Airacobry nad Nową Gwineą

  • Wojsko i Technika Historia numer specjalny 1/2015
Jeden z P-400 należących do 80. FS ze składu 80. FG. Pod kadłubem dobrze widoczny dodatkowy zbiornik na 75 galonów paliwa.

Airacobry nad Nową Gwineą. Jeden z P-400 nale­żą­cych do 80. FS ze składu 80. FG. Pod kadłu­bem dobrze widoczny dodat­kowy zbior­nik na 75 galo­nów paliwa.

Piloci myśliw­ców Bell P-39 Airacobra pro­wa­dzili bar­dzo aktywne dzia­ła­nia bojowe pod­czas kam­pa­nii na Nowej Gwinei, szcze­gól­nie w 1942 r. pod­czas obrony Port Moresby – ostat­niej rubieży alian­tów przed Australią. Do walki o tak wysoką stawkę Amerykanie rzu­cili samo­loty myśliw­skie mające opi­nię bodaj naj­gor­szych ze wszyst­kich, jakie pod­czas dru­giej wojny świa­to­wej słu­żyły w sze­re­gach Sił Powietrznych Armii Stanów Zjednoczonych. Tym bar­dziej impo­nują doko­na­nia ich pilo­tów, któ­rzy lata­jąc na takich myśliw­cach sta­wili czoła eli­cie lot­nic­twa Cesarskiej Marynarki Japonii.

Samolot myśliw­ski P-39 Airacobra był nie­wąt­pli­wie nowa­tor­ską kon­struk­cją. Tym, co go naj­bar­dziej wyróż­niało spo­śród myśliw­ców tam­tej epoki, był sil­nik zamon­to­wany w środ­ko­wej czę­ści kadłuba, za kok­pi­tem. Takie umiej­sco­wie­nie jed­nostki napę­do­wej zapew­niło dużo wol­nej prze­strzeni w czę­ści dzio­bo­wej, umoż­li­wia­jąc zamon­to­wa­nie sil­nego uzbro­je­nia pokła­do­wego oraz pod­wo­zia z kołem przed­nim, które zapew­niało zna­ko­mitą widocz­ność z kok­pitu pod­czas koło­wa­nia.
W prak­tyce oka­zało się jed­nak, że układ z sil­ni­kiem połą­czo­nym ze śmi­głem dłu­gim wałem napę­do­wym skom­pli­ko­wał kon­struk­cję samo­lotu, przez co w warun­kach polo­wych trud­niej go było utrzy­mać w sta­nie spraw­no­ści tech­nicz­nej. Co gor­sza, tak umiej­sco­wiony sil­nik był bar­dziej podatny na tra­fie­nia z tyłu – zwłasz­cza że nie chro­niła go płyta pan­cerna. Ponadto zaj­mo­wał miej­sce zwy­kle prze­zna­czone na główny zbior­nik paliwa, przez co P-39 miał sto­sun­kowo nie­wielki zasięg. Na domiar złego działko kali­bru 37 mm noto­rycz­nie się zaci­nało. Jeśli jed­nak pod­czas walki pilo­towi udało się zużyć amu­ni­cję do działka i wiel­ko­ka­li­bro­wych kara­bi­nów maszy­no­wych kali­bru 12,7 mm w dzio­bie samo­lotu, śro­dek cięż­ko­ści nie­bez­piecz­nie prze­su­wał się w stronę sil­nika, przez co pod­czas gwał­tow­nych manew­rów P-39 miał ten­den­cję do wpa­da­nia w pła­ski kor­ko­ciąg, z któ­rego prak­tycz­nie nie spo­sób go było wypro­wa­dzić. Nawet pod­wo­zie z przed­nim kołem oka­zało się kło­po­tliwe, gdyż na wybo­istych lot­ni­skach Nowej Gwinei długa goleń nie­jed­no­krot­nie łamała się przy lądo­wa­niu, a nawet pod­czas koło­wa­nia. Największym błę­dem oka­zało się jed­nak usu­nię­cie z zało­żeń pro­jek­to­wych tur­bo­sprę­żarki, przez co osiągi P-39 spa­dały powy­żej wyso­ko­ści 5500 m.
Zapewne gdyby nie wybuch wojny, P-39 szybko by odszedł w zapo­mnie­nie. Brytyjczycy, któ­rzy zamó­wili kil­ka­set sztuk, byli nim tak roz­cza­ro­wani, że nie­mal wszyst­kie odstą­pili Rosjanom. Nawet Amerykanie wypo­sa­żyli swoje dywi­zjony sta­cjo­nu­jące przed wojną na Pacyfiku w myśliwce innego typu – Curtiss P-40 Warhawk. Pozostałością po bry­tyj­skim zamó­wie­niu był P-39 w wer­sji z dział­kiem kali­bru 20 mm (zamiast 37 mm). Po ataku na Pearl Harbor lot­nic­two armii Stanów Zjednoczonych zare­kwi­ro­wało wszyst­kie egzem­pla­rze, wcie­la­jąc je do służby pod ozna­cze­niem P-400. Wkrótce się przy­dały – kiedy na prze­ło­mie 1941 i 1942 r. Amerykanie wytra­cili Warhawki w wal­kach o Hawaje, Filipiny i Jawę, do obrony Port Moresby zostały im Airacobry.
W pierw­szych mie­sią­cach 1942 r. Nowa Gwinea nie była jedy­nym zmar­twie­niem alian­tów na Pacyfiku. Po zaję­ciu przez Japończyków Jawy i Timoru w zasięgu ich lot­nic­twa zna­la­zły się mia­sta na pół­noc­nym wybrzeżu Australii i w lutym roz­po­częły się naloty na Darwin. Z tego względu pierw­sze ame­ry­kań­skie myśliwce (P-40E) wysłane ze Stanów Zjednoczonych w rejon walk zatrzy­mano w Australii, zosta­wia­jąc obronę Nowej Gwinei poje­dyn­czemu dywi­zjo­nowi Kittyhawków (75. Sqn RAAF).
Podczas gdy Australijczycy samot­nie odpie­rali japoń­skie naloty na Port Moresby, 25 lutego do Brisbane przy­był drogą mor­ską per­so­nel 35. PG (Pursuit Group, Grupy Pościgowej) w skła­dzie trzech dywi­zjo­nów – 39., 40. i 41. PS – które wypo­sa­żono w P-39 w wer­sji D i F. Niedługo póź­niej, 5 marca, do Australii dotarła 8. PG, także zło­żona z trzech dywi­zjo­nów (35., 36. i 80. PS), która otrzy­mała nie­do­szłe bry­tyj­skie P-400. Obie jed­nostki potrze­bo­wały jesz­cze wielu tygo­dni, aby osią­gnąć pełną goto­wość bojową, ale tyle czasu alianci nie mieli.
W pierw­szych dniach marca 1942 r. Japończycy prze­pro­wa­dzili desant na pół­nocno-wschod­nim wybrzeżu Nowej Gwinei, pod Lae i Salamauą, gdzie wkrótce zbu­do­wali lot­ni­ska, skra­ca­jąc odle­głość dzie­lącą ich od Port Moresby do nie­ca­łych 300 km. Chociaż więk­szość japoń­skich sił lot­ni­czych na połu­dnio­wym Pacyfiku nadal sta­cjo­no­wała w Rabaul, do Lae prze­niósł się eli­tarny Tainan Kokutai – jed­nostka myśliw­ców A6M2 Zero, z któ­rej wywo­dziło się kilku czo­ło­wych japoń­skich asów, jak Hiroyoshi Nishizawa czy Saburo Sakai.

  • Tomasz Szlagor

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE