Bell AH-1Z Viper stwo­rzony żeby zwy­cię­żać

LAI_2_2016_BELL

Podpułkownik pilot lot­nic­twa Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych, Rory Feely.

Z pod­puł­kow­ni­kiem pilo­tem lot­nic­twa Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych Rorym Feely’m i Keithem Flailem, wice­pre­ze­sem roz­woju glo­bal­nej sprze­daży wyro­bów mili­tar­nych w Bell Helicopters, o zale­tach i doświad­cze­niach z eks­plo­ata­cji przez Korpus Piechoty Morskiej śmi­głowca AH-1Z, roz­ma­wiają Jerzy Gruszczyński i Maciej Szopa.

Wiemy że gaba­ry­towo śmi­gło­wiec sztur­mowy AH-1Z Viper to kon­struk­cja pośred­nia mię­dzy śmi­głow­cami AH-1W Super Cobra i AH-64E Apache Guardian… Czyli to bar­dziej SuperCobra czy Apache Guardian?

Płk Rory Feely: Należy pod­kre­ślić, że AH-1Z to śmi­gło­wiec sztur­mowy nowej gene­ra­cji Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych. AH-1Z i AH-64E są zasad­ni­czo jed­na­kowe jeśli cho­dzi o ich zdol­no­ści ofen­sywne; są to fak­tycz­nie śmi­głowce tej samej klasy. Z pespek­tywy prze­no­szo­nego uzbro­je­nia AH-1Z ma sześć węzłów pod­wie­szeń czyli wię­cej niż jaki­kol­wiek z pozo­sta­łych śmi­głow­ców ana­li­zo­wa­nych w ramach pro­gramu Kruk. AH-1Z ma podobne do AH-1W ozna­cze­nie i wygląd, ale to nowa kon­struk­cja stwo­rzona w XXI wieku od pod­staw, z wyko­rzy­sta­niem wielu naj­now­szych roz­wią­zań; lata szyb­ciej, ma więk­szy zasięg i prze­nosi wię­cej uzbro­je­nia od swo­jego poprzed­nika. Na przy­kład sta­no­wi­ska załogi AH-1Z wyglą­dają zupeł­nie ina­czej niż w AH-1W, dys­po­nują zaawan­so­waną cyfrową awio­niką o bar­dzo wyso­kim stop­niu inte­gra­cji. Testowałem AH-1W i AH-1Z – oby­dwie maszyny są dobre i spraw­dzone w walce, ale AH-1Z ofe­ruje o wiele więk­sze moż­li­wo­ści bojowe.

Czy AH-1Z Viper jest w sta­nie prze­trwać w stre­fie sil­nie nasy­co­nej środ­kami prze­ciw­lot­ni­czymi?

Płk Rory Feely: Przeżywalność Vipera na polu walki należy roz­pa­try­wać pod kil­koma wzglę­dami. Po pierw­sze śmi­gło­wiec ma niską sygna­turę wykry­cia. Waży około 8300 kg, co w połą­cze­niu z nie­wiel­kim prze­kro­jem poprzecz­nym kadłuba daje nie­wiel­kie odbi­cie rada­rowe. Niewielkie odbi­cie rada­rowe powo­duje, że trudno go namie­rzyć przez sys­temy wroga. Silniki są wypo­sa­żone w spe­cjalne układy zmniej­sza­jące sygna­turę ter­miczną AH-1Z. Śmigłowiec ma też sta­cje ostrze­ga­jące załogę przed opro­mie­nio­wa­niem radio­lo­ka­cyj­nym, lase­ro­wym i o zbli­ża­ją­cych się prze­ciw­lot­ni­czych poci­skach kie­ro­wa­nych, pozwa­la­jące na auto­ma­tyczne odpa­la­nie ter­micz­nych nabo­jów zakłó­ca­ją­cych. Maszyna z powo­dze­niem prze­szła bada­nia odpor­no­ściowe na ostrzał mało­ka­li­bro­wej arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej i wiel­ko­ka­li­bro­wej broni strze­lec­kiej. Podobnie jak każdy sprzęt użyt­ko­wany w ame­ry­kań­skich siłach zbroj­nych i speł­niła wyma­ga­nia Korpusu Piechoty Morskiej. Szkolimy się też w lotach pro­fi­lo­wych na bar­dzo małych wyso­ko­ściach. Jest to potrzebne kiedy wystę­puje duże nasy­ce­nie wro­gimi środ­kami prze­ciw­lot­ni­czymi. Nie da się wtedy latać wyżej w „wol­nej prze­strzeni”.

Program H-1 miał na celu stworzenie jakościowo nowych śmigłowców na bazie sprawdzonych konstrukcji: szturmowego AH-1Z Viper i wsparcia bojowego UH-1Z Venom, z dużą ilością wspólnych elementów, w celu maksymalnego zmniejszenia kosztów operacyjnych. Fot. Bell

Program H‑1 miał na celu stwo­rze­nie jako­ściowo nowych śmi­głow­ców na bazie spraw­dzo­nych kon­struk­cji: sztur­mo­wego AH-1Z Viper i wspar­cia bojo­wego UH-1Z Venom, z dużą ilo­ścią wspól­nych ele­men­tów, w celu mak­sy­mal­nego zmniej­sze­nia kosz­tów ope­ra­cyj­nych. Fot. Bell

Z powodu sil­nej obrony prze­ciw­lot­ni­czej poten­cjal­nego prze­ciw­nika pol­ska dok­tryna zakłada przede wszyst­kim defen­sywne wyko­rzy­sta­nie śmi­głow­ców sztur­mo­wych. Czy wpro­wa­dze­nie u nas Vipera mogłoby to zmie­nić?

Płk Rory Feely: Korpus Piechoty Morskiej sze­roko sto­suje tak­tykę „głę­bo­kiego wspar­cia lot­ni­czego”. Jest to auto­no­miczna misja ofen­sywna, w któ­rej trak­cie sami wyszu­ku­jemy cele do zwal­cza­nia, bazu­jąc na danych z wstęp­nego roz­po­zna­nia i obser­wa­cji pola walki – np. wyszu­ku­jemy opan­ce­rzone wozy bojowe, albo sta­no­wi­ska ogniowe arty­le­rii. Mamy moż­li­wość skry­tego wej­ścia w strefę nie­przy­ja­ciela na bar­dzo małej wyso­ko­ści, zli­kwi­do­wa­nia celów z dużej odle­gło­ści i bez­piecz­nego powrotu. Istnieje sześć funk­cji, które może wypeł­niać AH-1Z. Należą do nich: ofen­sywne wspar­cie lot­ni­cze, bez­po­śred­nie wspar­cie lot­ni­cze, zwal­cza­nie celów powietrz­nych, roz­po­zna­nie walką, walka elek­tro­niczna a także kon­trola ruchu stat­ków powietrz­nych oraz skut­ków ude­rzeń rakie­to­wych i arty­le­ryj­skich. AH-1Z jest czę­sto wyko­rzy­sty­wany jako plat­forma FAC (Forward Air Control) lub JTAC (Joint Tactical Air Control). W tym misjach AH-1Z może z bar­dzo dużą dokład­no­ścią napro­wa­dzać bomby z samo­lo­tów odrzu­to­wych i koor­dy­no­wać ostrzał arty­le­ryj­ski.

Jakie są Pana doświad­cze­nia zwią­zane z wyko­rzy­sta­niem Vipera z lądu i z pokładu okrętu? Mówi się, że na lądzie jego nie­za­wod­ność jest wyż­sza i wynosi 90 pro­cent, a na morzu – 78 proc.

Płk Rory Feely: Z mojego doświad­cze­nia wynika, że dostęp­ność statku powietrz­nego to jedna sprawa, a to czy na nim można pole­gać to co innego. Na okrę­cie jego goto­wość do dzia­ła­nia może być limi­to­wana tym jak szybko będziemy w sta­nie dostar­czyć na jego pokład odpo­wied­nie czę­ści. Łatwiej jest je dostar­czyć do bazy lądo­wej.

Ale czas obsług na pokła­dzie okrętu i na lądzie jest taki sam?

Płk Rory Feely: Dokładnie. W Korpusie Piechoty Morskiej mamy powie­dze­nie: szko­limy się tak jak wal­czymy. Podczas tre­ningu robimy więc wszystko dokład­nie tak jak w cza­sie wojny – nic nie ulega zmia­nie. I czy ser­wi­su­jemy maszyny na lądzie czy na okrę­cie, to robimy wszystko dokład­nie w ten sam spo­sób, zgod­nie ze zestan­da­ry­zo­wa­nym podej­ściem. Jeśli otwo­rzyć pod­ręcz­nik obsłu­gowy AH-1Z to nie ma tam nawet roz­róż­nień typu: to robimy na morzu, a to na lądzie.

Viper prze­nosi do 16 zna­nych bar­dzo dobrze prze­ciw­pan­cer­nych poci­sków kie­ro­wa­nych AGM-114 Hellfire. Czy roz­wa­ża­cie wpro­wa­dze­nie mniej­szych i tań­szych poci­sków tej klasy?

Płk Rory Feely: Już teraz AH-1Z ma sze­roki wachlarz uzbro­je­nia i 6 punk­tów pod­wie­szeń. Co wię­cej Viper ma naj­bar­dziej zróż­ni­co­wane moż­li­wo­ści prze­no­sze­nia uzbro­je­nia ze wszyst­kich śmi­głow­ców sztur­mo­wych na świe­cie. Przenosi kie­ro­wane poci­ski rakie­towe „powie­trze-powie­trze” AIM‑9 Sidewinder, AGM-114 Hellfire, ale także lase­rowo napro­wa­dzane 70-mili­me­trowe rakiety, które mają znacz­nie mniej­szą gło­wicę bojową niż Hellfire. Viper może ich prze­no­sić mak­sy­mal­nie 76 sztuk, a ich praw­do­po­do­bień­stwo tra­fie­nia jest podobne jak w przy­padku AGM-114. Różnicę sta­nowi tu wła­śnie siła raże­nia – mocno opan­ce­rzo­nego czołgu 70 mm rakieta nie znisz­czy, ale lekki pojazd – jak naj­bar­dziej. Ten pocisk ma zasięg do 5 km. Na mniej­szych odle­gło­ściach bar­dzo sku­teczne jest 20 mm działko, zabu­do­wane w rucho­mym sta­no­wi­sku pod przo­dem kadłuba, które może być szybko napro­wa­dzane na cel dzięki sprzę­że­niu z heł­mem pilota, albo przy uży­ciu przed­niego opto­elek­tro­nicz­nego układu obser­wa­cyjno-celow­ni­czego.

A jak śmi­głowce Viper współ­pra­cują z JTAC-ami? Czy mogą oni wska­zy­wać cele także dla nich?

Płk Rory Feely: Jeżeli walka polega na star­ciu więk­szymi siłami niż przy uży­ciu samych tylko śmi­głow­ców (a zwy­kle się tak dzieje, ope­ru­jemy zwy­kle w ugru­po­wa­niach mie­sza­nych, dys­po­nu­ją­cych siłami lot­ni­czymi i naziem­nymi), to oczy­wi­ście tak. Mamy takie powie­dze­nie w Korpusie Piechoty Morskiej: Strzelanie bez manewru to mar­no­wa­nie amu­ni­cji, a manewr bez strze­la­nia to samo­bój­stwo. Zawsze więc zapew­niamy sobie ele­ment manew­rowy, lub osłonę – czy to przy uży­ciu arty­le­rii i manewru sił na lądzie, czy to przy uży­ciu wspar­cia powietrz­nego połą­czo­nego z manew­rem na lądzie. Viper może wypeł­niać kilka zesta­wów prze­wi­dzia­nych dla niego misji. Może peł­nić rolę wysu­nię­tego obser­wa­tora – lata­ją­cego JTAC‑a – dla innych rodza­jów sił na lądzie, albo może słu­żyć jako plat­forma bli­skiego wspar­cia na ziemi. Wtedy rze­czy­wi­ście żoł­nierz na ziemi poka­zuje zało­dze Vipera gdzie ma strze­lać. W naszej dok­try­nie mamy też prze­wi­dziane napro­wa­dza­nie na cel kla­sycz­nych samo­lo­tów bojo­wych przez sen­sory Vipera. Znaczącą prze­wagą Vipera nad innymi śmi­głow­cami ude­rze­nio­wymi jest też to, że można go wyko­rzy­sty­wać do szko­le­nia do misji JTAC/FAC.

Czy Korpus Piechoty Morskiej używa przy wska­zy­wa­niu celów podob­nych pro­ce­dur i stan­dar­dów jak inne for­ma­cje Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych?

Płk Rory Feely: Tak. Korpus doko­nał stan­da­ry­za­cji tego pro­cesu ze wszyst­kimi rodza­jami ame­ry­kań­skich sił zbroj­nych, a także z naszymi part­ne­rami zagra­nicz­nymi. Na przy­kład w marcu ubie­głego roku w cza­sie tre­ningu na Łotwie część bata­lionu pie­choty mor­skiej uczyła łotew­skich żoł­nie­rzy ope­ro­wa­nia jako JTAC – uczy­li­śmy ich tego według naszej dok­tryny. Trzeba pod­kre­ślić, że jeśli cho­dzi o dok­trynę JTAC/FAC, to aku­rat wła­śnie Korpus Piechoty Morskiej jest jej czo­ło­wym dostar­czy­cie­lem. Komunikujemy się z naszymi part­ne­rami, ale to wła­śnie nasza for­ma­cja jest odpo­wie­dzialna za utrzy­ma­nie dok­tryny JTAC/FAC. Po pro­stu na polu walki nauczy­li­śmy się to robić jako pierwsi. Stosowaliśmy wza­jemne napro­wa­dza­nie już w cza­sie wojny w Iraku w 2003 r. Jako pilot AH-1W zapew­nia­łem tam nie tylko wspar­cie powietrzne, ale napro­wa­dza­łem też samo­loty na cele. Śmigłowiec wypeł­niał więc rolę „mena­dżera” i plat­formy ognio­wej. W tym ostat­nim przy­padku mie­li­śmy łącz­ność bez­po­śred­nio z dowódz­twem, które wyzna­czało nam cele.

A jak wygląda sprawa świa­do­mo­ści sytu­acyj­nej? Na przy­kład w Polsce uży­wane są dzi­siaj różne sys­temy ISTAR i są pro­blemy z ich współ­dzia­ła­niem.

Płk Rory Feely: Poradziliśmy sobie z tym stan­da­ry­zu­jąc pro­ce­dury – u nas zazwy­czaj dowódca z naj­więk­szą świa­do­mo­ścią sytu­acyjną będzie dys­po­no­wał ogniem innych plat­form. Tutaj naj­waż­niej­sze są pro­ce­dury – ich tre­no­wa­nie i respek­to­wa­nie w celu odnie­sie­nia suk­cesu.

Czy Viper ma moż­li­wo­ści komu­ni­ko­wa­nia się z bez­za­ło­gow­cami podobne do tych jakie ma AH-64E?

Płk Rory Feely: Nie znam za bar­dzo moż­li­wo­ści Apache Guardiana w tym zakre­sie, ale AH-1W ma sys­tem komu­ni­ka­cji z bez­za­ło­go­wym stat­kiem powietrz­nym i jest to tak­tyczne łącze trans­mi­sji danych. Pozwala ono na poka­za­nie obrazu z pokła­do­wego sen­sora śmi­głowca ope­ra­to­rowi bez­za­ło­gowca, a sami możemy korzy­stać z obrazu poka­zy­wa­nego przez bez­za­ło­gowy sta­tek powietrzny. Podobna wymiana danych jest moż­liwa mię­dzy nami a żoł­nie­rzami pie­choty mor­skiej na ziemi, któ­rzy są wypo­sa­żeni w odpo­wied­nie urzą­dze­nia. Zainstalowanie podob­nych roz­wią­zań jest prze­wi­dziane w pro­gra­mie roz­wo­jo­wym AH-1Z i sta­nie się dostępne dla jed­no­stek ope­ra­cyj­nych od 2016 r.

Czyli w przy­szło­ści bez­za­ło­gowce będą mogły wska­zy­wać cele Viperom?

Płk Rory Feely: Tak i o wiele wię­cej. To będzie tak naprawdę tylko nie­wielka część zdol­no­ści, które zapla­no­wał dla nich zastępca komen­danta Korpusu Piechoty Morskiej ds. lot­ni­czych. Jednym z jego głów­nych celów jest bowiem osią­gnię­cie inte­ro­pe­ra­cyj­no­ści cyfro­wej. Dostrzegamy, że duża część potęgi, którą dys­po­nuje Korpus Piechoty Morskiej wynika z jego zdol­no­ści do komu­ni­ko­wa­nia się mię­dzy róż­nymi sys­te­mami bojo­wymi.

Jakie mody­fi­ka­cje może­cie zro­bić na życze­nie klienta? Czy może on na przy­kład zre­zy­gno­wać z ochrony anty­ko­ro­zyj­nej przez solą mor­ską?

Płk Rory Feely: Kiedy te maszyny były pro­jek­to­wane, to patrzy­li­śmy nie tylko na cenę ich zakupu, ale także na cenę użyt­ko­wa­nia. My ope­ru­jemy naszymi śmi­głow­cami nad lądem przez 75 proc. czasu spę­dzo­nego w powie­trzu, lecz mimo to uwa­żamy, że taka ochrona przed wodą i solą mor­ską jest potrzebna. Jeśli cho­dzi o to, czy ochrona prze­ciw­ko­ro­zyjna się opłaca, to użyję ana­lo­gii samo­cho­do­wej. Jeśli kupuje się samo­chód, to ma się do niego opony zimowe, nie­za­leż­nie od tego czy aku­rat pada śnieg czy nie. Śmigłowce są zawsze nara­żone na oddzia­ły­wa­nie wil­goci a odpor­ność na koro­zję na pod­sta­wo­wym eta­pie pro­jek­to­wa­nia obniża koszt obsługi przez cały okres ich życia.

Keith Flail: Fakt, że Korpus Piechoty Morskiej sfi­nan­so­wał mary­ni­za­cję Vipera i Venoma, które kie­dyś były armij­nymi śmi­głow­cami mówi sam za sie­bie. Nawet będąc bli­sko wybrzeża, 10 km w głębi lądu – kon­trola koro­zji nadal jest ważna, także dla sił lądo­wych. Lepiej zacząć wal­czyć z pro­ble­mem koro­zji od początku, a nie mar­twić się dopiero kiedy to zja­wi­sko wystąpi. Te roz­wią­za­nia po pro­stu zmniej­szają koszty utrzy­ma­nia.

Czy koszt wpro­wa­dze­nia roz­wią­zań anty­ko­ro­zyj­nych jest nie­wielki w porów­na­niu z oszczęd­no­ściami z tego wypły­wa­ją­cymi?

Keith Flail: Trudno mi nawet wydzie­lić ten koszt z ogól­nego pro­gramu AH-1Z ponie­waż został wbu­do­wany na eta­pie pro­duk­cji. Ale pamię­tajmy, że w Polsce deszcz czę­sto pada – nie­za­leż­nie od tego czy nad morzem, czy nad lądem. Wiem, że roz­ma­wiamy o tym z per­spek­tywy mary­ni­za­cji, ale wiele z zalet trwa­ło­ści Vipera i filo­zo­fii pro­jek­to­wa­nia przy­daje się nie tylko nad morzem, ale w każ­dym trud­nym śro­do­wi­sku. Na przy­kład nasze prze­kład­nie i wiele innych ele­men­tów są her­me­tyczne, co chroni nie tylko przed wodą, ale także przed zapy­le­niem czy odłam­kami.

Czy Viper mógłby opcjo­nal­nie mieć pod­wo­zie kołowe?

Płk Rory Feely: Opcjonalnie do płóz Vipera możemy pod­łą­czać nie­wiel­kie koła, które uła­twiają jego obsługę lot­ni­skową, na przy­kład zata­cza­nie do han­garu. Z mojego wła­snego doświad­cze­nia dużo bar­dziej wolę pod­wo­zie pło­zowe. W eks­pe­dy­cyj­nych warun­kach czę­sto nie wie­dzia­łem na jakiej jako­ści pod­łożu będę lądo­wał – a dzięki pło­zom mia­łem przy­naj­mniej więk­szą powierzch­nię na któ­rej roz­kła­dał się nacisk masy śmi­głowca. Płozy przy­czy­niają się także do znacz­nego zmniej­sze­nia nie­zbęd­nych czyn­no­ści obsłu­go­wych – nie musimy zmie­niać ogu­mie­nia, mar­twić się o ciśnie­nie w opo­nach, czy sma­ro­wać goleni pod­wo­zia. Ułatwia to logi­stykę. Z cie­ka­wo­stek: w ope­ra­cjach spe­cjal­nych piloci bliź­nia­czych śmi­głow­ców wspar­cia bojo­wego UH-1Y Venom mają na przy­kład pro­ce­dury pole­ga­jące na opar­ciu śmi­głowca jedną płozą o dach budynku nad któ­rym śmi­gło­wiec pozo­staje w zawi­sie. W koło­wym pod­wo­ziu to nie­moż­liwe.

W prze­ci­wień­stwie do AH-64E, AH-1Z Korpusu Piechoty Morskiej nie posia­dają sta­cji radio­lo­ka­cyj­nej. Jakie jest więc wasze podej­ście do sys­temu kie­ro­wa­nia ogniem współ­cze­snego śmi­głowca sztur­mo­wego?

Keith Flail: Nie mogę powie­dzieć, jakie są na tym polu moż­li­wo­ści AH-64E, trzeba byłoby zapy­tać o to pilo­tów lot­nic­twa Sił Lądowych Stanów Zjednoczonych. Jeśli jed­nak cho­dzi o opto­elek­tro­niczne sen­sory Vipera trze­ciej gene­ra­cji, zaawan­so­wane hełmy z urzą­dze­niem wizyj­nym i awio­nikę, a także to jak współ­pra­cują one z prze­no­szo­nym uzbro­je­niem i ruchomą mapą cyfrową, to cały ten sys­tem w kon­tek­ście świa­do­mo­ści sytu­acyj­nej załogi jest wyjąt­kowy i możemy dzięki niemu wypeł­niać dowolne z wyzna­czo­nych misji. Z kolei z punktu widze­nia utrzy­ma­nia maszyn w dzia­ła­niu brak skom­pli­ko­wa­nej i dro­giej sta­cji radio­lo­ka­cyj­nej zmniej­sza cenę zwięk­sza mar­gi­nes mocy i uła­twia logi­stykę – mamy jeden sys­tem mniej do kupie­nia i utrzy­ma­nia w spraw­no­ści. Myślę, że idąc dalej drogą cyfro­wej inte­ro­pe­ra­cyj­no­ści i wyko­rzy­sty­wa­nia danych pozy­ski­wa­nych z innych plat­form radar na śmi­głowcu powi­nien być roz­pa­try­wany pod kątem efek­tyw­no­ści kosz­to­wej, naj­lep­szej war­to­ści i ogól­nej uży­tecz­no­ści ope­ra­cyj­nej. Podstawowe pyta­nie brzmi: czy dodat­kowy koszt, cię­żar i sto­pień skom­pli­ko­wa­nia jest tego warty? Jak czę­sto w prze­szło­ści był on wyko­rzy­sty­wany w walce?

Ale czy w takim razie Viper może eli­mi­no­wać cele na odle­gło­ściach więk­szych niż zasięg obrony prze­ciw­lot­ni­czej poten­cjal­nego prze­ciw­nika?

Płk Rory Feely: Viper może nisz­czyć cele na mak­sy­mal­nych zasię­gach prze­no­szo­nych kie­ro­wa­nych poci­sków rakie­to­wych, a wykrywa i iden­ty­fi­kuje je na zasię­gach jesz­cze więk­szych. To bar­dzo dobre roz­wią­za­nie – ponie­waż można naj­pierw zorien­to­wać się w sytu­acji, a potem decy­do­wać co robić dalej, i jest na to czas. Dodatkowo opto­elek­tro­niczna sta­cja obser­wa­cyjno-celow­ni­cza umiesz­czona na przo­dzie śmi­głowca pozwala na wska­zy­wa­nie celów także poza zasię­giem wła­snych poci­sków. Może dzięki temu wyzna­czać cele dla innych plat­form bojo­wych, np. samo­lo­tów – byle tylko maszyna ta była kom­pa­ty­bilna z NATO-wskim lase­rem.

Keith Flail: Głowica Vipera jest wypo­sa­żona w kamerę ter­mo­wi­zyjną, kolo­rową kamerę tele­wi­zyjną o wyso­kiej roz­dziel­czo­ści oraz lase­rowy dal­mierz i pod­świe­tlacz celu. Dzięki nim łatwo ziden­ty­fi­ko­wać cel i upew­nić się czy to co widzimy to na pewno obiekt, w który chcemy ude­rzyć.

Do tej pory 2‑osobowa załoga skła­dała się z pilota i ope­ra­tora uzbro­je­nia. W naj­now­szych śmi­głow­cach ist­nieje ten­den­cja żeby obaj człon­ko­wie załogi robili jedno i dru­gie. Jak to jest w przy­padku AH-1Z?

Płk Rory Feely: Każdy czło­nek załogi Vipera jest w sta­nie wypeł­niać oby­dwie role. Student prze­cho­dzi pod­sta­wowe szko­le­nie na śmi­głowcu bojo­wym i to daje mu zdol­no­ści do bycia pilo­tem zastęp­czym. Taki pilot idzie następ­nie do jed­nostki tak­tycz­nej gdzie kon­ty­nu­uje naukę. Uczy się lata­nia, tak­tyki i uży­wa­nia wszyst­kich sys­te­mów uzbro­je­nia. Mogą być one obsłu­gi­wane z oby­dwu foteli i oby­dwa sta­no­wi­ska w Viperze są iden­tyczne. Różnicę sta­nowi tylko prze­łącz­nik kli­ma­ty­za­tora znaj­du­jący się wyłącz­nie w tyl­nym kok­pi­cie.

Chcecie zapro­po­no­wać Polsce Vipera razem z Venomem? Tak przy­naj­mniej wynika z waszego pla­katu rekla­mo­wego…

Keith Flail: Teraz sku­piamy się na Viperze, ale bio­rąc pod uwagę 85% wspól­nych czę­ści, Polska, Czechy i inne kraje regionu mogłyby współ­dzia­łać i korzy­stać z tej wspól­noty mię­dzy śmi­głow­cem wie­lo­za­da­nio­wym Venom a śmi­głow­cem ude­rze­nio­wym Viper tak jak robi to Korpus Piechoty Morskiej. Wszystko zależy od pol­skich władz. Jeżeli byłyby zain­te­re­so­wane obiema plat­for­mami, to my jeste­śmy w sta­nie dostar­czyć infor­ma­cje na ich temat i poka­zać jak ta wspól­ność prze­kłada się na naj­lep­szy koszt cyklu życia w porów­na­niu do innych plat­form.

Płk Rory Feely: Nie wiem czy Polska potrze­buje śmi­głowca ogól­nego prze­zna­cze­nia (uti­lity), mogę tylko powie­dzieć że potrze­buje tego Korpus Piechoty Morskiej. Venom to maszyna, która może być dość sil­nie uzbro­jona i wspie­rać śmi­głowce sztur­mowe. Można z niej odpa­lać 70 mm poci­ski napro­wa­dzane lase­rowo i wyko­rzy­sty­wać te maszyny do misji wojsk spe­cjal­nych. Używaliśmy ich np. w misjach, w któ­rych z ich pokładu ope­ro­wali snaj­pe­rzy, gdzie śmi­gło­wiec dawał dodat­kową świa­do­mość sytu­acyjną i mógł prze­ka­zy­wać widok z powie­trza dowódcy na ziemi. Z kolei 85-pro­cen­towa wspól­nota czę­ści mini­ma­li­zuje potrzeby szko­le­niowe i logi­styczne. Daje nam to wielką ela­stycz­ność. Chętnie o tym opo­wiemy pol­skim wła­dzom jeśli będą tego chciały.

A jaka jest Państwa pro­po­zy­cja współ­pracy z pol­skim prze­my­słem zbro­je­nio­wym?

Keith Flail: Od stycz­nia bie­żą­cego roku roz­ma­wiamy z pol­skimi fir­mami i pozna­jemy ich moż­li­wo­ści jeśli cho­dzi o pro­duk­cję, mon­taż, remonty gene­ralne i posia­dane tech­no­lo­gie. Na tym eta­pie jesz­cze jeste­śmy na eta­pie inten­syw­nych roz­mów z poten­cjal­nymi part­ne­rami w Polsce, ale myślę że w marcu albo w kwiet­niu będziemy mieli jasny obraz sytu­acji i w ciągu kilku naj­bliż­szych mie­sięcy pod­pi­szemy kon­kretne poro­zu­mie­nia. Aktywnie nad tym pra­cu­jemy.

Co mógłby Pan powie­dzieć pol­skim czy­tel­ni­kom o pro­gra­mie V‑280 Valor. Jaki jest jego obecny sta­tus w kilka mie­sięcy po tym jak Lockheed Martin wyku­pił Sikorskiego z kon­ku­ren­cyj­nym pro­gra­mem Defianta?

Keith Flail: Zanim dwa mie­siące temu zają­łem się pro­gra­mem Vipera, przez trzy lata pra­co­wa­łem przy pro­gra­mie Valora. Program jest teraz na eta­pie przy­go­to­wy­wa­nia demon­stra­tora tech­no­lo­gii. Ma on zaowo­co­wać stwo­rze­niem pro­to­typu, dzięki któ­remu Departament Obrony Stanów Zjednoczonych pozna jego moż­li­wo­ści i ryzyka sto­jące przed roz­wo­jem tego typu maszyn. Program idzie zgod­nie z pla­nem i pierw­szy oblot V‑280 powi­nien nastą­pić w 2017 r. Wyniki prób w locie zde­ter­mi­nują dal­sze plany roz­woju pro­gramu Future Vertical Lift (FVL) dla Stanów Zjednoczonych. Co do Lockheed Martina to firma ta jest wspa­nia­łym part­ne­rem w ramach pro­gramu Valora i ocze­kuję, że będzie kon­ty­nu­owała tę współ­pracę, mimo zakupu Sikorsky’ego. Nie mamy żad­nych zastrze­żeń jeśli cho­dzi o ich współ­pracę z Bell Helicopters przy pro­gra­mie Valor.

Jeśli już mówimy o samo­lo­tach pio­no­wego startu i lądo­wa­nia – dla­czego posta­wi­li­ście na takie wła­śnie roz­wią­za­nia jak V‑22 Osprey, a nie np. kla­syczne śmi­głowce?

Keith Flail: Jeśli spoj­rzeć na to co jest w sta­nie zapew­nić V‑22 i jakie uni­kalne zdol­no­ści zapew­nia Korpusowi Piechoty Morskiej, to można powie­dzieć że to naj­bar­dziej pożą­dany samo­lot-śmi­gło­wiec na pla­ne­cie. To tech­nika zmie­nia­jąca sytu­ację na polu bitwy, która zapew­nia nie­znane wcze­śniej moż­li­wo­ści. Wracając do Valora – tak jak Viper powstał z doświad­czeń poprzed­nich śmi­głow­ców, tak V‑280 powstaje na doświad­cze­niach V‑22 – to maszyna innej skali, zop­ty­ma­li­zo­wana do innych misji.

Maksymalna liczba przenoszonych przez AH-1Z przeciwpancernych pocisków kierowanych AGM-114A/B/C Hellfire wynosi szesnaście sztuk. Dysponują one zasięgiem 7000-8000 m i są zdolne do zniszczenia każdego współczesnego opancerzonego wozu bojowego, w tym z pancerzem reaktywnym. Fot. Bell.

Maksymalna liczba prze­no­szo­nych przez AH-1Z prze­ciw­pan­cer­nych poci­sków kie­ro­wa­nych AGM-114A/B/C Hellfire wynosi szes­na­ście sztuk. Dysponują one zasię­giem 7000 – 8000 m i są zdolne do znisz­cze­nia każ­dego współ­cze­snego opan­ce­rzo­nego wozu bojo­wego, w tym z pan­ce­rzem reak­tyw­nym. Fot. Bell.

A czy ist­nieją plany żeby uno­wo­cze­śnić samego Ospreya?

Płk Rory Feely: Tak, kilka dodat­ko­wych uspraw­nień jest pla­no­wa­nych. Jednym z nich jest zdol­ność do uzu­peł­nia­nia paliwa w locie, druga to insta­la­cja urzą­dzeń zwięk­sza­ją­cych świa­do­mość sytu­acyjną żoł­nie­rzy, któ­rzy są prze­wo­żeni w ładowni V‑22. Chodzi o to, żeby otrzy­my­wali czy­telne aktu­ali­za­cje danych doty­czą­cych ich misji. Latałem Ospreyem i to jest fan­ta­styczny samo­lot. To naj­no­wo­cze­śniej­sza tech­nika na świe­cie – nie ist­nieje dzi­siaj nic o podob­nych moż­li­wo­ściach. To zmie­niło metody wyko­ny­wa­nia naszych misji. V‑22 ma już za sobą udany debiut bojowy w Afganistanie i spo­dzie­wamy się że będzie to świetny samo­lot w przy­szło­ści. Ciągle znaj­du­jemy dla niego nowe zasto­so­wa­nia i przy każ­dej misji prze­kra­cza nasze prze­wi­dy­wa­nia. Przeciwnicy tego pro­jektu nie mieli racji. Nie prze­wi­duję także żeby ktoś mógł w naj­bliż­szych latach sko­pio­wać to roz­wią­za­nie. Podobnie jak w wypadku Vipera – Osprey pozwala na to, żeby okręty znaj­do­wały się w odda­lo­nych od sie­bie loka­cjach, bo i tak jest w sta­nie zapew­nić komu­ni­ka­cję mię­dzy nimi. Kiedyś okręty mogły znaj­do­wać się w odle­gło­ści nie prze­kra­cza­ją­cej zasięgu śmi­głowca (duże samo­loty trans­por­towe musiały lądo­wać na lot­ni­skowcu, a potem zaopa­trze­nie roz­wo­ziło się śmi­głow­cami), dzi­siaj mogą to być setki kilo­me­trów. Kiedy two­rzymy mor­ską grupę eks­pe­dy­cyjną to składa się ona z 2 – 3 okrę­tów. Jeden jest lot­ni­skow­cem, a reszta to mniej­sze jed­nostki, ale zdolne do podej­mo­wa­nia stat­ków powietrz­nych. Dzięki V‑22 możemy prze­rzu­cać nie­zbędne pod­od­działy, uzbro­je­nie, czę­ści zamienne itp.

Czy jako lider w dzie­dzi­nie samo­lo­tów pio­no­wego startu i lądo­wa­nia macie plany innych kon­struk­cji poza Ospreyem i Valorem? Np. wielką maszynę czte­ro­wir­ni­kową?

Keith Flail: Nie znam takich pla­nów. Jeżeli cho­dzi o wizje z pro­gramu Future Vertical Lift (FVL), to wiemy że jest tam wymóg stwo­rze­nia w przy­szło­ści także więk­szych plat­form, ale na razie to bar­dzo ogól­ni­kowe wymogi i obec­nie sku­piamy się na samo­lo­tach śred­niej wiel­ko­ści jakim jest Valor.

Dziękujemy za roz­mowę

  • Jerzy Gruszczyński, Maciej Szopa

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE