Admirał Józef Unrug

Kontradmiral Jozef Unrug. Fot. zbiory Horacego Unruga

Kontradmiral Jozef Unrug. Fot. zbiory Horacego Unruga

Od mło­do­ści zwią­zany z morzem, naj­ak­tyw­niej­sze lata swego życia prze­żył w odro­dzo­nej Polsce. Jako dowódca Floty – twardy i bez­kom­pro­mi­sowy. Osobiście wziął na sie­bie odpo­wie­dzial­ność za decy­zję o kapi­tu­la­cji Helu 2 paź­dzier­nika 1939 r.

Dyscyplina, obo­wiąz­ko­wość, lojal­ność, god­ność oso­bi­sta – dla niego nie były to fra­zesy. Wymagał tych cech zarówno od pod­wład­nych, jak i przede wszyst­kim od sie­bie. Niezłomność swego nie­po­szla­ko­wa­nego cha­rak­teru potra­fił wpoić swym pod­wład­nym, a swe doświad­cze­nie i zalety mary­nar­skie prze­ka­zać młod­szym poko­le­niom naszych mary­na­rzy. Bez admi­rała Unruga nie byłaby nasza Marynarka Wojenna, taka, jaką poznali ją nasi sprzy­mie­rzeńcy, a odczuli nasi wro­go­wie w dru­giej woj­nie świa­to­wej, tak się wyra­ził o swoim prze­ło­żo­nym kmdr por. Ludwik Lichodziejewski, były dowódca nisz­czy­ciela eskor­to­wego Kujawiak i nisz­czy­ciela Błyskawica w latach 1941 – 1945. Kim był ten nie­zwy­kły czło­wiek, czło­wiek, któ­rego imię z sza­cun­kiem wyma­wiał każdy mary­narz, a jego postawa pod­czas obrony Wybrzeża w 1939 r., a przede wszyst­kim w nie­woli budzi podziw?

Dlaczego Unrug poko­chał morze?

Józef Michał Hubert Unrug uro­dził się 7 paź­dzier­nika 1884 r. w Brandenburgu nad rzeką Hawelą, jako długo ocze­ki­wane dziecko gen. mjr. Tadeusza Gustawa Unruga (1834−1907) i hra­bianki Izydory von Bünau (1851−1923), w rodzi­nie kocha­ją­cych i sza­nu­ją­cych się nawza­jem rodzi­ców. Miał nie­co­dzienne dzie­ciń­stwo – z matką mówił po nie­miecku, z oboj­giem rodzi­ców po fran­cu­sku, a języka pol­skiego uczył się od ojca. Chociaż Unrugowie wywo­dzili się ze sta­rego rodu nie­miec­kich baro­nów, gene­rał kró­lew­skiej pru­skiej gwar­dii nie ukry­wał swej pol­skiej toż­sa­mo­ści. Jego starsi bra­cia – Ludwig i Kazimierz brali wszak udział w powsta­niach naro­do­wych w 1848 (pod Miłosławiem k. Wrześni) i 1863 r. (pod Kołem), wal­cząc pod biało-czer­wo­nym sztan­da­rem. Mimo bli­skich kon­tak­tów z bra­tem kaj­zera Wilhelma I, także Tadeusz Unrug (był wie­lo­let­nim adiu­tan­tem brata cesa­rza, stąd bli­skie kon­takty z dwo­rem w Berlinie) nie wyrzekł się pol­sko­ści.
Chłonny wie­dzy kil­ku­letni Józek z wypie­kami na twa­rzy oglą­dał albumy z ryci­nami pol­skich żoł­nie­rzy w mun­du­rach Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego oraz przy­słu­chi­wał się opo­wie­ściom ojca o losach stry­jów, któ­rzy zgi­nęli w imię obrony pol­sko­ści. Podczas tych spo­tkań nie bra­ko­wało oka­zji do roz­mów o histo­rii pol­skiego oręża.
W domo­wej biblio­teczce, która była obfi­cie zaopa­trzona w pol­ską lite­ra­turę, było też wiele pol­skich ksią­żek histo­rycz­nych. Z inten­cją zaszcze­pie­nia chłopcu poczu­cia przy­na­leż­no­ści do pol­skiego narodu i przy­wią­za­nia do ojczy­stej mowy, ojciec posy­łał syna na lek­cje języka do zna­jo­mych pol­skich emi­gran­tów w Dreźnie. Miało to uchro­nić syna przez zniem­cze­niem. W tym to cza­sie gene­rał został prze­nie­siony z bran­den­bur­skiego gar­ni­zonu do Drezna, sto­licy Saksonii leżą­cej we wschod­niej (dziś, wtedy środ­ko­wej) czę­ści Niemiec nad Łabą.
Józef Unrug roz­po­czął edu­ka­cję w 1891 r., gdy w wieku 7 lat zaczął uczęsz­czać do szkoły ele­men­tar­nej (pod­sta­wo­wej) Müller-Gelinekschen Realschule w Dreźnie.
W rodzin­nym domu ode­brał chrze­ści­jań­skie wycho­wa­nie, dora­sta­jąc wśród nie­miec­kich rówie­śni­ków. Wyrósł na chłopca kar­nego, zdy­scy­pli­no­wa­nego, powścią­gli­wego i mało­mów­nego. Procentowało surowe wycho­wa­nie – wyro­biony w dzie­ciń­stwie cha­rak­ter wzmoc­nił jego psy­chikę. Trzy lata póź­niej Józef roz­po­czął trwa­jącą od 1894 do 1904 r. naukę w Vitzthumschen Gymnasium (Gimnazjum im. Vitzthuma von Eckstadta, szlach­cica z Turyngii) w Dreźnie. Tam zdał maturę, a za postępy w nauce języka fran­cu­skiego otrzy­mał w nagrodę książkę.
Jako nasto­la­tek – wzo­rem wielu mło­dzień­ców – zaczy­ty­wał się powie­ściami podróż­ni­czymi i awan­tur­ni­czymi. Nauka geo­gra­fii oraz lek­tury roz­po­starły przed chło­pięcą wyobraź­nią mapę wiel­kiego świata. Opisy oce­anicz­nych rej­sów oraz fascy­nu­jące przy­gody ludzi morza na pokła­dach żaglow­ców, coraz moc­niej skła­niały Józefa do reali­za­cji mło­dzień­czych marzeń. Postanowił zostać mary­na­rzem. Pierwszy impuls przy­szedł już w wieku 11 lat, zaraz po lek­tu­rze fran­cu­skiej książki mor­skiej Claire-Julie Pascalis de Nanteuil – „Capitaine” (Paris 1888), w któ­rej główny boha­ter, chło­piec okrę­towy podró­żo­wał po świe­cie. Pokaz modeli stat­ków na base­nie w Dreźnie zauro­czył kil­ku­na­sto­let­niego gim­na­zja­li­stę świa­tem żagli i pary. Kolejnym bodź­cem, który popchnął Unruga na morze były barwne opo­wie­ści star­szego kuzyna, Tadeusza Swinarskiego, który słu­żył na stat­kach han­dlo­wych.
Szansą pracy na morzu była dla Józefa Unruga służba w Kaiserliche Marine. Od kilku lat doko­ny­wał się jej nie­zwy­kły szybki roz­wój. W latach 1898 i 1900 Reichstag uchwa­lił dwie ustawy prze­wi­du­jące zbu­do­wa­nie w naj­bliż­szych latach kil­ku­dzie­się­ciu cięż­kich okrę­tów. W 1904 r. nowo­cze­sna flota cesar­ska liczyła 16 okrę­tów linio­wych, 8 pan­cer­ni­ków obrony wybrzeża, 6 dużych i 24 małe krą­żow­niki oraz około 100 tor­pe­dow­ców. Zgodnie z ustawą, do 1918 r. Hochseeflotte miała posia­dać aż 38 pan­cer­ni­ków!
Jednak plany spra­gnio­nego mor­skich przy­gód mło­dzieńca kłó­ciły się z ocze­ki­wa­niem rodzi­ców, któ­rzy odkąd zamiesz­kali w Sielcu k. Żnina (na tere­nie daw­nej Wielkopolski), uwa­żali, że ich star­szy syn powi­nien poświę­cić się stu­diom agro­no­micz­nym, naj­bar­dziej przy­dat­nym w zarzą­dza­niu rodzin­nym mająt­kiem. Zmęczonemu życiem gene­ra­łowi spra­wo­wa­nie dozoru nad gospo­dar­stwem unie­moż­li­wiał pode­szły wiek i pogar­sza­jący się stan zdro­wia. Ojciec nie pochwa­lał decy­zji Józefa, który w ostat­nim roku nauki w gim­na­zjum wyra­ził chęć kon­ty­nu­owa­nia edu­ka­cji w szkole mor­skiej. Zostało to ode­brane jako krok zarówno wbrew roz­sąd­kowi, jak i rodzin­nej tra­dy­cji kawa­le­ryj­skiej. Tadeusz Unrug oba­wiał się też, że syn pod­czas służby w Cesarskiej Marynarce szybko ule­gnie nie­miec­kim wpły­wom. Podejrzewał, nie bez racji, że pod pre­sją śro­do­wi­ska Józef podda się wyna­ro­do­wie­niu. Najwidoczniej jed­nak zde­cy­do­wane sta­no­wi­sko Józefa uznał za wystar­cza­jąco doj­rzałe i grun­tow­nie prze­my­ślane, gdyż w końcu uległ jego argu­men­tom i pod koniec 1903 r. wysto­so­wał sto­sowne pismo do Oberkommando der Marine (Naczelne Dowództwo Marynarki Wojennej) z prośbą o przy­ję­cie syna do Marineakademie w Kilonii.

Nauka i służba w Kaiserliche Marine

1 kwiet­nia 1904 r. Józef Unrug sta­wił się w kiloń­skiej uczelni. Świadectwo potwier­dza­jące jego wyniki w nauce zostało zaak­cep­to­wane i po egza­mi­nie ze spraw­no­ści fizycz­nej, nie­spełna 20-letni Unrug został zakwa­te­ro­wany wraz z innymi kan­dy­da­tami na kade­tów w oka­za­łym, czte­ro­kon­dy­gna­cyj­nym budynku uczelni, która była kuź­nią przy­szłych ofi­ce­rów nie­miec­kiej mary­narki wojen­nej. Oprócz potwier­dza­ją­cej zado­wa­la­jący stan zdro­wia opi­nii lekar­skiej (brak zawro­tów głowy, dobry słuch, brak kło­po­tów z wymową i dobry wzrok), każdy kan­dy­dat musiał dodat­kowo zali­czyć pół­go­dzinną próbę wytrzy­ma­ło­ściową w wodzie. Poza tym, rodzice musieli pod­pi­sać oświad­cze­nie, że poniosą wszyst­kie koszta zwią­zane z umun­du­ro­wa­niem i wypo­sa­że­niem syna. Jako cie­ka­wostkę warto wspo­mnieć, że w latach 1899 – 1900 wyekwi­po­wa­nie kadeta mor­skiego kosz­to­wało około 800 marek, a mie­sięczny doda­tek na jego utrzy­ma­nie – kolej­nych 40. W Niemczech na taki wyda­tek mogli pozwo­lić sobie tylko nie­liczni.
11 maja 1904 r. Unrug (w doku­men­tach nie­miec­kich – Josef von Unruh), już jako kadet mor­ski, wziął udział w bli­sko jed­no­rocz­nym rej­sie prak­ty­kanc­kim na byłej kor­we­cie parowo-żaglo­wej, wtedy fre­ga­cie (Kreuzerfregatte) 82-metro­wej Stosch o wypor­no­ści 2994 t. Okręt szkolny (d‑ca kmdr von Dassel) wyru­szył z prak­ty­kan­tami w rejs po Bałtyku, Morzu Północnym i Morzu Śródziemnym. Pierwszym por­tem do któ­rego zawi­nęła fre­gata był Sztokholm, a następ­nie Bergen, gdzie okręt inspek­cjo­no­wał cesarz Wilhelm II, dalej Ceuta i Konstantynopol.
Unrug dobrze zno­sił trudy mor­skiej żeglugi. Radził sobie z nauką przed­mio­tów ści­słych, z łatwo­ścią też przy­swa­jał sobie języki obce, szcze­gól­nie fran­cu­ski i angiel­ski. Po powro­cie do portu w Kilonii 31 marca 1905 r., komen­dant Marineakademie prze­pro­wa­dził inspek­cję okrętu. Bezpośrednio po zakoń­cze­niu trwa­ją­cego 325 dni rejsu słu­cha­cze, któ­rzy spę­dzili w morzu 222 dni, zostali pod­dani egza­mi­nowi. Każdy otrzy­mał zestaw kil­ku­dzie­się­ciu pytań z teo­rii, następ­nie musiał wyka­zać się wie­dzą prak­tyczną. Sprawdziany były trudne, nie wszyst­kim uda­wało się je zali­czyć; w celu wyło­nie­nia naj­lep­szych kan­dy­da­tów na ofi­ce­rów aka­de­mia sto­so­wała rygo­ry­styczną selek­cję. Unrug pierw­szy rok nauki zakoń­czył z czwartą lokatą.

  • Mariusz Borowiak

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE