji Pancernej (XVI Korpus Zmotoryzowany, 10. Armia) w czasie walk na ulicach w Sochaczewie, połowa września 1939 r.

Niemieccy pie­chu­rzy zmo­to­ry­zo­wani z 4. Dywizji Pancernej (XVI Korpus Zmotoryzowany, 10. Armia) w cza­sie walk na uli­cach w Sochaczewie, połowa wrze­śnia 1939 r.

Odwrót znad Bzury

Żołnierze nie rozu­mieli, dla­czego muszą się nagle wyco­fać. W ich oczach natar­cie roz­wi­jało się dobrze. Nie wie­dzieli, że na pół­nocy ugru­po­wa­nia armii nacisk na 27. DP pod Włocławkiem był coraz sil­niej­szy, a ponadto Niemcy prze­pra­wili się przez Wisłę pod Płockiem. W rejon nie­miec­kiego przy­czółka skie­ro­wano 15. DP z Armii „Pomorze”, ostat­nią dostępną wielką jed­nostkę, ale nie zdo­łała ona odrzu­cić nie­przy­ja­ciela z powro­tem za Wisłę. Właśnie nie­bez­pie­czeń­stwo z pół­nocy skło­niło gen. dyw. Kutrzebę do zmiany kie­runku wysiłku obu armii z połu­dnia na wschód.

W cza­sie gdy gen. dyw. Tadeusz Kutrzeba 13 wrze­śnia zaczął wyco­fy­wać „swoją” Grupę Operacyjną gen. Knolla-Kownackiego (14. DP, 17. DP i 25. DP), gen. dyw. Bortnowski posta­no­wił „swoją” Grupą Operacyjną gen. Bołtucia (4. DP i 16. DP), do któ­rej dołą­czono też 26. DP, nacie­rać przez Łowicz w kie­runku Skierniewic. Ten zwrot zaczepny miał umoż­li­wić przej­ście Grupy Operacyjnej gen. Knolla-Kownackiego oraz kawa­le­rii obu armii na pół­noc od zgru­po­wa­nia gen. Bołtucia, w kie­runku na Sochaczew i dalej na Błonie. Natomiast gen. dyw. Bortnowski pla­no­wał spod Skierniewic marsz przez Żyrardów, Grodzisk Mazowiecki, Brwinów i Milanówek na Warszawę, osła­nia­jąc siły gen. dyw. Kutrzeby od połu­dnia. Dlatego po połu­dniu 13 wrze­śnia 16. DP ponow­nie ruszyła do natar­cia na Łowicz, który przed chwilą bez walki opu­ściła!

14 wrze­śnia całe mia­sto zostało zdo­byte, ale na połu­dnie od niego, w rejo­nie Bobrownik i Nieborowa, natra­fiono na linie obronne nie­miec­kiej 18. DP z XI Korpusu Armijnego 10. Armii, skie­ro­wa­nego do wzmoc­nie­nia 8. Armii. Również nacie­ra­jąca na wschód od 16. DP pol­ska 26. DP prze­kro­czyła co prawda Bzurę w rejo­nie Bednar i na wschód od tej dużej wsi, ale zaraz za rzeką pułki dywi­zji natra­fiły na nie­miecką 19. DP, też z XI Korpusu Armijnego. Dywizja została zatrzy­mana jesz­cze przed Bolimowem.

Transporter rozpoznawczy SdKfz 232 Schwerer Panzerspähwagen (8-Rad) z batalionu rozpoznawczego 4. DPanc w czasie walk o Sochaczew, połowa września 1939 r.

Transporter roz­po­znaw­czy SdKfz 232 Schwerer Panzerspähwagen (8‑Rad) z bata­lionu roz­po­znaw­czego 4. DPanc w cza­sie walk o Sochaczew, połowa wrze­śnia 1939 r.

Nieco lepiej poszło 4. DP, która nacie­rała na wschód od Łowicza. Zdołała ona prze­bić się pod Ząbkowice Górne, wal­cząc z 24. DP z X Korpusu Armijnego 8. Armii. Była ona już osła­biona wcze­śniej­szymi wal­kami, dla­tego tutaj pol­ska jed­nostka była w sta­nie nieco ją ode­pchnąć.

Przez cały dzień 14 wrze­śnia trwały walki o Łowicz. Dowódca nie­miec­kiej 30. DP wpro­wa­dził do walki swoje odwody i wie­czo­rem zdo­łał wypchnąć 16. DP z więk­szej czę­ści mia­sta. Czasu na dłu­gie prze­py­chanki nie było, pol­skie roz­po­zna­nie lot­ni­cze ujaw­niło bowiem, że drogą z Błonia na Sochaczew posuwa się duża zmo­to­ry­zo­wana grupa nie­miec­kich wojsk. Pojazdy i czołgi zaob­ser­wo­wano też na rów­no­le­głych dro­gach. Gen. dyw. Bortnowski, który oso­bi­ście wysłu­chał mel­dunku obser­wa­tora lot­ni­czego uznał, że w kie­runku Sochaczewa masze­ruje nie­miecka dywi­zja pan­cerna. Dlatego trzeba się było przy­go­to­wać do walki z nowym prze­ciw­ni­kiem.

W nocy z 14 na 15 wrze­śnia wszyst­kie trzy dywi­zje zgru­po­wa­nia gen. bryg. Bołtucia wyco­fały się ponow­nie na pół­nocny brzeg Bzury. Trzeba było zor­ga­ni­zo­wać obronę cało­ścią sił, a nie mogła być ona prze­dzie­lona rzeką na pół. Ponadto na połu­dnie od Bzury gro­ma­dziły się coraz więk­sze siły nie­miec­kie, zagra­ża­jąc znaj­du­ją­cym się tu woj­skom pol­skim.

Gen. dyw. Kutrzeba zde­cy­do­wał jed­nak nieco ina­czej. W rejon Łowicza pod­cho­dziła Grupa Operacyjna gen. Knolla-Kownackiego, a za nią kawa­le­ria. To wła­śnie ona miała zmie­rzyć się z nowym prze­ciw­ni­kiem, a gen. bryg. Bołtuć miał znów nacie­rać na Skierniewice… Trzeci raz w tym samym miej­scu.

Noc 14 na 15 wrze­śnia gen. dyw. Kutrzeba spę­dził nad mapą, kal­ku­lu­jąc i roz­wa­ża­jąc wszel­kie moż­li­wo­ści. Na pomoc gen. dyw. Bortnowskiego nie mógł liczyć, ten był bowiem cał­ko­wi­cie wyczer­pany ner­wowo, na gra­nicy zała­ma­nia.

Przede wszyst­kim gen. Kutrzeba posta­no­wił uchwy­cić prze­prawy na dol­nej Bzurze. Za Sochaczewem Bzura skrę­cała na pół­noc i wpa­dała do Wisły w rejo­nie Wyszogrodu. W ten spo­sób cał­kiem już pokaźna rzeka odgra­dzała drogę na Warszawę. Dlatego Niemcy posta­no­wili za wszelką cenę zatrzy­mać pol­skie zgru­po­wa­nie. Już 13 wrze­śnia prze­rwano natar­cie na Warszawę i skie­ro­wano XVI Korpus Zmotoryzowany w rejon mię­dzy Sochaczew a Wisłę. Wchodzące w jego skład 1. DPanc i 4. DPanc były w sta­nie szybko się prze­mie­ścić i zor­ga­ni­zo­wać silną obronę, dys­po­nu­jąc znaczną siłą ognia.

Broniący Sochaczewa drugi batalion 18. pułku piechoty 26. Dywizji Piechoty stracił w walce 80% stanu osobowego. Na zdjęciu: polska kawaleria w trakcie przemarszu przez miasto

Broniący Sochaczewa drugi bata­lion 18. pułku pie­choty 26. Dywizji Piechoty stra­cił w walce 80% stanu oso­bo­wego. Na zdję­ciu: pol­ska kawa­le­ria w trak­cie prze­mar­szu przez mia­sto.

Jako pierw­sza pod Brochów w poło­wie drogi mię­dzy Sochaczewem a Wisłą dotarła 4. DPanc. Do walki z Niemcami pod Brochowem jako pierw­sza, już pod wie­czór 14 wrze­śnia, sta­nęła Wielkopolska BK. Polacy zdo­łali uchwy­cić przy­czó­łek na wschod­nim brzegu rzeki zanim dotarły tu więk­sze siły 4. DPanc. Doszło do boju spo­tka­nio­wego, a nawet do bitwy pan­cer­nej – TKS z kom­pa­nii roz­po­znaw­czej bry­gady kon­tra nie­miec­kie Panzer I… Jak można się było tego spo­dzie­wać, walki pod Brochowem 15 wrze­śnia były bar­dzo cięż­kie.

Mimo wszystko, chyba głów­nie z powodu tego, że więk­szość sił 4. DPanc została jed­nak skie­ro­wana na Sochaczew, 16 wrze­śnia Wielkopolska BK nie tylko zdo­była Brochów, ale zdo­łała posze­rzyć przy­czó­łek w kie­runku Kampinosu. Niedługo miała nadejść Podolska BK, która miała rów­nież zna­leźć się w pod­po­rząd­ko­wa­niu gen. bryg. Romana Abrahama, dowódcy Wielkopolskiej BK.

Niemcy skie­ro­wali wię­cej sił do walk w Sochaczewie, tutaj bowiem szła grupa pie­choty gen. bryg. Knolla-Kownackiego. Gdyby prze­szła przez Sochaczew i gdyby pol­ska pie­chota wsparta arty­le­rią zdo­łała skrę­cić za Sochaczewem na pół­nocny wschód i dojść do Wisły, zamknę­łaby nie­miec­kie siły w Brochowie w okrą­że­niu. Dlatego warun­kiem blo­ko­wa­nia przej­ścia na Warszawę pod Brochowem było utrzy­ma­nie Sochaczewa.

Tymczasem 15 – 16 wrze­śnia trzeba było stop­niowo prze­mie­ścić trzy dywi­zje pie­choty na wschód, spod Łęczycy i z rejonu na wschód od niej w stronę Sochaczewa. Trzeba jed­nak było trzy­mać prze­prawy przez Bzurę w rejo­nie Łęczycy, by umoż­li­wić powrót Grupy Kawalerii gen. bryg. Grzmota-Skotnickiego (Podolska i Pomorska BK) spod Wartkowic na pół­nocny brzeg Bzury.
Trwał wyścig z cza­sem. Kiedy pol­ska pie­chota ostroż­nie odry­wa­jąc się od nie­przy­ja­ciela, ści­gana przez pie­chotę 8. Armii, prze­miesz­czała się na wschód, Niemcy ścią­gali kolejne siły pod Sochaczew i Brochów. 4. DPanc została w cało­ści prze­miesz­czona do Sochaczewa, pod­czas gdy pod Brochów ścią­gnięto 1. DPanc. Pod Sochaczewem był też bata­lion zmo­to­ry­zo­wany z pułku „Leibstandarte SS Adolf Hitler” (LSSAH).

Polskie natar­cie na Sochaczew mogło się roz­po­cząć dopiero 16 wrze­śnia nad ranem, a mogła w nim uczest­ni­czyć tylko 26. DP, wal­cząca wcze­śniej pod Łowiczem. Dywizja nie zaata­ko­wała dobrze bro­nio­nego Sochaczewa, lecz usi­ło­wała sfor­so­wać Bzurę pod Kozłowem Szlacheckim, jakieś 7 – 8 km w górę rzeki od Sochaczewa (na połu­dniowy zachód od mia­sta). Jednak do połu­dnia 16 wrze­śnia nie zdo­łała ona prze­ła­mać nie­miec­kiej obrony.

Jakby nie dość tego, na 26. DP spadł kontr­atak pie­choty zmo­to­ry­zo­wa­nej 1. DPanc wsparty czoł­gami, do walki z nimi Polacy mogli rzu­cić jedy­nie wła­sne armaty prze­ciw­pan­cerne, arty­le­rię polową i kilka TKS-ów. Mimo, że Niemcy ponie­śli stratę w postaci 16 unie­ru­cho­mio­nych czoł­gów, to jed­nak prze­szli przez ugru­po­wa­nie 26. DP i zde­rzyli się z puł­kami pod­cho­dzą­cej 14. DP. Niemieckie siły zdo­łały poroz­dzie­lać pułki 14. DP, która w cięż­kich wal­kach została prak­tycz­nie roz­bita, jej poszcze­gólne zgru­po­wa­nia były kolejno nisz­czone przez prze­wa­ża­jące siły nie­miec­kie.

17 wrze­śnia pozo­sta­ło­ści 14. DP usi­ło­wały się prze­bi­jać w kie­runku Kampinosu, obcho­dząc Sochaczew od pół­noc­nego wschodu. Tego dnia nie­miecka arty­le­ria ciężko raniła w głowę dowódcę dywi­zji, gen. bryg. Franciszka Włada, który zmarł następ­nego dnia. Po śmierci dowódcy dywi­zja poszła w roz­sypkę. Tylko nie­wielu żoł­nie­rzy 14. DP prze­do­stało się do Kampinosu, for­ma­cja ta prak­tycz­nie prze­stała ist­nieć.

Porzucone z boku drogi polskie tabory – symbol szosy piotrkowskiej, na której rozegrał się dramat Wojska Polskiego we wrześniu 1939 r., co doprowadziło do „ustawienia” scenariusza Bitwy nad Bzurą.

Porzucone z boku drogi pol­skie tabory – sym­bol szosy piotr­kow­skiej, na któ­rej roze­grał się dra­mat Wojska Polskiego we wrze­śniu 1939 r., co dopro­wa­dziło do „usta­wie­nia” sce­na­riu­sza Bitwy nad Bzurą.

Niemcy 16 wrze­śnia prze­szli też do natar­cia 4. DPanc, z rejonu Brochowa. Natarcie spa­dło na 25. DP i na część 17. DP. Ta ostat­nia dywi­zja była w sta­nie wysłać na Sochaczew jeden pułk, któ­rego żoł­nie­rze wkro­czyli nawet do mia­sta opusz­czo­nego teraz przez Niemców. Nie miało to jed­nak więk­szego zna­cze­nia, na zachód bowiem od Sochaczewa ope­ro­wały dwie nie­miec­kie dywi­zje pan­cerne i pułk zmo­to­ry­zo­wany SS, więc pozy­cja obronna w Sochaczewie mogłaby zostać łatwo odcięta.

W tym cza­sie Dowództwo Obrony Warszawy (gen. bryg. Walerian Czuma) chciało odcią­żyć nieco wal­czą­cych nad Bzurą. W nocy z 15 na 16 wrze­śnia płk Marian Porwit ze sztabu gen. bryg. W. Czumy zapro­po­no­wał wypad z Warszawy na zachód siłami sied­miu bata­lio­nów, żeby zwią­zać część sił nie­miec­kich. Jednak planu tego nie zatwier­dził gen. dyw. Rómmel, dowódca Armii „Warszawa”.

Pobojowisko po forsowaniu Bzury przez wycofujące się oddziały Wojska Polskiego; 16-18 września 1939 r. Jak widać, najbardziej ucierpiały tabory polskich wojsk.

Pobojowisko po for­so­wa­niu Bzury przez wyco­fu­jące się oddziały Wojska Polskiego; 16 – 18 wrze­śnia 1939 r. Jak widać, naj­bar­dziej ucier­piały tabory pol­skich wojsk.

Wyjście z okrą­że­nia

16 wrze­śnia przez Bzurę zdo­łała się prze­pra­wić Podolska BK i roz­po­częła ona odwrót przez Kampinos na Warszawę. Jednocześnie w rejon na pół­noc od Brochowa dotarła 15. DP, która zdo­łała utrzy­mać ten rejon, odpie­ra­jąc nie­miec­kie kontr­ataki. Tego samego dnia w rejo­nie Zduny – Niedźwiada 4. DP z Armii „Pomorze” odpie­rała ataki nie­miec­kiej 24. DP z 8. Armii, która usi­ło­wała wyjść na tyły obu pol­skich armii i zepchnąć je wprost na „kowa­dło” w postaci dywi­zji pan­cer­nych XVI Korpusu Zmotoryzowanego.

Cała 8. Armia nacie­rała teraz z linii Bzury pomię­dzy Łowiczem a rejo­nem Piątka, w kie­runku Kiernozi (miej­sco­wo­ści poło­żo­nej około 20 km na pół­noc od Łowicza). Z kolei spod Płocka do natar­cia na 27. DP (Armia „Pomorze”) ruszyła nie­miecka 3. DP z II Korpusu Armijnego z 4. Armii. W rejon zachod­niej czę­ści Puszczy Kampinoskiej skie­ro­wano też XV Korpus Zmotoryzowany z 10. Armii (gen. pie­choty Hermann Hoth) w skła­dzie 2. i 3. Dywizja Lekka.

Wobec trud­nego poło­że­nia wojsk pol­skich, gen. dyw. Kutrzeba odwo­łał 16 wrze­śnia natar­cie na Sochaczew i naka­zał prze­bi­ja­nie się do Kampinosu, przez Bzurę w Brochowie oraz na połu­dnie od tej miej­sco­wo­ści. Niestety, osta­tecz­nie 15. DP nie zdo­łała utrzy­mać tzw. przed­mo­ścia na Bzurze na pół­noc od Brochowa i została zepchnięta za rzekę, do Kampinosu. Pokiereszowana dywi­zja pono­sząc duże straty ode­szła przez Kampinos w kie­runku Warszawy. Tego dnia, 16 wrze­śnia póź­nym wie­czo­rem, Bzurę w Witkowicach, około 3 km na pół­noc od Brochowa, prze­kro­czyła kolumna samo­cho­dów sztabu gen. dyw. Kutrzeby.

W nocy z 16 na 17 wrze­śnia pozo­stałe dywi­zje Armii „Pomorze”, w tym 27. DP z Grupy Operacyjnej gen. Tokarzewskiego-Karaszewicza (gen. bryg. Michał Tokarzewski-Karaszewicz miał w swo­jej gru­pie jesz­cze 15. DP, która jed­nak ode­szła już w rejon na pół­noc od Brochowa), 4. DP, 16. DP i 26. DP z Grupy Operacyjnej gen. Bołtucia zebrały się w rejo­nie Osieka i Wiejsce, około 15 km na pół­nocny zachód od Sochaczewa. Wszystkie trzy dywi­zje tej nocy pod­jęły marsz przez Iłów na Budy Stare, około 5 – 6 km na zachód od Brochowa nad Bzurą.

17 wrze­śnia for­so­wa­nie Bzury w rejo­nie nieco na połu­dnie od Brochowa pod­jęła pie­chota z Grupy Operacyjnej gen. Knolla-Kownackiego. Jako pierw­sza prze­prawy miała zająć i utrzy­mać 25. DP. Jednak dowódca dywi­zji, gen. bryg. Franciszek Alter popro­sił dowódcę Grupy Operacyjnej, gen. bryg. Knolla-Kownackiego o pozwo­le­nie na for­so­wa­nie Bzury nieco dalej na pół­noc, w Brochowie, gdzie był most. Gen. bryg. Knoll-Kownacki, nie wie­dząc, że gen. dyw. Tadeusz Kutrzeba zapla­no­wał wza­jemną osłonę skrzy­deł, wyra­ził zgodę. 25. DP prze­szła więc nieco dalej na pół­noc i zaczęła prze­cho­dzić na wschodni brzeg Bzury w Brochowie. Kiedy więc idąca za nią 17. DP doszła do wyzna­czo­nego miej­sca prze­prawy, zamiast orga­ni­zo­wać nor­malne poko­na­nie rzeki, musiała doko­nać krwa­wego for­so­wa­nia walką, na dru­gim brzegu bowiem były nie­miec­kie jed­nostki. W dodatku w rejon Brochowa zaczy­nały pomału docie­rać dywi­zje pie­choty Armii „Pomorze”.

Porzucona, uszkodzona tankietka TKS. Niemal każda polska dywizja piechoty i brygada kawalerii miały kompanię złożoną z 13 wozów tego typu. Brygada Kawalerii miała ponadto 8 samochodów pancernych.

Porzucona, uszko­dzona tan­kietka TKS. Niemal każda pol­ska dywi­zja pie­choty i bry­gada kawa­le­rii miały kom­pa­nię zło­żoną z 13 wozów tego typu. Brygada Kawalerii miała ponadto 8 samo­cho­dów pan­cer­nych.

Na wciąż zaj­mo­wa­nej przez Polaków połaci ziemi mię­dzy Wisłą a Brochowem i w rejo­nie na zachód od tego odcinka, zaczęło robić się cia­sno. Na stło­czone oddziały zaczęły spa­dać sku­teczne nie­miec­kie ude­rze­nia lot­ni­cze. Aktywność nie­miec­kiego lot­nic­twa, w dniach 10 – 13 wrze­śnia nie­mal nie zauwa­żalna, zde­cy­do­wa­nie nabrała inten­syw­no­ści od 14 – 15 wrze­śnia, kiedy to gen. płk Rundstedt zdał sobie sprawę, jak poważna sytu­acja wytwo­rzyła się nad Bzurą. Ostatecznie przez rzekę 17 wrze­śnia zdo­łała się prze­pra­wić tylko część 17. DP.

Dzień póź­niej, 18 wrze­śnia, sytu­acja wojsk pol­skich stała się kry­tyczna, Niemcy zaci­skali pier­ścień okrą­że­nia ze wszyst­kich stron. Tego dnia oddziały XVI Korpusu Zmotoryzowanego coraz bar­dziej uszczel­niały zaporę na Bzurze na pół­noc od Sochaczewa, pod­czas gdy nacie­ra­jąca 8. Armia osią­gnęła szosę Sochaczew – Sanniki (pro­wa­dzącą dalej na Gąbin). Stopniowo zni­kały zwarte for­ma­cje, a pozo­sta­jące jesz­cze w okrą­że­niu pod­od­działy zamie­niały się w luźne grupy żoł­nie­rzy, prze­waż­nie bez broni cięż­kiej, usi­łu­jące prze­bi­jać się w kie­runku Kampinosu na wła­sną rękę.

Tego dnia, 18 wrze­śnia, Wielkopolska BK zaczęła docie­rać do Modlina, a stam­tąd przez Pamiry kie­ro­wała się na Warszawę, ście­ra­jąc się z nie­miecką 1. Dywizją Lekką z 10. Armii. Jednocześnie 15. DP toru­jąc sobie drogę pośród nie­miec­kich jed­no­stek w Kampinosie (ope­ro­wał tu XV Korpus Zmotoryzowany z 2. i 3. DLek), dotarł do Cybulic, około 5 km od Kazunia pod Nowym Dworem Mazowieckim. Nieco dalej na połu­dniowy zachód, w Starej Dąbrowie (10 km od Kazunia) dotarła 25. DP, ale bez znacz­nej czę­ści swo­ich sił (bra­ko­wało 56. pp i połowy 60. pp oraz 25. pal). Po połu­dniu gen. bryg. Alter ruszył z tymi siłami, które miał w kie­runku Modlina przez Kazuń. W nocy z 18 na 19 wrze­śnia udało się zebrać nie­mal całą 25. DP w rejo­nie Cybulic, ale stany poszcze­gól­nych oddzia­łów były niskie. Na przy­kład z 25. pal pozo­stały tylko dwie bate­rie.

Nie udało się nato­miast przejść reszt­kom 27. DP, która w ciągu 19 wrze­śnia została roz­bita w wal­kach z nie­miecką 2. DLek w pasie otwar­tego terenu pomię­dzy pół­noc­nym lasem pusz­czy, a połu­dnio­wym (dziś tego pasa już nie ma, całość jest zale­siona). 19 wrze­śnia gen. dyw. Kutrzeba spo­tkał się w Modlinie z gen. bryg. Thommée, zbie­ra­jąc w pobliżu 15. DP i 25. DP; kawa­le­ria (Wielkopolska i Podolska BK) dotarła tam już wcze­śniej.

W okrą­że­niu, na tere­nie o sze­ro­ko­ści 4 km i dłu­go­ści 7 km pozo­stała jesz­cze część Pomorskiej BK z gen. bryg. Grzmotem-Skotnickim, 4. DP, 16. DP i 26. DP, 14. DP bowiem została już roz­bita, a pozo­sta­ło­ści 17. DP zdo­łały już przejść do Kampinosu. Był tu jesz­cze gen. bryg. Michał Tokarzewski-Karaszewicz, gen. bryg. Mikołaj Bołtuć, a także gen. dyw. Władysław Bortnowski ze szta­bem
Armii „Pomorze”.

19 wrze­śnia pozo­stałe w okrą­że­niu siły pod­jęły próbę prze­bi­cia się w kie­runku Kampinosu. Tego dnia do Witkowic nad Bzurą (nie­całe 2 km na pół­noc od Brochowa) dotarły pozo­sta­ło­ści 4. DP, która miała uto­ro­wać drogę dla pozo­sta­łych sił. Poranny atak dywi­zji był sku­teczny i znaczna jej część zdo­łała się prze­pra­wić na wschodni brzeg Bzury. Kolejne jed­nostki dostały się nato­miast pod silny ogień nie­miecki i prze­prawę trzeba było prze­rwać. Od tego momentu dal­sze prze­dzie­ra­nie się do Kampinosu było pro­wa­dzone w małych grup­kach żoł­nie­rzy, zwarte oddziały prak­tycz­nie
prze­stały ist­nieć.

Gen. bryg. Bołtuć wydo­stał się z okrą­że­nia wraz z pozo­stałą czę­ścią 4. DP, ale poległ 22 wrze­śnia, w cza­sie walk pod Łomiankami, kiedy 4. DP (a raczej to co z niej zostało) prze­dzie­rała się z Modlina do Warszawy. Natomiast gen. dyw. Władysław Bortnowski pozo­stał z resztką swo­ich dywi­zji po zachod­niej stro­nie Bzury i tu 21 wrze­śnia został wzięty do nie­miec­kiej nie­woli.

Do Warszawy dotarł nato­miast gen. bryg. Michał Tokarzewski-Karaszewicz i tu 27 wrze­śnia został wyzna­czony na komen­danta obszaru Lwów Związku Walki Zbrojnej, nowo powsta­łej pod­ziem­nej orga­ni­za­cji z któ­rej wywo­dzi się Armia Krajowa. Z kolei gen. bryg. Grzmot Skotnicki zdo­łał się 18 wrze­śnia prze­do­stać na wschodni brzeg Bzury, ale tuż za nią, w Tułowicach, został ciężko ranny, zmarł następ­nego dnia.

Krajobraz po bitwie

20 wrze­śnia 1939 r. gen. bryg. Roman Abraham zamel­do­wał się w Warszawie u gen. dyw. Rómmla, przy­pro­wa­dza­jąc mocno prze­rze­dzone Podolską i Wielkopolską BK, mające mniej wię­cej połowę sta­nów. Kawaleria gen. bryg. Abrahama została skie­ro­wana do Łazienek. Do tego zgru­po­wa­nia dołą­czyły też nie­wiel­kie pozo­sta­ło­ści Pomorskiej BK i 23 wrze­śnia z cało­ści sfor­mo­wano zbior­czą Brygadę Kawalerii. Natomiast gen. dyw. Kutrzeba przy­pro­wa­dził pozo­sta­ło­ści trzech dywi­zji pie­choty (15. DP, 17. DP i 25. DP) do któ­rych dołą­czyła część żoł­nie­rzy z 14. DP, któ­rzy zdo­łali się wydo­stać za Wisłę. Tymczasem pozo­stałe for­ma­cje pol­skie na lewym brzegu Bzury zostały zli­kwi­do­wane do 21 wrze­śnia. Bitwa nad Bzurą zakoń­czyła się.

W cza­sie naj­więk­szej bitwy kam­pa­nii pol­skiej 1939 r. Polacy stra­cili około 15 000 zabi­tych i około 40 000 ran­nych. Niemcy z kolei w dniach 11 – 18 wrze­śnia (włącz­nie) w związ­kach tak­tycz­nych bio­rą­cych udział w wal­kach nad Bzurą stra­cili 3298 zabi­tych i 1333 zagi­nio­nych, a ponadto bli­sko 7000 ran­nych, a to nie licząc strat 2. DLek i 3. DLek oraz 29. DZmot. Z nich trzeba doli­czyć ok. 500 zabi­tych, ok. 200 zagi­nio­nych i ok. 1000 ran­nych.

Co do liczby pol­skich żoł­nie­rzy, któ­rzy dostali się do nie­woli, to według nie­miec­kich danych, ich związki ope­ra­cyjne wzięły do nie­woli do 20 wrze­śnia (czyli nie tylko w cza­sie walk nad Bzurą, ale także w toku wcze­śniej­szych walk, należy jed­nak przy­jąć, że co naj­mniej dwie trze­cie z tych liczb to jeńcy z Bitwy nad Bzurą): X Korpus Armijny – 33 000, XIII Korpus Armijny – 17 500 i III Korpus Armijny (4. Armia) – 42 800 (w tym przy­padku ponad połowa na Pomorzu, a tylko część nad Bzurą). 10. Armia do 20 wrze­śnia wzięła do nie­woli 87 000 pol­skich jeń­ców, ale tylko ok. jed­nej trze­ciej nad Bzurą.

Zwrot zaczepny nad Bzurą poka­zał Niemcom, że żoł­nierz pol­ski potrafi się nie tylko bro­nić i wyco­fy­wać, ale także ata­ko­wać. To ude­rze­nie spo­wo­do­wało opóź­nie­nie nie­miec­kiego natar­cia na Warszawę o nie­mal dwa tygo­dnie, co pozwo­liło na spro­wa­dze­nie do sto­licy wielu jed­no­stek, choć w znacz­nym stop­niu już osła­bio­nych i bez cięż­kiego sprzętu.

Jeszcze jedno smutne zdjęcie pobojowiska w miejscu forsowania Bzury we wrześniu 1939 r. przez polskie jednostki uchodzące przed niemieckim okrążeniem pod Sochaczewem i Brochowem.

Jeszcze jedno smutne zdję­cie pobo­jo­wi­ska w miej­scu for­so­wa­nia Bzury we wrze­śniu 1939 r. przez pol­skie jed­nostki ucho­dzące przed nie­miec­kim okrą­że­niem pod Sochaczewem i Brochowem.

Mimo wiel­kiego hero­izmu i poświę­ce­nia żoł­nie­rzy bitwa została przez nas prze­grana. Nie stało się to tylko z powodu liczeb­nej i jako­ścio­wej prze­wagi Niemców. Niestety góro­wali oni nad nami rów­nież wyszko­le­niem w dzia­ła­niach połą­czo­nych i umie­jęt­no­ściami dowód­ców. Skuteczność dowo­dze­nia była wyraź­nie lep­sza dzięki sze­ro­kiemu korzy­sta­niu z łącz­no­ści radio­wej.

Nie do końca prze­my­ślany był sam plan pro­wa­dze­nia obrony we wrze­śniu 1939 r., bez wyraź­nie widocz­nej myśli ope­ra­cyjno-stra­te­gicz­nej, z kon­kret­nie okre­ślo­nymi punk­tami cięż­ko­ści na jej kolej­nych eta­pach, z wie­lo­wa­rian­to­wymi roz­wią­za­niami, w zależ­no­ści od roz­woju sytu­acji. Zawiodła także łącz­ność…

Kontruderzenie nad Bzurą byłoby o wiele sku­tecz­niej­sze, gdyby odwo­dowa Armia „Prusy”, zamiast łatać dziury w roze­rwa­nym pol­skim ugru­po­wa­niu obron­nym, prze­szła całą swoją mocą do natar­cia od połu­dnia, two­rząc dru­gie ramię klesz­czy.

Oczyma wyobraźni widzimy już odcięte i okrą­żone pod Brwinowem i Milanówkiem nie­miec­kie XVI i XV Korpus Zmotoryzowany, z dwoma dywi­zjami pan­cer­nymi, dwoma lek­kimi i dwoma pie­choty… Gdyby do worka tra­fił też XI Korpus, wów­czas mie­li­by­śmy szansę na znisz­cze­nie ośmiu dywi­zji nie­miec­kich. To by naprawdę było coś!

I w dodatku wyko­nalne naszymi siłami, przy odpo­wied­nim ugru­po­wa­niu bojo­wym, ela­stycz­nym i sku­tecz­nym dowo­dze­niu i przy­go­to­wa­niu takiego manewru zawczasu, z dobrze prze­my­śla­nymi roz­wią­za­niami.

  • Michał Fiszer, Jerzy Gruszczyński

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE