Bitwa nad Bzurą

Polska piechota w natarciu w czasie Bitwy nad Bzurą we wrześniu 1939 r. Niestety, nie jest to oryginalne zdjęcie z tamtego okresu, a jedynie współczesna rekonstrukcja historyczna.

Polska pie­chota w natar­ciu w cza­sie Bitwy nad Bzurą we wrze­śniu 1939 r. Niestety, nie jest to ory­gi­nalne zdję­cie z tam­tego okresu, a jedy­nie współ­cze­sna rekon­struk­cja histo­ryczna.

Bitwa nad Bzurą jest powszech­nie koja­rzona z naj­więk­szą ope­ra­cją zaczepną Wojska Polskiego w kam­pa­nii pol­skiej 1939 r. W isto­cie jed­nak miała ona o wiele dalej idące kon­se­kwen­cje. Po pierw­sze, powstrzy­mała nie­po­wstrzy­many nie­miecki marsz na Warszawę, umoż­li­wia­jąc wyco­fa­nie się wielu naszym jed­nost­kom za Wisłę, po dru­gie zaś, dała czas, dzięki któ­remu pol­ski rząd i wielu żoł­nie­rzy Wojska Polskiego zdo­łało się ewa­ku­ować do Rumunii oraz na Węgry, skąd wkrótce dotarli oni na zachód.

Jeden z naj­zdol­niej­szych nie­miec­kich dowód­ców z okresu dru­giej wojny świa­to­wej feld­mar­sza­łek Erich von Manstein w swo­ich wspo­mnie­niach „Stracone zwy­cię­stwa” napi­sał: Jest trudno zorien­to­wać się w zamia­rze pol­skiego planu ope­ra­cyj­nego, gdyby nie żywione pra­gnie­nie „osło­nię­cia wszyst­kiego”, czy być może bar­dziej wła­ściw­sze okre­śle­nie, nie odda­wa­nia niczego dobro­wol­nie. Życzenie, któ­remu ulega słab­szy, pro­wa­dzi z reguły do klę­ski. (…) Może tak być, że pol­ski plan poza życze­niem „nie odda­wa­nia niczego za darmo” w ogóle nie posia­dał żad­nej jasnej myśli, lecz przed­sta­wiał sobą kom­pro­mis mię­dzy koniecz­no­ścią przej­ścia do obrony w obli­czu prze­wa­ża­ją­cego prze­ciw­nika a wcze­śniej­szymi ambi­cjami ofen­syw­nymi. (…) Rozmieszczenie pol­skich wojsk w 1939 r. usi­łu­ją­cych obro­nić wszystko, włącz­nie z rejo­nem „kory­ta­rza” i wysu­niętą Wielkopolską, wobec wcze­śniej ukształ­to­wa­nych moż­li­wo­ści oskrzy­dla­ją­cych Niemiec i ich prze­wagi, mogło dopro­wa­dzić tylko do klę­ski Polski.
Zwróćmy uwagę, że feld­mar­sza­łek Erich von Manstein wska­zuje szcze­gól­nie dwie armie: Armię „Pomorze” gen. dyw. Władysława Bortnowskiego oraz Armię „Poznań” gen. dyw. Tadeusza Kutrzeby jako te, któ­rych roz­miesz­cze­nie było naj­mniej sen­sowne. Od razu na samym początku ulo­ko­wano je w rejo­nach, gdzie mogły naj­szyb­ciej zostać okrą­żone i odcięte, w dodatku tam, gdzie Niemcy nie zamie­rzali nacie­rać, bo i po co?
Patrząc na mapę łatwo można oce­nić, skąd Niemcy wypro­wa­dzą główne natar­cia, bo wypro­wa­dzili je tam, gdzie były naj­do­god­niej­sze do tego warunki. Główne ude­rze­nie – z Dolnego Śląska przez Radomsko, Piotrków Trybunalski, Mszczonów w kie­runku Warszawy, pro­wa­dziło wzdłuż otwar­tych tere­nów rów­nin­nych i tzw. szosy piotr­kow­skiej, która wów­czas była utwar­dzoną drogą bitą nada­jącą się do ruchu koło­wego. Równolegle bie­gła linia tzw. kolei war­szaw­sko-wie­deń­skiej, uła­twia­jąca zaopa­try­wa­nie wojsk. Na dro­dze nie­miec­kich wojsk nie było tu więk­szych prze­szkód wod­nych do poko­na­nia, poza Wartą w jej gór­nym biegu.
Główną siłą ude­rze­niową na tym kie­runku była naj­sil­niej­sza 10. Armia (dowódca: gen. arty­le­rii Walter von Reichenau), skła­da­jąca się z pię­ciu kor­pu­sów, w tym trzech zmo­to­ry­zo­wa­nych. Najsilniejszy, XIV Korpus Zmotoryzowany (gen. pie­choty Gustav von Wietersheim) miał 4. DPanc, 13. DZmot i 29. DZmot. Ówczesne nie­miec­kie dywi­zje zmo­to­ry­zo­wane, poza trans­por­tem koło­wym dla całego składu dywi­zji, niczym się nie róż­niły od zwy­kłych dywi­zji pie­choty. Nieco słab­szy był XVI Korpus Zmotoryzowany (gen. kawa­le­rii Erich Hoepner), z 1. DPanc i dwoma zwy­kłymi dywi­zjami pie­choty: 14. DP i 31. DP. I wresz­cie XV Korpus Zmotoryzowany (gen. pie­choty Hermann Hoth) skła­dał się 2. i 3. Dywizji Lekkiej, czyli dywi­zji podob­nych do dywi­zji pan­cer­nych, ale z więk­szą ilo­ścią pie­choty zmo­to­ry­zo­wa­nej i z jed­nym tylko bata­lio­nem pan­cer­nym. Ponadto w armii były: IV Korpus Armijny (gen. pie­choty Viktor von Schwedler, 4. i 46. DP) oraz XI Korpus Armijny (gen. arty­le­rii Emil Leeb; 18. i 19. DP).
Lewe skrzy­dło 10. Armii zabez­pie­czała znacz­nie słab­sza 8. Armia, dowo­dzona przez gen. płk. Johannesa Blaskowitza. Miała ona cztery dywi­zje pie­choty w dwóch kor­pu­sach armij­nych: w X Korpusie (gen. arty­le­rii Wilhelm Ulex) była 24. i 30. DP, w XIII Korpusie (gen. arty­le­rii Herbert Osterkamp) zaś była 10. i 17. DP. To wła­śnie 8. Armia była głów­nym prze­ciw­ni­kiem wojsk pol­skich w Bitwie nad Bzurą, dla­tego warto zwró­cić na nią uwagę.
Do wzmoc­nie­nia tej armii skie­ro­wano dwie dywi­zje pie­choty z odwodu Grupy Armii „Południe”: 213. DP (gen. por. Rene l’Homme de Courbiere) i 221. DP (gen. por. Johann Pflugbeil). Pierwsza z nich została sfor­mo­wana dopiero pod koniec sierp­nia w Głogowie w ramach tzw. III Fali Mobilizacyjnej. Druga też była for­mo­wana w końcu sierp­nia, ale we Wrocławiu. Obie dywi­zje były co prawda kom­pletne, miały trzy pułki pie­choty, pułk arty­le­rii, bata­lion roz­po­znaw­czy, łącz­no­ści i sape­rów, ale były znacz­nie gorzej wyszko­lone i w więk­szo­ści zapeł­nione świe­żymi rezer­wi­stami.
Od połu­dnia 10. Armię osła­niała 14. Armia dowo­dzona przez gen. płk. Wilhelma Lista. Miała ona w swoim skła­dzie trzy kor­pusy armijne, łącz­nie dwie dywi­zje pan­cerne, dywi­zja lekka, sześć dywi­zji pie­choty i dywi­zja pie­choty gór­skiej. Jednakże 14. Armia nacie­rała na wschód i pół­nocny wschód z tere­nów nie­miec­kiej czę­ści Górnego Śląska i z Moraw, wią­żąc wal­kami naj­pierw Armię „Kraków” w Małopolsce, a następ­nie Armię „Karpaty” na Rzeszowszczyźnie, nacie­ra­jąc w kie­runku na Lwów. Z oczy­wi­stych wzglę­dów armia ta nie miała nic wspól­nego z Bitwą nad Bzurą.
Drugie główne nie­miec­kie natar­cie zostało wypro­wa­dzone z Prus Wschodnich, z oko­lic Olsztyna przez Mławę, Pułtusk w kie­runku Warszawy, do któ­rej od gra­nicy Prus Wschodnich było tylko około 120 km, pro­wa­dziła je 3. Armia (gen. arty­le­rii Georg von Küchler). Natarcie to było wspo­ma­gane kolej­nym, prze­ci­na­ją­cym kory­tarz pomor­ski na pół, na osi Chojnice – Grudziądz, czyli nieco na pół­noc od Bydgoszczy i Torunia. Tu z kolei nacie­rała 4. Armia (gen. arty­le­rii Günther von Kluge), która po połą­cze­niu sił z 3. Armią nacie­rała na jej pra­wym skrzy­dle, wzdłuż wschod­niego brzegu Wisły, w kie­runku na Warszawę. W związku z takim roz­miesz­cze­niem nie­miec­kich wojsk i rów­no­mier­nym roz­miesz­cze­niem Wojska Polskiego wzdłuż gra­nic kraju doszło do sytu­acji, w któ­rej zgru­po­wa­niom ude­rze­nio­wym Wehrmachtu na głów­nych kie­run­kach natar­cia mogła prze­ciw­sta­wić się tylko część sił pol­skich.
W pierw­szej fazie kon­fliktu, w tzw. bitwie gra­nicz­nej, wśród wojsk które przy­jęły główne nie­miec­kie ude­rze­nia były: Armia „Łódź” i Armia „Kraków” na połu­dniu oraz Armia „Modlin” na pół­nocy. Armia „Pomorze” zma­gała się z natar­ciem w wąskim pasie na osi Chojnice – Grudziądz.
Mimo to w skła­dzie Armii „Pomorze” wciąż pozo­sta­wało pięć dywi­zji pie­choty (4. Toruńska DP z Torunia, 15. Wielkopolska DP z Bydgoszczy, 16. Pomorska DP z Grudziądza, 26. DP ze Skierniewic i 27. DP z Kowla na Wołyniu i dwie bry­gady kawa­le­rii, Pomorska BK z Bydgoszczy i Podolska BK ze Stanisławowa. Podobnie było z Samodzielną Grupą Operacyjną „Narew”, która także wal­czyła tylko czę­ścią sił, jako że na jej kie­runku obrony, poza lewym, zachod­nim skrzy­dłem, prze­ciw­nik więk­szych dzia­łań nie pro­wa­dził.
Z kolei Armia „Karpaty” musiała cze­kać na swoją kolej, aż nie­miecka 14. Armia zepchnęła wykrwa­wioną już Armię „Kraków” w jej pas obrony, a jed­no­cze­śnie do Polski wtar­gnęły siły sło­wac­kie – Slovenská Poľná Armádna sku­pina „Bernolák”, czyli sło­wacka Grupa Armijna „Bernolák” pod dowódz­twem gen. por. Ferdinanda Čatloša.
Spośród nie wal­czą­cych w bitwie gra­nicz­nej pol­skich związ­ków ope­ra­cyj­nych szcze­gólne miej­sce zaj­muje Armia „Poznań” roz­miesz­czona na obsza­rze Wielkopolski wci­na­ją­cym się w tery­to­rium III Rzeszy, któ­rego poza dywer­san­tami, nie było przed kim bro­nić, bo nikt Wielkopolski nie ata­ko­wał. Armia „Poznań” musiała się wyco­fać bez walki na wschód, w obli­czu groźby okrą­że­nia i odcię­cia od pozo­sta­łego tery­to­rium Polski.
7. Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej, w czasie kampanii polskiej 1939 r. wchodzący w skład Armii „Poznań”, w czasie przedwojennej defilady przed Zamkiem w Poznaniu.

7. Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej, w cza­sie kam­pa­nii pol­skiej 1939 r. wcho­dzący w skład Armii „Poznań”, w cza­sie przed­wo­jen­nej defi­lady przed Zamkiem w Poznaniu.

Armia „Pomorze”

Armia „Pomorze”, podob­nie jak wszyst­kie pięć armii pierw­szego rzutu („Modlin”, „Pomorze”, „Poznań”, „Łódź” i „Kraków”), wraz z Samodzielną Grupą Operacyjną (SGO)
„Narew”, powstała w marcu 1939 r. Szóstą, Armię „Karpaty”, sfor­mo­wano dopiero w lipcu 1939 r. Razem sta­no­wiły one pierw­szy rzut wojsk pol­skich, poza siódmą armią odwo­dową – Armią „Prusy” utwo­rzoną w czerwcu 1939 r., która kon­cen­tro­wała się two­rząc dwa zgru­po­wa­nia: pół­nocne w rejo­nie Skierniewice – Koluszki – Piotrków Trybunalski – Tomaszów Mazowiecki oraz połu­dniowe, w rejo­nie Końskie – Kielce – Iłża.
Pierwsza odprawa dowódz­twa Armii „Pomorze” miała miej­sce 26 marca 1939 r. w Toruniu, gdzie znaj­do­wał się sztab Okręgu-Korpusu VIII (gen. bryg. Michał Tokarzewski-Karaszewicz) i gdzie urzę­do­wał wyzna­czony na dowódcę Armii „Pomorze” dotych­czas słu­żący w toruń­skim oddziale Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych, gen. dyw. Władysław Bortnowski.
Władysław Bortnowski (1891−1966) był uwa­żany za jed­nego z naj­zdol­niej­szych pol­skich gene­ra­łów. W 1939 r. miał tylko 48 lat, wciąż był więc ener­giczny i sprawny. Były stu­dent medy­cyny, w 1914 r. wstą­pił do Legionów Polskich, w 5. Pułku Legionów jako dowódca bata­lionu wal­czył w woj­nie pol­sko-ukra­iń­skiej, a następ­nie pol­sko-bol­sze­wic­kiej. W latach 1920 – 1922 stu­dio­wał w Wyższej Szkole Wojennej w Paryżu, a w latach 1925 – 1926 był dowódcą 37. Pułku Piechoty w Kutnie. W 1931 r. został dowódcą 3. Dywizji Piechoty Legionów w Zamościu i awan­so­wany na gene­rała bry­gady. W 1935 r. tra­fił do Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych, czyli wszedł w wojenny tor dowo­dze­nia. Dopiero 19 marca 1939 r. został Inspektorem Armii i gene­ra­łem dywi­zji, a kilka dni póź­niej mia­no­wano go dowódcą Armii „Pomorze”.
Szefem sztabu Armii „Pomorze” został płk dr Ignacy Izdebski (1892−1957), który pracę dok­tor­ską obro­nił w 1919 r. na wydziale prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, a w latach 1921 – 1923 stu­dio­wał w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie, zosta­jąc ofi­ce­rem. W latach 1932 – 1935 był zastępcą dowódcy 64. Pułku Piechoty w Grudziądzu, a w latach 1935 – 1938 dowódcą tego pułku. Później tra­fił do Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych, do oddziału w Toruniu. Duet ten, gen. dyw. Bortnowski i płk Izdebski, współ­pra­co­wał już na sta­no­wi­sku dowódcy i szefa sztabu Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Śląsk”, która w 1938 r. zajęła cze­skie dotąd Zaolzie.
Oficerem roz­po­zna­nia sztabu (sze­fem Oddziału II) został ppłk dypl. Antoni Rosner, pra­cu­jący wcze­śniej w Komisariacie Rządu w Wolnym Mieście Gdańsk, a ofi­ce­rem ope­ra­cyj­nym (sze­fem Oddziału III) dotych­cza­sowy ofi­cer Sztabu Głównego, ppłk dypl. Aleksander Aleksandrowicz. Sztab Armii „Pomorze” był kom­ple­to­wany do ostat­nich dni przed wojną i w nie­któ­rych przy­pad­kach ofi­ce­ro­wie w ogóle się nie znali. Niektórzy ofi­ce­ro­wie nie znali też spe­cy­fiki rejonu dzia­łań i moż­li­wo­ści pod­le­głych jed­no­stek.
Sztab nie odbył żad­nych wspól­nych ćwi­czeń, nie prze­pro­wa­dzono rów­nież żad­nej gry wojen­nej na mapach mają­cej na celu prze­ćwi­cze­nie warian­tów dzia­łań mają­cych na celu prze­ciw­sta­wie­nie się wysoce praw­do­po­dob­nej nie­miec­kiej agre­sji. Dlatego fak­tyczne dzia­ła­nia wojenne Armii „Pomorze” były wielką impro­wi­za­cją w obli­czu dyna­micz­nie zmie­nia­ją­cej się sytu­acji.
W skład Armii „Pomorze” weszły związki tak­tyczne sta­cjo­nu­jące na tere­nie Pomorza: 4. Toruńska DP z Torunia (14. pp „Żbików” z Włocławka, 63. pp z Torunia, 67. pp z Brodnicy i 14. Pułk Artylerii Lekkiej z Inowrocławia), 15. Wielkopolska DP z Bydgoszczy (59. pp z Inowrocławia, 61. pp, 62. pp i 15. pal – wszyst­kie z Bydgoszczy), 16. Pomorska DP z Grudziądza (66. pp z Chełmna, 64. pp, 65. pp i 16. pal – wszyst­kie z Grudziądza) i Pomorska Brygada Kawalerii z Bydgoszczy (2. Pułk Szwoleżerów z Starogardu, 16. Pułk Ułanów Wielkopolskich z Bydgoszczy, 18. Pułk Ułanów Pomorskich z Grudziądza, 8. Pułk Strzelców Konnych z Chełmna, 11. Dywizjon Artylerii Konnej z Bydgoszczy). Siły te wzmoc­niono dwoma dywi­zjami pie­choty spoza tere­nów Pomorza. Była to 9. DP z Siedlec (22. pp i 9. pal z Siedlec, 34. pp z Białej Podlaskiej i 35. pp z Brześcia) oraz 27. DP z Kowla (50. pp z Kowla, 23. pp i 27. pal z Włodzimierza, 24. pp z Łucka).
Poza wymie­nio­nymi wiel­kimi jed­nost­kami regu­lar­nymi, w skład Armii „Pomorze” włą­czono dwie bry­gady Obrony Narodowej (ON). Formację tą utwo­rzono w grud­niu 1936 r., a pierw­sze oddziały zaczęto for­mo­wać w 1936 r. Było to coś w rodzaju współ­cze­snych Wojsk Obrony Terytorialnej. Zaciąg do tych jed­no­stek opar­tych o zasady tery­to­rialne, był począt­kowo ochot­ni­czy, dopiero latem 1939 r. w momen­cie mobi­li­za­cji, zaciąg do jed­no­stek ON odbył się na zasa­dzie przy­mu­so­wego poboru.
Zasada była taka, że rezer­wi­ści (naj­czę­ściej ci, któ­rzy nie mieli przy­działu mobi­li­za­cyj­nego do jed­no­stek regu­lar­nych ze względu na zbyt młody lub zbyt stary wiek), miesz­kali nie dalej niż 6 km od miej­sca sta­cjo­no­wa­nia sztabu swo­jej kom­pa­nii. Tylko wyż­sze sta­no­wi­ska ofi­cer­skie zaj­mo­wali ofi­ce­ro­wie zawo­dowi, młod­sze – ofi­ce­ro­wie rezerwy. Oczywiście bata­liony ON były nieco gorzej wypo­sa­żone i uzbro­jone niż bata­liony regu­larne. Szczególnie for­ma­cjom ON bra­ko­wało arty­le­rii, polo­wej jak i prze­ciw­pan­cer­nej.
Dwie bry­gady ON w skła­dzie Armii „Pomorze” to Pomorska Brygada ON ze Świecia (bata­liony: tuchol­ski, sta­ro­gardzki, czer­ski, kościer­ski, koro­now­ski i świecki) oraz Chełmińska Brygada ON z Chełmna (bata­liony: kcyń­ski, nakiel­ski, brod­nicki, byd­go­ski, jabło­now­ski, wągro­wiecki i żniń­ski).
Z jakiś wzglę­dów gen. dyw. Bortnowski uznał, że nie jest w sta­nie bez­po­śred­nio dowo­dzić wszyst­kimi pod­le­głymi związ­kami tak­tycz­nymi i jed­nost­kami, dla­tego posta­no­wił wpro­wa­dzić impro­wi­zo­wany szcze­bel pośredni – grupę ope­ra­cyjną. Z jed­no­stek roz­lo­ko­wa­nych na wschod­nim brzegu Wisły, mają­cych wal­czyć z nie­miec­kimi woj­skami nacie­ra­ją­cymi z Prus Wschodnich, utwo­rzono GO „Wschód” (4. i 16. DP), na czele któ­rej sta­nął gen. bryg. Mikołaj Bołtuć, dowódca 4. DP. Dlatego dowódz­two 4. DP objął jego zastępca, płk dypl. Tadeusz Lubicz-Niezabitowski. Jednak 3 wrze­śnia został on zdjęty ze sta­no­wi­ska przez gen. Bołtucia i nowym dowódcą 4. DP został płk dypl. Mieczysław Rawicz-Mysłowski.
Jednostkami na zachód od Wisły, gdzie jak prze­wi­dy­wał gen. Bortnowski miało nastą­pić główne nie­miec­kie ude­rze­nie, zamie­rzał on dowo­dzić oso­bi­ście. Jednak tuż przed wojną zmie­nił zda­nie i sfor­mo­wał dowódz­two GO „Czersk” pod dowódz­twem gen. bryg. Stanisława Grzmot-Skotnickiego, w skład któ­rej weszła Pomorska BK wzmoc­niona trzema bata­lio­nami ON (Czersk, Kościerzyna i Tuchola) i samo­dziel­nym 2. Batalionem Strzelców z Tczewa. W skład GO „Czersk” osta­tecz­nie miały też wejść dywi­zje pie­choty z zachod­niego brzegu Wisły (9., 15. i 27. DP), ale w kolej­nych dniach pozo­stały one w bez­po­śred­niej pod­le­gło­ści Armii „Pomorze”.
W pierw­szych dniach dzia­łań wojen­nych 9. Dywizja Piechoty została cał­ko­wi­cie roz­bita, dla­tego Armia „Pomorze” wyco­fała się w kie­runku połu­dniowo-wschod­nim, przy czym 15. i 27. DP oraz Pomorska BK wyco­fy­wały się zachod­nim brze­giem Wisły, w kie­runku na Włocławek i Kutno, Grupa Operacyjna „Wschód” zaś wyco­fy­wała się wschod­nim brze­giem Wisły do Włocławka, gdzie obie dywi­zje GO „Wschód” prze­szły na zachodni brzeg Wisły i połą­czyły się z pozo­stałą czę­ścią armii, dalej cofa­jąc się już wspól­nie. Wieczorem 5 wrze­śnia Armii „Pomorze” pod­po­rząd­ko­wano też 26. DP z Armii „Poznań”, która wyco­fy­wała się znad Noteci przez Inowrocław i zna­la­zła się w pasie odwrotu Armii „Pomorze”. 26. DP ze Skierniewic (18. pp i 26. pal ze Skierniewic, 10. pp z Łowicza i 37. pp z Kutna) była dowo­dzona przez płk. dypl. Adama Brzechwa-Ajdukiewicza.
W Armii „Pomorze” była jedna kom­pa­nia tan­kie­tek – 81. Kompania Czołgów Rozpoznawczych z 13 wozami TK‑3, przy­dzie­lona do 15. DP. Pomorska BK miała 81. Dywizjon Pancerny (8 samo­cho­dów pan­cer­nych wz. 34 i 13 tan­kie­tek TKS).

Armia „Poznań”

Armia „Poznań” rów­nież powstała 23 marca 1939 r., a jej dowódcą wyzna­czono gen. dyw. Tadeusza Kutrzebę, który rów­nież 19 marca został mia­no­wany Inspektorem Armii z jed­no­cze­snym awan­sem na gene­rała dywi­zji. Z jed­nej strony Tadeusz Kutrzeba (1886−1947) był świet­nie wykształ­cony i dosko­nale przy­go­to­wany teo­re­tycz­nie, z dru­giej jed­nak nie miał żad­nej prak­tyki dowód­czej w dowo­dze­niu związ­kami tak­tycz­nymi i ope­ra­cyj­nymi.
Według płk. dypl. Stefana Roweckiego, ostatni raz gen. dyw. Tadeusz Kutrzeba dowo­dził austriac­kim plu­to­nem sape­rów w 1914 r. W isto­cie ukoń­czył on austriacką Wojskową Akademię Techniczną w Mödling pod Wiedniem w 1906 r., a następ­nie w latach 1910 – 1913 ukoń­czył Akademię Sztabu Generalnego w Wiedniu. Po wstą­pie­niu do Wojska Polskiego był ofi­ce­rem szta­bo­wym, bra­ko­wało nam bowiem wykształ­co­nych ofi­ce­rów. Był sze­fem sztabu 1. Dywizji Piechoty Legionów, a póź­niej sze­fem sztabu grupy ope­ra­cyj­nej gen. bryg. Edwarda Śmigłego-Rydza, w stop­niu majora.
Po woj­nie słu­żył w Sztabie Generalnym WP, od 1921 r. puł­kow­nik. W 1927 r. awan­so­wał na gene­rała bry­gady, dalej słu­żąc w Sztabie Generalnym WP (od 1928 r. – Sztab Główny WP). W 1928 r. został komen­dan­tem Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie. W 1935 r. został gene­ra­łem do prac przy Generalnym Inspektorze Sił Zbrojnych. Największym pro­ble­mem była pewna mięk­kość cha­rak­teru gen. dyw. Tadeusza Kutrzeby, która nie zawsze pozwa­lała mu na sta­now­cze egze­kwo­wa­nie wyko­na­nia roz­ka­zów od pod­wład­nych.
Począwszy od końca marca stop­niowo kom­ple­to­wano sztab armii, ale na roz­kaz mar­szałka Edwarda Śmigłego-Rydza gen. dyw. Tadeusz Kutrzeba pozo­stał w Warszawie, by stąd pla­no­wać i orga­ni­zo­wać obronę Wielkopolski. Dlaczego tak uczy­niono – nie wia­domo, w każ­dym razie marsz. Śmigły-Rydz chciał mieć gen. dyw. Kutrzebę przy sobie, z któ­rego rad przy pla­no­wa­niu obrony Polski okre­sowo korzy­stał.
Szefem sztabu Armii „Poznań” został począt­kowo ppłk dypl. Stefan Mossor, ale kiedy w sierp­niu 1939 r. wyzna­czono go na dowódcę pułku w Kresowej Brygadzie Kawalerii, na jego miej­sce wyzna­czono płk. dypl. Stanisława Lityńskiego. Szefem Oddziału II (roz­po­zna­nie) został ppłk dypl. Józef Gryglaszewski, a sze­fem oddziału III (ope­ra­cyj­nego) – ppłk dypl. Feliks Robakiewicz. I znów sztab armii kom­ple­to­wano do ostat­nich dni przed wojną, co unie­moż­li­wiło zgra­nie sztabu i prze­pro­wa­dze­nie ćwi­czeń oraz gier wojen­nych na mapach. Większość ofi­ce­rów sztabu rekru­to­wała się jed­nak spo­śród wykła­dow­ców Wyższej Szkoły Wojennej, była więc gen. Kutrzebie dobrze znana. Sztab armii ulo­ko­wano w końcu sierp­nia 1939 r. w Gnieźnie.
W skła­dzie armii zna­la­zły się wiel­kie jed­nostki sta­cjo­nu­jące na tere­nie VII Okręgu-Korpusu (gen. bryg. Edmund Knoll-Kownacki). Były wśród nich: 14. Wielkopolska DP z Poznania (57. pp, 58. pp i 14. pal – Poznań, 55. pp – Leszno), 17. Wielkopolska DP z Gniezna (69. pp i 17. pal z Gniezna, 68. pp z Wrześni i 70. pp z Pleszewa), 25. DP z Kalisza (29. Pułk Strzelców Kaniowskich, 25. pal z Kalisza, 56. pp z Krotoszyna, 60. pp z Ostrowa Wielkopolskiego) oraz Wielkopolska BK z Poznania (15. Pułk Ułanów Poznańskich i 7. dak – Poznań, 7. Pułk Strzelców Konnych Wielkopolskich – Biedrusko, 17. Pułk Ułanów Wielkopolskich – Leszno).
Powyższy skład uzu­peł­niono jed­nost­kami sta­cjo­nu­ją­cymi w głębi kraju, w tym wymie­nioną już wcze­śniej 26. DP ze Skierniewic oraz Podolską BK ze Stanisławowa (6. Pułk Ułanów Kaniowskich i 6. dak ze Stanisławowa, 9. Pułk Ułanów Małopolskich z Trembowli i 14. Pułk Ułanów Jazłowieckich z Lwowa).
W skła­dzie Armii „Poznań” była też Poznańska Brygada ON, którą przy­dzie­lono do składu 14. Wielkopolskiej DP (bata­liony: Poznań I, Poznań II, Obornicki, Opalenicki i Szamotulski) oraz Kaliska Brygady ON (bata­liony: Kępiński, Koźmiński, Krotoszyński, Ostrowski i Ostrzeszowski). Dwa z tych bata­lio­nów, Ostrowski i Krotoszyński, wraz z dowódz­twem Kaliskiej Brygady ON, przy­dzie­lono do 25. DP. Bataliony: Koźmiński i trzy bata­liony z Wielkopolskiej Brygady ON, Kościeński, Leszczyński i Rawicki, przy­dzie­lono do Wielkopolskiej BK. Bataliony Ostrzeszowski i Kępiński prze­ka­zano Armii „Łódź”.
W skła­dzie Armii „Poznań” zna­lazł się też 7. Pułk Artylerii Ciężkiej, mający dwa dywi­zjony po 12 dział: jeden dywi­zjon armat kal. 105 mm i jeden dywi­zjon hau­bic kal. 155 mm. Pułk zmo­bi­li­zo­wał też dwa dywi­zjony dla dywi­zji pie­choty, 14. dac dla 14. DP i 25. dac dla 25. DP. Oba miały po trzy armaty kal. 105 mm i trzy hau­bice kal. 155 mm.
W Armii „Poznań” były też cztery kom­pa­nie tan­kie­tek TK‑3 i TKS po 13 wozów, przy­dzie­lono je do dywi­zji pie­choty: 14. DP – 71. kcz, 17. DP – 72. kcz, 25. DP – 31. kcz i 26. DP – 81. kcz. Wielkopolska BK miała 71. Dywizjon Pancerny (8 samo­cho­dów pan­cer­nych wz. 34 i 13 tan­kie­tek TKS), a Podolska BK – 62. Dywizjon Pancerny o iden­tycz­nym skła­dzie. Ponadto w skła­dzie Armii „Poznań” zna­la­zły się dwa pociągi pan­cerne, nr 11 Danuta i nr 12 Poznańczyk.
Przeciwnikiem Armii „Poznań” były wyłącz­nie pułki Grenzschutzu (straży gra­nicz­nej) i Landwehry (czyli nie­miec­kiego odpo­wied­nika jed­no­stek Obrony Narodowej). Poza dzia­łal­no­ścią dywer­syjną, pro­wa­dzoną po czę­ści pla­nowo, a po czę­ści w spo­sób spon­ta­niczny przez nie­miecką mniej­szość w Wielkopolsce, Armia „Poznań” w zasa­dzie nie była ata­ko­wana przez nie­przy­ja­ciela.

Wycofanie Armii „Poznań” i Armii „Pomorze”

Armia „Pomorze” pro­wa­dziła cięż­kie walki pół­nocną i środ­kową czę­ścią swo­jego ugru­po­wa­nia, tra­cąc bez­pow­rot­nie 9. DP i kilka mniej­szych pod­od­dzia­łów. Odwrót pozo­sta­łej czę­ści Armii „Pomorze” zaczął się 4 wrze­śnia 1939 r., głów­nie przej­ściem przez Bydgoszcz na połu­dniowy wschód, w kie­runku Włocławka. 4. Armia z Prus Zachodnich pod­jęła natar­cie w kie­runku Warszawy po obu stro­nach Wisły, na prawo (na połu­dnie) od 3. Armii, która nacie­rała na Armię „Modlin” od pół­nocy, kie­ru­jąc się w rejon na wschód od Warszawy. Odwrót Armii „Pomorze” był pro­wa­dzony w miarę zor­ga­ni­zo­wany spo­sób, choć nie­które jed­nostki były na gra­nicy cał­ko­wi­tego roz­bi­cia, jak na przy­kład Pomorska Brygada Kawalerii.
Fatalny był nato­miast stan tabo­rów (zaopa­trze­nia) jed­no­stek armii. Niekończące się kolumny trans­por­towe, zło­żone czę­sto ze zwy­kłych cywil­nych wozów kon­nych zare­kwi­ro­wa­nych rol­ni­kom, utrud­niały wyco­fa­nie się oddzia­łów bojo­wych. Zresztą nastą­piło w nich spore obni­że­nie dys­cy­pliny. Pojawiło się wielu maru­de­rów ode­rwa­nych od macie­rzy­stych jed­no­stek, było też sporo przy­pad­ków dezer­cji, szcze­gól­nie w jed­nost­kach mobi­li­zo­wa­nych na wscho­dzie, gdzie w ich skła­dzie poja­wiło się sporo rekru­tów nie­po­lskiej naro­do­wo­ści. Wielu z maru­de­rów nad­uży­wało alko­holu i dopusz­czało się róż­nych eks­ce­sów.
W końcu gen. dyw. Bortnowski musiał utwo­rzyć spe­cjalne pod­od­działy zapo­rowe, któ­rych zada­niem było zbie­ra­nie maru­de­rów i wcie­la­nie ich do jed­no­stek w celu uzu­peł­nie­nia strat oraz powstrzy­ma­nia dal­szego spadku morale. W swoim roz­ka­zie gene­rał napi­sał: stwier­dzi­łem nie­opi­saną dez­or­ga­ni­za­cję i wielką ilość zbłą­ka­nych, któ­rej nikt nie prze­ciw­działa, jakby to był natu­ralny
i konieczny objaw wojny.

  • Michał Fiszer, Jerzy Gruszczyński

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE