Zapisz się do naszego new­slet­tera

Wybierz listę(y):

ZAPOMNIAŁEŚ HASŁA?

Amerykańskie ska­fan­dry kosmiczne

  • Lotnictwo Aviation International 10/2016
Skafander A7L w wersji dla astronautów LM i CSM oraz jego widok bez osłony zewnętrznej.

Skafander A7L w wer­sji dla astro­nau­tów LM i CSM oraz jego widok bez osłony zewnętrz­nej.

Jeszcze w końcu XVIII wieku pierwsi aero­nauci, uno­szący się w prze­stwo­rza w balo­nach na ogrzane powie­trze, spo­tkali się z pro­ble­mem braku tlenu. Spadek ciśnie­nia par­cjal­nego tego pier­wiastka powo­do­wał hipok­sję, która na wyso­ko­ści 3 – 7 km miała objawy sto­sun­kowo łagodne i odwra­calne, o ile na czas obni­żono wyso­kość, jed­nak przy prze­kro­cze­niu gra­nicy około 7,5 km, przy jed­no­cze­snym braku poda­wa­nego dodat­ko­wego tlenu koń­czyła się kilka minut póź­niej śmier­cią.

Zresztą sam tlen, poda­wany poprzez maskę, nie wystar­cza na długo. Na wyso­ko­ści 10,7 km pro­cen­towy udział tlenu w atmos­fe­rze nie ma już zna­cze­nia, gdyż panu­jące tam ciśnie­nie jest mniej­sze od ciśnie­nia tlenu w orga­ni­zmie i zamiast dostar­czać go do niego, powo­duje jego ucieczkę na zewną­trz. Loty balo­nów stra­tos­fe­rycz­nych i pla­no­wane zało­gowe statki kosmiczne posta­wiły przed kon­struk­to­rami nie lada zada­nie – zbu­do­wa­nie otu­liny, która pozwoli czło­wie­kowi w tych warun­kach nie tylko prze­żyć, lecz także zacho­wać zdol­ność do dzia­ła­nia.

Zanim powstały ska­fan­dry kosmiczne

Pierwsze przy­miarki do roz­wią­za­nia pro­blemu poja­wiły się pod koniec I wojny świa­to­wej. Niemieccy piloci, oku­tani w cie­płe i nie­prze­wie­wane ubra­nie (prze­cież wraz z rzed­nie­jącą atmos­ferą gwał­tow­nie spada też tem­pe­ra­tura oto­cze­nia), wkła­dali do ust rurkę, która dostar­czała tlen z butli, nos zaś spi­nali klip­sem do wie­sza­nia bie­li­zny. Oczywiście było to pry­mi­tywne, mało wygodne i efek­tywne. W 1918 r. w Stanach Zjednoczonych powo­łano do życia NACA (National Advisory Committee for Aeronautics), Narodowy Komitet Doradczy do Spraw Aeronautyki, któ­rego zada­niem było zasy­pać prze­paść tech­no­lo­giczną, dzie­lącą prze­sta­rzałą ame­ry­kań­ską tech­no­lo­gię lot­ni­czą od euro­pej­skiej, gwał­tow­nie roz­wi­ja­ją­cej się w warun­kach wojny. W efek­cie w 1920 r. powstał strój ter­mo­ochronny dla pilo­tów, któ­rego skład­ni­kiem była też maska tle­nowa. Pozwalało to bez­piecz­nie latać na wyso­ko­ści 10 km, pro­blem ubio­rów dla więk­szych wyso­ko­ści w zasa­dzie nie ist­niał, gdyż ówcze­sne sil­niki samo­lo­towe dła­wiły się na tych wyso­ko­ściach z powodu braku tlenu.
Wyprzedzający zapo­trze­bo­wa­nie patent na strój ciśnie­niowy dla pilo­tów wyso­ko­ścio­wych stat­ków powietrz­nych poja­wił się w Stanach Zjednoczonych jesz­cze w 1917 r., a jego auto­rem był Fred M. Sample. Przewidywał on ubiór dla pilota, do któ­rego powie­trze z oto­cze­nia zasy­sał, sprę­żał i dopro­wa­dzał kom­pre­sor. Nie wia­domo, czy pomy­sło­dawca wypro­wa­dził swój pomysł poza papier. Pierwszy ska­fan­der ciśnie­niowy, izo­lu­jący pilota od oto­cze­nia, powstał jed­nak nie w Stanach Zjednoczonych, lecz w ZSRR. Jego twórcą był Jewgienij Czertowskij, stwo­rzono go w 1931 r. na potrzeby lotów balo­no­wych do stra­tos­fery. Skafander Cz-1 był pry­mi­tywny, nie posia­dał prze­gu­bów i zgię­cie sta­wów nóg i rąk wyma­gało od pilota nie lada siły. Czertowskij był rów­nież pomy­sło­dawcą słowa ska­fan­der, które powstało z połą­cze­nia dwóch grec­kich słów skaf (sta­tek) i andros (czło­wiek).
W Stanach Zjednoczonych pierw­szy strój ciśnie­niowy powstał w 1934 r. na zamó­wie­nie zna­nego pio­niera awia­cji Wileya Posta w fir­mie B.F. Goodrich. Stosował go z powo­dze­niem pod­czas lotów na wyso­kość 42 000 stóp (12,8 km), a póź­niej ponad 50 000 stóp (15,2 km). Skafander, nazwany po pro­stu Post/Goodrich nr 3, pra­co­wał pod ciśnie­niem 21 kPa, zasi­la­nie w powie­trze pocho­dziło ze sprę­żarki sil­nika samo­lotu, do ogrze­wa­nia zaś wyko­rzy­stano cie­pło z jego rur wyde­cho­wych. Dodatkowy tlen pocho­dził ze spe­cjal­nego zbior­nika. Wielki wysyp nowych kon­struk­cji nastą­pił pod­czas II wojny świa­to­wej.

  • Waldemar Zwierzchlejski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE
TOP