Admirał Józef Unrug

Kontradmiral Jozef Unrug. Fot. zbiory Horacego Unruga

Kontradmirał Jozef Unrug. Fot. zbiory Horacego Unruga

Od mło­do­ści zwią­zany z morzem, naj­ak­tyw­niej­sze lata swego życia prze­żył w odro­dzo­nej Polsce. Jako dowódca Floty – twardy i bez­kom­pro­mi­sowy. Osobiście wziął na sie­bie odpo­wie­dzial­ność za decy­zję o kapi­tu­la­cji Helu 2 paź­dzier­nika 1939 r.

Dyscyplina, obo­wiąz­ko­wość, lojal­ność, god­ność oso­bi­sta – dla niego nie były to fra­zesy. Wymagał tych cech zarówno od pod­wład­nych, jak i przede wszyst­kim od sie­bie. Niezłomność swego nie­po­szla­ko­wa­nego cha­rak­teru potra­fił wpoić swym pod­wład­nym, a swe doświad­cze­nie i zalety mary­nar­skie prze­ka­zać młod­szym poko­le­niom naszych mary­na­rzy. Bez admi­rała Unruga nie byłaby nasza Marynarka Wojenna, taka, jaką poznali ją nasi sprzy­mie­rzeńcy, a odczuli nasi wro­go­wie w dru­giej woj­nie świa­to­wej, tak się wyra­ził o swoim prze­ło­żo­nym kmdr por. Ludwik Lichodziejewski, były dowódca nisz­czy­ciela eskor­to­wego Kujawiak i nisz­czy­ciela Błyskawica w latach 1941 – 1945. Kim był ten nie­zwy­kły czło­wiek, czło­wiek, któ­rego imię z sza­cun­kiem wyma­wiał każdy mary­narz, a jego postawa pod­czas obrony Wybrzeża w 1939 r., a przede wszyst­kim w nie­woli budzi podziw?

Dlaczego Unrug poko­chał morze?

Józef Michał Hubert Unrug uro­dził się 7 paź­dzier­nika 1884 r. w Brandenburgu nad rzeką Hawelą, jako długo ocze­ki­wane dziecko gen. mjr. Tadeusza Gustawa Unruga (1834−1907) i hra­bianki Izydory von Bünau (1851−1923), w rodzi­nie kocha­ją­cych i sza­nu­ją­cych się nawza­jem rodzi­ców. Miał nie­co­dzienne dzie­ciń­stwo – z matką mówił po nie­miecku, z oboj­giem rodzi­ców po fran­cu­sku, a języka pol­skiego uczył się od ojca. Chociaż Unrugowie wywo­dzili się ze sta­rego rodu nie­miec­kich baro­nów, gene­rał kró­lew­skiej pru­skiej gwar­dii nie ukry­wał swej pol­skiej toż­sa­mo­ści. Jego starsi bra­cia – Ludwig i Kazimierz brali wszak udział w powsta­niach naro­do­wych w 1848 (pod Miłosławiem k. Wrześni) i 1863 r. (pod Kołem), wal­cząc pod biało-czer­wo­nym sztan­da­rem. Mimo bli­skich kon­tak­tów z bra­tem kaj­zera Wilhelma I, także Tadeusz Unrug (był wie­lo­let­nim adiu­tan­tem brata cesa­rza, stąd bli­skie kon­takty z dwo­rem w Berlinie) nie wyrzekł się pol­sko­ści.

Chłonny wie­dzy kil­ku­letni Józek z wypie­kami na twa­rzy oglą­dał albumy z ryci­nami pol­skich żoł­nie­rzy w mun­du­rach Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego oraz przy­słu­chi­wał się opo­wie­ściom ojca o losach stry­jów, któ­rzy zgi­nęli w imię obrony pol­sko­ści. Podczas tych spo­tkań nie bra­ko­wało oka­zji do roz­mów o histo­rii pol­skiego oręża.

W domo­wej biblio­teczce, która była obfi­cie zaopa­trzona w pol­ską lite­ra­turę, było też wiele pol­skich ksią­żek histo­rycz­nych. Z inten­cją zaszcze­pie­nia chłopcu poczu­cia przy­na­leż­no­ści do pol­skiego narodu i przy­wią­za­nia do ojczy­stej mowy, ojciec posy­łał syna na lek­cje języka do zna­jo­mych pol­skich emi­gran­tów w Dreźnie. Miało to uchro­nić syna przez zniem­cze­niem. W tym to cza­sie gene­rał został prze­nie­siony z bran­den­bur­skiego gar­ni­zonu do Drezna, sto­licy Saksonii leżą­cej we wschod­niej (dziś, wtedy środ­ko­wej) czę­ści Niemiec nad Łabą.

Józef Unrug roz­po­czął edu­ka­cję w 1891 r., gdy w wieku 7 lat zaczął uczęsz­czać do szkoły ele­men­tar­nej (pod­sta­wo­wej) Müller-Gelinekschen Realschule w Dreźnie.

W rodzin­nym domu ode­brał chrze­ści­jań­skie wycho­wa­nie, dora­sta­jąc wśród nie­miec­kich rówie­śni­ków. Wyrósł na chłopca kar­nego, zdy­scy­pli­no­wa­nego, powścią­gli­wego i mało­mów­nego. Procentowało surowe wycho­wa­nie – wyro­biony w dzie­ciń­stwie cha­rak­ter wzmoc­nił jego psy­chikę. Trzy lata póź­niej Józef roz­po­czął trwa­jącą od 1894 do 1904 r. naukę w Vitzthumschen Gymnasium (Gimnazjum im. Vitzthuma von Eckstadta, szlach­cica z Turyngii) w Dreźnie. Tam zdał maturę, a za postępy w nauce języka fran­cu­skiego otrzy­mał w nagrodę książkę.

Jako nasto­la­tek – wzo­rem wielu mło­dzień­ców – zaczy­ty­wał się powie­ściami podróż­ni­czymi i awan­tur­ni­czymi. Nauka geo­gra­fii oraz lek­tury roz­po­starły przed chło­pięcą wyobraź­nią mapę wiel­kiego świata. Opisy oce­anicz­nych rej­sów oraz fascy­nu­jące przy­gody ludzi morza na pokła­dach żaglow­ców, coraz moc­niej skła­niały Józefa do reali­za­cji mło­dzień­czych marzeń. Postanowił zostać mary­na­rzem. Pierwszy impuls przy­szedł już w wieku 11 lat, zaraz po lek­tu­rze fran­cu­skiej książki mor­skiej Claire-Julie Pascalis de Nanteuil – „Capitaine” (Paris 1888), w któ­rej główny boha­ter, chło­piec okrę­towy podró­żo­wał po świe­cie. Pokaz modeli stat­ków na base­nie w Dreźnie zauro­czył kil­ku­na­sto­let­niego gim­na­zja­li­stę świa­tem żagli i pary. Kolejnym bodź­cem, który popchnął Unruga na morze były barwne opo­wie­ści star­szego kuzyna, Tadeusza Swinarskiego, który słu­żył na stat­kach han­dlo­wych.

Szansą pracy na morzu była dla Józefa Unruga służba w Kaiserliche Marine. Od kilku lat doko­ny­wał się jej nie­zwy­kły szybki roz­wój. W latach 1898 i 1900 Reichstag uchwa­lił dwie ustawy prze­wi­du­jące zbu­do­wa­nie w naj­bliż­szych latach kil­ku­dzie­się­ciu cięż­kich okrę­tów. W 1904 r. nowo­cze­sna flota cesar­ska liczyła 16 okrę­tów linio­wych, 8 pan­cer­ni­ków obrony wybrzeża, 6 dużych i 24 małe krą­żow­niki oraz około 100 tor­pe­dow­ców. Zgodnie z ustawą, do 1918 r. Hochseeflotte miała posia­dać aż 38 pan­cer­ni­ków!

Jednak plany spra­gnio­nego mor­skich przy­gód mło­dzieńca kłó­ciły się z ocze­ki­wa­niem rodzi­ców, któ­rzy odkąd zamiesz­kali w Sielcu k. Żnina (na tere­nie daw­nej Wielkopolski), uwa­żali, że ich star­szy syn powi­nien poświę­cić się stu­diom agro­no­micz­nym, naj­bar­dziej przy­dat­nym w zarzą­dza­niu rodzin­nym mająt­kiem. Zmęczonemu życiem gene­ra­łowi spra­wo­wa­nie dozoru nad gospo­dar­stwem unie­moż­li­wiał pode­szły wiek i pogar­sza­jący się stan zdro­wia. Ojciec nie pochwa­lał decy­zji Józefa, który w ostat­nim roku nauki w gim­na­zjum wyra­ził chęć kon­ty­nu­owa­nia edu­ka­cji w szkole mor­skiej. Zostało to ode­brane jako krok zarówno wbrew roz­sąd­kowi, jak i rodzin­nej tra­dy­cji kawa­le­ryj­skiej. Tadeusz Unrug oba­wiał się też, że syn pod­czas służby w Cesarskiej Marynarce szybko ule­gnie nie­miec­kim wpły­wom. Podejrzewał, nie bez racji, że pod pre­sją śro­do­wi­ska Józef podda się wyna­ro­do­wie­niu. Najwidoczniej jed­nak zde­cy­do­wane sta­no­wi­sko Józefa uznał za wystar­cza­jąco doj­rzałe i grun­tow­nie prze­my­ślane, gdyż w końcu uległ jego argu­men­tom i pod koniec 1903 r. wysto­so­wał sto­sowne pismo do Oberkommando der Marine (Naczelne Dowództwo Marynarki Wojennej) z prośbą o przy­ję­cie syna do Marineakademie w Kilonii.

Nauka i służba w Kaiserliche Marine

1 kwiet­nia 1904 r. Józef Unrug sta­wił się w kiloń­skiej uczelni. Świadectwo potwier­dza­jące jego wyniki w nauce zostało zaak­cep­to­wane i po egza­mi­nie ze spraw­no­ści fizycz­nej, nie­spełna 20-letni Unrug został zakwa­te­ro­wany wraz z innymi kan­dy­da­tami na kade­tów w oka­za­łym, czte­ro­kon­dy­gna­cyj­nym budynku uczelni, która była kuź­nią przy­szłych ofi­ce­rów nie­miec­kiej mary­narki wojen­nej. Oprócz potwier­dza­ją­cej zado­wa­la­jący stan zdro­wia opi­nii lekar­skiej (brak zawro­tów głowy, dobry słuch, brak kło­po­tów z wymową i dobry wzrok), każdy kan­dy­dat musiał dodat­kowo zali­czyć pół­go­dzinną próbę wytrzy­ma­ło­ściową w wodzie. Poza tym, rodzice musieli pod­pi­sać oświad­cze­nie, że poniosą wszyst­kie koszta zwią­zane z umun­du­ro­wa­niem i wypo­sa­że­niem syna. Jako cie­ka­wostkę warto wspo­mnieć, że w latach 1899 – 1900 wyekwi­po­wa­nie kadeta mor­skiego kosz­to­wało około 800 marek, a mie­sięczny doda­tek na jego utrzy­ma­nie – kolej­nych 40. W Niemczech na taki wyda­tek mogli pozwo­lić sobie tylko nie­liczni.

Generał-major Tadeusz Gustaw Unrug (1834−1907) z trzy­let­nim synem Józefem. Fotografia została wyko­nana około 1887 r.
Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

11 maja 1904 r. Unrug (w doku­men­tach nie­miec­kich – Josef von Unruh), już jako kadet mor­ski, wziął udział w bli­sko jed­no­rocz­nym rej­sie prak­ty­kanc­kim na byłej kor­we­cie parowo-żaglo­wej, wtedy fre­ga­cie (Kreuzerfregatte) 82-metro­wej Stosch o wypor­no­ści 2994 t. Okręt szkolny (d‑ca kmdr von Dassel) wyru­szył z prak­ty­kan­tami w rejs po Bałtyku, Morzu Północnym i Morzu Śródziemnym. Pierwszym por­tem do któ­rego zawi­nęła fre­gata był Sztokholm, a następ­nie Bergen, gdzie okręt inspek­cjo­no­wał cesarz Wilhelm II, dalej Ceuta i Konstantynopol.

Unrug dobrze zno­sił trudy mor­skiej żeglugi. Radził sobie z nauką przed­mio­tów ści­słych, z łatwo­ścią też przy­swa­jał sobie języki obce, szcze­gól­nie fran­cu­ski i angiel­ski. Po powro­cie do portu w Kilonii 31 marca 1905 r., komen­dant Marineakademie prze­pro­wa­dził inspek­cję okrętu. Bezpośrednio po zakoń­cze­niu trwa­ją­cego 325 dni rejsu słu­cha­cze, któ­rzy spę­dzili w morzu 222 dni, zostali pod­dani egza­mi­nowi. Każdy otrzy­mał zestaw kil­ku­dzie­się­ciu pytań z teo­rii, następ­nie musiał wyka­zać się wie­dzą prak­tyczną. Sprawdziany były trudne, nie wszyst­kim uda­wało się je zali­czyć; w celu wyło­nie­nia naj­lep­szych kan­dy­da­tów na ofi­ce­rów aka­de­mia sto­so­wała rygo­ry­styczną selek­cję. Unrug pierw­szy rok nauki zakoń­czył z czwartą lokatą.

Od 1 maja (awan­so­wany ze star­szeń­stwem 11 kwiet­nia) 1905 r. cho­rąży (Fähnrich) Józef Unrug kon­ty­nu­ował naukę na jed­no­rocz­nym kur­sie ofi­cer­skim w Marineakademie. Oprócz szko­le­nia prak­tycz­nego na okrę­tach brał udział w zaję­ciach z nawi­ga­cji i w szko­le­niu arty­le­ryj­skim. Do przed­mio­tów obo­wiąz­ko­wych nale­żały: histo­ria mor­ska, wie­dza mor­ska, tak­tyka mor­ska oraz mate­ma­tyka i fizyka. Każdy cho­rąży musiał znać w mowie i w piśmie co naj­mniej jeden język obcy (uczono angiel­skiego, fran­cu­skiego, hisz­pań­skiego i rosyj­skiego). Studenci uczęsz­czali na wykłady z geo­gra­fii świata, histo­rii powszech­nej i oce­ano­gra­fii.

Po ukoń­cze­niu teo­re­tycz­nego kursu ofi­cer­skiego Unruga wysłano na wie­lo­mie­sięczne szko­le­nie spe­cja­li­styczne. Od 2 kwiet­nia do 1 lipca 1906 r. odby­wał kurs arty­le­ryj­ski na okrę­cie Mars (3542 t). W ramach tego samego kursu, od 2 lipca do 31 sierp­nia, prze­szedł on szko­le­nie tor­pe­dowe na fre­ga­cie Blücher. Natomiast we wrze­śniu dodat­kowo zali­czył kurs pie­choty mor­skiej. Prawdopodobnie uczył się rów­nież metod wywiadu mor­skiego. Z kolei od 1 paź­dzier­nika 1906 do 12 kwiet­nia 1908 r. słu­żył w cha­rak­te­rze ofi­cera wach­to­wego na okrę­cie linio­wym Braunschweig (okręt fla­gowy kadm. Adolfa Paschena), który wcho­dził w skład 2. Eskadry Hochseeflotte. Tymczasem 28 wrze­śnia 1907 r. cho­rąży Unrug otrzy­mał awans na pierw­szy sto­pień ofi­cer­ski – pod­po­rucz­nika mary­narki (Leutnant zur See).

Po wyokrę­to­wa­niu z pan­cer­nika, nowo upie­czony pod­po­rucz­nik został skie­ro­wany do składu ofi­cer­skiego tzw. eska­dry chiń­skiej. 7 maja 1908 r. wsiadł na sta­tek parowy Rhein, który udał się do Port Saidu w Egipcie. 16 czerwca Unrug zaokrę­to­wał się na cumu­jący w por­cie mały krą­żow­nik Niobe – 29 wrze­śnia po ponad 100 dniach, zakoń­czył na nim służbę. Warto dodać, że od dwóch lat Niobe pozo­sta­wał w skła­dzie eska­dry krą­żow­ni­ków służby zagra­nicz­nej. Okręty tego zespołu krą­żyły po wodach Dalekiego Wschodu (Morze Południowochińskie i Morze Japońskie), rejsy te nie przy­nio­sły jed­nak żad­nego god­nego odno­to­wa­nia wyda­rze­nia.

Następny przy­dział (30 wrze­śnia 1908 – 28 wrze­śnia 1909 r.) Unruga to kano­nierka Tiger (1100 t). Ciekawostką jest, że Tiger był pierw­szym okrę­tem ze sta­lo­wym kadłu­bem zbu­do­wa­nym w Kaiserliche Werft w Gdańsku. Pod koniec maja 1909 r. Tiger gotowy był do służby na wodach Azji Wschodniej.

Szesnastoletni Józef Unrug. Zdjęcie zostało wykonane w Dreźnie w 1900  r. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Szesnastoletni Józef Unrug. Zdjęcie zostało wyko­nane w Dreźnie w 1900 r.
Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Pełniący funk­cję ofi­cera wach­to­wego Unrug przez prze­szło 12 mie­sięcy pły­wał na Morzu Wschodniochińskim, Japońskim i Południowochińskim. Na początku 1909 r. Tiger, wspól­nie z krą­żow­ni­kiem pan­cer­nym Fürst Bismarck, reali­zo­wał zada­nia ope­ra­cyjne na wodach indo­ne­zyj­skich (wtedy Holenderskie Indie Wschodnie).

Wreszcie, 28 wrze­śnia, przy­szedł roz­kaz wzy­wa­jący Unruga do Niemiec. Podróż mor­ska zapo­wia­dała się bar­dzo atrak­cyj­nie. Nazajutrz po otrzy­ma­niu roz­kazu wsiadł on w cha­rak­te­rze pasa­żera na sta­tek Admiral von Tirpitz w por­cie Tsingtau. Po dwóch dniach żeglugi paro­wiec zawi­nął do Szanghaju. Tam Unrug natych­miast prze­siadł się na paro­wiec Siberia, który po 24 dniach rejsu przy­był do San Francisco w Stanach Zjednoczonych.

Po zej­ściu na ląd – jak wspo­mi­nał syn Józefa, Horacy Unrug w roz­mo­wie z auto­rem arty­kułu – ojciec odbył fascy­nu­jącą podróż lądem, na prze­mian dyli­żan­sem i koleją, do Nowego Jorku. Miał nie­po­wta­rzalną oka­zję, by zatrzy­mu­jąc się prze­jaz­dem w kilku kolej­nych sta­nach, przyj­rzeć się panu­ją­cym tam warun­kom życia spo­łe­czeń­stwa ame­ry­kań­skiego na początku XX w. 17 listo­pada 1909 r. Unrug wsiadł na oce­aniczny paro­wiec George Washington mogący zabrać 2900 pasa­że­rów. Statek ten dopiero nie­dawno zasi­lił flotę olbrzy­mów arma­tora Norddeutscher Lloyd – obsłu­gi­wał on trasę z Nowego Jorku do Hamburga. W przed­dzień końca żeglugi, 24 listo­pada, sta­tek prze­szedł linię Dover-Calais, naza­jutrz rzu­cił cumy w por­cie Bremerhaven.

Do czasu otrzy­ma­nia przy­działu na kolejny okręt, Unrug został skie­ro­wany do II Oddziału Inspektoratu Marynarki Wojennej w Berlinie, gdzie pozo­sta­wał do końca marca 1910 r. 22 marca został awan­so­wany na porucz­nika mary­narki (Oberleutnant zur See). Po prze­rwie spo­wo­do­wa­nej pracą w szta­bie, dostał 1 kwiet­nia przy­dział na mały krą­żow­nik München, jeden z 7 okrę­tów typu Bremen, w cha­rak­te­rze ofi­cera wach­to­wego i adiu­tanta dowódcy okrętu. Podczas sied­mio­mie­sięcz­nej służby (przez 214 dni) na okrę­cie wcho­dzą­cym w skład 3. Eskadry Hochseeflotte, Unrug brał udział w rej­sach prób­nych i ćwi­cze­niach na Bałtyku i Morzu Północnym.

Niedługo potem, 1 listo­pada 1910 r., prze­nie­siono go na nowy krą­żow­nik Augsburg, na któ­rym pły­wał pod­czas prób­nych rej­sów do 28 lutego 1911 r. Ponieważ jed­nostka pod­le­gała Sekcji Badań Torpedowych, od lutego do końca kwiet­nia uczest­ni­czył on w ćwi­cze­niach Zespołu Okrętów Szkolnych i Doświadczalnych adm. Wilhelma Lansa na środ­ko­wym Bałtyku. W trak­cie służby Unrug został po raz kolejny odko­men­de­ro­wany do II Oddziału Inspektoratu Marynarki. Tym razem pozo­sta­wał do dys­po­zy­cji Berlina do 20 czerwca. Wkrótce ponow­nie wró­cił na morze, lecz tym razem musiał pogo­dzić służbę na okrę­cie z pracą wizy­ta­tora na lądzie. Od 21 czerwca 1911 r. Unrug był ofi­ce­rem wach­to­wym na okrę­cie linio­wym Wörth. Służył też jako ofi­cer inspek­cyjny w Szkole Marynarki (Marineschule) Mürwik we Flensburgu. W prze­ciągu roku został adiu­tan­tem komen­danta szkoły, kmdr. Herwartha Schmidta von Schwinda. Na pan­cer­niku Wörth Unrug peł­nił służbę przez 46 dni. W tym cza­sie jed­nostka wraz z 3. Eskadrą dowo­dzoną przez wadm. Hermanna Jacobsena (zaokrę­to­wany na Kaiserze Wilhelmie II) brała udział w manew­rach na Bałtyku i Morzu Północnym.

25 sierp­nia 1913 r. Unrug po raz kolejny został skie­ro­wany na duże jed­nostki bojowe i do 7 sierp­nia 1914 był ofi­ce­rem na róż­nych typach okrę­tów. Początkowo tra­fił na dred­nota Friedrich der Grosse, na któ­rym słu­żył jako adiu­tant i ofi­cer wach­towy. Na okrę­cie pozo­sta­wał przez 143 dni, bio­rąc udział w rej­sach i ćwi­cze­niach na Morzu Północnym i Bałtyku, a następ­nie został na bli­sko 2 mie­siące, do 17 kwiet­nia, ponow­nie zaokrę­to­wany na małym krą­żow­niku Augsburg. W tym cza­sie Unrug brał udział w ćwi­cze­niach na Bałtyku i Morzu Północnym. W dru­giej poło­wie kwiet­nia powró­cił na Fredricha der Grosse, uczest­ni­cząc w wio­sen­nych manew­rach. Był na nim odpo­wie­dzialny za arty­le­rię – w strze­la­niach miał naj­lep­sze wyniki we flo­cie. Niestety, zapła­cił za to pogor­sze­niem słu­chu.

Chorąży Józef Unrug (na pierwszym planie) od 1 października 1906 do 12 kwietnia 1908 r. był oficerem wachtowym na okręcie liniowym Braunschweig, który wchodził w skład 2. Eskadry Hochseeflotte (Floty Pełnomorskiej). Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Chorąży Józef Unrug (na pierw­szym pla­nie) od 1 paź­dzier­nika 1906 do 12 kwiet­nia 1908 r. był ofi­ce­rem wach­to­wym na okrę­cie linio­wym Braunschweig, który wcho­dził w skład 2. Eskadry Hochseeflotte (Floty Pełnomorskiej). Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Niespodziewanie, 24 czerwca, Unrug został zaokrę­to­wany na cesar­ski jacht parowy Wilhelma II Hohenzollern, na pokła­dzie któ­rego wkrótce roz­po­czął pierw­szy rejs. Niebawem jed­nak podróż mor­ska została prze­rwana i na wieść o austriac­kim ulti­ma­tum wobec Serbii kaj­zer wydał roz­kaz powrotu do domu. Warto przy oka­zji wspo­mnieć, że załoga cesar­skiego jachtu skła­dała się z naj­lep­szych ofi­ce­rów. Ich dobór i pocho­dze­nie spo­łeczne nie były sprawą przy­padku. Służba na nim była żmudna ze względu na dodat­kowe obo­wiązki repre­zen­ta­cyjne, ale mimo to trak­to­wano ją jako wyróż­nie­nie. Z tego okresu pocho­dzi zabawna histo­ria zwią­zana z osobą Unruga. Otóż pod­czas rejsu nie­znany z nazwi­ska wysoki dygni­tarz z Berlina wypadł za burtę. Najwyraźniej nie umiał pły­wać. Unrug, nie zasta­na­wia­jąc się wiele, odpiąw­szy tylko pas z sza­blą, tak jak stał w galo­wym mun­du­rze, sko­czył na ratu­nek i wycią­gnął topielca z wody. Tymczasem ura­to­wany, zamiast podzię­ko­wać za oca­le­nie życia, zro­bił swemu wybawcy kar­czemną awan­turę w obec­no­ści cesa­rza, który był świad­kiem całego zaj­ścia. Poszło o to, że Unrug chwy­cił toną­cego za włosy… które zostały mu w gar­ści. Peruka, nie­stety, uto­nęła.

Tymczasem w Rosji zarzą­dzono stan pod­wyż­szo­nego pogo­to­wia wojen­nego. W Niemczech ogło­szono w odpo­wie­dzi „stan gro­żący wojną”, a ponadto wysto­so­wano do rządu rosyj­skiego ulti­ma­tum, doma­ga­jąc się odwo­ła­nia w ciągu 12 godzin dzia­łań mobi­li­za­cyj­nych. 27 lipca Cesarska Flota wyszła w morze. Od kilku dni trwały let­nie manewry na Morzu Północnym.

Wybuch wojny zastał Unruga znów na pan­cer­niku Friedrich der Grosse, jako ofi­cera oddziału war­tow­ni­czego, komen­danta aresztu i ofi­cera wach­to­wego. Nie zdą­żył przy­wyk­nąć do nowych warun­ków, gdy już 7 sierp­nia zna­lazł się w Szpitalu Marynarki Wojennej w Wilhelmshaven. Leczył się z powodu cho­roby skóry – miał łusz­czycę, która mu bar­dzo doku­czała. Niestety, kura­cja pra­wie nic nie pomo­gła. Unrug pozo­stał w laza­re­cie do końca sierp­nia 1914 r. Potem jesz­cze przez 3 tygo­dnie cze­kał na przy­dział na okręt. We wrze­śniu odde­le­go­wano go wresz­cie na Sylt (naj­więk­sza z Wysp Północnofryzyjskich), gdzie peł­nił funk­cję naczel­nika sta­cji sygna­ło­wej.

W poło­wie grud­nia 1914 r. wysłano go na kurs do Oficerskiej Szkoły Okrętów Podwodnych (U‑Bootschule), w któ­rej pozo­sta­wał do 2 lutego 1915. Wraz z innymi kan­dy­da­tami na pod­wod­nia­ków został zaokrę­to­wany na jed­nostkę ratow­ni­czą okrę­tów pod­wod­nych Vulcan.

Służbę na okrę­tach pod­wod­nych Unrug roz­po­czął, 7 (według innych publi­ka­cji od 3) lutego 1915 r., od przy­działu na U 30 (d‑ca kpt. mar. Erich von Rosenberg-Gruszczynski). Podczas trze­ciego patrolu bojo­wego okrętu, a pierw­szego w karie­rze pod­wod­niac­kiej Unruga, jako ofi­cera nawi­ga­cyj­nego, odniósł pożą­dany suk­ces. U 30 był pierw­szym nie­miec­kim okrę­tem pod­wod­nym, który roz­po­czął dzia­ła­nia ofen­sywne w rejo­nie Morza Irlandzkiego w dru­gim tygo­dniu lutego 1915 r. Podczas tegoż patrolu ope­ro­wał także na Morzu Północnym, wodach kanału La Manche i Atlantyku.
11 lutego U 30 wyszedł w morze z bazy u ujścia rzeki Ems. Podczas dru­giej doby patrolu, w nocy, ofi­cer wach­towy zgło­sił dowódcy przej­ście okrętu przez Cieśninę Kaletańską. U‑Boot szedł w zanu­rze­niu.

W ciągu następ­nych 6 dni, gdy okręt pozo­sta­wał w swoim sek­to­rze, nie zauwa­żono żad­nej nie­przy­ja­ciel­skiej jed­nostki. Przez więk­szą cześć dnia U 30 był w zanu­rze­niu. Sztormowa pogoda unie­moż­li­wiła prze­pro­wa­dze­nie ewen­tu­al­nego ataku tor­pe­do­wego. W końcu nocą z 17 na 18 lutego, po sfor­so­wa­niu kanału La Manche, w pozy­cji umoż­li­wia­ją­cej prze­pro­wa­dze­nie ataku nie­ocze­ki­wa­nie zna­lazł się dwu­ko­mi­nowy paro­wiec. Nic nie prze­czu­wa­jąc, sta­tek spo­koj­nie prze­mie­rzał wody Kanału Św. Jerzego. Po zaję­ciu dogod­nej pozy­cji, Rosenberg-Gruszczynski wydał roz­kaz odpa­le­nia tor­pedy w kie­runku zaciem­nio­nej jed­nostki. Strzał był jed­nak nie­celny. Atak nie został powtó­rzony, a wachta na statku nie zorien­to­wała się nawet, że przed chwilą usi­ło­wał ich stor­pe­do­wać U‑Boot.

Oberleutnant zur See (porucznik marynarki) Józef Unrug. Zdjęcie z 8 czerwca 1912 r. Fot. zbiory dr. Günthera von Bünau

Oberleutnant zur See (porucz­nik mary­narki) Józef Unrug. Zdjęcie z 8 czerwca 1912 r. Fot. zbiory dr. Günthera von Bünau

W ciągu następ­nych dwóch dni U 30 pozo­sta­wał w Zatoce Liverpoolskiej, czy­ha­jąc na spo­sob­ność do ataku. Okazja taka nada­rzyła się nad ranem 20 lutego, gdy zanu­rzony U‑Boot wypa­trzył ofiarę. Celem był bry­tyj­ski paro­wiec Cambank (3112 BRT), pły­nący bez ban­dery i żad­nych ozna­czeń. Statek zato­nął tra­fiony jedną tor­pedą wystrze­loną z U 30. Atak ten – zgod­nie z dyrek­ty­wami dowódz­twa U‑Bootwaffe – prze­pro­wa­dzony został bez żad­nego ostrze­że­nia.

Jeszcze tego samego dnia upo­jony suk­ce­sem dowódca wydał roz­kaz zmiany kursu na pół­nocny zachód. Podejrzewał, że zato­pie­nie parowca przy środ­kowo-zachod­nim wybrzeżu Wielkiej Brytanii spo­wo­duje cza­sowe wstrzy­ma­nie żeglugi han­dlo­wej. Tymczasem o godz. 17:35 w pobliżu wyspy Man na Morzu Irlandzkim U 30 natknął się na samot­nie pły­nący nie­wielki bry­tyj­ski paro­wiec Downishire (337 BRT). Okręt wynu­rzył się, z armaty kal. 88 mm oddano w kie­runku wro­giej jed­nostki strzał ostrze­gaw­czy. Na parowcu posłusz­nie zasto­po­wano maszyny. Wkrótce z U‑Boota
spusz­czono łódź wio­słową z zastępcą dowódcy i kilku mary­na­rzami. Po paru minu­tach oddział abor­da­żowy dopły­nął do burty Downishire’a. Po spraw­dze­niu doku­men­tów, ładunku i opusz­cze­niu jed­nostki przez załogę, paro­wiec został zato­piony ładun­kami wybu­cho­wymi. W 11. dniu rejsu bojo­wego, po dwóch dobach bez­owoc­nego ocze­ki­wa­nia u wej­ścia do Kanału Północnego (cie­śnina pomię­dzy płn.-wsch. Irlandią a Wielką Brytanią) podą­ża­jący z pół­nocy na Morze Irlandzkie Rosenberg-Gruszczynski zde­cy­do­wał się ruszyć do bazy drogą wokół Szkocji i Szetlandów. 28 lutego zacu­mo­wał w Wilhelmshaven.

Unrug opu­ścił okręt po udziale w jed­nym rej­sie bojo­wym. Od 10 marca przez kolejne 5 dni pozo­sta­wał do dys­po­zy­cji Oddziału Zapasowego Załóg Okrętów Podwodnych w Wilhelmshaven. Kolejny kurs dla pod­wod­nia­ków Unrug prze­szedł od 16 do 19 marca 1915 r. na sta­wia­czu min Pelikan. Po zakoń­cze­niu szko­le­nia wyje­chał do stoczni Vulcan w Hamburgu z nowym przy­dzia­łem. Tam przez 60 dni – do 18 maja poma­gał wraz ze skom­ple­to­waną już załogą, stocz­niow­com przy budo­wie nowego okrętu pod­wod­nego typu UC II – UC 28. W następ­nych mie­sią­cach pod­ofi­ce­ro­wie i mary­na­rze uczyli się obsługi róż­nego rodzaju urzą­dzeń pokła­do­wych U‑Boota. Minęło kil­ka­na­ście mie­sięcy, zanim Unrug ponow­nie zja­wił się w stoczni, tym razem, pod­czas prac wykoń­cze­nio­wych i prób UC 28.

19 maja 1915 r. Unrug został zaokrę­to­wany na stary kontr­tor­pe­do­wiec D 10. Trzydzieści dzie­więć dni, które na nim spę­dził, zajęły rejsy po Bałtyku. W końcu roz­po­częła się trwa­jąca wiele mie­sięcy służba na okrę­tach pod­wod­nych. 27 czerwca Unrug jako ofi­cer ponade­ta­towy (über­mes­sig) tra­fił na mie­sięczne szko­le­nie na UB 11. Zdobył tu doświad­cze­nie i wie­dzę, która zapro­cen­to­wała, gdy przy­szło mu samo­dziel­nie dowo­dzić róż­nymi typami U‑Bootów. Wracając do prze­biegu kariery Unruga na UB 11 – porucz­nik tra­fił nań nie­spełna 4 mie­siące od dnia wej­ścia okrętu do służby, 4 maja 1915 r. Tydzień póź­niej UB 11 (d‑ca por. mar. Ralf Wenninger) wyko­ny­wał zada­nia szko­le­niowe w ramach dzia­łal­no­ści U‑Bootschule w Kilonii.

Wreszcie, 28 lipca 1915 r., Unrug został dowódcą małego pod­wod­nego sta­wia­cza min UC 8, który wcho­dził w skład flo­tylli „Flandern”. Szkolenie na nim odby­wali pod­wod­niacy ze szkoły w Kilonii. Przez 84 dni gdy dowo­dził okrę­tem, jed­nostka ta nie dzia­łała bez­po­śred­nio prze­ciw żeglu­dze alianc­kiej. UC 8 wyko­ny­wał wyłącz­nie rejsy szko­le­niowe na Bałtyku. Nowe zada­nia poja­wiły się dopiero po prze­ję­ciu dowo­dze­nia przez por. mar. Waltera Schmidta.

17 paź­dzier­nika 1915 r. świeżo upie­czony kpt. mar. Józef Unrug otrzy­mał roz­kaz zda­nia dwa dni póź­niej dowódz­twa UC 8 i obję­cia komendy na UC 11, który wszedł w skład zespołu okrę­tów szkol­nych w Kilonii. Unrug, mimo że został po raz drugi mia­no­wany dowódcą U‑Boota, ani teraz ani póź­niej nie miał oka­zji do dowo­dze­nia pod­wod­nym sta­wia­czem min pod­czas patroli bojo­wych. W dowódz­twie U‑Bootwaffe w oso­bie Unruga widziano bowiem dosko­na­łego fachowca i instruk­tora dla nowych rocz­ni­ków pod­wod­nia­ków. Po nie­spełna trzy­mie­sięcz­nej służ­bie, 11 stycz­nia 1916 r. Unrug prze­ka­zał UC 11 por. mar. Reinholdowi Salzwedelowi.

12 (lub 15) stycz­nia Unrug został zaokrę­to­wany na UB 25 jako ofi­cer nad­e­ta­towy. Po czte­rech dniach prze­jął on U‑Boota od kpt. mar. Hansa Nielanda (ur. się w Iławie, uczył się m.in. w gim­na­zjum w Gdańsku, w III Rzeszy został pro­fe­so­rem mine­ra­lo­gii i petro­gra­fii na uni­wer­sy­te­cie w Rostocku). Przez następ­nych 169 dni dowo­dził tym prze­szło 260-tono­wym okrę­tem pod­wod­nym, który wie­lo­krot­nie wycho­dził w rejsy szko­le­niowe na Bałtyk. Wyokrętował zeń 2 lipca 1916 r. Przełożeni Unruga, doce­nia­jąc jego nie­na­ganną służbę jako komen­danta szkol­nych okrę­tów pod­wod­nych, powie­rzyli mu następ­nie dowódz­two, tym razem dużego okrętu minowo-tor­pe­do­wego UC 28. Do 8 marca 1917 r. pro­wa­dził na okrę­cie szko­le­nie prak­tyczne dla przy­szłych ofi­ce­rów, któ­rzy po kur­sie mieli dowo­dzić wła­snymi U‑Bootami.

Okręt hydrograficzny ORP Pomorzanin. Fot zbiory Macieja Dąbrowskiego

Okręt hydro­gra­ficzny ORP Pomorzanin.
Fot zbiory Macieja Dąbrowskiego

Od 9 do 27 marca 1917 r. Unrug prze­by­wał na kur­sie strze­la­nia tor­pe­do­wego w U‑Bootschule w Kilonii. Pod koniec marca wró­cił na UC 28, pozo­sta­jąc na sta­no­wi­sku dowódcy do 1 (inne publi­ka­cje mówią, że do 10) grud­nia 1917 r. Ogółem dowo­dził nim przez 463 dni.

Od lewej stoją: kmdr por. Józef Unrug, kmdr Jerzy Świrski i kmdr por. Konstanty Jacynicz, pierwszy dowódca Dywizjonu Torpedowców, na pokładzie torpedowca ORP Krakowiak. Zdjęcie z 1921  r.

Od lewej stoją: kmdr por. Józef Unrug, kmdr Jerzy Świrski i kmdr por. Konstanty Jacynicz, pierw­szy dowódca Dywizjonu Torpedowców, na pokła­dzie tor­pe­dowca ORP Krakowiak. Zdjęcie z 1921 r.

Decyzją dowódz­twa U‑Bootwaffe, 2 grud­nia 1917 r. Unrug został sze­fem flo­tylli szkol­nych okrę­tów pod­wod­nych oraz szkoły dla mary­na­rzy i tech­ni­ków pod­wod­nych w Kilonii. Jednym z powo­dów prze­nie­sie­nia go na ląd była poważna cho­roba skóry. Podczas I wojny świa­to­wej kapi­tan kuro­wał się w spe­cjal­nej lecz­ni­czej pły­walni w Szwajcarii. 25 wrze­śnia 1918 r. Unrug został uho­no­ro­wany Krzyżem Żelaznym I klasy.

Wreszcie 17 marca 1919 r. Unrug zło­żył dymi­sję i na wła­sną prośbę został zwol­niony ze służby w Kaiserliche Marine, otrzy­mu­jąc pań­stwową eme­ry­turę. Na wieść o two­rze­niu się nie­pod­le­głego pań­stwa pol­skiego, wierny wsz­cze­pio­nej mu przez ojca pol­sko­ści, Józef Unrug zerwał raz na zawsze więzi łączące go z nie­miecką flotą.

Akt nominacyjny kmdr. por. J. Unruga na stanowisko dowódcy Floty w maju 1925  r. Dokument został podpisany przez ówczesnego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Stanisława Wojciechowskiego, Prezesa Rady Ministrów Władysława Grabskiego i gen. dyw. Władysława Sikorskiego, Ministra Spraw Wojskowych.

Akt nomi­na­cyjny kmdr. por. J. Unruga na sta­no­wi­sko dowódcy Floty w maju 1925 r. Dokument został pod­pi­sany przez ówcze­snego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Stanisława Wojciechowskiego, Prezesa Rady Ministrów Władysława Grabskiego i gen. dyw. Władysława Sikorskiego, Ministra Spraw Wojskowych.

Służba w Polskiej Marynarce Wojennej

Dwa mie­siące po zrzu­ce­niu nie­miec­kiego mun­duru Józef Unrug, już jako zde­mo­bi­li­zo­wany ofi­cer Cesarskiej Marynarki, po przy­jeź­dzie do Warszawy zgło­sił się 19 maja 1919 r. do Sekcji Marynarki Ministerstwa Spraw Wojskowych. Jej sze­fem został pod koniec listo­pada poprzed­niego roku płk mar. Bogumił Nowotny, były ofi­cer floty austro-węgier­skiej, a po nim Kazimierz Porębski, były rosyj­ski kontr­ad­mi­rał.

W Departamencie Spraw Personalnych Ministerstwa Spraw Wojskowych Unrug zło­żył pisemną prośbę o przy­ję­cie go do Wojska Polskiego z zali­cze­niem bli­sko 15-let­niej służby w Kaiserliche Marine. Pod nie­obec­ność Porębskiego, na początku czerwca 1919 r., zastę­po­wał go płk. mar. Jerzy Świrski (mie­siąc póź­niej został mia­no­wany zastępcą szefa Departamentu dla Spraw Morskich – DSM). On też pod­pi­sał zgodę na przy­ję­cie Unruga do służby zawo­do­wej w Polskiej Marynarce Wojennej. Niedawny ofi­cer floty nie­miec­kiej przed­sta­wił sze­fowi Sekcji Organizacyjnej DSM doku­menty świad­czące, że jest pol­skim oby­wa­te­lem, wła­ści­cie­lem majątku w Sielcu w Wielkim Księstwie Poznańskim. Unrug przed­sta­wił też wysta­wione przez przed­sta­wi­cieli tam­tej­szej spo­łecz­no­ści pismo potwier­dza­jące jego pol­ską toż­sa­mość. Na korzyść kapi­tana prze­ma­wiał rów­nież fakt, iż jego krewni, Chłapowscy i Unrugowie, słu­żyli w oddzia­łach woj­sko­wych wywo­dzą­cych się z Wielkopolski. Bez żad­nych zastrze­żeń wydano zatem sto­sowne zaświad­cze­nie. Pod orze­cze­niem pod­pi­sali się Świrski oraz por. mar. inż. Witold Hubert, refe­rent MW do spraw per­so­nal­nych.
Zweryfikowano też ofi­cer­ską rangę Unruga – decy­zją komi­sji lustra­cyj­nej przy­znano mu sto­pień kapi­tana mary­narki, choć awan­so­wał wyżej już 4 lata wcze­śniej, dowo­dząc okrę­tami pod­wod­nymi. Tak doświad­czo­nemu ofi­ce­rowi z pew­no­ścią można było przy­znać rangę majora mary­narki (odpo­wied­nik póź­niej­szego koman­dora pod­po­rucz­nika). Trzeba jed­nak nad­mie­nić, że w armii pol­skiej ofi­ce­ro­wie wywo­dzący się z Wielkopolski awan­so­wali na ogół powoli.

26 lipca 1919 r. Unrug został wcie­lony na mocy dekretu do Wojska Polskiego. Jeszcze tego samego dnia, na wnio­sek Świrskiego, otrzy­mał przy­dział do DSM. Najwidoczniej już wów­czas przy­szły szef Kierownictwa Marynarki Wojennej (KMW) dostrzegł u młod­szego o dwa lata pod­ko­mend­nego te cechy cha­rak­teru, które powinny cecho­wać zdol­nego i solid­nego szta­bo­wego ofi­cera mary­narki. Później Świrski wie­lo­krot­nie pod­kre­ślał jego wybitne umie­jęt­no­ści dowód­cze i orga­ni­za­cyjne. Nie pomy­lił się w swych sądach, ponie­waż Unrug w 20-leciu mię­dzy­wo­jen­nym ode­grał znaczną rolę w roz­woju rodzi­mej mary­narki wojen­nej.

Pozwolenie na prowadzenie na drogach publicznych Rzeczypospolitej Polskiej wszelkich pojazdów mechanicznych z wyjątkiem pojazdów przeznaczonych do użytku publicznego przez kmdr. Józefa Unruga, ważne do 27 października 1934  r.

Pozwolenie na pro­wa­dze­nie na dro­gach publicz­nych Rzeczypospolitej Polskiej wszel­kich pojaz­dów mecha­nicz­nych z wyjąt­kiem pojaz­dów prze­zna­czo­nych do użytku publicz­nego przez kmdr. Józefa Unruga, ważne do 27 paź­dzier­nika 1934 r.

Przez pierw­sze tygo­dnie pracy w Warszawie Unrug wyko­ny­wał różne doraźne funk­cje, ale od 18 wrze­śnia 1919 r., gdy przy­szedł na miej­sce kpt. mar. Stefana Frankowskiego, mia­no­wany został tym­cza­so­wym naczel­ni­kiem Wydziału Operacyjnego w Sekcji Organizacyjnej.

Z wiel­kim zapa­łem, wyko­rzy­stu­jąc całą posia­daną wie­dzę i doświad­cze­nie, zabrał się do pracy. Można nawet poku­sić się o stwier­dze­nie – powo­łu­jąc się na opi­nie jego przy­ja­ciół – iż służbę w PMW uczy­nił tre­ścią i celem swego życia.

9 grud­nia Unruga prze­nie­siono z DSM i odko­men­de­ro­wano do Komisji Kwalifikacyjnej MSWojsk. dla Oficerów Marynarki. Był tam tylko przej­ściowo, gdyż wkrótce powie­rzono mu inne, jedyne w swoim rodzaju obo­wiązki na Wybrzeżu. Pod koniec roku wyje­chał z Warszawy do Gdańska. Oddajmy jed­nak głos samemu Unrugowi: Z koń­cem roku [1919 r. – M. B.] zosta­łem wysłany do Gdańska, celem prze­ję­cia obiek­tów nawi­ga­cyj­nych wybrzeża mor­skiego. Gdańsk jesz­cze był mia­stem pru­skim. Nad inte­re­sami Polski czu­wała Delegatura Rządu Polskiego z panem Mieczysławem Jałowieckim na czele. Jednym z moich zadań było naby­cie statku dla służby hydro­gra­ficz­nej.

Na mocy posta­no­wień trak­tatu wer­sal­skiego Polska objęła we wła­da­nie część wybrzeża mor­skiego (znaj­do­wały się tam małe porty rybac­kie: Hel i Puck), bio­rąc na sie­bie tym samym odpo­wie­dzial­ność za bez­pie­czeń­stwo żeglugi w obrę­bie swych wód tery­to­rial­nych i za ich obronę. Do zadań DSM nale­żało zaini­cjo­wa­nie wła­snej służby hydro­gra­ficz­nej i służby łącz­no­ści pozwa­la­ją­cej na prze­ję­cie opieki nad wydmami, nad­zoru nad zna­kami pły­wa­ją­cymi na szla­kach nawi­ga­cyj­nych w Zatoce Gdańskiej i Zatoce Puckiej, aktu­ali­zo­wa­nie map oraz kon­trolę nad nad­brzeż­nymi urzą­dze­niami, z latar­niami mor­skimi na czele. Dla reali­za­cji tych zamie­rzeń konieczne było posia­da­nie odpo­wied­niego statku.

19 lutego 1920 r. Unrug ofi­cjal­nie objął sta­no­wi­sko kie­row­nika Urzędu Hydrograficznego na Wybrzeżu. Krótko peł­nił też funk­cję przed­sta­wi­ciela woj­sko­wego do spraw wojenno-mor­skich w Wolnym Mieście Gdańsku. Było to już po uro­czy­stych zaślu­bi­nach Polski z morzem doko­na­nych przez gen. Józefa Hallera. Decyzja o wysła­niu Unruga do Gdańska z pew­no­ścią nie była dzie­łem przy­padku. Doskonale wła­da­jący języ­kiem nie­miec­kim były ofi­cer Kaiserliche Marine był odpo­wied­nim czło­wie­kiem do dzia­ła­nia w zger­ma­ni­zo­wa­nym Gdańsku. Nie bez powodu zaan­ga­żo­wał on też do pomocy przy two­rze­niu Urzędu Hydrograficznego trzech innych ofi­ce­rów, któ­rzy w cza­sie I wojny świa­to­wej słu­żyli w nie­miec­kiej flo­cie: Jerzego Rychłowskiego, Stanisława Szworca
i Tadeusza Bramińskiego. Bohater naszej opo­wie­ści tak pisał wiele lat póź­niej: Jednym z moich zadań było naby­cie statku dla służby hydro­gra­ficz­nej. Po dłuż­szym szu­ka­niu zna­lazł się sto­sowny obiekt, mały paro­wiec dwu­śru­bowy, ongiś słu­żący dla prze­wozu pasa­że­rów do kąpie­lisk nie­miec­kich na brze­gach Morza Północnego.

Z tej przy­czyny był pła­sko­denny, co było dla nas ważne, z uwagi na trudno dostępną i płytką Zatokę Pucką – miał około 200 ton wypor­no­ści, był już nie­młody i sfa­ty­go­wany prze­bytą służbą wojenną. Mimo to, po remon­cie i przy­sto­so­wa­niu go do naszych potrzeb, słu­żył jesz­cze dłu­gie lata pod nazwą ORP „Pomorzanin”, jako okręt hydro­gra­ficzny naszej floty, […] na któ­rej wio­sną 1920 r. pod­nie­siono ban­derę wojenną Rzeczypospolitej.

Warto nad­mie­nić, że tym spo­so­bem pod koniec 1919 r. po raz pierw­szy i ostatni Unrug stał się peł­no­praw­nym wła­ści­cie­lem statku. Ponieważ wła­dze Gdańska nie uzna­wały rządu pol­skiego, paro­wiec został nabyty pry­wat­nie – dzięki oso­bi­stym sta­ra­niom i na nazwi­sko kapi­tana.

Począwszy od 4 maja 1920 r. Pomorzanin roz­po­czął służbę jako okręt hydro­gra­ficzny, wyty­cza­jąc bez­pieczny tor wodny przez płytki kanał Depka, sta­no­wiący jedyne wej­ście do portu w Pucku. Wkrótce wyko­nano pomiary por­tów w Pucku i Helu oraz Jamy Kuźnickiej i całej Zatoki Gdańskiej. Następnie przy­szedł czas, gdy załoga Pomorzanina roz­po­częła pomiary pod przy­szły port wojenny w Gdyni – zba­dano dno Cypla Oksywskiego aż do Redłowskiego. Po tak pomyśl­nym roz­po­czę­ciu prac hydro­gra­ficz­nych Unrug mógł skon­cen­tro­wać się na kolej­nych obo­wiąz­kach, któ­rych mu wszak nie bra­ko­wało.

Akademia w 1934  r. w Gdyni. W środku siedzą: kadm. Józef Unrug z żoną Zofią, z lewej strony – kmdr dypl. Stefan Frankowski, pierwszy dowódca Obrony Wybrzeża Morskiego.

Akademia w 1934 r. w Gdyni. W środku sie­dzą: kadm. Józef Unrug z żoną Zofią, z lewej strony – kmdr dypl. Stefan Frankowski, pierw­szy dowódca Obrony Wybrzeża Morskiego.

Wiosną 1920 r. roz­po­częły się prace przy­go­to­waw­cze pod przy­szły Port Wojenny w Gdyni. Ludzie inte­re­su­jący się spra­wami naszego morza dobrze wie­dzą, że pro­jek­tan­tem i budow­ni­czym portu gdyń­skiego, był inży­nier budow­nic­twa por­to­wego przy Przedstawicielu do Spraw Morskich (przy Komisarzu Generalnym Rzeczypospolitej na Wolne Miasto Gdańsk) i kie­row­nik badań por­to­wych w Gdyni, Tadeusz Apolinary Wenda. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, iż swój udział w tym gigan­tycz­nym przed­się­wzię­ciu, miał także Józef Unrug. Otóż 19 czerwca 1920 r. opra­co­wał on i przed­sta­wił w DSM MSWojsk. doku­ment na temat przy­szłej bazy mor­skiej PMW w Gdyni. To memo­ran­dum zostało przy­go­to­wane w Gdańsku. W odstę­pie jed­nego dnia, 20 czerwca, inny doku­ment na temat prac zwią­za­nych z budową bazy dla PMW przy­go­to­wał inż. Wenda.

Od 9 do 25 lipca 1920 r., Unrug prze­by­wał na urlo­pie wypo­czyn­ko­wym, który spę­dził w rodzin­nych stro­nach. Teraz, ze względu na sędziwy wiek matki, Józef poma­gał w gospo­dar­skich pra­cach. Był jesz­cze jeden powód przy­jazdu do Sielca. Otóż 36-letni Józef darzył szcze­gólną sym­pa­tię swoją dal­szą kuzynkę, Zofię z domu Unrug – praw­do­po­dob­nie pod­czas let­nich waka­cji doszło do ich zarę­czyn. Ślub zapla­no­wano na wio­snę następ­nego roku.

2 wrze­śnia 1920 r., po przy­jeź­dzie do Pucka, Świrski, dowódca Wybrzeża Morskiego, poin­for­mo­wał Porębskiego, iż uznał za nie­zbędne mieć za pomoc­nika star­szego ofi­cera mary­narki w oso­bie Unruga, któ­remu zamie­rza powie­rzyć obo­wiązki szefa Sztabu Dowództwa Wybrzeża. W ten spo­sób, w dowód uzna­nia, Unrug został 23 wrze­śnia prze­nie­siony do Pucka, który stał się pierw­szą bazą dla two­rzo­nych na wybrzeżu jed­no­stek PMW. Mimo trud­nych warun­ków, pucka przy­stań przez 4 lata peł­niła rolę głów­nej bazy Floty. Utworzono tu Komendę Portu Wojennego, Dowództwo Artylerii Nadbrzeżnej, Dowództwo Wybrzeża Morskiego (od 1922 r. zmie­nione na Dowództwo Floty) oraz roz­po­częto for­mo­wa­nie jed­nostki lot­nic­twa mor­skiego.

Wyjątkowe zdjęcie Józefa Unruga z rocznym synkiem Horacym (zm. w 2012 r.) na spacerze brzegiem morza, Rewa, sierpień 1931 r. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Wyjątkowe zdję­cie Józefa Unruga z rocz­nym syn­kiem Horacym (zm. w 2012 r.) na spa­ce­rze brze­giem morza, Rewa, sier­pień 1931 r. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Kapitan mar. Unrug, jako nowo mia­no­wany szef Sztabu Dowództwa Wybrzeża (zatwier­dzony 5 grud­nia 1922 r.), wyna­jął pokój z peł­nym utrzy­ma­niem w domu pro­wa­dzo­nym przez sio­stry zakonne. Wiódł pro­sty, nie­mal spar­tań­ski tryb życia. Tak wobec sie­bie, jak i pod­wład­nych sto­so­wał te same kry­te­ria: nie pił, nie tole­ro­wał braku solid­no­ści, był punk­tu­alny, mówił mało, ale zawsze wszystko widział i wie­dział. Te cechy cha­rak­teru bar­dzo się przy­dały, gdy kilka lat póź­niej, na wnio­sek gen. Władysława Sikorskiego, Unrug powo­łany został na sta­no­wi­sko dowódcy Floty. Słabością tego cha­ry­zma­tycz­nego ofi­cera było… pale­nie fajki. Unrug nie był zbyt towa­rzy­ski i nie­chęt­nie przyj­mo­wał gości. Sam także raczej u nikogo nie bywał, nawet po przy­jeź­dzie poślu­bio­nej póź­niej żony. Sytuacja była raczej nie­zręczna zwa­żyw­szy, że nowo przy­byli wraz z rodzi­nami ofi­ce­ro­wie PMW prze­waż­nie sta­rali się szybko nawza­jem poznać. Za to Świrski, który przy­kła­dał dużą wagę do inte­gra­cji kadry ofi­cer­skiej (w odróż­nie­niu od Unruga, który miał nato­miast dobry kon­takt z mło­dymi wie­kiem ofi­ce­rami oraz zało­gami okrę­tów – pod­ofi­ce­rami i mary­na­rzami), był na tym polu bar­dzo aktywny, choć nie leżało to bynaj­mniej w jego cha­rak­te­rze. Pomocna oka­zała się tu mał­żonka puł­kow­nika [Świrskiego – dop. red,], Maria – osoba z natury bar­dzo roz­mowna i towa­rzy­ska.
Unrug wyko­ny­wał powie­rzone mu obo­wiązki w swoim stylu: z zaan­ga­żo­wa­niem i żela­zną kon­se­kwen­cją. Organizował pracę sztabu, wdra­żał porzą­dek i dys­cy­plinę w służ­bie oraz przy­go­to­wy­wał plany szko­le­nia załóg okrę­tów. Nie wszy­scy ofi­ce­ro­wie pod­le­ga­jący jego suro­wym roz­ka­zom potra­fili spro­stać wyma­ga­niom. Problem pole­gał na tym, że prze­siąk­nięty sty­lem służby w Kaiserliche Marine, prze­niósł do PMW wdra­żane tam cechy cha­rak­teru: dys­cy­plinę, uczci­wość wobec prze­ło­żo­nych oraz zaan­ga­żo­wa­nie w pracę zawo­dową i odpo­wie­dzial­ność. W dużej mie­rze wła­śnie dla­tego w póź­niej­szych latach, gdy był już sze­fem Sztabu Dowództwa Wybrzeża Morskiego, a następ­nie dowódcą Floty, mię­dzy nim a rówie­śni­kami z byłej floty car­skiej docho­dziło do nie­po­ro­zu­mień.
W krót­kim cza­sie Unrug dwu­krot­nie awan­so­wał. Była to nagroda za wzo­rowe wywią­zy­wa­nie się z zadań na rzecz PMW, ale nie tylko. Komisja Weryfikacyjna zali­czyła ofi­ce­rom lata służby w mary­nar­kach państw zabor­czych i usta­liła wresz­cie należne im pol­skie stop­nie. 5 lutego 1921 r. Unrug otrzy­mał sto­pień pod­puł­kow­nika mary­narki w kor­pu­sie mor­skim. Miesiąc póź­niej, na mocy roz­po­rzą­dze­nia szefa DSM, w związku z wpro­wa­dzo­nymi zmia­nami nazw stopni w PMW, sto­pień pod­puł­kow­nika odpo­wia­dał już ran­dze koman­dora porucz­nika. 9 lipca (mia­no­wany z dn. 20 kwiet­nia 1921) Unrug prze­jął Sztab Dowództwa Wybrzeża Morskiego.

Wkrótce po wej­ściu do służby Pomorzanina, PMW wzbo­ga­ciła się o kolejne okręty wojenne – 2 kano­nierki, 4 ponie­miec­kie minowce typu FM, 6 tor­pe­dow­ców pamię­ta­ją­cych czasy służby w Kaiserliche Marine oraz kilku jed­no­stek pomoc­ni­czych. Niestety, były to jed­nostki już prze­sta­rzałe, wyeks­plo­ato­wane i słabo uzbro­jone, o nie­wiel­kiej war­to­ści bojo­wej.

Komandor Unrug reali­stycz­nie oce­niał ewen­tu­alne moż­li­wo­ści dzia­łań obron­nych Floty na Wybrzeżu. Z tego powodu na początku lat 20. mię­dzy nim a płk. Tadeuszem Kutrzebą z Biura Ścisłej Rady Wojennej, który nale­żał do wybit­nych pol­skich teo­re­ty­ków woj­sko­wych, roze­grała się „pry­watna gra wojenna”. Zdaniem Unruga, w razie wojny ze Związkiem Sowieckim rola PMW ogra­ni­cza­łaby się do „zabez­pie­cze­nia mor­skiej komu­ni­ka­cji z Francją”, co na ten moment wyda­wało mu się moż­liwe do wyko­na­nia. Przy tej oka­zji dowo­dził, że naj­da­lej wysu­nięta linia zabez­pie­cze­nia prze­bie­gać będzie przez Bałtyk na wyso­ko­ści Lipawy. W każ­dym razie ofen­sywne dzia­ła­nia PMW prze­ciw ZSRS nie mogły być brane pod uwagę. Bardzo pesy­mi­stycz­nie oce­niał też Unrug szanse naszej maleń­kiej mary­narki w kon­fron­ta­cji z Niemcami – był to pogląd jak naj­bar­dziej szczery. Unrug dowo­dził, że w razie jakiej­kol­wiek agre­sji floty nie­miec­kiej pol­skim okrę­tom nie pozo­sta­nie nic innego, jak szyb­kie wyco­fa­nie się do Lipawy – portu neu­tral­nego, lub samo­za­to­pie­nie wszyst­kich jed­no­stek w gdyń­skim por­cie, a następ­nie obrona honoru mary­narki przez spie­szone załogi na ota­cza­ją­cych Gdynię wzgó­rzach (w tym cza­sie nie było jesz­cze mowy o Helu). Podczas dys­ku­sji padło też z ust koman­dora stwier­dze­nie, że co prawda ist­nieje moż­li­wość zwią­za­nia w walce floty nie­miec­kiej przez Royal Navy, lecz według niego Kanał Kiloński dawał Niemcom wszel­kie moż­li­wo­ści pano­wa­nia na Bałtyku bez obawy inge­ren­cji ze strony potęż­nych sił mor­skich Albionu.

Prezydent RP Ignacy Mościcki w towa­rzy­stwie kadm. Józefa Unruga na pokła­dzie ORP Mazur, na kolo­ro­wa­nej okładce „Morza” z wrze­śnia 1937 r.

Unrug dużą tro­skę przy­wią­zy­wał do roz­woju prak­tycz­nego sys­temu kształ­ce­nia przy­szłych kadr ofi­cer­skich PMW. Z myślą o mło­dych ofi­ce­rach mary­narki opra­co­wał w 1922 r. ksią­żeczkę, która zawie­rała zwię­złe zesta­wie­nie prak­tycz­nych wska­zó­wek, które mogły się przy­dać ofi­ce­rowi pod­czas służby na okrę­cie wojen­nym. Warto odno­to­wać, że Unrug przy wszyst­kich oka­zjach pod­kre­ślał, że służba na okrę­tach pod pol­ską ban­derą wymaga wyso­kich war­to­ści moral­nych i zawo­do­wych. Miał wła­sną wizję pol­skiego mary­na­rza, a zwłasz­cza pod­ofi­cera czy ofi­cera. Nigdy też nie naśla­do­wał bez­kry­tycz­nie obcych wzo­rów – nie­miec­kich, fran­cu­skich czy angiel­skich. Chciał, żeby w pol­skim mary­na­rzu zna­la­zła swe odbi­cie rodzima natura i wła­ściwy jej indy­wi­du­alizm.
Wytężona praca na sta­no­wi­sku szefa sztabu spo­wo­do­wała znaczne pogor­sze­nie dzie­dzicz­nej cho­roby skóry, która bar­dzo dole­gała Józefowi, wyma­ga­jąc zmiany trybu życia. Tak pożą­dany spo­kój i wypo­czy­nek, z dala od „panicz­ków”, znaj­do­wał on w Sielcu. W maju 1923 r. Unrug posta­no­wił odejść ze służby w MW – powo­dem były ani­mo­zje z ofi­ce­rami wywo­dzą­cymi się z floty rosyj­skiej (wąt­pił w moż­li­wość dal­szej współ­pracy z sze­fem KMW, wadm. Porębskim) oraz śmierć matki i upa­da­jący mają­tek na Pałukach (zacho­dziła obawa utraty dworu, pięk­nego parku i dóbr ziem­skich). 1 grud­nia Unrug został prze­nie­siony w tzw. stan nie­czynny. Dymisjonowany na wła­sną prośbę koman­dor wspól­nie z żoną Zofią od paź­dzier­nika 1923 do maja 1925 r. prze­by­wał w rodzin­nym Sielcu. Warto pod­kre­ślić, że wła­śnie dzięki poby­towi w rodzin­nym majątku odzy­skał siły i chęć do pracy.

Dowódca Floty

Unrug, wło­da­rząc wciąż w swym majątku, był jed­nak na bie­żąco infor­mo­wany o sytu­acji w PMW. Pozostawał w sta­łym kon­tak­cie z dowódcą Floty, kmdr. Świrskim. Ich rela­cje nie były wpraw­dzie nigdy zażyłe, za to obaj ofi­ce­ro­wie dosko­nale się rozu­mieli i uzu­peł­niali. Świrski cenił Unruga za odważne wyra­ża­nie swo­ich poglą­dów, nawet jeśli nie zawsze były one zgodne z jego wła­snym sta­no­wi­skiem. Mimo że Unrug for­mal­nie pozo­sta­wał poza czynną służbą, nie­ofi­cjal­nie wciąż współ­dzia­łał ze Świrskim w for­so­wa­niu pożą­da­nych zmian w KMW. Obaj ofi­ce­ro­wie mieli jed­na­kowe poglądy na rolę MW w struk­tu­rze sił zbroj­nych, obaj też byli nasta­wieni kry­tycz­nie do poli­tyki per­so­nal­nej Porębskiego jako szefa KMW, widząc potrzebę grun­tow­nej sana­cji tak samej mary­narki, jak i jej kie­row­nic­twa.

Gdy na początku 1925 r. Unrug nadal spo­koj­nie zarzą­dzał swym mająt­kiem, w KMW w Warszawie zaszły wyda­rze­nia zapo­wia­da­jące istotne zmiany.

Wybuchła tzw. afera minowa zwią­zana z zaku­pem min zagro­do­wych w Estonii. Chociaż uchy­bień dopu­ścili się ofi­ce­ro­wie komi­sji odbior­czej, to for­mal­nie obcią­żyło to Porębskiego – zarzu­cono mu nie­do­pa­trze­nia i nie­do­sta­teczny nad­zór nad pod­wład­nymi. Koniec koń­ców, roz­po­rzą­dze­niem Stanisława Wojciechowskiego, pre­zy­denta RP, z 19 maja 1925 r. szef KMW został zwol­niony z funk­cji bez roz­prawy sądo­wej, któ­rej się doma­gał. Jego odej­ście, co pod­kre­ślają histo­rycy woj­sko­wo­ści, uznaje się za stratę dla PMW i poli­tyki mor­skiej pań­stwa.

Tymczasem 23 kwiet­nia 1925 r. kmdr Świrski przed­ło­żył gen. Sikorskiemu, mini­strowi spraw woj­sko­wych, i nie­któ­rym ofi­ce­rom Sztabu Generalnego, memo­riał trak­tu­jący o potrze­bie uzdro­wie­nia sytu­acji w PMW – pod­jął zde­cy­do­wane dzia­ła­nia dla prze­for­so­wa­nia swych poglą­dów. Propozycje dowódcy Floty tra­fiły na podatny grunt w MSWojsk., gdzie kry­ty­ko­wano kon­cep­cję dotych­cza­so­wego szefa KMW i roz­wi­ja­nia PMW w opar­ciu o wzory bry­tyj­skie. Sikorski, orę­dow­nik dłu­go­fa­lo­wej współ­pracy z Francją, skła­niał się ku tre­ści memo­riału przed­sta­wio­nego przez Świrskiego.

10 maja 1925 r. Unrug wysłał pismo do Sikorskiego, w któ­rym kry­tycz­nie oce­nił poczy­na­nia Porębskiego. Komandor miał na uwa­dze tylko i wyłącz­nie dobro rodzi­mej floty wojen­nej. W ciągu kilku lat służby w PMW, pozo­sta­jąc na róż­nych sta­no­wi­skach we flo­cie, był świad­kiem tra­wią­cej ją cho­roby. Ów list przy­czy­nił się w spo­sób bez­po­średni do zmian per­so­nal­nych w KMW: we wrze­śniu 1925 r. skie­ro­wano na inne sta­no­wi­sko 54 ofi­ce­rów, a w stan spo­czynku prze­nie­siono 13.

19 maja, zale­d­wie kilka dni po ostrej kry­tyce, jakiej została pod­dana PMW na forum pol­skiego par­la­mentu, uka­zało się roz­po­rzą­dze­nie Wojciechowskiego.

Nowym sze­fem KMW został kmdr Świrski, zaś kmdr. por. Unruga ponow­nie powo­łano do służby – objął on dowódz­two Floty. Jego sie­dziba od sierp­nia 1924 r. mie­ściła się w Gdyni.

Unrug desy­gna­cję na nowe sta­no­wi­sko otrzy­mał pod­czas pobytu w Sielcu 23 maja 1925 r. Awans jego został opu­bli­ko­wany w Dzienniku Personalnym MSWojsk. Nr 58 (O.V.L. 17703., „G”.25). Pod aktem nomi­na­cyj­nym pod­pisy zło­żyli: Stanisław Wojciechowski, Władysław Grabski, Prezes Rady Ministrów i gen. dyw. Sikorski. To mini­ster Sikorski zło­żył pro­po­zy­cję Unrugowi jego powrotu do MW i obję­cia funk­cji dowódcy Floty.

Pisze Horacy Unrug: [Ojciec] został przy­wo­łany do Sikorskiego zaraz po wysła­niu listu na temat [osoby] admi­rała Porębskiego. Sikorski zapro­po­no­wał mu [powrót do] służby w Marynarce Wojennej. [Ojciec] wcale się tego nie spo­dzie­wał, raczej ocze­ki­wał nagany od mini­stra Spraw Wojskowych za mie­sza­nie się do rze­czy, które nie były w jego ówcze­snej kom­pe­ten­cji oby­wa­tela ziem­skiego. Po napi­sa­niu listu do Sikorskiego, nie mógł odmó­wić wzię­cia [odpo­wie­dzial­no­ści] za pro­po­no­wane reformy. Komandor Świrski, napi­sał do Ojca, że w jego liście do Sikorskiego wyra­żał się zbyt kry­tycz­nie o admi­rale Porębskim. […]

Funkcja dowódcy Floty nie była uko­ro­no­wa­niem marzeń [mojego Ojca]. Była na pewno funk­cją, która pozwa­lała mu robić, co potra­fił naj­le­piej i co było Polskiej Marynarce Wojennej i Gdyni potrzebne. Jego marze­niem po 20 latach służby, po śmierci ojca i matki, było gospo­da­ro­wać w Sielcu. Z żoną, która też o tym marzyła i odnio­sła suk­ces; została jako jedna z pierw­szych wła­ści­cieli ziem­skich w Pałukach upo­waż­niona na dostawę do Bydgoszczy tucz­ni­ków z prze­zna­cze­niem na bekon, które były następ­nie eks­por­to­wane do Anglii.

Przed czuj­nym wzro­kiem koman­dora nie można było nic ukryć. Nie tole­ro­wał bez­tro­skiego podej­ścia do obo­wiąz­ków służ­bo­wych cechu­ją­cego nie­któ­rych star­szych wie­kiem ofi­ce­rów, któ­rzy tra­fili do PMW w pierw­szych latach II RP. Z tego powodu także i póź­niej nie obe­szło się bez zasad­ni­czych zmian per­so­nal­nych. Przyszły admi­rał cenił nato­miast ludzi mło­dych, z ambi­cjami, odzna­cza­ją­cych się dużym poczu­ciem wła­snej god­no­ści i zde­cy­do­wa­nych respek­to­wać surowe reguły życia na morzu. Nie przy­pad­kiem też Unrug naj­wię­cej zwo­len­ni­ków miał wśród mło­dego poko­le­nia kadry PMW. Zachowując na co dzień dystans wobec pod­wład­nych, mło­dych ofi­ce­rów trak­to­wał wyjąt­kowo. Odkąd zamiesz­kał w wilii na Oksywiu, miał zwy­czaj zapra­sza­nia pod­cho­rą­żych i nowo mia­no­wa­nych pod­po­rucz­ni­ków na pół­go­dzinne towa­rzy­skie roz­mowy przy kawie.

Jak wyra­ził się swego czasu Zbigniew Machaliński, histo­ryk PMW, funk­cja dowódcy Floty była nie­wąt­pli­wie uko­ro­no­wa­niem marzeń Unruga – cho­ciaż z takim poglą­dem nie zga­dza się syn Horacy. Był on bez wąt­pie­nia reali­stą – co potwier­dza syn admi­rała – dla­tego za swe główne zada­nia przy­jął budowę nowego portu wojen­nego, roz­bu­dowę Floty, utwo­rze­nie dywi­zjonu okrę­tów mino­wych i okrę­tów pod­wod­nych, ale przede wszyst­kim kształ­ce­nie kadry ofi­cer­skiej. Ale także duży nacisk – o czym współ­cze­śni bada­cze spraw mor­skich nie­raz zapo­mi­nają lub nie trak­tują z nale­ży­tym zro­zu­mie­niem – kładł na kształ­ce­nie kadry pod­ofi­cer­skiej. Uważał, że brak dosko­na­łych maj­strów był naj­więk­szym pro­ble­mem prze­my­słu pol­skiego.

Zdjęcie polskich oficerów w niewoli w Oflagu IV C- S (obóz specjalny) Colditz, lipiec 1941 r. Stoją od lewej: kmdr dypl. Marian Majewski, płk Władysław Smolarski, gen. dyw. Tadeusz Piskor, kadm. Józef Unrug, płk. dypl. Mieczysław Mozdyniewicz i płk. dypl. Antoni Trzasko-Durski.

Zdjęcie pol­skich ofi­ce­rów w nie­woli w Oflagu IV C- S (obóz spe­cjalny) Colditz, lipiec 1941 r.
Stoją od lewej: kmdr dypl. Marian Majewski, płk Władysław Smolarski, gen. dyw. Tadeusz Piskor, kadm. Józef Unrug, płk. dypl. Mieczysław Mozdyniewicz i płk. dypl. Antoni Trzasko-Durski.

Dowódca Floty był wyma­ga­jący i kry­tyczny rów­nież w sto­sunku do sie­bie. Nie był nato­miast opor­tu­ni­stą, nie cofał się przed wypo­wie­dze­niem wła­snego zda­nia. Jak wynika z jed­nego z taj­nych doku­men­tów zacho­wa­nych w papie­rach KMW, Unrug potra­fił wziąć na sie­bie prze­wi­nie­nia swych pod­ko­mend­nych, jeśli uznał, że doszło do nich wsku­tek braku jego nad­zoru.

Opracowany przez koman­dora (awan­so­wany w kor­pu­sie mor­skim 3 maja 1926 ze star­szeń­stwem od 1 sierp­nia 1924 r.) regu­la­min Służby Okrętowej, który został zatwier­dzony przez MSWojsk., dokład­nie regu­lo­wał życie na okrę­cie – tak w por­cie, jak i pod­czas ćwi­czeń na morzu. Regulamin usta­lał szcze­gó­łowo porzą­dek dnia i towa­rzy­szące mu czyn­no­ści, wpro­wa­dzał zwy­czaje mor­skie, okre­śla­jąc cało­kształt życia Floty. Jej dowódca czę­sto oso­bi­ście czu­wał nad prze­strze­ga­niem wyzna­czo­nych przez sie­bie norm. Unrug w wielu spra­wach był nad wyraz dro­bia­zgowy, co dener­wo­wało pod­wład­nych, nie przy­spa­rza­jąc mu popu­lar­no­ści. Ale owa iry­tu­jąca pedan­te­ria koman­dora nie wyni­kała wcale z chęci przy­ła­py­wa­nia mary­na­rzy na drob­nych uchy­bie­niach – on usi­ło­wał ich po pro­stu wycho­wać. Surowym egze­kwo­wa­niem regu­la­minu dowódca Floty wyra­biał wśród swych pod­wład­nych nawyk utrzy­my­wa­nia porządku, dba­łość o wygląd zewnętrzny i dys­cy­plinę. Wszystko to miało zasad­ni­czy wpływ na poziom wyszko­le­nia załóg. Nie ma żad­nej prze­sady w stwier­dze­niu, że w por­cie i na okrę­tach nic nie uszło uwa­dze dowódcy Floty. Zrozumiałe, że nie zawsze się z tym zdra­dzał. Z okien swej „warowni oksyw­skiej” miał dosko­nały widok na port – mógł śle­dzić każdy ruch, wyła­py­wał każde naj­mniej­sze nawet nie­dbal­stwo lub prze­wi­nie­nie. Unrug był fana­ty­kiem punk­tu­al­no­ści i tego samego wyma­gał od innych. Swe iście „nel­so­now­skie” cechy kon­se­kwent­nie prze­niósł na pol­ski grunt.

Odkąd Unrug zamiesz­kał w Gdyni, z dużym zaan­ga­żo­wa­niem włą­czył się w dzia­łal­ność spo­łeczną, peł­niąc różne odpo­wie­dzialne funk­cje. Drugą obok moto­ry­za­cji pasją kontr­ad­mi­rała (został awan­so­wany 1 stycz­nia 1933) było żeglar­stwo – był zapa­lo­nym żegla­rzem i mece­na­sem, tego sportu. Należał on do współ­za­ło­ży­cieli Oddziału Morskiego Yacht-Klubu Polskiego w Gdyni (został koman­do­rem oddziału mor­skiego YKP). Marynarka Wojenna wpro­wa­dziła do tego klubu swój jacht Junak. Gdy powstała druga orga­ni­za­cja żeglar­ska – Oficerski Yacht-Klub – Unrug potra­fił dostrzec w nim nie kon­ku­ren­cję, lecz jesz­cze jedną szkołę cha­rak­te­rów dla swo­jej kadry, sta­rał się więc popie­rać oba sto­wa­rzy­sze­nia. Znany z życz­li­wo­ści dla mło­dzieży Unrug został także wybrany w 1932 r. pierw­szym pre­ze­sem gdyń­skiego Zarządu Ogniska YMCA (Young Men’s Christian Association – Chrześcijańskie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej). Naczelnym celem mię­dzy­na­ro­do­wej pro­te­stanc­kiej orga­ni­za­cji, było wycho­wy­wa­nie mło­dych ludzi zgod­nie z etyką chrze­ści­jań­ską.

Unrug zawsze przy­wią­zy­wał dużą wagę do spraw­no­ści fizycz­nej mary­na­rzy. Dość czę­sto widziano go na meczach pił­kar­skich dru­żyny mary­narki wojen­nej, któ­rymi się żywo inte­re­so­wał. To z jego ini­cja­tywy zaku­piono szku­ner – pierw­szy okręt żaglowy ORP Iskra, który został spro­wa­dzony do Polski w 1927 r. Doceniał war­tość twar­dej szkoły pod żaglami.

Admirał Unrug wie­dział, że chcąc dys­po­no­wać sku­teczną flotą wojenną, trzeba jej stwo­rzyć w kraju odpo­wied­nie zaple­cze. Dlatego z wiel­kim zain­te­re­so­wa­niem i tro­ską śle­dził pracę Warsztatów Portowych Marynarki Wojennej, prze­nie­sio­nych z Pucka do Gdyni w dru­giej poło­wie lat 20. WPMW zatrud­niały dobrych fachow­ców. Dowódca Floty był pra­wie codzien­nym gościem w warsz­ta­tach – dążył on do mak­sy­mal­nego unie­za­leż­nie­nia się od stoczni remon­to­wej na tere­nie Wolnego Miasta Gdańska.

Okazuje się, że młoda pol­ska flota wojenna na Bałtyku w nie­spełna dwie dekady, mimo trud­nej sytu­acji eko­no­micz­nej kraju, wzbo­ga­ciła się o 18 okrę­tów bojo­wych, o łącz­nej wypor­no­ści około
17 000 t – 4 nowo­cze­sne nisz­czy­ciele (Wicher, Burza, Błyskawica, Grom), 5 okrę­tów pod­wod­nych (Ryś, Wilk, Żbik, Orzeł, Sęp), 2 kano­nierki (Generał Haller, Komendant Piłsudski), 6 minow­ców (Jaskółka, Mewa, Rybitwa, Czajka Czapla, Żuraw), duży sta­wiacz min Gryf i inne jed­nostki pomoc­ni­cze (trans­por­towe, szkolne itd.), które zbu­do­wano we Francji, Wielkiej Brytanii, Holandii i Polsce. Marynarka Wojenna, jako zupeł­nie nowy rodzaj sił zbroj­nych odro­dzo­nego pań­stwa, z tru­dem utrwa­la­jąca swoje miej­sce w ich struk­tu­rze, z reguły nie znaj­do­wała jed­nak wystar­cza­ją­cego zro­zu­mie­nia w gre­miach decy­zyj­nych.

Obrońca Wybrzeża

Od 17 sierp­nia 1939 r. Dowództwo Floty i Obszaru Nadmorskiego mie­ściło się for­mal­nie koło hel­skiego dworca kole­jo­wego. Tym spo­so­bem Unrug uzy­skał wgląd w bez­po­śred­nie przy­go­to­wa­nia wojenne pół­wy­spu. Admirał prze­niósł się teraz ze swoim małym szta­bem do opróż­nio­nego schronu amu­ni­cyj­nego, około 5 km od nasady pół­wy­spu po stro­nie Zatoki Puckiej. Kilka dni póź­niej, 23 sierp­nia, na wieść o pod­pi­sa­niu paktu Ribbentrop – Mołotow, ogło­szono „alarm na Flocie”. Załogi okrę­tów zna­la­zły się w peł­nej goto­wo­ści bojo­wej.

Inspekcja kutra rybackiego Kalew w porcie Agadir (Maroko) dokonywana przez Józefa Unruga.

Inspekcja kutra rybac­kiego Kalew w por­cie Agadir (Maroko) doko­ny­wana przez Józefa Unruga.

W momen­cie ogło­sze­nia mobi­li­za­cji, dowódca Floty objął dowódz­two ope­ra­cyjne Obrony Wybrzeża, pod­le­ga­jące bez­po­śred­nio naczel­nemu wodzowi, mar­szał­kowi Edwardowi Rydzowi-Śmigłemu. W przed­dzień wybu­chu wojny Unrugowi, pod­le­gało bez­po­śred­nio 16 – 18 tys. ludzi; dowo­dził on cało­ścią sił mor­skich, lądo­wych i powietrz­nych Obrony Wybrzeża. Wszystkie jed­nostki lądowe i mor­skie dys­po­no­wały łącz­nie setką dział róż­nego kali­bru i prze­zna­cze­nia. Przeciwnik jed­nak miał dru­zgo­cącą siłę. Na morzu prze­waga Niemiec była dzie­się­cio­krotna. W powie­trzu piloci Luftwaffe byli prak­tycz­nie bez­karni, nie napo­ty­ka­jąc żad­nego prze­ciw­nika. Na lądzie prze­wagę ilo­ściową sza­co­wano jako naj­mniej przy­tła­cza­jącą, bo dwu­ipół­krotną, przy czym zde­cy­do­wa­nie lep­sze było uzbro­je­nie prze­ciw­nika.

Dowódca Floty, nauczony oso­bi­stym doświad­cze­niem z I wojny świa­to­wej, zda­wał sobie sprawę ze spo­czy­wa­ją­cego na nim odpo­wie­dzial­no­ści. Choć czuł się oso­bi­ście odpo­wie­dzialny za życie tysięcy obroń­ców, zgod­nie z wcze­śniej­szymi roz­ka­zami naczel­nego wodza, zamie­rzał wal­czyć dopóty, dopóki pozwa­lają na to oko­licz­no­ści. Nie miał jed­nak zamiaru prze­le­wać krwi żoł­nie­rzy
i mary­na­rzy nada­rem­nie. Józef Unrug był czło­wie­kiem honoru – dla­tego, sumien­nie prze­strze­ga­jąc mię­dzy­na­ro­do­wych kon­wen­cji, nie zga­dzał się na tor­pe­do­wa­nie nie­uzbro­jo­nych i nie­kon­wo­jo­wa­nych stat­ków wroga. Miało to także tę dobrą stronę, że wal­cząc fair, dowódca Floty nie dawał pre­tek­stu do ataku goeb­bel­sow­skiej pro­pa­gan­dzie.

Już w pierw­szych godzi­nach dzia­łań wojen­nych oka­zało się, że hel­skie Dowództwo Floty musi w zasa­dzie koor­dy­no­wać wszel­kie akcje Obrony Wybrzeża. Unrug, pozo­sta­jąc odpo­wie­dzialny za całość dzia­łań, nie miał jed­nak fizycz­nej moż­li­wo­ści inge­ro­wa­nia w decy­zje Lądowej Obrony Wybrzeża i w obronę Westerplatte. Admirał cał­ko­wi­cie zawie­rzył tu płk. Stanisławowi Dąbkowi, który dowo­dził obroną Gdyni i Oksywia. Podobnie wyglą­dała sprawa z Wojskową Składnicą Tranzytową. Faktyczna dzia­łal­ność Unruga ogra­ni­czała się zatem do dowo­dze­nia Flotą oraz bez­po­śred­niego zwierzch­nic­twa nad dowódcą Rejonu Umocnionego Hel.

Po kapi­tu­la­cji Warszawy i Modlina, ostat­nimi punk­tami zor­ga­ni­zo­wa­nego oporu pozo­stały Hel i Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” (walki tego ostat­niego zgru­po­wa­nia trwały do 6 paź­dzier­nika). W tej sytu­acji nocą z 30 wrze­śnia na 1 paź­dzier­nika w schro­nie dowódcy Floty odbyła się narada wojenna. Oprócz głów­no­do­wo­dzą­cego wzięli w niej udział: kmdr dypl. Marian Majewski, kmdr dypl. Stefan Frankowski i kmdr Włodzimierz Steyer. Oficerowie, z kadm. Unrugiem na czele, byli zgodni, że dal­sza obrona Helu stra­ciła sens, wobec czego można z czy­stym sumie­niem ska­pi­tu­lo­wać, tym bar­dziej, że w oddzia­łach pie­choty bra­ko­wało amu­ni­cji i żyw­no­ści. Biorąc to wszystko pod uwagę, Unrug stwier­dził, że dal­sza walka jest bez­na­dziejna, a następne ofiary – nie­po­trzebne.

O godzi­nie 19:30 kmdr Majewski pod­pi­sał akt kapi­tu­la­cyjny, wystę­pu­jąc w imie­niu Unruga. Przekazanie pół­wy­spu Niemcom odbyło się 2 paź­dzier­nika.

Józef Unrug w Agadirze i praca w firmie polonijnej „Fregata S.A.” braci Wieleżyńskich, zdjęcie z 1948  r. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Józef Unrug w Agadirze i praca w fir­mie polo­nij­nej „Fregata S.A.” braci Wieleżyńskich, zdję­cie z 1948 r. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Niewola i emi­gra­cja

Admirał Unrug do nie­woli tra­fił 2 paź­dzier­nika 1939 r. Przebywał w 7 obo­zach jeniec­kich: Oflag X B w Nienburgu, Oflag XVIII C Spittal, Oflag II C w Woldenbergu, Oflag VIII B w Silberbergu, Oflag IV C w Colditz, Oflag VIII E w Johannisbrunn i Oflag VII A w Murnau. Z tego ostat­niego został wyzwo­lony 29 kwiet­nia 1945 r. przez żoł­nie­rzy gen. Omara Bradleya. Unrug w obo­zach tych był dobrze trak­to­wany. Ale jesz­cze w 1940 r. nie­miecka dele­ga­cja pod­czas pobytu w Spittal pró­bo­wała nakło­nić Unruga do powrotu do służby w Kriegsmarine. Admirał był nie­ugięty, a jego butna postawa za dru­tami wobec wroga obro­sła w legendę.

Józef Unrug na wakacjach w Sables d’Olonne we Francji, lato 1967 r. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Józef Unrug na waka­cjach w Sables d’Olonne we Francji, lato 1967 r. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Z Niemcami roz­ma­wiał tylko przez tłu­ma­cza, bo – jak powie­dział – język wroga zapo­mniał 1 wrze­śnia 1939 r. Po woj­nie tra­fił do Wielkiej Brytanii. Tu wresz­cie spo­tkał się ze swoją rodziną – żoną i synem Horacym. Objął sta­no­wi­sko I zastępcy szefa KMW.

W sierp­niu 1948 r., w stop­niu wice­ad­mi­rała, zwol­niony z Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia został zde­mo­bi­li­zo­wany. Anglicy zapro­po­no­wali mu eme­ry­turę, ale odmó­wił. Wraz z żoną wyje­chał do Maroka, gdzie przy­ja­ciele z daw­nych lat zała­twili mu pracę. Sześćdziesięcioletni admi­rał doglą­dał stanu floty kutrów rybac­kich, które słu­żyły do połowu sar­dy­nek. Od 1951 r.

pra­co­wał w Agadirze jako kie­rowca w przed­się­bior­stwie gór­ni­czym. W 1958 r. Unrugowie wyje­chali do Francji. Tutaj zamiesz­kali w Domu Polskim dla eme­ry­tów w wio­sce w Lailly-en-Val pod Orleanem, utwo­rzo­nym przez Fond Humanitaire Polonais (FHP). Unrugowie zostali wzięci pod opiekę przez depar­ta­ment Seine. Byli pierw­szymi pen­sjo­na­riu­szami zabyt­ko­wego zamku, w któ­rym zakwa­te­ro­wano star­sze osoby nie­zdolne już do pracy. Rząd fran­cu­ski nigdy nie zapro­po­no­wał admi­ra­łowi oby­wa­tel­stwa w kraju, w któ­rym spę­dził ostat­nie lata życia. Miał sta­tut i papiery uchodźcy pocho­dze­nia pol­skiego. Nie otrzy­my­wał też żad­nych pie­nię­dzy, pomi­ja­jąc koszta zakwa­te­ro­wa­nia i opieki. Gdy wieść o tara­pa­tach finan­so­wych admi­rała dotarła do Londynu, w Stowarzyszeniu Marynarki Wojennej natych­miast zor­ga­ni­zo­wano zbiórkę pie­nię­dzy (o czym Unrug nie wie­dział). Potem czy­niono to jesz­cze kil­ka­krot­nie. Bezinteresowny odruch serca gra­na­to­wej braci na obczyź­nie daje piękne świa­dec­two więzi łączą­cych śro­do­wi­sko mary­nar­skie z byłym dowódcą Floty.

Józef i Zofia Unrugowie w Lailly-en-Val, jesień 1972. Jedno z ostatnich zdjęć admirała przed śmiercią. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Józef i Zofia Unrugowie w Lailly-en-Val, jesień 1972. Jedno z ostat­nich zdjęć admi­rała przed śmier­cią. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Józef Unrug także na eme­ry­tu­rze pro­wa­dził aktywny tryb życia — m.in. jako wytrawny kie­rowca dowo­ził samo­cho­dem zaopa­trze­nie do ośrodka z pobli­skiego mia­steczka, pra­gnąc w ten spo­sób odpła­cić się za otrzy­maną pomoc. Pełen god­no­ści, nie przyj­mo­wał niczy­jej jał­mużny. Najtrudniejszy egza­min z siły cha­rak­teru przy­szło Unrugowi zdać w ostat­nich dniach życia. Staczając samotną walkę z cier­pie­niem spo­wo­do­wa­nym cho­robą nowo­two­rową, przez dłuż­szy czas nie ujaw­niał rodzi­nie swego stanu zdro­wia. Temu nie­zwy­kle spraw­nemu i aktyw­nemu czło­wie­kowi nie­ła­two było pogo­dzić się z fak­tem, że u kresu życia musi spę­dzać bez ruchu całe doby. Ten nie­złomny ofi­cer PMW, zmarł na raka 28 lutego 1973 r. Pochowano go na cmen­ta­rzu Montrésor. Życzeniem admi­rała było, by jego pro­chy spo­częły wśród pod­ko­mend­nych na cmen­ta­rzu w Oksywiu. Dopiero po 45 latach, 2 paź­dzier­nika 2018 r., wypeł­niono jego ostat­nią wolę – spro­wa­dzono z Francji szczątki Józefa Unruga i jego mał­żonki Zofii (zm. w Orleanie 21 kwiet­nia 1980 r.) do Gdyni.

2 października 2018 r. roku, uroczysty pochówek Admirała w Kwaterze Pamięci na Cmentarzu Marynarki Wojennej. Fot. Piotr Leoniak/MW RP

2 paź­dzier­nika 2018 r. roku, uro­czy­sty pochó­wek Admirała w Kwaterze Pamięci na Cmentarzu Marynarki Wojennej. Fot. Piotr Leoniak/MW RP

  • Mariusz Borowiak

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE